Co wiecej, w wiekszosci sytuacji mam racje
He he. Każdy kto się kłóci uważa że ma rację, inaczej by się nie kłócił

Gdzie takie wartosci jak wlasnie honor, zobowiazanie czy uczciwosc wobec zasad odchodza do przeszlosci. Dzis liczy sie bajeranctwo, umiejetnosc kombinowania i takie - jak ja to nazywam - spolegliwosc wobec sytuacji na zasadzie ,,trudno, tak jest i nic nie da sie z tym zrobic".
Obawiam się że taka była rzeczywistość znasznej większości ludzkości przez znaczną większość historii. Na honor i inne romantyczne wartości mogła zwracać uwagę szlachta, która nie martwiła się tym czy będą mieli co jeść na przednówku, albo czy właściciel nie postanowy wychłostać ich syna za to że jest chory i słaby.
Teraz poprostu jesteś w tych 99%

Kazda metoda jest dobra byleby osiagnac cel. Duza sprzecznosc z tym, co powiedzialem wyzej
Czyli z honorem? Bo nie rozumiem.
I gdzie wladza de facto lezy w rekach rzadow, ktore olewaja spoleczenstwo.
A myślisz że Tobie, jako władcy, takie bliskie było dobro niższych ludzi? Zdradliwych, spolegliwych, zapewne też niezgadzających się z Twoją racją, niewdzięcznych i niereprezentujących sobą tego, czego Ten Naród powinien być wzorem?
Gdyby tak było, bardzo wątpię abyś teraz tutaj był...
No i właśnie, odnośnie "supersilnego" ego...
Jedno, że ego które wkurza się aby udowodnić swoje racje nie jest silne, bo jest zależne od tego co mówią inni. Cała para w gwizdek.
Drugie, to że wszelka arystokracja miała zazwyczaj władzę (i rację) z racji;) urodzenia. Książę mówi że noc jest jasna, a kto się nie zgadza to w dyby. Ci ludzie nigdy nie musieli zapracowywać sobie na tę władzę, nie musieli zdobywać poparcia tłumu i nie musieli miec dobrego planu. Coś jak dzieci milionerów... albo kumple polityków w naszych czasach.
Trzecie, za arystokrację wszystko robiono. Więc nie jest to ,,niech moja wola stanie sie cialem" a "ty, ty i ty -- uczyńcie moją wolę ciałem, albo reozrwę was końmi". Nie silna wola, a silne tupanie nóżką.
Silne ego to takie, które realizuje swoje cele, bez względu na wszystko (w tym własne dobro). To o czym Ty mówisz, to raczej ego roszczeniowe i narzucające się.
A co do szabelki, świetna (podobno) buddsty-instruktora wojskowego na kursie na pozwolenie na broń. Lektura obowązkowa dla wszystkich byłych złych króli, którzy chcieliby teraz odzyskać swoją moc. (skrót)
"Od teraz, zadając się z szalonymi lub skłonnymi do przemocy ludźmi, będziesz przegrywał każdą kłótnię. Niegdy nie będziesz miał racji. Będziesz przepraszał że wszedłeś im w drogę. Będziesz przepraszał i przepraszał jeszcze raz. Będzies się wycofywał. Będziesz podkulał ogon. Będziesz im pozwalał wyzywać swoją dziewczynę. Będziesz im pozwalał nazywać swoją matkę dziwką i ku.wą, a ojca ch.jem. Nie masz ego.
Zrobisz to wszystko dlatego, że jeśli rozpoczniesz walkę, będzie już w niej pistolet. I kiedy zaczniesz przegrywać, wyciągiesz go i zabijesz przeciwnika. I nawet jeśli nie pójdzesz za to do więzienia, to będziesz musiał żyć z faktem że mogłeś ocalić komuś życie, ale pozwoliłeś aby twoje ego go zabiło."
http://www.reddit.com/r/politics/comments/qwgca/black_kid_in_fl_shot_and_killed_in_white/c4153a8