Pozytywne Inspiracje

Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: Laka w 2012-07-21, 23:37:56

Tytuł: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-07-21, 23:37:56
Sebastian

" To o czym piszesz, to roztaczanie takiego nektaru wokół siebie. Dzieje się to samo z siebie i nie odczuwa się jako wysiłek, ale jest to przefiltrowana w jakiś sposób energia."

Mhh ja tego uwodzeniem bym nie nazwała:) Co innego uważam za uwodzenie, nie jestem pewna czy faktycznie głębiej nie chce się dowartościować, ale jest przykryte obciążeniami, skutkami takich intencji, jak na razie czuje bardziej forme, a takich intencji nie czuję, byc moze je puscilam już, a zostały jeszcze mechanizmy, z którymi utożsamiam bycie sobą jako kobieta, bo tak się tym zżyłam pś. W tym wcieleniu takie intencje jeszcze miałam, to na pewno, bo pamiętam dobrze.
Mi się to trochę miesza z poczuciem winy za bycie piekną kobieta, jakby to bylo coś zlego, z jakimiś innymi obciążeniami wyrzekania się.

Ja tam nie widzę u siebie intencji rozsiewania nektarowych energii, bo to już bym czula wyraźnie, to jest taka zaczepka w energiach jakby, coś jak prowokacja, a ja tego nie robię. Z resztą opisu się zgadzam:)

Indra
:)
Jeszcze elfkę czuć? Już myślałam, że dawno mam to za sobą, a jesteś chyba 3ą osobą w ostatnim czasie, która widzi znów elfa we mnie. Może cos się jeszcze odpaliło przy okazji, jakieś resztki.
Ostatnio mam problem z tożsamością, bo widze wzorce, ale kim jestem pod tym wszystkim, nie umiem się okreslić. Dziwne uczucie. Pś boi się chyba, ze puszczając wzorce traci tożsamość, czasem się czuję jakbym nie istniała, bo emocji nie ma, tych z którymi się utozsamiałam i wzorców przez ktore postrzegałam siebie coraz mniej i boje się ze zostanie takie nieokreślone nic i nuda. No własnie straciłam gdzieś po drodzę nakręcanie sie, ekscytacje, podniecenie czymś i mi tak teraz wlasnie dziwnie, pisałam afke i nawet nie zauwazylam jak to sie stalo. Trochę sie obawiam, że nic przyjemnego i zabawowego mi nie zostanie.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-21, 23:47:41
Laka
Niektórzy mogą Cię widzieć przez pryzmat obciążeń których już możesz nawet nie mieć dlatego, że kojarzą Cię z czasów gdy je przejawiałaś. Mnie też się kojarzysz trochę elfowo, ale bardziej chyba przez pamięć starych dobrych czasów, kiedy też się bawiłem w elfa. :)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-07-22, 13:28:59
Clint

To prawda:) Ja kiedyś myślałam, żeś elf jak nic. Teraz zupełnie tak Cię nie postrzegam.
Ja miałam tą elfkę dość mocno wrytą w pś, powiedziałabym, że bardzo pierwotnie, bo te inicjacje były zaraz po przedwiecznych i archaniołach, zanim jeszcze zeszłam w materię. Więc reszta wzorców już była na tym budowana.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-22, 19:48:35

 A może po prostu zaakceptować,że Sylvia ma taki właśnie, charakterystyvczny dla niej, sposób przejawiania się.

Sylwia ma sposób przejawiania się "jestem lepsza"
Nie wiem dlaczego należy to zaakceptować

Ty masz sposób przejawiania się "jestem równy ale wiem lepiej"
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-22, 20:02:09
Sylwia ma sposób przejawiania się "jestem lepsza"
Nie wiem dlaczego należy to zaakceptować

Ty masz sposób przejawiania się "jestem równy ale wiem lepiej"

Inga - słowo klucz akceptacja.
Dla twojego życia nie ma znaczenia jak Sylwia czy Leszek się przejawiają.
Ma znaczenie z punktu widzenia tego jak o sobie myślisz i jak odbierasz otaczający cię świat.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-22, 20:03:18
Inga,

trafnie to podsumowałaś, a jaki ja mam sposób przejawiania, ciekawa jestem , powie mi ktoś ?  :))
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2012-07-22, 21:37:26
Inga
 Ja ze swej strony nigdy tak Sylvii nie odbierałem, choć kierując się sugestiami innych usiłowałem jej nawet to odregować :))
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-22, 22:01:22
Inga
 Ja ze swej strony nigdy tak Sylvii nie odbierałem,
Bo w stosunku do Ciebie Sylwia przejawia się zupełnie inaczej- jako pomocnik
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-22, 22:03:52

Dla twojego życia nie ma znaczenia jak Sylwia czy Leszek się przejawiają.
Co wcale nie oznacza że mam tego nie zauważać.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-22, 22:22:26
Co wcale nie oznacza że mam tego nie zauważać.

Być może.
Tylko mam pytanie.
Czy np. Sylwia "rzeczywiście" się tak przejawia?
Czy może ty ją tak odbierasz?
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-23, 08:13:57

Tylko mam pytanie.
Czy np. Sylwia "rzeczywiście" się tak przejawia?
Czy może ty ją tak odbierasz?

Tak. Ja ją tak odbieram.
A jak ona rzeczywiście się przejawia to ja nie wiem.
Może Ty mi powiesz?


 Po raz drugi odpowiadasz mi na pytania skierowane nie do Ciebie lecz do Leszka, a ja czuję że robię coś złego i zakazanego.
Myślę że to wynika z obowiązku strażnikowania mnie.
Zobacz że Leszek zupelnie inaczej do tego podchodzi, chociaż to on powinien być na mnie o to zły.
Ja piszę to co czuję i jak widzę i moje opinie są subiektywne ale za to szczere.
Budowanie na siłę pozytywnych obrazów innych, prowadzi tylko do zakłamywania siebie.
Myślę że Ty tak robisz - na siłę tworzysz sobie pozytywne obrazy innych i stąd jesteś taka zasadnicza i jakby ciężka, smutna. Bo sobie nie pozwalasz na luz.
Nie widzę innych takimi jacy rzeczywiście są i zdaję sobie z tego sprawę, co nie oznacza że nie mogę ich oceniać.
Każdy z nas ocenia innych i nie ma sensu udawać nawet przed sobą samym że jest inaczej.

Karina.
Żeby nie było niedomówień.
<Ja Cię odbieram> że się przejawiasz jako- jestem skryta
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2012-07-23, 08:35:00
Inga
 nIe mam pojęcia, dlaczego "powinienem być na Ciebie zły" :))
Chyba nikt nie powinien być na nikogo zły :)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-23, 08:43:34
Inga

Dzięki, to dla mnie bardzo cenna wskazówka, bo myślę, że coś jest na rzeczy z tą skrytością tylko tego nie rozszyfrowałam jeszcze.:)

Ja też dokładnie tak odbieram Sylvię jak to opisałaś, tak, ze ufaj swojemu odbieraniu świata.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-23, 09:13:42
Inga
 nIe mam pojęcia, dlaczego "powinienem być na Ciebie zły" :))
Jak nawet nie wiesz o co miałbyś być na mnie zły to tym lepiej, bo to znaczy że nie piszę niczego co by Cię urażało.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-23, 09:21:32
Tak. Ja ją tak odbieram.
A jak ona rzeczywiście się przejawia to ja nie wiem.
Może Ty mi powiesz?

Mi nie przeszkadza jak się Sylwia przejawia.
To co ty nazywasz u Sylwii "jestem lepsza", ja nazwałabym " pochodzę z wyższych sfer".
Tylko ja zdaje sobie sprawę, że jest to mój subiektywny odbiór, a nie rzeczywistość Sylwii i nie przyszłoby mi do głowy, twierdzić, że ona się tak przejawia.

Acha i nie jest to pozytywne tworzenie obrazów innych ludzi, a tylko uczenie się postrzegania ich poza etykietkami, jakie im można nadać. Uczenie się akceptowania ich takimi jakimi są i postrzegania ich jako barwnych, wielowymiarowych obrazów bez potrzeby nadawania im etykietek, które zubożają ten obraz.


Cytuj
Po raz drugi odpowiadasz mi na pytania skierowane nie do Ciebie lecz do Leszka, a ja czuję że robię coś złego i zakazanego.
Myślę że to wynika z obowiązku strażnikowania mnie.

To forum publiczne. Więc jak coś piszesz, to ja mam prawo odnieść się do tego. Chcesz, żeby tylko Leszek na twoje pytania odpowiadał, to zadawaj mu je w prywatnej wiadomości.

I nie strażnikuje ci, bo nie mam w tym interesu.

Za to przypominasz mi w swoich zachowaniach moją matkę, która w momentach nawrotu choroby, zachowuje się podobnie. Najlepiej jej nie tykać, broń boże powiedzieć jej coś innego niż ona się spodziewa i cały czas się z nią zgadzać i jej potakiwać nie ważne jakie niestworzone rzeczy gada.
Ale uleganie jej, nie przynosi ani jej uzdrowienia, ani nam spokoju.

Więc nie mam zamiaru ciągle ci potakiwać, tylko i wyłącznie ze względu na to co przeszłaś.
I jeśli będę miała chęć napisać ci coś, co niekoniecznie będzie ci się podobać, to to napisze, zamiast głaskać cię po główce i delikatnie się z tobą obchodzić.

Tak naprawdę sama sobie strażnikujesz. Pisząc, że inni ci strażnikują sama pilujesz by nikt ci nie powiedział czegoś, co nie będzie dla ciebie miłe.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-23, 10:11:56
W tym co napisałaś jest tyle zaprzeczania samej sobie że aż nie chce mi się odpisywać. I co do Sylwii i co do wizerunku ludzi.
Proponuję abyś zamiast uczenia się postrzegania ludzi poza ich etykietkami bardziej zajęła się dostrzeganiem co rzeczywiście do nich czujesz.
Bo się okazało że do mnie czujesz mnóstwo niefajnych rzeczy z czego do tej pory pewnie nie zdawałaś sobie sprawy, bo mnie nie chciałaś etykietować.
Mnie nie udało Ci się zaakceptować taką jaka jestem, (chociaż jak piszesz uczysz się tego) a świadczy o tym lista moich wad które tu wymieniłaś.

Jakie ja niestworzone rzeczy gadam?
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-23, 10:20:32
Przez to że nie pozwalasz sobie czuć do mnie tego co rzeczywiście czujesz, musisz to wyrażać w inny sposób i wychodzi to bokami.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-23, 10:26:22
Inga pisałam o mojej mamie nie o tobie.

Nie będę dalej wchodzić w dyskusje.  Dopóki wywalają mi emocje do mojej mamy nie będę kontynuować tej rozmowy.

Nie zasłużyłaś sobie na obrywanie za moją matkę.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-23, 10:41:28
Cieszę się że doszłaś do takich wniosków.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-23, 12:15:25
Odpowiadając na te odczucia niektórych osób, w jakimś zakresie, w energii akceptacji.

Po pierwsze nie czuję się lepsza (natomiast zmiana jest taka, że kiedyś by był ukryty żal i bezsilność, że znowu ktoś zwala na mnie odpowiedzialność za swoją percepcję, a co za tym idzie walka o swoją przestrzeń, teraz jest akceptacja i zrozumienie, że to echa też mojej przeszłości, która jest/była nie tylko we mnie). To jak się czuję to najczęściej spokojnie z odcieniem radości albo coś do zrobienia z poziomu świadomości, czy coś do przepracowania, wtedy skoncentrowana na celu. W umyśle czuję często zgodność, czasem rozbawienie, najczęściej akceptację, również , gdy inaczej coś widzę, czasem czujność, żeby się nie ograniczyć do pewnego pułapu na tym forum z powodu niektórych energii.
Nie widzę powodu dlaczego miałabym czuć się lepsza? Co to miało by mi dać? Dowartościowanie? Po co, jak ono jest złudzeniem ego, które zamyka na prawdę o sobie. Wręcz nie pasuje mi wzorzec lepszy-gorszy i postrzeganie świata przez jego pryzmat, bo powoduje to konflikty, męczenie się i brak harmonii.

Sama czasem przepracowuję w czymś temat gorszości, czy temat wrogości ostatnio, bo są one dość powszechne, również jako wzorce kontroli.
Czasami czuję presje (na szczęście już rzadko na mnie działają), że powinnam być gorsza, zaniżała siebie, żeby inni poczuli się w końcu dobrze, ze swoimi wzorcami (osądzać siebie przez pryzmat czyjejś samooceny i grać pod nią), bo jak tak się nie przejawiam, to niektórym to przeszkadza i jestem problemem, a nie lustrem. Najczęściej tym przeszkadza co mają odczucie mojej lepszości w sobie. Jednak osoby, które tu się wypowiedziały zdziwiły mnie, że też maja takie odczucia, bo wręcz często czułam życzliwość i wsparcie. Widać potrzebna jest bardziej wolność do i od.
Czasami czuję też presje, żeby potraktować kogoś z góry i żebym była za to odpowiedzialna jak ktoś się wtedy czuje, jednak staram się nie ulegać temu, bo nie ma to najmniejszego sensu, żeby być w takich grach. Nie twierdzę, że zawsze mi się to udaje ominąć w energiach, bo nie jestem oświecona i odpuszczam kontrolę, to się coś pokazuje i odpuszcza....;)

Ktoś rozwojowy i zaawansowany od lat, jakiś czas temu skomentował zarzuty (pochodzące z innego pułapu, niż świadomość) na tym forum, a'propos mojej świadomości: "przecież masz przeważnie szerszą świadomość, więc w czym problem? masz coś udawać, żeby zadowalać innych?".  Problemem były interakcje, więc był temat dawania sobie akceptacji pomimo innych, gdy coś jest u mnie dalej - "lepiej", bo przecież nie może być "lepiej", ma być tylko do pewnego pułapu (wzorzec, który pokazywały mi lustra reagując, tak, a nie inaczej). Ważne czy przerabia się lekcje i czy dalej coś ma wpływ i jaki to jest wpływ. 

Postawa dystansu, niedostępności (może być to odbierane jako lepsza przy pewnej percepcji) włącza mi się jeszcze tylko czasami na brak autentyczności
(trudno mi się odnaleźć z taką sztucznością w samoocenie lub czymkolwiek to jest) lub coś czego nie znam, a wiem, że jest z wzorców, które by mi zaszkodziły, jakbym w nie weszła (już wchodziłam i się nauczyłam, że to zły pomysł na "równość"). I nie interesuje mnie ile ma ktoś ERD, czy świadomość, tylko jaka jest harmonia w kontakcie, czy jest bezpieczeństwo, zaufanie,  szczerość i otwartość uczuciowa.
Na tym forum czasami mam postawę dystansu, gdy widzę pewne rzeczy, które nie odbieram tak różowo, jak są przedstawiane, więc wychodzi czasem z  tego kontra "a było ta pięknie", chociaż intencja jest pozytywna.

Przypomniało mi się takie zdanie ze skryptu z warsztatu:
"wolę być nie lubiana za to kim jestem, niż kochana za to kim nie jestem" - akceptacja siebie
I z książki Zukava "Serce duszy", że zadowalanie innych, nigdy nie daje rozwoju, ulgi i rozluźnienia, czyli zdrowia.

Zdaję sobie sprawę, że te słowa też mogą być inaczej zrozumiane, niż moja intencja, tylko prośba (powtarzam), żeby nie twierdzić, po raz kolejny na tym forum, ze ktoś wie lepiej co ja czuję i jakie mam intencje. Obiór kogoś to jedno, a jaki ktoś jest, czy co wyraża to drugie. Można coś zrobić ze swoim odbiorem, a nie z kimś.
A prośba stąd, że widzę pewien schemat na tym forum, że jak coś jest rozwojowe, ale nie pasuje do pewnej struktury poznawczej, to wcale nie spotyka się ze zrozumieniem różnorodności i akceptacją, przy wyrażaniu własnego odmiennego zdania, tylko wszystko ma być pod ten określony sposób widzenia, wtedy jest akceptacja, tylko co to za akceptacja, która wynika z zadowalania oczekiwań?  To co jest, jest tym czym jest i tyle.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-23, 12:17:41
Tylko ja zdaje sobie sprawę, że jest to mój subiektywny odbiór, a nie rzeczywistość Sylwii i nie przyszłoby mi do głowy, twierdzić, że ona się tak przejawia.

Acha i nie jest to pozytywne tworzenie obrazów innych ludzi, a tylko uczenie się postrzegania ich poza etykietkami, jakie im można nadać. Uczenie się akceptowania ich takimi jakimi są i postrzegania ich jako barwnych, wielowymiarowych obrazów bez potrzeby nadawania im etykietek, które zubożają ten obraz.

Bliskie mi jest takie podejście, coraz bliższe w uczuciach:)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2012-07-23, 12:29:13
Fajne rzeczy piszesz:)

Urzywasz innego nazewnictwa niż ja, twoje  kojarzy mi się źle, ale to nie zmienia faktu że gdy wyjdę poza moje "źle" to treść jest ta sama:)


Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-07-23, 13:02:53
Sylvia

Fajnie napisałaś:)
Faktycznie coś jest takiego u osób rozwijających się duchowo, tak z moich obserwacji i nie chodzi o to tylko forum, że jeśli ktoś miał pewne doświadczenia, albo obserwował schematy rozwoju, to ma przekonanie, że jakaś ścieżka rozwoju jest jedyna słuszna dla wszystkich, tak jak on ją widzi, reszty nie akceptuje, bo nie zna. A wiele jest osób, które mają za sobą różne nie udane próby "rozwoju i oświecenia" z poprzednich wcieleń, więc jest lęk. Gdy do tego dochodzi karmiczna osoba, w tym kontekście, to już jest lęk i podejrzenie.
Ta osoba może zachowywać się podobnie z inną już świadomością i intencjami, ale przez tą drugą być postrzegana nadal pod kontem wcześniejszych intencji. Zwłaszcza, gdy druga osoba, nie ma jeszcze tych tematów przepracowanych, to cały czas widzi pewien biegun, wg własnych ograniczeń. Gdy poza te bieguny wyjdzie świadomością, nie ma to już dla niej znaczenia, a i widzi jednocześnie przytomniej.

Ja osobiście nigdy nie czułam od Ciebie wyższości skierowanej wobec mnie, wręcz przeciwnie, wiele pozytywnego wsparcia.
Jednak jak spojrzałam z boku na Twoją rozmowę na forum z Olgą, to coś takiego poczułam, ale między Wami. Wtedy pomyślałam " Coś w tym jest, w sumie nie do mnie, więc mi to osobiście emocjonalnie bez znaczenia".

Możliwe, że karmiczna jest to jakaś relacja między nami 3ma, jest pamięć tego jeszcze, przynajmniej moja:)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-23, 14:46:33
A prośba stąd, że widzę pewien schemat na tym forum, że jak coś jest rozwojowe, ale nie pasuje do pewnej struktury poznawczej, to wcale nie spotyka się ze zrozumieniem różnorodności i akceptacją, przy wyrażaniu własnego odmiennego zdania, tylko wszystko ma być pod ten określony sposób widzenia, wtedy jest akceptacja, tylko co to za akceptacja, która wynika z zadowalania oczekiwań?  To co jest, jest tym czym jest i tyle.

Z ciekawości - czy możesz podać Sylvio jakieś konkretne przykłady takiego niezrozumienia różnorodności i wpychania w określony sposób widzenia na tym forum? Cóż to za struktura poznawcza? Wg mnie jest tutaj spora otwartość na nowości, szczególnie gdy są sensowne i dobrze przekazane.

Uważam też, że jest fajnie, kiedy każdy praktykuje to, co mówi, czyli np.: potrafi zaakceptować odmienność czyjegoś zdania, bez narzucania przy tym jedynej słusznej wizji, kiedy druga osoba nie chce zadowalać czyichś oczekiwań, bo ma własne odczucia lub własny sposób działania w danym temacie czy sytuacji. Wg mnie jeszcze nie zawsze potrafisz tak działać. Zdaję sobie jednak sprawę, ze teoria teorią, a wdrożenie praktyki zazwyczaj zabiera więcej czasu. To normalne i w porządku. I cieszę się, że praktykujesz w tym temacie coraz bardziej, rzeczywiście pojawiło się u Ciebie więcej akceptacji, doceniam to.

Dodam pro forma, ze oczywiście u mnie też nie zawsze jeszcze teoria pokrywa się z praktyka w 100% w codziennym życiu - każdy z nas się uczy, przerabia swój "bagaż" i dąży ku spełnieniu i szczęściu.

Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-24, 22:33:36
Sylvia
dziękuję za post z 12:15 z 23 lipca. Z wyjątkiem 2 ostatnich zdań jest konkretną odpowiedzią na konkretną prośbę do WJ. Chcialam odpowiedź czarno na bialym to mam:D
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-24, 22:50:10
hydrozagadka
Interesują mnie mechanizmy i wnioski, a  nie przykłady na ten moment, bo by to prowadziło do dalszych analiz i wyjaśnień, wyjaśnień, wyjaśnień,...itd;)
Co miałam w temacie do powiedzenia to już napisałam w poście 2012-07-23, 12:15:25.

Iustitia
Fajnie, że masz odpowiedź:)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-25, 00:49:08
Sylvia,

Cóż, mimo wszystko ciekawe jest, skąd masz takie wnioski i gdzie niby są te mechanizmy - bo napisać coś łatwo, rzucić słowa "schemat, struktura, brak zrozumienia itp.", a potem to rozmyć przez brak konkretów. Konkrety nie prowadzą do zbędnych analiz i wyjaśnień, bo bazują wedle nazwy na konkrecie, a nie na przelewaniu próżnego w próżne. I to jest mój wniosek na temat pewnych mechanizmów, które zauważam.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Davvidia w 2012-07-25, 10:52:47
"Czasami czuję presje (na szczęście już rzadko na mnie działają), że powinnam być gorsza, zaniżała siebie, żeby inni poczuli się w końcu dobrze, ze swoimi wzorcami (osądzać siebie przez pryzmat czyjejś samooceny i grać pod nią), bo jak tak się nie przejawiam, to niektórym to przeszkadza i jestem problemem, a nie lustrem."

Sylvia,

właśnie ostatnio nad tym myślałam jak to lustro trudno zauważyć :)

Racja, nie ma co chować manipury, żeby nie zahaczać o wklęsłości innych ...
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-25, 10:59:03
hydrozagadka
Czyżbyś czuła się odpowiedzialna za to, że takie coś się pojawia czasami i dlatego tak drążysz temat?
Za wypowiedzi innych, którzy stosują ten model "akceptacji", nie musisz czuć się odpowiedzialna, i znać przykłady, ani nikt inny, bo jest to w niektórych na tym forum;)

Jeśli ktoś czuł, czy zaobserwował coś podobnego co opisałam, był obiektem lub widział to wobec innych, to sam już ma konkretne przykłady, a innym po co one? Jak poczują, że to potrzebne to znaczy, że trafili na przykłady.

Nie wiem dlaczego uważasz, że chodzi o łatwe rzucanie, przecież to nie zarzut, tylko spostrzeżenie w kontekście mojej prośby. To jest wystarczający przykład, kiedy z tym się spotkałam. O innych nie muszę pisać, gdy mnie nie dotyczą, tylko o nich wiem.
Mam prawo nie mieć ochoty na personalizowanie przykładami i mieć w tym swoje pozytywne motywacje. Co to da i jaki będzie tego skutek, że spersonalizowałam?
Interesuje też mnie inny rodzaj analizowania i wyjaśniania, niż by się odbywał tutaj, więc dlatego nie mam ochoty na więcej przykładów, bo byłoby to zamęczanie siebie i brak proporcji, we włożonej energii do ważności dla mnie tego tematu.

Rozumiem,  że twoja struktura poznawcza ma w tym temacie swoje kryteria i potrzeby konkretności, sensowności i dobrego przekazu, jednak moja ma inne, i tutaj właśnie będzie przydatna ta akceptacja różnorodności w sposobie widzenia i wyrażania z obu stron:)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-25, 13:13:00
Sylvia - nie, nie czuję się za to odpowiedzialna, bo nie widzę, by coś takiego pojawiało się ogólnie na forum i było czymś dominującym na tym forum. Jednak jako osoba z administracji jestem zainteresowana postrzeganiem forum i kiedy pada tego typu twierdzenie - proszę o przykłady, by w takim razie móc skuteczniej zapobiegać takim odczuciom, jak Twoje.
Co więcej, nie jest to pierwszy raz, kiedy piszesz coś ogólnie (a bywały tego typu wypowiedzi zarówno na temat forum, różnych ludzi, w tym także mnie), formułując to w podobny sposób, jak tą swoją ostatnią, omawianą teraz wypowiedź - czyli sugerujesz, ze coś takiego jest, nawet wielokrotnie, jednak zapytana o konkretne przykłady odwracasz kota ogonem.

Rozumiem zatem, że są to Twoje odczucia czy widzenia subiektywne, o których wiesz, ze nie są obiektywne, dlatego wolisz ich nie konkretyzować. W gruncie rzeczy to Twój biznes, że tak się wypowiadasz czasem, w jakimś stopniu insynuacyjnie, wygłaszając twierdzenia bez pokrycia. Taki sposób formułowania wpływa na Twój odbiór, oraz odbiór Twoich wypowiedzi i skoro Ci to nie przeszkadza, to ok.

Akceptuję Twoją różnorodność i odmienność przejawiania się, nie oznacza to jednak, ze będę zawsze przymykać oko na dziwne ogólne sugestie bez pokrycia. Widać taką masz strukturę poznawczą i taki mechanizm działania oraz wypowiedzi, jednak w takim razie na pewno liczysz się z tym, że nie każdy zgodzi się z tak wygłaszanymi przez Ciebie spostrzeżeniami i może chcieć jakiś konkretów, zamiast ogólników. Jeśli tak, to w porządku :)

Na marginesie, naprawdę cenię Twoje różne pomocne i trzeźwe uwagi, które nie są nacechowane takim stylem wypowiedzi i formułowania twierdzeń, jak omawiane.


Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-25, 15:56:43
hydrozagadka
No właśnie o tym pisałam o tych różnych strukturach poznawczych, które każą tobie interpretować coś jako negatywne zjawisko, widzieć w tym coś więcej (np. że uważam, że coś jest dominujące),
gdy jestem zwyczajnie delikatna w opisie i dlatego ogólna, a nie wytykająca, czy insynuacyjna (co by było wg mnie, gdyby były konkrety wg twoich kryteriów) i niestety nie wykazujesz zrozumienia, że moja motywacja jest pozytywna. Dałam wystarczający przykład, który miał konkretny cel.
Jeśli ty, czy kilka innych osób widzi tak moje wpisy, to rzeczywiście mi to nie przeszkadza, dopóki nie próbują mnie wciągać w swoje projekcje i nie ma to na mnie wpływu.
Wiem, że jest sporo osób, które widzą to takim jakie jest.

Tak jak pisałam mam do tego następujące podejście wynikające z doświadczenia w takich sprawach w rozwoju:
Jeśli ktoś czuł, czy zaobserwował coś podobnego co opisałam, był obiektem lub widział to wobec innych, to sam już ma konkretne przykłady, a innym po co one? Jak poczują, że to potrzebne to znaczy, że trafili na przykłady.
Jak ktoś nie ma świadomości, ze tak robi, to nie ma, nie moja rola, żeby go wytykać. Jeśli komuś coś zaświtało i coś z tym zrobił, to dobrze, bo rozwojowo.


Ile można wyjaśniać i wałkować, tak prosty i marginalny temat? Może już odpuść, gdy nie czujesz się za to odpowiedzialna i pokaż tę akceptację różnorodności;))



Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-25, 17:44:56
Sylvia - jeśli dla Ciebie negatywne uogólnianie bez pokrycia jest objawem delikatności, to faktycznie, dalsza rozmowa nie ma sensu. Nie znajdziemy po prostu pułapu porozumienia na tym poziomie, bo dla mnie (i nie tylko) takie uogólnienia są objawem niedopowiedzeń i owszem - subtelnego - ale dokopywania.

Zatem rzeczywiście czas w pełni zaakceptować naszą odmienność, różnorodność i inne postrzeganie pewnych mechanizmów, oraz idących za nimi energii i w ramach tej akceptacji po prostu spróbować - np.: ja będę mniej zwracać uwagę na Twoje negatywne uogólnienia, jako objaw Twej delikatności, a Ty nie będziesz kierować do mnie (ani w tematach powiązanych) tego typu twierdzeń. Jeśli zaś już będziesz czuła, ze potrzebujesz się tak wypowiedzieć, to proszę o uszanowanie mojego postrzegania i wtedy o napisanie konkretów przynajmniej na priv. Zakładam bowiem, że obie nasze postawy są w takim razie równorzędne (żadna lepsza, ani gorsza). Mam nadzieję, że od teraz uda nam się wspólnie wypracować komunikacyjny kompromis, skoro lepiej rozumiemy naszą różnorodność w postrzeganiu.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2012-07-25, 23:21:11
W sumie "struktura poznawcza" to ciekawe określenie.
Faktycznie jest cos takiego, że jednemu łatwiej zaakceptować drogę "a" niż drogę "b". Wynika to z różnic, wiadomo, karmicznych,linii upadku, ale także z pewnej struktury psychicznej/mentalnej, która po prostu JEST, na to życie i należy ją zaakceptować. I z niej to wynika taka ów struktura poznawcza i inne rzeczy.
Ja z moim byłym chłopakiem mamy o 180 stopni różne struktury psychiczne [ lepiej zeby były takie same lub podobne jak się z kimś jest;p], ale zaakceptowaliśmy już prawie, że pewne rzeczy widzimy inaczej, ALE, jakość efektu jest ta sama. Napisałam "prawie" - nie wiem czy to dobre słowo, może całkowicie to akceptujemy, tylko na pewno jest nam przyjemniej z osobami o podobnej strukturze, dlatego czasem z Wojtkiem zgrzytamy jak kury, tak, to jest to. Akceptujemy ale gdy wychodzą różnice to marudzimy ze ktoś czegoś nie rozumie/nie czuje i od razu pojawia się myśl " moja połówka to skumałaby w mig:D "[ aczkolwiek nie chodzi tu o połówki] . Każdy z nas jest cenny i każda z dróg jest naprawde właściwa:) Jesteśmy tutaj równi, jesli naprawdę zaakceptujemy że oświecenie nie jest zlaniem się wszystkiego w całość, że każdy staje się taki sam. Na pewnym poziomie tak, ale wciąż jest delikatny element tej strukturki na to życie. Tyle ze jest głęboka świadomość i akceptacja jej.

Wczytałam się trochę w waszą rozmowę, a raczej w to co Sylwia napisała:

    "A prośba stąd, że widzę pewien schemat na tym forum, że jak coś jest rozwojowe, ale nie pasuje do pewnej struktury poznawczej, to wcale nie spotyka się ze zrozumieniem różnorodności i akceptacją, przy wyrażaniu własnego odmiennego zdania, tylko wszystko ma być pod ten określony sposób widzenia, wtedy jest akceptacja, tylko co to za akceptacja, która wynika z zadowalania oczekiwań?  To co jest, jest tym czym jest i tyle."

Myślę że prawdą jest ten opis ale to ty Sylwia o tym piszesz i myślę że w pewien sposób prubujesz sama sobie udowadniać swoją odmienność. Jeśli od dawna wiesz że sa rózne struktury poznawcze i skoro twuj język może byc czasem mniej zrozumiały, lub nawet opacznie zrozumiały, to mozesz trochę zrównać sie do innych- co nie oznacza zaniżyć przecież. Problem z akceptacją ma właściwie każdy, ale będzie on jeszcze większy jak ktoś powie mu cos po chińsku, w jego mniemaniu:) Myslę też, ze powinnaś akceptować to, że inni mogą nienadążać i pomuc im skoro wiesz że jest konflikt na poziomie strtuktury poznawczej, lub wypowiadac sie tylko do "swoich" któży kumają ciebie:) Wszystko jest ok [ dla mnie, ja zrozumiałam już to] gdy jesteś jaka jesteś.

W resztę waszej dyskusji nie wjeżdżam, bo nie pamietam jaka była Sylwia itd:)

I dzięki. To była dla mnie fajna nauka, to ważny temat, który lubi siać nieporozumienia z braku zrozumienia swojej natury:)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-25, 23:33:26
offtopowo
Olga nie wiem co puścilaś/uzdrowiłaś, ale gratulacje:)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2012-07-25, 23:35:46
dzięki skarbie :*
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-25, 23:46:47
Olga,
Ja znam 2 struktury poznawcze. Jedna to ta naturalna, oznaczająca to że jesteśmy inni, trochę inaczej poznajemy świat, inaczej go odbieramy, trochę inaczej się przejawiamy. Koniec końców, odbieramy inaczej ten sam świat, więc chociaż słowa i percepcja trochę inna, to rezultat taki sam. Pisarz i malarz to samo drzewo przedstawią na swój różny a tak samo właściwy sposób. Ja to odbieram jako coś bardzo fajnego :)

Druga - ta nienaturalna, sztuczna, - czyli wynikająca z obciążeń. Ktoś ma strukturę poznawczą wielkości ziarna grochu, nic co się nie mieści w tych granicach, do takiej osoby dotrzeć nie możne. I jest walka, o swoje.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2012-07-25, 23:49:52
Zgadzam się:)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-26, 00:16:41
To co mogę jeszcze teraz napisać - na pewno w pewnym momencie zareagowałam za ostro na ostatnią wypowiedź Sylwii, przyznaję to sama przed sobą, i przepraszam za rozdmuchiwanie.

Jednak miałam jeszcze w pamięci ewidentne negatywne sugestie ze strony Sylwii, które nie zostały nigdy we właściwy sposób wyjaśnione, nawet na priv, a które tyczyły się mnie, oraz części moderacji. W związku z tym pod wpływem ostatniej, zbliżonej w formie do tamtych wypowiedzi Sylwii (ale bardziej neutralnej, to przyznaję) wywaliło mi i zareagowałam mocniej, niż był w tym sens.

Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2012-07-26, 00:25:47
Asia lubie to w tobie:)
Dzisiaj tez sie przyznałam do błędu, bo jak zwykle złapałam górnolotny ton [nie na forum ], i jednak, to świetna sprawa nie fałszować przed sobą sama swoich potyczek:) Cieszę się, że mam juz na tyle wysoką samoocenę, ze mogę neutralizować smiechem moje 37 erd;)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-26, 09:56:07
Olga
To, że coś widzę, nie oznacza, że mi na tym zależy np. na odmienności, jak to ujęłaś.
Natomiast coraz bardziej czuję Jedność i to również z osobami, gdzie jest "odmienność" - różnorodność. Co nie znaczy, że jak jest odczucie Jedności, to różnorodność zniknie na innym poziomie. Poza tym z wieloma osobami, gdzie jest różnorodność jest harmonijnie i nie przeszkadza to również w przyjaźniach.
Wolę to nazywać różnorodnością. Jest subtelna, jednak istotna różnica, między odmiennością, a różnorodnością.

--------------------------------

BTW
Dotarło do mojej świadomości, wczoraj wieczorem podczas pracy nad sobą, że chodzi o jakieś wzorce kontroli mnie związane z zadowalaniem innych swoim kosztem wynikające z ról karmicznych. I skutki tego w reakcjach z obu stron. Zobaczyłam, że to się układa w pewien schemat od dzieciństwa i chcę przestać być źródłem dla innych.
Chyba mam też dość prób kontrolowania przez niektóre osoby z tego forum z pewnej grupy karmicznej (lustra dla wzorca opisanego wyżej). Zdałam sobie sprawę ile energii na to idzie i gdzieś jeszcze, która ma inne przeznaczenie i żeby dać sobie przestrzeń w wyrażaniu siebie poza kontrolą. Nikt za mnie tego nie zmieni, nikogo nie mam zamiaru zmieniać, mogę tylko ja coś z tym zrobić, żeby było dla mnie inaczej, więc czas poddać to Bogu. Proces już się zaczął wczoraj. Zobaczę jakie będą efekty uzdrawiania.

Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-26, 10:19:32
Jak już następuje hurtowe przyznawanie się do błędów, to i ja dorzucę swoje 3 grosze.
Po poniedziałkowej wywalance zauważyłam, że mam tendencję wobec niektórych osób do poganiania ich w rozwoju, oczekiwania, że zastosują się do wskazówek i niecierpliwość, czemu nie chcą tego zrobić lub czemu idzie im to tak wolno, przecież im to pomoże.
Zapominam, ze każdy mam swoją ścieżkę i swój czas. Nie wiem jeszcze czemu to działa wobec tylko niektórych osób. Chyba jakaś misja ratowania mi się uruchamia.

Także od teraz wrzucam na luz i nikogo nie będę poganiać :)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-26, 11:31:21
Przyznam się że ja też jedną osobę z tego forum tak poganiałam do rozwoju że aż się poróżniłyśmy. A teraz ona sama doszła do tego że chce to robić co ja jej przedtem chciałam wmusić na siłę.
Sama się tym zainteresowała i sama chce spróbować.
Takie coś uświadamia że potrzebna jest cierpliwość, pokora i wiara w drugiego człowieka.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 14:18:11
Jakoś czuję, że ten wątek pomaga mi zrozumieć/przepracowac temat ego-ja  a ego-inni. Tylko jeszcze nie umiem tego połączyć. Cos mi świta, że osoby /ktorych poznanie jest bliskie i mnie, a moje ego jest przy nich bezpieczne/ rzeczywiście rozumiem i podoba mi się ich przejawianie/wyrażanie. Natomiast jeśli ego-ja nie jest bezpieczne przy ego-innych wtedy zaczyna się problem i obojętnie jak to nazwę niezrozumieniem, odmiennością, wplywaniem, ciąganiem  to na tą chwilę jest to nie do rozwiązania. Dlugo tkwilam przy przekonaniu, że to rożnica w rozwoju. Chyba jednak niekoniecznie. Czas to zrobić:)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-26, 14:38:13
Ja już tak się zebrało wszystkim, to od siebie napiszę, piszę tu na tym forum w tej chwili tylko dlatego że mam lekcje do odrobienia. To co piszę jest wyłącznie dla mnie, a lubię pisać wszystko, potem mogę zobaczyć co we mnie jest. Bez ogródek przyznaje że przed sobą  że w niektórych tematach jestem bardzo przyzwoitym poziome, a w pewnych leżę bardzo nisko. Pozwolenie sobie na na pisanie tego co  czuje bez zastanawiania się czy to sensowe, pozwala mi bezpośrednio patrzeć na to trzeba uzdrawiać dalej. Można było by pisać i w trakcie redagować sensowność, żeby dla innych miało to wartość, ale powiem szczerze ja piszę dla siebie na swój użytek więc piszę jak leci.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-26, 15:28:26
Lukasz, u mnie wygląda to bardzo podobnie :)
Tyle że ja czasem redaguję swoje teksty, czasem nawet dłużej zastanawiam się nad nimi, ale to dlatego, że w ten sposób się uczę, czy porządkuję sobie pewne kwestie.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-26, 15:44:38
Hania :)
Nawet nie wiesz ile razy żałowałem tego co napisałem :P no ale to właśnie na tym polega żeby pozwolić sobie także na popełnianie błędów, aby móc się na nich uczyć.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-26, 15:58:43
Lukasz, domyślam się :)) Bo ja też tego doświadczyłam i nadal doświadczam :P
Zauważyłam, że taka nauka na własnych błędach ma dla mnie bardzo dużą wartość, więc dziękuję, że mi przypomniałeś o takim podejściu do pisania na forum. Postanowiłam, że teraz będę tak robić częściej :))*
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-26, 18:00:42
Felicite

Na tym zdjeciu przypominasz mi Anie Popek-ta dziennikarke:))
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-26, 18:59:57
Olga :*

Też to w sobie lubię i doceniam :) - szczególnie to, że nie mam potrzeby udawać osoby nieomylnej, wszechwiedzącej i zawsze mającej we wszystkim rację.

To, że przyznam się do popełnionego błędu, kiedy go popełnię, lub nie będę ukrywać, że coś mi wywaliło - jest w porządku, nie wpływa negatywnie na moją wartość. Wolę taką postawę, niż udawanie, że jest się świętym, wiecznie pokrzywdzonym przez wszystkich i niezrozumianym człowiekiem, który sądzi, że problemy w większości leżą na zewnątrz, a nigdy w nim - zatem do błędu się nie przyzna, zarówno przed samym sobą, jak i nie daj boże;) - przed innymi.

Napisałam to, bo wiem, ze nadal mnie oba te typy osób irytują (zarówno ci nieomylni-wszechwiedzący, jak i ci święci-pokrzywdzeni). I zastanawiam się jak najskuteczniej pozbyć się tej irytacji, sprawić, ze nie będą mnie już ich postawy obchodzić, dotykać ani wkurzać.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-26, 19:07:15
Asiu
 Chyba najłatwiej po prostu zaakceptować cudze sposoby przejawiania się, cudze wzorce, a pośrednio siebie- bo ta irytacja pokazuje Ci, że jakiejś cześci siebie się wypierasz i odrzucasz, a ona rezonuje z tymi wzorcami u innych
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-26, 19:27:15
Indra - tak, nad akceptacją cudzych sposobów przejawiania się pracuję. :)
Nie sądzę jednak, by irytacja takimi zachowaniami wynikała akurat z wyparcia czy odrzucenia jakiejś części mnie - to nie zawsze jest takie proste - takie zachowanie jest dla mnie całkiem obce, jeśli chodzi o mnie samą, nigdy w ten sposób nie działałam. Bardziej prawdopodobne, ze może chodzić o to, ze jeszcze jak przejawiałam silne wzorce ofiary, to tego typu osoby próbowały wmawiać mi, że mam się ich słuchać, mam działać dla nich swoim kosztem, wypierając się wtedy siebie samej, swoich przekonań, swoich odczuć - i kiedy się buntowałam, że nie zrobię tego, co na mnie wymuszają, to wmawiały mi że jestem w takim razie głupsza, gorsza itp.

Na pewno warto, bym zaakceptowała te emocje, jakie wtedy czułam i potem puściła je do końca. Pracuję tez nad pełną akceptacją siebie z tamtego czasu. Czyli myślę, ze samo nakręcenie i wkurzenie raczej wynika z ówczesnego tłumienia w sobie emocji, których wtedy nie pokazywałam.

Czy coś jeszcze komuś się nasuwa, co warto zrobić?
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-26, 19:32:34
No własnie to miałam na myśli. Jasne, że nie zawsze to jest takie proste, że jeśli coś drażni u kogoś, to ma się identycznie to samo. Czasem ma sie po prostu coś, co rezonuje z tymi nielubianymi wzorcami u innych- w tym przypadku może własnie jakieś wzorce ofiary u Ciebie zahaczają o wzorce wywyższania się/narzucania swojej opinii u innych i dochodzi do zgrzytu.
Zapewne takie sytuacje Ci się odgrywają po to, abyś miała ponownie na wierzchu te słumione w przeszłości emocje, abyś mogła wejśc z nimi w kontakt, zaakceptwać i puścić je.
 Czego oczywiście życzę Ci z całego serca :)  Pracujesz nad tym, więc na pewno temat zostanie wkrótce oczyszczony.
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-26, 19:34:30
Indra, dzięki :)*
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-27, 14:39:50
Indra - tak, nad akceptacją cudzych sposobów przejawiania się pracuję. :)
Nie sądzę jednak, by irytacja takimi zachowaniami wynikała akurat z wyparcia czy odrzucenia jakiejś części mnie - to nie zawsze jest takie proste - takie zachowanie jest dla mnie całkiem obce, jeśli chodzi o mnie samą, nigdy w ten sposób nie działałam. Bardziej prawdopodobne, ze może chodzić o to, ze jeszcze jak przejawiałam silne wzorce ofiary, to tego typu osoby próbowały wmawiać mi, że mam się ich słuchać, mam działać dla nich swoim kosztem, wypierając się wtedy siebie samej, swoich przekonań, swoich odczuć - i kiedy się buntowałam, że nie zrobię tego, co na mnie wymuszają, to wmawiały mi że jestem w takim razie głupsza, gorsza itp.

Na pewno warto, bym zaakceptowała te emocje, jakie wtedy czułam i potem puściła je do końca. Pracuję tez nad pełną akceptacją siebie z tamtego czasu. Czyli myślę, ze samo nakręcenie i wkurzenie raczej wynika z ówczesnego tłumienia w sobie emocji, których wtedy nie pokazywałam.

Czy coś jeszcze komuś się nasuwa, co warto zrobić?

Hydrozagadka,
to ja dodam coś od siebie :)
Przede wszystkim chcę zaznaczyć, że to, co napiszę nie wyklucza Twoich wniosków co do wzorca ofiary, czy wpisu Indry o wyciąganiu na wierzch stłumionych emocji, bo ja widzę tę kwestię tak samo jak Wy (i też w pierszej kolejności "stawiam na emocje"), atraktuję ją wielowymiarowo, tak więc uważam, że jedno z drugim (i trzecim, i czwartym ;p) ściśle się łączy.
No ale skupię się tylko na jednym aspekcie tej sprawy, nie umniejszając oczywiście innym jej aspektom, które są tak samo ważne (a nawet może ważniejsze pod tym względem, że warto się nimi zająć na początku).

Mianowicie moim zdaniem irytacja jakimiś zachowaniami zawsze wynika (ale nie tylko i wyłącznie) z wyparcia czy odrzucenia jakiejś części siebie.
Tylko, że to nie wygląda w ten sposób, że skoro coś mnie denerwuje, tzn. że ja sama muszę to w sobie mieć w tej samej postaci (na to już zwróciła uwagę Indra).
Ja to widzę w ten sposób, że można tutaj wyróżnić 4 rożne sytuacje (a może i więcej, ale ja na ten moment dostrzegam tylko te 4):

1) Kiedy to, co nas denerwuje faktycznie jest w nas w zbliżonych rozmiarach. Można to nazwać prostą zasadą lustra, kiedy lusterko dokładnie odbija to, co jest w nas.
Przykład: Żonaty, praktykujący katolik przespał się z kimś pod wpływem alkoholu. Wstydzi się tego, chce o tym zapomnieć, dlatego kolą go w oczy (irytują) zdrady małżeńskie innych (bo przypominają mu o tym, że jest grzeszny).
2) Kiedy to, co nas denerwuje jest w nas, ale na małą (dużo mniejszą niż to, co nas irytuje) skalę.
Przykład: Denerwuje nas to, że ktoś się wywyższa poprzez to, że narzuca nam swoje zdanie (to też jest wywyższanie, bo ten ktoś uznaje, że jego zdanie jest lepsze).
To może oznaczać, że my sami w jakichś sytuacjach się wywyższamy narzucając swoje zdanie innym.
A kto z nas tego nie robi? Praktycznie każdy, bo każdy czegoś lub kogoś nie akceptuje. A nie akceptowanie to nic innego niż rodzaj wywyższania się. Na zasadzie: ma być tak, a nie inaczej, a skoro jest inaczej, to ja tego nie akceptuję (czyli ja wiem lepiej, moje zdanie jest lepsze).
Można to robić w stosunku do innych, ale też w stosunku do samego siebie. Np. wtedy, gdy upieramy się przy jakimś pomyśle, nie zwracając uwagi na to, co Bóg ma dla nas. Wtedy nasze ego narzuca nam swoje zdanie. Nie akceptuje tego, co ma dla nas Bóg w nas.
3) Kiedy to, co nas irytuje nie występuje w nas, ale irytuje ze względu na naszą awersję do tego (a mam do tego niechęć, bo tylko podejrzewam, że to jest u mnie).
Przykład: Mam awersję do plotkowania, nie cierpię plotek, plotkarzy, odrzuca mnie to. Dlaczego? Bo nie akceptuję plotkary w sobie. Oceniam to jako złe i tak się tego boję, że nawet nie chcę sprawdzić, czy faktycznie to w sobie mam. Nie pozwalam sobie na to, więc jak sprawdzić czy to lubię, czy nie?
No i w ten sposób jestem podświadomie przekonana, że coś musi we mnie z tego być i dlatego tak bardzo denerwuje mnie to u innych.
Na to nie ma innej rady, niż przekonanie się czy faktycznie to mam, czyli pozwolenie sobie na to.
Zauważyłam, że z wieloma rzeczami tak jest: boimy się, ze coś mamy w sobie, boimy się tego ruszać, bo boimy się tego, że faktycznie to może w nas być. I co wtedy, gdy okaże się, ze jestem zła? Koniec świata ;) I to nas trzyma w nieświadomości naszej prawdziwej natury. To dlatego trzymamy się wyparcie, jak koła ratunkowego.
To dlatego warto zaakceptować siebie z wszelkimi ułomnościami, wadami, czy rzeczami, które oceniamy jako negatywne, tymi które są i tymi, co do których mamy tylko wyobrażenie że są. Jak się je zaakceptuje, to się okaże, że ich nie ma. A te które były też prędzej czy później sobie pójdą :)
4) Kiedy tego, co nas denerwuje nie ma już w nas, ale nie wybaczyliśmy sobie tego (czyli nadal tego nie akceptujemy, mamy do tego awersję).

Warto też pamiętać o tym, że to co nas denerwuje, nie musi przejawiać się u nas dokładnie tak, jak u tego kogoś, kto nas wkurza. To może pojawiać się w zupełnie innej postaci, dlatego czasem można tego nie skojarzyć.
Np. w niechęci do plotkarstwa może chodzić zupełnie o coś innego, niż samo obgadywanie kogoś.
Może mi się nie podobać to, że plotkarze bardziej zajmują się innymi, niż swoimi sprawami (swoimi problemami)
Tak jest np. z głupotą. Denerwuje mnie głupota u ludzi. Czy to znaczy, że sama jestem głupia? Nie. Trzeba zastanowić się, co dla mnie oznacza głupota. I wyjdzie szydło z worka :)
U kogoś innego może więc denerwować brak inteligencji, bo to przypomina mi o tym, że też głupio postępuję. Zamiast zajmować się sobą, zajmuję się innymi, co dla mnie jest głupotą nie do zaakceptowania (u siebie, a więc także u innych, tylko że w innej postaci).
Tak więć biorąc powyższe pod uwagę, można utworzyć jeszcze więcej grup ;) No ale nie chodzi o to, żeby to robić, a o to, żeby pokazać, że zasada lustra jest dużo bardziej skomplikowana i wielowymiarowa niż to wygląda na pierwszy rzyt oka :)

Podsumowując - jeśli czegoś nie akceptuję w sobie, to nie jestem w stanie zaakceptować tego u innych.
Dlatego najpierw warto zająć się sobą, a wtedy reszta, czyli akceptacja innych przyjdzie sama.

Heh, ale bardzo trudno dostrzec w sobie to, czego nie widać i o czym jesteśmy przekonani, że tego nie ma. Dlatego moim zdaniem nie warto zakładać, że czegoś nie ma.
Mnie pomaga coś takiego: dopuszczam możliwość istnienia czegoś, co mi się w sobie nie podoba,  czego się boję, ale wcale nie muszę się tym zajmować, jeśli nie chcę. Nie muszę tego akceptować, ani przeciwnie: wstydzić się tego, czy z tym walczyć. Niczego nie muszę. Niech sobie jest.
Zauważyłam, że jeśli nie mam do tego negatywnego stosunku, nie mam konkretnych oczekiwań wobec siebie, to wtedy łatwiej dopuszczam prawdę o sobie (a na początek wszystko to, co nie jest prawdą o mnie :). A zauważenie czegoś, co nie jest mną jest pierwszym krokiem do zmiany :)

I co jeszcze jest ważne, moim zdaniem. Nauczyć się dostrzegać analogię, podobieństwo między faktami, rzeczami, zjawiskami. W tym bardzo pomaga syntetyczny umysł, prawa półkula (bo to ona łączy ze sobą pewne fakty). Dlatego warto dopuścić ją do głosu :)

A teraz na swoim przykładzie pokażę, jak bardzo umysł (czyli w zasadzie ja) potrafi być zaślepiony.
Ostatnio (tzn. już dość długo) pracuję nad akceptacją siebie i innych z wadami, niedoskonałościami, często o tym piszę (Marek mówi, że aż do znudzenia ;), stosuję to wobec siebie i innych.
I wydawałoby się, że jest ok, bo bardzo staram się nie popędzać innych w ich rozwoju. Że powinnam zaakceptować ich tempo przerabiania pewnych wzorców, bo przecież doskonale wiem, że każdy ma różne w odniesieniu do różnych wzorców. Jednemu idzie szybciej jedno, a w czym innym może być sto lat za murzynami ;) i na odwrót.
Bardzo nie lubię, gdy ktoś wywiera na mnie presje, że powinnam coś zrobić szybciej (bo tak jak jest, nie jest ok). I dlatego też staram się nikogo nie popędzać, akceptuję tempo innych. Tzn. tak mi się ZDAWAŁO do wczoraj, hehe.
Zaczęłam to drążyć (a inspiracją były wpisy w tym wątku osób, które też popędzały innych. Przy okazji: Dziękuję Wam za Waszą szczerość :*). Mianowicie założyłam, że skoro mnie to denerwuje, tzn. że ja też to robię w odniesieniu do innych.
Zaczęłam pytać: Gdzie ja to robię, w jakim obszarze swojego życia? No i przyszło olśnienie. Robiłam to nawet na forum, wobec (co najmniej) jednej osoby, do której nawet rzadko pisałam, bo czułam, że mnie nie lubi (więc nie chciałam się narzucać ze swoimi radami). Teraz nie dziwię się dlaczego tak właśnie było/jest. To ja nie akceptowałam jej tempa zmagania się ze wzorcami, z którymi ja poradziłam sobie szybciej (i od niej podświadomie wymagałam tego samego).
i jeszcze się dziwiłam, skąd taka niechęć? A ona była zupełnie uzasadniona :)
Przepraszam wszystkich, u których nie akceptowałam czegoś, co oceniałam negatywnie. Przepraszam również siebie, bo sobie robiłam to samo.
Nie twierdzę, że od tej pory będę wszystko akceptować (bo to niemożliwe), ale będę starała się być bardziej uważna :))
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-27, 14:41:17
Felicite

Na tym zdjeciu przypominasz mi Anie Popek-ta dziennikarke:))

Semira, no faktycznie podobnie :D
Ale na żywca nie ma między nami podobieństwa ;P :))

Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-27, 15:01:44
 Feli
Ale fajny i trzezwy post, dzięki za niego :)))) Coś aktualnego dla mnie- czas przemysleć, dlaczego mnie tak wkurwiają cudze lęki przed bliskością, skłonność do samotnictwa i życia pt. "najlbardziej lubię być sam z moim psem/kotem/kanarkiem/rybkami"
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-27, 15:13:15
Indra :)))*
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-27, 15:46:01
Felicite - też dziękuję :) uświadomiłaś mi, ze się wczoraj zaślepiałam, nie pamiętałam (lub nie chciałam pamiętać), ze kiedyś - choć inaczej to się u mnie objawiało - tez się wywyższałam, jak i gardziłam ludźmi, uważałam, ze wiem lepiej, więcej - był to wtedy mój sposób na podniesienie sobie samooceny, wykorzystanie tegoo, ze mam inne zainteresowania, idę inną droga, często pod prąd ;) lub automatycznie negując to, co lubiła lub robiła "większość". Ową większość - szczególnie rówieśników - uznawałam wtedy za motłoch, ograniczonych idiotów itp ;)

Poczułam dziś, ze strach, jaki jeszcze czuję przed takimi postawami, wypływa zarówno z tego, co napisałam w poprzednich postach, jak i z tego powyższego faktu - ze skoro sama kiedyś wywyższałam się w myślach i myślałam o ludziach pogardliwie - to ktoś teraz tez może mnie tak traktować. Nie dawałam ludziom tego odczuć bezpośrednio, bo byłam de facto poblokowana i nieśmiała, jedynie się od nich odcinałam, uznając, ze nie ma sensu ich poznawać, czy się na nich otwierać, bo przecież są ode mnie gorsi ;)

No to teraz mogę już kompleksowo to uzdrowić :-))

Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-27, 20:00:31
Hydrozagadka, cieszę się :))
I ja też dziękuję Ci za inspirację. Bo to dzięki Tobie przyszła mi na myśl grupa nr 4 ;) Tak sobie pomyślałam: Z czego u Ciebie może wynikać ta irytacja (tj. z czego przede wszystkim)? I przyszło mi na myśl, że może to być skutek przeszłych Twoich zachowań, których do dziś, z pewnych względów, nie akceptujesz do końca.
A pomyślałam o tym głównie dlatego, że po prostu przypomniało mi się to, co kiedyś mówiłaś i jak się zachowywałaś :)
Tytuł: Odp: Odp: Węzły i krzyże karmiczne
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-27, 20:06:25
Ja już tak się zebrało wszystkim, to od siebie napiszę, piszę tu na tym forum w tej chwili tylko dlatego że mam lekcje do odrobienia. To co piszę jest wyłącznie dla mnie, a lubię pisać wszystko, potem mogę zobaczyć co we mnie jest. Bez ogródek przyznaje że przed sobą  że w niektórych tematach jestem bardzo przyzwoitym poziome, a w pewnych leżę bardzo nisko. Pozwolenie sobie na na pisanie tego co  czuje bez zastanawiania się czy to sensowe, pozwala mi bezpośrednio patrzeć na to trzeba uzdrawiać dalej. Można było by pisać i w trakcie redagować sensowność, żeby dla innych miało to wartość, ale powiem szczerze ja piszę dla siebie na swój użytek więc piszę jak leci.

Bardzo spodobał mi się Twój wpis, Lukasz :)
Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że działanie tylko dla siebie, dla swojego rozwoju, podnoszenie swojej świadomości, bez oglądania się na innych dużo bardziej wspiera innych niż celowe pomaganie im, czy nauczanie ich. Bo człowiek na wysokim poziomie świadomości samą swoją obecnością pomaga, zwykłym słowem uczy, a przykładem mobilizuje tych, którzy mają takie intencje (czyli którzy chcą sobie pomóc). A im wyższy poziom świadomości, tym więcej dobrego można uczynić dla innych.
Dlatego warto mieć na względzie przede wszystkim swój rozwój, działanie dla swojego dobra (Najwyższego Dobra, bo ono jest jedno dla wszystkich), swoje szczęście.

Heh, co najlepszego można  zrobić dla innych? Zrobić coś dla siebie prawdziwego :)
To coś podobnego do tego: Najlepsze co można zrobić dla biednych, to nie być jednym z nich :))
Niby takie proste, a ja nadal mam jakieś lęki w tym temacie. Kody "dla innych" są nadal aktualne. Choć już coraz mniej. No ale te resztki potrafią bardzo ciążyć, bo widzi się już, jak możgłoby być pięknie, gdy się to puści, a to nadal trzyma…

A kysz, biały astralu! ;)))
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-27, 21:59:11
Hania,

Ty jesteś dla całkowicie dla siebie :) A Twoje życie, ano też jest całkowicie dla Ciebie. Zajmuj się sobą, rób to co sprawia Ci przyjemność, to co lubisz, kochasz. Każdy kto jest otwarty zostanie zainspirowany a nic tak nie inspiruje jak ktoś kto żyję sobą prawdziwym, jest zatopomniy w swoim życiu.

W razie wątpliwości dodam może nie wiesz ;) ale Ci inni też mają "siebie prawdziwego" w środku, więc nie musisz się o nich martwić.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-28, 16:47:14
W razie wątpliwości dodam może nie wiesz ;) ale Ci inni też mają "siebie prawdziwego" w środku, więc nie musisz się o nich martwić.

Ja to wiem, Lukasz, ale w życiu skierowanym na innych, tak naprawdę wcale nie chodzi o nich.
To dlatego świadomość, że każdy ma "siebie prawdziwego" w środku, nie pomaga.
Bo to chodzi o mnie, o moją wewnętrzną pustkę, którą chcę w ten sposób zapełnić. Robienie wszystkiego dla innych, myślenie o innych, z zewnątrz wygląda bardzo altruistycznie i pięknie, ale tak naprawdę to się robi przede wszystkim dla siebie. A właściwie nie dla siebie, ale po to, by od siebie uciec.

To kolejna odsłona ucieczki od siebie. Nadszedł czas, by ją zdemaskować i się jej pozbyć :)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-28, 21:43:10
Hania,
Skoro masz świadomość, że uciekasz przed sobą, to już jesteś na dobrej drodze :)

Odnośnie ucieczki, to nie ukrywam że od długiego czasu czuje że odpychasz coś od siebie, że nakreślasz swoje granice tak aby "pewnych" rzeczy się nie dotykać.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-28, 22:11:46
Hania,
Skoro masz świadomość, że uciekasz przed sobą, to już jesteś na dobrej drodze :)

Heh, Łukasz, taką świadomość to ja już mam od dawna :) No ale też od jakiegoś czasu dużo się u mnie zmienia. Zwłaszcza ostatnio wszystko przyspieszyło. Od jakichś dwóch, trzech miesięcy to praktycznie z dnia na dzień się zmienia.

Edit: Choć dziś poczułam rozczarowanie, że i tak za wolne są te zmiany.
Właściwie po Twoim wpisie tak sobie pomyślałam. Że ja nie wiem tak do końca, co sprawia mi przyjemność, co lubię robić. To, co do tej pory wydawało mi się być czymś takim, okazało się złudzeniem.
Wiem, że ten stan beznadziei to wywałka. Już zresztą trochę popuściło. No ale nadal jeszcze trzyma.
Póki co czuję, że jestem w stanie zawieszenia. Myślę, że czas zrobi swoje. Tj. czas i ja :)

Odnośnie ucieczki, to nie ukrywam że od długiego czasu czuje że odpychasz coś od siebie, że nakreślasz swoje granice tak aby "pewnych" rzeczy się nie dotykać.

A wiesz, co to za rzeczy?
Bo może chodzi o to, co "przerabiam" od kilku dni (bo to też odpychałam), ale też może chodzić o coś zupełnie nowego, czego nie chcę dostrzec. Więc jeśli masz jakiś trop, to napiszę, proszę :)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-28, 22:28:24
Fel,

ja coś u Ciebie zauważyłam co od pewnego czasu odpychasz od siebie, jak chcesz to Ci jutro napisze na priva. A póki co dobrej nocki.:)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-28, 22:36:45
Karina,
dzięki bardzo :* Dobranoc :)

Jakby ktoś miał jeszcze jakieś uwagi (widział coś, o czym myśli, że ja tego nie zauważam), to zapraszam :)
Może być tutaj lub na priv :)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-29, 12:52:57
Już wiem, o co chodzi z tą ucieczką od siebie. Przypomniałam sobie :)
Tu nie chodzi o jakąś konkretną rzecz. Albo inaczej: Chodzi o konkretną rzecz, ale nie jedną. Chodzi o wszystko to, co mi się we mnie nie podoba, co oceniam negatywnie, co boli. Od tego uciekam. Nie chcę się tym zajmować, bo nie jest to przyjemne. Łatwiej jest o tym zapomnieć i spijać śmietankę swoich poprzednich uzdrawiających działań (np. w postaci dobrego nastroju) ;)
Kiedy to, co oceniamy negatywnie nabrzmiewa do zbyt wielkich rozmiarów, żeby móc od tego uciec, to się tym zajmujemy. Ale kiedy jest już lepiej, zazwyczaj dobry nastrój (wysokie wibracje) tak wciąga, że nie chce się wracać do tego, co jeszcze zostało z negatywów. I od tego zwyczajnie się ucieka. Czyli ucieka się od siebie.
Przede wszystkim dlatego, że – tak jak pisałam wyżej – człowiek już zasmakował wyższych wibracji i nie chce wracać do tego, co sprawia mu ból. Przecież jest tak pięknie!
Ale ma to jeszcze (co najmniej) jedną przyczynę: Mianowicie chodzi o mechanizm uciekania od siebie, którego nauczyliśmy się w dzieciństwie. Pisze o tym A. Miller.
Zauważyła ona coś takiego, że w momencie, gdy terapia przynosi skutek, gdy pacjent zaczyna czuć się dobrze, pewnie, wtedy najczęściej robi coś, co oddala go od siebie i często niweczy pozytywne skutki terapii. Np. organizuje przyjęcie, czy w ogóle rzuca się w wir spotkań towarzyskich. Robi to wtedy, gdy jego uzdrowienie jest jeszcze na tyle nie ugruntowane (wymagające dalszej pracy, dalszego skupienia się na sobie), że bardzo łatwo o nawrót choroby.
A robi tak dlatego, że tego został nauczony w dzieciństwie. Został nauczony lęku przed sobą, przed swoim światem, przed byciem tylko ze sobą, przed zajmowaniem się tylko sobą.
Kiedy dziecko zaczyna dobrze się ze sobą czuć, zaczyna wchodzić w głębszy kontakt ze sobą, rodzice - powodowani lękiem - natychmiast mu to przerywają, twierdząc, że powinno ono robić coś konstruktywnego, a nie np. myśleć o niebieskich migdałach, czy tracić czas na pierdoły.
I w ten sposób w dziecku powstaje przeświadczenie, że zajmowanie się samym sobą, bycie ze sobą w bliskim kontakcie jest niebezpieczne.
[Wczoraj, gdy weszłam w głębszy kontakt ze swoimi uczuciami na ten temat, dotarłam do lęku przed śmiercią. Trudno się więc dziwić, że uciekałam od zajmowania się sobą.]

Wracając do mnie: Mam jeszcze masę spraw do uzdrowienia. Weźmy np. takie ciało. Mam np. "nieuleczalną" chorobę tarczycy i inne dolegliwości, które aż proszą się, by się nimi zająć (a właściwie to ciało prosi). A ja zamiast to zrobić, zajmuję się innymi.
Dość tego! Pora naprawdę znów zająć się sobą na poważnie :D
W końcu jestem dla siebie najważniejsza :)))) A inni mają siebie :D
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-29, 13:19:29
Hania,

Cieszę się że sama do tego dochodzisz :) Jeśli chciałabyś to możemy popisać na priva, mogę podzielić się kilkoma doświadczeniami związanymi z ciałem, lękiem przed śmiercią.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-29, 14:04:10
Łukasz, tak, chcę :) Dzięki.
Napisz do mnie, jak będziesz miał czas i ochotę :)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-29, 21:04:13
Felicite
Ja mam np. tak, że kiedy już nie wyrabiam, tak bardzo mi jakis problem dokucza, wówczas jestem "zmuszony" się nim zająć. Nie zawsze tak się dzieje, ale mam taki schemat. Wiele spraw w taki własnie sposób sobie uzdrowiłem. Już nie dało się żyć, więc się sprężyłem i zmobilizowałem do działania. Myślę, że do pewnego momentu, było mi to potrzebne, bo wręcz odpychało mnie od zajęcia się pracą nad sobą i jakby nie przymus to bym to odwlekał w nieskończoność. Teraz czuję, że pora przestać tak działać, a pracować z innymi intencjami.
Lęki przed śmiercią, fajnie o tym pisze Osho i samo czytanie wiele mi pomogło.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-30, 19:39:31
    Kiedyś bałam się tego,jak odbierają mnie inni,co o mnie sądzą-tworzyłam jakieś dziwne zapory i maski sama się w tym wszystkim gubiąc...Teraz,jakoś tak jest mi wszystko jedno,jak się mnie ocenia-za duża dynamika zmian wewnętrznych,że sama nie ogarniam ,kim jestem,poza odczuciem na tu i teraz,że na pewno światełkiem,delikatnością i Miłością ;-)...
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: ania.82 w 2012-07-30, 19:59:39
 zauważam pewien postęp w ustępowaniu przejmowania się tym, jak widzą mnie inni. Dzis miałam pewną sytuację która mi to pokazała, choc jednak odczuwałam pewną przykrość, nie na tyle jednak by nie widzieć jasnego obrazu sytuacji. Jedyne co mnie martwi i co mnie dziś zmartwiło, to, to, ze ktoś źle zinterpretuje moje intencje i nie będzie brał pod uwagę moich tłumaczen i ze nasze stosunki się pogorszą lub co gorsza będą to wszyscy. Nie wiem czy powinnam zacząć zwracac baczniejszą uwagę na swój sposób bycia, ale chyba nie tędy droga zeby się chamować zwłaszcza ze mówiac coś nieraz bezwiednie i swobodnie nie mam zamiaru nikogo dotkąć, niestety tak jest to interpretowane nieraz.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: ania.82 w 2012-07-30, 20:00:19
chamować=hamować;)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-30, 22:58:46
Świetna książka w temacie Katie Byron i Michael Katz Klamstwa o milości-polecam
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-31, 13:59:12
Ja z kolei widzę, że zbyt surowo się oceniłam :)
Ta moja ucieczka nie była ucieczką tak do końca (a nawet coraz bardziej stawiam na to, że tego wcale nie warto rozpatrywać w kategorii ucieczki). Przecież całkowicie świadomie pozwoliłam sobie na zajmowanie się innymi. I okazało się, że to był dobry wybór na tamten moment, bo dzięki temu wyszło coś, co mogło nadal trwać we mnie niezauważone latami i bruździć.
Cieszę się z tego niesamowicie, bo okazało się, że to rzutowało na wiele spraw w moim życiu (m.in. na kwestie zawodowe, związkowe i relacje z innymi ludźmi, a nawet na zdrowie!).  Tak wiec dzięki tej "ucieczce" doszło do wyjścia na wierzch i uzdrowienia (cały czas nad tym pracuję, ale już niedługo :)) mega obciążenia :)
Zauważyłam, że niektóre kwestie do uzdrowienia czasem wymagają odłożenia ich na bok i zajęcia się czymś, co na pierwszy rzut oka w ogóle się z nimi nie wiąże. Czyli wymagają tak jakby pośredniego uzdrawiania, bo zajmując się nimi bezpośrednio można czasem długo kręcić się w kółko. Dlatego dobrze jest iść za głosem intuicji i pozwolić sobie na coś, na ma się ochotę. Nawet jeśli z zewnątrz wygląda to nieciekawie :)

Poza tym - przecież np. kwestia ciała (tak samo inne "bolesne" tematy) nigdy nie została przeze mnie wyparta, tylko przesunięta na dalszy plan. A to dlatego, że zdawałam sobie sprawę z tego, że nie jestem jeszcze na to gotowa. I po prostu, całkiem świadomie, odłożyłam tę sprawę na później.

No ale zdaję sobie sprawę z tego, że można się zapętlić w odkładaniu rzeczy na później ;), a zatem dobrze jest pamiętać o tym, żeby trzymać rękę na pulsie i być elastyczną, tzn. błyskawicznie reagować na zmieniającą się sytuację (na przykładzie tematu ciała: dopóki temat mnie przerasta, to, że się nim nie zajmuję jest ok, ale kiedy sytuacja się zmienia, trzeba to zauważyć i po prostu się tym zająć, bez ściemniania, że sobie nie dam rady ;) Czyli warto być uczciwą i szczerą ze sobą. I niczego nie wypierać :)

Lęki przed śmiercią, fajnie o tym pisze Osho i samo czytanie wiele mi pomogło.

Mateusz, ciekawi mnie, co Osho o tym pisze, dlatego poproszę o namiary na konkretne tytuły :) Jak mi wpadną w ręce, to zwrócę na to uwagę.
Natomiast co do pracy z lękiem i innymi emocjami, to u mnie sprawdza się coś takiego, że muszę dane uczucie poczuć (przeżyć) i uwolnić. Przeczytanie o tym, czy zrozumienie intelektualne (zracjonalizowanie go), niczego mi nie daje. A czasem nawet wręcz przeciwnie - może uspokoić człowieka (czyli zepchnąć do środka) na amen ;))

Z lękiem przed śmiercią to w ogóle jest dziwnie, bo można wcale nie bać się śmierci, a jednak mieć go w sobie. Ja np. świadomie nigdy nie bałam się śmierci, nawet gdy byłam jej bliska (a przynajmniej tak mi się wydawało) w ogóle tego nie czułam. Wręcz przeciwnie – czułam wielką ulgę, że wreszcie będę mogła przestać się męczyć ;)
A teraz to wychodzi, w różnych aspektach (bo lęk przed śmiercią to nie tylko lęk przed śmiercią ciała, czy nicością i wszystkim, co się z tym wiąże). Fajnie, bo to jest bardzo uwsteczniające :)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-31, 14:41:56
Acz nie chodzi o to żeby się surowo oceniać, wytykać błędy, aczkolwiek doceniać to że teraz jest się dojrzalszym niż kiedyś i pozwalać sobie wzrastać dalej :)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-31, 16:06:04
Acz nie chodzi o to żeby się surowo oceniać, wytykać błędy, aczkolwiek doceniać to że teraz jest się dojrzalszym niż kiedyś i pozwalać sobie wzrastać dalej :)

Tak :)
Ja takiego podejścia cały czas się uczę, bo zawsze miałam tendencję do tego, żeby oceniać się zbyt surowo.
W ogóle coraz bardziej do mnie dochodzi, że nie ma czegoś takiego, jak błędy. Są tylko doświadczenia, które potrzebne są do tego, żeby uświadomić sobie coś, co nas ogranicza i żeby to zmienić.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-31, 16:16:59
Ja od wczoraj jeszcze to sobie w głowie układam, bo jeszcze jestem pod wrażeniem. Ale czuje silnie że najlepszą rzeczą jaką moge zrobić dla siebie i dla innych to kochać, kochać siebie ze wszystki co robię, nie próbować zmieniać, poprawiać błędów, ale kochać siebie w pełni, a zmiany i tak przyjdą same z siebie w odpowiednim czasie :)

Czy dziecko w podstawówce, mówi ale jestem głupi tyle przed mną, powinnienem już całki umieć, nie takie dziecko wystarczy że umie liczyć, bo to dla niego odpowiednie na jego etap, inne rzeczy przyjdą z czasem. Więc najlepiej poprostu kochać siebie, wszystko przyjdzie w odpowiednim czasie. Taka miłość, przypomina mi, że wcale nic nie robię źle, wszystko co robię jest odpowienie dla mojego etapu.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-31, 16:19:16
Łukasz :))))
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-31, 16:59:54
  Lukasz, zgadzam się w całej rozciągłości, podstawa to kochać siebie w każdej sytuacji: w deszczu i słońcu.:)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-31, 17:02:37
Dokładnie. Wtedy można znaleźć radość nawet w kroplach deszczu :)


W sumie to nie wiem co chce przez to powiedzieć, acz podoba mi się bo brzmi poetycko ;)
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-31, 17:31:21
W sumie to nie wiem co chce przez to powiedzieć, acz podoba mi się bo brzmi poetycko ;)

Hihihi :)))

To ja też dodam coś od siebie a propos tej miłości do siebie :D

Ja zauważyłam, że to "ciemna strona" w nas domaga się miłości. "Ciemna strona" czyli ta część nas, której się boimy, wstydzimy, która popełnia coś, co oceniamy jako błędy.
Jasna strona nie domaga się miłości, bo ona już tę miłość ma. Ona już jest kochana (jasna strona - coś, za co kochamy siebie, lubimy siebie, z czego jesteśmy dumni, co pokazujemy na zewnątrz, itd.).
Ale co to za miłość, która różnicuje "to we mnie jest dobre, więc to akceptuję, a to we mnie jest złe, więc tego nie akceptuję"?
Przecież miłość nie ocenia :) Ja to czuję w ten sposób, że prawdziwa miłość jest wtedy, gdy kochamy siebie tak po prostu (za nic), a nie za coś, czy nawet mimo czegoś.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-31, 17:48:04
Felicite
Osho o śmierci pisze np. w Mapach świadomości. O ile dobrze pamietam. Było chyba w rozdziale : cztery kroki do oświecenia, czy coś w tym stylu. Omawia w nich doswiadczenia potrzwierdzające że jesteśmy na właściwej drodze, i że zbliżamy sie do oświecenia. Jednym z nich jest poczucie, że smierci nie ma. Świadomość jest tak szeroka, że obejmuje coraz głębsze obszary wnętrza i wtedy człowiek czuje, że śmierci nie ma, że ona jest czymś jakby na zewnątrz nas, a coś najgłębszego w nas jest wieczne, nigdy nie umiera. Nic go nie może dosięgnąć. Wtedy znika drżenie, znika lęk, bo wiemy, że śmierć nie istnieje- ta definitywna.
Gdzieś indziej pisał, że śmierć to tylko duża zmiana, przejście, drzwi do innego życia, to narodzenie do nowego życia.
 
Cytuj
Z lękiem przed śmiercią to w ogóle jest dziwnie, bo można wcale nie bać się śmierci, a jednak mieć go w sobie. Ja np. świadomie nigdy nie bałam się śmierci, nawet gdy byłam jej bliska (a przynajmniej tak mi się wydawało) w ogóle tego nie czułam. Wręcz przeciwnie – czułam wielką ulgę, że wreszcie będę mogła przestać się męczyć ;)
A teraz to wychodzi, w różnych aspektach (bo lęk przed śmiercią to nie tylko lęk przed śmiercią ciała, czy nicością i wszystkim, co się z tym wiąże).

Też mam podobnie. A wiążą się ze śmiercią wielkie emocje, które jakże są różne w różnych kulturach i religiach.Jedni płaczą kiedy ktoś bliski umiera a inni się cieszą i bawią, bo taki jest zwyczaj.
Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-31, 22:24:22
Dziękuję za info, Mateo :)

Tytuł: Odp: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-08-01, 10:31:28
Taki lęk definitywny, ostateczny to lęk na duszy. Jeśli my umrzemy a ona jest dalej to nie ma problemu. Bo jakby wcielmy się ponownie. Inaczej jest z lękiem że dusza umrze, to nie jest tak że puff niema nas i jest neutralnie, właśnie dusza boi się jak umrzę to będzie doświadczać bólu nie-istnienia, nie-czucia, przez całą wieczoność, bo nie zna nie-bycia, nie może znać. Z tego co kojarzę ( mogę się mylić ) taki główny rzeczywisty lęk przed śmiercią definytywną jest jeden na duszy, potem może odgałęzienia są, i może się zdawać że lęków jest więcej ale zawsze wychodzą od tego jednego. On bardzo bardzo silnie określa granicę tego co możemy robić i tego czego nie możemy robić.

No najlepiej tak jak mówi osho osiągnąć świadomość swojej ponadczasowości, nieśmiertelności :) Opcja taka trochę dla vipów :) Ja wolę takie ze zniżką dla studentów :)