Dalej bierzmy szeroki garsciami wszelkie wzorce z Zachodu a bedzie jeszcze leipiej...
Dwa dni temu na imprezie spotkalem Polke ktora od kilku lat zyje i mieszka w Kanadzie. Zaczelismy gadac bo zawsze uwazalem Kanade za bardzo przyjazny i spokojny kraj, z ludzmi o mentalnosci zblizonej do tej europejskiej, z tradycjami itp. Bylem w bledzie. Ona powiedziala, ze tam ludzie praktycznie nie utrzymuja ze soba blizszych kontaktow, nawet sasiedzkich. Wszelkie dyskusje i probowanie brania w watpliwosc czyjegos zdania sa odbirane automatycznie jako wchodzenie na czyjes podworko i praktycznie ktos taki w miasteczku staje sie ,,persona non grata", osoba wydziedziczona z lokalnej spolecznosci. Rzadzi tam wykalkulowana, zimna, protestancka mentalnosc i kultu jednostki, polegajacy na zdobyciu jak najlepszej pracy, zarobkow. Po 18 roku zycia, kiedy czlowiek usamodzielnia sie prawnie, rodzina praktycznie przestaje sie nim interesowac. Nie istnieje tam cos takiego, jak w Europie, ze w jakis sposob mozna liczyc na pomoc bliskich.
Powiedziala na koniec, ze bedac teraz w Polsce (kiedys juz byla) mowi, ze to idzie do nas, ze boi sie, zeby Polska nie stala sie taka, jak USA czy Kanada. Nawet mowila, ze w Zachodniej Europie ludzie nie sa w niektorych miejscach tak przesiaknieci tym syfem jak u nas wlasnie...
I to jest glownym powodem, dla ktorego nie potrafie egzystowac w dzisiejszej rzeczywistosci, gdzie takie podejscie do zycia zyskuje coraz wieksza aprobate ludzi. Jest wszedzie: odstosunkow mkiedzyludzkich po zycie zawodowe. Liczy sie tylko efektywnosc, konkurencja i najlepiej jesli relacje z ludzmi ograniczaja sie do grzecznosciowych zwrotow i rozmow o niczym. Sto razy bardziej wolalbym zyc za szarego PRLu i miec mnostwo przyjaciol i poczucie, ze jestem w grupie niz czasy dzisiejsze, gdzie mozna miec wszystko ale nie ma sie tak naprawde niczego.