„Nie musisz zmieniać swojego podejścia to jest tylko alternatywa, która powoduje, że gdy znajdujesz szczęście w sobie przestajesz czekać, aż coś Ci to szczęście da z zewnątrz”
To jest bardzo mądre zdanie, gdyż pragnienie nie jest tym samym, co potrzeba. Pragnienie jest uwiązaniem (czyli brakiem, który dręczy umysł), a potrzeba jest czymś koniecznym/pilącym lub zwyczajnie czymś co się przydaje na dany czas (może być i nie musi)
Jeśli człowiek wyzbędzie się pragnień (jako element życia, bez którego nie jest szczęśliwy i zadowolony z egzystencji) otwiera się perspektywa potrzeb, należnych lub nienależnych, bo można „modlić się o szafę, a dostanie się krzesło”. Nie wszystko, co sobie wymyślimy, jest nam należne.
U mnie wygląda to tak, takie zobrazowanie teorii (nie wiem, w jakim jestem punkcie przekazów przyciągających zdarzenia, nie potrafię tego jeszcze nazwać odpowiednio, gdy myśli stają się ciałem): O czymś pomyślę, że np.: „Przydałoby się jakiś mały remoncik zrobić, tu i tam” (zastąpienie słowa muszę <mus, musi, wymuszenie- jest sporą blokadą energetyczną> na przydało by się). Czyli fajnie by było, gdyby coś się zmieniło na in plus, ale jak się nie zmieni, to też ok, uczucia rozżalenie nie będzie. I co się staje? Często jeszcze w tym samym dniu, albo w przeciągu paru dni przychodzą do mnie materiały budowlane zewsząd. Ludzie dzwonią, pytają się, wciskają mi do rąk, czy mi się przyda. Ja odpowiadam ze śmiechem (bo to jest zabawne, gdy czujesz te przeciągania zdarzeń): „Oczywiście, przydałoby się jakiś mały remoncik zrobić, tu i tam

”. I jest za darmo, bez wysiłku, kombinacji- masz to co potrzebujesz.... rób, czyń.