Cześć Michał!:)
Warsztaty u Kingi były zdecydowanie tym, czego potrzebowałam od dawna. Brakowało mi strasznie miejsca w którym mogłabym się czegoś nowego nauczyć, podzielić się częścią siebie, przerobić coś ważnego, zainspirować kogoś a jednocześnie być inspirowanym przez innych i to wszystko przy wsparciu otwartej, pełnej miłości i zrozumienia grupy. U mnie kwestie finansowe leżały i kwiczały, znacie tutaj moją historię. Dzięki tym warsztatom dowiedziałam się o sobie więcej, otworzyłam na totalnie nowe postrzeganie siebie, świata, ludzi, możliwości i bogactwa:)
Ciężko było mi przez ostatni czas zmienić coś więcej w kwestiach pracy i zarabiania. Choć intensywnie pracowałam nad samooceną i uzdrawianiem wewnętrznego dziecka, co mnie mocno blokowało, ciągle czułam pewnego rodzaju niemoc i bezsilność na zmiany tu i teraz. Miewałam na zmianę przypływy entuzjazmu i wiary w siebie ( bo zawsze czułam że osiągnę sukces, ale w nieokreślonej przyszłości) z dołowaniem i niewiarą w swoje umiejętności. Momentami naprawdę wierzyłam, że nie jestem wystarczająco dobra, aby zajmować się zawodowo tym co kocham, za dużo analizowałam i szukałam dziury w całym.
Warsztaty tematycznie trafiały w dziesiątkę, więc z góry wiedziałam że na pewno coś wartościowego z nich wyniosę. Jak się okazało – to nie były jak to zazwyczaj bywa hasła i wykłady dające do myślenia. Żeby ogarnąć teorię zawsze można poczytać sobie fajną książkę;) Tak jak pisał Michał te warsztaty były czymś więcej - metodą na głębsze odkrycie i poznanie siebie, a jeszcze z prowadzeniem i intuicją Kingi dały mi przeogromnego powera. Ja po tych warsztatach autentycznie się zmieniłam i wszystko wywróciło się do góry nogami, w pozytywnym znaczeniu oczywiście:D Staje teraz twarzą w twarz z z różnymi wyzwaniami, które mi właśnie wyskoczyły, ale cieszę się że w końcu tak dużo się ruszyło i że mam odwagę i energię na to, aby stawić im czoła. Czuję wyraźne poszerzenie świadomości i zupełnie inną, przyjemniejszą perspektywę.
Bardzo podobało mi się właśnie to, że Kinga przygotowała mnóstwo ćwiczeń praktycznych, ciągle coś się działo, a ja pozwoliłam sobie wciągnąć się w ten wir zmian:D Każde ćwiczenie na mnie wpłynęło, dało do myślenia, miło było wspólnie poeksperymentować, podoświadczać, poodkrywać siebie.
Grupa oczywiście cudowna, ale mnie to nie dziwi, że Kinga sobie takich fajnych, harmonijnych ludzi przyciąga;) Sama zyskałam fajne znajomości, które wprowadzają wiele wartości do mojego życia, bardzo mi takich ludzi brakowało:) Szczęście mnie rozpiera:) Nawet praca nad samooceną nie jest już u mnie teraz tak intensywna, bo po tych warsztatach czuję jaka jestem wspaniała i wartościowa jako osoba i jako artystka:) Nawet z ludźmi mi się na co dzień jeszcze przyjemniej rozmawia, serducho mi się jeszcze szerzej otworzyło:)
Dzięki temu podbudowaniu i docenieniu przez ludzi utwierdziłam się w przekonaniu że jestem dobrym rysownikiem i że naprawdę idę w dobrym kierunku. Odkryłam tez kilka nowych talentów, o których rozwijaniu bym nie pomyślała:) Ciągnęło mnie wcześniej do pracy z ludźmi, ale jak do tej pory ograniczałam swoje cele do pracy ze zwierzętami i ich właścicielami. To zabawne, bo kiedy pracowałam nad tematami pracy, wychodziło za każdym razem,że abym spełniała się zawodowo, najpierw muszę przerobić relacje z ludźmi. Ja sobie wmawiałam, że teraz póki co to nie jest takie ważne, bo przecież po co mi do rysowania dobry kontakt z ludźmi:D Teraz widzę i czuję to zupełnie inaczej:) Zyskałam kilka zleceń, nową współpracę, więc jako grafik zaczynam w końcu konkretnie działać, zamiast czekać w nieskończoność na odpowiedź z wydawnictwa. Czuję jak mocno otworzyłam się na te nowe możliwości i że one będą sobie do mnie swobodnie płynąć:) Czuję też każdego dnia wolną, gładką przestrzeń na to co ma do mnie przyjść. Wcześniej dużo planowałam, np. że popracuję jeszcze w mojej aktualnej pracy dla bezpieczeństwa miesiąc, w międzyczasie będę sobie rysować, "a potem pewnie przyjdzie coś lepszego". Nie dziwi mnie to, że nic nie przyszło:D Wiedziałam, że każdy dzień niesie ze sobą nowe możliwości, ale teraz to czuję, teraz to REALIZUJĘ. Czuję, że chcę być obdarowywana i chcę obdarowywać innych, to jest naprawdę cudowne uczucie.
Co do prowadzenia warsztatów - Clint jest w tym świetny, a ja na pewno mu w tym pomogę:D Jeszcze mnie taka rola trochę przeraża, ale wiem że mogłabym takie warsztaty wspólnie z partnerem prowadzić:)
Dotarła też do mnie jedna bardzo ważna kwestia, która wyszła mi na warsztatach w ćwiczeniu z wewnętrznym dzieckiem. Totalnie puściły mi emocje związane z moją rodziną i naprawdę ogromny ciężar zrzuciłam z siebie. Okazało się, że blokowałam się na przypływ pieniędzy, bo nie chciałam się dzielić kasą z mamą, która wiecznie ode mnie tylko wymagała. Zawsze byłam tym najukochańszym i najbardziej ogarniętym dzieckiem, w które pokładało się nadzieje. Miałam zrobić karierę i uratować mamusię, kupić jej domek na starość i zabierać ją na wakacje. Czułam tą niesprawiedliwość, że kiedy byłam małą dziewczynką rodzice nigdzie mnie nie zabierali, nie kupowali fajnych rzeczy, bo nie mieli pieniędzy. Najgorsze jest to, ze moi rodzice mogli to w każdej chwili zmienić, ale nie chcieli. Oboje wolą tkwić w biedzie i niemocy, w ich „wygodnych” rolach ofiar. Ja się zbuntowałam i postanowiłam nie odwalać wszystkiego za nich, zamknęłam się na pieniądze, nie skończyłam żadnych studiów i w końcu zostałam sprzątaczką tak jak moja mama. Swoją postawą wołałam „zobacz mamo, jestem taka jak Ty, cierpię tak samo jak Ty, nie jestem w stanie Ci pomóc”. Czułam złość, że ja ciężko pracuję nad sobą i otwieram się na więcej, a moja mama sobie siedzi, cierpi i czeka jak taka pijawka aż jej wszystko zapewnię. W końcu poczułam się w porządku z tym, że pracuję nad sobą, a moi rodzice nie mają prawa tego wykorzystywać moim kosztem, wbrew mojej woli. Przestałam też usprawiedliwiać moją matkę i poczułam w związku z tym dużą ulgę. Mam w tym temacie jeszcze wiele emocji i rzeczy do przerobienia, bo dopiero udało mi się porządnie ruszyć ten temat, ale cieszę się że w końcu się za to zabrałam. Dotarło do mnie jak bardzo się ograniczam w imię buntu, udało mi się przebić przez mur, który na warsztatach zwyczajnie prysnął. Prysnął, bo czułam od grupy szczere i silne wsparcie.
Medytacje, sesje, afirmacje bardzo mi pomagają. Ale na tym etapie, z tym konkretnym problemem potrzebowałam Was. Ludzi, wsparcia, Waszej miłości. Odnalazłam Was na tych warsztatach. Dziękuję:)
Polecam warsztaty Kingi i na pewno żadnych nie przepuszczę:D