balbina,
Dziękuję za wsparcie.
Kornel,
To istotnie sytuacja nie do pozazdroszczenia.
A to, ze dzieci będą sie wychowywać bez matki to w tym przypadku najlepsza rzecz jaka sie mogła im przydarzyć. I mam nadzieję, że nie bedzie miała okazji do szczucia ich na mnie czy syna.
Ma być osądzona !
A tam sie już nią zajmą !
Rzecz tylko w tym, żeby to karmicznie dobrze rozegrać.
Bo Ania Atras dała mi kiedys taką rozpiskę- tabelkę, z której wynikało, że my sie tak bujamy już od wcieleń.
Nie wierzyłam wtedy, nie dowierzałam , jak tak tabelką z programu komputerowego można to ująć. To nie może być takie proste. A jednak z biegiem czasu okazywało sie coraz bardziej prawdziwe.
Ona - strzyga - mnie wielokrotnie, w poprzednich wcieleniach, już załatwiała czarną magią.
Ja ją magią rzadziej za to częściej ot tak "normalnie". Bo nie wytrzymywałam.
( teraz już mi też "zlecenie" na myśl przychodziło

)
Dlatego też teraz próbowałam już różnych wariantów z Bogiem i jego Światłem w tle.
Np powierzałam Bogu otoczenie jej Jego Miłością i Światłem, jak kokonem tak, żeby wszystko co od niej by wychodziło, przechodziło by przez ten kokon jak przez filtr. Inspiracja przyszła po rozmowie z Leszkiem, że czym można strzygę unieszkodliwić ? .... Światłem....
No to
POWIERZYŁAM DOBREMU BOGU.na zasadzie, że jeżeli tak ma być to Bóg to sprawi. A jeżeli nie to sie tak nie stanie.
No harm done.
Tymczasem niespodzianka !
Strzyga "zdobrzała" !
To było już w tym roku. Miała byc namierzona, a więc zła. A tu, cholera jasna, szyki się ogólnie popier....ły.
Potem Leszek 'dojaśnił', że owszem światłem to można ją traktować, ale PO , jak już 'zmieni wymiar'.
Tylko, że ja takimi sprawami sie nie zajmuję ! Od tego jest egzorcysta. I to nie kazdy ma chęć w to wchodzić.
Potem 'odkręcałam; na ile się dało. I już więcej nie wymyślałam.
Raczej modliłam sie . Powierzałam sprawy Bogu. I czekałam na rezultaty.
Ale jest ciężko. Bardzo ciężko.
I gdyby nie to, że wierzę w reinkarnację, w prawo karmy, prawo łaski, no i najważniejsze w Miłość i Potęgę Dobrego Boga - to bym już chyba z bólu zwariowała.
Wychowałam - sama - dwoje pieknych dzieci.
Było bardzo ciężko chwilami ( testament już też kiedyś napisałam - operacja ).
A tu okazuje się, że jedno z tych madrych, przedsiebiorczych dzieci, uwikłało się w relację ze strzygą.
A sprytne to cholerstwo jak nie wiem ! Grać na emocjach umie jak rzadko kto.
Ostrzegam przed strzygami ! Czerpią energię z walki. To ich żywioł. To je napędza. I z cierpienia innych istot.
Tak, że walcząc z nimi można sie wykończyć .
Dlatego ten pomysł ze światłem i Miłością Boga.
Ale widać sugestie i pomysły powstałe pod ich wpływem, mogą być ...nietrafione.
Robiłam - i robię - też modlitwy
powierzające Bogu jak najkorzystniejsze rozwiązanie całej sprawy.
I CZEKAM 
Ufnie. Praktycznie ostatnie 10 lat to zajmowanie sie strzygą i jej 'pomysłami'. Horror. Zresztą to cholerstwo uwielbia horrory. Pasjami jej ogląda !
Kompletnie zaniedbałam moje sprawy, moje życie - w tym uczuciowe. Po prostu nie miałam na to czasu ani ochoty. Okazji nie brakowało.
Ale ... to nie był ten czas. Należało zająć sie poważniejszą sprawą.
Tym bardziej że ....zasugerowano mi, że strzyga jest prawdopodobnie mojej 'produkcji'.
I że synowi to blokowało poznanie jego ...połówki

Jako dobra matka nie chciałam stać na drodze do szczęścia swojemu, ukochanemu dziecku. I skoro to 'moja wina' - to trzeba było sie tym zająć.
Tylko tak jakoś ostatnio przypomniało mi się, że te połówki to pic na wodę i fotomontaż !
Ileż to już połówek niejeden znany guru miał przy sobie !
And ?
Well ?
Trzeba sobie dokładnie okreslić co sie ma na myśli, kiedy sie mówi
związek z połówką .A dopiero potem sugerować winę.
Kiedy strzyga napadła na syna z nożem tamtej nocy, po dokonaniu calej procedury : policja, szpital, etc., było około 2 w nocy kiedy syn ... zaczął pisać afirmacje zalecane mu przez Leszka. Zasugerowałam mu, żeby lepiej położył sie spać ( ja w tej nocy u nich byłam, coby pomóc pilnować, bo ta menda nie spasowała całą noc ! ), bo rano do pracy przecież idzie,a on tak jakoś przeraźliwie smutno na mnie popatrzył i powiedział :"mama, teraz już tylko Bóg".
I pisał dalej. Bez kolumny reakcji. Jak autohipnozę. Pisał i pisał. Do 3 .
Rano o 6 wstał. Wyprasował sobie koszulę i ... poszedł do pracy.
Nie chciałam mu zabierać nadziei na to, że to pisanie może mu pomóc.
Ja w nie nie wierzę. Uważam to za autohipnozę. Oraz przyklepywanie problemu.
Ale skoro to mu daje nadzieję - nie mam sumienia mu jej odebrać.
Myślę tylko, że wyraźnie należy ludziom powiedzieć, czy i jak stosować pewne metody.
Bo czasami wystarczy modlitwa. AKT STRZELISTY. Czy powierzenie sprawy Bogu. Mam jeszcze wiele do powiedzenia ale ... na razie tyle.