Autor Wątek: Inne spojrzenie na "schody do nieba"  (Przeczytany 5595 razy)

aster

  • Wiadomości: 209
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-25, 18:04:09 »
do- > Witka

Człowiek, który nigdy nie medytował, mógłby się w swoich przekazach pogubić, to się zdarza. Nie przeczę. ;) Umysł nie takie figle czyni. To umył jest ograniczony, jeśli włącza tylko i wyłącznie chłodny rejestr informacji (obrazy, dzięki- sztuki wizualizacyjne- obecne kino, scheda po praEgipcie) i nie korzysta jednocześnie z silnych wspomagaczy biologicznych (zmysły) i jeszcze silniejszych wspomagaczy, które dostarcza mu natura, dla której stworzył przestrzeń miłości i od której otrzymał akceptację na nowe pomysły twórcze. Jeśli nie otrzyma zgody- nie ma o czym dyskutować. Wszystko oddycha razem z nim i dla niego na tej właśnie przestrzeni. Wspólny bioorganizm, który ma potencjał, jaki się medytującemu nie wyśnił w najpiękniejszych snach.

Medytujący nie zdają sobie sprawy z pewnych pułapek, które oferuje medytacja, że im dalej, tym gorzej, otwierają się warianty przestrzenne, w których można się zagubić na całe lata i nigdy umysłem z tego obszaru nie wyjść. Nazwijmy to obszarem Maji, Mary, albo zwyczajnie wprost „Kraina Iluzorycznego Szczęścia”, gdzie nam błogo, bezpiecznie, cudownie, zero trosk, zero emocji, nic tylko się położyć i mieć wszystko gdzieś. Brokat nam się na głowę sypie, taka manna z nieba, jak za czasów Mojżesza, gdy się bawił w czary- mary i z laski drewnianej mu wąż wyszedł ożywiony.

Kraina ta bardzo podobnie wygląda, jak w historii o Odyseuszu i jego podróży, gdy w trakcie jej trwania, piękne syreny zwabiły wędrowca w swoją cudowną krainę, gdzie zapomniał o rodzinie i celu podróży na bardzo, bardzo długo, tak mu było błogo. Ale utknął w pół drogi, zawieszony we własnym celu, zaczarowany śpiewem. I jak to wygląda mniej więcej na planach zmysłowych, rzeczywistych. Taki jakiś tam „Maciuś medytator” ulatuje gdzieś w „kosmos”, a za jego ścianą sąsiad leje żonę, drugi czipuje psa, trzeci wymiotuje, bo go zatruli jakimś świństwem itd...nie będę tworzyć czarnych scenariuszy, a Maciuś w obojętności siedzi, wzrusza ramionami „taka karma”. OBOJĘTNOŚĆ- tylko to zdobył jako naukę. Zapomniał o „SZALONTM SERCU”, które ma inna logikę niż umysł.

Nie rozumiem, po co komu pełny obraz świata, jeśli nie jest w stanie ogarnąć umysłem i sercem własnego i najbliższego otoczenia, świata rodziców, krewnych, przyjaciół, ukochanego psa, kota, chomika na czas rzeczywisty i na obecne chwile.

Nie przypominam sobie, aby w moich treściach był zapis, że sił zła nie można wykorzystać do planów dobra. Można. Tylko na takie podrygi i manewry, trzeba być odpornym na pewne specyficzne warunki i zjawiska, na które bez solidnego przygotowania możemy być narażeni nawet na utratę życia.

Jeśli napiszę, że jesteś w błędzie, co do treści : „Ilość informacji o świecie zewnętrznym, materialnym będzie zawsze ograniczona - ilość informacji o swoim świecie wewnętrznym może nie być w żaden sposób ograniczona” , to chyba się nie obrazisz? ;) Dobrze chociaż, że padło słowo może, czyli u Ciebie jest to czysto hipotetycznie. Powiedzmy otwarcie: jesteś w hipotezie, a nie ze stanowczym „WIEM”, bo sprawdziłem. Uważasz, że Bóg jest tak infantylny, że nie zabezpieczył swojego WIELKIEGO STWORZENIA? Nie przewidział czegoś, o czymś nie wie? Nie wie, kto swoje pazury wsadził w jego dzieło? Nie wiedział, że jego dzieci będą szukać informacji w razie jakiś dramatycznych wydarzeń i jak im najszybciej je dostarczyć? ;D

aster

  • Wiadomości: 209
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-25, 16:54:32 »
do -> Fryski

Proszę nie bać się wymienić tych „zagmatwanych idei, ograniczających przekonań i wyobrażeń”.

Popęd seksualny jest jak najbardziej naturalny, ale trzeba umieć rozróżniać pojęcia i związanie z nim cechy, jak i motywy (intencje), gdyż pożądanie nie jest pragnieniem, ani instynktem zwierzęcym, jak i zaczarowanie, oczarowanie (magia miłości) nie jest miłością, to tylko taki brokacik na okoliczność. Pożądanie dąży do samozadowolenia, a pragnienia do stworzenia. Chyba różnica i skala tej różnicy, jest oczywista, jak i to, że jaja są okrągłe, a nie kwadratowe. ;)

{Ogólnie bardzo nie lubię tego obcego nazewnictwa, seks, tak sycząco brzmi, jak z wężowego kłębowiska, ale to jest tylko moja, prywatna zaleto- fobia, o której na razie nie mam potrzeby mówić. ;)}

Co odpowie Stwórca? Nikt nie broni pytać, co On na to, choć On już wieki temu określił się konkretnie, co i jak. Aneksy do „umowy” życia można z nim negocjować tylko indywidualnie, oraz wszelkie rabaty i udogodnienia. ;) Czeka na to całe wieki i nie może na te pytania się doczekać. 

Gdy czytam Ciebie, mam wrażenie (a nawet pewność ;)), że w Tobie nadal funkcjonuje nieokreślona opcja (tak byś chciał jedną nogą tu, drugą tam), czy pochodzisz od małpy, czy od Boga, macasz dopiero ten temat, gdzie może będzie wygodniej. Indianie do takich nie zadeklarowanych mówią prosto: „Wy możecie sobie pochodzić od małpy, od wiewiórki, gadzin, a nawet z obcych planet, nam to zupełnie nie przeszkadza, ale my pochodzimy NA PEWNO od Boga”. Skąd zdobyć taką pewność? Ano właśnie. Po długim czasie dodają: "Ale wam przeszkadza, że my pochodzimy od Boga". I tu jest ten zakopany topór. Ziemia- obszarem wolnej woli, wszystko jest możliwe.

Proszę nie porównywać ludzi do zwierząt i nie zachwycać się jajami goryla ;D, to trochę nie niesmaczne, zazdrościć niższej świadomości takich rozrodczych możliwości. Nie chodzi o formy (monogamiczne, poligamiczne, czy inne- są to czynniki pośrednie), ale o cele i istotę nadrzędną-> zwierzęta spółkują tylko po to, aby wydać na świat potomstwo i czynią to w najbardziej dogodnych cyklach, odpowiednich dla ich gatunku. Nie wymyślają Kamsutry, czy innych technik seksualnych, aby się ciągle pobudzać i pobudzać... i tak w koło Macieja, przyśpiewując przy tym „stary niedźwiedź mocno śpi” (tak sobie można tylko zapałki zapalać, a potem nimi dłubać w zębach), gdyż, aby coś niezwykłego powstało w naturze ( w pełni energetycznego, o ogromnym potencjale) potrzeba kumulacji energii, a nie jej rozproszonych resztek. Wygodnie jest ludziom z żaluzjami w oczach, traktować naturę czysto informacyjnie, z pozycji wygodnego fotela, z przyciśniętym nosem do klawiatury. Jaja to nie wszystko, liczy się potencjał i kumulacja. Chyba lepiej wygrać 20 milionów niż 5 tys. przy jednym zakładzie.

Zwierzę (konkretnie samica) nie dopuści do siebie drugiego (samca), aby z nim tylko spółkować, kiedy mu się tylko zechce i uwidzi, ani nie ulegnie jedynie skąpo energetycznym formom zadowolenia, dopuści wtedy, kiedy cykl jest najbardziej dogodny, aby wydać potomstwo. W cyklach niepłodnych prokreacja ich w ogóle nie interesuje, zajmują się tylko doświadczaniem.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-06-25, 16:33:07 »
To jest chyba pomieszanie pomysłów na temat tego co to medytacja. Zmysły mają swoje ograniczenia - i to bardzo znaczące, ciało jest maszyną biochemiczną a zmysły aparaturą pomiarową - która ma bardzo ograniczone możliwości. Skupiając się na samych zmysłach, na poznaniu zmysłowym dostajemy niepełny obraz świata. Ilość informacji o świecie zewnętrznym, materialnym będzie zawsze ograniczona - ilość informacji o swoim świecie wewnętrznym może nie być w żaden sposób ograniczona. Dlatego właściwa medytacja to doświadczanie swojego świata wewnętrznego - również w trakcie obserwacji świata zewnętrznego.

Tu chyba mylona jest analiza obserwowanego świata z medytacyjnym doświadczaniem siebie i świata.

Poza tym nie nazwałbym analitycznego podejścia do świata, ciemnymi siłami. Ono przynosi swoje korzyści, które mogą być pozytywne lub neutralne zależnie od tego jak się je wykorzysta.

Mirek

  • Wiadomości: 299
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-06-25, 16:28:55 »
Mariusz

Napisałem tylko, że moim zdaniem oświecony nie jest skłonny do nauczania, czyli gromadzenia wokół siebie uczniów. Jestem przekonany, że gdy ktoś jest otwarty to może od takiego oświeconego otrzymać niezłe porady życiowe i rozwojowe.

Co do tej kobiety, którą wspominasz to nigdy nie pisałem, że widziałem ją siedzącą nic nie robiącą. Wręcz przeciwnie, postrzegłem ją jako bardzo aktywną osobę. Do dzisiaj pamiętam te żywe, pałające oczy i brak zainteresowania w nich problemami którymi my żyjemy na co dzień. Trudno to wyjaśnić, bo jakbym napisał, że ciałem istniała w świecie materialnym, a całą resztą w świecie wyższym, to wyglądałoby jakby siedziała nieruchomo w medytacji. Chyba najwłaściwszym byłoby określić, że wyglądała jakby żyła i działała równocześnie w tym świecie i w świecie oświeconych.

aster

  • Wiadomości: 209
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-25, 16:12:08 »
 do -> Leszek

Poznanie poprzez zmysły jest o wiele szybsze, przyśpiesza w rozwoju myśl, poprzez komasowanie jej w jeden obraz, w którym zawarte jest tysiące informacji, np. krótka myśl: mak (kwiat polny)... Mamy skomasowane w tym słowie informacje rozpoznawalne w sekundach (mak jest czerwony, rośnie na łąkach i w zbożach, jest delikatny, szybko więdnie, delikatnie pachnie, raczej niejadalny ...itd). Mamy pod nim tyle informacji, ile zbierzemy poprzez zmysły połączone z doświadczeniem- wielowymiarowe, żywe obrazy w umyśle. Dłużej zajmie nam rozpisywanie tych informacji, niż samo rozpoznanie.

Ciemne siły skupiły ludzkość na matematyce martwej, sztywnej i przewidywalnej (1+1=2), nastawionej na ZLICZANIE, gromadzenie, ocenianie zawartości, jak również proporcjach dualnych (-1+1= 0). Na bazie wiedzy dualnej można zbudować wiele silnych struktur, sił, które ze sobą wiecznie walczą jako matematyczna nieskończoność->„przyciąganie i odpychanie”, „ zło i dobro” (ten temat jest wyjątkowo ciekawy) „kat i ofiara”, „Jin i Yang”, „czarne i białe”, „judaizm- chrześcijanizm” itd. Żyd wierząc w słowa pięcioksięgu Tory (Stary Testament) mówi: wszystko jest moje, bo tak mi obiecał Bóg. Chrześcijanin pod naporem Nowego Testamentu powie: wszystko mam oddać, abym był zbawiony. Kiedy nastąpi pierwszy konflikt?  Wtedy, gdy ten pierwszy zacznie zagarniać, co nie jego, czy wtedy, gdy ten drugi nie będzie chciał oddać? I tak to działa, tak można jeszcze przez miliony lat stwarzać nowe struktury ideologiczne na zasadach skrajności.

Matematyka żywa jest matematyką Boga- nastawiona na TWORZENIE, kreatywna, zabawna, pełna wyobraźni, nieprzewidywalna, inspirująca, gdzie 1+1= 6 lub 7 lub 11, a nawet tysiąc. To matematyka Natury, Wielkiego Stworzenia, gdzie wszystko może być niespodzianką.

Medytujący przypomina swoim uporem malarza, który zamiast w pełni korzystać z poznawczych aspektów poprzez zmysły, cieszyć się w pełni chwilą, uwiecznia w martwocie chwilę, deformując informacje. Np. namalowany, martwy kwiat, nigdy nie będzie wyglądał jak żywy (mimo najdoskonalszych talentów), nie odda zapachu, ruchu, ani żadnych subtelnych dodatków z otoczenia, z którym ten kwiat integruje się w ramach własnego poznania, jako roślina. Malarz straci mnóstwo czasu, aby jak najwierniej oddać wizerunek, gdy w tym czasie wokół tego kwiatu dokonuje się nieustannych ruch energetyczny- w sekundach, minutach. Bączek siądzie, wiatr zawieje, nowy listek pojawi się, trawka się o niego otrze, mysz go obsika itd...itd...nawet nie zauważy, że jakieś dziewczę przechodziło, zerwało kwiat i poszło z nim dalej. Ile wydarzyło się w czasie pracy malarza zdarzeń na obrazie, a ile w czasie przemian w naturze? Ile nauczył się malarz, a ile sam kwiat? Ile może nas nauczyć jeden mały kwiat w stosunku do całej natury?

Medytacja jest opóźnianiem, poznawanie przez zmysły przyspieszaniem.

Idąc tym tropem zaczniemy być uważni, poprzez obserwacje i poznanie zmysłowe, coraz więcej szczegółów będzie nam dochodziło do słowa mak, jako czysta informacja niezakłócona. W jaki prosty sposób będziemy odkrywać, np że pszczoły widzą zerwane połączenia energetyczne w człowieku, że zające i króliki mają radary (a nie uszy) i odcinają otoczenie i człowieka od szkodliwych źródeł elektromagnetycznych i wiele ciekawostek, które z czasem staną się dla nas oczywiste, jak fakt, że pietruszka to nie marchewka, a żółw to nie hipopotam. Miłość objawia się w prawdzie, czyli gołe fakty, nic ukrytego, niejasnego, zaciemnionego, nieznanego, pokrętnego, dwulicowego, obłudnego itp... Choroby w naturze objawiają się gorączką, jeśli jej nie ma, oznacza to tylko obcą ingerencję i na pewno nie jest to ingerencja Boga.

J034

  • Wiadomości: 599
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-25, 14:03:38 »
Kazda odpowiedz moze byc rownie prawdziwa.
Ja zakladam ze prawie oswiecony ma dosc uczniow I nie zaniza sobie wibracji a oswiecony ... nie mam pojecia ;-)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-06-25, 12:48:24 »
Ja pamiętam twoją historię o tej oświeconej kobiecie  co sobie tylko siedzi i nic nie robi. Może zobaczyłeś ją akurat w takiej sytuacji, gdzie nie miała nic do roboty. Mogą być takie okresy, gdzie nie ma nic do roboty. A może zobaczyłeś tylko jakis aspekt jej egzystencji, taki który byłeś gotowy zobaczyć ze względu na swoje intencje i poziom oczyszczenia karmy
Ale - tak jak powiedziałem - póki są ludzie godni tego, żeby im dawać wskazówki jak iść do przodu póty takie istoty są gotowe te wskazówki udzielać.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-06-25, 12:43:32 »
Nie zgadzam się Mirek, no może częściowo tylko masz rację. To co napiszę nie wynika z intelektu a z  doświadczen po osiągnięciu pewnego dość tajemniczego Celu Medytacji.

Odmowa udzielania pouczeń  wymagałaby zamkniętego serca u takiej Istoty. A przecież nie ma ona zamkniętego serca. Druga możliwość jest tak, że na świecie musiałoby nie być ani jednej osoby godnej bycia pouczaną. Tak źle obecnie nie ma. W Polsce są takie osoby.

Natomiast zgadza się w tym tyle, że taki ktoś nie rozgłasza się na lewo i prawo, nie mieni się "oświeconym, avatarem, Mistrzem, Buddą itp itd" . To tylko formy zbędnej struktury. Nie będzie miał nawet strony w internecie, i nie pozwoli sobie zrobić fotosów. To z powodu czegoś co dość tajemniczo mo zna nazwać "niewłaściwym postrzeganiem" ale też z dbałości o to, żeby nie przychodzili niewłaściwi ludzie czyli tacy co tylko prowokują, a nie mają skrystalizowanej intencji do osiągania celu medytacji.
Za to pozwoli przychodzić wszystkim, którzy mają czystą intencję żeby przynajmniej znacznie się zbliżyć do tego celu. I będzie udzielać odpowiednich wskazówek. NIe polega to na długich wykładach, przekonywaniu i tłumaczeniu. Są tylko krótkie uwagi do konkretnych osób. "Medytuj nad tym", "oczyść to w taki, a taki sposób". Jest to możliwe dzieki dużej sile przekonywania wynikającej z mocy duchowych, w szczególności właściwego rozpoznawania.

Nie wiem na ile znany by się zrobił taki ktoś. Może byłby mało znany. Tak więc akceptuję że mogło być trochę takich co osiągnęli ostatteczny cel i byli mało znani. Ale ich egzystencja nie polegała na siedzeniu i czekaniu aż się skończy energia zabrana na tamto wcielenie. PO prostu z ich inspiracji korzystało niewielu ludzi.


ps z opisów działań różnych bliskich doskonałości ludzi nie ma nikogo, kto by osiągnął to co nazywam Celem Medytacji

Mirek

  • Wiadomości: 299
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-06-25, 12:22:50 »
"Miało  to prowadzić do oświecenia. Ale... ludzie tak, żyli od tysięcy lat i jakoś oświeconych jak na lekarstwo"

Oświeconych o których usłyszał świat na pewno. Ale ilu ludzi oświeca się w każdym stuleciu o tym nie wiemy. Nie sądzę, żeby prawdziwie oświecony miał skłonności do nauczania. Raczej żyją sobie i odchodzą bez rozpoznania przez innych.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-06-25, 12:08:39 »
To zdaje się jest coś podobnego do tej historii o Anastazji, co hasa sobie na golasa po Syberii. Zywi się orzeszkami i co tam znajdzie czystego i veganskiego. Nie bierze do ręki niczego, co stworzone przez człowieka, bo skażone jego myślami.

Miało  to prowadzić do oświecenia. Ale... ludzie tak, żyli od tysięcy lat i jakoś oświeconych jak na lekarstwo

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-25, 11:21:28 »
ksiądz Maliński o popędzie seksualnym:

Popęd seksualny jest popędem najsilniejszym, najbardziej dynamicznym. Gdybyśmy odjęli go światu, stałby się świat szary, bezbarwny. Wszystkie kolory ziemi, całe bogactwo form - kwietne łąki, motyle, ptaki, zwierzęta tętnią tym wielkim rytmem. W wymiarze człowieka to już nie tylko popęd rozrodczy, dla przetrwania gatunku ludzkiego. Gdybyśmy go odjęli ludziom, staliby się szarą masą bezbarwną, apatyczną, nudną. On wyrywa człowieka z samotności, nieśmiałości, z jego zahamowań, kompleksów, z odosobnienia. On pcha człowieka ku innym ludziom, ku kontaktom z nimi, ku znalezieniu partnera odpowiadającego jego tęsknotom, pragnieniom, wymaganiom, wyobrażeniom. On zmusza do maksymalnej aktywizacji, do koncentracji, do dawania z siebie jak najwięcej pod każdym względem, by zdobyć drugiego człowieka, by zwrócić na siebie uwagę, by zainteresować go sobą, by być wartym pożądania, uznania, szacunku, podziwu, miłości.
     Popęd seksualny nie jest osobną warstwą naszej osobowości. Jesteśmy całością, jednością. On znajduje się wszędzie, we wszystkich naszych przeżyciach, we wszystkich naszych działaniach i ich motywacjach. Przybiera najrozmaitsze formy. Czasem trudny do rozszyfrowania, do zidentyfikowania, bo już taki wysublimowany, taki uduchowiony, a przecież wciąż obecny. Jest i w serdeczności, przyjaźni, życzliwości, w najwyższych formach miłości bezinteresownej. Realizuje się w tym najwyższym pięknie ludzkich zachowań, w najdelikatniejszej czułości, miłosierdziu i przebaczaniu.
     Możesz mi zarzucić, że za bardzo chwalę pociąg seksualny, że za bardzo podkreślam jest ważność. Fakt, że jesteśmy przyzwyczajeni oceniać go, jeśli nawet nie wprost jako coś złego - to przynajmniej podejrzanego, a już na pewno na dziesiątym miejscu. A ja naraz na wielkich dzwonach, na ukazywaniu jego wartości podstawowej w naszym życiu. Ale przecież jesteśmy takimi z woli Bożej. Tak nas stworzył Pan Bóg.
     Popęd seksualny jest obecny od samego początku naszego życia.(...)
http://www.malinski.pl/?inc=read&id=954


Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-25, 10:04:12 »
Na mój gust trochę dużo w tym tekście zagmatwanych idei, ograniczających przekonań i wyobrażeń, już sam początek ciekawy , bo ja myślałem że popęd seksualny jest naturalny i odzwierzęcy, a tu nagle źródłem tego jest ciemna siła , ciekawe co na to Stwórca ; )
Idąc ciut dalej w tekst to nawet zwierzęta kierowane i całkowicie kontrolowane przez te naturalne popędowe siły potrafią tworzyć wieloletnie, monogamiczne, trwałe związki,( ponoć 15 procent gatunków),  więc te i kolejne negatywne wyobrażenia i sugestie, dotyczące związków , kobiet itp. to chyba żeby sobie i innym obrzydzać coś ...
itd. itp. długo by wymieniać, bo sporo tego :-)

http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132751,14372634,Monogamia_lezy_w_ludzkiej_naturze__Nic_bardziej_mylnego.html
"Biologicznie zaprojektowani do rozwiązłości"

- Jądra goryla to 0,018 proc. wagi jego ciała; w przypadku orangutana - 0,048. Tymczasem przeciętny mężczyzna ma jądra, które stanowią 0,079 proc. wagi jego ciała - o 60 proc. więcej niż u orangutana i czterokrotnie więcej niż u goryla - mówi prof. Pawłowski. - A duże jądra służą do wytwarzania dużych porcji nasienia. To zaś może służyć tylko jednemu - zwiększeniu szans zapłodnienia, w przypadku gdy plemniki kilku samców muszą rywalizować ze sobą w drogach rodnych samicy. Bardziej obfity wytrysk oznacza dominację nad nasieniem konkurenta.

Goryle są monogamiczne, utrzymują haremy - nie mają więc potrzeby wytwarzania dużych porcji spermy. Orangutany nie mają tak radykalnych zasad, nie są jednak rozwiązłe jak szympansy. U tych częste, przypadkowe kontakty seksualne to reguła, rywalizacja między plemnikami ma znaczenie, co odbija się na rozmiarach jąder: stanowią 0,269 proc. wagi ciała - ponad trzy razy więcej niż u mężczyzn.

Człowiek plasuje się pośrodku. Jądra mężczyzn są bardziej okazałe niż u goryla, ale przegrywają z szympansimi. Adekwatnie do upodobania do monogamii."

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2014-06-24, 23:16:13 »
A co proponujesz ZAMIAST medytacji?

aster

  • Wiadomości: 209
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-24, 21:34:37 »
<Człowiek nie wymyślił jeszcze niczego, czego nie byłoby w przyrodzie. >

Ciemne siły robią wszystko, aby w człowieku wyhodować trwale niskie płciowe pobudki, po to, żeby nie dać możliwości poznania błogości. One wszystkimi możliwymi sposobami wmawiają nam, ze przyjemność można z łatwością otrzymać, myśląc o zadowoleniu, a nie błogości. Jak widać ze skutkiem, gdyż powielane informacje tejże krążą niczym muchy oblepiając galaretą tychże niskich pobudek umysły ludzkie, które chociaż nieznacznie o tę galaretę miałkości się otrą.

Żadna kobieta nie może zatrzymać mężczyzny na stałe albo zachować jego stałości seksualnej, jeśli pozwoli sobie na oddanie się mężczyźnie tylko po to, aby zaspokoić swoje żądze. Biedne, oszukane przez ciemne siły kobiety nie wiedzą o tym, że przez całe życie tylko cierpią, poszukując intuicyjnie zagubionej błogości.

Bez błogości, wszelkie teoryjki o obopólnym zadowoleniu partnerskim, są iluzją współżycia, fałszem i umownie zaakceptowanym przez rzesze ludzi kłamstwem. Dlatego kobieta wyhodowana na takiej galarecie staje się obłudnicą, niezależnie od tego, czy zawiera z danym mężczyzną ( podobnie wyhodowanym ) małżeństwo, czy też nie. Ile przepisów i uwarunkowań, tak kościelnych, jak i świeckich, nawymyślało społeczeństwo, aby sztucznie wzmocnić ten nieprawdziwy związek. Wszystko nadaremno.

Przepisy i recepty ciemnych sił "na szczęście obojga" zmuszają człowieka do gry, podporządkują go sobie i stwarzają wrażenie istnienia prawdziwego związku.
„Ten kto patrzy na kobietę z pożądaniem, ten już cudzołoży w sercu swoim”- przypadek? Czy nie w ten sposób wprowadza się bestię? :) Społeczeństwo tez ma w tym spory udział. Czyż nie piętnuje się osoby porzucającej rodziny?

Nigdy na przestrzeni czasu nie znajdziesz sytuacji, w której powstrzymywałoby człowieka do intuicyjnego poszukiwania upragnionej miłości, bezkresnego zadowolenia, poprzez uczucie błogości. Fałszywy związek jest straszny! Dzieci najintensywniej odczuwają sztuczność i fałsz takiego związku, poddają w wątpliwość wszystko, co mówią rodzice. Który człowiek chciałby przyjść na świat jako plon niskich pobudek i zabaw? Każdy, dokładnie każdy ( bez wyjątku) chciałby być stworzony w wielkim przypływie miłości.

Kobieta i mężczyzna, wstąpiwszy w fałszywy i obłudny związek, na pewno będą zmuszeni w odpowiednim czasie do poszukiwania prawdziwego zadowolenia, potajemnie ukrywając się jedno przed drugim. Będą szukać nadal nowych ofiar (powtarzać utrwalone wzorce) , skazując przy tym siebie na codzienną nudę przypadkowych kontaktów seksualnych, rozumiejąc przy tym intuicyjnie, że oddalają się coraz bardziej od upragnionej błogości. Pożądanie (niskie pobudki) odwodzi człowieka od istoty, niszczy rodziny, odchodzi donikąd ogromna ilość energii. Społeczeństwo nie jest głupie, to ciemnota silnie działa na umysły ludzkie. Ciemne siły najczęściej działają przez kobiety, wykorzystując ich fizyczny urok. Mężczyzna jest twórcą (kreatorem), kobieta odbiciem wszechświata- "lustro-bramą".

Błogość obdziera mężczyznę z najcięższego, pierwotnego grzechu: PYCHY, ściąga z jego oczu zaćmę iluzorycznej rzeczywistości przywracając mu widzenie w prawdzie. Nigdy już nie sięgnie po kobietę w pożądaniu, stanie się one dla niego obrzydliwe. Poprzez błogość dusza przypomni mu, czym jest miłość, a jak straszne jest dla obojga pożądanie, ile z tego w dalszej konsekwencji pokoleniowej niedoli. Rolą kobiety jest bezbolesny poród, bez porodowej traumy, bez strachu przed jutrem, bez strachu o losy swego potomstwa. Rola prawdziwego mężczyzny to absolutne szczęście kobiety w błogości i na odwrót, aby nie rządziła w ich intymności pycha, coś, co rodzi ból w kobiecie.

Pycha- być ponad. W stworzeniu nie istnieje podgatunek. Istnieje tylko wspólny cel: nowe stworzenie.

Poczęcie w błogości sprawia, że organizm nie jest w stanie wytworzyć przy narodzinach bólu. To "umowa wiązana". Od poczęcia do porodu. Błogość- jedyne wspólne pragnienie na początku ich wspólnego początku w cielesności.

Życie samo w sobie kieruje się prostymi zasadami. Wszystkie wysiłki ciemnoty idą w kierunku, aby zagmatwać te zasady do tego stopnia, aby nikt tych prostych zasad nie ogarnął, wszystkie zasady poddawał licznym wątpliwościom, zaciemniając ich prostotę.

Korzenie człowieka powinni zapewnić rodzice, poprzez miejsce narodzin swojego potomka, w którym dziecko ma największą łączność ze źródłem (nie ważne, co mam po tą nazwą obecnie na myśli, istotna jest łączność). Szpitale raczej (a nawet na pewno) w tym nie pomagają, bowiem następują zakłócenia źródeł, jest to oderwanie od korzeni. Ludzie i drzewa mają wspólne przeznaczenie w cyklu życia, uzupełniają się. Tam, gdzie spadnie ziarno, tam rośnie drzewo, wybiera dla siebie najlepszą lokalizację do przetrwania. Przesadzenie go, jest oderwaniem od pierwotnego źródła, będzie rosło, ale już nie z takim potencjałem. Człowiek podobnie- oderwany od źródła nie może znaleźć dogodnej lokalizacji na rozwój, szuka po omacku próbując zakorzenić się w nieznanym sobie źródle. Dziecko oderwane za szybko od rodziców przez szkoły i inne instytucje (obce środowisko), ma podobnie.

Sedno problemu ludzkości: zło zapragnęło wiedzy Boga, poznać jego plan stworzenia, szczegół po szczególe, aby móc tworzyć lepiej, niż ON (pycha pochodząca od zła, być ponad Bogiem). Wykorzystało do swoich celów stworzenia Boga, aby przez nie tego się dowiedzieć (pożądanie- wiedzieć to, co wie Bóg, odebrać mu jego chwalę). Skoro dzieci Boga skażone są pożądaniem i pychą, to po co pukać codziennie do Boga (skoro i tak nie ujawni tego, czego pożąda zło), przecież jego dzieci codziennie wpadają w stany pychy i pożądania: kroją, członkują, badają pod mikroskopem jego żywe twory, eksperymentują na nich w dowolnych konfiguracjach, genetycznie modyfikują-> tworzą nauki o psychice człowieka, jego emocjach, świadomości, podświadomości i nadświadomości-> nauki wchodzące w obszary snów (rzeczywistość wolnego ducha, której człowiek w sposób świadomy nie nauczył się kontrolować, a kontroluje zło, które w snach ludziom wciska swoje programy)-> tworzą teorie o centrach energetycznych (mapa lokalizacyjna do ataków energetycznych dla wszelkich aspirantów do bycia ponad), gwałcą umysły i ciała, rozpętują wojny i konflikty, degradują naturę, mielą zwierzęta na papkę, napędzają machinę wiedzy pożądanej (i nie pożądanej jednocześnie)...itd...wiedza ta, sama z siebie dostarczana jest tam, gdzie zło chce. ;) „Lucyfer- pan światła was oświeci”.

Bez rozgrzeszenia nie ma wybaczenia, ale przynajmniej wiemy, że po wybaczeniu następuje punkt zwrotny. Kara nie trwa wiecznie, trwa do momentu wybaczenia.

Skoro w Biblii jabłko (jako symbol grzechu pierworodnego) wskazuje na pożądanie i pychę, z której rodzi się wiedza niepożądana, absurdem jest nałożenie dokładnie takiej samej kary, co zawierało same jabłko- fałszowanie i niespójność przekazów Biblii (np.: ukradniesz samochód, dostaniesz jako karę drugi samochód? a potem w ramach tejże kary samochody będą dostawać dalsze pokolenia :D): „ ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”- czyli ona ma być pożądaniem (macie tą swoją wymyśloną bestię w kobiecie :D), on pychą. I dlaczego w życiu jest na odwrót, ona często jest pychą, on pożądaniem i dlaczego w kwestii pożądania Jezus zwracał się bezpośrednio do mężczyzn, a nie kobiet? A co się stanie, gdy kobieta nie przyjmie do siebie pożądania, a mężczyzna pychy i na odwrót? Nastąpi punkt zwrotny?

Od kiedy mogliśmy wrócić do stanu błogości, a nie wracamy na własne i tylko własne życzenie?

Współczesna technika jest tak zaawansowana, iż w ogromnym stopniu zakłóca subtelne powiązania i drogi komunikacyjne (zawładnęła eterem). W takim otoczeniu nikt nie ma szans na jakikolwiek kontakt, gdyż myśl Boga jest zbyt szybka w stosunku do ociężałej myśli człowieka. To tak, jakby żółw startował w maratonie z rakietą. W technicznym świecie człowiek zamiast uczyć się przyśpieszać myśl, dostosowuje się do systemów technicznych, które myślą za niego. W ten sposób jeszcze bardziej jego umysł staje się otępiały i ociężały w myśleniu. Gdy dodamy do tego wszędobylskie media (hipnotyczne programatory), które swoją informatyczną papką pochłaniają ogrom czasu, programując gotowymi receptami na wszystko, ten przestaje kompletnie samodzielnie myśleć, staje się współczesnym „inteligento- durniem”, chodzącym ludzkim telewizorem, który nastawiony jest tylko na odbiór, nadawanie i przetwarzanie informacji, czyli posiada ogrom informacji (większość zbędnych i fałszywych), z którymi nic nie potrafi sensownego zrobić- ciemne siły i tak myślą szybciej od niego. I taki „zaprogamowany” człowiek modli się, medytuje, rozwija się duchowo itd...ale co z tego, skoro wszystkie jego myśli zawieszą się w obszarze, w którym szybsza myśl ciemnych sił utworzyła barierę (coś jak ściana), przez którą może się przebić tylko myśl szybsza od myśli zła, dlatego zło wie o nas wszystko, zna wszystkie nasze słabe punkty, a my o nim wiemy niewiele.

Zważywszy, że zło od początku zaciemnia stare księgi, próbuje je przekształcać na swoje potrzeby, aby rozmydlić prawdziwy obraz tego, co powinnyśmy wiedzieć dla swojego rozwoju, skala informacji zła jest mocno przeważająca, niż skala technicznego człowieka. W tym środowisku ludzie wrażliwi odczuwają obecność obok siebie sił pomocnych (mogą być to legendarne anioły stróżujące, duchy opiekuńcze, coś o czym jeszcze nie wiemy), albo zwyczajnie bawi się nami zło (geniusz iluzji), udając dobro, pociągając nas za sznureczki (tu trochę pogłaszcze, tam nieco pociągnie za smycz), aby ofiara nie urwała się z nici manipulacji (systemu nagród i kar, pochwał i nagan, wywyższeń i upodleń). Zważywszy, że drobne grzeszki to tylko niteczki, tak pychę i pożądanie można porównać do lin okrętowych. Jak powiązany takimi linami ze złem człowiek może komunikować się z Bogiem? Nie ma na to żadnych szans. Rozmawiając z Bogiem, rozmawia z „bogiem”. Jeśli ktoś w takich warunkach bytowych twierdzi, że porozumiewa się z Bogiem, to kłamie, tylko ciemnotę z ciemnych sił innym wciska. Człowiek uwiązany nie może porozumiewać się Bogiem, ale Bóg tak. Jego myśl jest najszybsza, przebije się tam, gdzie chce, kwestia tylko, czy ociężała myśl człowieka jest w stanie tę myśl przetworzyć, na formę dla siebie zrozumiałą. Bez translatora w obu kierunkach nie da rady, musi istnieć „tłumacz” lub możliwość nauki, która przyspieszy myśl ludzką.

W warunkach technicznych człowiek nie może nauczyć się przyspieszać myśli, nie tylko ze względu na zakłócania naturalnych pól elektromagnetycznych człowieka i otoczenia. Ludzie energetyczni doskonale wiedzą, jak skaczą na półkach i trzeszczą min. dowody osobiste z chipami na półkach- lokalizatory zła. W tych warunkach człowiek nawet nie przekroczy poziomu centrum siły, zatrzyma się w rozwoju na drugim centrum energetycznym- genitalnym. Będzie jedynie bardziej witalny od normy przeciętnej, kreatywniejszy. Nie otrzyma siły wewnętrzno- energetycznej, która przebija blokady nałożone przez siły ciemności. Człowiek powinien wrócić do ziemi, Edenu, natury i stworzeń Boga, nie tkwić uparcie w technicznych tworach zła. Pić żywą wodę, nie martwą, jak obecnie. Zło nie może rządzić naturą- ona nie jest skażona pychą i pożądaniem, jest czysta w intencjach, pomysłach i zamiarach (nie jest napiętnowana tworem umysłu ludzkiego pochodzenia- ego), czyni to wyłącznie przez człowieka, który w ciemnocie swej niszczy komunikację między człowiekiem, a Bogiem. Drzewa to zbiorniki informacji dla stworzeń w naturze. Rola zwierząt wytyczona jest już od czasów pierwszego człowieka na Ziemi. Wszystkie żywe stworzenia powstały, aby służyć człowiekowi, lecz nie jako powszechny, martwy baleron na stole, czy parówka. Jedzenia nigdy nie zabraknie, głód jest sztucznie generowany przez ciemne siły, które wzbudzają popęd do gromadzenia, poprzez  zjawisko niedosytu. Czy jesteśmy w stanie zjeść ukochanego psa, kota itd.? I tak dochodzimy do sedna. Człowiek może kontaktować się z Bogiem, nie bezpośrednio (nie ten czas, nie ten rozwój), ale poprzez naturę (przez jego Wielkie Stworzenie), będąc jej integralną częścią, która na drodze pracy z nią i tylko poprzez nią (tak jak chciał Bóg tworząc pierwszego człowieka) ujawni mu informacje nie zapisane w żadnych księgach, ponieważ wszystkie księgi ciemne siły dawno zlustrowały, od pierwszej literki do ostatniej.

Medytacje drogą donikąd. Budda (narodzone dziecko w błogości i poprzez nią) nie wróci do statusu wstecznego Siddharthy. **** Człowiek otrzymuje wszystko, co dla niego jest indywidualne w planie stworzenia od dnia narodzin.