Autor Wątek: Uwalnianie od ślubowań pomocy, oświecania innych  (Przeczytany 10727 razy)

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-09-09, 21:29:41 »
Lilliole,

I jeszcze mi sie przypomniała, że warto sobie uświadomić do czego misjonarz używa innych ludzi oprócz podnoszenia swojej samooceny.

Do tego aby sobie dokopać. I żeby utwierdzić się w swojej bezsilności.
Bo każda próba brania odpowiedzialności za innych, próba ich zmiany skazana jest na klęskę.

A wszelkie starania zaspokojenia wszelkich potrzeb otoczenia - otoczenie bezlitośnie wykorzystuje.

Pozostaje żal, frustracja, bezsilność.

I coraz większe żądania od otoczenia.

Już nie wystarczy, żebyś spełniał życzenia, za moment otoczenie zażąda, żebyś je w podskokach spełniał, a za jakiś czas żebyś jeszcze przy tym żonglował talerzami.

Samo sedno.
Właśnie to przerabiam . A spowodowane to jest niszczącymi  działaniami strzygi wymierzonymi w nas jako rodzinkę. Jej bezwzględnością.
Cierpimy .

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-09-09, 20:30:24 »
Przeczytałem : ,,PRZEMOCY" ,  a  nie  pomocy .

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-09-08, 08:50:42 »
Karina :D
uwielbiam Twoja bezpośredniość!

JenKa,
Super! Fajnie otworzyć się na przyjmowanie! Bardzo inspirujące to co napisałaś.


JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-09-07, 22:44:54 »
No to jeszcze ja się dorzucę ;)
 
Tak, jak napisała Lilliole, pomaganie bardzo często ma ukryty aspekt dowartościowania się przez bycie komuś potrzebnym. Tak, jakby istnienie dla samego siebie nie miało sensu. Odpuszczam sobie to od jakiegoś czasu, razem z wzorcami DDD i efekty są takie, że czasem pozostaje mi tylko rozdziawić buzię ze zdziwienia, że doświadczanie tak ogromnej życzliwości i wsparcia w ogóle jest możliwe.  Podwyżka?  Proszę bardzo. Pomoc? Proszę bardzo. Potrzebna informacja? Ależ już, natychmiast! A może ktoś do towarzystwa? Nie ma sprawy :)
A do tego nagle ludzie CHCĄ słuchać tego, co ma się do powiedzenia, są za to wdzięczni i często decydują się na zmianę swojego zachowania. 

Kluczem do tego było uświadomienie sobie braku rzeczywistej akceptacji. Zarówno dla siebie samej, jak i dla innych. Teraz ta akceptacja i świadomość siebie wzrasta. Tak, jak i tolerancja dla różnorodności we wszechświecie. Nie ma presji, nie ma intencji zmiany kogoś czy czegoś w oderwaniu od stanu faktycznego. Pozostaje WSPÓŁistnienie na najbardziej korzystnych dla WSZYSTKIEGO warunkach.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-09-07, 16:46:48 »
Oj tak Lilliole i dobrze jest przy każdej przysłudze nauczyć się pytać głośno innych i siebie "A co ja z tego będę miała ?"   Takie przerysowanie interesowności, gdy bezinteresowność już masz obcykaną. :D

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-09-07, 10:52:57 »
Bonkers,

temat misji jest trudny i pewnie dlatego jedno podejście to zdecydowanie za mało. Ja też sie od tego juz uwalniałam i też niedawno to do mnie wróciło chociaż trochę od innej strony.
U mnie to było tak, że najpierw trudno by mi zobaczyć u siebie misje, bo typowy misjonarz kojarzył mi się z kims kto namolnie wciska coś wszystkim wkoło podczas gdy oni nie chcą słuchać. Poza tym cechy misjonarskie sa w Polsce dość powszechne, więc czasem trudno zauważyc problem.
No ale jak juz zauważyłam to zaczęłam od poprzednich wcieleń, od odpowiedzialności za świat, od potrzeby służenia innym, od żałowania wszelkich biedactw. Zauważyłam jak nauczam ludzi u mnie w pracy, a oni owszem chętnie słuchają, ale i tak to nic nie zmienia w ich życiu.
I od tego się w większości uwolniłam.
A ostatnio to do mnie wróciło w relacjach z najbliższą mi osobą, czyli córką. Trudno zauważyć coś takiego w relacji z dzieckiem, może łatwiej w relacjach partnerskich. Ta odpowiedzialność za innych, za ich szczęście, za spełnianie ich potrzeb. Długo tego nie widziałam. A moja córka stawała sie coraz bardziej roszczeniowa. Myśle, że podświadomie chciała mi to pokazać. Ale ja nie chciałam tego widzieć. Dopiero jak wzięłysmy sobie psa i zaczęłam padac na pysk obsługując ja, psa i kota to się kapnęłam, ze coś jest nie tak. Że nawet pies jest ważniejszy ode mnie. Że nawet psa chcę uszczęśliwić.
I że zamiast szukać gdzieś daleko w poprzednich wcieleniach powinnam sie zająć tym co jest teraz, tym co sie pojawia w moim życiu.
Uświadomiłam sobie, że wcześniej nie mogłam tego puścić, bo moja samoocena była zbyt niska żeby to zobaczyć. Wyszło to dopiero jak ja sporo podniosłam.

Bo misjonarz ma bardzo niską samoocenę, a intencją pomagania jest podwyższenie sobie samooceny poprzez pomaganie. Pomaganie pomaga czuć się lepszym. Oczywiście każdy prawdziwy misjonarz zaprzeczy. Powie, że inni go potrzebują badź,że musi albo nie ma innego wyjścia. Albo ze szczerego serca... Może być ze szczerego serca, ale gdy jest to własnym kosztem to ja nie uwierzę w te szczere intencje.

Misjonarz ma skrzywione relacje. Nie może być tu mowy o partnerstwie.
Misjonarz nie widzi siebie. Widzi tylko otoczenie. Wie że jest, ale się nie widzi,  pomija swoje potrzeby. Często wręcz cudze potrzeby może uznawać za własne.
I dlatego moim zdaniem w uwalnianiu od misji należy skupić się na ciągłym podnoszeniu samooceny.
I uświadomieniu sobie, ze : Ja jestem moim życiem. Nie inni, tylko ja. Ja jestem.
U mnie to podziałało. Jak miałam niziutka samoocenę to czytałam o misjonarstwie i wiele wiedziałam, ale nie brałam tego aż tak do siebie, wiele rzeczy nie dostrzegałam.
Jak podniosłam samoocenę to poczułam silną potrzebę żeby to z siebie zrzucić i uwolnić się od tego. Zając się sobą. Uznać swoja ważność. Opory gdzieś się ulotniły.
Zresztą to wogóle jest regułą, że przy wysokiej samoocenie łatwiej sie uwalnia. Im wyższa samoocena tym mniejsze opory przed dostrzeżeniem swojego cienia. Tym łatwiej jest byc ze sobą szczerym.

I jeszcze mi sie przypomniała, że warto sobie uświadomić do czego misjonarz używa innych ludzi oprócz podnoszenia swojej samooceny.
Do tego aby sobie dokopać. I żeby utwierdzić się w swojej bezsilności. Bo każda próba brania odpowiedzialności za innych, próba ich zmiany skazana jest na klęskę. A wszelkie starania zaspokojenia wszelkich potrzeb otoczenia - otoczenie bezlitośnie wykorzystuje. Pozostaje żal, frustracja, bezsilność.
I coraz większe żądania od otoczenia.
Już nie wystarczy, żebyś spełniał życzenia, za moment otoczenie zażąda, żebyś je w podskokach spełniał, a za jakiś czas żebyś jeszcze przy tym żonglował talerzami.

Takie są moje doświadczenia i przemyślenia.
 
« Ostatnia zmiana: 2015-09-07, 10:58:20 wysłana przez Lilliole »

Bonkers

  • Wiadomości: 89
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2015-09-06, 13:27:02 »
Hej :)
Niestety temat misji znów po paru latach do mnie wrócił, to chyba zbyt duże obciążenie dla mnie, żebym mógł na raz się od niego uwolnić.
Zna ktoś może jakiś fajny dekret na misje, ślubowanie Bodhisattwy, branie odpowiedzialność na siebie za innych ? Albo ma ktoś jeszcze jakieś fajne inspiracje, przemyślenia w tym temacie.

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-11-09, 12:03:51 »
Sylwia
To bardzo ważne, co napisałaś o DDA. Kilka lat temu będąc na terapii grupowej DDA wyraźnie zauważyłam różnicę jakby w "rodzajach" DDA. Mocno rysowały się dwie grupy i w moim odczuciu miały one trochę wspólnych obciążeń, wzorców jednak zauważyłam zdecydowanie większą ilość wzorców, systemów zachowań zupełnie się od siebie różniących. Sama dla siebie określiłam to jako DDA bardziej "dawca" i DDA bardziej "biorca". Później również dość często zauważałam te różnice u DD'owców. Dlatego przykuło moją uwagę to co napisałaś w swoim poście.
Chodzi o to, że w związku z tym będą też różnice we wzorcach, obciązeniach do oczyszczenia - uzdrowienia. I zaciekawiło mnie to co napisałaś o innym podejściu, sposobie pisania afirmacji gdyż faktycznie podświadomość będzie zupełnie inaczej się transformowała przy takim podejściu. To też bardzo ważna informacja jak podejść do niektórych wzorców aby nie zrobić sobie "kuku" ;) Dziękuję za ten trop :)
Jeżeli byś miała czas i ochotę rozwinąć ten wątek o DDA zasilającym i DDA biorącym oraz róznicach we wzorczch, obciążeniach i możliwościach oczyszczania tego, to bardzo chętnie bym pogłębiła wiedzę na ten temat :) Tylko to już w wątku "Inspiracje i terapia dla DDA" :)

Kaśka

  • Wiadomości: 101
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2011-11-09, 10:53:06 »
Sylwia
Jestem w  porządku wobec siebie i bezpieczna i zarabiam coraz więcej pieniędzy dla siebie.
aż mnie trzepło jak to przeczytałam!!!
dziękuję !

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2011-11-08, 23:04:14 »
Sylvia, bardzo dziękuję za to co napisałaś. :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-11-08, 22:30:26 »
Sylvia

Zgadzam się w pełni:) I potwierdzam, że tak właśnie jest, bo pś takiej osoby zaczyna chciec się wykazać, że jest w porządku wg jej wyobrażeń i programów. Przerobiłam na sobie.

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-11-08, 22:15:58 »
Przyszło do mnie, że osoby, które mają jeszcze jakieś misje, zobowiązania, zasilania innych, DDA zasilające innych (bo może być biorące DDA, ale to nie ten przypadek), gdy czują się nie w porządku nie spełniając tych warunków, nie powinny pracować z afirmacją "ja...(imię) jestem w porządku", bo może ona wzmacniać jeszcze przymus bycia w porządku wobec innych swoim kosztem. Afirmacja ta może też potęgować presje innych "no przecież masz być w porządku wobec mnie!" za wszelką cenę.

Zamiast tego powinno się pracować z afirmacją "jestem w porządku wobec siebie i bezpieczna".
Jeśli taka forma " w porządku wobec siebie" kojarzy się komuś z rozbudowywaniem ego, to warto w modlitwach oczyszczać intencje.

Afirmacja "jestem w porządku wobec siebie i innych" będzie miała taki sam efekt jak "jestem w porządku" ze względu na bycie w porządku wobec innych kosztem siebie, podświadomość stawia wtedy innych wyżej od siebie i to, że wobec nich ma być w porządku, niż siebie.

Np. Jestem w porządku wobec siebie i bezpieczna, i przejawiam coraz więcej radości, miłości, szczęścia.
Jestem w  porządku wobec siebie i bezpieczna i zarabiam coraz więcej pieniędzy dla siebie.
Jestem w porządku wobec siebie i bezpieczna, i łatwo, lekko, z radością żyję. 

Może się pojawić duża ulga, że już można być w porządku wobec siebie.

« Ostatnia zmiana: 2011-11-08, 22:24:50 wysłana przez Sylvia »

Bonkers

  • Wiadomości: 89
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2011-11-06, 16:15:01 »
Ja na ostatniej sesji  nieźle się zdziwiłem.  Zawsze świadomie uważałem(przynajmniej tak mi się wydawało), że każdy jest odpowiedzialny za siebie i każdy jest kowalem swojego losu. Miałem przekonanie, że ludzie są z natury egoistyczni i zawsze mają jakiś interes w tym co robią i uważałem że to jest ok. Strasznie nie lubiłem wszelkich misjonarzy, tych co uważają się za altruistów, którzy chcą się poświęcać dla innych. W ogóle tak jakoś wewnętrznie miałem przekonanie, że altruiści to najgorszy typ egoistów, zakłamanych oszustów.

No i właśnie ostatnio na sesji wylazło mi, że mocno blokuje mi wzrost samooceny i poczucia bezpieczeństwa  silne przekonanie: że jestem odpowiedzialny za innych.  Zacząłem dostrzegać, że pomimo swoich świadomych deklaracji, mam jakieś poczucie, że mam się poświęcać dla innych, że ode mnie zależy ich życie. Zauważyłem, że to jest przyczyną tego, że tak bardzo przejmuje się innymi, tym co o mnie pomyślą, że jestem tak niezdrowo tolerancyjny na innych i że próbuje dostosowywać się za wszelką cenę do innych.

W związku z tym porządnie wziąłem się za ten temat i wylazła mi tak wielka nienawiść i złość do misjonarzy i wzorców misjonarskiego funkcjonowania, że tak najchętniej to wziął bym tą całą chołotę misjonarską zebrał bym  w jedno miejsce i pomógł bym im opuścić ten materialny świat raz i na zawsze. No po prostu sama miłość i życzliwość ;)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2011-11-06, 13:47:47 »
Mi temat chyba już puścił na dobre, bo zamiast oświecać co po niektórych członków mojej rodziny, mam ochotę ich ....... za to wszystko co od nich dostałem...

małgosia

  • Gość
[#]   « 2011-11-05, 12:52:39 »
Też potwierdzam, że zmęczenie tematem działa jak nic. Pś puszcza wtedy aż furczy.
Choć warto się przestawiać, by to jednak metoda marchewki była bardziej mobilizująca niż metoda kija.