Pozytywne Inspiracje
Forum => Uzdrawianie duchowe i uzdrawianie karmy => Wątek zaczęty przez: małgosia w 2012-07-23, 14:32:55
-
Z moich obserwacji karmy i wzorców typu jestem lepsza czy z wyższych sfer:
Mogą pochodzić oczywiście z różnych wcieleń, ale że ostatnio przerabiam karmę dworską w różnych konfiguracjach, więc moja uwaga kręci się wokół tego.
Osoby z karmą wysokourodzonych, władców, z pozycją społeczną itp. z reguły emanują energią `jestem lepszy`(z tym jest związana często energia lekceważenia, pogardy, bycia niedostępnym), nie musi być ona skierowana na każdego. Niektórych się uznaje za równych sobie ze względu na status ekonomiczny, społeczny, osiągnięcia życiowe, czy pamięć karmiczną tych osób, że one były kiedyś kimś - takie osoby są ok.
Najgorzej jak z kimś ma się zatarg karmiczny, może być wtedy dążenie, by pokazać tej osobie, że jest gorsza, niższa, włącza się przymus umniejszania, by poczuć się lepiej i odzyskać kontrolę nad sytuacją.
To działa tylko na osoby, które czują się gorsze, niższe, z brakiem samoakceptacji, a jakąś dziurą w sobie lub które były niżej karmicznie w hierarchii społecznej z daną osobą. Tak czują się nadal i usiłują wyrównać tę nierównowagę zgłaszając swoje pretensje i żal, by ktoś inny się zmienił, to wtedy ich świat się zmieni.
-
Osoby z karmą wysokourodzonych, władców, z pozycją społeczną itp. z reguły emanują energią `jestem lepszy`(z tym jest związana często energia lekceważenia, pogardy, bycia niedostępnym), nie musi być ona skierowana na każdego. Niektórych się uznaje za równych sobie ze względu na status ekonomiczny, społeczny, osiągnięcia życiowe, czy pamięć karmiczną tych osób, że one były kiedyś kimś - takie osoby są ok.
Najgorzej jak z kimś ma się zatarg karmiczny, może być wtedy dążenie, by pokazać tej osobie, że jest gorsza, niższa, włącza się przymus umniejszania, by poczuć się lepiej i odzyskać kontrolę nad sytuacją.
To działa tylko na osoby, które czują się gorsze, niższe, z brakiem samoakceptacji, a jakąś dziurą w sobie lub które były niżej karmicznie w hierarchii społecznej z daną osobą. Tak czują się nadal i usiłują wyrównać tę nierównowagę zgłaszając swoje pretensje i żal, by ktoś inny się zmienił, to wtedy ich świat się zmieni.
Czyli de facto "problem" mają wtedy dwie osoby - zarówno ta, która ma karmę władcy i pś emanuje energią "jestem lepszy", jak i ta, która się na to łapie i jest podatna.
Widzę czasem tendencję do uważania, że "problem" ma mieć tylko osoba, która łapie się na jakieś prowokacje czy energie, a osoba, która tym emanuje (nawet nieświadomie czy resztkami) "problemu" już niby nie ma.
Pisze o tym w tej chwili ogólnie, żeby nie było niedomówień.
-
małgosia
Miałam dużo takich wcieleń i karmy. Zgadzam sie z tym co napisałaś. Ja tez czymś takim emanowałam, teraz myślę, ze już nie, albo mało. Ale to potrafi mocno niektórych ludzi prowokować, właśnie tych co czują jakiś brak, albo doświadczyli karmicznie poniżenia ze strony osób "wyżej urodzonych", nie koniecznie nawet tej konkretnej.
Potwierdzam, że jest pś skłonnośc do pogardy i czucia się lepszym, nawet jeśli bardzo się to wypiera i chce się być czystym i w porzadku, to to czuć. Dodatkowo potrafi takie wypieranie rozdrażnić, jako "wybielanie się".
Ja osobiście czułam jeszcze potem poczucie winy pś z tego powodu, bo wiele osób w dzieciństwie mówiło mi, że się uważam za lepszą, że jestem zarozumiała i wyniosła, a ja nie wiedziałam o co im chodzi. Chyba jeszcze zostały mi pewne blokady i lęk przed pewnością siebie, że się wywyższam i to nie w porządku.
Hydrozagadka
"Widzę czasem tendencję do uważania, że "problem" ma mieć tylko osoba, która łapie się na jakieś prowokacje czy energie, a osoba, która tym emanuje (nawet nieświadomie czy resztkami) "problemu" już niby nie ma."
No właśnie, przecież chodzi o to że intencje DOGRYWAJĄ SIĘ i warto o tym pamiętać:) Inaczej zawsze ktos czuje sie urażony, niesprawiedliwie potraktowany i robi się przepychanka "kto ma rację", "czyja wina".
-
Laka,
Ja nie zauważyłam u Ciebie takiej emanacji na pierwszy rzut oka, ale to może Ci się odpalać wobec określonych osób czy grup osób.
Choć teraz jak się nad tym zastanowiłam, to możesz mieć jakiś ślad tego jeszcze.
-
małgosia
ja to miałam kiedyś dość mocno:) najbardziej dawało popalić w dzieciństwie i wieku dorastania, w relacjach z ludźmi i rówieśnikami. Byłam dość ekspresyjnym i pewnym siebie dzieckiem, do pewnego momentu, bo się potem bardzo poblokowałam pod wpływem ataków, trafiłam w mega DDA środowisko no i w rodzinie też to było.
Teraz jeszcze sobie uświadomiłam pod wpływem tego co tu przeczytałam, że mam poczucie winy jeszcze za coś, może że mi za łatwo i za lekko, że wszystko ot tak dostaję, że ktoś " na mnie pracuje", a ja powinnam sama w trudzie i pocie czoła ciężko harować, bo to wartościowe i w porządku. No i to, że nie w porządku jest być pewnym siebie i mieć wysoką samoocenę, a nawet niebezpiecznie.
Tak to czuję teraz z klimatami arystokratycznymi, królewskimi, dworskimi itp. To takie skutki tych wcieleń jeszcze się pałętają:)
Pewnie dlatego trafiłam na ten wątek, gdzie Sylvii coś podobnego wytykano i moja pś się zainteresowała. Ale fajnie, że to mi wyszło:)
Czasem jak ktoś we mnie widzi taką panienkę z dobrego domu, albo arystokratkę, księżniczke itd to ja się peszę, jakby to było coś złego i czuję lęk, że ktos mnie zdemaskował. A często ludzie mi mówili, że tak wyglądam i sie przejawiam.
-
Myślę, że takie 'arystokratyczne poczucie wyższości' to także wzorzec ochronny, mający za zadanie jakby odizolować od innych ludzi, aby umożliwić nieskrępowanie doświadczanie/przejawianie siebie. Przynajmniej taki mechanizm zauważam u siebie, działa on trochę jak ochronny bufor przed wchodzeniem w obce struktury mentalno-emocjonalne.
-
StArfire
Trafione w 10 z tą ochroną, też się do tej intencji jako ważnej dokopałam kiedyś. Chociaż skutkiem też była kontrola i usztywnianie, dystans, bo to jednak nie jest boska ochrona miłością, radością i przepływ z nimi związany.
-
Starfire, ja też tak to widzę.
Zresztą wg moich doświadczeń, to wszystkie wzorce (tyle że niektóre dużo bardziej pośrednio) mają funkcję ochronną.
Dziewczyny,
zgadzam się z tym, co napisałyście o wzorcach osób pochodzących z wyższych sfer.
Od siebie dodam jednak, że takie zachowanie, które jest odczuwane jako "jestem lepszy", może mieć też inne źródło. Z moich obserwacji wynika, że chyba nawet częściej chodzi o obciążenia biało-astralne (lub podobne).
Osoba z takimi obciążeniami roztacza wtedy subtelną aurę "moje jest lepsze", czy "ja mam zawsze rację", nawet jeśli bezpośrednio nie wypowiada się w tym tonie, to jej wypowiedzi są podszyte tego typu niemymi przekazami.
I jeśli ktoś to wyczuwa i go to denerwuje, to tutaj już nie chodzi bezpośrednio o to, że "czuje się gorszy, niższy, z brakiem samoakceptacji", ale o to, że w jakimś aspekcie swojego życia ma podobne wzorce oparte na kontroli.
Wzorce tych osób mogą dotyczyć różnych dziedzin życia (czyli widocznie różnić się od siebie), jednak w jakiś sposób muszą "zahaczać" o siebie. To dlatego tak denerwują.
Można też je zauważać, ale nie musi to denerwować. A można też wcale tego nie widzieć (to też wynika z różnych względów: po pierwsze, można nie wiedzieć dlatego, że nie ma się "zahaczających" wzorców, a po drugie, dlatego że jest się na to zwyczajnie zaślepionym).
Takie zachowanie (zarówno osoby "lepszej", jak i tego, kogo to denerwuje) wynika ze strachu. Obie te osoby czują się w jakiś sposób zagrożone (choć może to być ukryte w podświadomości). Bo takie obciążenia, typu "moje jest lepsze", wynikają zawsze z braku bezpieczeństwa.
Dodam też, że nie napisałam tego, by kogokolwiek urazić, ani też nie miałam na myśli kogoś konkretnego. Po prostu opisuję to, co obserwuję u siebie i u innych.
-
I jeśli ktoś to wyczuwa i go to denerwuje, to tutaj już nie chodzi bezpośrednio o to, że "czuje się gorszy, niższy, z brakiem samoakceptacji", ale o to, że w jakimś aspekcie swojego życia ma podobne wzorce oparte na kontroli.
Felicite,
Jeśli to napisałaś o sobie to ok, ale jeśli to ma być uogólnienie, to się z nim nie zgodzę. Tu często kłania się zaniżona samoocena i braki emocjonalne i jak się to powypełnia, to problem znika. Jeśli już coś jest bazą, to brak bezpieczeństwa, a kontrola czy niedowartościowanie są wtórne.
-
U mnie właśnie tak było. Głównie chodziło o niską samoocenę i braki emocjonalne. Swego czasu przyciągałam wiele kobiet do swojego życia z tego typu wzorcami, które rozświetlając swoje cudowne światło jednocześnie emanowały „jestem lepsza”, „co ty tam głupiutka możesz wiedzieć” itp. Czułam się przy nich dokładnie jak przy mojej mamie : ) . Te relacje nie trwały zbyt długo, bo mnie męczyły kontakty, gdzie kobiety uwielbiały być w centrum uwagi, mówić tylko o sobie (po 15 min to już było zbyt męczące), a rzadko kiedy były zainteresowane tym co dzieje się u innych. Najbardziej co mnie ruszało, to sprzeczne sygnały które dostawałam. Z jednej strony światło, miłość i akceptacja a pod płaszczykiem pogarda dla ludzi, krytykanctwo, umniejszanie czyichś zasług. I to faktycznie było do czasu, póki nie podniosłam samooceny i popracowałam nad brakami. W tej chwili już w ogóle nie przyciągam takich osób do bliskiego otoczenia, a te które zostały (moja mama), zupełnie zmieniły stosunek do mnie.
-
Dla mnie te obciążenia widać w starciu z autorytetami- osoba z tym wzorcem nie odpuści dopóki nie uzna się jej racji. Paradoksalnie nawet jeśli przyzna sie do blędu, nawet jeśli sama zauważy alogiczność postępowania, to i tak będzie sie domagala przyznania racji-->coś na zasadzie "od kiedy autorytet nie znaczy JA""
-
Małgosia,
nie pisałam wyłącznie o sobie, to było uogólnienie.
Jeśli już coś jest bazą, to brak bezpieczeństwa, a kontrola czy niedowartościowanie są wtórne.
Tak, kontrola wynika z braku bezpieczeństwa. Tak to czuję i w sumie pośrednio to już napisałam:
Bo takie obciążenia, typu "moje jest lepsze", wynikają zawsze z braku bezpieczeństwa.
Bo ja to widzę w ten sposób, że właściwie wszystkie wzorce wynikają z tego braku, że inne rzeczy są wtórne. Jednakże brak bezpieczeństwa też nie jest pierwotny. Moim zdaniem pierwotna była właśnie kwestia niedowartościowania (braku jedności), jeśli już idzie o ścisłość.
Jeśli to napisałaś o sobie to ok, ale jeśli to ma być uogólnienie, to się z nim nie zgodzę. Tu często kłania się zaniżona samoocena i braki emocjonalne i jak się to powypełnia, to problem znika.
Natomiast co do tego, to można by powiedzieć tak samo, że zawsze kłania się niska samoocena, bo przecież aż do oświecenia ta samoocena jest zaniżona, bo człowiek jeszcze nie do końca widzi się takim, jakim jest naprawdę, nie ma jeszcze pełnej boskiej świadomości.
Ja pisałam o bezpośrednich przyczynach, czyli właśnie o kontroli, która wynika z braku bezpieczeństwa, a ten z - można tak to ująć - niskiej samooceny. Ja to widzę w ten sposób, że wszystko to się ze sobą ściśle łączy i nawet miesza (np. niedowartościowanie może być pierwotne, a może być też wtórne), tak więc trudno powiedzieć, kto "ma rację", bo to zalezy z jakiej strony się na to spojrzy i od tego, jakiego języka się używa.
Zresztą zaniżona samoocena i brak bezpieczeństwa (i wynikająca z tego kontrola) to właściwie dwie strony tego samego medalu. Bo jeśli się czuje, że jest się niepełnowartościowym (w jakimkolwiek aspekcie), to trudno się poczuć bezpiecznie. Natomiast gdy świadomość swojej prawdziwej natury rozszerzy się na tyle, że nie trzeba zapełniać braków emocjonalnych z zewnątrz (czyli gdy samoocena wzrośnie), wtedy automatycznie człowiek czuje się bezpiecznie i nie musi kontrolować otoczenia. Tak jak pisałam: dla mnie to wszystko się ze sobą łączy.
-
Aha, może ja napiszę, co mam na myśli, gdy piszę "kontrola". Chęć kontroli to dla mnie też chęc, by ktoś zachowywał się tak, jak ja chcę.
Czyli w sumie zawsze, gdy mi się coś nie podoba, to jest u mnie chęć kontroli (by coś się zmieniło lub nie zmieniało, nieważne. Ale żeby było takie, jak ja tego chcę).
No i jeszcze przypomnę, że ja piszę o wzorcu "byciu lepszym" wynikającym z obciążeń białoastralnych, a nie z wzroców arystokratycznych.
Ten obciążenia (BA) bardzo mocno bazują na chęci kontroli. Oczywiście za tym kryje się niedowartościowanie (a przed tym brak bezp.), ale tak samo jak za wszystkimi innymi obciążeniami.
-
Felicite,
Jeśli uogólnienie to nie do końca trafione biorąc pod uwagę, że psychika ludzka bywa skomplikowana i często wymaga elastyczności i wielowymiarowego podejścia.
Notabene sama sobie zaprzeczyłaś pisząc najpierw że tu nie chodzi o to, że ktoś "czuje się gorszy, niższy, z brakiem samoakceptacji" (cytat mojej wypowiedzi), ale o kontrolę, a potem pisząc, że pierwotna jest kwestia niedowartościowania.
-
Jakoś nie kojarzę w arystokracji dużo wzorców białoastralnych, ani historycznie, ani współcześnie.
Przeważnie biały astral to oddzielna sprawa, bo inne cele i intencje, nawet gdy ktoś ma w karmie jedno i drugie.
Zresztą arystokracja (zależy która) potrafiła też dużo dobrego wnieść w społeczeństwo, nie tylko wzorce, ale np. dbałość o kulturę, o prawo, reformowanie mające na celu poprawę w społeczeństwie, co jest w sprzeczności z wzorcami białoastralnymi.
Wystarczy wziąć za przykład kobiety-arystokratki w Polsce z okresu rozbiorów, często bardzo szlachetne życiorysy i dużo mądrych społecznie decyzji.
Warto nie mylić wysokiej samooceny u innych, gdzie czasem własna siada, gdy jest niższa, z tym jaki ktoś jest realnie, czy jest to tylko projekcja własnych wyobrażeń i oczekiwań o co komuś chodzi.
Pamiętam jak mi czasami siadała samoocena jak byłam przed RD przy kobietach (w sumie dziewczynach wtedy, bo też byłam nastolatką) ze zdrowym poczuciem własnej wartości (i tylko wiedziałam, że to mój problem i stąd moje zahamowania w wyrażaniu się, że są lepsze, wg mojego ego). A jak inaczej się działo przy sztucznych gwiazdach, czyli takich co grały gwiazdy, żeby się dowartościować, bo nie czuły się ważne i wyjątkowe wbrew pozorom. Przy tych drugich, to raczej włączało się poczucie, że grają kogoś kim nie są i że chcą kontrolować innych, żeby im nikt nie wszedł w ich teatr.
Teraz jedne i drugie niech sobie żyją i nic to nie robi, bo z pierwszymi fajny kontakt, a z drugimi bez wpływu na mnie, neutralnie.
Niektóre osoby uznałabym jednak za prawdziwe gwiazdy, gdy się rozświetlają naturalnie, cudownie:)
Znam osobę, która jest przyjazna, ciepła, akceptująca i bez sztuczności, a czasem mówi o swoich zachowaniach "bo ja taka gwiazda" (och co wy ze mną macie) i sama się z tego śmieje i to tylko wskazuje na uczenie się przez samoświadomość i akceptację. A dominuje w niej otwartość, inteligencja , elokwencja, kontaktowość i zadowolenie z życia.
-
Jeśli uogólnienie to nie do końca trafione biorąc pod uwagę, że psychika ludzka bywa skomplikowana i często wymaga elastyczności i wielowymiarowego podejścia.
Z tym się zgadzam, ale to dotyczy każdego uogólnienia. Myślę, że jeśli się uogólnia, to powinno się to brać pod uwagę, a przynajmniej ja to robię.
Notabene sama sobie zaprzeczyłaś pisząc najpierw że tu nie chodzi o to, że ktoś "czuje się gorszy, niższy, z brakiem samoakceptacji" (cytat mojej wypowiedzi), ale o kontrolę, a potem pisząc, że pierwotna jest kwestia niedowartościowania.
Tylko na pierwszy rzut oka, bo gdyby przyjrzeć się dokładniej, to wcale sobie nie zaprzeczyłam. A to dlatego, że pisałam, że kwestia niedowartościowania jest pierwotna, tak, jak w przypadku wielu innych wzorców, natomiast kwestia kontroli jest tutaj bezpośrednią przyczyną. Dla mnie bezpośrednia to nie to samo, co pierwotna.
Przeważnie biały astral to oddzielna sprawa, bo inne cele i intencje, nawet gdy ktoś ma w karmie jedno i drugie.
Ja też tak uważam.
Właśnie dlatego tak podkreślam, że moje wnioski ograniczają się tylko do obciążeń białoastralnych.
-
tak sobie uświadomiłam pewną rzecz. Czytuję tutejsze dyskusje i też miewam odczucie że ktoś sie wywyższa....dotarło do mnie skąd takie odczucia...
gdy czytam, słucham czyjejś wypowiedzi i ktoś się wypowiada że "było cudownie, było wspaniale, było lekko i przyjemnie..." i inne w tym tonie to mi to zgrzyta. a zgrzyta dlatego, ze jest to ocena. a kto ocenia? ten kto jest wyżej, mądrzej, lepiej. paradoksalnie gdyby ktoś dawal mi wskazówki byłoby to to samo (czyli wie lepiej) , ale tutaj czułabym wdziecznośc ze może ten ktoś może i umie lepiej, ale się dzieli wiedzą, wiec cos ja z tego mam.
a gdy tak ocenia "było wspaniale" zamiast "czułam/em się wspaniale" to tak, jakby to robił jeszcze z taką łaskawością, wyrozumiałością, ale nijak nie chciał uchylić rąbka z wiedzy którą posiada, która mu umozliwia takie litościwe, z rozbawieniem obserwowanie niezdarnych poczynań tych głupiutkich istotek....chyba biorę takie przejawianie się, jakby ktoś wchodził w kompetencje Boga. mniej mi niepasuje ocena negująca bo jest jednoznaczna, a tutaj nie ma takiej jednoznacznosci, różnie to można odebrać......zastanawiam się jeszcze co to za wzorzec u mnie i jak go ugryźć jakos tak mi sie kojarzy wlasnie z arystokracją
-
I jeszcze "rezerwacja, a wlasciwie przekonanie, ze na swiecie jest okreslona ilosc dobr i kto pierwszy ten lepszy czyli jesli on/ona ma to dla mnie zabraknie/nie beddzie nadmiaru
Jeśli dopuszczam, że to może być moje slucham z nadzieją -"pokaz mi jak to zrobic".
Jeśli się zamknęlam, a Ktoś to dobitnie mi o tym przypomina, że nie mam chociaż chcę to latwiej pouczac, niz przyznac się do wlasnych wyborow - 'jak mozesz byc bogaty skoro tylu biednych na swiecie?.
Paradoksy wychodzą, gdy jesteśmy przekonani, że można Komukolwiek zaimponować nasze posiadanie namiastkowe zwlaszcza, gdy Ktoś ma pelnię w ktorej się znakomicie czuje od dawna-wtedy zaczyna sie biblijne szukanie belek w oczach.
Czyli jednak samoocena..."zle mi z tym, ze masz to, czego nie mam ja, bo latwiej mi wierzyc, ze uzurpujesz sobie prawo do wylącznego posiadania niz pochylic sie nad wlasnymi intencjami"
-
Felicite,
Twoje wyjaśnienia odbieram jako wypowiedź `napisałam, co napisałam, ale miałam na myśli co innego`.
Nie chce mi się już wskazywać co, gdzie i jak, moja energia i uwaga wycofują się powoli z tej dyskusji.
W każdym razie chodzi mi o to, że Twoją negację mojego posta odebrałam, że chcesz coś sobie budować (wizerunek) moim kosztem. Dla mnie to jakieś karmiczne zgrzyty.
-
Felicite
"Od siebie dodam jednak, że takie zachowanie, które jest odczuwane jako "jestem lepszy", może mieć też inne źródło. Z moich obserwacji wynika, że chyba nawet częściej chodzi o obciążenia biało-astralne (lub podobne). "
W karmie, jeśli szukać częstotliwości, to "jestem lepszy" i lęki z tym związane, to głównie magiczny wzorzec, albo jako pozostałość po magii w samoocenie, a nie białoastralny.
Białoastralne by było jako częstotliwość "jestem lepszy od Boga (więc mam rację, idźcie za mną)".
A tutaj była mowa o wątku arystokratycznym w tym przekonaniu "jestem lepszy", więc chodzi o osoby, dla których przekonanie "jestem lepszy" jest dominujące z tej karmy, dotyczy struktur społecznych, czasem związanych tylko z hierarchią, czasem z władzą, albo jeszcze coś innego. One mogą mieć jeszcze inaczej to w podświadomości i jest to dla nich główne do uzdrowienia w temacie.
Może warto wziąć pod uwagę perspektywę, że przedstawiasz swoje doświadczenia i wnioski jako ogólne osobom, które zrobiły setki sesji, czyli są praktykami, na temat białego astrala i na tematy tutaj opisane, więc stwierdzenie "jeśli uogólnienie to nie do końca trafione" jest na miejscu w tej sytuacji.
Jedno przekonanie, czy mechanizm potrafi mieć tak naprawdę wiele przyczyn, a nie jedną, lub bazować na wielowarstwowych wzorcach i dla jednego ważniejszym wątkiem będzie w tym arystokracja, dla kogoś innego dzieciństwo.
Zbytnie uogólnianie może być pułapką nie widzenia konkretnej osoby z tym co ma w sobie tak naprawdę i doprowadzić do błędnej diagnozy.
Diagnoza wzorca ma służyć zrozumieniu i uwolnieniu, a nie szufladkowaniu pod swoje dotychczasowe doświadczenie i świadomość.
-
Cześć Satja :)
To co piszesz jest mi bliskie w tym sensie, że też widzę to podobnie i zauważam u siebie.
Myślę, że po pierwsze, takie odczucie, że ocena się nie podoba jest ok, bo to jest normalne dostrzeganie swoich preferencji. Taki mechanizm, jaki opisujesz, mi się nie podoba, bo nie jest zgodne z tym, co mam w środku, ze mną prawdziwą. Nie czuję się dobrze, gdy tak robię, czy gdy się stykam z czymś takim. I ja to dostrzegam i unikam tego, kiedy mogę. A mogę wtedy, gdy jestem tego świadoma. Nie zawsze jednak jestem, bo czasem robię coś nieświadomie, z przyzwyczajenia (np. oceniam). Nic dziwnego, nawyki zmienia się dość długo :)
Druga sprawa, to gdy coś takiego (taki mechanizm) denerwuje. Denerwuje, bo jak piszesz „chyba biorę takie przejawianie się, jakby ktoś wchodził w kompetencje Boga”. Myślę, że to właśnie chodzi o to. A dlaczego to może denerwować? Bo sama chciałabym się widzieć w roli Boga, albo nawet widzę (tylko że to może być nieświadome), więc zgrzyta mi to, że ktoś mi zabiera rolę :P
Czyli chęć kontroli: zmiany kogoś, tego świata (z lęku, z braku bezpieczeństwa). Może chęć uratowania innych przed uzurpatorem? :P
To wszystko wynika ze stawiania się w pozycji „ponad”. Bo gdybym uznała, że jestem równa innym, to np. nie musiałabym nikogo ratować, bo ufałabym w jego moc, albo inaczej – w moc Boga w nim. Ufałabym, że to, co się przytrafia jest właściwe, ale ja na razie nie potrafię tego dostrzec.
Czyli po pierwsze, ten ktoś stanowi dla mnie lusterko i dlatego tak mnie to denerwuje (bo czuję, że te negatywne rzeczy dotyczą mnie, a to mi się nie podoba). Po drugie, wchodząc w moją rolę (w rolę Boga ;), sprawia, że tracę grunt pod nogami (bezpieczeństwo), dlatego walczę, bo czuję zagrożenie.
Podsumowując dwoma słowami – biały astral :)
Jest jeszcze inna, bardziej prozaiczna kwestia. Inna, ale nie stojąca w sprzeczności z tym, co napisałam wyżej, wręcz przeciwnie, one się ze sobą łączą. Chodzi o to, że w sytuacji, gdy ktoś stawia się wyżej od nas, możemy automatycznie stawiać się w pozycji dziecka (jeśli to nie jest uzdrowione), a wiadomo, że dziecko jest zależne. Czyli czujemy się zależni od kogoś, kto nam się nie podoba. Pojawia się lęk. Zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. Dlatego bronimy się jak możemy.
Tego nie ma w sytuacji, gdy ktoś stawia się wyżej, ale oceniamy, że ma dobre intencje, czyli "daje mi wskazówki". Wtedy też stawiamy się w pozycji dziecka, ale tę drugą stronę oceniamy zupełnie inaczej - jako opiekuńczego rodzica.
A zatem myślę, że kluczem jest poczucie bezpieczeństwa.
Felicite,
Twoje wyjaśnienia odbieram jako wypowiedź `napisałam, co napisałam, ale miałam na myśli co innego`.
Nie chce mi się już wskazywać co, gdzie i jak, moja energia i uwaga wycofują się powoli z tej dyskusji.
W każdym razie chodzi mi o to, że Twoją negację mojego posta odebrałam, że chcesz coś sobie budować (wizerunek) moim kosztem. Dla mnie to jakieś karmiczne zgrzyty.
Ok, rozumiem. Mnie też już ta dyskusja zaczynała ciążyć, bo czułam się nierozumiana.
W karmie, jeśli szukać częstotliwości, to "jestem lepszy" i lęki z tym związane, to głównie magiczny wzorzec, albo jako pozostałość po magii w samoocenie, a nie białoastralny.
Białoastralne by było jako częstotliwość "jestem lepszy od Boga (więc mam rację, idźcie za mną)".
A tutaj była mowa o wątku arystokratycznym w tym przekonaniu "jestem lepszy", więc chodzi o osoby, dla których przekonanie "jestem lepszy" jest dominujące z tej karmy, dotyczy struktur społecznych, czasem związanych tylko z hierarchią, czasem z władzą, albo jeszcze coś innego. One mogą mieć jeszcze inaczej to w podświadomości i jest to dla nich główne do uzdrowienia w temacie.
Sylvia,
„jestem lepszy” jest naturalną konsekwencją „jestem lepszy od Boga”, bo skoro nawet od Boga, to i od innych ludzi (stąd dążenie do tego, żeby inni robili, myśleli tak jak JA tego oczekuję, bo JA wiem lepiej, czyli chęć kontroli. Przeciwieństwo to przyznanie, że nie jestem Bogiem, nie wiem wszystkiego, jestem na równi z innymi (bo jestem człowiekiem, tak jak każdy), więc nie muszę brać za nikogo odpowiedzialności, ani na siłę mu pomagać, bo każdy może zrobić dla siebie to, co ja chcę zrobić dla niego. Za tym idzie zwolnienie się z odpowiedzialności za innych, z obowiązku „pomocy” innym, a właściwie z pouczania ich, zwrócenie ludziom wolności. Uznanie, że Bóg w innych wie lepiej ode mnie, co jest dla nich właściwie).
Oczywiście to przekonanie(„jestem lepszy”) może też być konsekwencją czegoś innego, ale ja akurat pisałam o białym astralu, którego tak wiele „na każdym kroku”.
Co do reszty to nie chce mi się wchodzić w dyskusję. I nawet nie czuję takiej potrzeby. Widzę, że mamy inne podejście do kwestii uzdrawiania obciążeń, więc jeśli nie ma woli zrozumienia z jakiejś strony, to nie ma sensu tłumaczyć.
-
Felicite
No właśnie nie zawsze tak jest, że lepszy od innych ma związek z lepszy od Boga, najczęściej inne aspekty do uzdrowienia.
Znowu zbyt uogólnione.
Nie wiem jaki to ma związek dla ciebie, z tym co tutaj było, ale są różne podejścia do uzdrawiania obciążeń, jeśli działają, poszerza się świadomość, odpuszcza, jest coraz lepiej to ok. Tłumaczyć więcej tobie tematu błędnego uogólniania bez wystarczającego doświadczenia nie mam zamiaru.
To życzę ci już nie spotykania na każdym kroku białego astralu i wolności od tych energii w sobie. Dobrze to sobie rozpracowujesz w potrzebnych ci aspektach z tego co widać.
Może też dłuższa praca z czakramem korony, w tym z jego cechami urzeczywistnienia, pomoże ci łatwiej wyjść ze spotykania białego astrala, którego tak wiele masz na każdym kroku.
Polecam Ci też WHH, najgłębiej działa na traumy wynikające z bloku plemiennego spowodowane białym astralem, odkleja od jego energii i zawirowań w świadomości.
Mi się to udało to w większości tematów (jeden temat został, który wpływa na pewien aspekt życia, tylko inny czakram do przerobienia), więc innym też na pewno może.
A nawet jak spotkam kogoś z tymi energiami i wzorcami, to poza tym jednym tematem, to bez znaczenia, bo już nie wpływa, jestem w innych energiach, które mnie ochraniają, więc jest to dobre kryterium (w przeciwieństwie do izolacji i unikania). Neutralność poprzez trwałe zestrojenie z innymi wibracjami. \
Taki słaby ten biały astral;P Jak już wyjdzie się poza jego wpływy. Jak każda inna uzdrowiona karma.
-
Przykład, gdy nie ma związku, że lepszy od innych ma związek z lepszy od Boga, to właśnie wzorce arystokratyczne.
Lepszy od innych i izolacja w celu ochrony, bo np. ktoś nie czuje się godny ochrony Boga, bo np. ma poczucie winy, bo np. ma więcej, niż inny, jest z urodzenia uprzywilejowany, a ma do przerobienia poczucie winy w takich warunkach przy umiejętności wykreowania ich sobie.
Kościołowi daje dużo, bo to kościół jest bliżej boga, a on chce się zbliżyć, tylko się nie czuje godny, bo jest gorszy, a nie lepszy od siebie boskiego, przez to co kiedyś zrobił, itd.
Czuje się gorszy, więc ma zawężoną świadomość, więc dąży nie do tego Boga i wtedy znowu musi być lepszy od innych, bo czuje się gorszy od tego niewłaściwego boga, itd.
Nie zasługuje, więc znowu oddala się od Boga.
A po uwolnieniu olśnienie gdzie jest Bóg i jaką jest energią miłości:)
-
To życzę ci już nie spotykania na każdym kroku białego astralu i wolności od tych energii w sobie.
Źle mnie zrozumiałaś: Nie chodziło mi tylko i wyłącznie o mnie.
Całe nasze społeczeństwo jest podszyte biało-astralnymi naukami, chociażby z tego względu, że większość religii (a na pewno "nasza" chrześcijańska) jest mocno przesiąknięta tymi naukami. I pod tym względem biały astral jest spotykany "na każdym kroku".
I nawet jeśli ktoś całkowicie uzdrowi obciążenia biało-astralne, to wcale nie znaczy, że nie będzie tego widział. Wręcz przeciwnie, będzie to widział nawet wyraźniej, tyle że nie będzie się na tym skupiał i nie będzie go to dotykać (nie będzie mieć to na niego wpływu).
Wnioskuję tak na podstawie własnych doświadczeń (choć oczywiście nie twierdzę, że mam to całkowicie uzdrowione).
Może też dłuższa praca z czakramem korony, w tym z jego cechami urzeczywistnienia, pomoże ci łatwiej wyjść ze spotykania białego astrala, którego tak wiele masz na każdym kroku.
Polecam Ci też WHH, najgłębiej działa na traumy wynikające z bloku plemiennego spowodowane białym astralem, odkleja od jego energii i zawirowań w świadomości.
Mi się to udało to w większości tematów (jeden temat został, który wpływa na pewien aspekt życia, tylko inny czakram do przerobienia), więc innym też na pewno może.
Nie musisz udzielać mi porad, nigdy Cię o to nie prosiłam. Świetnie sobie radzę ze swoimi obciążeniami stosując własne metody.
(To Ty dokonałaś nadinterpretacji mojej wypowiedzi i narzuciłaś się ze swoimi radami.)
WHH akurat mi nie pomogło, więc bez żalu się z nim rozstałam i widzę, że była to dobra decyzja.
I nie uważam, żeby coś, co pomaga jednemu, na pewno miało pomóc innej osobie. Z tym jest bardzo różnie.
-
Felicite
Luz;)
-
Sylvia,
cieszę się, że poluzowało z Twojej strony. Natomiast ja chciałabym powrócić do pewnej kwestii.
Wcześniej nie czułam takiej potrzeby, więc to zostawiłam. Teraz jednak widzę, że dobrze jest wyjaśniać takie rzeczy, żeby nie "odbijały się czkawką".
Chodzi mianowicie o Twój błędny wniosek. A konkretnie o te słowa:
No właśnie nie zawsze tak jest, że lepszy od innych ma związek z lepszy od Boga, najczęściej inne aspekty do uzdrowienia.
Znowu zbyt uogólnione.
Nigdzie nie napisałam czegoś takiego, jak Ty sugerujesz, że "lepszy od innych" ma zawsze związek z "lepszy od Boga". Przeczytaj, proszę, jeszcze raz moje słowa:
„jestem lepszy” jest naturalną konsekwencją „jestem lepszy od Boga”, bo skoro nawet od Boga, to i od innych ludzi. (...)
Oczywiście to przekonanie(„jestem lepszy”) może też być konsekwencją czegoś innego, ale ja akurat pisałam o białym astralu, którego tak wiele „na każdym kroku”.
Wyraźnie wynika z nich, że "jestem lepszy od Boga" zawsze skutkuje poczuciem "jestem lepszy od innych" (bo skoro od samego Boga, to tym bardziej od innych ludzi). Jednak to wcale nie oznacza, że działa to w odwrotną stronę. A zatem przekonanie jestem "lepszy od innych" może, ale nie musi być powiązane z "jestem lepszy od Boga". Dokładnie to napisałam, używając nawet podobnych zwrotów.
A to była reakcja na Twoje rozdzielenie tych kwestii (w wiadomości z dnia: 2012-07-25, 11:14:48). Ja chciałam jedynie podkreślić, że przekonanie "jestem lepszy od Boga" zawsze pociąga za sobą "jestem lepszy od innych" (bo jest naturalną tego konsekwencją). Nic więcej.
Nie wiem, co spowodowało, że po raz kolejny opacznie zrozumiałaś moje słowa. Podejrzewam, że to kwestia emocji, bo moje słowa, czytane na spokojnie, są zrozumiałe, a ich sens jasny. No chyba, że ktoś nie jest w stanie wyprowadzać logicznych wniosków z wypowiedzi. Ale o to Cię nie podejrzewam.
Jestem zmęczona ciągłym tłumaczeniem Ci tego, co napisałam. I chciałbym, żeby to się zmieniło. Ze swojej strony zrobię wszystko, co mogę, by tak się stało i Ciebie proszę o to samo.
-
Felicite
Swoją historią na mój temat i tymi wyjaśnieniami co, kto, kiedy, dlaczego, po co, jak, kiedy, i co ja czuję...znowu mnie rozbawiłaś;D
Nie wiem kto kogo bardziej nie rozumie i raczej mnie to nie interesuje, ważniejsze jest widzenie przyczyny i czy można coś z nimi zrobić, czy wystarczy zaakceptować, bo nie ma po co robić.
Rozumiem za to Gombrowicza (więc mi to wystarczy;)) i od liceum nadal mnie bawi. Akurat dzisiaj oglądałam jego sztukę w teatrze, poziom absurdu, abstrakcji z jakiego opisuje rzeczywistość, język, środki wyrazu, przemawiają do mnie. Świetna, brawurowa rola Malajkata - polecam, lepszy w teatrze, niż w filmach.
-
Ja mam chyba takie wzorce arystokratyczne... Czasem gdy piję np. wodę ze szklanki(albo z butelki, choć wyższym sferom nie wypada:), to łapię się na tym, że ostatni palec mi się tak arystokratycznie dźwiga.
-
Lucjan też tak mam:P
-
Lubię to :) Przynajmniej wiem, że nie jestem w tych wyższych sferach osamotniony i nie muszę na wszystkich patrzeć z góry. Chociaż bardzo to lubię, z zamiłowania do gór :)
-
„- Nie lubisz jej?
- Nie tylko jej. Nie cierpię arystokracji.
- Wydaje się miła.
- O tak, jest. Ale chodzi mi o zasadę.
- Jak możesz nienawidzić kogoś dla samej zasady?
Sowin westchnął i zamknął oczy. - To łatwiejsze niż myślisz.”
- Ekaterina Sedia (z książki Tajemna historia Moskwy)
-
Z moich obserwacji karmy i wzorców typu jestem lepsza czy z wyższych sfer:
Mogą pochodzić oczywiście z różnych wcieleń, ale że ostatnio przerabiam karmę dworską w różnych konfiguracjach, więc moja uwaga kręci się wokół tego.
Osoby z karmą wysokourodzonych, władców, z pozycją społeczną itp. z reguły emanują energią `jestem lepszy`(z tym jest związana często energia lekceważenia, pogardy, bycia niedostępnym), nie musi być ona skierowana na każdego. Niektórych się uznaje za równych sobie ze względu na status ekonomiczny, społeczny, osiągnięcia życiowe, czy pamięć karmiczną tych osób, że one były kiedyś kimś - takie osoby są ok.
Najgorzej jak z kimś ma się zatarg karmiczny, może być wtedy dążenie, by pokazać tej osobie, że jest gorsza, niższa, włącza się przymus umniejszania, by poczuć się lepiej i odzyskać kontrolę nad sytuacją.
To działa tylko na osoby, które czują się gorsze, niższe, z brakiem samoakceptacji, a jakąś dziurą w sobie lub które były niżej karmicznie w hierarchii społecznej z daną osobą. Tak czują się nadal i usiłują wyrównać tę nierównowagę zgłaszając swoje pretensje i żal, by ktoś inny się zmienił, to wtedy ich świat się zmieni.
Idealnie opisane .
-
Żona do męża (wyższe sfery oczywiście):
- Musimy zwolnić naszego szofera! Dzisiaj o mało mnie nie zabił!
- Zaraz zwolnić, dajmy mu drugą szansę ...
-
A do mnie dotarlo, dlaczego nidgy do konca nie potrafilem byc w zgodzie ze soba, pokochac siebie. Bo mam super silne ego, przez ktore czasem zdarza mi sie krzywdzic ludzi a potem ja, czy raczej moja dusza (wnetrze) zaluje tego, a przeciez nie majac wewnatrz siebie akceptacji nie mozna siebie w pelni pokochac.
Jak sobie radzicie ze swoim ego? Jest tu ktos z silna osobowoscia, karma wladcy, szlachcica, kogos majacego za soba wcielenia z wyzszych stanow spolecznych? Czytalem o UA ze one ponoc czesto maja silne parcie na materie i ze czasem za wszelka cene chca czegos doswiadczyc ale jakos do konca nie czulem tego, a tutaj jakby samo sie uswiadomilo :).
Ktos?
-
pkrl5758,
jakby zakonnica, albo żołnierz to bym pomogła
-
Bo mam super silne ego, przez ktore czasem zdarza mi sie krzywdzic ludzi a potem ja, czy raczej moja dusza (wnetrze) zaluje tego, a przeciez nie majac wewnatrz siebie akceptacji nie mozna siebie w pelni pokochac.
A co to jest super silne ego? Jak ty to rozumiesz?
-
A do mnie dotarlo, dlaczego nidgy do konca nie potrafilem byc w zgodzie ze soba, pokochac siebie. Bo mam super silne ego, przez ktore czasem zdarza mi sie krzywdzic ludzi a potem ja, czy raczej moja dusza (wnetrze) zaluje tego, a przeciez nie majac wewnatrz siebie akceptacji nie mozna siebie w pelni pokochac.
Musisz przestać krzywdzić ludzi, podjąć decyzję o niekrzywdzeniu i konsekwentnie się jej trzymać. Po jakimś czasie tego, wnętrze dostrzeże i zaakceptuje że jesteś uczciwym człowiekiem, i wtedy możesz dopiero zacząć liczyć na kochanie siebie.
Ale, do tego czasu, jeśli będziesz musiał dokonać wyboru kto straci -- Ty czy inni, to zawsze będziesz musiał wybrać swoją stratę.
Bycie eks-szlachtą to nie jest łatwy kawałek chleba ;)
-
Lynd -> wiem :). Ale to nie jest takie proste, jak to opisujesz a sposoby, ktore podajesz, nie wypalily :(. Problemem jest to, ze ja reaguje calkowicie inaczej na wiekszosc sytuacji, niz ludzie dzisiaj. Nie mam spolegliwosci w sobie, tej lagodnosci i najczesciej w wiekszosci sytuacji staje sie bardzo krewki, doslownie jakbym chcial siegnac po szable i pokazac, kto tu ma racje. Co wiecej, w wiekszosci sytuacji mam racje ale artykuluje ja w bardzo porywczy sposob (jak ktos, dla kogo honor wazniejszy od slowa). Dlatego tez nie za bardzo odnajduje sie w dzisiejszej rzeczywistosci, gdzie takie wartosci jak wlasnie honor, zobowiazanie czy uczciwosc wobec zasad odchodza do przeszlosci. Dzis liczy sie bajeranctwo, umiejetnosc kombinowania i takie - jak ja to nazywam - spolegliwosc wobec sytuacji na zasadzie ,,trudno, tak jest i nic nie da sie z tym zrobic". Mnie sie krew gotuje w takich momentach i niejednokrotnie dochodzilo miedzy mna a innymi osobami do ostrych klotni a nawet bijatyk!
Lilliole -> supersilne ego to np. ,,niech moja wola stanie sie cialem". teraz rozumiesz :). Jak car albo krol czterech stron swiata, cos na ksztalt wladcy absolutnego starozytnego Wschodu. Kazda metoda jest dobra byleby osiagnac cel. Duza sprzecznosc z tym, co powiedzialem wyzej plus sprzecznosc z tym, co dzieje sie dzisiaj na swiecie, gdzie stosowanie jakiejkolwiek przemocy, nawet za cene utraty, jest niemile widziane i gdzie wladza de facto lezy w rekach rzadow, ktore olewaja spoleczenstwo.
Co znamienne, od matki po czesci moja rodzina rzeczywiscie pochodzi z zubozonej szlachty czy inteligencji. Moja baka ze strony mamtki miala sluzbe, a w dalszej przeszlosci korzenie biegna na poludnie i wschod, gdzie kiedys graniczyla kilka wiekow temu Polska, Ukraina i Wegry. I od strony matki wpojone zostaly mi wlasnie te zasady. Dzuo powiadac..rodzina z tradycjami...
-
I dlatego tez ciezko mi sie zyje w swiecie, gdzie dzis liczy sie bardziej wyksztalcenie i umiejetnosc czegos a nie pozyskiwanie srodkow do zycia na zasadzie zdobywania (lupienia?). Stad bardzo lubie klimaty wschodnie, gdzie moze i jest bieda i zycie nie jest latwe ale gdzie jeszcze ostaly sie takie pojecia jak slowo, tradycja i zobowiazanie. Na Zachodzie ludzie owszem sa mili...ale tacy bez wyrazu z drugiej strony. No i wszystko goni gdzies naprzod, tam ludzie malo kiedy interesuja sie przeszloscia.
-
Co wiecej, w wiekszosci sytuacji mam racje
He he. Każdy kto się kłóci uważa że ma rację, inaczej by się nie kłócił ;)
Gdzie takie wartosci jak wlasnie honor, zobowiazanie czy uczciwosc wobec zasad odchodza do przeszlosci. Dzis liczy sie bajeranctwo, umiejetnosc kombinowania i takie - jak ja to nazywam - spolegliwosc wobec sytuacji na zasadzie ,,trudno, tak jest i nic nie da sie z tym zrobic".
Obawiam się że taka była rzeczywistość znasznej większości ludzkości przez znaczną większość historii. Na honor i inne romantyczne wartości mogła zwracać uwagę szlachta, która nie martwiła się tym czy będą mieli co jeść na przednówku, albo czy właściciel nie postanowy wychłostać ich syna za to że jest chory i słaby.
Teraz poprostu jesteś w tych 99% :D
Kazda metoda jest dobra byleby osiagnac cel. Duza sprzecznosc z tym, co powiedzialem wyzej
Czyli z honorem? Bo nie rozumiem.
I gdzie wladza de facto lezy w rekach rzadow, ktore olewaja spoleczenstwo.
A myślisz że Tobie, jako władcy, takie bliskie było dobro niższych ludzi? Zdradliwych, spolegliwych, zapewne też niezgadzających się z Twoją racją, niewdzięcznych i niereprezentujących sobą tego, czego Ten Naród powinien być wzorem?
Gdyby tak było, bardzo wątpię abyś teraz tutaj był...
No i właśnie, odnośnie "supersilnego" ego...
Jedno, że ego które wkurza się aby udowodnić swoje racje nie jest silne, bo jest zależne od tego co mówią inni. Cała para w gwizdek.
Drugie, to że wszelka arystokracja miała zazwyczaj władzę (i rację) z racji;) urodzenia. Książę mówi że noc jest jasna, a kto się nie zgadza to w dyby. Ci ludzie nigdy nie musieli zapracowywać sobie na tę władzę, nie musieli zdobywać poparcia tłumu i nie musieli miec dobrego planu. Coś jak dzieci milionerów... albo kumple polityków w naszych czasach.
Trzecie, za arystokrację wszystko robiono. Więc nie jest to ,,niech moja wola stanie sie cialem" a "ty, ty i ty -- uczyńcie moją wolę ciałem, albo reozrwę was końmi". Nie silna wola, a silne tupanie nóżką.
Silne ego to takie, które realizuje swoje cele, bez względu na wszystko (w tym własne dobro). To o czym Ty mówisz, to raczej ego roszczeniowe i narzucające się.
A co do szabelki, świetna (podobno) buddsty-instruktora wojskowego na kursie na pozwolenie na broń. Lektura obowązkowa dla wszystkich byłych złych króli, którzy chcieliby teraz odzyskać swoją moc. (skrót)
"Od teraz, zadając się z szalonymi lub skłonnymi do przemocy ludźmi, będziesz przegrywał każdą kłótnię. Niegdy nie będziesz miał racji. Będziesz przepraszał że wszedłeś im w drogę. Będziesz przepraszał i przepraszał jeszcze raz. Będzies się wycofywał. Będziesz podkulał ogon. Będziesz im pozwalał wyzywać swoją dziewczynę. Będziesz im pozwalał nazywać swoją matkę dziwką i ku.wą, a ojca ch.jem. Nie masz ego.
Zrobisz to wszystko dlatego, że jeśli rozpoczniesz walkę, będzie już w niej pistolet. I kiedy zaczniesz przegrywać, wyciągiesz go i zabijesz przeciwnika. I nawet jeśli nie pójdzesz za to do więzienia, to będziesz musiał żyć z faktem że mogłeś ocalić komuś życie, ale pozwoliłeś aby twoje ego go zabiło."
http://www.reddit.com/r/politics/comments/qwgca/black_kid_in_fl_shot_and_killed_in_white/c4153a8
-
A co do szabelki, świetna (podobno) buddsty-instruktora wojskowego na kursie na pozwolenie na broń. Lektura obowązkowa dla wszystkich byłych złych króli, którzy chcieliby teraz odzyskać swoją moc. (skrót)
Cytuj
"Od teraz, zadając się z szalonymi lub skłonnymi do przemocy ludźmi, będziesz przegrywał każdą kłótnię. Niegdy nie będziesz miał racji. Będziesz przepraszał że wszedłeś im w drogę. Będziesz przepraszał i przepraszał jeszcze raz. Będzies się wycofywał. Będziesz podkulał ogon. Będziesz im pozwalał wyzywać swoją dziewczynę. Będziesz im pozwalał nazywać swoją matkę dziwką i ku.wą, a ojca ch.jem. Nie masz ego.
Zrobisz to wszystko dlatego, że jeśli rozpoczniesz walkę, będzie już w niej pistolet. I kiedy zaczniesz przegrywać, wyciągiesz go i zabijesz przeciwnika. I nawet jeśli nie pójdzesz za to do więzienia, to będziesz musiał żyć z faktem że mogłeś ocalić komuś życie, ale pozwoliłeś aby twoje ego go zabiło."
http://www.reddit.com/r/politics/comments/qwgca/black_kid_in_fl_shot_and_killed_in_white/c4153a8
Tough stuff. Very very ;)
Lynd,
a byli jeszcze 'dobrzy' królowie.
I myślę, ze mieli przegwizdane zarówno wtenczas jak i teraz.
Czytam dużo biografii tychże.
Maria Teresa von Habsburg - brała udział w I rozbiorze Polski. Mawiano o niej, że "płakała i brała" :)
Maria Antonina - pozaplątywani ludzie w dzieje.
Oczywiście nic bez przyczyny. Ale te przyczyny tez mogły byc różne.
Może jedna z druga miały sie spotkać po prostu. A tu na królowe padło.
Trywializuję celowo :)
-
Lynd -> moze i racja, moze i nie :). Ale nie potrafie i nie chce podpsowac sie pod obecne standardy zycia i wiem, ze jesli ktos bedzie mnie do czegos zmuszlal, ze bede potrafil wykorzystac moja moc do sprzeciwu, nawet za cene krzywdy. Bo jesli ktos mi proboje cos narzucic, to czemu ja mam temu sie poddac? Intencja odpowiada na intencje.
Co do wcielen szlacheckich, to ja bardziej niz arystokrata czuje sie takim Bohunem czy Kmicicem, ktorzy i owszem - walczyli za narod - ale tez czesto byli samozwanczymi hersztami band czy wojsk i zyli, jak chcieli, bez poddanstwa. Tak to czuje na dzis dzien. I nie czuje sie lepszy od innych, jak czesto czuja ludzie ze szlacheckimi wcieleniami. Czyli raczej wychodzi buntownik czy obronca innych (Janosik?) niz taki typowy warchol, ktory bez namyslu zabijal poddanych i miale w dupie swoj kraj. Nie, nie.....ja raczej stalem po tej drugiej stronie :).
Co do honoru nie myl go z romantyzmem, bo to dwie rozne rzeczy :). Kiedys honor i inne wartosci musialy istniec, inaczej dlugo bys nie pozyl :). A dzis astapilismy je kodeksem prawnym. I tyle. Ale czy on nam pomaga de facto? Tu juz bym sie klocil. Bo prawo mozna zaslonic innym prawem, a slowo raz dane.....
Co do racji, mi chodzilo o to, ze czesto ludzie mi mowia, ze slusznie mowilem i czynilem ale zbyt krewko to artykulowalem :).
-
Lilliole -> supersilne ego to np. ,,niech moja wola stanie sie cialem". teraz rozumiesz :). Jak car albo krol czterech stron swiata, cos na ksztalt wladcy absolutnego starozytnego Wschodu. Kazda metoda jest dobra byleby osiagnac cel. Duza sprzecznosc z tym, co powiedzialem wyzej plus sprzecznosc z tym, co dzieje sie dzisiaj na swiecie, gdzie stosowanie jakiejkolwiek przemocy, nawet za cene utraty, jest niemile widziane i gdzie wladza de facto lezy w rekach rzadow, ktore olewaja spoleczenstwo.
Co znamienne, od matki po czesci moja rodzina rzeczywiscie pochodzi z zubozonej szlachty czy inteligencji. Moja baka ze strony mamtki miala sluzbe, a w dalszej przeszlosci korzenie biegna na poludnie i wschod, gdzie kiedys graniczyla kilka wiekow temu Polska, Ukraina i Wegry. I od strony matki wpojone zostaly mi wlasnie te zasady. Dzuo powiadac..rodzina z tradycjami...
Zapytałam o ego, bo jakoś to słowo mnie nie przekonuje. Dla mnie to sztuczny koncept stworzony przez buddystów?, psychologię? sama nie wiem.
Jeżeli chodzi o samo "niech się stanie moja wola" to nie widzę w tym nic złego. Każdy człowiek ma swój świat i w nim rządzi.
Wg mnie problemem jest tu przekonanie, ze Twoja wola krzywdzi innych albo, że jest sprzeczna z wolą innych. I to się kreuje.
Albo przekonanie, że musisz walczyć o to co chcesz, bo nie możesz tego mieć ot tak, po prostu.
Albo, że jak będziesz miał coś ot tak, po prostu to nie będzie miało takiej wartości jak to wywalczone.
Albo, ze inni chcą ci coś narzucić i ty musisz walczyć.
Ogólnie kierowanie uwagi na tych co chcą inaczej i coś innego niż ty i przyciąganie takich do swojego życia.
Z samym sobą chyba też chcesz walczyć. Ze swoim ego.
Ale to jest moje przekonanie :)
Swoją wolę można też czynić bez walki, w zgodzie z otoczeniem. Walka to duży ubytek energii dla obu walczący stron.
-
Lubię się z córką mojego szefa. Są dość dziani, bo mają 6 restauracji. Ona pracuje czasem jako kelnerka w knajpce w której ja pracuję. Jeszcze zanim wiedziałem, że jest córką właściciela, obiecałem jej że zrobię jej wegańskie ciasto bo ona nie może jeść glutenowych ciast na mące. Potem upominała się o to ciasto, więc powiedziałem że zrobię na następny dzień. Zrobiłem i je spieprzyłem, i nie było czasu na robienie nowego więc poszedłem do pracy a ona... nie przyszła. Czyli w dupie miała moje ciasto. Potem jak chciałem ją zapytać o to, kiedy będzie, z zamiarem zrobienia jeszcze jednego, poczułem że ona nie chce go przyjąć, bo wydaje jej się że to po to żeby się jej podlizać, bo jest bogata. Bogaci ludzie mają czasem takie wzorce, że wydaje im się że inni nie zrobią nic dla nich bezinteresownie.
A więc dzisiaj zrobiłem ciasto które jutro zaniosę do podziału na całą obsługę lokalu. I może to jest klucz do zdobycia zaufania córki szefa ;)
-
Lilliole -> to nie tylko przekonanie, to fakty wziete z zycia. Mam bardzo wybuchowy, wrecz awanturniczy temperament i potrafie mocno dac znac o tym, co mysle i czego chce, niestety czesto kosztem innych. To mnie martwi.
Co do walki, tutaj nie bede sie spieral. Czasem dostajesz cos ot tak, po prostu a czasem trzeba cos sobie wywalczyc. Przynajmniej z mojej perspektywy.
Mi chodzi glownie o to, ze z moja mentalnoscia i kodeksem bardziej pasowalbym do dawniejszych czasow niz obecnie :).
-
Lilliole -> to nie tylko przekonanie, to fakty wziete z zycia. Mam bardzo wybuchowy, wrecz awanturniczy temperament i potrafie mocno dac znac o tym, co mysle i czego chce, niestety czesto kosztem innych. To mnie martwi.
Jestem pewna, że jest tak jak piszesz. Ale chodzi mi o to, że fakty wynikają z przekonań, a nie odwrotnie.
To znaczy, że najpierw jest wewnętrzne przekonanie podświadomości (np z poprzednich wcieleń), które powoduje, że zachowujesz się tak jak zachowujesz i przyciągasz takie wydarzenia.
Faktów i tego co sie wydarzyło nie jesteś w stanie zmienić. Ale jesteś w stanie zmienić swoje przekonania, dotyczące Ciebie, np tego że jesteś wybuchowy i nie przystajesz do czasów. Zmiana przekonań spowoduje zmianę faktów i wydarzeń w przyszłości.
Jeśli oczywiście chcesz.
Często tez pewne cechy charakteru zostają nam "wmówione" przez bliskich w czasach gdy byliśmy tak mali, że nie przypominamy sobie tego świadomie. Jak malutkie dziecko w coś uwierzy to często nie przychodzi mu do głowy tego kwestionować. Nawet jeżeli juz dorosło.
-
Jestem pewna, że jest tak jak piszesz. Ale chodzi mi o to, że fakty wynikają z przekonań, a nie odwrotnie.
To znaczy, że najpierw jest wewnętrzne przekonanie podświadomości (np z poprzednich wcieleń), które powoduje, że zachowujesz się tak jak zachowujesz i przyciągasz takie wydarzenia.
Faktów i tego co sie wydarzyło nie jesteś w stanie zmienić. Ale jesteś w stanie zmienić swoje przekonania, dotyczące Ciebie, np tego że jesteś wybuchowy i nie przystajesz do czasów. Zmiana przekonań spowoduje zmianę faktów i wydarzeń w przyszłości.
Jeśli oczywiście chcesz.
Często tez pewne cechy charakteru zostają nam "wmówione" przez bliskich w czasach gdy byliśmy tak mali, że nie przypominamy sobie tego świadomie. Jak malutkie dziecko w coś uwierzy to często nie przychodzi mu do głowy tego kwestionować. Nawet jeżeli juz dorosło.
No tak, te wzorce sa tak silnie utrwalone w mojej osobowosci, ze praktycznie wykonuje je nieswiadomie. I trudno mi nad nimi panowac. Bardzo trudno nawet. I po czesci tez nie chce sie ich wszystkich pozbywac, a tylko pozbyc sie tych destrukcyjnych, bo posiadanie sily/mocy jest jak najbardziej ok wedlug mnie.
-
No tak, te wzorce sa tak silnie utrwalone w mojej osobowosci, ze praktycznie wykonuje je nieswiadomie. I trudno mi nad nimi panowac. Bardzo trudno nawet. I po czesci tez nie chce sie ich wszystkich pozbywac, a tylko pozbyc sie tych destrukcyjnych, bo posiadanie sily/mocy jest jak najbardziej ok wedlug mnie.
Bo negatywne wzorce blokują świadomość. Jak się uruchamia taki wzorzec to człowiek działa jak automat.
Jeżeli chodzi o moc to wg mnie nie jest to wzorzec tylko cecha człowieka jako istoty duchowej. Każdy człowiek ją ma, tylko niektórzy mają zablokowaną. Fajnie, że Ty czujesz moc. Niejeden musi dużo pracy włożyć, aby ją odblokować i rozwinąć.
Jeżeli chodzi o wybuchowość, czy zapalczywość to w języku potocznym nazywamy je cechami charakteru, ale wg mnie to są jakieś wzorce reagowania. Nie są to naturalne cechy ludzkie. Wydaje mi się, że one występują, gdy jest dużo zablokowanej złości w człowieku.
A podobno złość i agresja to zablokowana radość życia.
-
Bo negatywne wzorce blokują świadomość. Jak się uruchamia taki wzorzec to człowiek działa jak automat.
Jeżeli chodzi o moc to wg mnie nie jest to wzorzec tylko cecha człowieka jako istoty duchowej. Każdy człowiek ją ma, tylko niektórzy mają zablokowaną. Fajnie, że Ty czujesz moc. Niejeden musi dużo pracy włożyć, aby ją odblokować i rozwinąć.
Jeżeli chodzi o wybuchowość, czy zapalczywość to w języku potocznym nazywamy je cechami charakteru, ale wg mnie to są jakieś wzorce reagowania. Nie są to naturalne cechy ludzkie. Wydaje mi się, że one występują, gdy jest dużo zablokowanej złości w człowieku.
A podobno złość i agresja to zablokowana radość życia.
Kojarzy mi sie to z walka, albo o przezycie, albo o udowodnienie czegos. W kazdym badz razie zgadzaloby sie to z wcieleniami, gdzie musialem np. byc zolnierzem czy w ogole umiec walczyc. A z walka kojarzy mi sie tez zlosc, np. ze nie moglem sie obronic (lub kogos/czegos), nie moglem czegos wywalczyc, osiagnac. Cos w ten desen jakby. I dzisiaj tez czuje, ze nie moge przeforsowac wielu moich pomyslow, bo moc mam ogromna ale napotykam przeszkody w swiecie matrialnym, glownie wsrod ludzi bo przeciez od ludzi zalezy nasze polozenie, stosunki spoleczne itp. A z tym od urodzenia mialem na ,,bakier".
Zreszta, co chyba ciekawe i wazne, po obu stronach rodzicow ich rodzina miala albo wojskowych albo ludzi piastujacych wazne urzedy panstwowe wiec cos tu sie zgadza sporo.
-
Klucz do uzdrowienia wypaczonych wzorców arystokratycznych, jak wszystkich wzorców lepszości i gorszości, jest adekwatne, wysokie poczucie własnej wartości i relacje z przestrzeni serca.
Byłam kilka miesięcy temu w miejscu, gdzie ludzie uważani są przez innych za lepszych i niedostępnych. Zdziwiło mnie co o nich mówiono i zrozumiałam jaki może być poziom projekcji na całe grupy społeczne, bo są to przemili, ciepli, radośni, spokojni, z poczuciem własnej wartości i adewatnymi zachowaniami istoty o wysokich wibracjach. Jechałam bez nastawienia za głosem serca w to miejsce i zrozumiałam dlaczego. Wystarczy pobyć w takiej energii społecznej i transformacje same się dzieją. Spływa łaska i energia Boga swobodnie, jak deszcz i słonko dla roślinek:)
A więc dzisiaj zrobiłem ciasto które jutro zaniosę do podziału na całą obsługę lokalu. I może to jest klucz do zdobycia zaufania córki szefa ;)
Czy gdyby nie była córką szefa tak samo byś ten temat traktował? Zaciekawiło mnie to poznawczo:)
-
Wiesz Sylvia, akurat dzisiaj wpadl do mnie moj dobry kolega i sie spytal, czego sie tak izoluje od ludzi. Ja mu na to, ze nie idzie mi wytrzymac z poziomem reprezentowanym przez przytlaczajaca wiekszosc ludzi naoko, ze zzera mnie ich maksymalnie obojetna postawa wobec nawet najbardziej podstawowych wartosci itp. I tak sobie teraz, przeczytawszy Twoja wypowiedz, pomyslalem czy ja rzeczywiscie reprezentuje takie arystokratyczne podejscie czy moze jeszcze naleze do tego pokolenia mlodych ludzi, ktorzy zostali wychowani w duchu wartosci ktore odeszly juz w przeszlosc. Sam nie wiem, czasami mi sie wydaje, ze arystokratyczne maniery i generalnie prezentowanie jakiegokolwiek poziomu sa lepsze niz to, czym dzisiaj ,,zachwyca" sie przecietny obywatel naszego spoleczenstwa...
-
Sam nie wiem, czasami mi sie wydaje, ze arystokratyczne maniery i generalnie prezentowanie jakiegokolwiek poziomu sa lepsze niz to, czym dzisiaj ,,zachwyca" sie przecietny obywatel naszego spoleczenstwa...
Też mam takie wrażenie, że czasem lepiej zachować własne wartości, niż poddawać się trendom, gdy do niczego sensownego nie prowadzą, nic nie wnoszą poza chwilowym wrażeniem. Zastanawia mnie ten temat też w kontekście wyboru intencji, energii i wartości, którą się sobą przejawia.
Z drugiej strony każdy ma prawo poszukiwać, sprawdzać, błądzić. Tylko czy to jest ta intencja w "zachwytach"?
-
Byłam kilka miesięcy temu w miejscu, gdzie ludzie uważani są przez innych za lepszych i niedostępnych
Sylvia, co to za miejsce?
-
Mnie jeszcze zastanawia, gdzie konczy sie naturalne wyrafinowanie i subtelnosc, a zaczyna wywyzszanie sie ponad innych.
-
Wywyższanie się nie jest naturalne :)
Wynika z poczucia niższej wartości. Dominuje wśród nuworyszy..
Frak wszak najlepiej leży dopiero w 3 pokoleniu.
Nawet wcieleniowo patrząc.
A wyrafinowania i subtelności nie da sie nauczyć, sa naturalne - z tym się rodzi :)
A ty co o tym sądzisz ?
-
Jasne, ale ja szukam tej subtelnej granicy dzielacej wyrafinowanie od wywyzszania sie. A dotyczy ona mnie, bo osobiscie praktycznie nie potrafie znalezc wspolnego jezyka z jakimis 99,9 procentem ludzi, do tego stopnia przytlacza mnie ich wszechogarniajaca niechec do jakichkolwiek zmian, dazenie do upraszczania czegokolwiek sie da, sympatia do tandety itp. jednym slowem masakra :).
-
pkrl,
Tu nawet nie ma takiej granicy.
Wyrafinowanie do wywyższania się nie ma nawet jak porównać.
To tak jakby porównywać salon do stajni :)
-
No wlasnie...wiec moze problem lezy po ,,ichniej" stronie, ze Ci ludzie, ktorzy czesto okreslaja mnie mianem wywyzszajacego sie tak naprawde sami nie maja zadnych ambicji i ich szczypie wszystko w oko, co nosi chociaz slad jakiejkolwiek ambicji czy wysilku...i to mnie przeraza jak ,,zdziczec" moze spoleczenstwo ale od czego to sie bierze, to ja juz nie wiem, chyba od za duzej ilosci telewizorow w domach :).
-
Czyż to nie jest "ichnia" bajka ?
Czyż nie lepiej zająć się swoją ?
I dając przykład - zainspirować "ogół" ;)
-
Lepiej :). Ale jakos trzeba egzystowac posrod ludzi a jak na codzien masz taka jazde to albo wchodza w gre karmiczne obciazenia...albo co mi podpowiada intuicja, trza zmienic otoczenia tudziez kraj :). Do czego zreszta daze po malu ale skutecznie... :).
-
Dotarlo do mnie czemu mam taki zgrzyt miedzy ludzmi. Ja po prostu...nie jestem zbyt towarzyski i chetny do dzielenia sie. Lubie wygode i robienie wszystkiego po swojemu a to przewaznie ludziom sie nie podoba, szczegolnie tym zyjacym skromniej ode mnie, nie majacym tyle srodkow i mozliwosci. I to tez mnie tak meczy bo przebywanie z takimi osobami sciaga mnie energetycznie na poziom, od ktorego raz na zawsze chce sie uwolnic. Ciagnie mnie do gory, do ludzi jeszcze bardziej zaradnych, bogatszych i majacych mozliwosci, cieszacych sie zyciem i zwracajacych uwage przede wszystkim na swoje potrzeby a nie na iluzoryczny altruizm wzgledem innych.
-
I kolejna obserwacja :).
Czesto slysze, ze wywyzszam sie. A dlaczego? Ano dlatego, ze np. nie chce przyjac takiej a takiej pracy, bo mi warunki nie odpowiadaja itp. A ja po prostu nie dam sobie w kasze napluc. Obserwuje, ze Polak - czy to u siebie czy to za granica - wezmie kazda, nawet najpodlejsza prace. Polak przyniesie, Polak poda, Polak zrobi. I to tyle. Mowi sie mu do widzenia. I to jest jak dla mnie duzy blad! Nie szanujemy siebie, nie doceniamy naszych mozliwosci! Przez lata wyrobilismy sobie opinie ludzi, ktorzy zgodza sie niemal na wszystko byleby przetrwac.
Ciszymy sie z byle czego ale w tym negatywnym obliczu podczas gdy w ogole nie umiemy stawiac na swoje. I tak to sie ma w stosunku do osob, ktore u nas chca cos wiecej, ktore nie godza sie na wszystko. I powstaja epitety pod adresem tych osob - nierob, osoba wygodna, wyniosla, nietowarzyska.
-
dopóki walczysz z tym w sobie w taki sposób dopóty będziesz tak postrzegany
-
Ja nie wlacze z tym w sobie tylko z ludzmi, ktorzy mnie tak postrzegaja.
-
dopóki walczysz w taki sposób z ludźmi którzy Cię tak postrzegają to będziesz tylko to wrażenie wzmacniać
-
What's the solution then? :)
J sobie mysle, ze u nich musi mnie cos prowokowac ze sie stawiam. A to co mnie u nich proowuje, to ixh krytyczna i czasem wrecz chamska, prostacka krytyka graniczaca z bezczelnoscia czyli pewnoscia siebie oparta na blednym przekonaniu, ze to oni sa gora (bo jest ich wiecej po prostu).
-
What's the solution then? :)
Uwolnić się od wzorców walki. Bo do walki trzeba dwojga. Jak jedna strona odpuszcza to druga nie ma o co "zaczepić".
-
Ale oni chca walczyc :). I co ciekawe, im bardziejj wygrywam, oni jeszcze bardziej sie zloszcza.
-
What's the solution then? :)
J sobie mysle, ze u nich musi mnie cos prowokowac ze sie stawiam. A to co mnie u nich proowuje, to ixh krytyczna i czasem wrecz chamska, prostacka krytyka graniczaca z bezczelnoscia czyli pewnoscia siebie oparta na blednym przekonaniu, ze to oni sa gora (bo jest ich wiecej po prostu).
Jak odpuścisz walkę z nimi to przestaniesz zauważać ich prowokacje i na nie reagować. Będzie Cię to tyle obchodziło co zeszłoroczny śnieg. Nawet jak się "zaplują" ze złości to i tak cię to nie ruszy. :)
-
Ale oni chca walczyc :). I co ciekawe, im bardziejj wygrywam, oni jeszcze bardziej sie zloszcza.
A czemu Ci zależy na wygrywaniu z takimi ludźmi? Co z tego masz?
-
Ze nie daje po sobie jezdzic plus to, ze osiagam w swiecie materialnym, to co chce.
-
pkrl5758
Ale ty trochę po nich jeździsz ?
-
Ze nie daje po sobie jezdzic plus to, ze osiagam w swiecie materialnym, to co chce.
To całkiem sporo :) Masz konkretne profity z tej walki :)
A jakie są koszty Twojej wygranej?
-
pkrl5758
Ale ty trochę po nich jeździsz ?
Jesli trza, to tak :). W kasze napluc sobie nie daje.
-
To całkiem sporo :) Masz konkretne profity z tej walki :)
A jakie są koszty Twojej wygranej?
Czasem mam wkurzenie ostre. I coraz bardziej zauwazam, ze czas na zmiane miejsca zamieszkania. Tutaj ludzie sie nie zmienia wiec wole zmienic sie ja. Chcialbym sie poczuc, ze zyje w otoczeniu ludzi przychylnych mi i mojej osobie.
-
Chcialbym sie poczuc, ze zyje w otoczeniu ludzi przychylnych mi i mojej osobie.
Tak. Wspierające otoczenie rzeczywiście dużo ułatwia. :)
-
być może dopiero przy zmianie otoczenia zobaczysz na ile się od tego uwolnisz, na ile to samo odtworzysz, a na ile role się odwrócą
-
być może dopiero przy zmianie otoczenia zobaczysz na ile się od tego uwolnisz, na ile to samo odtworzysz, a na ile role się odwrócą
Tez tak czuje. Chyba ze tutaj w Polsce znajde odmienne srodowisko w co watpie bo troche juz po kraju jezdzilem i wszedzie domnuja podobne wzorce...
-
chyba dopiero gdy wyjedziesz z tego kraju zobaczysz ile z tego co widzisz wokół i z czym tak walczysz, nosisz w sobie ; )
niezależnie od tego co wybiera ogół żyjący wokół mnie, wybieram i przyciągam zadowolenie i życzliwość
-
chyba dopiero gdy wyjedziesz z tego kraju zobaczysz ile z tego co widzisz wokół i z czym tak walczysz, nosisz w sobie ; )
niezależnie od tego co wybiera ogół żyjący wokół mnie, wybieram i przyciągam zadowolenie i życzliwość
Mnie to jakos nie wychodzi. Przez dlugi czas bylem mily i to nie dawalo rezultatow. Poza tym meczy mnie to, co dzieje sie u nas pod wzgledem gospodarczo-ekonomicznym. Lubie wygode i plynnosc finansowa, oraz mozliwosc zarabiana na tym, co akurat mi przychodzi do glowy.
-
jeżeli masz takie przekonanie że Ci to nie wychodzi to zmiana otoczenia może na niewiele się zdać:
niezależnie od tego co wybiera ogół ludzi na świecie wybieram i przyciągam zadowolenie i życzliwość...czyli np. zmieniam miejsce zamieszkania na takie w którym tego łatwiej doświadczam
niezależnie od wyborów tych, którzy wybierają męczenie się, narzekanie , pretensje, niewygody, niezadowolenie, nieżyczliwość i blokady finansowe, rezygnuję teraz z ich towarzystwa oraz wszystkiego tego co mnie przy nich trzymało oraz co od nich przejąłem, akceptuję ich wybory, zamiast walki z nimi wybieram i przyciągam beztroskę, wygodę i płynność finansową
wszędzie są różni ludzie więc gdziekolwiek pojedziesz będzie to aktualne:
niezależnie od tego co wybiera ogół żyjący wokół mnie, wybieram i przyciągam zadowolenie i życzliwość
-
Pozytywne myslenie jest wazne ale nie da sie pominac kwestii np. zwiazanych z biurokracja czy ulatwieniami gospodarczymi. Za tym tesknie.
-
pozytywne myślenie wiąże się z pozytywnym działaniem i w efekcie np. pewną zmianą otoczenia na dwa sposoby:
czyli dokonywania zmiany tego otoczenia w którym się jest, albo zmiany na inne bardziej pasujące nam otoczenie
-
No :). Czyli np. wyjazd :).
-
jedni jakby bardziej mają zdolność przyciągania, a inni jakby bardziej są przyciągani, pierwszych blokuje bardziej przywiązanie do ludzi, a tych drugich do miejsca?
zawsze pozostaje też rozwijanie niezależności ; )
-
Tak, jest cos takiego. Ja niby jestem w jakims stopniu przwiazany do miejsca ale juz od dawna czuje, ze potrzeba mi zmian bo czuje, ze w miejscu, gdzie zyje i mieszkam, mam dosc male pole manewru. A wole zagranice z dwoch powodow: przewaznie o wiele wyzszy stopien egzystencji materialnej i o raczej wiecej ludzi myslacych nieszablonowo. Oczywiscie to sa troche takie ogolniki ale jednak cos w tym jest :).
Po prostu potrzebuje zmiany i swiezosci, ktorej tutaj mi juz brakuje od dluzszego czasu :).
i ogolnie odnosze takie wrazenie, ze im dalej na Zachod, tym wiecej kreatywnosci i prosperity, takiej jakby checi do dzialania. Nawet jak jezdze do zachodniej czesci Polski, to widze zmiane sposobu myslenia ludzi (mieszkam po prawej stronie Wisly patrzac na mape :) ) - ja tak sobie glosno mysle, ze to mialo swoje przelozenie z tym, co kiedys dzialo sie na tamtych ziemiach i teraz ludzie maja tego efekty.
-
w sumie to przyciąganie i bycie przyciąganym może się odbywać na dwa sposoby: bierny i aktywny : )
na danym terenie jedni wchłaniają a inni dominują, podobnie jedni wyjeżdżają, by być wchłoniętymi a inni by znaleźć nowe pola dominacji ; )
wpływy i ciągoty takie czy inne to chyba zależałyby od układów rodzicielskich ( silna/słaba matka, silny/słaby ojciec ) i ich czterech kombinacji
-
w sumie to przyciąganie i bycie przyciąganym może się odbywać na dwa sposoby: bierny i aktywny : )
na danym terenie jedni wchłaniają a inni dominują, podobnie jedni wyjeżdżają, by być wchłoniętymi a inni by znaleźć nowe pola dominacji ; )
wpływy i ciągoty takie czy inne to chyba zależałyby od układów rodzicielskich ( silna/słaba matka, silny/słaby ojciec ) i ich czterech kombinacji
O tych rodzicielskich powiazaniach to nie slyszalem...napiszesz cos wiecej?
-
ja też nie słyszałem haha, teraz tak się nad tym zacząłem zastanawiać ; )
ogólnie matka wiązałaby się z domem i rodzinnym miejscem, a ojciec ze światem, działaniem i podbojem?
-
w sumie to do każdego tematu można podejść egzaminując na początek naszych wewnętrznych rodziców, czyli jakieś poczucie duszenia się tutaj i pragnienie zmiany, czy tęsknota za czymś, albo lęki z drugiej strony, bezradność , czy przywiązanie do pewnego typu ludzi, może pochodzić zwyczajnie od jednego z nich, do tego oczywiście każdy rodzic ma męską i żeńską część czyli może się okazać, że takie czy inne pragnienie, albo związki z ludźmi których teraz nie lubimy pochodzą od jednego z dziadków, który np. bardzo lubił popić sobie i przy wódeczce ponarzekać na ten kraj z kolegami w barze, chciał nawet wyjechać, ale nie zdążył i skończyło się na gadaniu: D
-
W moim przypadku o narzekaniu mowy nie bylo.
Z obyswu domow, zarowno po matce jak i po ojcu, linia meska to byli zolnierze badz ludzie hardo trzymajacy zycie za cugle. Rowniez kobiety byly silne i mocne, niektore ekspansywne, inne bardziej ,,miekkie" ale np. z bogatych domow, ze sluzba, a wczesniej prawdopodobnie z rodzin szlacheckich (nie potwierdzone).
Moj ojciec o dziwo jest slabszy od matki ale nie przejalem po nim akurat tej cechy - jestem dominujaca i bardzo nieustepliwa, uparta osoba i to powoduje, ze tak wkurzam sie na brak prosperity, jakiej ja bym chcial zaznac tutaj. Podobaja mi sie starsze czasy, gdzie facet to byl facet i jak walna piescia w stol, to dziala sie jego wola (w przenosni).
-
A co do duszenia sie, to mnie ,,dusi" nasze spoleczenstwo, jego przyzwyczajenia, mentalnosc itp. Np. chocby roznica w odbiorze kultury wyzszej. Bedac w miesatach za granica bez trudu znajdowalem na srodku tygodnia wydarzenia, ktore spokojnie zadowalaly moje gusta. Bedac czasem w Warszawie czy innym wiekszym miescie polskim mialem czasem trudnosci z wybraniem czegokolwiek (pomijam tutaj imprezy typu kino czy bary bo do kina, z uwagi na badziewaisty repertuar prawie nie chodze, a bary to wiadomo, nie ten wiek juz i ogolnie nie przepadam).
Czasami obserwuje, czytam co sie tam dzieje i np. wzrost popularnosci muzyki disco polo....no po prostu az mnie zaczyna trzasc. Ja rozumiem, ze na wsi, gdzie ludzie zyja bardziej prosto taka muzyka moze sie podobac ale jak czytam, ze na koncerty przychodzi iles tysiecy luda i to w sredniej wielkosci miastach typu Bialystok, Lublin czy Bydgoszcz no to po prostu rece mi sie zalamuja.
Albo czytalem niedawno o badaniu, ktore mialo na celu wykazac, jak spedzaja czas studenci w polskich miastach. Z owego sondazu wynikalo, ze ok 40 procent studentow w ogole nie wychodzi w czasie wolnym zakademikow, tylko tam spedza swoj wolny czas. Masakra. I to sie odbija na tym, jak sie zyje posrod takiego spoleczenstwa.
Podsumowujac, czuje sie w Polsce zle. Nie widze tutaj szybkiej szansy na zmiane mentalnosci, glownie przez warunki gospodarczo-ekonomiczne. Ludzie nie majac wiekszych perspektyw lubuja sie w tym, co ich otacza a ze otacza nas niestety mniej lub bardziej wyrafinowana tandeta, to i obyczaje nie sa najwyzszych lotow.
-
I dlatego tez nie ukrywam przed ludzmi, ze prace typu praca za barem, w jakies zawodach podstawowych typu przenoszenie towarow w hipermarkecie czy praca w jakims niespecjalistycznym sklepie to sa zajecia dobre dla studentow i ludzi z tzw. nizim spolecznych, ktorzy nie maja wiekszych ambicji a nie dla kogos, kto dazy do tego, aby cos osiagnac itp. A ze w Polsce z uwagi na warunki jakie sa nawet czesto ludzie ze specjalistycznym wyksztalceniem laduja w takich miejscach, to niektore osoby moj sposob myslenia doprowadza do furii (bo uwazaja, ze nimi gardze; co jest o tyle rpawda, ze pogardzam takim traktowaniem ludzi w takich miejscach a nie samymi ludzmi tam pracujacymi ale tez nie przepadam za przebywaniem z takimi osobami z uwagi na to, jak te osoby zyja i jak narzekaja przez to jakie zycie prowadza).
Ale mam to gdzies. Nie chce mieszkac w kraju, w ktorym panuja takie warunki i taka mentalnosc. Pieniadze i pozycja spoleczna niby szczescia nie daja (jak mowi przyslowie), ale jednak znacznie pomaga uwolnic sie od wielu przyziemnych spraw, ktore naprawde potrafia umeczyc czlowieka.
-
I jak, już wiesz gdzie i kiedy jedziesz?
-
narazie szukam, wysylam CV :). Spokojnie, wole chwile dluzej sie przemeczyc i znalezc cos konkretnego niz zasilac ,,armie" harujacych za kilka funtow/h emigrantow z krajow bylego bloku komunistycznego (nawet za cene ciezszej na poczatku pracy). Mi zlaezy na zdobyciu pozycji spolecznej, a nie tylko pieniedzy.
-
I dlatego tez nie ukrywam przed ludzmi, ze prace typu praca za barem, w jakies zawodach podstawowych typu przenoszenie towarow w hipermarkecie czy praca w jakims niespecjalistycznym sklepie to sa zajecia dobre dla studentow i ludzi z tzw. nizim spolecznych, ktorzy nie maja wiekszych ambicji a nie dla kogos, kto dazy do tego, aby cos osiagnac itp. A ze w Polsce z uwagi na warunki jakie sa nawet czesto ludzie ze specjalistycznym wyksztalceniem laduja w takich miejscach, to niektore osoby moj sposob myslenia doprowadza do furii (bo uwazaja, ze nimi gardze; co jest o tyle rpawda, ze pogardzam takim traktowaniem ludzi w takich miejscach a nie samymi ludzmi tam pracujacymi ale tez nie przepadam za przebywaniem z takimi osobami z uwagi na to, jak te osoby zyja i jak narzekaja przez to jakie zycie prowadza).
Ale mam to gdzies. Nie chce mieszkac w kraju, w ktorym panuja takie warunki i taka mentalnosc. Pieniadze i pozycja spoleczna niby szczescia nie daja (jak mowi przyslowie), ale jednak znacznie pomaga uwolnic sie od wielu przyziemnych spraw, ktore naprawde potrafia umeczyc czlowieka.
Zgadzam się z powyższym.
-
Nawet teraz, jak czytam, ze sie zgadzasz, to chce gdzies wewnetrznie przepraszac za to, co sadze i czuje na temat panujacych tu warunkow i mentalnosci. To jest ten wzorzec, ktory mnie meczy bo gdzies przez cale zycie, od dziecka. probowano mnie ulozyc pod te ,,zachowania", wzorce biedy, podporzadkowania sie tej wszedobylskiej biernosci. Ale wiem, ze to jest niewlasciwe, ze mam prawo do prosperity i moc, aby ja osiagnac jednoczesnie bedac fair wobec innych :).
-
nie wiem czy problem jest w polsce i polskiej mentalności, czy wynika to po prostu z kilkudziesięciu lat dorobku cywilizacyjnego i ustanowionych dawno i zacieśnianych wspólnych więzi gospodarczych tamtych państw (efekt synergii), w kapitaliźmie jest prawo silniejszego
jeśli chodzi o ich świadomość, nie wiem czy przeciętny brytyjczyk tak znowu błyszczy przedsiębiorczością , ludzie tam wychowani mają jednak na pewno większą świadomość wolnorynkową że to tak nazwę ale cała masa jest tylko bezmyślnymi konsumentami
wiecie gdyby wszyscy zaczynali 25 lat temu od 0 to ciekawe jaki byłby wynik.
-
nie wiem czy problem jest w polsce i polskiej mentalności, czy wynika to po prostu z kilkudziesięciu lat dorobku cywilizacyjnego i ustanowionych dawno i zacieśnianych wspólnych więzi gospodarczych tamtych państw (efekt synergii), w kapitaliźmie jest prawo silniejszego
jeśli chodzi o ich świadomość, nie wiem czy przeciętny brytyjczyk tak znowu błyszczy przedsiębiorczością , ludzie tam wychowani mają jednak na pewno większą świadomość wolnorynkową że to tak nazwę ale cała masa jest tylko bezmyślnymi konsumentami
wiecie gdyby wszyscy zaczynali 25 lat temu od 0 to ciekawe jaki byłby wynik.
Duzo racji w tym, co napisales, ale mnie chodzilo przede wszystkim o te wzorce biedy i zle rozumianej pokory, ktore powoduja, ze rzdanie czegos wiecej jest zle widzianie (podobnie, jak to ze nie dzielimy sie ad hoc wszystkim, co mamy tylko z powodu tego, ze zyejmy w jakims spoleczenstwie). W Polsce panuje taki jakby przeniesiony z malego miasteczka czy wrecz wsi zabitej dechami zwyczaj, ze wszyscy maja zyc podobnie, wszystkim sie dzielic, i nie wychylac sie poza dozwolone minimum. Bo to budzi automatycznie zazdrosc i zlosc. Ale tak czy tak mi to przeszkadza, wiec robie teraz wszystko aby to zmienic.
-
I jeszcze tak cos na zakonczenie.
Nie wiem, jak to jest w innych panstwach ,,bogatego " Zachodu bo jak dotad jezdzilem tam wylacznie jako zwiedzajacy, ale z opowiesci i relacji ludzi, ktorzy tam zyja i wyemigrowali za chlebem (a ma ich niemal dzis kazdy) slyszalem, ze nie panuje tam (oprocz emigrantow oczywiscie) typowo zlosliwa postawa zazdrosci czy patrzenia, jak ktos zyje, gdzie i z kim mieszka itp. W Polsce odkad pamietam, przy blizszej znajomosci ludzie zaczynali pytac mnie o to, jak zyje itp. na co grzecznie i na luzie opowiadalem im jak sie sprawy maja. Nie minal dlugi czas, jak dowiadywalem sie, od innych ludzi lub od nich oosbiscie, ze krytykowany byl moj sposob zycia poniewaz (wymienial tu wylacznie kilka wariantow):
-mieszkam z rodzina (w czasach, gdy mieszkalem z rodzicami moi znajomi dziwili sie [ conajmniej, bo spotykaly mnie bardziej natarczywe tresci] czemu nie mieszkam jak wiekszosc z innymi mlodymi ludzmi a na odpowiedz ze jest mi tak lepiej, wygodniej tudziez potrzebuje swojego miejsca lecialy epitety pt. niesamodzielny, nietowarzyski, niedostosowany itp.
-dlaczego nie chodze na imprezy gdzie inni chodza (odppwiedzi podobne do tych powyzej plus to, ze widocznie mam o sobie wyzsze mniemanie i dlatego nie lacze sie z innymi)
-dlaczego nie pracuje jak wiekszosc np. w tzw. normalnej pracy typu sklep, biuro, etat itp. (tutaj njaczesciej lecialy okreslenia typu nierob, niedostosowany, wygodny, unikajacy ciezkiej pracy itp.)
Moglbym tak wyliczac sporo. Tylko po co. Mnie zastanawia i meczy fakt, ze u nas patrzy sie ludziom na rece doslownie we wszystkim, co ludzie robia. Z relacji osob, ktore juz wyemigrowaly bardzo czesto slysze, ze tam absolutnie nikt nie interesuje sie czyims zyciem prywatnym. Na pewno ludzie obgaduja siebie (bo jest to typowo ludzka cecha), jednak nie odbywa sie to w tak zlosliwy sposob, jak u nas. Odnosze tez wrazenie, ze tam ludzie po prostu nie interesuja sie zbytnio innymi w sensie ich zycia prywatnego, chyba ze sa ze soba blisko zwiazani (co normalne).
Watpie, aby byla to wina kulejacej ekonomii. raczej kulejacej kultury osobistej (malo powiedziane) plus szereg obciazajacych wzorcow typu zazdrosc, zlosc, niechec do podjecia wysilku, liczenie na innych, i dziesiatki innych.
No coz, wydaje mi sie, ze to chyba nie ja mam arystokratyczne obciazenia :). A jesli nawet, to wole byc arystokrata niz plebsem zachowujacym sie jak nie powiem kto :).
-
medżikowsky,
wiecie gdyby wszyscy zaczynali 25 lat temu od 0 to ciekawe jaki byłby wynik.
,
Gdyby w gre wchodziło jakies 50 lat do tyłu - wynik mógłby byc mało przewidywalny.
Ale gdyby 25 lat temu wszyscy by równo zaczynali ? Polacy by wygrali !
Zdecydowanie.
-
pkrl, moim zdaniem wysuwasz zbyt daleko idące wnioski co kultury osób na zachodzie , mam małe 1,5 roku doświadczenie w emnigracji na wyspach, faktycznie jakieś róznice kulturowe istnieją, panuje pewien luz co do tego jak cie inni widzą, czyli jest wieksze przyzwolenie na dowolność przejawiania sie zewnetrznie (co widac choćby po ilości zniewieściałych facetow ) , no w PL za "takie rzeczy" to w zależności od miejsca czy śrendie miasto, Nowa Huta czy centrum wawy mogą być różne konsekwencje ;)
ale poza tym, w kontakcie na pozimoie znajomych- bo w takich relacjach po czasie byłem , z polakami tylko mieszkałem, to ci ludzie byli tacy sami jak przeciętna polska jednostka i w razie potrzeby potrafią na prawde wpieprzać się w twoje sprawy, obgadywać itd choć ogólnie ludzie byli "fajni"; ) Czyli te różnice są tak an prawde troche fasadowe, zewnętrzne. Oni nie są bardziej rozwinięci od polaków i gdzies to ego musi w końcu wyleźć ;)
Podobnie fasadowa była na początku uprzejmość i wyuczona otwartość, jednak duża nieufność w stosunku do gościa, który nie wiadomo skąd jest, czego można się spodziewac itd powiem brutalnie- wpuścili byście do domu rumuna ? ;) dla nich polska to rumunia. gdy się z nimi poznałem było juz jednak na prawde fajnie, ale bariera nieufności z ich strony była mocna na początku. jednak dodam, że to był rok 05 i 06/07, czyli można powiedzieć- początki polskiej emigracji.
-
z polakami tylko mieszkałem
Wlasnie dlatego mam dosc Polakow.
-
jakis czas temu oglądałem taki program (przejadł mi się juz) "come dine with me", interesował bo zabawny i ze względu na różne charaktery i krotki, na bbc entertainment , obejrzyj to bez wyjeżdżania zobaczysz ile niektórzy w UK mają kultury, życzliwości itd ;)) zaskakująco duży % przed nowo poznanymi osobami, przed kamerami raptem kilka godzin nie mogą powstrzymać się od niepohamowanej zawiści, hamstwa itd a nie jest to jakiś kompletny plebs tylko normalni ludzie... dla mnie ta inna mentalność to chyba jest mit, albo zbyt dawno mnie tam nie było... kwestie materialne i brak narzekania z tego powodu- tu na pewno musi być inaczej.
-
Wlasnie dlatego mam dosc Polakow.
miałem na myśli, że nie pracowałem z polakami, a nie że nie byli moimi znajomymi
najfajniejsza osoba jaką poznałem na cąłym wyjeździe to był własnie gośc akurat z nowej huty z ktorym mieskzalem ktory sie do nas wprowadził :))
-
Przeprowadzając się gdzieś nie uzdrowiwszy tego co tutaj nie pasuje, zabieramy bagaż ze sobą. Nie cały. Ale jednak :(
-
A masz pomysl, co tak ludzi tutaj wkurza we mnie?
-
Define "ludzi" i "wkurza" ;)
-
No czemu ludzi wkurza ta moja postawa typu ,,robie wszystko po swojemu". Trudno mi to zdefiniowac bo ja samemu tego nie rozumiem. Nigdy nie mialem takich zachowan w sobie typu dluzsza zazdrosc, gniew czy chec wtracania sie do czyjegos zycia. Cenie sobie prywatnosc, uczciwosc, pracowitosc, honor i tego typu. Ale ludzi to wkurza. Bo sie nie ,,grupuje", nie kracze jak inni.
Moze sa tu jacys "arystokraci" i "wojownicy" z taka karma to powiedza cos na ten temat?
-
Cenie sobie prywatnosc, uczciwosc, pracowitosc, honor i tego typu. Ale ludzi to wkurza.
- Wątpię :)
Wątpię, zeby to ludzi wkurzało.
Są tacy ?
-
A czemu w to powatpiewasz? Znasz mnie, wiesz jak zyje na codzien?
-
Nie.
Ale wątpię, żeby uczciwość, pracowitość, etc ludzi mogła wkurzać.
-
Ja tez watpie, ale jednak....a byc moze chodzi o to, jak do tego podchodze. A podchodze bardzo konkretnie i nie lubie zbaczac z raz wyznaczonego kursu. I jestem DIABELSKO uparty kiedy idzie o forsowanie moich pomyslow. Mozliwe, ze kiedys bylem dyktatorem :).
-
Haha :))
Albo dyktatora musiałeś słuchać ;)
Ale ale.
Czyz nie wspominałeś, że bardzo prawdopodobne jest to, ze to twoje pierwsze wcielenie ?
-
Tutaj, teraz? Chyba nie jednak :).
-
ja cię rozumiem pkrl z tymi ludźmi, mam podobne nastawienie jesli chodzi o nie wtrącanie/ interesowanie , mnie oni z resztą szczerze nie interesują, chyba to ich właśnie boli, tak to odbierają, że nie są interesujący itd
"ludzie"= ci z którymi nie chcę wchodzić w żadne relacje ;)
miałem sesje regresingu w tym temacie, prowadzący na moje słowa, że czuje się od nich wszystkich lepszy powiedział , może i jesteś, co mi otworzyło oczy :) może jestem i tyle, po co ta niepewność że może jednak jestem taki jak oni i tylko się wywyższam, skoro to moje prawdziwe uczucie i krzywdy nikomu nie robię. karma władcy swoją drogą ;)
-
Tez mi sie wydaje, ze mam sporo wcielen ksiazecych czy krolewskich bo odkad pamietam, od malego dziecka, fascynowaly mnie te tematy. Np. jako bardzo maly chlopiec poprosilem ojca aby zrobil mi korone i bawilem sie w krola :). No i to by tlumaczylo moja fascynacje historia odleglejsza w ogole, kiedy jeszcze nie bylo tzw. demokracji i ,,zrownania" praw. No i pozostalosc w postaci impetu, mocy, potencjalu do kreowania. Przeciez sporo z tych osob uwazalo siebie nawet za wcielone bostwo lub reprezntujacego Boga na Ziemi wiec musieli de facto ta emanancje jakos udowadniac. Moze to jakos ciagle bije ode mnie? Tylko mi z tym dobrze, bo mam sile przebicia, nie pozwalam aby ktos jezdzil po mnie lub zatrzymywal sie i poddawal na samym poczatku zadania :). No i ta ,,nietowarzskosc" towarzyszyla mi od ,,zawsze", nie ciagnelo mnie zbytnio do grupowych zabaw, zawsze dobieralem sobie co najwyzej kilka osob i tak mi zostalo do dzis :).
-
co do władców uważam że to leży w naturze tak jak i u pszczół
ktoś musi przewodzić, ten który reprezentuje takie cechy które opisałeś, był akceptowany przez lud i podświadomie wspierany, potrzebny mu (i przekazywał je potomkom)
co do demokracji to jest to stworzony przez umysł, a nie realną potrzebę system i współcześni władcy i "monarchowie" (może poza takimi jak np Putin) nie są kontynuacją tej linii, za to motyw/ archetyp króla/ magnaterii istnieje pod inną postacią i jest tego więcej , bo więcej jest ludzi.
karma władcy jest jedynie z nadużywania władzy a nie z samego faktu bycia na danej pozycji
-
pkr,fascynacja tematem oznacza, ze to cos o czym marzysz, a nie cos, czego doswiadczyles.
Masz problem pt. "więcej o sobie mniemam niż reprezentuje" . Gdybys miał karme szeroko pojętego "szefa" (króla, ziemianina, księcia) -objawiałoby się to nie tym, ze bys się czul lepszy od innych, tylko że ci inni czuliby się gorsi od Ciebie. Za NATURALNE dla nich by było ze masz lepsze-prace, warunki mieszkaniowe, sukcesy......A to, ze się szarpiesz z ludzmi, ze cos Cie tam w nich wkurza oznacza że się z nimi utożsamiasz (są Tobie równi). Bardzo chcesz być kims lepszym, a oni pokazuja ze "nie dla psa kiełbasa", "chlop panszczyzniany na salonach, nie wie gdzie jego miejsce" itd. chcesz od nich uzyskac pozwolenie by tam (pomiędzy arystokrację) trafic i się wkurzasz ze Cie za takiego nie uwazaja, bo ty tak bardzo chcesz........
Ty musisz sobie dac prawo do wszystkiego co najlepsze, a nie oni.....panszczyzniani chłopi musza się nauczyć ze moc jest w nich, krzycząc i tupiąc nie możesz żądać, czegos czego inni nie mają (władzy nad Tobą)
-
No nie dadzą się gościowi poczuć tak jak się czuje ;)
Nie napisałem tego pkrl ale poczułem energie króla od ciebie, na tyle silną że pojawił mi się obraz. Byłeś tu wczesniej jako Zed ?
-
Ty widzisz króla, a ja pańszczyźnianego chłopa. Ile wcielen, tyle twarzy;)
-
Pytanie tylko czy widzisz, czy logicznie uzasadniasz, ze on nie mogl byc krolem (kierujac sie statystyka) :) po wcieleniu krola mozna bylo byc nawet prostytutka.
-
No nie dadzą się gościowi poczuć tak jak się czuje ;)
Nie napisałem tego pkrl ale poczułem energie króla od ciebie, na tyle silną że pojawił mi się obraz. Byłeś tu wczesniej jako Zed ?
Nie. A co dokladnie poczules?
-
Ty widzisz króla, a ja pańszczyźnianego chłopa. Ile wcielen, tyle twarzy;)
Cos wiecej? :)
-
Pytanie tylko czy widzisz, czy logicznie uzasadniasz, ze on nie mogl byc krolem (kierujac sie statystyka) :) po wcieleniu krola mozna bylo byc nawet prostytutka.
Bardziej intuicja, odczucia.
-
A co dokladnie poczules?
Takiego gościa na tronie , który był królem. Za krótko by wyłoniły się szczegóły. Taka męska energia bez dodatku żeńskiej. Chyba dosyć osamotniony był.
-
Takiego gościa na tronie , który był królem. Za krótko by wyłoniły się szczegóły. Taka męska energia bez dodatku żeńskiej. Chyba dosyć osamotniony był.
Dobrze odczules :). Tak sie czuje w chwili obecnej choc samotnosc nie doskwiera mi juz tak bardzo. Nawet lubie ja bo nie pasuje mi typowo polski model spedzania wspolnego czasu itp.
W ogole mi nie pasuje dzisiejszy zworzec mezczyzny jako takiego zniewiescialego, prawie ze zenskiego chlopaczka, ktory nadskakuje kobiecie i ktory nie umie walnac piescia w stol. Facet to ma byc facet i tyle w tym temacie :). Znamienne, ze wyjezdzajac za granice po kilku dniach mialem juz kontakty z plcia przeciwna (lacznie z seksem), tutaj trudno mi w ogole wejsc w jakikolwiek kontakt z plcia przeciwna. Znamienne wedlug mnie bo mowi sporo o wzorcach jakie ludzie maja u nas w kraju. Zreszta podobnie odnosilo sie to w ogole do kontaktow z ludzmi i relacji.
-
Znamienne, ze wyjezdzajac za granice po kilku dniach mialem juz kontakty z plcia przeciwna (lacznie z seksem), tutaj trudno mi w ogole wejsc w jakikolwiek kontakt z plcia przeciwna
lol, inspirujące, chyba tez musze wyjechać ;)
tez mi przypomniałeś, że co do płci przeciwnej to też miałem tam przyjemnośc mieć kontakty z dziewczynami innej narodowości i różnica jest, chyba też powierzchowna-komunikacyjna, ale jednak znacząca, że zdziwił mnie luz w kontaktach i że nie muszę się silić na to na co musiałem zazwyczaj w PL. NIE BYŁO TEJ GRY.
To jedź pkrl, afirmuj, bo jednak coś cię podświadomie trzyma- musisz zobaczyć co. PEWNIE JAKAŚ KARMA Z KIMŚ i ew. kwestie finansowe. Pisałem że jak mi zaczęła puszczać karma, to energetycznie czuję luz co do wyjazdu i inspiracje, kierunek, związaną z tym harmojnię, łatwość itd
Generalnie jak zaczniesz prace nad sobą i coś zacznie wyłazić, to trafisz na te kluczowe kwestie, ważne by zacząc.
-
lol, inspirujące, chyba tez musze wyjechać ;)
tez mi przypomniałeś, że co do płci przeciwnej to też miałem tam przyjemnośc mieć kontakty z dziewczynami innej narodowości i różnica jest, chyba też powierzchowna-komunikacyjna, ale jednak znacząca, że zdziwił mnie luz w kontaktach i że nie muszę się silić na to na co musiałem zazwyczaj w PL. NIE BYŁO TEJ GRY.
To jedź pkrl, afirmuj, bo jednak coś cię podświadomie trzyma- musisz zobaczyć co. PEWNIE JAKAŚ KARMA Z KIMŚ i ew. kwestie finansowe. Pisałem że jak mi zaczęła puszczać karma, to energetycznie czuję luz co do wyjazdu i inspiracje, kierunek, związaną z tym harmojnię, łatwość itd
Generalnie jak zaczniesz prace nad sobą i coś zacznie wyłazić, to trafisz na te kluczowe kwestie, ważne by zacząc.
Spoko :).
Mnie tu raczej trzyma jeszcze wylacznie to, ze mam swoja wlssna chalupe w ktorej moge robic co mi sie tylko podoba plus w miare stabilne zarobki a wyjezdzajac raczej wlasnej chalupy miec na poczatku nie bede no i wiadomo, ze trza sie postarac aby dorwac tam w miare godziwa robote bo nie usmiecha mi sie robota w kuchni czy fabryce i teraz pracuje nad tym, aby tak wlasnie nie bylo.
A z ciagot to wlasnie cos tam mnie ciagnie :).
Generalnie lubie wygode i materialne zycie na konkretnym poziomie i chce sie o to postarac tam, bo tu raczej na dluzej miec tego nie bede (patrzac co dzieje sie z gospodarka i ludzmi u nas).
-
Ja pamiętam (na emigracji) w pewnym momencie miałem sam chałupe cała dla siebie + znajomi (dwójka z małymi dziećmi) zostawili mi na 3 tygodnie drugą 200m dalej :) 2 wielkie chaty całe dla siebie ! Moja podśiwadomośc lubi przestzreń :) Pamiętaj, jak tu masz jedną, to tam możesz mieć 2 !
Ale skoro wolisz tą chałupe w PL, to nie będe cię namawiał na wyjazd ;)
-
Nie o to chodzi :). Po prostu chce tam pokombinowac, zeby moc tam od razu wynajac sobie studio czyli kawalerke. Wiesz, jakos nie lubie na dluzej miec wspolokatorow. Na starcie jest zawsze ok bo nowi ludzie, imprezy i takie tam ale jak sie szybko mecze ludzmi i lubie miec przestrzen wylacznie dla siebie :). I jak najbardziej mysle, ze mozna miec 2 albo i wiecej domow, bo czemu by nie :).
Ale podstawa to znalezienie konkretnej roboty. Plan jest taki, ze jesli nie wypali mi tam znalezienie czegos przyzwoitego, w PL zaczynam nauke zawodu za ktory moglbym zarabiac w miare konkretne pieniadze. Po ok. dwoch latach konkretnej praktyki wydaje mi sie, ze bede posiadal umiejetnosci aby moc samodzielnie wykonywac ten zawod a co za tym idzie, moc jezdzic z nim i zatrudniac sie za granica.
Podstawa to dobre przygotowanie sie do wyjazdu. Mam sporo znajomych co pojechali na pale...i niestety wielkich sukcesow nie osiagneli. Czyli widac musze pocwiczyc moja cierpliwosc i konsekwentnosc w dazeniu do branego celu :). Bo az mnie nosi do wyjazdu ale co nagle to po diable jak to mowia :).
-
Plan jest taki, ze jesli nie wypali mi tam znalezienie czegos przyzwoitego, w PL zaczynam nauke zawodu za ktory moglbym zarabiac w miare konkretne pieniadze. Po ok. dwoch latach konkretnej praktyki wydaje mi sie
odradzałbym iście taką pokrętną drogą, no chyba , że i tak tkwisz bo nie widzisz wyjścia i nie masz co robić, to MOZE jakoś pomoc, ale jako strategia/ jedyne wyjście do wyjazdu to może cię to wyprowadzić na manowce, stracisz czas i możliwości które są tam aktualnie. nie wyobrażasz sobie tego teraz, ale ktoś może dostrzedz w tobie potencjał i przyuczyć do zawodu tam gdy jesteś otwarty na to czego chcesz. oczywiście jak masz nieprzerobione to i owo to wiesz że spotka cie tam syf więc siedzisz. twoją szansą na zrealizowanie jest kreacja, zmiana wyobrażeń i uwolnienie od karmy, moim skromnym zdaniem oczywiście.
przyszedł do mnie taki cytat na tweeterze, teraz
"Plans remain only good intentions unless they immediately degenerate into hard work"
-
Jakos nie usmiecha mi sie jechac na zmywak, mieszkanie ze studenciakami i czekanie, az ktos mnie zauwazzy. Nie mam zamiaru czekac latami na to, co chce miec teraz. To zostawiam tym, co klepia biede. Bo i tak ja beda klepac. Ja chce i bede miec wygodnie, nawet zebym mial przejsc po przyslowiowych trupach. Tu czy tam, wszystko jedno.
-
Ja piszę o potrzebie oczyszczenia podświadomości , żeby przyszło to co z tobą harmonizuje, a nie o czymś odwrotnym czyli o jechaniu w nieharmonizujące z toba warunki. Na tyle co napisałeś ci podświadomość teraz pozwala. Musisz zrozumieć jak to działa . EOT :)
-
Wiesz, ja nie za bardzo wyczuwam, co mnie moze hamowac. Mi sie po prostu nie podoba ani kraj w ktorym zyje, ani czasy a najbardziej pozycja spoleczna, bo nie daje mi tego, czego porzadam.
-
normalne, że nie wyczuwasz , dlatego to sie nazywa PODświadomość
-
Nie mam zamiaru czekac latami na to, co chce miec teraz.
Świetny cytat i jak najbardziej temacie wątku :D
Kojarzy mi się z "nikt ci nie da tego, co ja ci mogę obiecać" ;)
-
Ja chyba wiem, co Ty miales na mysli, mowiac ze ograniczaja mnie pewne zorce. Tyle ze ja te wzorce bardzo lubie i pozbycie sie ich powoduje u mnie utrate jakby tozsamosci. Mozna to nazwac tak, ze gdybym je odrzucil i zaczal przyjmowac to, co niesie ze soba rzeczywistosc (w ogolnym apsekcie), nawet w Polsce zyloby mi sie o wiele lepiej. Pamietasz, jak gdzies napisalem, ze denerwuje mnie np. dzisiejsza pop kultura? To jest wlasnie jeden ze wzorcow - ja podswiadomie chce dzialac wedlug tego, do czego przyzwyczaila sie (upodobala sobie) moja podswiadomosc poprzez poprzednie wcielenia i nie chce zaakceptowac, ze kultura rozwinela sie w taka a nie inna strone. Rozumiesz? :) Mysle, ze chodzi o takie wzorce. Po prostu podswiadomie nie akceptuje dzisiejszej rzeczywistosci, jest ona dla mnie nieadekwatna do pragnien, ktore mam (a co za tym idzie, potrzeb ktore budowane sa na tych pragnieniach). Chyba dobrze to teraz wytlumaczylem :).
-
Nie wiem czy to co napiszę, jest z " wyższych sfer" ale tak podchodzi:)
W temacie związku odreagowywałam ostatnio temat z związany wżenianiem się w tzw " wyższe sfery", albo przynajmniej dość wysokie;)
Wzorce dziewczyny ( chyba Indie, albo podobne klimaty) gdzie rodząc się w bogatej rodzinie byłam wychowywana " do zamążpójścia", czyli od dziecka
tresowanie i kodowanie przez matkę, jak być wartościową i atrakcyjną kobietą dla przyszłego męża. Bardzo to męczące bo kontrolowana była cała moja kobieca osobowość, jak mam się zachowywać, przejawiać, mówić, siedzieć, chodzić, patrzeć, uśmiechać by mojego przyszłego męża odpowiednio zauroczyć na początku, a potem poddtrzymywać to zauroczenie po zawarciu małżeństwa.
Taka geisza tylko w innej kulturze i w roli żony. Oczywiście chodziło o to, że mam być oczkiem w glowie męża, tak by mieć na niego wpływ. Kobiety nie miały wtedy wiele do powiedzenia, więc ich siła polegała właśnie na takim graniu kobiecością i "subtelnym wywieraniu wpływu".
Cały czas towarzyszyło temu napięcie, presja, że to jest cała moja wartość jako kobiety, partnerki. Jeśli się nie sprawdzę, to jestem do niczego. Chodziło także o honor i pozycję społeczną całej rodziny, więc nie można było zawieść oczekiwań.
Mężczyzna cały czas miał być mną zafascynowany. Oczywiście dotyczyło to także życia seksualnego.
Oczywiście nie miało to nic wspólnego z miłością i harmonią, a chodziło o zwykły układ, sprzedaż córki tak by cała rodzina na tym zyskała. Widziałam, że moja ówczesna matka absolutnie nie wierzyła w miłość, chyba większość kobiet w tej kulturze nie wierzyła. Kobieta była tylko narzędziem, a cała jej siła i wartość leżała w umiejętnościach manipulowania swoim urokiem.
Trochę podobne wzorce mają geisze, tylko , że one muszą być cudowne dla wszystkich, a nie mogły kochać i mieć partnera.
I jeszcze dziewczyny w haremie, które musiały konkurować ciągle z innymi kobietami o względy męża, bo od tego zależało ich życie.
Niestety karmicznie wygląda to tak, że miało się wszystkie te warianty na raz;) Więc duuuuże napięcie.
-
Najciekawsze wzorce arystokratyczne odreagowywałem w konfrontacji kultury Zachodu (Francja, Niemcy) z arystokracją Rosji :)
Początki wdrażania Rosjanek do "wyższej " kultury były trudne :)