Pozytywne Inspiracje
Forum => OFFTOPIC => Wątek zaczęty przez: hydrozagadka w 2011-11-11, 16:29:33
-
Juppi :) Dzisiaj poczułam, jak coś sporego we mnie puściło, w kontekście Boga i jego mocy na ziemi :) a także mojej mocy i moich możliwości.
Dodatkowo, przyszło mi z całą siłą, ze jestem "u siebie" także tutaj, że jestem teraz na właściwym miejscu, we właściwym czasie. Tego typu poczucie :-) choć też nie do końca słowo "właściwy" je oddaje ;)
Bardzo się cieszę :)) i otwieram się na to, by przeniosło mi się to namacalnie do mojego codziennego życia :)
-
Hydrozagadka, ale fajnie :)))
A ja się cieszę, że ten wątek tutaj powstał :))
-
Hydzia super:)
Jak widac praca nad soba dobra bo daje efekty:)
To co napisałaś:
ze jestem "u siebie" także tutaj, że jestem teraz na właściwym miejscu, we właściwym czasie
to bardzo fajne ugruntowanie:) Gratki:)
Ja tez nad tym pracuję;)
-
Hej ja też czuję że jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie i że podążam właściwą drogą (-;
Od jakiegoś czasu czuję w sobie taką fajną moc tworzenia, kreowania, głowę mam pełną pomysłów i mam sporo energii więc chyba czas się wziąść do pracy(-;
-
Kinga, Olga - noo... to jest świetna rzecz, szczególnie po dłuższym i meczącym czasie poczucia "zawieszenia" ;-)
Olaretka - świetnie :)) Ja podobnie. Super uczucie :-)
-
Uświadomiłam sobie, jak wiele radości sprawiają mi cudze sukcesy jesli sa wynikiem czystych intencji, miłości:)
Bardzo mnie wzrusza to, serce otwiera się wtedy jeszcze bardziej na błogosławieństwa, to jest szczęście:) że idziemy w stronę światła, że wychodzimy z mroku naszych iluzji i leków:) Na początku małymi krokami, wsteczne tez sie pojawiają, ale potem świadomość obfitości jaka ma dla nas Bóg gruntuje te wszystkie pozytywne zmiany głeboko i sprawia, że jest jeszcze bardziej bogato w sercu:)a więc i w zyciu codziennym.
-
Olga, bardzo pięknie to napisałaś :))
-
Witajcie nieruchomości! :D
Jakimś cudem dostałem się na taką specjalność(na studiach) na jaką chciałem mimo, że jedynym kryterium wyboru była średnia z wcześniejszych semestrów, a ja ją miałem wyjątkowo tragiczną. Zawdzięczam to pewnie temu, że 22% studentów z kierunku olało sobie sprawę i nie wybrało specjalności w terminie. :P
W kwestiach edukacyjnych zawsze miałem niesamowite fuksy i jakimś cudem zawsze się dostaje tam gdzie chce. Przynajmniej jedna sfera życia zewnętrznego, gdzie mogę mówić o realnych sukcesach :)
-
Gratulacje:)
A to jak, ty jesteś na tym zarządzaniu?
-
Yup, po zrobieniu licencjatu na poprzednim, męczącym kierunku, robię sobie teraz magistra na Zarządzaniu, gdzie też się dostałem fuksem poprzez napisanie testu w którym większość odpowiedzi zaznaczałem losowo lub metodą "coś tam kojarzę" (tylko połowa piszących test się dostała).
Naprawdę mogę się pod tym względem nazywać dzieckiem szczęścia, bo moje lekkomyślnie rzucenie studiów na dwa miesiące sprzed roku skończyło się tym, że jakimś cudem udało mi się wrócić(mimo że dziekan mógł mnie uwalić za ponad 50% nieobecności), pozaliczać wszystko, dowiedzieć się że mogę 100% korzystny kierunek po prostu robić na II stopniu, nawet jeśli I stopień robiłem gdzie indziej, dostać się na specjalność gdzie mam 95% korzystności, a w międzyczasie dostać jeszcze możliwość pracy zdalnej z domu przy wykorzystaniu umiejętności z pierwszego kierunku(a więc przynajmniej te 3 lata nie będą całkowitym zmarnowaniem czasu).
Ah, gdyby w temacie związków mi się tak układało. :P
-
Clint - ale fajnie, gratuluję :)))
-
7-ki albo osoby na punkcie zwrotnym 7 - w temacie wiedzy i egzaminów są zwykle dobrze chronione; nauka to jest ich działka :)
-
To fakt z tymi 7 :)
-
Byłam dzis u Leszka:), nie dośc ze pomyliłam godziny, to zaplatałam sie na osiedlu które znam na pamięć bo to prawie moje osiedle:D
Słusznie moja podświadomośc sie bała patrząc na to co puściło a na czym jej mega zależało:)
Czuje sie wspaniale i znowu powiem to co zwykle, ze kocham Leszka^^
-
Coraz mocniej czuję w moim życiu harmonię, a że ją czuję to zaczynam rozumieć co to jest. To taki stan, że nie pcham się z moimi wibracjami tam gdzie są one inne, i kiedy czuję jakąś potrzebę to zaraz się pojawia ktoś kto na moją potrzebę odpowiada :)))
-
Właśnie wróciłam z WR w Poznaniu. Dawno już nie byłam na takich grupowych warsztatach i tego mi było trzeba :). Temat był świetny - o mechanizmach prowokacji do walk i konfliktow w relacjach z ludźmi. Darek bardzo szeroko i szczegółowo wyłożył Nam temat, wyniosłam z zajęć mnóstwo inspiracji. Sesje też niezwykle intensywne i udane. I poznałam sobiście fajnego harmonijnego aniołka, którego do tej pory znałam tylko z forum :)).
Wogóle temat relacji z ludźmi mnie znowu zaintrygował, widzę teraz jak ważny on jest i uzdrowiony wspiera sukcesy w każdej dziedzinie życia.
-
Co za zbieg okoliczności - też byłem na tych warsztatach i też poznałem osobiście fajnego, harmonijnego aniołka, którego do tej pory znałem tylko z forum :D A właściwie to nawet dwa aniołki, więc jeśli to był jakiś konkurs, to go wygrałem :D
Z sesji jestem bardzo zadowolony, ruszyłem konkretnie kilka ważnych tematów, które mnie ostatnio męczyły - głównie samoocenę, gdzie wychodziły rzeczy już tak skrajnie głupie, że aż śmieszne np. w pewnym momencie czułem do siebie zniechęcenie tak duże, że podjąłem decyzję o unikaniu ludzi, aby ich nie zniesmaczać samą swoją obecnością :P
Przerobiłem też dużo rzeczy z dzieciństwa, sporo "spuścizny" po tatusiu i ogólnie różnych takich DDA'owych kwiatków.
Ogólnie fajna sprawa, jeszcze trochę i naprawdę zacznę się czuć wśród ludzi jako ktoś cenny i wartościowy ;P
-
Kinga
Też by mi się przydał ten temat;)
Bardzo fajne warsztaty pewnie były, rozmazylam się.
Podzielę się, że pierwszą jazdę samochodem mam za sobą i było super fajnie. Miałam radochę jak dziecko:-D
-
łał będziesz kierowcą :-)
ja miałem trochę stresa ale w koncu wszystko poszło dobrze
-
A ja byłem na spotkaniu z Lomi u Danusi Adamczyk i jestem mega zadowolony ;) przy okazji przypomniało mi się o cudownie banalnej metodzie, polegającej na tym że jak zaczyna wywalać do jakiejś osoby, a zostało jeszcze trochę przytomności w tym wszystkim to po prostu fajnie jest wysłać miłość do tej osoby i nagle emocyje już nie straszne a i to co chciałoby się jej powiedzieć zupełnie inne się staje ;D i się pochwalę że duuuużo łatwiej mi tą praktykę stosować ;D
-
Jasiu
fajowo:-)
-
Co za zbiegi okoliczności ;) - ja tez byłam na tych warsztatach w Poznaniu (właśnie dotarłam z powrotem) :D
Clint jednak wygrywa, bo z osób piszących na forum to tylko jednego fajnego aniołka poznałam osobiście :)) Doszło też parę bardzo fajnych osób, które też tutaj pozdrawiam, bo są obserwatorami :))
Również bardzo się cieszę, ze jednak - mimo różnych dylematów, w tym finansowych - zdecydowałam się na wzięcie w nich udziału :) Sesje miałam świetnie poprowadzone, oczyściły się sporo dwa ważne tematy, które mam na tapecie, przejaśniło mi się również w głowie. Dziękuję bardzo! :)))
I chociaż przy jednej z sesji, które prowadziłam, wywalała mi lekka nieprzytomność i plątały mi się zdania ;), to ufam, ze mimo to były one równie korzystne jak dla mnie, tak i dla innych :)
Po prostu - niech wszystkie pozytywne skutki przeniosą się z lekkością i łatwością do codziennego życia, i niech dzieje sie to co najlepsze, zgodnie z ND :) Otwieram się na to, nie będę już forsować niczego na siłę :D
-
Laka - GRATULUJĘ :) Skoro masz radochę, to na pewno szybko opanujesz, co potrzeba, by dobrze jeździć :) A potem będziesz chętnie szlifować swoje umiejętności, jak już zdasz prawko :))
-
Wczoraj miałam cudowny wieczór z Wojtkiem, bosz, tyle sobie dopowiedzieliśmy, gdzies między słowami..nasze energie się w końcu pokochały a serca otworzyły, to było cudowne! myślę, ze centralnie wpuściliśmy Boga w naszą relację, ta subtelna energia ma niesamowitą siłę, nawet sie niespodziewałam...Niespodziewałam się, że Bóg jest tak potęzny w swej miłości, trudno mi to wogóle opisać, choć sa tu tacy któzy wiedza jak bo mają to od dawna ugruntowane:)) Wszystko zaczeło sie od węzłów u Leszka i od wczorajszej pruby zrobienia koledze zabiegu w którym na maxa owtorzyłam się na światło by płyneło przezemnie, przez dłonie, przez całe serce i ciało. To mnie zrównało z ziemią bym potem w nocy wysoko podskoczyła w radości:))
jestem szczęśliwa.
uwolniłam sie chyba też od przekonania, ze jestem nie atrakcyjna, ze nie ma dla mnie faceta bo tak mocno byłam zindywidualizowana,moze niedokońca ale udało mi sie przeniećś środek cięzkości na czysta boska energię:) więc sie doczyści
czysta energia miłości jest jednocześnie czyms tak subtelnym, ze nie dociera to wogóle do mojego umysłu, a jednocześnie czyms tak potężnym, ze nie ma chyba nic potężniejszego, amen.
-
Śliczna Olga,
super się to czyta.
Buziaczek.;P
-
Olgo - ale faaajnie :))) Cieszę się z Tobą!:)
-
Dzięki lachony! całuski
-
Good for You!! :))
-
:D
-
Olga,
niech zgadnę wszystko jest dobre, piękne i właściwe włącznie z tobą i światem i ludzmi, a rzeczywistość ugina się wobec miłości ;] fajnie masz, gratulacje :)
-
fajnie jak to ugruntuje:)narazie mam wahania ale staram się być po jasnej stronie mocy:)
-
Niech jasna strona mocy zawsze będzie z Nami !!!;P
-
Ostatnio nie mam wiele powodów do radości .To znaczy mam ale ale jakoś się nie potrafię cieszyć ...jednak jest jedna rzecz ,która mnie cieszy ,którą bym się chciał podzielić z wszystkimi umiejącymi pozytywnie współodczuwać i cieszyć sie szczęściem innych ...a mianowicie pomimo jesiennych spadków nastroju nieodmiennie cieszy mnie to ,ze mam prawko i swój samochód .Cieszy mnie jako sukces ,jako to ,ze lubie sobie jezdzić i słuchać radyjka ,ze daje mi troche wiecej mozliwości i fajne poczucie wolności .Jutro ruszam w długą trasę ,życzcie mi przyjemnej bezpiecznej jazdy ,jako i ja sobie życzę. Ogólnie to dla mnie wielka przygoda ,cała ta nauka jazdy i pierwsza dłuższa wyprawa .
Zastanawiałem się jak to bedzie jak sam ruszę na miasto bez instruktora i w ogóle .Wczoraj więc samotnie ruszyłem na Gorzów ,pojeżdziłem po rondach i krzyżówkach i czułem się zajebiście .Raz czy dwa mi sie coś nie zgadząło ,czy jadę dobrze czy nie ale sobie pojechałem na luzie jakbym jechał rowerem ,bez całego tego spinania sie jak na egaminie i spoko bezpiecznie sobie pojechałem choć nie wiem czy mogłem zrobić tak jak zrobiłem:)Musze sie dopytać jakiegoś kierowcy :)
-
Ontoja, bardzo fajnie z tym samochodem :)) Widzę, ze kierowców dużo nam tu nowych rośnie (bo i Laka się teraz uczy) :)
ERRATA: hehe, moja senność dała się we znaki - przeczytałam o tym wyruszeniu na miasto bez instruktora i przeoczyłam, ze masz już prawko :)) Powodzenia w długiej trasie, dużo przyjemności i bezpiecznej drogi :)
I nie dawaj się jesiennym nastrojom! :))
-
Dzięki Asia :)
ps.bez prawka daleko poza wioskę sie nie wypuszczałem:)
-
ja tez należę do tych osób którym wielka frajde sprawia jeżdżenie samochodem więc rozumiem! aczkolwiek nie mam prawka. ;p
-
ontoja
życzę miłego i bezpiecznego kierowania:-)
ps
na razie nie stosuj zasad mojego brata w rodzaju "jak nie wiadomo, o co chodzi to znaczy, że trzeba dodać gazu":-P
i potem też nie..
-
Ontoja
Gratuluję:) I jeszcze masz auto, to już w ogóle super. Ja też bardzo lubię jeździć( do tej pory z kimś, na przednim siedzeniu) i słuchać radia. Dużo przyjemności mi to sprawia.
Byłam na pierwszej jeździe dopiero i poszło mi o dziwo bardzo dobrze, szybko złapałam. Nie bałam się też. Ja w ogóle chyba karmicznie nie miałam prawka, jeszcze nigdy nie kierowałam samochodem, więc nie mam złych doświadczeń;)
Cieszyłam się jak dzieciak, gdy sama zaczęłam jechać. Najbardziej się tego obawiałam, tego pierwszego ruszenia, jak to jest? nie wiedziałam czego się spodziewać i jak to jest jak się siedzi w środku maszyny i nią steruje. Taki trochę lęk przed nieznanym. Miałam skojarzenia z robotem wielkim, w którym się siedzi i w nim porusza:)
Baaardzo mi się podobało. Nawet się pochwalę, że miałam niezłe wyczucie, zwłaszcza, że to pierwszy raz.
:D
Życzę Ci przyjemnego, udanego (zdanego) i luźnego egzaminu:-)
-
To ja się podzielę, że lubię moją obecną pracę i ludzi z którymi pracuję.
Odkryłam też, że lubię maszyny;)
-
Moja radostka na dziś: już dawno nie zrobiłam tak fajnej zupy! :)
Wczoraj odnalazlam na półce zapomnianą trochę książkę z przepisami i radami dot. diety rozdzielnej, Dieta Życia - Maja Błaszczyszyn, i wpadła mi w oko "zupa żniwiarzy". Zrobiłam ją dzisiaj i okazała się całkiem całkiem, podobno lepsza odgrzewana. Składników jest od groma i trochę, przyprawy też ciekawe, jak np. cynamon i gałka muszkatołowa. Użyłam trochę mniejsze ilości składników niż podano, bo gdybym stosowałam się do przepisu, to musiałabym gotować w wielkim garze, a takiego nie mam. Zupa ładnie pachnie.
Dla ciekawych podaję przepis:
Zupa żniwiarzy
9 filiżanek wody, 1 duża cebula pokrojona w kostkę, 2 duże zmiażdżone ząbki czosnku, 2 selery pokrojone w kostkę, 2 filiżanki kabaczka pokrojonego w kostkę (kabaczka już się nie da kupić na zimę), 1 mały kalafior pokrojony w cząstki, 4 srednie marchewki pokrojone w kostkę, 4 srednie cukinie pokrojone w kostkę, 3 duże ziemniaki pokrojone w kostkę, 1 mała główka kapusty włoskiej poszatkowana,
1/2 łyżeczki tymianku, 1/2 łyżeczki bazylii, 1/2 łyżeczki cząbru, 2 łyżeczki przyprawy do zup, 1 łyżeczka soli, szczypta cynamonu, szczypta gałki muszkatałowej, 2 łyzki soku z cytryny.
Zagotuj wodę w duzym garnku. Dodaj wszystkie składniki poza sokiem z cytryny. Gotuj pod przykryciem na małym ogniu ok. 30 min. Często mieszając. Na koncu dodaj sok z cytryny. Te zupe mozna przygotowac w większych ilościach, bo jest doskonała po podgrzaniu.
Więcej przepisów z tej książki jest na stronie: http://www.cambridgedieta.waw.pl/dieta-zycia/
-
Laka
To powodzenia w dalszej nauce jazdy i dużo przyjemności z tego:)
Moja pierwsza dłuższa wyprawa samochodowa przebiegła bezpiecznie .
Poranna jazda przy wschodzącym słońcu ,pięknej pogodzie i muzycze snującej się z radyjka była cudowna !
Przy powrocie nie było tak fajnie bo zmęczenie całodniową pracą ,drogi pełne tirów i złe oznakowanie miasta spowodowało ,ze się kompletnie zagubiłem w Stargardzie ,chyba ze trzy razy miasto objechałem i mi się juz wszystko porąbało ,kierunki ,znaki i zasady ruchu ,raz nawet po przejżeniu mapy włączając sie do ruchu przez chwilę nie miałem świateł :) Wybrnęłem jakoś i szczęśliwie powróciłem w jednym kawałku :)
-
Mimo wczorajszych akcji z ojcem i ogólnie wywałek w temacie dzieciństwa, miałem naprawdę udany dzień - tak udany, że aż mam ochotę się tym podzielić :)
Rano przedstawiałem prezentacje na uczelni, na jeden z przedmiotów. Tak się śmiesznie złożyło, że nie przyszła ani jedna osoba na zajęcia(bo szczerze mówiąc chodzenie akurat na te nie ma wielkiego sensu), więc moją i mojego kolegi jedyną publicznością była prowadząca, bardzo sympatyczna babka. Po raz pierwszy robiłem prezentacje dla jednej tylko osoby, dzięki czemu miałem okazje się przekonać jak to jest występować na pełnym luzie. Naprawdę wspaniałe uczucie i nie mogę się doczekać, kiedy będę potrafił tak samo przed dużą publicznością. Jako, że i tak nikogo nie było to babka kazała nam pominąć omawianie kilku części i dziwnym trafem akurat tych z których byłem gorzej przygotowany. W efekcie zgarnąłem soczystą piątkę(moją pierwszą po 3 latach na tej uczelni :D), mimo iż wcześniej nastawiałem się na nie więcej niż słabe 4.
Następnie dzięki pomysłowi kumpla udało mi się uniknąć siedzenia 5h na uczelni, a gdy wróciłem do domu zdarzył się już kompletny cud. Okazało się, że zostałem przyjęty na seminarium magisterskie z nieruchomości, mimo że miała być lista wybierana na podstawie średniej, co mnie z miejsca przekreślało. Jakiś cudem jednak została ustalona lista wg kolejności wpisania się na listę - przyjechałem specjalnie w wolny dzień o 7 rano, gdy byłem jeszcze chory, na uczelnie i teraz mi się opłaciło to, bo załapały się tylko osoby, które tamtego dnia były jeszcze przed 8. Co prawda w międzyczasie zapisałem się już do kogoś innego, nie wierząc że mam szansę (i nie chciałem tracić kolejnych okazji), ale właśnie udało mi się to mega łatwo odkręcić jednym mailem :P
Niesamowicie mi wszystko dzisiaj sprzyja. No i bardzo fajne jest odczucie, że nawet gdy coś tam wywala w jednej sferze życia, to nie przeszkadza to temu, aby w innej być obsypywanym sukcesami :)
-
Ciesze się razem z Tobą :))
-
Wow Clint te ostatnie zdanie jest fajne.To fajnie i twórczo.
-
Clint - superowo! :D
-
Clint
"No i bardzo fajne jest odczucie, że nawet gdy coś tam wywala w jednej sferze życia, to nie przeszkadza to temu, aby w innej być obsypywanym sukcesami :)"
I o to chodzi w rozwoju i w kreacji:)
A nawet w tej samej sferze może tak być, np. z jakimś związku, który generalnie jest Harmonijny, a czasem coś wywali i nie musi to wpływać totalnie, a jest wielopoziomowo, gdzie nadal przeważają pozytywy.
-
Clint - więcej takich inspirującyh wpisów!!!
-
Clint
Gratuluję Ci udanej prezentacji i życzę dalszych sukcesów, satysfakcji i radości z ich przeprowadzania :)
-
Ufff... dziękuję i dzielę się radością, ze miałam super zabieg węzłów dzisiaj! Aleee ulgaa :-)))
Dzięki Leszku! Dziękuję też sobie samej za otwartość:))
Jeszcze sobie pomedytuję, czuję że zmiany będą znaczne, pozytywne i konkretne :)))
-
Dzięki wszystkim, którzy się cieszą razem ze mną - cieszę się z tego powodu razem z Wami :D
Trzasnę sobie jeszcze jednego posta, bo mam jeszcze więcej radości w zapasie, którą chciałbym się podzielić :)
Zacznę może od uzupełnienia do wczorajszego posta, a dokładniej - od informacji na temat seminarium. Dzisiaj się dowiedziałem przypadkiem, że jednak lista nie była na podstawie kolejności wpisania się, bo dostał się gościu, który był 19, a tylko 15 osób wzięto. Na podstawie średniej też nie było, szczególnie że mój kumpel, który ma wyższą średnią a wszystko inne takie samo jak ja (skończony taki sam kierunek, a nawet to samo nazwisko :P) się nie dostał. Musiały się zadziać wyjątkowo dziwne rzeczy, abym został przyjęty.
A teraz przejdę do tego, co chciałem napisać przede wszystkim - kocham mój kierunek studiów! :)
Poprzedni był na tej samej uczelni, ale to był zupełnie inny świat, mam wrażenie że zupełnie inna struktura. Tam panowały zupełnie inne warunki. Zajęcia wyglądały tak, że wtłaczano w nas masy kosmicznych wzorów albo informatycznej magii i to wszystko odczuwałem tak jakby mi wciskano mnóstwo niepotrzebnych, zbędnych dla mnie informacji o wysokim stopniu skomplikowania i kompletnie niepotrzebnych mi do niczego. Prowadzący byli często oderwani od rzeczywistości, żyjący w świecie estymatorów albo myślący przez kod pisany w Javie. Wielu z nich było mało sympatycznych, zakompleksionych i przekonanych o swojej wyższości z racji zajmowania się takimi kosmosami. To się zresztą przejawiało się wśród studentów - wyścig szczurów, żądza pieniądza, nietowarzyskość, ostre DDA - to tutaj było na porządku dziennym.
No i teraz mamy mój nowy kierunek. Zajęcia są ciekawiej prowadzone, wiedza mająca dużo więcej wspólnego z rzeczywistością, prowadzący się o wiele fajniejsi, studenci to zupełnie inna bajka. Tutaj nagle jest dużo więcej ludzi bardziej otwartych, pozytywnych. Prowadzący zamiast nas cisnąć z materiałem i przekonywać jak to ciężko będzie się wybić, bardziej się nastawiają na mówienie o konkretnych możliwościach, a nie ograniczeniach. Zamiast śmiertelnej powagi, jest luz i miła atmosfera. Zamiast ciężkiego, cynicznego humoru są sympatyczne anegdotki. A ostatnio jak jedna pani doktor zaczęła wyjaśniać pewne mechanizmy w logistyce na przykładzie bajki o czerwonym kapturku, to aż miałem ochotę serdecznie się roześmiać, uświadamiając sobie jak ogromnie różni się atmosferą ten kierunek od poprzedniego. Cały ten kierunek ma zupełnie inną energetykę, przynajmniej tak to czuje. Niby te same budynki, a zupełnie inny świat.
Czuje się naprawdę wspaniale dzięki temu wszystkiemu i wciąż towarzyszy mi odczucie, że w końcu jestem we właściwym miejscu i czasie. A za chwilę będę zaczynał przedmioty specjalnościowe związane z nieruchomościami - wtedy to już dopiero będę podkręcony na maksa :)
-
No fajna taka zmiana .Zawsze to lepiej i przyjemniej jak otoczenie sympatyczne i sie robi to co lubi:)
-
Mi się marzy taka OHANA ,kochająca społeczność .
Kiedyś doświadczyłem czegoś takiego o dziwo na obozie ceramiki ,super fajna atmosfera ,zero spięć ,dużo rozmów a miałem takie opory żeby tam jechać bo ludzie nierozwojowi i pewnie bedą pili .Naprawdę mi było żal wyjeżdżać .Czasami też fajnie bywało na rsr jak sie spało na wspólnej sali .No ale wiadomo tam sie jeżdzi żeby wywalało :)
-
Clint, zarąbiście:))
-
Clint tak trzymaj :)
-
Clint, super :-))
-
Ostatnio dochodzę do wniosku, że moje życie zaczyna być bardzo fajne i zadowalające mimo różnych braków, które jakoś mnie emocjonalnie nie poruszają ostatnio. W końcu doszedłem do etapu, gdy ogólne tendencje są bardziej pozytywne niż negatywne, gdzie czuje się się mocniej ciągnięty w górę, a słabiej w dół. To bardzo fajne uczucie, szczególnie gdy się wie, że teraz będzie już tylko lepiej i lepiej.
Bardzo fajne jest też to, że nie wiem nawet kiedy zniknęło to odczucie tymczasowości tego życia i idąca za tym niechęć do wszystkiego. Teraz czuje i planuje to życie tak jakby było ono jedynym i najważniejszym. Nie uzależniam się już też w takim dużym stopniu od efektów swojego rd tzn. wcześniej miałem tak, że jak chciałem coś zrobić, to wpierw musiałem przerobić dane medytacje, oczyszczać intencje i się presjonować żeby to jak najszybciej osiągnąć. Teraz doceniam to co mam i wiem, że mogę sobie wystarczająco dobrze radzić mimo różnych wad i ograniczeń. Świetnie mi się więc teraz pracuje bez presji i poganiania, wiem że mogę sobie mielić daną medytacje tak długo jak mam ochotę i nie oczekiwać żadnych konkretnych wyników tej pracy - po prostu pozwalam by te wyniki były takie, jakie będą. Minusem jest to, że zdarza mi się bez tych presji czasem sobie nieco za dużo odpuścić, ale pracuje nad tym :)
No i teraz wisienka na torcie - nie wiem czy to wynik czwartkowych węzłów czy intensywnej pracy nad dzieciństwem, ale ku mojemu wielkiemu szokowi ojciec zamierza mi zasponsorować laptopa. W styczniu będzie mógł okazyjnie wykupić swojego obecnego służbowego i choć nie wiem czy nie będę musiał jednak nieco grosza dołożyć - to i tak jest to mały szok dla mnie :P
Życie staje się coraz słodsze :)
-
To i ja się pochwalę pewną kreacją, która się ziściła jakiś czas temu. Wygrałem fajny samochodzik Skodę Yeti z opłaconym podatkiem. Żeby było ciekawiej, to dodam, że do wygrania były 3 samochody i nam się akurat najbardziej spodobał Yeti! Ja czułem, że ta kreacja się zmaterializuje w ciągu 2 lat, jednak i tak zostałem zaskoczony, jak zadzwoniła do mnie bardzo miła pani z taką informacją.
Teraz jeszcze tylko muszę zrobić prawko... ;-)
-
wow, czadowe:D
a prawko zrobisz bo jestes pozytywnie nakręcony na Yetiego:)
-
Gratulacje Lucjan :)
-
Lucjan,
wow, super !
-
a to ja tez sie pochwalę;p
kolezanka zaproponowała mi wynajem mieszkania, coprawda nie teraz a za rok, niemniej to mieszkanie jest spełnieniem moich marzeń, odpowiada dokładnie temu czego chcę i jest zlokalizowane w moim ulubionym miejscu:) i jest opcja kupienia jego:)
Mieszkanie jest tak duże ze mozna spokojnie zrobic w nim pracownie i studio fotograficzne, które jednak planuję osiagnąć:)
-
Żeby było śmieszniej, kiedyś zacząłem robić prawko ale nie dokończyłem, bo nie miałem kasy na dodatkowe jazdy, których jeszcze wiele potrzebuję. Później stwierdziłem, że po co mi prawko jak i tak mnie nie stać na samochód, a używanego nie chcieliśmy kupować, bo przeważnie taki jest studnią bez dna jeśli chodzi o koszty napraw, remontów itp. Oficjalnie ja jestem laureatem http://www.kaufland.pl/Home/03_Porady_i_Rozrywka/007_Konkursy/0002_Zwyciezcy/00001_Konkurs-10-lat/_Module/ZwyciAezcy_konkursu__Kaufland_-_10_lat_w_Polsce_.pdf
jednak pomysły na smsy wysyłaliśmy razem z partnerką i ona ma dosyć mocną siłę kreacji, właśnie w konkursach - wycieczki zagraniczne z przelotami, aparaty, spa, kosmetyki, zaproszenia na różne ciekawe wydarzenia itp. To swego rodzaju sposób na życie :) Zresztą w styczniu czeka nas EGipt - także wykreowany w podobny sposób :)
Dziękuję za Wasze gratulacje. To gratulacje dla mojej partnerki ale też dla Boga, który działa, jeśli się Mu na to pozwoli :)
-
Olga
Gratuluję Ci szczerze! Wiem co to znaczy kreacja mieszkanka, bo kiedyś też to było dla mnie bardzo ważne. To jakby nowy etap w życiu!
-
Gratulujemy twojej partnerce :D
Ja mam taką kreacje, jeśli chodzi o własną edukację :D
-
Fajnie czytac o was:)
Radosne zycie z dobrymi niespodziankami:)
Dzięki Lusi:*
-
Lucjan - bardzo inspirujące! Gratuluję! Normalnie musiałam powiedzieć swojej pś - widzisz! nawet samochód można wygrać! A jak wypisałeś inne wygrane, które potrafi kreować Twoja partnerka, to nawet pś zareagowałam: wooow, ale fajnie :)))
Mi niestety wygrywanie idzie średnio, najwyżej bilety do kina lub teatru, a przydałoby mi się tak coś większego wygrać sobie na luzie :))
Dlatego zaczynam afkować, że to w porządku, ze łatwo i szybko się bogacę :-))
-
Dzięki Hydrozagadko :)
Wiesz, moja dziewczyna też zaczynała od biletów do kina, czy porcelanowych kubeczków i do dziś też je wygrywa. My się cieszymy nawet z takich, ktoś mógłby rzec małych rzeczy. To też jest fajne! W dodatku moja dziewczyna nie afirmuje ani nie robi jakichś specjalnych wizualizacji(to moja domena). Za to, muszę przyznać, że ona jest bardzo mocno wierząca... W wygraną w konkursach oczywiście :) No i dziennie w czymś bierze udział a ja się wprawiam i od czasu do czasu też coś wygrywam :) Wszystko jest możliwe, tylko początki są najtrudniejsze.
Olga, rzeczywiście bardzo fajny wątek :)) z inspiracjami na nowy rok!
Grażyna
a co wygrałaś w jakimś konkursie jakiś kurs albo studia? :)
-
Zdarza mi się często chodzić na szkolenia, za które ktoś inny płaci :)
A nawet kiedyś grant na szkolenie dla siebie dostałam :)
-
Lucjan, niesamowite, gratuluję ! :))))
Fajna z Was para, widać że niezwykle pozytywny wpływ macie wzajemnie na siebie i na swój rozwój :)))))
-
Lucjan
Super gratulacje:D
Zainspirowałeś mnie:D
Zabawne bo wczoraj rozmawiałam z kimś na ten temat. A tak w ogóle zachciałam swoje autko:) A dziś wchodzę i czytam takie rewelacje.
-
Lucjan - ja też zawsze bardzo się ciesze i doceniam wygrane biletowe :-) Tym bardziej, ze zazwyczaj są podwójne i mogę kogoś jeszcze zaprosić :-)
Super, dzięki za "moja dziewczyna też zaczynała od biletów do kina, czy porcelanowych kubeczków i do dziś też je wygrywa." :))
Czuję, ze dobrze i robią przykłady i inspiracje dotyczące wygrywania :-))
-
Dziękuję tutaj koleżance, ze pożyczyła mi śliczne, precyzyjne pędzelki! Dzięki temu będę mogła wieczorem dalej poćwiczyć malowanie :))) I to mnie raduje, o!
Tym bardziej mnie raduje, ze w końcu - po wielu latach posuchy - czuję, ze twórczość i kreacja do mnie realnie wracają :) - brakowało mi tego!
-
Lucjan
Gratuluje! Przyjemnie się czyta o takich naprawdę konkretnych sukcesach :)
-
Lucjan,
no nie wierzę, ale super! :)))
czyli jednak nie ściemniają z tymi wygranymi :P
-
http://www.youtube.com/watch?v=bNF_P281Uu4
mysle że to dobre miejsce na tego linka:))
-
http://www.youtube.com/watch?v=zlfKdbWwruY
Ta wersja jest imo jeszcze lepsza :)
-
Ja jeszcze nigdy niczego nie wygrałam.
-
Clint, noo:)
-
Lucjan - superowo! Gratulacje :))
Ja też swego czasu sporo wygrywałam, czas do tego wrócić. Dzięki za inspirację :)
-
Nie sądziłem, że wzbudzę takie zainteresowanie moją kreacją ;-) Przecież to tylko rzecz materialna, choć bardzo fajna :) Ja też często się inspiruję wpisami w tym wątku, za co również dziękuję!
Co do tańczącego chłopka, to też bardzo mi się podoba! Wymyśliłem nawet, że fajnie by było zrobić coś takiego wykonując każdą asanę jogi w innej części świata. Jednak aż tylu wycieczek to nie wygrywamy, bo on chyba był w kilkudziesięciu państwach :)
-
Lucjan, ja sie przymiezam od dawna do założenia fanpejdża na fb pt " ola na głowie" i tez w róznych miejscach:) sytuacjach, smieszne to:)
albo zrobic "łózko jogina" w sklepie z meblami :DD
-
Olga, Clint
Fajne te filmiki z Mattem.
W tych filmikach było coś takiego ,,międzynarodowego"...,,międzyludzkiego"...ten prosty taniec jakby połączył te wszystkie miejsca na ziemi i tak miło to odbieram ;-))
-
Olga
A ja się zastanawiam/hm przymierzam do założenia kanału na you tube na temat jogi, biegania, aktywności fizycznej, może jakiejś zdrowej kuchni - ogólnie zdrowego stylu życia, także relaksu i też zamierzam każdą asanę przedstawić w innym miejscu. Kanał już właściwie założyłem, tylko jeszcze niczego na nim nie ma ;-) Kto wie może połączymy siły na pewnym etapie :)
-
hihihi, było by super:)))))
Bardzo fajny pomysł, pozatym
-
Jak pierwszy raz zobaczyłam Matta, tak mi się spodobało to co robił, że postanowiłam zrobić coś na podobny deseń i zaczęłam nagrywać filmiki w miejscach, gdzie akurat byłam, ze znajomymi, z którymi przebywałam. Na początku projekt zwał się "Where the hell are erasmus students?", ale później zmieniłam opis z uwagi na koniec studiów. Nigdy nie skończyłam obróbki tych filmików, ale mam to gdzieś na kompie zrobione do pewnego momentu .. i ciągle czeka na ukończenie :P
Nie powiem, zabawa przy kręceniu była genialna! :))
Chyba najbardziej podobało mi się tańczenie w lizbońskim metrze i na jednej z wież na Kaukazie .. ubaw po pachy :)
-
Karola, suuper^^
-
jołł :)))
Normalnie radość ze mnie kipi, oby tak dalej :)) Przez długie lata albo się męczyłam, by coś ciekawego, twórczego stworzyć (i zwykle było to z musu zarobkowego), albo nie tworzyłam nic. A teraz mam tyle pomysłów, że muszę sobie zapisywać lub szkicować :D
I do tego wiem, ze ich realizację mogę wdrażać etapowo, że nie od razu każdy pomysł będę potrafiła zrealizować, ze zdaję sobie sprawę, ze muszę poćwiczyć rękę, technikę (jeśli chodzi o obrazy/ki), podobnie styl, dokładnie przemyśleć reguły (jeśli tyczy się np.: gier). Wszystko stopniowo, ale to jest super radocha, ze te rzeczy są już u mnie w głowie i widzę już sens ich realizowania :)
Ciesze się też bardzo, że i zespołowe przedsięwzięcie i pomysł nabrał kształtów (sklep-galeria) i niedługo będzie można go otwierać. Że nasze działania przynoszą widoczne, realne i namacalne skutki w tej materii :))
-
Wczoraj w nocy wpadłam na pomysł, by pobawić się i potworzyć "cykl paleolityczny" - czyli w stylu malarstwa jaskiniowego, ale o naszym współczesnym świecie :-)
Druga wprawka - http://elektron-szczaki.pl/obrazki/cykl02s.jpg :))
-
Hmm.. jak widać motyw "ogona" jest modny w każdych czasach :))
-
W stylu paleolitycznym był szczególnie modny ;-)
-
W zeszłym roku na wigilię miałam jedno życzenie - spędzić kolejną wigilię z ukochanym mężczyzną u boku.
Udało się! Nie dość, że się w tym roku szczęśliwie zakochałam to jeszcze spędziliśmy wigilię i pierwsze święto razem;-)
Marzenia się spełniają:-))))
-
Hydzia,
hehehe, dobre ;))
Pomysł rewelacyjny :)
Tulia - gratulacje! I niech Wam się szczęści :D
-
Karola
To kiedy się doczekamy linka do obrobionych filmów? :) Pierwszy kwartał 2012?
Hydrozagadka
Wygląda na to, że eksplodował Twój twórczy potencjał. Niech jego strumień będzie jeszcze większy w 2012 :) Ja od dziecka marzę, żeby nauczyć się rysować ale nie wiem od czego zacząć, za szybko się poddaję i w efekcie czego jeszcze nie potrafię. A moim ideałem jest rysownik Grzegorz Rosiński, ten co rysuje a teraz już maluje sławny komiks Thorgal.
Tulia
Bardzo piękne to co napisałaś. No i na 2012 jeszcze więcej takich chwil! :)
-
Lucjan, Feli - dziękuję bardzo;-)
Hydrozagadka - super z tymi pomysłami - gratulacje ogromne!!! Jesteś dla mnie inspiracją;-*
-
Tulia
To cudne i inspirujące,co piszesz-nawet nie wiesz,jak się cieszę z twojego szczęścia :-)))
Ja też się pochwalę-spędziłam jedne z najspokojniejszych świąt mego życia u rodziców (kiedyś wydawałoby się to abstrakcją :-p )-naprawdę się postarali,a ja mam materiał do przemyśleń i uzdrawiania...
Hydzia-duszo natchniona,kreuj,działaj i wyżywaj się na niwie artystycznej ile wlezie:-)))
-
U mnie też spokojne i wypoczynkowe święta, dopiero Sylwester zapowiada się imprezowy :).
-
Felicite, Lucjan, Tulia, Freefalling - dzięki :-)
Mam nadzieję, ze nie poddam się kolejnym falom bezsensu i paraliżu odfinansowego;) i będę konsekwentnie się dalej rozwijać, nie będę blokowała naturalnego przepływu dla mnie. Oby:)
-
Tulia - super, ze tak radośnie :)
-
dla mnie najbardziej fascynujaca jest DROGA do czegos i magia chwili w ktorej zapada decyzja, ta pewnosc zwyciestwa, o ktorej sie nikomu nie mowi ani nie opowiada, jest tylko wewnetrzny usmiech
-
Lucjan,
a widziałeś film o G. Rosińskim, w którym opowiadał że na zajęciach z malarstwa na ASP, musiał uciekać się do sposobów, żeby profesor przestał się go czepiać, bo malował za ładnie? Grzegorz przekladał więc pędzel do lewej dłoni, odwracał się tyłem do sztalug i tak malował. Wreszcie miał spokój. ;)
edycja:
to nie było w filmie, tylko w wywiadzie w gazecie.
a tu filmik dla Lucjana : http://vimeo.com/8471552
-
Fia
Nie znałem tej historii :) Miałem za to przyjemność w tym roku spotkać Rosińskiego w Łodzi na Festiwalu Komiksów.
Stronka z filmikiem w ogóle mi się nie wyświetla :(
-
Ale super! :-) Od dawna myślałam, jakby było fajnie, gdyby zajęcia z mojego ulubionego systemu jogi (Joga w życiu codziennym) odbywały się bliżej mnie, w jakimś nowym miejscu i na kartę Benefit. No i od lutego właśnie się zaczynają, dokładnie tak, jak chciałam!
-
Ale fajnie :)))
Ach te cudowne boskie niespodzianki :))))
-
No to miłego wygibania! :)
-
Juppi kocham regresing:D
Właśnie jestem po sesji i udało mi się dojść do intencji bycia ofiarą jak i walki( resztki wojownika, tak myśle).
A intencja była taka aniołkowa, trywialna. Oczywiscie chodzilo o Boga. Gdy juz poczułam ze upadlam, oddzieliłam sie od Boga, o co oczywiscie chodziło, byłam bardzo rozżalona, a potem wkurzona, ze nie ma powrotu, ze juz nie wiem jak, a raczej nie ufam złemu Bogu. Zaczęłam wtedy nieszczyc wszystko co nieboskie, a także istoty ktore miały jakieś obciążenia, czy intencje. Nienawidziłam tego i ich. I siebie;) Robiłam taki trochę "sąd Boży". Gdy widziałam, że ktoś ma jakieś obciążenia wymierzałam mu konsekwencje karmiczne, inaczej kare.
Do tego zaczelam wchodzic w role ofiary by potegowac to niezadowolenie i nakrecenie, udowadniac sobie, ze swiat jest zly i podkrecac na maxa, by miec potem znow powod do walki;) To bardzo mocno nakrecajacy sie mechanizm i trzymajacy wkurzenie, niespelnienie, wszelkie powody by moc byc wkurzonym i niszczyc.
Oczywiscie najwiecej tych emocji doswiadczalam z polowka, gdy tylko byla ku temu okazja, on tez mial podobnie, wiec sie wspieralismy i nakrecalismy na zmianę w byciu ofiara, cierpieniach, destrukcji i walce. Kazde bylo przekonane, na maxa, ze to ono jest prawdziwą ofiara, a to drugie jest złe.
No i pozostalosci karmy awatara, czyli branie na siebie karmy innych, bo sama jestem na takim wysokim poziomie, ze "ja to sobie przerobię". Tak na prawde chodzilo by sie nie oswiecic i miec ku temu szczytny powod:-) Nie wiara w Boga, w Boską doskonalosc, w Boski plan, mozliwosci itd.
Oczywiscie wkurzenie roslo, ze te zaslepione debilne istoty i tak nic nie kumaja, a ja sie czuje taka odpowiedzialna, bo "jak ja im nie pomoge to kto?".
Fajnie sie uwolnić od takich glupot:)
-
no, dobrze :-)
ja mam nie przerobione do końca tematy z autodestrukcją silną i też to zwykle ciągnie gdzieś do sprawy relacji z Bogiem nieuzdrowionej.
Na początku to była zdawałoby się mała niewielka decyzja aby nie być (z) Bogiem ale ona uruchomiła całą puszkę Pandory, bo umysł zawładnięty ideą fix cały czas się nakręca i tworzy coraz większe oddzielenie. Tylko nie wiem jak to było z tym stanem przed oddzieleniem się od Boga. Jeśli bylibyśmy Oświeceni to nie wybralibyśmy nieoświecenia, bo po co? A jeśli byliśmy nieoświeceni to - DLACZEGO?????!!!!! Co było tego przyczyną? MOże wystarczy do niej dotrzeć i - odreagować? :-))
-
Ja to rozumiem tak, że wszechświat składa się z energii istniejącej na wielu różnych płaszczyznach - materialnej, astralnej, mentalnej, itd. I teraz jest taki myk, że na dowolnej (chyba) płaszczyźnie, fragment tej całej energii może zyskać samoświadomość stając się odrębną, choć na swój sposób wciąż stanowiącą jedność istotą. Są płaszczyzny na których ta energia jest tylko najwyższej jakości i być może tam powstają od razu oświecone istoty, ale są też takie gdzie to różnie z tą jakością bywa.
Dlatego to nie jest tak, że wszystkie istoty we wszechświecie mają równy start. Potencjalne możliwości są takie same, ale początek może być dużo niżej. Stąd aniołki, które zaczynają na planie przyczynowym, mają dużo łatwiejszy początek niż ludzie, co nie zmienia faktu, że zawsze mogą sięgnąć dna głębszego niż niejeden człowiek byłby w stanie.
Choć może to się wydawać niesprawiedliwe, to dla mnie wcale takie nie jest. To tylko jeden ze wspaniałych mechanizmów wszechświata, gdzie nawet jakiś beznadziejny kawałek istnienia ma możliwość wyodrębnienia się od tej beznadziejności i osiągnięcia doskonałości. Porównałbym to do zwykłego procesu biologicznego. Nie ma w tym żadnej głębszej filozofii, to jest po prostu proces, który zachodzi.
-
Zresztą to i tak i ma większego znaczenia czy było tak czy też inaczej. Nie ma co się zastanawiać dlaczego było jak było, bo nie ma żadnego "dlaczego". Po prostu jesteś i tylko to się liczy. A co już zrobisz z tym faktem, to tylko Twój wybór podejmowany teraz.
-
Clint
Coś jest w tym co piszesz:)
Myslę, ze jednak w pewnym momencie zyskuje sie swiadomosc tego jak to jest i jak działa w pelni. Mozna zobaczyc to w innym kontekscie, nie wydaje sie wtedy niesprawiedliwe. Szersza świadomość:)
Mnie zastanowiła tu jedna rzecz: odróżnienie wszechswiata od Boga, Boskości.
Bo z tego co piszesz, to rozumiem, ze chodzi o wszechswiat jako wszystkie energie, te Boskie i nie Boskie, a także mechanizmy jakie zachodzą. Z tego by wynikało, ze wszechswiat jest nie Boski. Albo neutralny- jesli chodziłoby o same mechanizmy. A wtedy jest jeszcze wybór energi Boskiej czy innej. A tu juz wolna wola i nasz wybór, które wolimy wybrać energie.
-
Ludzie (i nieludzie ;)) są piękni, coraz łatwiej mi tak właśnie postrzegać świat. ;D Coraz łatwiej mi skupiać uwagę na tym co przyjemne i pozytywne. ;D
-
Łiiiii :)) Jadę jutro na cały tydzień wczasów rozwojowo-regresingowych :) Uwielbiam taki wypoczynek-praktyka duchowa, dobre jedzonko i mnóstwo wspaniałych osób :)
-
Kinga
Super:D Gratuluje.
-
Dobrego rozwojowego wypoczynku! :)
-
Wiem, że to już pisałem z kilka razy, ale naprawdę kocham moje studia :D
Dzisiaj jeden prowadzący z okazji walentynek kazał nam wyciągnąć kartki i napisać na nich jak najlepsze życzenia, które sami chcielibyśmy dziś z tej okazji dostać - a potem zebrał te kartki, wymieszał i znowu wszystkim porozdawał. :) Zabawne było to, że w sumie dostałem podwójne życzenia, bo najpierw dostałem z powrotem własne, a potem po wymianie, nowe, od kogoś innego. Moja pś chyba zbyt dosłownie wzięła zwrot "napisz życzenia, które sam byś chciał dostać" :D
A prowadzący naprawdę mega pozytywny człowiek - oprócz tego poopowiadał nam chwilę o tym, że sami tworzymy swoje nastawienie, o sile uśmiechu, itp. rzeczach. Na koniec życzył nam wiele miłości i odnalezienia drugiej połowy, jeśli jeszcze jej nie znaleźliśmy. Niesamowicie mi poprawił humor. :)
A same walentynki też przyjemne - przespacerowałem dzisiaj z te kilkanaście kilometrów w mieście i dość przyjemnie się patrzyło na dziewczyny idące z różyczką czy misiem, mnóstwo par okazujących sobie czułość, itd. Było ewidentnie czuć, że dzisiaj ludzie sobie sprawiają nawzajem więcej przyjemności niż na co dzień, co miało wpływ na panującą wokół atmosferę. Na koniec dnia kupiłem sobie jeszcze ciasteczka, skoro już jest dzień w którym się obdarowuje osoby, które się kocha :)
-
Clint:
Takie okazywanie czułości można praktykować na codzień, wszystkim by się żyło wtedy lepiej :) Nie rozumiem idei obdarowywania prezentami albo okazywania czułości od świeta, no ale ja jestem aspie, więc w ogóle nie rozumiem ludzi i ich zachowań :D
-
Dzięki wszystkim, którzy mnie inspirowali, pomagali i prowadzili. Dziękuję również sobie:-))
-
To niesamowite że w pięć dni intensywnej pracy w grupie ludzi można przerobić tyle rzeczy co normalnie mi zajmuje dwa miesiące ! Na letnie wczasy też jadę i już się cieszę, a entuzjazmu i energii do pracy nad sobą - po tym wyjeździe - mam do końca roku ;))))))))).
-
Kinga
No to pięknie :)
-
Kinga - super :)) Obiecuję sobie, ze też na wakacje rozwojowe niedługo wyjadę :)
-
Kinga
Mam podobne spostrzeżenia:) I też marzą mi się już wczasy:D
-
Kurczę, ostatnio się u mnie dużo fajnych rzeczy dzieje i pomimo tępego i ucieczkowego oporu w temacie seksu, który mielę już prawie 2 miesiące - ciężko żebym nie był zadowolony ze zmian zachodzących w swoim życiu.
Dość dużo transformowało mi się dzieciństwo w ostatnich miesiącach i w efekcie mam wrażenie jakby moje wcześniejsze życie, oparte na mojej skrzywdzonej psychice, zaczęło wchodzić na właściwą ścieżkę.
Szczególnie dużo dzieje się w moich relacjach z ludźmi. Odżyła i pogłębiła się moja relacja z dobrym przyjacielem. Jakoś mi tak fajniej i swobodniej wśród wszystkich ludzi. No i co najważniejsze, a zarazem najbardziej szokujące - moi rodzice zaczęli się starać, aby zadbać o nasze relacje wkładając w to wysiłek z ich strony! Właśnie się dowiedziałem, że ojciec przestanie się mnie czepiać o pracowanie i inne rzeczy, a w zamian chce tylko, aby z nim więcej rozmawiać (co jest do zrobienia). Zaczął też chętniej wydawać pieniądze, co po całym życiu legendarnego już skąpstwa jest miłą niespodzianką. Dostałem ostatnio nowe słuchawki dzień przed tym, jak moje stare się zepsuły oraz nowy koc, dzięki czemu w końcu mogę wygodnie medytować, bo na jednym, starym kocu jednak dość mocno czuje się podłogę. Najlepszą jednak niespodzianką jest 2 letni, przyzwoity laptop z czym się wiąże śmieszna historyjka - otóż jakoś w listopadzie przez kilka dni wizualizowałem sobie laptopa, na którym mógłbym sobie pograć w Skyrima. Po kilku dniach zaprzestałem, bo mi się już nie chciało i nie było to dla mnie aż tak ważne. W styczniu się okazało, że ojcu wymieniają służbowego laptopa na nowszy, mimo że powinno się to zdarzyć dopiero za 2-3 lata, dzięki czemu mógł bardzo okazyjnie wykupić swój poprzedni i co też mi zrobił ofiarując mi go w prezencie. Co prawda Skyrim mi chodzi na najniższych detalach, ale grać się da :D
Jestem ciekawy jak to się dalej potoczy z tymi rodzicami. Pewnie jakieś zgrzyty się jeszcze pojawią, bo nie liczę na jakoś szczególnie głębokie zmiany w nich, ale ogólne tendencje pewnie będą już tylko wzrostowe.
Idąc dalej - odkryłem w końcu co konkretnie chce ze sobą robić jeśli chodzi o pracę i mam plan, który wydaje się jak najbardziej wykonalny jeszcze nawet w trakcie studiów, jeśli wszystko dobrze pójdzie. To mi poważnie obniżyło poziom lęku przed przyszłością i dało wiele luzu w codziennym samopoczuciu.
Dżizas, ta spirala powodów do zadowolenia wciąż się nakręca i nakręca, zyskując coraz bardziej na sile - jak tak dalej pójdzie, to jeszcze spotkam swoją idealną partnerkę i wtedy to już nic tej spirali nie powstrzyma! :D
-
Clint, gratuluję :))
A co to jest ten Skyrim? Tzn. pewnie jakaś gra, ale jakiego typu?
PS. tup, tup, tup :) (ip) :)))
-
Hehe, ja szczerze mówiąc parę lat temu miałem takie marzenie - "kupić sobie laptopa na którym będzie chodziło King's Bounty" i takiego sobie kupiłem przy napływie niespodziewanej kasy :))
Hydrozagadka
To Skyrim ;P http://www.youtube.com/watch?v=yXzPYIqEpoU
Fajna wikingowa muzyczka od pierwszej minuty ;)
-
Dzięki :)
I tak, to jest gra, a dokładniej to cRPG ze smokami i śniegiem :P
O, Witek to lepiej zobrazował :D
-
btw Od razu widać co pś lubi, bo nagle kreacja staje się taka prosta :P
-
Woow... grafika robi wrażenie :) i SMOKI mają!
Boję się jednak, że jak zainstaluję, to czasu mi zabraknie ;)
-
Oj może zabraknąć ;) Najbardziej mi na pś zadziałało FUS-RO-DAH!!! jakoś tak znajomo mi ten schemat wrzeszczenia mocą się skojarzył ;)
-
skyrim ogólnie full wypas, mi się jakoś udało przestać grać, wiadomo sesje trzeba było zaliczyć :) a ta gra to prawdziwy pożerać czasu.
-
I dlatego, choć bardzo mi się podoba, to nie zainstaluję... ;)
-
"Jestem ciekawy jak to się dalej potoczy z tymi rodzicami. Pewnie jakieś zgrzyty się jeszcze pojawią, bo nie liczę na jakoś szczególnie głębokie zmiany w nich, ale ogólne tendencje pewnie będą już tylko wzrostowe."
Minęły już prawie 3 tygodnie od czasu kiedy to napisałem i muszę przyznać, że zmiany przerosły moje oczekiwania. W domu panuje zupełnie inna atmosfera, jakby unosząca się od lat między nami niechęć i złość się po prostu rozpuściła. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać - nie są to co prawda jakieś wielkie dyskusje, ale krótkie, luźne rozmowy w miejscach gdzie zazwyczaj było milczenie. Nie czuję już od ojca wielu niemiłych rzeczy, które często do mnie szły - ja zresztą też nie czuje już ani złości, ani żalu za to co było. Jakieś tam drobnostki mi jeszcze wybijają, bo wiadomo że całego dzieciństwa nie odpuściłem, ale na chwilę obecną czuje to jaki drobne pierdoły, które nie są w stanie wpłynąć na moje samopoczucie.
I pomyśleć, że jeszcze niedawno chciałem jak najszybciej uciekać i urywać kontakty - a teraz stwierdzam, że jest nawet w miarę sympatycznie. Jakiegoś większego zrozumienia i głębszej bliskości raczej między nami nie będzie, ale może być wystarczająco dobrze, aby nie było potrzeby odcinania się.
Z mojej strony ewidentnie był kluczowy moment, który już też opisywałem gdzieś na forum - gdy wykrzyczałem z siebie ogromną frustrację, przyjąłem do wiadomości że byłem ofiarą znęcania się psychicznego i że nie jestem z tego powodu jakiś gorszy. W tym momencie zburzone zostało jakieś sztuczne wyobrażenie dotyczące naszej rodziny.
Z kolei ze strony rodziców widziałem ostatnio wywalanki, że jak dalej tak pójdzie to oni na starość zostaną całkowicie sami i najwyraźniej doszli do wniosku, że sami od siebie też muszą coś dać, jak nie chcą takiego końca.
-
hej
jestem tu u Was od niedawna i od paru dni czytam zawziecie dekret Leszka o zaradanosci..... wlasnie pisalam "w pytaniach do Leszka" o paru rzeczach i nagle dzwoni Pani ode mnie z pracy....ze koniec pracy w zakladzie przy komisjonowaniu plyt muzycznych i ze przykro jej itd....a ja mysle sobie kurcze widocznie zadzialaly moje afirmacje i Bog pokazuje mi tak dobitnie, ze ma cos lepszego dla mnie....smiech mnie ogarnal....i nawet ciesze sie na nowe wyzwania.....robie aktualnie kurs refleksologii stop i mysle ze " moja przyszlosc jest dla mnie bezpieczna i pelna cudownych niespodzianek" !!!! ;-)) pozdrawiam
-
Jakiś czas temu założyłam sobie osiągnięcie pewnego wyniku na bieżni.
Dziś mi się udało to zrobić i to jeszcze z nawiązką :D
Uwielbiam metodę małych kroków i nie wywierania presji na siebie w dążeniu do celu.
Jupii :D
-
Ja polubiłam ostatnio jazdę na rowerze :)) Z moją kondycją nie jest jeszcze tak dobrze, jakbym chciała, ale wszystko idzie w dobrym kierunku :)), cieszę się, że pogoda dopisuje i codziennie wieczorem mogę sobie dwie godzinki pojeździć (później się lepiej śpi :)). W wakacje planujemy wycieczkę rowerową w okolicach Świnoujścia. Piękne krajobrazy i odpowiednio przygotowane szlaki rowerowe:
http://www.szlaki.swinoujscie.wmr.pl/szlaki/pl/szlaki_rowerowe.php
Może ktoś jeszcze będzie chciał dołączyć :))
-
Kinga
Rower jest faaaajny:) Ja w zeszłe wakacje głównie na rowerze się po całym mieście przemieszczałam:)
No i uwielbiam mój ręcznie malowany zółty rowerek z koszykiem:D W tym roku go chyba trochę podrasuję i dodam np kolorowy pokrowiec na siedzenie, coś ozdobnego:)
-
Tak, rower jest git! Ja też ostatnio doceniam wycieczki rowerowe :))
-
Rower power! ;)
-
Zdałam dziś egazmin/weryfikację u Darka na regresera! Kolejny etap to weryfikacja u Leszka i ...bedę regreserką;-)))
-
Tulia
A ja dopiero po tym poście zorientowałam sie, że Ty to Ty i się znamy;D
-
Laka - najważniejsze, że sie wyjaśniło;-))))
-
Wczoraj bawiłam się z chłopakiem na placu zabaw ; p
I nie przeszkadzało mi, że ktoś może patrzeć z okien, lub przypadkowi przechodnie. Polecam ;)
-
Odkryłem zasady uzdrawiania przestrzeni duszy:-) Działa to zajebiście (jak dla mnie)
-
Mnie wiecej podobnie do Ani Atras.
-
Mariusz,
możesz napisać coś więcej.
-
później opiszę, bo już mi przestało działać :-)) i musiałem sie przestawić na co innego wynikającego ze zrozumienia, że to co mi się działo (takie rozwalenie energetyczne) to po prostu kreacja na poziomie podświadomości. No i wymagało to ode mnie zmieniania tych programów jakoś tak po prostu. Na razie działa i mam nadzieje, że tak pozostanie
-
Udało nam się wystartować wersję 1.0 ;) sklepu-galerii "Zakątek Sztuki z cudzoziemska Art Corner zwany." Trochę nam to zajęło, ale w końcu jest, co mnie baaaardzo cieszy (choć pracy nadal będzie sporo) :-)
Zapraszam do wglądu, testów i zakupów :)))
http://art-corner.pl
oraz http://zakatek-sztuki.pl
-
Prześliczne rzeczy można tam u ciebie znaleźć :D
-
Moja podświadomość wreszcie się zgodziła na to abym miała rower.
Czuję się dzięki temu dużo bardziej wolna i mniej powolna, bo dzięki niemu mogę się szybko przemieszczać tam gdzie chcę, po mieście, po okolicach w celu zbiórki ziół, jeżdżę na nim do pracy i nie muszę w rękach dźwigać ciężarów.
To duża zmiana dla mnie.
Może kiedyś doczekam się samochodu.
Ale z rowerem jest super.
-
Grażyna Anna - dziękujemy, bo to przedsięwzięcie wspólne - moje i Ptaha :)
Inga - gratulacje :) Czerp jak najwięcej radości z wolności, jaką daje rower :))
-
hydrozagadka,
naprawdę świetne!
mi się szczególnie ten obraz podoba, daje powerem! :)
http://art-corner.pl/product.php?id=113
-
Z serii "Bozia wspiera moją drogę zawodową":
Dzisiaj się dowiedziałem, że od tego roku, będąc studentem mojej specjalności będę uprzywilejowany do zrobienia podyplomówki z wyceny nieruchomości za pół ceny czyli zamiast 5200 zł zapłaciłbym tylko 2600 zł. W dodatku będę miał o 1/3 godzin mniej co by się nie uczyć niepotrzebnie tych samych rzeczy.
Jakby było tego mało - istnieje szansa że pozwolą nam zrobić ją już na 5 roku (żeby dostać dyplom trzeba mieć wpierw tytuł magistra).
Jeśli chodzi o pieniądze to prawdopodobnie dostanę pracę na uczelni z której będzie akurat 2800 zł, więc się wszystko bardzo fajnie zapowiada. Biorąc pod uwagę z jakim fuksem dostałem się zarówno na sam kierunek studiów, jak i potem tą moją wymarzoną specjalność - spodziewam się samych sukcesów :)
Wsparcie Boga w mojej drodze do zawodu rzeczoznawcy majątkowego jest tak duże, że wręcz namacalne. Czuje się jakby mi ktoś wszystko po znajomości załatwiał. Naprawdę dobrze mieć takie znajomości :D
-
Clint
Faaajnie:) Masz super znajomości:P
Ja tak mam jak ide w strone zawodu grafika:)A ze juz mi się poukładało w pś co chce robić i na czym zarabiać, to wszystko dobrze się układa:))
Ale Boga jeszcze nie chcę słuchać często. Moja pś chce wszystko sama, po swojemu. Ostatnio przyuważyłam, że tak jest, dopiero jak już się bardzo zmęczę, a rezultat mizerny niepewnie pytam Boga" No to co masz dla mnie?":P
Wcześniej nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, że tak robię, że wiem lepiej co jest dla mnie dobre;) Teraz gdy to sobie uświadomiłam myślę, że będzie już dużo łatwiej stopniowo jednak poddawać się Bogu.
-
U mnie mimo, że ten zawód wyszedł tak jakoś naturalnie podczas pracy nad wiedzeniem czego się chce, mimo chęci i potwierdzenia przez Leszka że to jest 100% korzystności - wyłaziły mi w ostatnich miesiącach dość duże wątpliwości i się już nawet zastanawiałem czy nie olać w cholerę tego pomysłu. Problem jest bowiem taki, że nowej osobie jest dość ciężko się wybić, żeby w ogóle zdobyć klientów - środowisko jest dosyć zamknięte i mocno oparte na znajomościach - i to wszystko mnie trochę przestraszyło i zniechęciło. Biorąc pod uwagę jednak to jak się wszystko wręcz w magiczny sposób układa - zaczynam wierzyć, że wcale nie muszę walczyć, kombinować i konkurować jak inni, ale że będę mógł sobie na luzie zdobywać klientów, bo po prostu wszystko się tak potoczy, aby było dobrze :)
-
Clint
Fajna inspiracja to co piszesz:)))
Gratuluję:-)
Mój zawód wyszedł "przypadkiem"dawno temu. Poszłam do szkoły plastycznej policealnej( wcześniej rzuciłam polonistykę już na pierwszym semestrze) na projektowanie ogrodów. Niestety okazało się, że jest za mało chętnych i nie utworzono kierunku, przerzucili mnie na grafikę. Zgodziłam się dość niechętnie, z myślą, że mnie to nie interesuje i to nie dla mnie.
Jako dziecko lubiłam bardzo rysować. Ale lubiłam też tańczyć i śpiewać. I wiele innych rzeczy. Ze skakaniem po drzewach i dachach garażów, okradanie sadów włącznie;)
Śpiewanie skutecznie wybiła mi z głowy moja mama, mówiąc, że nie mam talentu, głosu i żadnych szans na karierę, że to trzeba być super wyjątkowym, niepowtarzalnym i to jak złote jajo. Nie dla mnie. A na taniec mnie wypychała.
Nigdy nie podejrzewałam się zbytnio o talent plastyczny, a studia na Akademii Sztuk Pięknych to było jak wygrana w lotto w mojej głowie i głowach osób z otoczenia. Podziwiałam, wierząc, że to coś niesamowitego i trzeba mieć wielki talent... marzenie.
Nie dla mnie zupełnie.
W liceum w 3 klasie zaczęłam trzymać się z dziewczyną, która bardzo pragnęła się dostać na ASP, chodziła na dodatkowe zajęcia plastyczne, ciągle rysowała. Mnie to bardzo fascynowało, ona mnie fascynowała, inspirowała. Miałam też w klasie kolegę, który ciągle coś sobie rysowal po zeszytach i uważałam, że ma talent, ale on miał tak niską samoocenę, że gdy mówiłam, żeby zdawał to pukał się w czoło. Ciągle tylko słyszalam, jak to trudno na takie studia się dostać, jak trzeba być wyjątkowo utalentowanym. I nigdy nie poszedł w tym kierunku.
I coś mi zaskoczyło, jak już poszłam na tą polonistykę i męczyłam się tam baaardzo, że chce robić coś co kocham i mam gdzieś to, że nie będę miała pracy itp. Pokierowałam się serduchem. A potem poszło już bardzo łatwo. Studia były dla mnie przyjemnością, inspiracją, pozbyłam się też różnych zahamowań i części kompleksów, że jestem jakaś dziwna. Tam było pełno osób z podobnym nastawieniem. Jakie to było fajne. Oceny też miałam bardzo dobre przez całe studia. Taka zabawa to była.
Rodzice nie wierzyli, że ja jakiekolwiek studia mogę kończyć, a zwłaszcza takie, byli trochę w szoku;)
Jak tak pomyślę jak widziałam to na początku, a jak później, to takie śmieszne mi się wydaje. Ale że mam karmę artysty obciążoną i materialną, to jeszcze mam pewne opóźnienia z realizacją spełniania się.
-
Karola - thnx :))
Mi tez się podobają.
Na marginesie - teraz tylko niech zacznie prosperować;) i będzie fajnie. Dużo bogatych i szczodrych klientów życzymy sobie;) i artystom:)
-
Clint - rzeczywiście fajnie się u Ciebie dzieje :) Fajnie poczytać, jak komuś "wszystko sprzyja" :)) i naprowadza na właściwa drogę - a on jeszcze to widzi i za tym podąża. Gratuluję! :)
-
Dzięki :)
Jeśli chodzi o tą właściwą drogę to muszę przyznać, że z początku mnie to przerażało. Dla mnie ewidentnie praca na etacie się nie nadaje, bo nie zniósłbym takiej ograniczającej klatki - pozostaje więc własna działalność - wolny zawód, działalność usługowa czy własna firma. No a do tego już trzeba mieć nieco wyższe poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Te na szczęście wzrosły już na tyle, że mnie nie paraliżuje lęk, a jedynie czuje się nieco niepewnie, patrząc jednak dość pozytywnie na przyszłość.
Żeby było zabawniej - postawiłem sobie dość wysoko poprzeczkę - już samo zdobycie uprawnień do wykonywania zawodu to przynajmniej 2 lata działania, koszt kilkunastu tysięcy i kwestia zdania bardzo trudnego egzaminu. A potem wcale nie jest lepiej, bo początki związane ze zdobywaniem klientów i tworzeniem własnej bazy z danymi niezbędnymi do wyceny to też niezłe wyzwanie.
I o ile te wyzwania jeszcze niedawno mnie przerażały i zniechęcały - teraz mnie wręcz nakręcają. W końcu to jest taka super możliwość odkrywania własnych możliwości, przekraczania barier i sięgania ponad przeciętność. Widzę tutaj dla siebie świetne możliwości praktycznego budowania prosperującej świadomości i zaradności życiowej. W końcu ten zawód się wiąże z bardzo dużą odpowiedzialnością i samodzielnością.
I tak swoją drogą myślę, że to wszystko byłoby niezłym przygotowaniem, aby kiedyś tam w dużo dalszej przyszłości założyć własną firmę. Mam takie małe marzenie, aby założyć firmę developerską, która budowała by nie tylko zgodnie z nowoczesnymi, ekologicznymi rozwiązaniami, ale także tworzyła przyjazną dla ludzi przestrzeń, dobrze się wpisującą w otoczenie - w przeciwieństwie do większości developerów, którzy budują byle jakie bloczki, ciasno nawalone, byleby tylko mieć jak najwięcej mieszkań do sprzedania.
Do tej pory wydawało mi się to skrajnie niemożliwe do osiągnięcia (gdzie, ja i taka wielka firma operująca tak ogromną kasą?), no ale jakby nie spojrzeć ktoś te firmy prowadzi. Czemu ci ludzie mogą, a ja bym nie mógł? Wychodzi na to, że to kwestia tego jak wysoko sięgamy - trzeba się przebić przez dość silne przekonanie, że tak wielkie sukcesy nie są dostępne dla zwykłych śmiertelników.
-
Bardzo mnie ucieszyło, gdy dziś przy okazji robienia sesji pewnej osobie, w temacie bogactwa, dostatku, pracy, uświadomiłam sobie ile zeszło mi różnych wzorców i wyobrażeń, na te tematy i że moja pś zaczęła akceptować i lubić dostatek:))) Pracuję jakiś czas nad tymi tematami w sobie i są fajne bardzo efekty:)
-
hej dostalam w koncu super prace- taka, w ktorej moge sie znalesc.:) a zawiodla mnie do niej moja kreacja juhu! (przynajmniej tak mysle)
Ta Pani ma niedaleko male centum gdzie odbywaja sie seminaria-sama je prowadzi albo ktos inny (jakis lekarz ajuwerdy), ona sama jest naturopadka i expertem od odzywiania wegetarianka od 30 lat (ma juz 73´ale jest w formie) i dzis uczylam sie jak mam jej wszystko przygotowywac - rozne soczki, make mielic, warzywa obierac (np. rzodkiewke).
Wczoraj jak sie spotkalysmy to przyznala- niewiem skad nagle przyszla jej mysl,aby dac ogloszenie do urzedu pracy.Ledwo wrocila do domu ja juz do niej zadzwonilam, bo juz dane byly w internecie i po rozmowie mowi- przyjedz do mnie teraz- mysle, ze sie nadajesz! Pojechalam- testowala mnie numerologicznie ( tj. date urodzenia)- pasuje od jutra mozesz zaczynac- szok!
Ciesze sie bardzo- tam jest pieknie i blisko natury.Przed domkiem stoja piekne doldy Ametystu metrowe- wpadlam w zachwyt ;)
-
Jolanta - hej, gratuluję :))) Super!
-
Dzieki- mialam wczoraj przeswiadczenie w koncu swiadome, ze jednak wykreowalam to sobie- to nie mogl byc przypadek. Wlasnie czytam "Hune" Pana Leszka i widocznie moj monolog z ps i ns- dal takie rezultaty- jeszcze mam gesia skorke jak pomysle ....ale jestem happy...ze zaczelam i cos sie udalo ;)
-
Jolanta
Gratulacje! Brzmi jak bajka, a jednak to prawda. Świetna kreacja. Na pewno nauczysz się wiele cennych rzeczy! Pewnie niebawem staniesz się ekspertką w tej dziedzinie, a za ileś lat(choć może nie tak prędko), może nawet następczynią tej pani... Tak chyba miało być, że akurat Ty się zgłosiłaś. Super się czyta takie historie!
-
Hej Lucjan dzieki,
wczoraj pomyslalam- moglabym ja pomasowac (mam 2 stopnie refleksologii stop)- a dzis rano ona mowi- wiesz moze byc mnie pomasowala i naoliwila i inne rzeczy- TOBIE dam sie dotknac !!!
WOW to zabrzmialo super taki wielki komplement- znowu to samo--- pomyslalam i spelnia sie- CHWALA I CZESC Panu Leszkowi za ksiazke HUNA - mala - ale jak skuteczna ;)
Wczoraj tez pomyslalam- takie centum jak moja szefowa ma - moglabym i ja miec! Kurcze ale jestem HAPPY
O 18.00 jade ja masowac juz sie ciesze- chcialam sie pochwalic- duzo na dobre sie u mnie zmienilo i nadal zmienia dzieki Wam wszystkim, Pani Ani Atras i dzieki wiadomo Panu Leszkowi....:)
-
Jolanta - superasto!!! Gratuluję szybkiej kreacji;-)
Przyzwyczajaj się, to już tak zawsze będziesz miala!
-
Jolanta
A jeśli można zapytać, to gdzie robiłaś kursy refleksologii? Pytam, bo też się wybieram...
Fajnie, że Ci się tak zaczyna układać w pracy :)
-
Jolanta,
gratulacje! :))
fajnie się coś takiego czyta
-
Jolanta, ja też gratuluję! I cieszę się razem z Tobą :))
-
Lucjan
ja mieszkam w Niemczech i kurs robie w Algäu na poludniu Niemiec, ale moge Tobie polecic kontakt z Wanda Bratko- znana i ceniona reflexolog- to ona swoimi artykulami zainspirowala mnie do reflexologii...podam Ci jej strone...jak bym byla w Polsce poszlabym do niej- imponuje mi nadal
http://www.refleksologia.com/index.php?mact=News,cntnt01,detail,0&cntnt01articleid=52&cntnt01returnid=36
Dzieki za gratulacje kochani...;)
-
Jolanta
Dziękuję! Właśnie ja też zastanawiałem się nad Wandą Bratko. Miałem jeszcze do wyboru inną szkołę refleksologii ale tam strasznie zdzierają, gdyby się chciało przejść przez wszystkie stopnie.
-
ja teraz na poczatku czerwca chce zrobic 3 stopien- moja nowa szefowa wczoraj byla pod wrazeniem- ze ja tak umiem masowac i ze takie to przyjemne....a wiec do dziela....powodzenia :)
-
Haha - zadzwonili do mnie z uczelni i jednak dostałem pracę przy rekrutacji! O moja słaba wiaro i braku ufności totalnej! Skoro czułem wcześniej przez cały czas luz i pewność, że dostanę tą pracę, to powinienem był ufać nawet gdy mi powiedzieli że nie dostanę i nawet gdy minął czas, gdzie mógłbym się dostać z listy rezerwowej. :D
Ufajmy sercu, a nie logice! :D
-
Jolka, Clint
super! moje gratulacje!
-
Clint - super! :) Gratuluję!
Jolanta - świetnie :)
-
Ja tez nie marzylam, ze moge w terminie zrobic refleksologie III stopnia- a pojutrze jade do Algäu zrobic III +IV !!! szok bo myslalam, ze ani czasu ani kasy nie bede miala. Jednak ciagle jak Clint czulam, ze spokojnie moge sobie kreowac - no ale nie ufalam....a tu niespodzianka. Juhu...
Potem na poczatku lipca jedziemy nawet na krotki urlop do Pobierowa...tez myslalam, ze w tym roku nie wypali, bo ciagle jakies zawirowania byly....jak jedno sie ukladalo to nastepnie sie psulo i tak w kolko....ale zaufanie i pokora, ze nadswiadomosc i boska opatrznosc cos wymysla....oplacala sie.. :)
Clint- gratuluje !
-
Clint - super! Cieszę się razem z Tobą;-)
-
Dzięki wszystkim :)
Jestem zadowolony nie tylko dlatego, że w ogóle mam prace, ale też dlatego że mam super pracę - nie dość, że dostanę na rękę niecałe 2800 zł za 2 miesiące, to jeszcze się okazuje że to tylko 7 godzin dziennie, a nie 8. W dodatku rozmawiałem ostatnio ze znajomym, który pracował tam rok temu i jak to stwierdził "lunch, brunch, przerwa obiadowa - na wszystko znajdzie się czas". :D Podobno roboty jest na tyle mało, że przez większość czasu pracuje się po 4 godziny dziennie, nie ma praktycznie żadnego nadzoru i ogólnie panuje wyjątkowa luźna, studencka atmosfera. Czyli klasycznie nie narobię się, ale po raz pierwszy wiążę się z tym całkiem niezła zapłata :)
No i przy okazji świetna okazja, żeby poznać trochę nowych ludzi.
-
Clint, to super wiadomość! Cieszę się razem z Tobą :)))
Powodzenia w nowej pracy :D
-
Clint, ale fajnie :)))))
-
Czy jest ktoś komu podobnie jak mi jest obojętny dzisiejszy mecz? i Wszystkie kolejne? xD
-
Nie jesteś sama - ja tam nawet nie wiem, kto gra :D
-
Mi:D
-
http://www.youtube.com/watch?v=f27IqVo5-Oc
-
SF,
uprzedzilas mnie ;)
Z euro wiem tylko tyle, ze 12go ma byc wojna we Warszawie ;)
-
A ja przyznam, że się dobrze bawię, choć nie oglądam - wystarczą mi późniejsze okrzyki za oknem ;)
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.250547251713092.40966.145063292261489&type=3
-
A ja byłem na meczu w knajpie, przy tzw. piwie bezalkoholowym i dobrze się bawiłem, gra mnie wciągnęła:) Kiedy Polacy strzelili bramkę, a piłkarz grecki niesłusznie zszedł z boiska, zrobiło mi się trochę szkoda Greków (mają ten kryzys i w ogóle')). Dlatego gdy wyrównali - nawet się ucieszyłem:) Ale jak sędzia podyktował rzut karny i dał czerwoną kartkę Szczęsnemu, to już znowu trzymałem kciuki za "naszych" i była radość po obronie Tytonia^^
W sumie jest coś wzruszającego w piłce nożnej. I występ artystyczny przy otwarciu okazał się całkiem smaczny... Nie fascynuję się nią już tak, jak w dzieciństwie, może jednak dostarczyć wielu miłych wrażeń.
-
Wczoraj byłam na Polach Mokotowskich, na Tańcu Spirali - tak fajnie było śpiewać OM stojąc na trawie, z błękitnym niebem i słońcem nas głową - w otoczeniu życzliwych, ciepłych, otwartych ludzi. Radośnie i inspirująco było :)
Każdy człowiek był inny, o różnym stopniu otwartości - ale wszyscy byli pozytywnie nastawieni. Jestem wdzięczna :)
-
Każdy człowiek był inny, o różnym stopniu otwartości - ale wszyscy byli pozytywnie nastawieni. Jestem wdzięczna :)
:))
-
Hyzia
Wspaniale! Chciałabym wziąć w czyms takim udział;-
-
Jak mi dobrze :)
Miałem 3 tygodnie temu 2 sesje regresingu na warsztatach, gdzie sporo poschodziło, ale moje samopoczucie jakoś nieszczególnie się zmieniło. Tydzień później były węzły u Leszka i węzły jak to węzły sprawiły, że powychodziło jeszcze więcej, ale ja zamiast ulgi poczułem się straszliwie spięty i zasypianie w nocy stało się męczarnią z powodu spięć na karku i górnej części pleców. Kolejny tydzień później się trafiła okazja, żeby zrobić sesję na wymianę, gdzie przez bite dwie godziny zrzuciłem całkiem sporo, ale to wciąż jeszcze nie było to. Dzisiaj miałem kolejną sesję na wymianę (od 3 lat żadnej nie miałem, a teraz nagle jakiś wysyp :P) i wreszcie zeszło na tyle, że do domu wracałem pełnym bananem na twarzy delektując się prześliczną pogodą i jeszcze śliczniejszym, własnym samopoczuciem :)
Wszystkie te sesje i węzły krążyły wokół tych samych tematów i choć wciąż jest co z nimi robić - zeszła w końcu jakaś masa krytyczna i jest mi z tym tak dobrze, że aż mi bardzo dobrze :)
A jeszcze lepiej jest mi z tym, że te tematy w większości dotyczyły bezpośrednio tworzenia związków partnerskich lub też pośrednio wpływały na kompletny brak kreacji. Ostatnio tak dużo się dzieje w tych tematach, że zaczynam mieć wrażenie, że nadchodzi ten czas, kiedy wreszcie zacznie się dziać coś konkretnego jeśli chodzi o stworzenie związku. Trzymam za siebie kciuki :)
-
Ja także trzymam za Ciebie kciuki!:)
-
:)
-
Clint,
Dasz radę .:)
-
Dzięki :)
Swoją drogą przypomniało mi się co mnie dzisiaj najbardziej rozbawiło podczas sesji. Miałem wbite przekonania, że jak się się stworzy dobry związek trwający jakiś czas to się musi skończyć ślubem, a jak już będzie ślub to jest już związek na całe życie i nie można już zmienić partnerki. Ze strachu, że przyciągnę sobie tylko "dobrą" partnerkę i się nią zwiąże na stałe, a tym samym stracę możliwość stworzenia bardzo dobrego związku postanowiłem odwlekać stworzenie związku (aż do porządnego oczyszczenia karmy), a tym samym odpychanie od siebie wszelkich dobrych potencjalnych partnerek i przyciągając sobie tylko te nie nadające się do dobrego związku :D
Taka była reakcja wszechświata na te rewelacje:
http://fc05.deviantart.net/fs50/i/2009/278/2/a/Epic_Facepalm_by_RJTH.jpg
-
Clint
Gratuluję! Niech się teraz pieknie kreuje!
A co do śmiesznych wzorców - myślę, ze wszyscy jakieś mamy i się śmiejemy sami z siebie w sesjach;-) Najwazniejsze, że je odreaogowujemy i nam już dalej nie przeszkadzają - a co akcenty komiczne czasem są - to są;-))))
-
Tulia
A bym zapomniał - dziękuje Ci jeszcze raz za tą wróżbę, którą mi niedawno robiłaś i za wskazówkę odnośnie tego problemu, który w końcu wyszedł na sesji - przydało się :)
-
Clint,
ciekawe, bo też miałam podobne przekonanie co do związków, że bałam się wchodzić w ten, który się pojawiał, bo miałam lęk, ze blokuję się na ten najwłaściwszy, u mnie to była kwestia przede wszystkim puszczenia wzorców przywiązań, które miałam ogromne, do śmierci i na amen. W ogóle to wydaje mi się, ze mamy sporo podobnej karmy .:)
-
U mnie wyszło jak zwykle mocno od kościelnej strony czyli po prostu zbyt wiele ślubów z przysięgą wierności na całe życie - w czasie sesji w mojej głowie rozbrzmiewały słowa "co bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela". Standardowo zbyt poważne traktowanie tych chrześcijańskich bzdur :P
I rzeczywiście przy myśleniu o stworzeniu związku tu i teraz, pojawiały się takie myśli, że co ja zrobię jak po jakimś czasie pojawi się lepsza partnerka - przecież nie mógłbym zerwać z tamtą, gdyby wszystko było w miarę ok tylko dlatego, że pojawiłaby się lepsza, bo to by było takie złe.
W ogóle to wydaje mi się, ze mamy sporo podobnej karmy .:)
Pewnie tak i to też pewnie była jedna z przyczyn naszych zgrzytów - zbyt dużo wywalało :)
-
Clint, też trzymam kciuki :))
A swoją drogą wcale nie trzeba mieć przepracowanej karmy związków na 100%, żeby tworzyć harmonijny i trwały związek. Czasem po prostu wystaraczy duża gotowość na harmonię w bliskości, bo to jednocześnie otwartość na harmonie uczuć, celów, wolnej woli i przepływ energii. A przy wzajemnym wsparciu w związku łatwiej też uzdrawiać dalej sobie ten temat (np kwestie samooceny). A co do ślubów, to chyba nie warto fundować sobie i ukochanej osobie kolejnych obciążeń do przepracowania :).
-
Clint,
:)
-
kinga
Jak myslisz osoby,ktore sa ze soba w zwiazku i chca sie pobrac w kosciele,normalnie tradycjnie jak wiekszosc ludzi,tylko sa oboje swiadomymi ,rozwijajacymi sie ludzmi to moze sie tam cos zakodowac mimo wszystko?
Bo ja np nie wierze w cala ta przysiege malzenska,te wszystkie ceregiele tylko bardzo mi sie podoba sama tradycja ?
-
Semira,
jeśli są naprawdę świadomi, przytomni i rozwijają się duchowo to w takim razie po co ślub kościelny?
Bo ja tego nie kumam :))
-
No wlasnie nie wiem musze to przemyslec,dlaczego mi sie podoba ta tradycja:)
-
Kinga
No mi najwyraźniej tej gotowości brakowało :) A uzdrawiać pewne rzeczy już w praktyce, a nie ciągle tylko w teorii to ja bym bardzo chciał - bo tak jest nie tylko milej i przyjemniej przy wzajemnym wsparciu, ale także szybciej. No i przede wszystkim można się cieszyć tym co się już ma w tym związku.
Zresztą nie wiem na ile to jeszcze trwałe, ale po tej dzisiejszej sesji zmieniły mi się odczucia odnośnie tworzenia takich, jakby to nazwać... przypadkowych związków. Wcześniej było kompletne poczucie bezsensu, że po co próbować cokolwiek jeżeli kobieta nie ma na czole neonu z napisem, że jest odpowiednią dla mnie partnerką. Teraz czuje dużo większą gotowość, żeby zaryzykować, poumawiać się na randki, zobaczyć jak to jest w praktyce z daną osobą i potem albo porzucić albo rozwijać relację.
-
Semira
No ja miałam tak bardzo chęć brania ślubu, zwłaszcza kościelnego z super harmonijnym partnerem. No i w sesji skąd te pomysły. Chodziło o praktyki, które miały nas powiązać, byśmy już żyli w harmonii i wracali razem do Boga. Skończylo sie mimo wszystko nie ciekawie. Mój tamtejszy partner zachciał doświadczać i poszaleć z inna i mnie zamordował, bo uznał( pod jej wpływem) ze go ograniczam i mu przeszkadzam:)
Odreagowalam, ale jakoś nadal miałabym ochotę na ślub, tak jak piszesz, dla tej całej otoczki. Choć czuję, że tamto zeszło mi:)
-
Mnie to kreci mimo wszystko i wiem tez ,ze dla mnie nie byloby problemem sie rozwiesc gdyby byla taka potrzeba,bo ja nie wierze w te wszystkie przysiegi skladane przed ksiedzem a nie przed Bogiem,bo Boga to chyba raczej nie interesuje co ja tam komu przysiegam:)Podoba mi sie wlasnie ta otoczka,ta ceremonia:)
-
Semira
Mam dokładnie tak samo:)
-
Laka
No chyba,ze slubu udzielalby mi ks.Natanek to pomyslalabym......ZE COS SIE DZIEJE...:)))
-
Wczoraj przeforsowałam się na rowerze i kolano bardzo mnie bolało, z tym, że nie czułam by były to mięśnie, prędzej stawy. Nie mogłam zasnąć. Dość poważnie wyglądało. Więc pomodliłam się o uzdrowienie, a potem zaczęłam sobie wizualizować, że czyste światło rozpuszcza te wszystko co nie korzystne, harmonizuje. Jeszcze wersja, że te energie, zaburzenia, transformują się aż do częstotliwości czystego światła. I nagle przestało mnie zupełnie boleć. Zasnęłam, a następnego dnia o tym nawet zapomniałam, potem sobie uświadomiłam, że jest ok. Pomimo, że dziś także kilka godzin intensywnie jeździłam:)
Super:)
-
Semira
Ja mam pozytywne przykłady par które wziely ślub, nawet kościelny. Ale oni już byli jakiś dłuzszy czas wczesniej ze sobą i bylo im bardzo dobrze. Ślub nie był czymś w rodzaju sztucznego łącznika. Sami mówili, że w ich życiu, związku nic nie zmienił. Oni już mieszkali jakis dłuższy czas ze sobą.
-
Właśnie wróciłam z tygodniowych wczasów z regresingiem :) Ciepło wspominam gry i zabawy z uczestnikami, wspólne spacery i wypady w Góry. Najbardziej ugruntowało mi się coś, co przeczuwałam już od dawna. Nie mam już potrzeby (w dużej większości ważnych dla mnie tematów), poświęcać 90% czasu na oczyszczanie podświadomości, a dużo więcej korzyści odnoszę z medytacji i kontemplacji tego co już mam i co urzeczywistniłam. Teraz ciągnie mnie do miejsca i ludzi, gdzie główną praktyką była by medytacja, praca z energią, podnoszenie wibracji :).
-
Boże, jak mi dzisiaj dobrze było (i wciąż jest). Kompletnie się nie spodziewałem, ale po prostu od samego rana tryskałem energią i świetnym samopoczuciem tak dobrym, że aż bardzo dobrym. Szedłem sobie do pracy podśpiewując, trzaskając zdjęcia i momentami czując tak wielką przyjemność od cieplusich promieni słonecznych, padających mi twarz oraz cudownie rześkiego powietrza, że aż momentami przymykałem oczy z rozkoszy. Było mi tak lekko, cudownie, słonecznie i radośnie. Czułem się szczęśliwy jak człowiek, który ma wszystko i niczego już nie potrzebuje.
Przyszło mi też takie poczucie, że jestem takim fajnym, cudownym dzieckiem Bożym, niezwykle cennym i wartościowym. Odczuwałem swoją samoocenę jako widocznie wyższą niż to co czułem na co dzień. Do pracy przyszedłem równie energiczny i radosny, a na fali tego stałem się dużo bardziej wygadany i przede wszystkim naturalny wśród innych ludzi.
Na koniec dnia zaliczyłem pierwszy wypad z ekipą z pracy - było nas tylko czterech dzisiaj, ale było bardzo fajnie. Wcześniej miałem lekkie opory przed takim wypadem "na piwko", ale było spoko - dwie osoby trzasnęły sobie po jednym tylko piwku, a ja z jednym kumplem po szklance pepsi. Jak powiedziałem, że jestem abstynentem i nie piję w ogóle, to zostało to przyjęte tak naturalnie i z taką akceptacją, że aż się miło zdziwiłem. Naprawdę bardzo fajni ludzie - mam nadzieje, że ta znajomość przerodzi się w coś trwalszego i przetrwa koniec wspólnej pracy. :)
-
Większość dnia byłam przytłoczona wzorcami ale zrobiłam sobie długą sesję. Pod wieczór pograłam w piłkę, poskakałam po trawie bawiąc się z partnerem i jakimś dzieciakiem. Wynajmujemy pokój na czas wczasów i różne osoby mieszkają w domu ;) poczułam się bardziej otwarta i spontaniczna. Okazuje się, że jak chcę to potrafię wyjść ku pełnej radości. :)
-
BlackRose ale fajnie że to piszesz:) wyjście do ludzi to coś co jest Ci potrzebne
-
Sebastian,
izolacja, asceza, to było to, co mnie bardzo rozwinęło w niektórych aspektach, ale również skrzywdziło w tych innych. Społecznych. Nie ciągnie się to jedynie od tego życia. Do niedawna mając depresję, siedziałam sama i "kopałam" w tych wszystkich tematach, analizowałam, robiłam sesje. A czasem wystarczy wyjść i zrobić coś szalonego, spontanicznego, aby odpuściły niektóre ciężkie wzorce i nastrój się poprawił. Musiałam do tego bardzo długo dojrzewać. Unikałam ludzi bojąc się odrzucenia, poznania mnie. Bo co ja niby miałam do zaoferowania? Ciągle czułam się inna, jakaś odleciała, zbyt "nienormalna". Za dużo przejść, za dużo utraty zaufania. Teraz Nauczyłam się "dozować siebie". Myślałam, że istnieje wszystko albo nic. To znaczy, ktoś mnie rozumie, albo nie. Zobaczyłam, że od różnych ludzi mogę uczyć się czegoś, tak samo coś dawać. I nie musi to być "wszystko" - jak myśli dda. To zdrowe kiedy wybieram co chcę robić, z kim się chcę spotykać. Każda osoba może mi zaoferować coś innego.
Otwieram się, myślę o tym wyjściu. Wiem, że tego potrzebuję. Po to staram się podróżować, brać udział w warsztatach. Wychodzą mi tak silne wzorce i opory przed kontaktem, że momentami mam ochotę się śmiać. Ale będzie lepiej :))) na to liczę.
-
Dziele sie dzisiaj moja radoscia poniewaz bede juz wkrotce mogla po raz kolejny zobaczyc moj UKOCHANY ZESPOL ROLLING STONES NA ZYWO,z okazji ich 50-tki,ale kto by sie przejmowal datami..Love,music,peace..:))
-
Wczoraj się działo dużo dobrego, jeśli chodzi o moją relację z samym sobą. Miałem ponad godzinną sesje (nie regresingu :P) podczas której skonfrontowałem się z wieloma emocjami (głównie samotność i rezygnacja z ludzi), gdzie po raz pierwszy tak silnie poczułem, że naprawdę chce na co dzień żyć wśród ludzi, a nie sam ze sobą. Dużo i szczerze przepraszałem siebie za różne rzeczy, a potem wizualizowałem sobie kilka ważnych karmiczne osób i zwracałem im wolność, przepraszając ich, przebaczając im i odcinając połączenia z nimi. Dalej pozwoliłem sobie na poczucie wpuszczania do mojego życia harmonijnych ze mną istot oraz wypłakałem tęsknotę za aniołkami, które wybrały od razu Boga i z którymi straciłem kontakt po moim upadku. Na sam koniec poprosiłem Boga, aby mi pokazał jak cenną i wspaniałą istotą jestem, aby obmył mnie ze wszelkich zaślepień i urojeń na mój własny temat i abym mógł doświadczyć jak najpełniej mojego jestestwa. Tutaj pojawiło się wiele bardzo fajnych odczuć i pozwoliłem sobie przez jakiś czas pobyć w tym wspaniałym stanie.
Po tym wszystkim ewidentnie coś tam się uzdrowiło, a moje ogólne samopoczucie i samoocena poszła w jakimś tam stopniu do góry. Jedną z pierwszych zmian oprócz samych odczuć była nagła chęć, aby bardziej zadbać o siebie, w tym o swój wygląd. Nagle sięgnąłem po jedną z koszul z szafy, których za bardzo jakoś tak nie nosiłem na rzecz powyciąganych t-shirtów. Dzisiaj przyszedłem do pracy w jednej z takich koszul i od razu usłyszałem od dziewczyn jak dzięki temu dobrze wyglądam, co było miłe :)
W ogóle jeśli chodzi o dziewczyny to mi się też relacje z nimi poprawiły i o ile jeszcze do niedawna płeć piękna była w moim życiu jedynie tłem, tak ostatnio dostaje od nich coraz więcej i więcej fajnych rzeczy. Jak miałem urodziny ostatnio to mnie ze dwie przy składaniu życzeń nawet uściskały, co się nigdy mi nie przydarzyło od kobiet spoza rodziny (w przypadku składania życzeń, a nie w ogóle :P). Po za tym słyszę od nich wiele miłych słów (np. dzisiaj doceniły to jak o nie dbam przychodząc samemu po ksera, które mi robią, a nie czekając aż same przyniosą - co je nieco odciąża, bo nie zawsze nadążają z obsługą 6 osób) i co po chwilę wymienianie są serdeczne uśmiechy (ja nie mogę nawet pół pokoju przejść, żeby nie zahaczyć o czyjś uśmiech). Nie wspomnę już o pieszczotliwym zdrobnianiu swoich imion "- Skserujesz mi to Izuś? -Ależ proszę Łukaszku" i wielu innych sympatycznych detalach. No naprawdę jest to dla mnie coś zupełnie nowego i coś bardzo, bardzo fajnego.
-
Fajnie Clint :)
-
Mnie jest miło, bo dziś się ukazał na Interii wywiad, w którym między innymi wzięłam udział : ) Może nie do końca przekaz został zachowany, ale generalnie jest ok :)
-
Indra
czytalam:)nie chcialam wcześniej wpisywać, zeby znow nie wystrzelić jak szczypiorek:P Ladnie, cieplo, mądrze a przy tym mega dawka akceptacji:) Gratuluję:)
-
Indra to fajne :) Pochwal się artykułem :)
-
Iustitia
Dziękuję :))) spokojnie mogłaś wcześniej wpisać, z niczym też nigdy nie wystrzeliłaś :) Ja to mam jakoś chyba tendencje ekshibicjonistyczne, bo nie mam obaw przed mówieniem o tym, co robię lub pokazywaniem zdjęć :) Cieszę sie, ze się podobało!
Grażyna Anna
A proszę:) http://kobieta.interia.pl/uroda/news-czego-wstydza-sie-polki,nId,625940,nPack,1
-
Indra bardzo fajny artykuł :) świetnie wypadłaś :)
-
Dzięki, Grażyno :)
-
Indra również gratuluję :)))
To nie musi być wcale ekshibicjonizm tylko zdrowa samoocena :)))
-
Kingo, dziękuję bardzo :) mam nadzieję, że rzeczywiście z samooceną u mnie lepiej :)
-
Indra,
gratulacje :)
-
Dzięki :)))
-
Indra
ja też mam tendencje ekshibicjonistyczne, a wlaściwie moja podświadomość. Ale moje to z gatunku "humor". I w życiu i w rozwoju każdy problem/zagadnienie rozgrzebuję do podstaw. Analizuję, oglądam pod lupą, rozgaduję się o tym, bo wtedy podświadomość czuje się doceniona i wylatują z niej wszelkie niuanse. Potem jest zalapanie glownej istoty/intencji i ...totalnie zapominam o procesie dochodzenia, zupelnie jakby nie istnial jakbym w ogole w życiu się tym nie zajmowala. Wiec czasem znajomi przychodza z rozwiązaniem kwestii, jaką "męczyłam" ich jakis czas temu, a ja robię wielkie oczy i albo nie wiem, o czym w ogole do mnie mówią, bo przecież kwestia jest taka oczywista albo mowię im, jak to załatwić na skróty:) Ich reakcje-bezcenne:D
Dlatego czasem wyskakuję jak szczypiorek-nie umiem ukryć radości, że coś wiem i to coś jest korzystne:)dlatego gratuluje dziewczynom ciąż, gdy o nich jeszcze nie wiedzą etc Ale uczę sie, że każdy ma swoje tempo w odkrywaniu Siebie
-
Iustitia
No to faktycznie zabawne :))) Ale każdy sposób jest dobry, o ile prowadzi do uzdrowienia/zrozumienia czegoś, super :) Ja to bym czasem chciała mieć taki wgląd...
tak w ogóle dostałam pierwszą próbkę efektów mojej ostatniej sesji i jestem zadowolona:)
-
Indra
nie widzialam, ale wiem, że są czaderskie:) przecież Ty zawsze wychodzisz genialnie wlaśnie dlatego, że jesteś Sobą. Pamietasz post Leszka o docenieniu indywidualności? Ty to zrobilaś w praktyce. Obiektyw Cię kocha właśnie taką jaka jesteś:)
-
Iustitia
Pierwsze foto jest już na moim FB:) Ech, dziękuję Ci! :) Jest mi bardzo miło:* Ja Siebie też chcę kochać w pełni właśnie taką, jaka jestem i cały czas dążę do tego. Chyba mi się czakra serca ostatnio otwiera :)
-
Indra
czadersko:)
Nie mam wglądów, raz na jakiś czas mam pewność:D
-
Iustitia
Nawet raz na jakiś czas to już coś :)))
-
Hmm.. pracować w tym roku czy nie? Chyba popracuję :))
-
Kurcze, fajne zdjęcie dostałam z ostatniej sesji :) oczywiscie jest obrobione, ale co tam, zresztą się pochwalę ;)))
http://i182.photobucket.com/albums/x64/indra_zdjecia/magda_9475.jpg
-
Indra,
naprawdę przyjemnie się na Ciebie patrzy..i widać większe zadowolenie z siebie :)))
-
BlackRose
Dziękuję :))) ostatnio więcej miłości we mnie, więc może się to jakoś przejawia :)
-
Jesteś bardzo ładną modelką, ciesze się, że robisz postępy :)
-
I ja się cieszę, miło mi :)) tak w ogóle to widziałam niedawno Twoje zdjecia na FB i pomyślałam sobie, że jesteś bardzo zgrabna i śliczna, sama mogłabyś być modelka :)
-
Indra :)
ZARĄBISTE ZDJĘCIE ;) Sorki ale nie mogłam się powstrzymać ;) Zdjęcie naprawdę super. To jest drugie albo trzecie zdjęcie które mówi "nic dodać, nic ująć" :) Świetne. Jeszcze mi się podoba tak "na maxa" to zdjęcie, na którym masz ten śliczny kilku-kolorowy makijaż. Też jest na 100 %
:-)
-
Szafirowy Błękit
Nie masz za co przepraszać przecież ; ))) Ciesze się, że zdjecie się tak podoba:) też je lubię, no i także mi się podoba to z kolorowym makijażem :)
-
Indra :)
Wiesz co, faktycznie na tym zdjęciu jest widać w Tobie bardzo dużo delikatności. Mam wrażenie, że jest sporo więcej łagodności, subtelności. I ładne ciepełko :)
-
Szafirowy Błękit
O, dziękuję Ci, jakie miłe wrażenia, cieszę sie :) ktoś mi właśnie powiedział, że na tym zdjęciu widzi we mnie czarownicę ; >
-
puszczałam niedawno trochę wzorców magicznych i w sumie zdziwiło mnie to, ale ok ;>
-
Indra :)
Hmm.... ja jak oglądałam Twoje zdjęcie w wątku o ERD to widziałam sporo z zielarki, coś jakby z wodza indiańskiego ;) i coś na rzeczy z wróżbami itp. sprawami. Na tym zdjęciu odbieram Ciebie tak jak napisałam poniżej :) Coś też jest takiego w oczach u Ciebie ale nie potrafię tego nazwać....
-
Szafirowy Błękit
chyba sporo miałam wzorców magicznych, teraz powinno być tego mniej już, bo jednak popuszczałam chyba co nieco, takie mam przynajmniej odczucia :) teraz jest więcej miłości w moim sercu, lżejszych energii, tak to czuje:) dużo pracuję z modlitwą
ale pewnie jeszcze jakieś sprawy się tam kołaczą ;>
-
Wlasnie zakonczyl sie kurs Ayuwedy u mojej szefowej w jej " spiritualnym centrum", ktore mialam przyjemnosc obslugiwac. To bylo na wysokim poziomie prowadzone przez hidusa- dr.filoz.- ktory jest homeopata i terapeuta. Razem ze swoja zona prowadzili wyklady, nauke masazu i kurs gotowania dla grupy 13 kobiet glownie lekarki i naturopatki. Wszyscy bardzo mili i sympatyczni oprocz mojej szefowej -ciagle szukala zwady i byla zazdrosna. Ale ja skorzystalam wiele. Poznalam super ludzi, duzo sie dowiedzialam, moglam gotowac z nimi i uczyc sie masazu i byc masowana podczas gdy jeszcze mi za to placili....supi choc jestem dzis wypruta na maxa....ciesze sie bo- tak to mozna kase zarabiac....;) Grupa zrzucila sie i dostalam jeszcze od nich kartke i 70 Euro jako prezent i podziekowanie za zaangazowanie. juhu....;)
-
Pozwolcie ze sie podziele:)))
Wczoraj, 13. 08. 2012 byl jeden z najpiekniejszych dni w moim zyciu:)
Pojechalam na dzika plaze ( morze Polnocne, Vejby Strand ) z moja rozwojowa psiapsiola i jej synkiem aniolkiem. Pochlapalismy sie w wodzie, synek sobie poszedl bo zmarzl, psiapsiola Sandra wylegiwala sie na piasku ( wczesniej narysowala gwiazde dawida na piasku i otoczyla ja kamyczkami w ksztalcie serca..
To ja sobie chodzilam ( sama i samiutka ) w wodzie, po pas, w ta i z powrotem, szykowalam sie do zanurzenia i poplywania. Trwalo to jakies 10 min ( zmarzlak ).
Bylam o krok od poplyniecia i patrze i oczom wlasnym nie wierze! Morswin!! ( mniejszy kuzyn delfina ) Szczeka mi opadla, oslupialam, krzyknelam "Saaaaaandraaaa!! deeelfiiinnn ! " i wpadlam w panike! ( durna bo to moje marzenie bylo zeby w naturze poplywac z delfinem ) ucieklam na plytsza wode i obserwowalam morswina, zaraz nadplynal drugi i wynurzaly sie raz po raz:))) ja skakalam i cieszylam sie jak dziecko:) Wredna mewa usiadla na jednym z nich i odplynely, ale z 10 minut nacieszylysmy oczy nimi:)
Cos niesamowitego!! Trzeba miec wielkie szczescie zeby je zobaczyc w naturze! a tu parenascie metrow ode mnie! Gdybym poplynela to nie wiem- plywalabym z nimi:) Aja sie durna wystraszylam!;)
Dodam ze to bylo moje marzenie juz od paru lat, bylam na safari z delfinami na Gran Canaria, nie chcialam plywac z delfinami w niewoli, chcialam tak wlasnie w naturze! Mojej psiapsioly synek ma fiola na punkcie delfinow i w drodze na plaze pytal wiele razy czy je spotkamy, a ja ze " jesli bedziemy miec wielkie szczescie to spotkamy, jasne" Ja wczesniej mialam za soba medytacje ze swiat sie mna opiekuje i spelnia moje marzenia. Sandra po fakcie przyznala ze w czasie tej rozmowy miala przeczucie ze je spotkamy. No powiedzcie- 3 odpowiednie osoby i jaka materializacja! Dodam ze mieszkam tu juz 9 lat i wypatrywalam oczy za morswinami, i nigdy.... a uwielbiam morze i jestem tu tak czesto jak sie da!
wow:))))))))))
-
Dodam jeszcze ze Sandra podsumowala zdarzenie jako ze delfiny ( czy morswiny) zblizaja sie tylko do osob o czystym sercu:)))) voila! to ja;)))) milo mi:)))
-
katharina,
piękne! :) obserwacja takich zwierząt, zwłaszcza tak dużych to musi być coś, jeszcze jakby ich dotknąć kiedy przepływają...
może następnym razem nie zwiejesz ;)
mam podobne marzenie, chcę popływać z delfinami, tyle, że na Hawajach :)
-
Nawet nie zauważyłem kiedy to się stało, że jakoś zacząłem być obdarzany fajnymi zdarzeniami i coraz bardziej mam wrażenie jakby świat dbał o to, żeby było mi dobrze.
Dzisiaj mi się śniło, że spotkałem taką fajną, harmonijną partnerkę - i to był pierwszy sen w którym nie było z nią coś nie tak (np ciągoty ku kościelnym klimatom). Opowiedziała mi, że rozwija się duchowo choć regresingu nie znała, więc zacząłem jej opowiadać o tej metodzie, a na przykład jej skuteczności użyłem argumentu, że teraz czuje się w jej obecności tak dobrze i swobodnie, a jeszcze niedawno bym odczuwał takie i takie emocje (dość szczegółowo jej opisałem emocje, które w rzeczywistości kiedyś odczuwałem). I tak jest rzeczywiście w realnym świecie :)
A ten sen był z pewnością skutkiem super zabiegu wypalania węzłów, który mi Olga przedwczoraj zrobiła w ramach praktyki. Przyznam się szczerze, że przed zabiegiem nie spodziewałem się, że pójdzie aż tak dobrze, a okazało się że było naprawdę super - poszło naprawdę dużo bardzo niefajnych obciążeń, większość z nich w tematach okołozwiązkowych co mnie podwójnie ucieszyło. No i poschodziło dużo też z serducha, gdzie mnie naprawdę konkretnie blokowało przeciw związkom. Generalnie czuje się konkretnie przemaglowany jak to po węzłach, ale bardzo mnie cieszy to, że nie dość iż puściło to co puściło, to jeszcze się załapałem na darmowy zabieg, który skutecznością niewiele się różnił od Leszkowego (zostało wypalone 80% tego co w ogóle mogło być wypalone na tamten dzień) :)
Wczoraj spotkała mnie też kolejna niespodzianka - od jakiś dwóch tygodni w drodze do pracy słucham sobie medytacji (bo nie mam siły wstawać o 5.20 żeby ją zrobić w domu), ale wkurzało mnie to, że telefonowe słuchaweczki wypadały mi ciągle z uszu. Wczoraj zaś ojciec sobie kupowało kolejne drogie gadżety i przy okazji miał nowe słuchawki, więc mi oddał swoje poprzednie - całkiem porządne, warte ok 200 zł (co słychać w jakości dźwięku) i przede wszystkim takie, które zakłada się na głowę, więc nie będą mi spadać. Co prawda miałem wrażenie, że było w tym trochę próby kupienia sobie mojej miłości (nawet padł tekst o tym świadczący), ale nie będę się wgłębiał w jego dziwne oczekiwania.
No i wygrałem paczkę Cheetosów ;D
-
Bóg jest Wielki! :))) a Jego miłość i wsparcie dla nas nieograniczone :)))
-
Cieszę się, bo dwa dni temu miałam okazje poznać Olgę :). Już od dawna planowałysmy wspólne spotkanie i w końcu się udało :))
I cieszę się, że mam taką pracę, która umożliwia mi fajne spotkania z rozwojowcami z całej Polski :)
-
Kolejny dowód na to, że życie mnie kocha:)
Dzisiaj się nie wyśpię znowu po poprzedniej niewyspanej nocy, bo poszedłem do knajpki na herbatę i przesiedziałem do późna, a jutro znowu do pracy i zamiast standardowych 30 punktów do objechania, szef napisał że mam jutro 8 , z czego większość towaru będzie zrzucana wózkiem widłowym :))))))
-
Kinga!
:))))
-
Sebastian,
życie potwierdziło Ci, że dobrą decyzję podjąłeś, przychodząc :)
-
Jedną z rzeczy które na dobre mi odpuściły jest lęk, że nic ciekawego się już mi nie wydarzy, jeśli nie będę tego prowokował. Kiedyś złapałem doła i byłem już tak mocno przekonany że nic mnie już w życiu nie czeka, że postanowiłem że niech tak będzie a ja już nie będę się dłużej spinał. Dzień później spotkało mnie coś miłego, potem znowu i znowu :) Dlatego jeśli wracają do mnie resztki poczucia nudy to pozwalam jej być i zaraz znowu jest mi fajnie :)
-
Cieszę się, ze dziś dałam się wyciągnąć koledze na rower i kajaki :)) Fajnie było, dobrze sobie podjedliśmy i w ogóle git :))
-
A ja sie cieszę że dziś udało mi sie wiele zrozumieć. Cieszę się że znam tak bardzo kochane, życzliwe istotki i ze są gdzieś "obok" :*
-
Cieszy mnie dzisiaj to, że dzisiejsza joga dała mi lepszy wgląd w moje intencje i pokazała że to czego ja chcę jest całkiem fajne :)
-
Wyglada na to, ze wykreowalam sobie psa- tzn spacery z pieskiem po pieknej okolicy. Moja szefowa ma od wczoraj psa i jak bylam ja wczoraj masowac....to wyladowalam z mieszancem pochodzenie polskiego na spacerze i nie moglam sie nadziwic...ze to prawda....chcialam tego bardzo...ale nie musze miec psa w domu by spacerowac z mlodym pieskiem i jeszcze mi za to placa...;) Extra
-
Jolu, super :)
Ja się podzielę tym, że się dobrze czuję:) Nie wiem, na ile mam wszystko już uzdrowione i puszczone w stosunku do osoby i relacji, którą trzymałam tyle czasu, ale cierpienie zniknęło i jestem z tego powodu mega szczęśliwa:) czuję wielką wdzięczność do wszytkich, którzy mi pomogli w tym procesie..
-
Indra ciesze sie dla Ciebie ;)
wiesz nawet kiedy jest ciezko...zawsze warto probowac...wszystko wykorzystac do jednego celu....zyc pieknie i swiadomie...w otoczeniu bozej milosci, mocy i pomocy ....to jedyny i prawdziwy cel....i jak sie budzisz i myslisz.....hmmmm jak dobrze byc szczesliwym ;) ... to wiesz, ze Bog sam wystarczy ;)
Jest taka piosenka, ktora spiewalam kiedys w "Odnowie w Duchu Swietym" - ....." Szukajcie wpierw Krolestwa Bozego i jego sprawiedliwosci, a wszystko inne bedzie wam przydane Alleluja"....
nieraz sobie ja nuce i czuje, ze zyje ;)
-
Jolu, dziękuję :) zdecydowanie z Bogiem jest łatwiej być szczęśliwym, niż bez Niego. nie wiem, czy nie cieszę się przedwcześnie, ale chyba mogę radować się, że mnie już nie boli i że dziś myśli, które wcześniej powodowały wybuch płaczu, wywołują uśmiech na mojej twarzy :)
P.S. fajna piosenka ;>
-
Indra :) mozesz cieszyc sie za wczasu....to nie jest zabobon, w ktory wierzy tyle osob,ze po fali szczescia musi przyjsc fala rozpaczy....fakt nikt nie wymaga abys byla usmiechnieta i happy non stop, ale chwile wytchnienia i refleksji,wyciszenia sa dobre dla zachowania rownowagi psychicznej.Nawet w przyrodzie nie swieci ciagle slonce, tylko pada deszcz- to jest potrzebne aby sie czasem wyciszyc i wsluchac w siebie. Zreszta uwazam znizke humoru,albo okazywanie zlosci czy placz za oczyszczajacy....najlepiej nie hamowac naszych uczuc i wtedy sie wszystko bedzie ukladalo jak najlepiej. Ja przestalam sie wstydzic okazywania uczuc juz dawno, choc teraz sa momenty gdzie przezywam cos nowego i wczesniej nie znanego.
Wiesz kiedys bylam w Odnowie blisko kosciola i podobalo mi sie duzo, lecz nie zawsze potrafilam sie wczuc sie w emocje...i tylko wyobrazalam sobie Boga przez rozne dziwne wyobrazenia. Mielismy fajnego ksiedza i on przyblizal nam Boga jak umial, ale w porownaniu z odkryciem Boga teraz na nowo bez skrzywien koscielnych to wtedy bylo nie do porownania.
Jednak w pamieci mam fajne piosenki i choc tekst jest ten sam nie stracil waznosci....zreszta w zaleznosci od nastroju przeszukuje swoja pamiec i znajduje odpowiednie kawalki.
Lubie piosenke z tekstem Milosza Stare Dobre Malzenstwo "Boze pelen w niebie chwaly"
http://www.youtube.com/watch?v=GoOABr3qRpY
albo jak spaceruje z psem i zaczwycam sie przyroda i widokami to nuce sobie "Glorie"
http://www.youtube.com/watch?v=YX_EXc8p09I&feature=related
-
Jakiś czas temu pomyślałam sobie, że chcę zwiedzić Paryż i Barcelonę :)))
No i odezwała się do mnie dziewczyna, która mieszka w Paryżu i chce nauczyć się Lomi :))))) Opłaci mi przelot, wyżywienie, noclegi, zapłaci za kurs i w między czasie będę miała jeszcze wolne na zwiedzanie Paryża :))) Tak więc lecę w listopadzie do Paryża ! Niesmowite są te boskie niespodzianki :)))
-
Jakiś czas temu pomyślałam sobie, że chcę zwiedzić Paryż i Barcelonę :)))
No i odezwała się do mnie dziewczyna, która mieszka w Paryżu i chce nauczyć się Lomi :))))) Opłaci mi przelot, wyżywienie, noclegi, zapłaci za kurs i w między czasie będę miała jeszcze wolne na zwiedzanie Paryża :))) Tak więc lecę w listopadzie do Paryża ! Niesmowite są te boskie niespodzianki :)))
Wow :D Gratuluję :)
-
Kinga,
niesamowite, wprost niewiarygodne! Choć biorąc pod uwagę fakt, że dotyczy to Ciebie, to wcale mnie to nie dziwi :)))
Wspaniale :) Cieszę się razem z Tobą! :D
Życzę dobrej zabawy :)
-
Super :)
-
Kinga się robi prawdziwa globtroterka!
-
Cieszę się, bo przed chwilą zrozumiałem że kiedy przytomnieję i trzeźwieję to wcale nie maleje mi wrażliwość na sztukę! (muzykę) Ona nie brała się z ćpania, tylko z poziomu rozwoju duchowego! :))))
-
Sebastian dzięki za to spostrzeżenie , intelektualnie przetrawiam- też mnie to zastanawiało :)
-
Poznałem wczoraj kolejną harmonijną anielicę z bodajże sąsiedniej gałęzi, a może z tej samej ;) ach :)
-
Kurczę
Nie myslałam,że tak się będę cieszyć ze spokoju wewnętrznego...Niewiele mnie rusza,nie ekscytuję się ogólnospołecznymi wydarzeniami,sprawami wywołującymi masową podnietę i coraz bardziej "mi to lotto " ...Hahaha...
-
Kurczę
Nie myslałam,że tak się będę cieszyć ze spokoju wewnętrznego...Niewiele mnie rusza,nie ekscytuję się ogólnospołecznymi wydarzeniami,sprawami wywołującymi masową podnietę i coraz bardziej "mi to lotto " ...Hahaha...
Fajne są takie stany:)
-
Polecam wszystkim-dziś sam skorzystałem.
http://www.youtube.com/watch?v=kIwIU_QM0EY
-
dzieki pjm
w koncu kobieta, ktora laczy wszystkie metody, ktore znam i sa mi bliskie- refleksoterapia, meridiany(med.chinska) i Dr. Jonasz, o ktorym slyszalam i mam o nim dobre zdanie.
Ide teraz na jej strone aby sie wiecej cos dowiedziec...ha ha
-
Ja się bardzo cieszę że w końcu mój RD ruszył do przodu i to idzie coraz szybciej coraz łatwiej i układa się w jedną całość. Teraz właśnie mija 3 lata jak zaczęłam bardzo intensywnie nad sobą pracować z osobą która mnie prowadziła. Po 2,5 roku poczułam że w końcu coś się zaczyna delikatnie ruszać i zmieniać w mojej świadomości, a teraz nabrało tempa !!! Cieszę się i otwieram na pozytywne zmiany w moim życiu.
-
Super Kaja ciesze sie dla Ciebie
ja tez jestem z siebie zadowolona.....niewazne jak to wyglada w analizach, ale ja ide do przodu i im wiecej mam- tym wiecej chce....i wiecej ufam...;)
-
Dziś miałam egzamin...no i mam prawko:D Za drugim podejściem.
Obudziłam się rano i poczułam, że moja pś nie chce zdać, poodliczałam, wypytałam, okazało się, że czuje się nie godna, winna i nie wporządku, z tym, żebym dziś zdała. No i oczywiście że nie zasługuję, nie jestem dość dobra. Poodliczałam sporo, poszłam i wszystko dobrze się potoczyło. Jechałam po drodze i w myślach powtarzałam sobie: zasługuję by dziś zdać, to mozliwe dla mnie:)
Przede mną jak przyszłam to akurat zdały 2 osoby i mi się nawet ich radość i pozytywne uczucia udzieliły:-) No i wyszło tak, że czekałam 10 min, może mniej, a nie godzinę, czy dwie.
Trafiłam egzaminatora, który jakby sam chciał bym zdała, jakby liczył na to, wspierał, to było ciekawe doświadczenie. Zwłaszcza, że miałam dość negatywne o nich przekonania, tak jak negatywne przejścia, z instruktorami, dużo w ostatnim tygodniu nad tym pracowałam. Modliłam się wcześniej o oczyszczenie moich intencji do egzaminatora, który będzie ze mną jeździł, do siebie, do jazdy, do mojego zdania:) Bym dostała takiego właśnie, który będzie chciał bym zdała:-)
Na koniec jak już dojechałam do Worda, powiedział, że ma wątpliwości i co ja o tym myślę, a ja że chciałabym zdać:) "No dobrze, to zdała pani":P
Upewniał się, czy moja pś się aby na pewno zgadza;)?Hihi
Juppi:)))
-
Laka, cieszę się bardzo !! :))) Choć najbardziej cieszy mnie fakt, że mocno czuć, że od jakiegoś czasu otworzyłaś się na wsparcie od Boga, świata i ludzi, że coraz bardziej doświadczsz, że w życiu WSZYSTKO ci sprzyja, abyś realizowała swoje cele. To jest naprawdę cudowny stan i uwierz mi że może tak być cały czas i jeszcze lepiej :))))). To teraz tylko kreacja własnego autka i w droge :D.
-
Super!
gratuluję!
Ja też chciałabym zdać w ciągu najbliższych dwóch lat, gdy pojawi się taka możliwość:>
-
Dziękuję dziewczyny:)))
Black Rose
To życzę Ci takich możliwości:)
Kinga
Juppi, bardzo mi się podoba:-)
Sporo nad tym w ostatnim czasie pracowałam, bo przy okazji tego prawka, nowej pracy i innych spraw dużo wywałek się wyłaniało. Ale już czuję coraz więcej przestrzeni, mocy, możliwości. To takie fajne:-) W sumie to czuję, że to jest ok i w porządku.
Takim punktem zwrotnym było myślę, zobaczenie, że mogę coś lepszego wybrać, że mam takie możliwości i to ode mnie zależy. Zamiast się szarpać, z ludźmi, którzy nie są w harmonii ze mną. Ja mogę sobie pozwolić i przyciągam takich których wolna wola jest zgodna z moją. Zobaczyłam, że to ode mnie zależy, nie muszę się starać, udowadniać tym ludziom, ktorzy nie chcą mi czegoś dać, nie lubią mnie itd. Kiedys tak było, że czułam, że muszę udowodnić takim osobom, że zasluguję, wierzyłam, że na tym to polega, że jeszcze tylko trochę cos uzdrowie i mi dadzą. Taki dziwne zapętlenie. A teraz pozwalam sobie i samo się układa jak ma być.
Tak, teraz autko:)))
-
Super Laka i z tymi ludzimi to też racja :)
-
Laka,
gratulacje! :)) to teraz kupuj jakąś fajną brykę!
ps. też zdałam za drugim razem, ale to wszystko była wina śniegu i moich koleżanek.. długa historia ;)
-
Laka - super! Gratulacje i szerokiej drogi nowym autem (już niedługo) :))
PS. ja tez zdałam za drugim razem :) Za pierwszym tak mi noga latała na sprzęgle z nerwów, że poległam na placu;)
-
Kochane jesteście.
A auto już mam upatrzone:D Mini cooper koniecznie. To takie moje wymarzone. Tylko je teraz wykreować.
W nagrodę zrobiłam sobie dzis prezenty:-)
-
Gratulacje :)
-
mini coopery są fajne, nie wiem czy jeszcze, ale jakieś parę lat temu były produkowane głównie w UK w Oxfordzie i z tego co goście tam pracujący mówili, wszystkie na specjalne zamówienie :) także wyglądały kosmicznie niektóre - np. z tapicerką w panterkę czy jakoś tak, bo już nie pamiętam
Hydrozagdka,
ja też na placyku... u mnie się to nazywa zawracanie na trzy.. a ja dwa razy najechałam na belkę, bo nikt nie odgarnął śniegu, no i oczywiście chciałam się popisać przed koleżankami, które ze mną pojechały, a wyszła lipa. Następnym razem ich nie zabrałam i zdałam ;)
-
Carolieen - zdawanie zimą to wyższa szkoła jazdy wg mnie:)
Mi pomogło następnym razem banalne placebo - ziołowy lek uspokajający z apteki - mam wrażenie, ze bardziej mnie uspokoił wtedy sam fakt, ze połknęłam pastylkę, zatem nie mogę się denerwować ;) niż sam ten lek. Było to jeszcze za czasów, kiedy nie medytowałam.
Za pierwszym razem poległam na łuku (jazda tyłem), za drugim poszło świetnie - tym bardziej, ze trafiłam później "na mieście" na banalnie łatwą trasę :-)
Co ciekawe, egzaminator odegrał scenkę podobna, jak opisała Laka - zajechaliśmy z powrotem, zaparkowałam i ten mówi - "Nooo.... trochę nie najlepiej..." - Ja zamarłam, przekonana, ze powie iż nie zdałam - a ten: - ".... ale nie było tez tak źle.... Zdała pani." ;)
-
Pierwszy raz poległam na przekroczeniu prędkości. Bo wjeżdżaliśmy w różne strefy z ograniczeniem.
-
Rajdowo :))
-
To ja zdałem za 8-mym ;p
-
Laka, super!:))) Gratuluję^^
-
Mniej więcej rok temu zacząłem pracę nad podniesieniem materialnego bogactwa. Po paromiesięcznej pracy pojawił się problem z gardłem. Ciągnęło się to przez kilka miesięcy, aż koniec końców, ciężko pochorowaliśmy się w domu wszyscy. Pisałem o tym tu na forum. Ponieważ materialnie żyjemy na zadowalającym poziomie, więc temat odpuściłem.
Parę dni temu, przy okazji przemeblowania wyciągnąłem moje stare zeszyty z afirmacjami. Wśród nich znalazłem dekret jaki napisałem sobie w wyniku mojej pracy nad sobą w ramach RSR. Przeczytałem go. Było w nim kilka odniesień dotyczących materialnego bogactwa. Następnego dnia obudziłem się z bolącym gardłem. (Wcześniej, wiele lat temu pracowałem z nim i nie miałem takich "sensacji"). W ciągu dnia popracowałem trochę nad tym dekretem. Kolejnego dnia (tj. wczoraj) wstałem z jeszcze bardziej bolącym gardłem. Zrobiłem sobie sesję regresingu. Wyszło mi, że mam lęk przed porażką. Tym lękiem sabotuję moją kreację. A sabotuję ją, gdyż boję się, że jak uda mi się to co chcę wykreować to "nic mnie nie powstrzyma". Oczywiście na gardle siedziało jeszcze wiele innych "mądrości", ale lęk przed porażką był najsilniejszy. Po sesji przypomniałem sobie, że w zeszycie z RSR wśród wielu notatek, parokrotnie rzucił mi się wyraźnie zaznaczony tekst "lęk przed porażką". Po sesji sięgnąłem po ten zeszyt, aby zobaczyć czy coś więcej mam tam napisane na ten temat, ale ... już tego tekstu nie mogłem odnaleźć. Po sesji gardło bolało nadal, z tą różnicą, że ból ten przesunął się wyżej. Sięgnąłem po zeszyt aby zanotować moje spostrzeżenia i ułożyć odpowiednie afirmacje. Tak się złożyło, że był to zeszyt z EFT (prowadzę wiele różnych zeszytów :-). Pomyślałem, że może zamiast układać afirmację spróbuję opukać ten lęk. Zacząłem od lęku, a później wszystko co mi wychodziło. Po kilku "rundach" na skali było 0. Kiedy chciałem już zaprzestać, zauważyłem w zeszycie notatkę, "dobrą radę" którą mi Davvidia w kwietniu udzieliła tu na forum (dzięki!) - abym nie rezygnował nawet jak już nic nie wychodzi, tylko opukiwał aż "zacznę zapominać o czym pukałem". Tak więc wykonałem jeszcze tylko kilka rund, gdyż nie miałem już warunków do dalszej pracy. Ból gardła zmniejszył się nieco, ale wciąż pozostawał. Przez pół dnia czułem jak jakieś delikatne energie przepływają przeze mnie i z godziny na godzinę ból gardła się zmniejsza, aż ostatecznie wieczorem zorientowałem się, że ból znikł. I choć czuję, że jeszcze nad moim "gardłem" muszę popracować, to czuję ogromną ulgę, radość i zadowolenie. Znów zaświeciło dla mnie słońce :-)
-
hydrozagadka,
mi pomogła... obecność mojego ojca, stwierdził, że jedzie ze mną na egzamin, a że wtedy (miałam 18 lat) bałam się tego terrorysty dość mocno.. nie miałam innego wyjścia jak po prostu zdać.. i zdałam ;)
-
Laka, gratulacje :)
Hihi, ale przygody z tymi egzaminami :)
Ja zdałam za pierwszym razem, pomimo tego, że zrobiłam 2 prawie niewybaczalne błędy: samochód zjechał mi z podjazdu za I razem, a potem na mieście nie zatrzymałam się, gdy usłyszeliśmy erkę. Ale wcale się tym nie przejęłam ;) Miałam silne przekonanie, że zdam, bo jakżeby inaczej? Byłam przekonana, że świetnie jeżdżę i że jestem świetnym kierowcą (bo faktycznie byłam i nadal jestem :P), więc błędy nie mają znaczenia, hihi. Do dziś nie bardzo zwracam uwagi na znaki ;) i na błędy, które nie maja wpływu na bezpieczeństwo. Jak widać - można i tak :))
Drozdu, fajnie, że z gardziołkiem lepiej :)
-
A mnie dziś spotkało coś fajnego :) Jakieś dwa tygodnie temu obsługiwałam w sklepie klienta, który szukał prezentu dla mamy na urodziny i chciał się zorientować, co jest dostępne. Nic wtedy nie kupił, ale poprosił o numer telefonu do sklepu, rzekomo pod pretekstem dopytania się, czy można będzie skompletować zestaw prezentowy.
Dziś zadzwonił do sklepu- okazało się, że ten młody chłopak rozkręca jakiś interes, czy coś takiego i kompletuje młody zespół. Zapytał mnie, czy nie szukam jakiegoś dodatkowego zródła zarobku, bo bardzo mu się podobalo, jak go obsługiwałam :D
Niedługo się z nim pewnie spotkam i dowiem, o co dokładnie chodzi.
W kazdym razie czuję w tym niezłą kreację :D Jakiś czas temu modliłam się o to, co Bóg ma dla mnie lepszego od obecnej pracy i o to, aby ta nowa praca sama do mnie przyszła :D
No i się niezle złożyło, ze gość zadzwonił akurat dziś, bo przez ostatnich kilka dni nie było mnie w pracy, a jutro też wyjeżdzam na kilka dni i mnie w Wawie nawet nie będzie.
Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale cieszę się i otwieram na to, co dla mnie najlepsze! :)))
-
Super są takie kreacje. Dają dużą satysfakcję. Gratulacje !! :)
-
Swietnie:))Mam nadzieje,ze to otworzy przed Toba nowe ,lepsze mozliwosci i szybko zmienisz prace na lepsza:)Twoje modlitwy dzialaja cuda:)
-
dziękuję :))) jak bedę wiedziala coś więcej to napiszę:) ale cieszę się i jestem wdzięczna, ze coś się pojawiło! dzięki, Boże:))))
-
Indra, czadowo! :) Niech się dzieje zgodnie z Twoim Dobrem :D
-
dzięki! niech się dzieje :) Najwyższe Dobro rządzi :)
-
Najwyższe Dobro rządzi :)
:)))))))
-
Indra, super :)) niech się dzieje z korzyścią dla Ciebie!
-
Cieszę się, że odwróciła się pewna tendencja - tak jak kiedyś siedząc na tyłku w domu i medytując miałem fajne stany i wyobrażenia o sobie, które były rozwiewane przez wychodzenie z domu i konfrontacje z rzeczywistością - tak teraz coraz bardziej mam tak, że wychodząc z domu mogę się przekonać o tym, że jest ze mną lepiej, niż mi się wydaje.
Coraz bardziej też widać efekty mojej pracy nad niewinnością. Czuje, że mogę coraz swobodniej się przejawiać wśród ludzi i coraz mniej przejmować cudzymi problemami związanymi z moją osobą. Dzisiaj tak jakoś się we mnie przebudziła taka fajna niewinność bycia sobie, gdy szedłem na uczelnie. Niemal całą godzinę tej drogi szedłem uśmiechając się od ucha do ucha, bo tak mi było przyjemnie czuć... siebie. Tak bardzo czułem się sobą, a muszę przyznać że być mną to jest zajebista sprawa. Poważnie czułem w tamtym momencie ogromną przyjemność z bycia kimś tak bosko wspaniałym, jak ja. :P A jakie miłe odczucia w ciele - czułem przyjemność w nogach, własne wsparcie w dolnej części pleców (tu było najprzyjemniej) i lekkość od brzucha aż po serce.
Potem był też zabawnie, bo na zajęcia przyszła dziewczyna z którą byłem rok temu w grupie, potem ona wyjechała na wymianę, grupy się zmieniły i jej długo nie widziałem. I gdy rozmawiałem z nią ten rok temu, to byłem nieco onieśmielony, sztywny i spięty, a ona w porównaniu ze mną wydawała się rozmawiać na dość dużym luzie. A dzisiaj dla odmiany to ja gadałem na pełnym luzie i ku mojemu zaskoczeniu zauważyłem, że to ona jest nieco onieśmielona moją śmiałością. I w sumie jak się zastanowiłem to doszedłem do wniosku, że ona jest taka sama, jaka była ten rok temu - tylko że wtedy w porównaniu ze mną wydawała się dość swobodna w rozmowie, bo ja byłem aż tak kiepski :P
Zauważyłem też że wraz z czasem siedząc wśród całej grupy ludzi jakoś tak sobie powoli wygasałem przez kolejne godziny. Ewidentnie traciłem chęć do tak fajnego przejawiania siebie, tak jakbym nie mógł za bardzo się wychylać z tym wszystkim, ale raczej zachować dla siebie podczas samotnych spacerów. Zastanowiłem się też od jakiej strony pokazuje się ludziom i doszedłem do wniosku, że rzeczywiście ukrywam przed innymi to, co we mnie najlepsze. Kreuje się na przeciętniaka, jakich wielu nie dając się poznać od tej strony, którą sam chce przejawiać na dany moment. Trzeba będzie to rozpracować, bo przecież świat nie może być nieświadomy takich wspaniałości, jakie skrywam :D
-
Świetnie Clint, gratulacje !
Powiem Ci że bycie mną to też jest zajebista sprawa, niezamienił bym się z nikim :p tak więc rozumiem Cię i to co wtedy czułeś.
Świetnie jest być sobą, mam głęboką nadzieję że kiedyś stanę się sobą na dobre a nie tylko na kilka chwil.
-
O ja mam to samo- uważam ,że często skrywam to co we mnie najlepsze przed innymi. Nie chcę się wychylać. Chciałabym się czuć swobodnie wśród ludzi a na razie jest to ograniczone bo czuję się zagrożona z ich strony, boję się ataku. Hrrr
-
Dzielę się radością, bo mi radośnie, o tak, bez powodu :)) I bardzo mnie to cieszy :) Jakoś fajnie się energia u mnie ruszyła ostatnio i tak sobie płynie, płynie, przynosząc m.in. taką nieuwarunkowaną radość.
-
Super, Asiu, cieszę się :)))
-
Dzielę się radością, bo mi radośnie, o tak, bez powodu :))
Przyznaj się lepiej, że zgarnęłaś wczorajszą kumulację (w Lotto, ofkors) :P ;)))
-
Ha ha :))
Chciałabym :D
Ale nie, nie zgarnęłam, choć miałam już całkiem skonkretyzowane wizje, co mogę zrobić z 50 milionami ;) I tu kicha, bo wygrały 3 osoby, "tylko" po 17 mln na łebka, minus podatek 10%... ;-)
Właściwie, to mnie też cieszy to, ze jestem radosna, a nie zła, smutna czy rozczarowana tym, ze nie wygrałam. Jak na mnie to duży postęp :))
-
a ja wierze w to ze wygram w totka grube miliony! Euro! :-)) I juz sie na to ciesze :-)))))))))
-
Hydzia,
hehe, ja też się zasadzałam na te 50 milionów :P Ale mnie w zupełności wystarczyłoby 17 ;)))
Gratuluję postępu! :D
Amelka,
ja też w to wierzę i wszystkim nam tego życzę (waluta nie gra roli ;) :)))
-
Kochani!
Wczoraj pomyślnie zdałam u Leszka weryfikację na regresera!! Cieszę się ogromnie i usmiech mi z pyszczka nie zchodzi. To kolejny krok w kierunku pracy, którą lubię i która wykonuję na własny rachunek. Poszerzam zakres moich usług i cieszę się z tego, że hej!
Do tego na warsztatach poznałam wieeeeeelu nowych, ciekawych i inspirujących ludzi i czuję, że te znajomości będą kwitły. Ach fajniście mi...............
Chciałam się podzielić bo radośc dzielona z innymi ludźmi się mnoży;-))))) Więc niech radocha będzie z Wami!
-
Tulia
Super-utrzymaj ten stan radości jak najdłużej :-)))...Gratulacje !!!
-
Tulia! Gratuluję! :)) Bardzo się cieszę, idziesz jak burza i konsekwentnie realizujesz swoje zamierzenia :)
-
Tuli
gratulacje:)i wszystkiego najlepszego na nowej Regreserskiej Drodze:)*
-
Raaany-przeczytałam wszystkiego najlepszego na nowej RYCERSKIEJ drodze...Hahahaha :-P....
-
Dzięki Dziewczyny!
Juz sie nie moge doczekac podpisania umowy i zmiany opisu mojego profilu na forum;-) Ot mała rzecz taka zmian opisu - a ile radości;-))))
-
Tulia ja również gratuluję, i życzę ci cudownych uzdrawiających sesji i wielu klientów:)
-
Tulia gratuluje i zycze samych sukcesow. Ach ciesze sie, ze tak fajnie sie polska rzeczywistosc zmienia i mozna pomagac innym nie tylko tabletkami, czy propaganda, ale rozprawic sie z rzeczywistymi problemymi u zrodla.
Regeserzy- do dziela!!! powodzenia ;)))
-
Dziś przyszły wyniki po operacji mojej mamy. Okazało się, że rak był tylko w błonie śluzowej macicy, nie doszło do przerzutów na inne narządy, chyba został dość wcześnie wykryty. Cieszę się bardzo i myślę, że wszystko się dobrze ułoży, zgodnie z Najwyższym Dobrem mojej Mamy i wszystkich istot :)
-
Indra
super:)powzmacnaj ją teraz-burak ćwiklowy w tabletkach i jakiś olej-polecam ecomer. Będzie chemia?
-
Iustitia
Dziękuję :)
Nie wiemy jeszcze, co będzie dalej, wkrótce idzie do onkologa z wynikiem i lekarz zadecyduje, czy będzie chemia, czy radioterapia. Ale raczej radioterapia.
Powiem jej o tych tabletkach, mam nadzieję, że będzie zażywać, bo z nią to róznie bywa.
-
Indra
jak radio, to pędź do Rossmana po oliwkę dla kobiet w ciąży Babydream i niech mama smaruje brzuch i wyższe partie ud-radio mocno parzy i trzeba przygotować skorę, a lekarze czasem zapominają o tym powiedzieć. I suplementacja-lepiej zniesie zabiegi, a trochę ją uodpornią przez miesiąc, bo mniej więcej za miesiąc zacznie dalej.
Będzie dobrze:)wspieram Was Obie:*
-
Dziękuję Ci, Kochana za dobre rady i wsparcie:*
Powiem mamie o tym, bo ja jestem już w Wawie, a mama w domu. A smarować oliwką powinna po naświetlaniu czy ochronnie przed? nie wiem, kiedy będzie mieć naświetlanie, jeszcze blizny po operacji sie dobrze nie zagoiły.
-
Indra
przed-skóra odpowiednio nawilżona lepiej się goi. Oliwka, ktorą CI polecilam jest świetna skladowo i ma świetną relację pojemności do ceny. Nogi może zacząć smarować już teraz, potem w trakcie gojenia blizn pooperacyjnych stopniowo tam gdzie wygojone smarować. Dlaczego burak i ecomer? burak obudowuje krew /hemoglobina/ olej natluszcza, wzmaga odporność-przyda się niezależnie od tego jakie będzie dalsze leczenie. Oba specyfiki sprawdzone.
Jakbys chciala wiedzieć co robić w trakcie lub po to daj znak:)trochę o tym wiem
-
super, dziękuję Ci :))
jutro powiem mamie o suplementach i o oliwce. Też uważam, że powinna zażywać coś innego na wzmocnienie oprócz jej ulubionego Geriavitu.
O burakach już jej zresztą mówiłam, ale nie chce ich jeśc, czasem się tylko hortexowego soku napije. Może tabletki jej wejdą szybciej.
-
Bo sok z buraków jest ohydny-oswajalam go na wszelkie sposoby, dorzucając do niego prawie wszystko w rozmaitych proporcjach aż w końcu znalazłam burak w tabletkach i odetchnęlam :D
-
Nie wypowiem się może o soku z buraków, ale buraki ugotowane to dla mnie pysznidło :P
-
Witek
się wie:)albo pieczone mniam, ale chodzi o sok z nieprzetworzonych burakow i to już jest total...
-
A Indra
niech mama skonsultuje ten Geriavit, pamietam, ze jakis taki popularny specyfik odradzano, ale glowy nie dam który
-
Sok mnie też nie pociąga, ale buraczki gotowane, czy pieczone są pyszne:) Niestety mama w ogóle nie chce jadac, bo nie lubi. Fajnie, że są tabletki, będzie mogła łykać i po kłopocie.
Postaram się sprawdzić ten Geriavit, mam nadzieję, że to nie ten jest szkodliwy.
-
Haha...
Kręcono dzisiaj ze mną materiał filmowy...Jako fachowcem od rehabilitacji...HIHI-nawet nie ma znaczenia,czy mnie wytną czy zostanę w materiale,liczy się to,że zniknąl gdzieś cały stres przed wystąpieniami publicznymi i szczerze zwisało mi,co ludziska sobie pomyślą oglądając moją facjatę i oceniając treść mojej wypowiedzi...Nawet mnie to bawiło...A kiedyś ze strachu bym zemdlała albo zaczęła się zacinać i nerwowo chichotać...
Kolejne nowe cenne doświadczenie...
-
Free
wcale mnie to nie dziwi:) w Tobie jest tyle milości, że to "musiało"przełożyć sie na sukcesy:*
-
Freeflight - Asia - super! :)
Kolejny krok do zdrowej pewności siebie zrobiony i zauwazony :))
-
Olga
Piekne :)
A ja sie ciesze, bo przelamalam jogowy impas ;) i fajnie sie czuje!
-
Zacząłem dostrzegać korzyści płynące z zaprzestawania walki i rozwijania szacunku do samego siebie.
-
Ostatnio Policja mi sie dawała we znaki - ciągle mialam stresa, że mi dadzą mandat i raz praaaaaawie dali. To pomyslałam, że powinnam zmienić sposób myślenia - zamiast - policja=streas i mandat na policja=bezpieczeństwo. Dwa dni tak sobie mówiłam....
Dzisiaj w Poznaniu był mecz i kilka ulic było zamknietych i nie mogłam dojechać pod ten adres co chciałam. Znalazlam miejsce kilka ulic dalej ale nie byłam pewna czy to miejce jest dozwolone.... Patrzę a 10metrow dalej przy skrzyzowaniu stoi policjant;-) Zamknęłam auto i podeszłam do pana policjanta. Rozmowa:
Ja- Czy ja moge tutaj parkować?
Policjant - tak, oczywiście
Ja- a auto bedzie tu bezpieczne?
Policjant - niech sie pani nie martwi. Ja popilnuję;-)
;-)))))))))))))))) Policja=bezpieczeństwo i uśmiechnięta pomoc;-))))))))))))))))
-
Tulia-suuuuperrr :-)))...
A ja byłam w tv-hahaha,przez parę sekund,ale jaram się tym występem jak królik kozieradką,hihihi!!!
Sygnał dla mojej podświadomości,że mogę sie juz przestać ukrywać-obojętnie jak durnowato to teraz brzmi....
-
Dziś mama była z wynikami u onkologa- okazało sie, że nie musi brać chemioterapii ani naświetlań:)) Miała jeden z najłagodniejszych nowotworów i został wcześnie wykryty. Mam wrażenie, że mama zmieniła intencje po zobaczeniu oddzoału onkologii- bardzo nie chciała tam wracać. Tak czy inaczej, cieszę się bardzo :)
A jeszcze dziś znalazłam upominek w postaci dwóch drogich kremów, próbek perfum i tabletek do manicure :D
-
Indruś, super, to bardzo pozytywna dla Was informacja, cieszę się :) bardzo dobre rokowania. Życzę dużo zdrowia i niech Twoja mama dobrze się o siebie troszczy, zdrowo odżywia, wzmocni naturalnymi witaminami szczególnie wit. E i C + selen oraz omegi 3 i 6 - te mogą być np. w postaci oleju z wiesiołka. Warzywka szczególnie marchewka, buraczki, czosnek, cebulka - mają dużo składników o działaniu przeciwnowotworowym i ogólnie wzmacniającym odporność i zdrowie i niech się stara niwelować nawet najmniejsze stany zapalne.
Życzę jak najwięcej zdrowia, dla Ciebie także :)
-
Dziękuję Ci bardzo! :) No, mnie też sie życzenia zdrowia przydadzą mocno:) Może i ja wyzdrowieję w końcu.
Dzięki za wskazówki, mówię mamie, jak sie powinna odzywiać :)
-
Indra
super:))hurra:)))
cieszę sie z Wami Waszą radosćią:****
-
Indra - świetnie! :))
Myślę, ze i Ty szybciej teraz wyzdrowiejesz :) Zmiana intencji u mamy, jak i zmiany w Tobie, przynoszą efekty. :))
-
Dziękuję Wam, Kochane :)))
TaK sobie pomyślałam, że może moja podświadomość załapie, że skoro mama odpuszcza chorobę, to i ja mogę sobie na to pozwolić. Mam nadzieję, że ja się nie okażę bardziej uparta od mamy ;D
-
Indra
Super! Cieszę się razem z Tobą i Twoją Mamą!
-
Indra
:)
Mozesz kupic tez swojej mamie pestki moreli gorzkiej, dzialaja antynowotworowo, mozna dostac praktycznie w kazdej zdrowej zywnosci. Info od znajomego onkologa mojej przyjaciolki :) jego pacjentom bardzo sie po tym poprawialy wyniki. ja tez zjadam profilaktycznie 3 dziennie, gorzkie, ale mi calkiem smakuja.
Przydatne linki:
http://amigdalina.com.pl/?p=2305
reikivi.org/index.php?option=com_content&view=article&id=226:witamina-b17-amigdalina-letril&catid=36:apteka-natury&Itemid=64
-
Tulia, dziękuję :* Dziękuję, że dzielicie moją radość :))
Ola, super te pestki moreli, zaraz się z nimi dokładniej zapoznam. Dzięki wielkie :))
-
Indra,
brawo dla mamy! :)) oby Tobie też szybko poszło uporanie się z chorobą!
-
Dziekuję, caro :) no oby, oby, bo głupio by trochę było się dalej tego paskudztwa trzymać ;)) ale chyba gotowość wzrosła :)
-
W ramach rozwijania wdzięczności to chciałam powiedzieć ,że jestem wdzięczna Witkowi za zabieg egzorcystyczny, za książki Leszka które leżą na półce , za pomoc , która przyszła do mnie w odpowiednim czasie i Bogu za modlitwy , które naprawdę działają!!! ;-)
-
Cudowność życia jest cudowna :) Witam ponownie ;-)
-
Indra :)
Cieszę się za mamę i trzymam kciuki za ciebie :*:*
A ja się cieszę, bo mam wrażenie jakby mnie wczoraj piorun trzasnął :-)))). Pozytywny piorun, który w zasadzie nie roztrzaskał mnie na kawałki, a jednocześnie rozwalił wiele zatwardziałych struktur :).
-
Nie wiem jak poczuję się jutro. I nie wiem czy jutro będę miał pokrycie dla tego co mówię dzisiaj i czuję dzisiaj. Dlatego ostatnio niewiele mówię. Ale czasem jednak coś mówię, na bazie tego co ostatnio przetransformowałem. I wiem, że dzisiaj jest lepsze niż wczoraj a jutro będzie lepsze niż dzisiaj:))) dlatego mimo że mam sporo wyobrażeń na temat tego co jak ma w moim życiu wyglądać, nie trzymam się ich już tak kurczowo.
-
Indra
To bardzo dobra wiadomość! Bardzo się cieszę,, domyślam się ile stresu to kosztowało...
-
Lucjan, Kinga
Dziękuję Wam bardzo:*
Lucjan
to prawda, bardzo dużo stresu. Odetchnęłam z ulgą, a mama jeszcze bardziej
-
właśnie zadzwonił ten koleś od tajemniczej propozycji pracy, w sobote się z nim spotkam i się dowiem, o co chodzi, kto zacz i w ogóle ;)
ALe kurde, nie chcę zapeszać, bo to może być coś kijowego, ale jakoś cieszę się:) współgra to z życzeniem-modlitwą, jaką rzuciłam w etere jakiś czas temu. Modliłam się, aby nowa praca sama do mnie przyszła, wyobraziłam sobie, ze właśnie jakiś klient szuka kogoś takiego, jak ja i że w taki sposób mogłoby się coś zadziać.
No i się dzieje chyba :D
-
Indra, a nie jest tak że ty mu się po prostu spodobałaś i ta praca jest pretekstem do spotkania?
-
nie wydaje mi się :) nawet mi to przez myśl nie przeszło
-
Ok, życzę powodzenia i daj znać jak poszło :) Tak mi przyszło do głowy, bo sama miałam tak często.
-
Jasne, potem napiszę i dzięki za radę :) rozumiem, że miałaś takie doświadczenia. U mnie to jednak jest inaczej, bo niby dlaczego miałabym się w ogóle komukolwiek podobać- gruba baba ze mnie, a w pracy naprawdę nie wyglądam jakoś korzystnie ;>
-
Indra, widziałam twoje zdjęcia, więc nie opowiadaj takich głupot.
-
Dla mnie to nie są głupoty, a zdjęcia to tylko zdjęcia, fotografia to sztuka iluzji.
-
Rozumiem że Ty widzisz to inaczej, ja patrzę bardziej obiektywnie :)
-
ok, racja:) choć w sumie każdy patrzy jednak subiektywnie, poprzez filtry swojego gustu i przekonań :)
-
Wiesz ja też mam jakąś tam nadwagę i w dodatku jestem chora, ale doszłam do takiego fajnego etapu że dobrze się czuję pomimo to, a myślałam że to nigdy nie nastąpi. Myślałam że już nigdy nie poczuję się szczęśliwa (w dodaktu z chorobą) , a jednak dzieje się i każdy kolejny dzień jest coraz fajniejszy :)
-
Ja mam konkretną wagę, ale nie będziemy się przecież tutaj licytować, która z nas jest grubsza :)) Super, że doszłaś do takiego luznego etapu akceptacji. Ja powolutku idę też w tym kierunku.
Przytulam ciepło i życzę duuużo zdrowia, uwolnienia od choroby! :) - dla mnie również, bo ja też chora i chciałabym wyzdrowieć :)
-
Indra
widziałaś ostatnio Nigellę Lawson, schudła bo musiała /problemy ze stawami/ i straciła dużo. Może seksapil musi ważyć?:)
-
Widzę pierwsze efekty w pracy z afirmacjami- jestem zachwycona ich mocą! Oby tak dalej. I bardzo się cieszę za cały wręcz rzekłabym 'artykułozbiór' Leszkowy darmowy i inne piękne dekrety , które wrzucacie na tym forum bo mnie tez się przydają. I jestem wdzięczna wszechświatowi za wszystkie książki jakie do mnie napływają i dają moc wsparcia - już teraz wiem,że fajnie z tego wsparcia korzystać. I wsparciem tez jest kontakt pośredni- jak książki. Dziękuję! ;))
-
I tak trzymać ! :))
-
Jestem niezwykle wdzięczny Kindze za ostatnie węzły i za cudowne inspiracje, dzięki którym dotarło do mnie, że zamiast czekać aż poczuje się kochany przez Boga, który zawsze mnie kochał - wystarczy że sam otworzę przed Nim swoje ramiona i Go z całej siły sam ukocham :) Kooooooooooooocham Cię!
Jeszcze nigdy nie czułem tak głębokiego i wspaniałego entuzjazmu do życia, przepełniającej mnie euforii i radości istnienia, czystej rozkoszy.
Chce żyć pełną piersią i czerpać z tych wszystkich cudowności, dostawać ogromne ilości wszystkiego co najlepsze, więc otwieram swoje ramiona i niech płynie wodospad złotego świata, niech mnie oblewa z ogromną mocą niezależnie od tego co jeszcze tkwi w mojej pś.
Nieuwarunkowane przyjmowanie jest czymś cudownym. Wzbudzanie w sobie otwartości, entuzjazmu, miłości i radości jest równie cudowne. Boże, jak ja kocham to że jestem. Możliwość istnienia jest najcudowniejszym darem jaki można otrzymać.
:)
-
Clint
Cudnie! Serce się raduje gdy czytam takie posty;-) Tez tak chcę!
-
No i super :)
-
:-)
-
Dawno nie było mi tak łatwo wstawać o tak wczesnej godzinie. A od kiedy rankami towarzyszy mi chińska tradycyjna muzyka ludowa, to są one prawdziwą uciechą :)
http://www.youtube.com/playlist?list=PLB2CFDC94ED219184
-
Witek, piękne!
-
Świetna muzyka! Chociaż wolę słuchać wieczorem ;)
-
To się pochwalę, że spędziłam wspaniały weekend w Nowym Jorku :)) najadłam się sushi w samym centrum Times Square za grosze! poznałam bardzo fajnych ludzi, uśmiałam się jak nie wiem i kupiłam 2 pary rękawiczek za 2$, do tego nocowałam na Wall Street, gdzie byłam w nocy na dachu wieżowca- niesamowity widok na inne wieżowce we mgle. Jedyne co mnie przerażało, to tysiące ludzi na ulicach... no i trzeba się teraz porządnie wyspać ;)
-
Carolieen:
Dzięki za inspirację, że można żyć zabawą i podróżą :) To mrowie ludzi musi być trochę niepokojące... ale szczerze mówiąc też bym kiedyś chciała zobaczyć NY. Po poznaniu Londynu zdecydowanie bardziej doceniłam rodzime podlasie ;]
-
Carolieen
Nieźle sobie tam poczynasz :))
A czy mógłbym prosić link do Twojego bloga podróżniczego? Bo gdzieś zapodział się... ;-)
-
Starfire,
wiesz, NY to dżungla, w życiu nie chciałabym tam mieszkać, czasem na przejście 200m potrzeba kilkunastu minut.. i rzeczywiście po wizycie w takim miejscu zaczyna się mocno doceniać uroki spokojnych, cichych miejsc. Mi Londyn średnio przypadł do gustu, też za duży po prostu i za dużo ludzi. A co do zabawy.. to sama bym chciała więcej się bawić, odkąd pamiętam miałam trochę opory przed imprezami, chodziłam na nie, czasem było super, czasem średnio, a czasem beznadziejnie, choć brakowało mi tego by czuć się właśnie bardzo dobrze na nich, to też kwestia niskiej samooceny była. Pamiętam, że najbardziej imprezowymi dziewczynami i nastawionymi na zabawę były Litwinki, i to w pozytywnym znaczeniu, ich życie głównie wypełnione było zabawą i radością, świetnie się odnajdywały na wszelkich imprezach i w towarzystwie.
Lucjan,
przez ostatni miesiąc żyłam trochę jak w operze mydlanej, sporo się działo i to niekoniecznie dobrych rzeczy, a to nie tak jak w Europie, że mogłam sobie wrócić do pl kiedy mi się podoba, miałam trochę cięższych chwil i trochę to wyglądało jak walka o przetrwanie. Choć przyznam, że szczerze się zdziwiłam, bo mimo tego co się działo, miałam w sobie głównie spokój, jedynie wkurzało mnie i męczyło, że pewne sytuacje miały miejsce, no ale to podobno karma była. Sporo oczyszczałam, mam nadzieję, że teraz będzie już fajnie i będę bardziej korzystać z życia tutaj :)
Mój blog... nic tam nie piałam, bo czasu nie miałam, ale jak chcesz to proszę :)
http://mysmalltrips.wordpress.com/
-
Carolieen:
Dla mnie zabawa to przede wszystkim spontaniczne wyrażanie siebie, a z twego postu to po prostu wyciekło :) Dla mnie imprezy to mordęga, generalnie wszystko, co wymaga dużego zaanagażowania społecznego... co innego spontaniczny wypad po przygodę :))
-
aa, chyba że tak :) no takie wyrażenie siebie związane z przygodami jest super! Przygody to w ogóle fajna sprawa :P
dla mnie właśnie imprezy, ale też nie wszystkie (te % nie bardzo mnie interesują) to przełamywanie pewnych barier, wtedy można min. zobaczyć na ile się ma przepracowane relacje z ludźmi, samoocenę, bezpieczeństwo w świecie. Nie mam absolutnie na myśli imprez gdzie się ludzie spijają na umór, ćpają itp., ale takie fajne, integracyjne, na luzie. Dla mnie w sumie każdy wyjazd za granicę jest przekraczaniem pewnym swoich granic, uczeniem się nowych sposobów bycia z ludźmi, socjalizacji.
-
Jeeest:)) Mój kochany komputerek na powrót działa:) A ilość przeszkód jakie w tym były (ile kolejnych warstw sabotażu dołożyłem, każdą oddzielnie) to jeszcze tyle wcześniej nie było. Musiałem sobie poradzić po omacku z włączeniem biosa i operowaniem w nim (na ekranie nic nie wyświetlało), potem zaczekać aż naprawi się system (wg. windowsa się nie naprawił, ale efektem jest że działa :)), a wcześniej jeszcze musiałem zamontować nowy wentylator bo poprzedni chcąc naprawić i poprawić, zniszczyłem ponad możliwości naprawienia:) Teraz jeszcze dawną modyfikację chłodzenia zrobić (to że przestał działać wcześniej komp, wynikało z tego że chciałem poprawiać tę modyfikację i pomyliłem kabelki do przecięcia) i grać się będzie też dało -.-
Dziękuję też serdecznie za pożyczenie mi laptopa na parę ostatnich dni, bardzo się przydał *
edit - no, tak jak myślałem trzeba było przeciąć inny kabelek w wentylatorze, żeby wszystko działało jak mi potrzeba (cały czas na pełnych obrotach)
-
Ah, znam tą radość przywrócenia komputera do świata żywych, po tym jak balansował na granicy życia i śmierci, pośród naszych łez, najgorszych przekleństw i potu pełnego poświęcenia dla odratowania go.
A te wszystkie emocje - beznadziejna rozpacz, przerywana światełkami nadziei i następującą po niej frustracją, gdy jednak się nie udaje, przemieniająca się ostatecznie w poczucie ulgi i radość tak głęboką, że można by nią wykarmić cała Afrykę i jeszcze by im zostało na kolację. Można by filmy kręcić.
-
Tak, to te emocje;) Aczkolwiek nie tym razem, choć na krótką chwilę się pojawiły. Ogólnie ten laptop dał mi mnóstwo okazji do czucia się sfrustrowanym i przeżywania stanu beznadziei bo troszkę uszkodzony (raczej wadliwy) się okazał po zakupie, ale - jeśli się z nim odpowiednio obchodzić i zna się wszystkie kruczki z powodu których nie działa jak trzeba, to da się w pełni go wykorzystywać :) Wszystkie rozwiązania które teraz stosuję (jedyną wadą jest że troszkę głośno chodzi wentylator, bo cały czas na 100% żeby nie dochodziło do przegrzania), są niezwykle proste i tak naprawdę mogłem je zastosować na samym początku, gdybym je znał czy bardziej się otworzył (przekroczył bramę frustracji i podszedł na spokojnie od razu). Wszystkie informacje potrzebne do wypaśnego działania tego laptopa, już były gdy tylko go kupowałem. Zajęło mi gdzieś 1,5 roku co prawda by maksymalnie móc wykorzystywać jego potencjał. Wystarczyło parę prostych rzeczy zrobić o których wcześniej nie pomyślałem :)
-
Witek:
A cóż to za info, które Ci pozwoliło maxymalnie wykorzystać możliwości sprzętu? Mam wrażenie, że mój można sporo podrasować, jakby tylko wypieprzyć windowsa i zainstalować coś 64bitowego :) Żeby mi się jeszcze potem chciało bawić w kompatybilność... :/
Clint, Witek:
Mój lap właśnie wrócił z zaświatów, z pod korzeni jesionu Yggdrassil, gdzie doznał(a ;)) totalnej przemiany i przejścia w 4tą gęstość, także na tym polu mogę podzielić się pełną empatią :D
Mandelbrot, Vue, Mass Effect, here we go! Yaay :) Tremble shall thou, all indie games and graphic programs, as thou shall be devoured and assimilated ;D LOL :D
-
Znaczy wiesz, tu jest karta graf. już nieco zdezelowana i komputer wyłącza się przy 90-kilku stopniach czasem nawet (powinien przy 100-kilku). Przy maksymalnych obrotach wentylatora non-stop, jestem w stanie grać bez podrasowania w te rzeczy które chcę, tak że się komp nie wyłącza. Cieszę się że jestem w stanie w pełni wykorzystywać podstawowe opcje, podkręcanie nie wchodzi tu w grę ;)
-
Znaczy wiesz, tu jest karta graf. już nieco zdezelowana i komputer wyłącza się przy 90-kilku stopniach czasem nawet (powinien przy 100-kilku). Przy maksymalnych obrotach wentylatora non-stop, jestem w stanie grać bez podrasowania w te rzeczy które chcę, tak że się komp nie wyłącza. Cieszę się że jestem w stanie w pełni wykorzystywać podstawowe opcje, podkręcanie nie wchodzi tu w grę ;)
Jak będę reanimować mojego lapaka (który trafił w zaświaty właśnie z przegrzania się) to się do ciebie zgłoszę po wskazówki :)
-
Ano coś tam wiem o chłodzeniu:)
Cieszę się też że moje auto wytrzymuje tą porę roku i zapala w ciągu chwili (tak to jeszcze nie było w ostatnich latach).
-
Oglądałem właśnie start drugiej połowy ekspedycji 34 na międzynarodową stację kosmiczną. Nic szczególnego, nawet najbardziej typowy lot najpowszechniej wykorzystywanej rakiedy (Sojuz) i też powszechnego modułu (też Sojuz) na środku dupy świata (Bajkonur). Ale to pierwszy start jaki obserwowałem na żywo, i najpierw się wzruszyłem a potem już centralnie popłakałem :))))
Ludzie uczący pokoju czy porozumienia miedzy religiami tak na mnie nie działają -- tak naprawdę rozwiązują tylko problemy stworzone przez innych ludzi. Ale loty kosmiczne... to przekroczenie ostatecznej granicy, która jest jak najbardziej realna i fizycznie istniejąca. I nawet mimo tego że kiepsko nam to idzie (ostatni człowiek chodził po księżycu 40 lat temu), to... I tak samo to że się staramy przekroczyć swoje największe ograniczenia, które będą wymagały tytanicznego wysiłku, ze strony wszystkich ludzi na planecie, niezależnie od koloru, narodu czy religii.
Samo to że się staramy czyni nas niesamowitą rasą :))))) Nawet jeśli 99,99% z niej nie ma zielonego pojęcia o Kosmosie, poza tym że to te kropki na niebie w nocy ;)
-
Taaak, dobrze jest zrobić ten pierwszy krok. Może za jakieś 100 lat ludzkość wreszcie wyewoluuje do jakiegoś sensownego poziomu cywilizacyjno-duchowego ;]
-
Spełniła się część mojego marzenia, mam gitarę, co prawda pożyczoną, ale mam :P
Druga część (ta trudniejsza) polega na tym, bym teraz jeszcze na niej grała...
-
No i jeszcze bardzo się ucieszyłam, bo niedaleko mnie, jakieś 1,5h jazdy mieszka Polka z naszego kręgu rozwojowego :))
Znamy się z pl, ale zupełnie zapomniałam, że ona na stałe w USA mieszka
-
Carolieen
Jak na koniec świata, to masz dobre wieści :)
Jak już będziesz grała, to może zamówię jakąś melodię do medytacji :)
-
Widzę znaczną poprawę zdrowia, czuję się uzdrowiona. Czuję ,że moja nerwica odchodzi do lamusa. Skupiam się na zdrowiu, afirmacjach i modlitwach. Staram się ciągle myśleć pozytywnie! Jestem zdziwiona,że ostatnio przychodza mi myśli typu: to ,że teraz wychowuję syna jest dla mnie najważniejsze na świecie, podoba mi się to, fajnie spędzam z nim czas ;) mniej nerwicowo do tego podchodzę. Zaświeciło słońce. Chociaż czasem wychodzą chmurki to wiem,ze za nimi jest słońce:)
Miłego dnia!
-
Miłego! :-)
-
"Widzę znaczną poprawę zdrowia, czuję się uzdrowiona. Czuję ,że moja nerwica odchodzi do lamusa."
U mnie podobnie ;)
-
Zrozumiałam, że większość moich problemów wynikała z nałogu emocjonowania się i wymuszania zmian. Teraz odeszło wiele presji, a tym samym długoletnia nerwica.
-
To dopiero początek uzdrawiania ale już na spokojnie. O dobre słowo. Bez presji. Bez rzucania się zachłannie na czyjąś wiedzę i doświaczenia jak pies na kiełbasę.
Ale jest gdzieś we mnie takie niedowierzanie szybkimi efektami. Chociaż czuję , wiem,że szybko się uczę, szybko potrafię coś zrobić- często wyprzedzałam swoich rówieśników w takich aspektach. To dobrze, że moja pś szybko łapie ale drastycznie- bo jeszcze taka ona drastyczna jest.
Początek uzdrawiania ale już na spokojnie. Tak bym to chyba zakończyła.
-
Lucjan,
to trochę potrwa, bo bardzo nie lubię jak mnie cokolwiek boli... a ta gitara to mi normalnie ból sprawia ;)
ale już wyczaiłam "Teksańskiego" Hey, 3 akordy do ogarnięcia więc najpierw to
Wiesz z medytacyjnymi to nie wiem... ja tam wolę rockowe utwory, ale zobaczymy co da się zrobić :P
-
A żem chciała tak nieśmiało wyznać, że czuję, że przyszły rok będzie dla mnie pełny cudnych i wspaniałych niespodzianek :)
I to bez zabiegania o nie, bez starania się, jakoś tak samo zacznie to przychodzić w pewnym czasie.
Teraz mi tak przyszło, takie wewnętrzne przeczucie, że dużo dobrego mnie spotka i mocno może zmienić się moje życie i będzie coraz lepiej i lepiej :)
-
Zbliżają się święta. Odetchnę sobie w miłym towarzystwie :)
A Wszystkim życzę Wesołych, Szczęśliwych Świąt i wielu prezentów pod choinką :)
http://www.flickr.com/photos/leszekzadlo/8301034850/in/photostream
lub
http://www.flickr.com/photos/leszekzadlo/8300010125/in/photostream
-
Nawzajem :)
-
Najlepszego dla wszystkich:)
-
Zyczę Wam by te świeta były czasem pokoju. By w sercu zagościła radość i poczucie duchowej mocy. Wesołych Swiat!!!
-
Ha, kupiłam! (http://www.humblebundle.com/) :D
Koniec z ograniczaniem, czas poobdarzać siebie i innych :)
PS. Polecam wszystkim graczom na forum, inicjatywa na prawdę na miarę nowej ery ;D
-
Miałem udane święta:) Nie byłem na wigilii u rodziny bo zaspałem na pociąg;) Ominęły mnie opłatki (oł jee!), objadłem się dostałem prezenty. Dostałem kilka razy więcej pieniędzy niż się spodziewałem (i to jakoby skutkiem tego że zaspałem na pociąg, hihihi ), dostałem parę fajnych bluz i stylową kurtkę, miałem okazję skorzystać z takiego luksusu jak wanna (u siebie mam prysznic ale może zmienię mieszkanie na takie z wanną), odwiedziłem znajomego z rodzinnych stron gdzie mi się miło spędziło czas, dostałem też fajny prezent od brata i co mnie zdziwiło, wsparcie od ojca :) Najadłem się, to samo jutro (wtedy wyjeżdżam) i prawdopodobnie wrócę do domu z torbą pełną dobrego żarcia :P
Myślę że to że zacząłem czytać parę dni temu dekret dot. pieniędzy i bogactwa po 7x2 dziennie, dało swój efekt bo wiele z tych rzeczy miało się ułożyć inaczej gdyby nie pewne moje decyzje (a brat mi kupował prezent gdzieś w okolicy czasu gdy zrobiłem pierwszą 7-powtórzeniową sesję, ha), bo stwierdziłem, że będę tyle powtarzał, aż całkiem mi znikną wątpliwości :) Udaje mi się tyle bo z pomocą kochanej mej (jej;) Felicite pogodziłem się bardziej z sobą i też wewnętrznie nie mam oporu przed pracą nad sobą, czy z dekretem itd. Wcześniej to toczyłem batalie ze samym sobą, czy podjąć się dekretu afirmacji, czy nie. Teraz, 2,4,5 razy czytać zawsze mi fajnie i nie myślę o tym kiedy skończę :) Kończę gdy się nasycę porządnie, te 7 razy chociaż
-
Wow Witek to fajnie fajnie ze miales takie swieta.
-
Witek super sie to czyta. Inspirujesz:)
-
Witek, faajnie :))
A który dekret na bogactwo stosujesz? Bo ja taki z tej strony http://marpoz.id.uw.edu.pl/przyjaciele/?kat=2&nr=1 (odrobinę zmodyfikowany pode mnie, ale baza jest świetna wg mnie) :)
-
Ja też miałam super święta. Tylko z mężem i dziećmi, super się bawiliśmy. Z życzeniami w wigilię zadzwoniłam tylko do taty. Teraz mąż z dziećmi pojechał do swoich rodziców a ja zostałam w domu i jestem z siebie dumna i żałuje że już wcześniej nie ucięłam kontaktów. Szkoda tylko, że jak myślę o teściowej to wciąż czuję złość ale mam nadzieję że z czasem minie. W sumie to nie wiem czy bardziej na nią czy na siebie, że pozwalałam jej na to wszystko co robiła.
-
:)
Uaktualniając, prawie 90 cm czekolady i dodatkowo paczka ferrero rocher, fiu fiu
Asia
Własny:) Niedługo wkleję go na forum. Dekret pod byłych ascetów (bez używania tego słownictwa) i osoby które mają jakiekolwiek wątpliwości co do tego że zasługują :)
-
O, jak fajnie - mi się na pewno taki dekret przyda :)
-
Podzielę się radością tego, że czuje się coraz bardziej atrakcyjny, wartościowy i w ogóle jakąś taką boską, lekkość bytu zaczynam czuć (nie wiem jak to oddać słowami). Wystarczy mi też chwila skupienia na sercu, aby poczuć spokojną taflę oceanu miłości :)
I zaczyna do mnie pisać coraz więcej kobiet, a każda kolejna jest ciekawsza od poprzedniej. Ten krótki okres mojej aktywności na portalu randkowym dużo mi dał - widzę jak samo podjęcie działania i konfrontacja z pewnymi rzeczami widocznie mnie zbliżała do stworzenia spełnionego związku. Działanie jest bardzo ważne, to jest wyraz tego, że chcemy osiągnąć cel - a działając z odpowiednim nastawieniem będziemy zbliżani przez Boga ku sukcesom. Zawsze unikałem działania, gdy czułem się niepewnie - teraz widzę jak bardzo duży błąd i opóźniacz to był.
-
Działanie jest bardzo ważne, to jest wyraz tego, że chcemy osiągnąć cel - a działając z odpowiednim nastawieniem będziemy zbliżani przez Boga ku sukcesom. Zawsze unikałem działania, gdy czułem się niepewnie - teraz widzę jak bardzo duży błąd i opóźniacz to był.
Bardzo inspirujące, Clint :)
Dziękuje
-
Cieszę się :)
Zapomniałem napisać, że bardzo mi pomogła zmiana nastawienia do porażek - porażki są ok i nie ma co się ich bać.
-
ja mam blokadę bo boję się porażek ;p ale był okres kiedy się nie bałam fajnie by było go sobie odgrzebać czasem ;) dziecko ma tak ,że się nie poddaje i robi aż mu wyjdzie ale społeczeństwo poźniej naznacza nazwą' porażka' i większośc nie próbuje już więcej zaprzepaszczając szansę na prawdziwy sukces;)
-
Miałem nie pisać, ale nie potrafię się powstrzymać, naprawdę.
Rozmawiałem kilka godzin z dziewczyną, która do mnie napisała jako ostatnia.
Wow...
Wow...
Wow...
Świetnie się nam rozmawiało, rozumieliśmy się i zgadzaliśmy we wszystkim, a poruszaliśmy wiele różnych kwestii. Szybko zainteresowała się rozwojowem i chce zacząć nad sobą pracować. Jest śliczna, idealnie wpasowując się w mój gust, a jednocześnie to samo ona uważa o mnie. Nie pije i nie pali. Co do dzieci, to jeszcze sama nie myślała i jest jej to na razie obojętne, ale przy okazji wspomniała, że nie trzeba żyć schematycznie, że jest świadoma tych bzdur o tym, jakie to niby szczęście mają dać te społeczne wyobrażenia o życiu i że prawdopodobnie i tak by się to kłóciło z jej marzeniami zawodowymi. Ogólnie jestem zachwycony pod każdym względem. Jestem zachwycony i podekscytowany.
Jest niestety poważny zgrzyt, bo nutki dramatu nie mogło zabraknąć - ona obecnie mieszka w Toruniu i planuje studiowanie w Poznaniu dopiero za 1,5 roku gdy skończy studium weterynaryjne i dopisze sobie odpowiednie matury, żeby się dostać na nie. Co prawda wyraziła chęć żeby czasem przyjechać do Poznania, a ja pewnie tyłek też bym ruszył do Torunia, ale jednak trochę to boli. Z drugiej strony myślę, że gdyby się okazało, że to jest ten naprawdę wymarzony związek, taki na lata, to pewnie bym mógł się poświęcić i za pół roku, po studiach zamieszkać tam na rok, choć boję się tamtejszego bezrobocia (Sebo jak sobie radzisz?) ;D Ewentualnie może też by wyszło w drugą stronę i Bozia by sprawiła, że ona mogłaby wcześniej coś, ale to się zobaczy.
Za dużo wybiegam naprzód :P
Czuje jednak taką radość, ekscytację i poruszenie w sercu, jakby mi gwiazdka z nieba spadła - mimo nawet tej odległości, jakoś tak mam dobre przeczucia. Zresztą czekałem całe życie, a właściwie tyle żyć, że nawet jakby miało to potrwać te 1,5 roku to i tak jest to do przeżycia - szczególnie, że może to być okres poznawania się, spokojnego budowania więzi i zwyczajnego zaprzyjaźnienia się, tak jak zaprzyjaźniłem się z niektórymi duchowiakami przez forum, mimo nie widzenia ich na żywo lub zobaczenia ledwie kilka razy.
Zostawiam wszystko w rękach Boga i niech się dzieje, to co dla mnie najlepsze - z cierpliwością i pokorą zaakceptuje to, co ma być ;)
Oby tylko to nie był jakiś karmiczny, zaślepiający shit :P
-
OMG!
Aż mnie przytkało jak sobie coś przypomniałem. Jakieś 2-3 tygodnie temu miałem sen w którym spotkałem bardzo fajną dziewczynę i mieliśmy super randkę, ale ku mojemu zdziwieniu byliśmy w tym śnie w Toruniu! Nie pamiętam dobrze detali, ale nawet z wyglądu i zachowania ta dziewczyna odpowiada tej ze snu.
Nigdy nie miałem tak mocarnie proroczego snu...
-
Clintuś
Fajniście - niech się dobrze dzieje!
-
Clint :))))))))))))))
-
Dzięki :)
Udało mi się zasnąć dopiero gdzieś po 5, bo za dużo myślałem i męczył mnie kaszel. Swoją drogą od ponad tygodnia mam taką przeziębieniową karuzelę - dosyć łagodne, zmieniające się objawy - najpierw dzień kataru, potem kilka dni kaszlu, potem leciutkie pobolewanie gardła zmieniające się z powrotem w kaszel - miałem takie przeziębieniowe opory już kilka razy, gdy pojawiała się większa zmiana na lepsze, z którą pś miała problemy. A wczoraj w nocy to mi się już wyjątkowo nasilił ten kaszel :P
W ogóle to wiem że się przedwcześnie podniecam, ale to jest naprawdę coś cudownego - poznać kogoś tak atrakcyjnego pod wieloma względami i czuć wzajemny entuzjazm co do tego, a nie tylko jednostronny. No i ta kwestia z Toruniem - w normalnych okolicznościach dramatyzowałbym w stylu "Boże, czemu mnie torturujesz w tak okrutny sposób?". A ja ogólnie czuje w środku spokój i pewność. Jest lekki dyskomfort psychiczny, ale jestem tak bardzo pewien, że będzie dobrze że to przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku i logiki :)
No i wszelkie znaki i na niebie wskazywały że to już czas - nawet dostałem dwie albo nawet trzy wróżby, że ten czas nadchodzi (jedna mówiła nawet że to będzie za 3, 4 miesiące, a tydzień temu minęły 4 miechy), ja miałem nagły wysyp snów, a potem silny impuls żeby się bawić w ten portal randkowy.
btw Kinga, Tulia - wiecie że Was kocham! :) Jestem Wam naprawdę wdzięczny za wiele dobrego, ile od Was otrzymałem, za ciepło, wsparcie, inspiracje i inne rzeczy, które mi pomogły w tematach związkowych :) Niezależnie od tego jak się potoczy to co jest teraz - jestem mega do przodu w tych kwestiach i to w pewnej części dzięki Wam :)
-
Clint - superowo! Trzymam kciuki, niech się układa jak najfajniej, jak najlepiej i jak najkorzystniej dla Ciebie, dla niej i dla Was :)
Wiadomo, ze to dopiero pierwsze koty za płoty, i nie ma co za bardzo puszczać wodzy wyobraźni, ale i tak super, że jest to obopólne zainteresowanie i pozytywne nastawienia, jak i zachwyt :)
-
O jaaaa... Super, gratuluję Clint :) Bardzo inspirujący przykład :)))
-
Idę na 21 na Hobbita ;-) skończy się późną nocą, ale co tam.
-
Clint, super :)
I jak powiedziała Hydzia, pierwsze koty za płoty, nie przejmuj się krokiem tysięcznym tylko rób ten pierwszy i podziwiaj aktualne widoki :)
-
Clint
Fajnie, że poczułeś taką harmonię:)
-
Dzięki wszystkim :)
Już opadły emocje, bo ja strasznie się cieszę jak takie małe dziecko - cieszą mnie niezwykle małe przyjemności, a te wielkie niespodzianki to doprowadzają do skakania z radości :D I już na spokojnie - wciąż czuje się bardzo pozytywnie, pewnie i szczęśliwie. Niezależnie od tego jak to się wszystko potoczy, jestem pewien że trafiłem na kobietę wyjątkową dla mnie, na kogoś kto pasuje do mnie dużo bardziej niż jakakolwiek inna z kobiet, które spotkałem w tym życiu. Każda kolejna rzecz, której się o niej dowiaduje zachwyca mnie tym, jak wiele wspólnego z kimś mogę mieć. Wiedziałem że to teoretycznie możliwe, ale nie miałem nigdy okazji zaznać tego w praktyce.
Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie, ale niezależnie od wyniku - już samo spotkanie tej osoby i doświadczenie tej harmonii jest wielkim krokiem do przodu.
-
Clint, gratuluję i powodzenia :)
-
Clint
Gratuluję szybkiej kreacji! :) Niech służy Twojemu rozwojowi duchowemu jak najlepiej!
-
Clint
napisz coś więcej o tym, co robiłeś w tym temacie :)
-
Clint,
super ;-) gratuluję fajnego podejścia.
-
Clint
Mam nadzieje, że to nie zauroczenie.
A jeśli nie zauroczenie, to gratuluję :)
-
Lucjan
No nie wiem czy po prawie 4 latach pracy nad sobą i kreowania, modlenia, itd. możemy używać słowa "szybko" :D Choć muszę przyznać, że biorąc pod uwagę jak dużo obciążeń miałem, to i tak jest nie najgorzej.
Wedrowiec
A czego ja nie robiłem :D Musiałem się przebić przez samoocenę na poziomie dna, nienawiść do siebie, złe relacje z ludźmi i unikanie ludzi, negatywne wyobrażenia na temat kobiet i związków z nimi, lęki przed bliskością, ascetyzm, uciekanie w pseudoduchowość, poczucie niezasługiwania na cokolwiek dobrego, pokutowanie, zamknięcie na przyjemność, liczne problemy na tle seksu, przyzwyczajenie do wiecznego bycia samemu, wzorce ofiary, relacje z rodzicami i wewnętrznym dzieckiem, relację z Bogiem, durne wyobrażenia na temat miłości, poczucie beznadziei i bezsensu, brak praw do własnych pragnień i potrzeb, poczucie bezpieczeństwa wśród ludzi, swobodę wyrażania siebie, samoograniczanie się, typowe jazdy dla UNA i UBA, upadek świadomości i wiele innych. To tylko takie ważniejsze przykłady z brzegu :P Do tego dochodziły setki modlitw, mnóstwo wizualizacji, kontemplacji, medytacji itd. Tyle energii poszło na to, że gdyby była taka konieczność, to by się pewnie nawet kilka galaktyk się poprzestawiało. :D
Trochę się nabijam, wiadomo że te wszystkie kwestie też nie są do końca przerobione - jedne poszły w całości, inne tylko częściowo. Nie chcę robić za eksperta w temacie, bo i tak jeszcze nawet nie wiadomo jak się to wszystko potoczy, ale jestem pewny co do jednego - żeby osiągnąć ten cel, trzeba do niego dążyć wytrwale i najlepiej jak się potrafi, cały czas uzdrawiając te przeszkody jakie staną na drodze i ucząc się cały czas odpowiedniego nastawienia do całej sprawy. No i przede wszystkim miłość, miłość i jeszcze raz miłość. Miłość jest nie tylko fundamentem, ale potężną energią, która będzie Cię z każdym dniem zbliżać do celu, nawet jak nie będziesz tego świadomy.
No i pozostaje ta słynna cierpliwość. Przekonuje się na własnej skórze, że niestety jak się weszło w to życie z bardzo syfiastymi intencjami, to w danym miejscu i czasie może być lekka posucha jeśli chodzi o takie naprawdę harmonijne partnerki, więc teraz to żeby się wszystko poprzestawiało w życiu dwóch osób może wymagać trochę czas, w zależności od otwartości na zmiany.
Jeśli teraz trafiłem na ten odpowiedni związek to myślę, że w naszej sytuacji czas jest dobry na to, a gdybyśmy się poznali wcześniej, to by tylko niepotrzebnie przedłużało rozłąkę powodując pewnie niepotrzebne cierpienie. Mi zostało pół roku do końca studiów, więc dobry okres na poznanie się i decyzje co dalej i czy warto wybrać jakieś poświęcenia się dla bycia razem. Tak jak niedawno pisałem, że wkurzałoby mnie to, że miałbym się poświęcać dla partnerki, kreować sobie dodatkowe problemy czy ją utrzymywać - nagle nie widzę w tym wielkiego problemu. Gdybym zarabiał tyle, żeby móc nas oboje utrzymać w ascetycznych warunkach - zrobiłbym to i by mi nawet żal nie było tych pieniędzy. Zresztą czuję że jakoś to będzie, czuje na sercu takie pokłady wspierającej miłości, że mam wrażenie jakby mi nagle przed nosem otwarto bramy niebios. Jestem pewien, że pojawią się odpowiednie możliwości i okazje, aby to wszystko sensownie funkcjonowało.
Leszek
Też mam taką nadzieję - wiadomo, że nieprzytomnemu ciężko zauważyć własną nieprzytomność, dopóki nie oprzytomnieje, więc równie dobrze może się okazać, że jestem teraz zaślepiony, ale mam nadzieje że to tylko nadmierna ekscytacja :D Tyle lat czekałem i było to dla mnie tak ważne, że na spokojnie bym nie potrafił tego przyjąć. Pociesza mnie to, że nie widzę tej dziewczyny jako kogoś zupełnie niezastąpionego czy idealnego pod każdym względem - są pewne rzeczy nie do końca zachwycające czy różniące nas, ale nie jest to też na razie nic, co stanowiłoby jakiś problem.
No i te prorocze sny - mam nadzieje, że pochodziły od WJ, a nie NJ :P
-
Clint
gratulacje:-)
-
Jak już się tu tyle rozpisałem, to tym się też podzielę - zacząłem się bać, że mogę nie widzieć własnej nieprzytomności czy innych zaślepień, że mogę być na jakimś zauroczeniowym haju. Stwierdziłem więc że zapytam o opinię osobę, w której wglądy i opinie w tych kwestiach w pełni ufam i dowiedziałem się, że widzi ona u nas bardzo wysoką harmonię serc, dusz i wibracji co dla mnie jest wystarczającym dowodem że nie ześwirowałem i rzeczywiście czuję to, co czuję :P
Co prawda oboje mamy swoje problemy, lęki i ograniczenia, więc ciężko przewidzieć w jakim kierunku ta cała relacja podąży, bo to już zależy od naszych decyzji, ale jestem naprawdę dobrej myśli. Najważniejsze że jest potencjał, a myślę że nie po to Bóg mi zsyłał narastające uczucie pewności, że nadchodzi długo oczekiwane spotkanie i prorocze sny tylko po to, aby mnie wpakować w relację bez przyszłości :) Moja pś też nie jest aż tak okrutna ;D Szczególnie, że ta dziewczyna to już na samym początku zainteresowała się rozwojem sama z siebie i wykazywała chęci i entuzjazm do pracy nad sobą, więc sądzę że jest duża szansa na to, że będzie gotowa na zmiany i podążanie w tym samym kierunku. Może niedługo nawet będzie przeglądała to forum i czytała te moje wypociny, przez co zapadnę się pod ziemię ze wstydu, ale cóż ;D
A to czym naprawdę chcę się teraz z Wami podzielić to moja wdzięczność. Wiele otrzymałem od niejednego tutejszego rozwojowicza, a w ostatnim czasie naprawdę jest tego coraz więcej. Dziękuje wszystkim za wsparcie, dobre rady, miłe słowa, darmowe zabiegi i wiele innych rzeczy. Dziękuje za to że jesteście, bo to gdzie teraz jestem, zawdzięczam po części również Wam - sam z wieloma rzeczami musiałbym się dużo dłużej użerać.
I jeszcze jedna rzecz, która mnie cieszy - to już czwarty dzień od kiedy nawiązałem kontakt z tą dziewczyną, a ja od tego momentu czuje jak przepełniając mnie cudowne, lekkie uczucia od brzucha aż po serce. Nawet jak wychodzą jakieś emocje i inne sprawy, to one tam są i sprawiają że moje samopoczucie jest dużo wyższe niż normalnie. Jest mi tak lekko, a różne problemy dotykają mnie w mniejszym stopniu, tak jakby negatywne odczucia zachowywały pewien dystans. Z łatwością przychodzi mi odczuwanie głębokiego spokoju i błogości.
A entuzjazm to mnie momentami taki nachodzi: https://www.youtube.com/watch?v=VBsOm6xjnc4 :D
-
Clint!
Jesteś zaproszony do Torunia na sylwestra, jeśli masz ochotę :))))
-
W Toruniu to Clint będzie zajęty teraz i nawet zapomni, że tam mieszkasz :p
-
Do Torunia to Clint ma taką wyprawę, że chętnie skorzysta z wszelkich możliwości noclegu, żeby móc tam posiedzieć z te 2 albo nawet 3 dni, jak będą takie możliwości. I przy okazji bym poznał trochę lokalnych duchowiaków :)
-
Clint, wyluzuj :) Zauroczenie/zakochanie jest normalne, naturalne i moim zdaniem potrzebne. Choćby dlatego, że patrząc przez pryzmat pierwszych ochów i achów na drugą osobę wytwarzają się pewne więzi, które pomagają przetrwać "atak rzeczywistości" te ~3 miesiące później.
Duchowiaki to lubią tak podchodzić do sprawy, "dobra, wygląda na to że jutro wreszcie nauczę się chodzić, więc mam nadzieję że najpóźniej pojutrze skończę mój pierwszy maraton. Bo inaczej to będzie za mało i tak nieduchowo." ;)
-
Daj spokój - niby jak ktoś taki jak ja, kto całe życie siedział sam i tak bardzo marzył o spotkaniu kogoś sensownego, ma wyluzować w sytuacji, gdy w końcu trafił na kogoś wyjątkowego? Emocjonuje się z tego powodu, bo ciężko by było inaczej i tyle. Chciałbym odczuwać w tej chwili pełen spokój, luz i zachowywać zdrowy dystans - było mi dużo łatwiej bez tych wszystkich natrętnych myśli o tym jak to będzie, czy się uda, czy się nie sypnie wszystko po roku, czy nie będzie zbyt dużych przeszkód do pokonania.
Szczególnie, że wiem iż oboje mamy swoje problemy i to jak to będzie, zależy i od moich decyzji i od jej. I trochę przeraża mnie ten brak kontroli, fakt że na pewne rzeczy nie mam wpływu, że nie wszystko zależy ode mnie i będę musiał się po prostu pogodzić z tym, że będzie co będzie.
Po za tym miło, że z góry zakładasz moją nieprzytomność na bazie zauroczenia czy innego syfu - to że się emocjonuje jak mała dziewczynka na widok kucyka, to nie znaczy że nie widzę wad, problemów i innych zgrzytów. Nie patrzę na nią jak na jakiś cudowny ideał i wcale nie wymagam, aby taka była, bo mi samemu do ideału daleko. Nie zakładam też że poznałem tą jedyną na całe życie - biorę pod uwagę, że tak może być, ale równie dobrze cała relacja może się sypnąć po miesiącu - to też biorę pod uwagę.
Aj, i już wiem czemu mnie Twój post zdenerwował - wychodziły mi ostatnio kwestie ufania Bogu i własnym uczuciom, po czym przychodzisz Ty i piszesz post, w którym nie zakładasz że mogę być zauroczony, ale po prostu stwierdzasz to jak najoczywistszy fakt, że jestem nieprzytomny i za jakiś czas ochłonę i się niemiło zdziwię. Może tak będzie, nie mam tyle pewności, żeby stwierdzić że na pewno nie. Nie mam żalu, ale po prostu wkurzają mnie takie manipulacje, szczególnie że w tej formie często używała ich moja mama. Do dziś pamiętam słynny tekst "Nie martw się, kiedyś kogoś sobie znajdziesz - nie wszystkie dziewczyny patrzą na wygląd" :D Tak jak tam mieliśmy pozornie pozytywny komunikat przemycający treść "jesteś nieatrakcyjny", to Twój post przemyca komunikat "jesteś nieprzytomny i nie ogarniasz co się dzieje".
A skąd pewność, że akurat w tym przypadku mój entuzjazm nie jest w pełni uzasadniony? A co jeśli jednak trafiłem na kogoś, z kim spędzę większą część życia? (albo nawet całe) Ja tam nie wiem co w tym temacie Bóg ma dla mnie, ale może się akurat tak potoczyło, że się trafiła tu i teraz osoba, której będzie po drodze ze mną przez całe życie? Skoro to będzie pierwszy związek, to znaczy że nie może być wystarczająco dobry? To znaczy, że na pewno muszą wyjść problemy nie do przeskoczenia? A może jednak będzie nam dane skończyć ten maraton - nie dzień po nauczeniu się chodzenia, ale po długim czasie wspólnych treningów i wzajemnego wsparcia? Przecież ja wiem, że niezależnie od tego jak bardzo duży potencjał naszej relacji jest - to nie będzie cały czas pięknie i różowo. Doskonale zdaje się sobie sprawę, że mam jeszcze liczne problemy, które będą rzutować na jakość tej relacji.
I mimo świadomości tego wszystkiego - i tak zamierzać się dalej cieszyć jak mała dziewczynka, bo taki już jestem i nie widzę w tym nic złego. Nie będę się ograniczał z powodu jakichś durnych lęków, że potem będzie bolało jak się zaangażuje tak bardzo i nie wyjdzie. No ojej. Jak nie wyjdzie, to sobie porozpaczam, popłaczę, a potem się pozbieram i pójdę dalej.
Taki jestem i będę to przeżywał po swojemu, bo mam do tego prawo.
Dzięki Lynd - ostatnie zdanie to wniosek, który potrzebowałem wyciągnąć. :) Ufff, aż poczułem fizyczną ulgę, jakby zszedł ze mnie jakiś przymus tego, w jaki sposób mam postrzegać i przeżywać moje własne relacje z ludźmi, szczególnie związkowe. Widzę, że pojawiają się pierwsze efekty po wczorajszym super zabiegu u BlackRose :)
-
A ta przytomna miłość to jaka? Ja bym chciała, żeby mój partner po 10 - latach robił jeszce och - ach na mój widok:))
-
A ja dziękuję że mnie skorygowałeś :) Mam schemat "wszystko co wiem jest przecież takie oczywiste" i w wyniku tego piszę nieraz bardo skrótowo. Jak widać teraz te skróty wcale nie wyszły na dobre :/
Daj spokój - niby jak ktoś taki jak ja, kto całe życie siedział sam i tak bardzo marzył o spotkaniu kogoś sensownego, ma wyluzować w sytuacji, gdy w końcu trafił na kogoś wyjątkowego.
Z wyluzowaniem chodziło mi o presję na niezakochiwanie się -- o tym potem.
Po za tym miło, że z góry zakładasz moją nieprzytomność na bazie zauroczenia czy innego syfu
Ale dlaczego od razu syfu? Byłeś tyle razy szczęśliwie zakochany, że Ci już to obrzydło? Moim zdaniem tu próbujesz przeskoczyć samego siebie "bo inni powiedzieli że zakochanie jest be".
ale po prostu stwierdzasz to jak najoczywistszy fakt, że jestem nieprzytomny i za jakiś czas ochłonę i się niemiło zdziwię.
Zgadzam się z tym zdaniem na poziomie słów -- ale tylko na nim:)
Jak pisełem, zakochanie nie jest dla mnie czymś negatywnym, i nie oznacza totalnego zaślepienia. Jakieś zaślepienie owszem, bo zalewa człowieka wtedy burza hormonów. Tyle że lepiej jest już go spokojnie doświadczyć, zamiast spinać się na nie na samym wejściu, bo jest "złe". Uważam że to jak najbardziej przydatna faza w relacji, jak już pisałem wcześniej. Psychologowie i inni doradcy często zauważają, że zakochanie mija po 3-6 miesiącach, i następuje konfrontacja z rzeczywistością. Ale ona też nie jest niczym złym :) Nie oznacza to automatycznie, że ta osoba nie jest dla nas. Wtedy właśnie zaczynają się wywalanki, bo obu stronom spada pewna idealizacja drugiej osoby i zaczynają zauważać to, co wcześniej hormony przykrywały. I wtedy jak najbardziej przydaje się to, co wytworzyło się w stanie zakochania.
Wiem, że idealnie byłoby gdyby wejść w to wszystko w czystej świadomości, bez zakochania i bla bla bla. Tylko takie podejście ma tyle sensu, co stwierdzenie że zamiast szukać pierwszej pracy będę pisać duchowe książki, dawać darszany i zostanę milionerem ;)
Nie mam żalu, ale po prostu wkurzają mnie takie manipulacje (...) to Twój post przemyca komunikat "jesteś nieprzytomny i nie ogarniasz co się dzieje".
Absolutnie nie to miałem na myśli :) Chodziło mi raczej o: "cieszysz się jak dziecko na widok kucyka, to ciesz się -- i nie zwracaj uwagi na to że "dorośli" każą nie skakać z radości, bo to 'nieprzytomne'."
A skąd pewność, że akurat w tym przypadku mój entuzjazm nie jest w pełni uzasadniony? A co jeśli jednak trafiłem na kogoś, z kim spędzę większą część życia?
Mam nadzieję że teraz już napisałem na tyle zrozumiale, że powyższe jak najbardziej też brałem pod uwagę.
że na pewno muszą wyjść problemy nie do przeskoczenia? A może jednak będzie nam dane skończyć ten maraton - nie dzień po nauczeniu się chodzenia, ale po długim czasie wspólnych treningów i wzajemnego wsparcia?
Problemy będą na pewno, ale to nie znaczy że nie do przeskoczenia. Z maratonem chodziło mi właśnie o Twoje podejście do zakochania -- że nie byłeś szczęśliwie zakochany, a już starasz się to "przekroczyć". (Cudzysłów stąd, że wcale nie uważam tego słowa za trafne w tym kontekście.)
Zakochanie jest fajne, miłość jest fajna, związki... może też kiedyś u mnie będą fajne, ogólnie jest fajnie:) Chill out & enjoy.
-
Polędwica,
A ja wolę uśmiech, achy i ochy można zostawić do łóżka ;) Ogólnie zauważam że to taki fajny papierek lakmusowy odnośnie czasu trwania związku i dobrania pary, jak się zachowują wobec siebie po dłuższym czasie. Te fajniejsze jakoś tak na luzie, komfortowo, swobodnie. A jak ktoś sobie tirli tirli to albo związek świeży, albo, jeśli już po latach -- to coś mi tu nie gra. Bo "góra nigdy nie mówi że jest górą."
-
Lynd,
aha, ok. Ja na temat zwiazków sie nie wypowiadam - bo ekspertem nie jestem:))
-
"Stworzenie doskonałego związku jest bardzo proste, robiłem to już mnóstwo razy." ;)
-
Lynd
A, z takim podejściem to się zgodzę. Ja się po prostu naoglądałem zauroczonych i "zakochanych" ludzi, którzy w ogóle nie widzą jak tragiczna ich relacja jest, więc mi się to jednoznacznie skojarzyło z byciem ślepym idiotą :D Sam zresztą w takie nieprzytomne stany kiedyś wchodziłem.
To co piszesz o tych hormonach to pewna nowość dla mnie, ale wydaje się to sensowne - nie będę się przed tym bronić.
A co do przeskakiwania etapów - wiem, że takie wrażenie można odnieść, ale tutaj chodzi bardziej o pewien mechanizm jaki mam we wszystkich sferach życia - za dużo myślę naprzód, za dużo planuje i rozmyślam o tym, jak będzie wyglądać kolejne kilkadziesiąt kroków, zamiast się skupić na tym co jest ;P
-
O to widzisz ja zaledwie dwa:))
Natomiast miałam na mysli to, ze fajnie jak jest przytomny zwiazek - czyli nie ma burzy emocji, ale jest dojrzały stan i nie następuje coś, że jestem z toba z przyzwyczajenia - ale Cie kocham, tylko są inne etapy w życiu i też jest zachwyt:))
A ochy i achy nie tylko w łóżku są dozwolone:)
-
Kucyk !!! :D
-
Indra
Dla ciebie rasowy ogier na licencji ;-*...
-
:-P
-
Oby sie tylko jakiś zajezdzony nie trafił, bo trza go bedzie dużo głaskac, żeby zaufanie zdobył HAHA:))
-
Freeflight
a co ja bym miała zrobic z takim ogierem? ;) kucyk natomiast to moje niespelnione marzenie z dziecinstwa :)
-
Freeflight :)
Śliczne zdjęcie w avatarze :)
Indruś :)
Już ta Twoja piąteczka by wiedziała co poczynić ;)))
-
No, śliczne foto :)
Szafirku
Moja piąteczka na nic by się nie zdała, z przyczyn czysto techniczno- fizycznych ;>
-
Indra
No tak, w takiej sytuacji to raczej staje się "uciążliwa"
-
Indra
Krótkotrwałych ;-)...
-
Szafirek
Owszem, temperament jest uciążliwy. chwała Bogu jakoś się chyba zaczyna niwelować :)
Freeflight
dziękuję:) już ponad rok tak jest i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić, mimo licznych prób działania konwencjonalnego i niekonwencjonalnego. Ot, chyba będę chora do końca życia, spełnię się w celibacie :D
-
Poledwica
Tak czy siak dużo głaskania się przyda :-)))...
-
Freeflight,
Co prawda - to prawda, a ile przyjemności z takiego głaskania:)))
-
Indruś :)
A mi "wywala" na wibrację 6 ;)
-
Uuuuuuuuuuuuu!
To przytulam mocno :* ja dobrze wiem, że 6 to znak Bestii! najgorsza wibracja ever- szczerze współczuję :* wiem, że generalnie emocje ciśniejsz w sobie, ale to nie jest zawsze korzystne. Jesli miałabyś ochotę z kimś pogadać i się wywnętrznić to służę pomocą, w końcu jestem szóśtkową weteranką :)
-
Dziękuję Ci serdecznie za chęć pomocy :)
Ale mi szóstka wali teraz w zupełnie innym zakresie, w szeroko pojętym kontekście rodzinnym
-
To też grubo.
W końcu rodzina daje zalążek na wszelkie pózniejsze związki. W każdym razie zawsze możesz się tym z nami tutaj podzielić. Od tego jesteśmy, żeby się wspierać wzajemnie :)
-
Dzięki serdeczne :)
Ogólnie niestety bardzo często w sposób przesłodzony mówi się o tej wibracji. A w rzeczywistości u bardzo wielu osób ta wibracja ma różne kolory i są jej i cienie i blaski, a za często jest ukazywana zbyt różowo i łagodnie. Dlatego zawsze staram się pisząc analizę podkreślać w tej wibracji jej różne aspekty
-
no właśnie. Ja tam nie wiem, co w tej wibracji różowego. Może i coś jest, osobiście doświadczyłam cieni szóśtki. Czułam mocny brak bliskości, miłości, wywalało mi na jakąś tam samotność...do tego doszła ta diabelska telenowela karmiczna :/
brrrr... dobrze, że następna szóstka dopiero za 8 lat :) może zdążę do tego czasu odpocząć :)
-
Indruś, ja przejdę z dalszą rozmową w klimatach numerologicznych do sąsiedniego wątku ;)
A co tam, niech mi trochę powywala na jakąś wibrację ;)
-
dawaj, dawaj! :D
-
Wyznaję, ze pomimo turbulencji, wspaniale mi się pląsało z połóweczką na parkiecie w sylwestra:)
-
jak fajnie :)))
-
Ja też się bardzo cieszę z tego, ze spędziłam sylwestra w Toruniu - to był jeden z najfajniejszych Sylwestrów na jakich byłam :)) Dziękuję organizatorom oraz wszystkim współtowarzyszom zabawy, przepysznej wyżerki, potańcówek i medytacji :-)
-
Zazdraszczam Wam tego sylwka w Toruniu, serio :P
Ja miałam jeden ze spokojniejszych w swoim życiu, całkiem fajny, w małym gronie znajomych, po łamerykańsku w pubie, ale trochę brakowało mi jakiejś dzikszej zabawy ;) Trochę też z początku żałowałam, że nie pojechałam na Times Square, ale jak koleżanka napisała, że 10 godzin stała w kolejce, bez jedzenia, bez toalety... to w sumie stwierdziłam, że chyba nie ma czego żałować.
-
u nas tez było fajnie :) śmiesznie, wesoło, z dobrym jedzonkiem, wróżbami :)). Cała impreza zatytułowana "żołnierze i ich pielęgniarki" :)). W Nowy Rok sesje regresingu na wymiane. Doszliśmy do wniosku, że sylwester to nie jedyna okazja by się spotykać i imprezować w rozwojowym towarzystwie, więc mam nadzieję, że w 2013 będzie wiele okazji by ze sobą fajnie spędzić czas :).
-
A ja z Nowym Rokiem kupiłam sobie laptopa Asusa i tymże sposobem przerzuciłam się ze stacjonarnego kompa na laptoipika i wszystko tak szybko chodzi, że aż miło.
-
Dostałam też od Freeflight wróżbę na Nowy Rok, więc mam nadzieję, że we wszystkich aspektach wchodzi nowe.:)
-
Karina
No baa-tak ma być :-***,bezsprzecznie :-)
-
nowe i lepsze oczywiście *** :))
-
Karina,
gratuluję nowego lapka :)
dobrze, że zaczęłaś temat bo właśnie chciałam zapytać osób ogarniętych w elektronice i tych cudach techniki, co najlepiej wybrać jako nowy komp?
Zastanawiałam się nad Ipodem, ale z tego co wiem, to oni mają własne oprogramowanie i trzeba wszystko ichniejsze mieć, plus podobno jest taki, że dobre jakościowo te produkty. Szukam czegoś co mało waży (żeby łatwo się z tym podróżowało), a jednocześnie żeby było w miarę odporne na wstrząsy, z dobrym wi-fi, sporą pamięcią i łatwą obsługą. Najlepiej żeby też cena
mnie nie powaliła na kolana. Brat mi wspominał, że może lepiej kupić tableta nie z Apple'a z powodu właśnie oprogramowania.
No i dobrze jakby gwarancja była nie tylko na Stany, ale ogólnie, choć to z tego co kojarzę dodatkowo kosztuje.
Mniejsze komputery czy też notebooki nie za bardzo mnie interesują, bo już wielokrotnie widziałam jak po roku użytkowania się po prostu psuły. Ja wolę dopłacić i mieć sprzęt na kilka lat do przodu. Obecnego laptopa mam już hmm 4 lata i wszyściutko z nim w porządku, nigdy nie miałam w nim żadnej usterki.
Jak macie jakiś pomysł na co warto wydać pieniądze to śmiało, bo ja się na tym wszystkim średnio znam ;)
-
dobra, mam okazję pobawić się na Ipadzie, na razie całkiem spoko :P
-
A i w końcu jest i radość:)) Moje spojrzenie na życie coś sie kurde zaczynac diametralnie zmieniać - zrzuciłam klapki z oczu, - wreszcie poczułam wdzięczność, radość, akceptacje - i mogę doświadczyc kolosalnej różnicy między mówieniem o tym, a poczuciem tego -jacie jestem megaaaa happy. Po za tym dostałam aż dwie oferty biznesowe:))) Każdej nocy mam inspirujące sny na temat kobiecości, pieniądza i mężczyzn - czegoś podobnego to jeszcze nigdy nie miałam- dosłownie jak na żywo , wiem - wiem wy juz tak macie, ale muszę to napisać - bo dla mnie to odrycie:)). Ale jest też niestety druga stona tego medalu - ogromne opory i lęki ( jakbym nie wierzyła, że takie życie może być dla mnie)Najgorsze jest jeszcze to, że od dwóch dni chodzi za mna ogromna potrzeba dążenia do sukcesu. Jeszce jak już czuje, że z głową jest ok i że nie zwiariuje tzn że zrobiłam kawał dobrej roboty:))) A i jutro moja córka wyprawia urodzinki - robimy imprezkę zaprosiła 10 osób - pokój juz udekorowany, jedzonko prawie gotowe - czuje się spełniana jako matka:)))
-
polędwica- 'wiem,że wy już tak macie ale dla mnie to odkrycie.' Ja też mam czas swoich małych i dużych odkryć i też nie moge się nadziwić ,że już tak mają. Fajnie jest odkrywac nieprawdaż? u mnie to odkrycie przytomności mnie bardzo zdziwiło i było fascynujące, odkrycie,że mogę być pożyteczna zamiast cierpieć. ;))))
Cieszę się,że Ci idzie i dobre się czujesz:)
Dobrej imprezy urodzinowej,najlepsze życzenia dla córci ;))
-
muszka91:))
Serdecznie dziekuje za życzenia (w imieniu córki).:))
Jak tam sesja u Ciebie?
-
caroleen
Akurat na elektronice znam się słabo, potrzebowałam laptopa, kumpel mi powiedział kupuj tego Asusa, bo jest dobry, to kupiłam i tyle. Ale radości mam dużo, bo jest on rzeczywiście bardzo przyjemny w obsłudze i taki wypasiony, jeszcze kupiłam sobie megaprzyjemną grę świąteczną - The perfect Tree (Idealna choinka), no i odpływam w tym Nowym Roku w jakieś luksusowe klimaty.
Odkrywam, że strasznie wypierałąm, jak brak mi w życiu przygody i luksusu, no i teraz sobie pracuję z tym. Ale jest bosko.:))
pozdrowienia dla Ciebie .:)
-
A i właśnie siedzę i uwalniam sobie pragnienia, bo dokopałam się do kopalni moich wyparytch pragnień. Nie wiem dlaczego praca nad tym tematem sprawia mi wielką przyjemność.:)
-
Karina :)
e, to sobie dogodzilas od Nowego Roku, i prawidlowo! :)) takie rozpieszczanie sie tez jest fajne
Ja ciagle mysle nad tym nowym kompem, dzis widzialam ipada za 700$, ale jeszcze nie umiem zdecydowac czy bylby to dobry zakup, bo np. wkurza mnie to, ze przegladajac strony internetowe, zazwyczaj zapuszczam sobie muzyke na youtubie i robie cos w miedzyczasie, a tam po opuszczeniu zakladki z yt muzyka automatycznie sie blokuje. Moze jest na to jakis sposob, ale jeszcze go nie wyczailam..Takze te decyzje o kupnie zostawie na pozniej :P
Zauwazylam tez u siebie jeden bardzo wazny wzorzec jeszcze zwiazany z relacja z Bogiem, ze ja po prostu nie wierze, ze te wszystkie cuda sa dla mnie, nie moge przeskoczyc tego przekonania, ze Bog ma dla mnie te wszystkie wspanialosci, a czuje ze puszczeniu tego, moga sie wlasnie zaczac dziac cuda w moim zyciu :)
-
carolieen
Ja do kupienia Laptopa przymierzałam sie od 2 miesięcy i mówiłam sobie poczekaj na sygnał od WJ, przez te 2 miesiące nie miałam wyrażnego impulsu kupna, przeglądałam tylko czasem oferty. Natomiast z NOwym Rokiem od razu poczułam czyściutki impuls za którym od razu poszła chęć do działąnia, no i mam.:) Stwierdzam, że elektronika tak się rozwija, że jestem coraz głupsza w tym temacie, a nie sposób wszystko ogarnąć więc w tych tematach też zdaję się na prowadzenie Boga, bo bym zwariowała. Tobie też polecam.:)
O tak, też jeszcze nie jestem otwarta dość na te wszystkie wspaniałości od WJ, dlatego też to otwarcie powierzam.:))
-
Carolieen, weź pod uwagę może też Kindle Fire (8,9" HD) jeśli miałby być to tablet, cena ok. o połowę niższa a jakość wysoka. Produkty Apple są przewartościowane z uwagi na monopol, a jakość nie idzie w parze za ceną (choć jest wysoka)
-
Karina,
mi też się aż tak nie spieszy, teraz myślę o kwietniu, nawet maju, choć wcześniej mnie ciut cisnęło, bo po Nowym Roku miały być wielkie wyprzedaże, których jednak nie zauważyłam ;) Więc rzeczywiście dam sobie czas na rozeznanie się no rynku, podpowiedzi, sugestie itp. Jeszcze nie jestem zdecydowana czy lepiej własnie kompa czy te wycudowane telefony z funkcjami jak kompy kupić. Plusem, który mi ułatwia życie odnośnie kompa jest łatwiejsze pisanie na nim no i chciałabym zabierać go ze sobą w większość miejsc, a swojego obecnego nie chce mi się nosić, za ciężki. Z tego powodu mnie ciągnie do tabletów :) ale znowu mam wrażenie, że one takie delikatne są, że mogłoby się łatwo uszkodzić...
Witek,
o dobrze wiedzieć, luknę co to takiego :) brzmi dobrze
-
a ja napotkałem na prawie połówkę :-)
chociaż mi się już podświadomość nastawiła że ona jest ponad takie tam rzeczy ;p
-
Mariusz
Podświadomość zawsze można naprostować :)
A ja wyznam, że się właśnie rozpływam ze szczęścia. Było warto pracować 4 lata, oj było :D
-
:)
-
Clint, ale fajowo :-):-)
-
Clint, super :))
-
Clint
Mega!!! :D
-
Clint, po prostu Clint :)
-
Cieszę się, że się cieszycie :D
-
Twoja radość jest moją radością a moja Twoją ;-)
-
Clint
:))))))))))
-
A wasza radość moją;))
Clint- szacun i dawaj więcej tej Miłości!;>
-
Ok!
Jestem tak radosny, że mógłbym uściskać nawet własnych rodziców! :D Czujcie tę skalę i rozmach! ;D
To co się dzieje, przekracza 100-krotnie moje najśmielsze oczekiwania. Czuje jakbym śnił piękny sen albo raczej jakbym się w końcu obudził ze złego koszmaru. Nie wiem czy jest sens się rozpisywać, skoro uczucia idące ode mnie powinny mówić same za siebie :)
-
Clint, spotkaliście się już osobiście? :-)
-
Jeszcze nie, ale piszemy między sobą tak otwarcie i osobiście, jakbyśmy byli starymi, dobrymi przyjaciółmi. Bardzo dużo rozmawialiśmy o swoich uczuciach, obawach i takich tam i za każdym razem natychmiast je rozwiewamy - ona odpisuje mi dokładnie to co chciałbym usłyszeć w najpiękniejszym scenariuszu i w drugą stronę działa to tak samo.
Żeby było śmieszniej, my przez ostatnie 2,5 tygodnia nie pisaliśmy ze sobą nic, bo miała szalone przygody z netem (ewidentna kreacja pś oporów), a ja siedziałem i czekałem nie wiedząc co się dzieje. Pierwsze dwa tygodnie ufałem, że będzie ok, ale potem zwątpiłem i napisałem jej trochę od serca o swoich uczuciach i lękach. W końcu udało nam się ze sobą skontaktować, a ona odpisała mi tak śliczną wiadomość, że chyba sobie ją wydrukuje i powieszę na ścianie :)
Złamałem chyba kilkadziesiąt zasad zrównoważonego tworzenia relacji damsko-męskich, ale ona jest tak bardzo podobna do mnie pod tymi względami, że z każdą wiadomością otwieraliśmy się coraz bardziej, pisząc o coraz bardziej intymnych i osobistych odczuciach. Nie potrafiliśmy jak zwykli ludzie zacząć o jakichś zainteresowaniach czy coś, ale od razu poszło z grubej rury i tu szok, bo z każdą kolejną wiadomością odkrywa się kolejny rąbek tajemnicy i przy każdym mogę krzyknąć "bingo!".
Zresztą nawet najbardziej złożone opisy nie oddadzą tego co się dzieje, więc nie będę produkował kolejnego bloku tekstu, jak to z reguły miałem z zwyczaju :D
-
Clint:
Nie ma to jak wzajemne odkrywanie siebie :))) Onward you go :D Trzymam za was kciuki :)
-
Dzięki :)
Przyznam, że w moich wyobrażeniach ten etap był czymś mało fajnym - myślałem, że z początku będzie sztywnawo, że będę musiał się wysilać pokazując swoje mocne strony, żeby udowodnić swoją wartość jako potencjalnego partnera, itd. A tutaj zupełnie nic z tych rzeczy - jest totalna szczerość i otwieranie się na drugą osobę, które sprawia coraz większą przyjemność, głównie ze względu na przecudne reakcje zwrotne. Ja wiedziałem, że to teoretycznie możliwe, ale nie miałem okazji doświadczyć, że moja osoba, że to jaki jestem może być takie atrakcyjne i ważne dla drugiej osoby. Chyba po raz pierwszy w życiu tak bardzo cieszę się, że jestem sobą, a nie kimś innym:)
-
Clint:
:)))
Jak się przyzwala na harmonię to wszystko samo idzie i czasem można się przestraszyć, bo przybiera rozbiar i siłę spadającej lawiny :) Trochę to może być przerażające, ale w ostatecznym rozrachunku ta lawina tylko wymywa z nas nasze wyobrażenia i chęć kontroli. Pozstaje nauczyć się jak w pełni zaufać płynięciu z tym prądem, poprzez meandry wiecznej rzeki życia :)
-
Z początku rzeczywiście tak było, wszystko mi nagle mega przyspieszyło i byłem momentami przerażony brakiem kontroli i gruntu pod nogami (swoją drogą dziwnym trafem zrobiło mi się tak we wszystkich dziedzinach życia na raz - związek, praca, studia), a szczytowym momencie czułem się jakbym był zawieszony w wielkiej przestrzeni na którą nie mam żadnego wpływu.
Na chwilę obecną na szczęście jest zupełnie inaczej. Ona napisała takie fajne zdanie, że ja zawsze pisze to co ona chciałaby usłyszeć, a jednocześnie czuje, że jestem przy tym sobą, co sprawia że czuje się bezpiecznie. Ze swojej strony czuję dokładnie to samo i to jest naprawdę cudowne. Nie odczuwam chęci kontrolowania jej, ani lęku przed co powie czy zrobi, bo czuje że jesteśmy tak harmonijni i dograni, że będzie dobrze. Dzisiaj spałem czując jak cały brzuch przepełnia mnie poczucie lekkości, błogości i bezpieczeństwa - nigdy nie czułem się tak stabilnie.
Ah, taki rozanielony się czuje :)
-
Od razu wiedziałem, że tego było Ci potrzeba ;-)
Jak mawiał Świętochowski:
Kochana kobieta jest dla mężczyzny bogiem, który może dokonać w nim cudu.
Zatem powodzenia, także jak już się fizycznie poznacie!
-
Ja to wiedziałem od 4 lat, tylko pś miała problemy z otwarciem się ;D
A co do cytatu to się zgadzam - ona na mnie już teraz ma bardzo pozytywny wpływ, a co to będzie jak już sprawy zaczną się układać na poważnie. :)
-
Clint,
Pierwsze co mi przyszło do głowy - nic tylko pozazdrościć. A później ogromna wiara, że jednak opłaca się ta ciężka praca!!:)
Fajnie się czyta jak płynie prosto z serca:)
Super - gratuluję!!
-
ja również gratuluję ;) i tak jak powiedziała polędwica - wiara,że jednak opłaca się pracować i,że czekają wspaniałe niespodzianki - takie jak Twoje m.in.
powodzenia;)))
-
no Clint, również gratuluję, głównie otwartości i systematyczności w dążeniu do celu :))
-
Ale mam radochę:) Użytkownik Klu pomógł mi w dojściu do przyczyny mojej okresowej"wyniosłości" :D
Okazało się ze ta wyniosłość to były ataki, spowodowane strachem, uczuciem zagrożenia życia, że znowu aniołki mnie zabiją, zgaszą:) Te białe;)
Kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy:D
Czuję ulgę:D
Dzięki Klu!
-
Na zdrowie!
-
O, Clint! bardzo się cieszę ;) Poczułeś pewnie bardziej, że jesteś fajny i kochany, dlatego masz efekty:)
-
:)
-
Clint
Spieszcie sie odreagowywac odrzucenie, nim sie spotkacie. O biada tym, ktorzy uwierzyli w harmonie, gdy nie byli obok siebie, zyjac zludzeniem iz to wiecznie trwac bedzie. Och, ilez moze czekac napiecia, emocji, i energii na człeka, gdy w taki zwiazek wejdzie. Spieszcie sie, zanim odkryjecie, ze im blizej, tym mocniej wywala, a tylko 24h na sesje macie :) :D
Clint, to musi byc przyjemne spotkac kogos, kto jest podobny :)
-
Spieszcie sie odreagowywac odrzucenie, nim sie spotkacie.
Święte słowa ;)
-
Nie wiem jak to będzie, więc nie będę wróżył z fusów, ale nie zamierzam teraz wpadać w jakąś nerwicę związkowo-rozwojową. Wzorce odrzucenia i tego typu rzeczy przewijają mi się od lat i uzdrawiają w swoim tempie, a w międzyczasie będzie co będzie. Pojawią się problemy, to będę myślał nad ich rozwiązaniem - teraz nie odczuwam potrzeby jakiegoś specjalnego zabezpieczania się na przyszłość.
Dziewczyna sprawia wrażenie otwartej na konstruktywną rozmowę, już na samym początku wystarczyło jej, że ja się otworzyłem, żeby ona to też zrobiła, więc myślę że nawet jak będzie nam ostro walić, to przynajmniej da się normalnie o tym porozmawiać i wspólnie jakoś załagodzić sytuacje. Po za tym jestem zdania, że przy pewnych kwestiach to można sobie sesjonować i rozgrzebywać przeszłość całymi latami niewiele się posuwając do przodu, a tak prawdziwie i konkretnie uzdrawiającą moc to ma dopiero konfrontacja w praktyce z danymi problemami.
Jestem taką osobą, że jak np. zacznie mnie ściskać czy aby na pewno ona chce ze mną być - powiem jej to wprost, opiszę jej to dokładnie ze wszystkimi myślami i emocjami jakie odczuwam. I przyjmę jej reakcje, taką jaka będzie. Jak mnie ona nie uspokoi, to będę pracował ze znanymi mi metodami nad tymi emocjami, aż się uspokoję i tyle. Robię to już teraz, z tą różnicą, że jej reakcje sprawiały, że nie musiałem sięgać po żadne techniki :)
Przeżyłem całe dzieciństwo w atmosferze terroru, przerażenia, odrzucenia, nieakceptacji, niezrozumienia, nadmiernych wymagań i wielu innych koszmarnych rzeczy. Byłem małym bezbronnym dzieckiem i nie miałem żadnych sposobów ani metod na radzenie sobie z tym wszystkim. I co? I przeżyłem, jakoś sobie poradziłem, a potem nawet się podniosłem i wyszedłem na ludzi. Gdybym miał się teraz bać wywalanek z powodu bycia w związku z fajną, harmonijną dziewczyną to było to wręcz śmieszne. Może i będzie momentami niemiło i ciężko, ale mnie to na pewno nie przerośnie, a mam nadzieje że i ona sobie poradzi, ale na pewno będzie mogła liczyć na moje wsparcie, nie wspominając już o Bogu, który też od samego początku swoje dokłada.
Jedną z nielicznych zalet bycia ofiarą konkretnego pakietu wzorców DDA jest silna psychika, dzięki której też nie złamałem się przez te 4 lata podczas pracy nad sobą, a gdzie przez pierwsze 1,5 roku było naprawdę ciężko i przeżyłem emocjonalny koszmar. Poradziłem sobie z pracą nad sobą i w konsekwentnym dążeniu do kreacji związku, mimo że tyle razy wątpiłem i przeszywało mnie poczucie pustki, beznadziei i bezsilności.
Zresztą przetrwałem już też pierwszą próbę - jak już po 2,5 tygodnia zwątpiłem czy ona się jeszcze odezwie, a potem jeszcze zobaczyłem że w międzyczasie była na portalu (to długa i pokręcona historia, więc nie będę wyjaśniał) to w pewnym momencie poddałem się i byłem niemal przekonany, że to jednak porażka. I wiecie co? Choć miałem ochotę się rozpłakać, to mi niemal natychmiast przeszło, bo poczułem że mam siebie i to jest najważniejsze, że nie ma potrzeby więcej cierpieć i rozpaczać z powodu kobiety. Poczułem że tak bardzo kocham siebie, że nie chce sobie tego robić, nie chce znowu płakać z powodu nieudanej szansy na związek - w końcu na pewno nie byłaby to moja pierwsza i ostatnia zarazem szansa.
Dlatego ja ufam, że sobie poradzę niezależnie od tego co by się nie działo i mogę po prostu na spokojnie robić swoje. A że chillowanie i optymistyczne nastawianie do przyszłości to moje obecne tematy, więc tym bardziej, dla celów czysto terapeutycznych nie zamierzam panikować, ani specjalnie intensywniej pracować nad sobą :)
Cieszę się, że napisałem to wszystko, bo pomogło mi to dojść ze sobą do pewnego porozumienia :)
Clint, to musi byc przyjemne spotkac kogos, kto jest podobny :)
Cóż, to jest najprzyjemniejsza rzecz jaka mnie kiedykolwiek spotkała. A te podobieństwa to mnie na każdym kroku powalają, bo ja się nawet w najbardziej optymistycznych wersjach nie spodziewałem, że to będzie aż tak :)
-
Clint
Silna psychika u DDA .. niekoniecznie. :))
A jak sądzisz, czy twoje dziecinstwo nie wplynelo na twoje pojmowanie swiata, i rozumienie zwiazkow?
To co teraz przezywasz, nie bedac w realnym zwiazku, to jest pikuś w porownaniu do tego, jakie stany moga wychodzic, gdy juz cos wywali realnie, i realnie bedac w zwiazku bedziesz przezywal jakies odczucia. Nie jest tak, ze zniechecam do zwiazku, czy nastawiam cie jakos do niego. Zaznaczam po prostu, ze to co nam sie wydaje, a to co sie faktycznie wydarza, i to co przezywamy, ma sie nijak do rzeczywistosci.
Warto zwrocic uwage, ze DDA "ksztalci sie" w byciu samym, lub z kims, ktorego nie akceptuje, i buduje mury ochronne, psychiczne, nawykowe, i potem z takim pakietem idzie w swiat. Nie ksztalci sie w tworzeniu zwiazkow, nie bazuje na bezpieczenstwie, porzadku, ani pewnosci. Nie rozwija w sobie umiejetnosci dyskusji, przy roznicy zdan, byl za to karcony.
I o ile sposob postepowania tej osoby moze sie juz jej oplacac, to kiedy zjawia sie zwiazek, to nagle uswiadamia sobie, ze jego wstepna diagnoza nie byla trafna, bo opierala sie na zalozeniach. Jak to bedzie, jak bede w zwiazku i bedziemy "omawiac" temat. Trzeba zapomniec o omawianiu tematów, gdy nie odreaguje sie "dyskusji" domowych. Zapewniam, ze chcac nie chcac, bedzie wywalac, i nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy, uzyje sie słow swojego taty, swojej mamy, i pojawi sie nieodparte dążenie do tworzenia znajomego terenu. Po jakims czasie przychodzi uswiadomienie, i .. rzeźbienie na nowo wizji zwiazku, i kreowanie :)
Nie jest tak, ze sesjujac sobie w domku, bez zwiazku, bez kogos kto powoduje wywalki, uzdrowi sie temat. Moze nie byc dostepu do tych odczuc, a wiec i swiadomosci ze wogole jest co uzdrawiac.
-
Nie zaprzeczam temu, co piszesz. Jednak to co napisałeś tylko potwierdza, że teraz kiedy nawet nie ma dostępu do tych uczuć, to nie ma co się spieszyć z odreagowywaniem czegokolwiek - wszystko w swoim czasie wyjdzie i wtedy będzie się nad tym pracowało :P
Ja wiem, że przy tym moim całym entuzjazmie mogę sprawiać wrażenie jakbym się spodziewał, że teraz to już będzie tylko łatwo, lekko i przyjemnie, ale zdaję sobie sprawę z tego, że prawdziwe wyzwania są dopiero przede mną - nastawiam się jednak na nie optymistycznie, bo optymizm się zawsze przydaje, a po za tym ja jestem gotowy na podjęcie tych wyzwań. Znudziło mnie już bycie samemu i uciekanie przed trudnymi tematami. Chce się zmierzyć z tym wszystkim, co we mnie siedzi, żeby móc być bliżej prawdziwego siebie :)
A jeszcze co do kwestii takich jak "domowe dyskusje" i tego typu rzeczy - według mnie nawet jak ciągnie do tego, to można się opanować, przynajmniej w większości przypadków. Jak mi na kimś zależy, to ja nie chce tej osoby krzywdzić swoim popieprzeniem. Zresztą ja takie etapy przerabiałem trochę z moim przyjacielem, mieliśmy przez pierwsze 2-3 lata trochę jazd związkowych i były różne śmieszne akcje, ale przeszliśmy przez to i teraz mamy bardzo fajną, bliską relację, a ja sobie tego typu rzeczy już trochę też odreagowałem przy okazji. Przy nim się wielu fajnych rzeczy nauczyłem i przekroczyłem różne lęki przed byciem odrzuconym za to co się myśli, za wyrażanie swoich potrzeb w relacji z kimś i tego typu rzeczy. A daliśmy radę, bo oboje mieliśmy dystans i nawet przy największych jazdach wystarczyła max doba, żeby się każdy wygadał co ma na sercu i żebyśmy doszli do uzdrowienia sytuacji. W ten wekeend mam się z nim widzieć, muszę mu przy okazji za to wszystko podziękować :)
Jeśli ona będzie miała takie samo podejście jak ja i mój przyjaciel, a czuje że może tak być, to będzie w porządku, bo wtedy niezależnie od słów, które by nie padły, jakoś się pozbieramy i dojdziemy do zgody, nawet jeśli po drodze będzie trochę płaczu i cierpienia.
-
A w ogóle to doszedłem właśnie do wniosku, że zapędziłem się za bardzo w postrzeganie życia przez pryzmat wzorców. Wszystkim rządzą jakieś wzorce, mechanizmy, tendencje - takie postrzeganie to normalny skutek uboczny intensywnej pracy z pś, ale imo nie jest zdrowy. We wszystkim trzeba równowagi, a traktowanie wszechświata jak jakiegoś komputera działającego sztywno i zgodnie z programami to geekowska przesada ;D To zabija radość życia, bo przecież patrzenie przez wzorce ma być tylko narzędziem do pracy nad sobą, a nie codziennym elementem postrzegania rzeczywistości.
W takim razie poprawiam się:
Jestem Łukasz i niedawno poznałem bardzo fajną dziewczynę, która wzbudza we mnie cudowne uczucia. To tyle. Idę się tym cieszyć. :)
-
Clint
:D jak ja lubię Twoje posty! :))
inspirują mnie też poniekąd, bo coś mi przy czytaniu wywala ;>
-
Clint
Czy to ta z Torunia? :))
-
Aż takim Don Juanem nie jestem, żeby miało ich być więcej :D Tak, to ona :)
btw W międzyczasie dowiedziałem się o niej takich rzeczy, że jestem pod głębokim wrażeniem. Zaczynam się zastawiać kto tu kogo będzie bardziej wspierał, bo ona pod pewnymi względami jest bardziej do przodu niż ja, co mnie bardzo cieszy :) Zresztą już mnie dzisiaj doprowadziła do łez swoim wsparciem i ciepłem :P
-
Fajnie, że poznałeś kogoś takiego. Najlepiej jak się spotkacie bo internet jest jedynie substytutem rzeczywistości i jak się spotkacie i będzie nadal wszystko super to dopiero wtedy będziesz mógł mieć pewność że to jest to.
-
"Spieszcie sie odreagowywac odrzucenie, nim sie spotkacie. " -
Niestety bywa tak, że te najsilniejsze traumy, wzorce odrzucenia wychodzą dopiero przy faktycznej bliskości i dotyku, a więc już przy spotkaniu realnym. Na odległość bywa bardzo pięknie, ale najważniejsze, aby druga osoba dawała sygnały - jestem wyrozumiała, jestem świadoma, nastawiona na zmiany. Ta gotowość do pomagania sobie, wspólnego rozwoju powinna być kluczowa. Ja nie byłam w stanie odreagować wszystkiego przed wejściem w związek, chociaż bardzo się starałam stosując dobre metody. Ciało zareagowało i tak w znany sobie sposób, reakcje to reakcje. Gdy się wcześniej nie było w konkretnej sytuacji nic się specjalnego nie wymyśli, nie da się przewidzieć, zaprogramować siebie na oczekiwane zachowanie. Tym bardziej wymusić.
Cint, nie piszę tego po to, aby Cię nastraszyć, po prostu wiem że tak może być. Z tego co jednak opisujesz, masz do czynienia z mądrą dziewczyną i jak wszystko dobrze pójdzie, to poradzicie sobie z wywalankami. Tak jak piszesz do pewnych uczuć i lęków nie ma się dostępu na odległość, dlatego wszystko w swoim czasie. Dominujące uczucie harmonii i miłości może zdziałać bardzo wiele :)
-
racja z tymi wywalankami. Ja do tej pory się dziwię, że ktoś mógł reagować blokadą/odrzuceniem/rozdrażnieniem na przytulanie z mojej strony, czy nawet na moje spojrzenie lub samą moją obecność. Co ciekawe, to był aniołek z mojego drzewa dusz, więc chyba harmonia serc/dusz powinna być nienajgorsza. A tu dupa blada, o! : D
-
Ja mam już tylko nastawienie pt "będzie, co będzie, bo nic innego nie będzie" :D Pogodziłem się z tym, że nie mam kontroli, że to już nie tylko ode mnie zależy jak to się potoczy. Właściwie to sama sytuacja mnie zmusiła, bo inaczej by to wszystko nie miało prawa funkcjonować, więc akceptuje warunki i wchodzę do gry :)
-
O, super nastawienie. Rozwojowe.
-
"Spieszcie sie odreagowywac odrzucenie, nim sie spotkacie. " -
Niestety bywa tak, że te najsilniejsze traumy, wzorce odrzucenia wychodzą dopiero przy faktycznej bliskości i dotyku, a więc już przy spotkaniu realnym. Na odległość bywa bardzo pięknie, ale najważniejsze, aby druga osoba dawała sygnały - jestem wyrozumiała, jestem świadoma, nastawiona na zmiany. Ta gotowość do pomagania sobie, wspólnego rozwoju powinna być kluczowa.
Dokładnie. W sumie oczekiwanie od siebie lub od partnera, że będzie miał doskonale przepracowany temat bliskości bez możliwości przepracowania tego (szczególnie jeśli nigdy w życiu nie doświadczył miłości/ciepła/zrozumienia) to trochę jak oczekiwanie, że świeżo upieczony magister będzie od razu miał 5 lat doświadczenia w zawodzie.
Z drugiej strony, jeśli się tych wzorców choć częściowo nie przepracuje 'przed' to jest duża szansa, że albo przyciągnie się niewłaściwą osobę, albo będzie sabotować spotkanie tej właściwej (co w sumie wychodzi na to samo)
racja z tymi wywalankami. Ja do tej pory się dziwię, że ktoś mógł reagować blokadą/odrzuceniem/rozdrażnieniem na przytulanie z mojej strony, czy nawet na moje spojrzenie lub samą moją obecność. Co ciekawe, to był aniołek z mojego drzewa dusz, więc chyba harmonia serc/dusz powinna być nienajgorsza. A tu dupa blada, o! : D
Indra, tu w sumie nie ma się co dziwić - zazwyczaj im większa harmonia tym większe wywalanki, bo im silniejszy rezonans tym mocniejsze i bardziej stłumione wzorce potrafi wyrzucić na wierzch.
-
Starfire
To wiele tłumaczy. Dodaj do tego kiepską karme i telenowela gotowa :D that sucks : /
-
Indra, tu w sumie nie ma się co dziwić - zazwyczaj im większa harmonia tym większe wywalanki, bo im silniejszy rezonans tym mocniejsze i bardziej stłumione wzorce potrafi wyrzucić na wierzch.
Starfire, możesz to jeszcze rozwinąć?
Zawsze myślałam, że jak harmonia to harmonia i że jak harmonia to miło, lekko i przyjemnie...
Czy to jest tak, że jak ktoś nie jest gotowy na oczyszczenie wzorców, albo się ich wstydzi to to będzie unikał takiej harmonijnej dla niego osoby, wręcz uciekał lub atakował. Np. ze strachu, że wyjdą wzorce, które go przerosną i sobie z nimi nie poradzi w danym momencie?
Ja nie byłam w stanie odreagować wszystkiego przed wejściem w związek, chociaż bardzo się starałam stosując dobre metody. Ciało zareagowało i tak w znany sobie sposób, reakcje to reakcje. Gdy się wcześniej nie było w konkretnej sytuacji nic się specjalnego nie wymyśli, nie da się przewidzieć, zaprogramować siebie na oczekiwane zachowanie. Tym bardziej wymusić.
Black Rose,
ale poradziłaś sobie będąc w związku? A czy teraz z perspektywy jakiegoś czasu wydaje Ci się, że to w ogóle byłoby możliwe,żebyś wcześniej coś więcej odreagowała czy po prostu stało się tak jak mogło najlepiej?
-
Starfire, możesz to jeszcze rozwinąć?
Zawsze myślałam, że jak harmonia to harmonia i że jak harmonia to miło, lekko i przyjemnie...
Czy to jest tak, że jak ktoś nie jest gotowy na oczyszczenie wzorców, albo się ich wstydzi to to będzie unikał takiej harmonijnej dla niego osoby, wręcz uciekał lub atakował. Np. ze strachu, że wyjdą wzorce, które go przerosną i sobie z nimi nie poradzi w danym momencie?
Lilliole,
Może też uciekać ze strachu/wstydu. Możliwości zachowań jest sporo. Generalnie im bliższa osoba, tym głębiej zakopane i silniejsze wzorce (np. te dotyczące akceptacji swojej Boskości czy też nawet traumy upadku świadomości) potrafi w nas ruszyć i nie każdy jest gotowy na taką konfrontację.
Miło, lekko i przyjemnie oczywiście jest jeśli nie ma ku temu przeszkód w pś i kiedy uzdrowią się traumy :) No i tak jak pisze Black Rose, taka relacja to świetna okazja do uzdrowienia tych traum, przy obupólnym wsparciu.
-
Lilliole,
poradziłam sobie, chociaż bywało ciężko. Wychodziłam przez rok z depresji, odreagowywałam ciężkie stany. Różnimy się z partnerem wiekiem, ja byłam mniej dojrzała, dużo płakałam, ponieważ wyszłam z niefajnego domu. To fakt, że harmonia wzmacnia wszystko. Na początku było mega przyjemnie, po drodze przez rok wychodził syf - teraz znów jest super tak jak na początku. Teraz każde z nas, bardziej pracuje nad swoim bagażem, niż nad wzajemnymi relacjami, na które składało się m.in DDA. Najważniejsza jest świadomość obojga partnerów i wyrozumiałość - bez tego nie da się wiele zrobić. Przed związkiem, robiłam co się dało, ale dopadała mnie panika w wielu tematach. Nie dało się tego przejść bez pogłebienia relacji. Uzdrawiając to bez związku działałam trochę po omacku, bardziej polegałam na swoich wyobrażeniach, nie potrafiłam ocenić jak to będzie, ile energii będzie mi potrzebne.. Ciężko jest pracować dajmy na to, nad tematem seksu, nie mając pojęcia o seksie i mając o nim tylko mgliste wyobrażenia pomieszane ze wstydem. Trudno mi ocenić, emocje zawsze będą, gdy znajdujemy się w nowych sytuacjach. Powiem tak - dzięki pracy nad sobą, miałam większą świadomość i zrozumienie siebie – przed i w czasie związku. Wiedziałam co się dzieje i mogłam oczyszczać tematy dużo głębiej. Świadomość tego co się ze mną dzieje, co mi dalej wywala i do czego potrzebny mi jest partner jest bardzo istotna, bo można powiedzieć o swoich oczekiwaniach - w sensie, pomóż mi w tym i w tym, bo czuję bezradność i nie wiem jak przez to przejść. To lepsze niż wywalanki, w których panuje chaos i występują prowokacje do kłótni, nieświadome odkgrywanie ról rodzinnych. Dostrzegłam, że nawet jak mi waliło i wybuchałam jakąś rozpaczą już w czasie zwiazku, to z grubsza wiedziałam dlaczego. To sprawiało, że nie byłam nie do wytrzymania, tylko przejawiałam świadomość o co mi chodzi i dlaczego cierpię. Pomimo, że to głównie ze mną były same problemy emocjonalne, znałam wiele technik z którymi intensywnie pracowałam i nie było ryzyka utraty związku.
Gdybym nic ze sobą nie robiła dużo wcześniej, nie miałabym szansy wejścia w związek. Odpychanie poprzez wzmacnianie wzorców było po prostu zbyt silne. No i ta fobia społeczna ;) Studia mnie w dużym stopniu z niej wyciagnęły i stosowanie z zaangażowaniem wielu technik.
-
Co do upadku świadomości, właśnie mi mocno wychodzi. Temat miłości, Boga, indywidualizacji, pozwalania sobie na przyjemność i błogość - ładne kwiatki. Z czasem odkopują się tematy i wzorce, co do których bywałam już bardziej spokojna. :)
-
BR
I wspaniały buddyzm, jak rzep na ogonie dinozaura ;))
-
Lol ;p
-
Dzięki BlackRose, bardzo mi pomogłaś swoja historią:)
Bo mi się wydawało, że w harmonijny związek mogę wejść jak będę miała większość oczyszczone. Jak już będę taka super i w ogóle...
Kamień z serca:)
I Starfire też dziękuje za jej post po którym wiele mi się w głowie poukładało.
-
wyznaję, że wyrazniej widzę to, co dobre i ładne we mnie :)
-
I tak trzymać <3
-
w ogóle mam jakiś mini przełom chyba- zdaje się, że pewien opór wstępnie odpuścił i będę mogła popracować nad trzymanymi żalami i nienawiścią do męzczyzn.
Czas przebaczyć...
dzięki, Free :*
-
Indra - super :) Bardzo się cieszę, ze się coś poprawiło :))
-
hydro
dzięki :)) :* no coś się poprawiło- na pewno nastrój i nastawienie :) mam nadzieję, że i pś w końcu zluzuje i coś się uda zdziałać. Chciałabym się wziąć za wzorce chorobowe, mam serdecznie dość tej choroby sakramenckiej, a zdaje się, że złość na mężczyzn to jej główna przyczyna. No i dostrajanie się do mamy ;/
-
Zeszło mi sporo nieprzytomności na temat tego mężczyzny, od którego emocjonalnie przez wcielenia byłam uzależniona. Czuję wielką ulgę w temacie.
Boże, dziękuję Ci za całe wsparcie, jakie mi dałes, kiedy tak bardzo tego potrzebowałam. Byłam tak zaślepiona i nieprzytomna, że myślałam, iż już nigdy nie będe szczęśliwa i że nie ma niczego lepszego. Na szczęście nie mialam racji :)))
-
Madzia super:))))gratulacje:*
-
dziękuję :)))
drobiazg- "tylko" 7 miesięcy płaczu, zgrzytania zębów, rozpaczy, telenoweli i ryczenia w poduszkę :D ale co tam! warto było, żeby to w końcu puścić, po nie wiadomo ilu wcieleniach z nim :)
-
Indra,
:D brawo!
-
dziękuję, dziękuję :))) po drodze wiele osób wspomagało mnie na rózne sposoby i jestem im mega wdzięczna :)
-
Indra
Gratuluje, zasługujesz kochana na dużo dobrego :)
-
Clint
dziękuję bardzo :) mam nadzieję, że pś załapie wkrótce z tym zasługiwaniem :)
-
Zostałam wpisana na listę regreserów;-)))))))))
-
brawo :)))))
-
Dziewczyny, gratulacje:)
Indra- uroczo wyglądasz no nowym zdjęciu:) Wraz ze zmianami:)
-
Olga
dziękuję :)) czuję, że tych zmian będzie więcej i bardzo liczę na to :)
-
Słowa nie oddadzą tego co się dzieje, więc napiszę tylko że jestem zakochany po uszy i to ze wzajemnością :)
Bóg mi zgotował niespodziankę, która na każdym kroku przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Widzę pewne wyzwania, od czasu do czasu wywali co nieco, ale jest po prostu Bosko. Ta kobieta jest po prostu cudowna, a to jak mnie dopieszcza i dosładza na każdym poziomie, to coś niewyobrażalnego.
I ile dobrego ze mnie wyciągnęła już teraz i wciąż to robi - nagle przytulam dziadków, których nigdy nie przytuliłem, nagle czuję się niezwykle męski, przystojny i atrakcyjny pod wieloma względami. A gdy przychodzi do fizycznej bliskości odczuwam spokój, błogość, a nawet sporo inicjatywy przejawiam. Myślałem że będę się trząsł czy coś, ale po za pewną ilością pozytywnego rozemocjonowania na samym początku, bardzo szybko się na siebie otwarliśmy, a ja naprawdę na bardzo spokojnie potrafiłem przytulać, głaskać, pieścić, całować i przyjmować to samo. To jest niesamowite jak bardzo naturalnie nam to przychodziło i jak bardzo, czuliśmy i rozumieliśmy swoje potrzeby. Ona nawet pachniała łąką pełną kwiatów, mimo że niczym się psikała - sama zresztą też się zachwycała moim zapachem, a ja też niczego nie używałem :D
Chciałbym móc przekazać Wam to wszystko co czuję, ale się nie da, ja sam tego umysłem nie ogarniam więc nawet nie próbuje, a jedynie doświadczam :)
Dziękuje Wszystkim Aniołeczkom, które mi pomogły na różny sposób w dojściu do tego :)
-
Clint, super! Bardzo się cieszę :)
-
Clint
mega cudownie coś takiego czytać, cieszę się niezmiernie Twoją radością :))))
-
Clint całe serce mi skacze z radości jak czytam twoje wyznanie:)
Piękny stan radości z bycia przy kimś, z samego bycia!:))
-
:)
Tak, samo bycie jest wspaniałe, nawet kiedy akurat dzieli nas ta cała odległość. Nie tęsknię za nią, bo czuję jakbyśmy cały czas byli razem :)
-
Dokładnie tak to jest:)))
-
Clint-superancko :-)))
-
Clintuś - Wspaniale! Ciesze się, że tego doświadczasz;-)))))
-
Clint piękne wyznanie ;) cieszę się! :))
-
Bo to miłość jest... :)
-
O kurde Clint. Gratulacje stary ! :)
Zainspirowałeś mnie do bardziej intensywnej pracy nad sobą. Widać jak na przestrzeni czasu coraz bardziej sobie radziłeś. Zresztą to widać po każdym gdy tylko spojrzeć na ich wpisy z przed lat jakie mieli wtedy problemy a co jest teraz.
Nieźle gościu. Niech szczęście jeszcze bardziej Ci przywali ! :)
Ja też mam możliwość dac sobie rade tylko jestem leniem.
-
:)
-
Clint, wspaniale, cudownie czytać takie posty :)
-
Zakończyłam na jakiś czas edukację :))) Właśnie podyplomówka za mną ;> aż mi tak dziwnie, że nie muszę nic robić, uczyć się, pisać. Przyzwyczajenie do wysiłku psychicznego też miałam na porządku dziennym.
-
Gratulacje :)
-
BalckRose - gratuluję!
Delektuj się wolnym czasem i luzem psychicznym;-)))
-
Ja piernicze . . . waże 68 kg ! Zjazd z 80 półtora roku temu :)
-
Grażynka :)))))))
-
Grażynka :)) gratuluję :)))
ja dążę do 65 kg. Znając mnie to będę i tak chciała więcej po osiągnięciu tego, ale na razie taki jest cel ;>
-
Same inspirujące wpisy ostatnio na forum:D
Ja chce osiagnąc 55-57 stara wage (to jeszcze 8 kilo musze zgubić) i z tego powodu zakupiłam sobie stepper - zawsze marzyłam o mini siłowni w domu, wiec sie spełnia- no i czuje że i tym samym wychodzę z depresji - dzieki ci Boże - niesamowite teraz jak widze, że szukajac pracy w depresji trafiłam na terapie zajeciowa - do chorych na różne zaburzenia. Wiedziałam gdzie trafić, mogłam sie babrać w tych stanach emocjonalnych, narzekać jak to źle i ciężko itp.
Zaskoczeniem było jak dostałam oferte pracy - zmieniam prace od 1:D, ale jak sie z depresji wychodzi to i ludzi trzeba zmienić:D Chyba też moge nazwać to cudem:DD
-
Dzięki dziewczyny :)
Dla mnie waga w sam raz, choć przydałoby się popracować jeszcze nad mięśniami (a tu w grudniu siłownie zamknięto na 7 spustów buuuuuuuuuuuuuuu)
-
Gratulacje, to naprawdę dobry wynik!
-
Uff.. parę dni temu potrzebowałem sporej kasy a nijak nie było widu ani słychu żeby się znalazła. No i nagle mi zaproponowano pożyczkę blisko 3 tys. zł a dzień po tym jak już dostałem kasę, pojawiła się możliwość, żebym wyjechał pracować do Holandii (przy sortowaniu owoców) pod koniec lutego za ok. 6 tys zł miesięcznie :) Darmowe zakwaterowanie (na swój pokój mam fajne osoby już), wyżywienie jest we własnym zakresie i tylko za dojazd zapłacenie. Sesja u Mariusza zrobiła swoje :D
-
wow ! :) Rewelacja :) Boskie wsparcie dało o sobie znac . Superrrr :))
-
Witek - pięknie :-)
Inspirujesz!
-
Witek - mówisz i masz!;-)))
-
Słońce w Warszawie!!! :))))
-
Hehe, ale dostales przyspieszenia po sesji :))
Ja lubie mission impossible, i pozniejszy come back, kiedy jest otwartosc na sesji. U Ciebie byla duza, i efekt odpowiadal wewnetrznej mobilizacji :)
-
Witek
Super, teraz mam okres, że czerpię podwójną radochę z czytania o sukcesach właśnie finansowych :)
-
Witek, ciesze się ;p
Mariusz ma talent, ale Twoja otwartość zrobiła również wiele :) Teraz możesz spokojnie ruszać w świat.
-
Dzięki :) Mam nadzieję że wszystko pójdzie jak trzeba :)
-
Clint
dzięki dzisiejszej technice wiem jak wyglada Twoja Dziewczyna - FB się dziś pochwalił;-))))) a wlasciwie ona sama;-)))) Fajnie wyglądacie razem;-)
-
A dziękuje - zaraz chyba też coś dorzucę na swoim profilu :D
-
wrzucaj, wrzucaj :)) i powiem od siebie, że masz bardzo fajny uśmiech, uśmiechaj sie jak najczęsciej :)
-
:)
-
Jestem bardzo szczęśliwa że udało mi sie uzdrowić mój stosunek do mamy i jej stosunek do mnie. Nie wieżyłam nigdy ze można to uzdrowić a myśl o harmonii nie mieściła się w głowie. Dziś sie mieści:) Wciąż mama mnie zaskakuje jej pozytywnymi przemianami, zaskakuje mnie też ilość wspólnych tematów [ nagle] i jej rosnące czyste intencje. Wciąż jestem w szoku:) Myślałam ze jak stanie sie cud uzdrowienia to stracimy ze sobą kontakt:) A tu niespodzianka!:))
-
Olga to bardzo inspirująca sprawa :)
Ja na bieżąco uzdrawiam relację z mężem i on też często bardzo fajnie mnie zaskakuje :)
A taka informacja, że i harmonia może się pojawić i bardziej zbieżne cele jest zachęcająca do dalszej pracy :)
-
No pewnie że zachęcająca!:)))
Grażynko:) trzymam kciuki
-
uzdrowienie stosunku niekoniecznie musi się wiązać z obopólną harmonią ale... co ja tam wiem ;p zobaczę jak sam uzdrowię stosunek z matką
-
Kiedy dwie osoby nie wchodzą sobie na głowę i uzdrowią wobec siebie oczekiwania, to jest swego rodzaju harmonia:) Nie jest to harmonia biopola, czy harmonia wibracji osobistych, ale harmonia pewna życiowa, co też jest fajne :)
-
Ale ale...byłam dzis u Leszka i JESZCZE coś z mama wyszło:) Stare kontrakty. I chyba ją to ruszyło bo nawet nie zapytała się mnie co mi tam Leszek wypalał :p
-
Olga
super:-)
-
:)tez się cieszę. To była ważna sesja, już po za mamą.
-
Olga super :))) i ,że takie cuda się zdarzają! u mnie na pewno nie ale chociaż żeby mama przestała wyobrażać sobie co powinnam itd już dałoby mi ten "luz" .
-
Dzieki muszko:)
Może tak samo jak ja, dałaś jej PRAWO do siebie w poczuciu winy, i mama czuje się bezkarnie.To sie często zdarza:)
-
Olga to by było to..
-
Muszka, no to jedziesz z tematem! :))
-
Ej, mówiłem że 2013 będzie epicki, ale nie spodziewałem się, że aż tak. A nie skończył się jeszcze luty :D
Jest we mnie tyle radości, że nie wiem czy jak ją teraz przeleję na forum, to czy serwer to wytrzyma :D
Nie dość, że mam cudny nastrój od ponad miesiąca, to jeszcze tylko cały czas jest mi coraz lepiej i lepiej i lepiej i lepiej i lepiej i lepiej... Każdy dzień jest cudny i wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny i ogólnie super. Każda chwila mojego życia jest sensowna, dobra i ciekawa.
A ja? Ja to już w ogóle jestem cudowny i z każdym dniem coraz wspanialszy. Kurcze, że też wcześniej nie wiedziałem, ile w sobie skrywam, taki potencjał się marnował. :D
I pomyśleć, że już teraz jest tak świetnie, a tyle świetności jeszcze przede mną. Bóg mi z takimi opcjami i perspektywami wyskakuje, że mi aż pś zbuntowała, że to za wysoki poziom zajebistości jak na mnie, ale były węzły rozpuszczane, więc będzie dobrze :P
A w ogóle to śmieszna rzecz - nagle mnie wszyscy mają za jakiegoś guru od związków i coraz więcej osób samych z siebie przychodzi do mnie ze swoimi związkowymi problemami, a ja sobie radzę naprawdę świetnie. Ostatnio tak pogadałem z jedną osobą, że jeszcze tego samego dnia zadzwonił do niej obiekt westchnień, żeby się umówić na spotkanie (po raz pierwszy w ich wielomiesięcznej znajomości). W sumie to byłoby fajnie tak zawodowo coś porobić z naprawianiem ludziom związków i psychiki związkowej, bo prawie wszyscy tak śmiesznie sobie komplikują życie, a ja tak lubię rozbijać im te głupoty ;P A jaka radocha jak ktoś idzie po rozum do głowy i robi coś sensownego w tej materii albo dziękuje za to, że przejrzał na oczy - czuję się jak ryba w wodzie. Szczególnie że ja nawet nie muszę myśleć przy tym wszystkim - odpowiedzi i rozwiązania same mi przychodzą do głowy, więc wystarczy tylko to głośno powiedzieć, żadna filozofia :P
-
Nie znacie dnia ani godziny, gdy wywalać będzie, a gromy z nieba przy tym pestką będą ;))
-
Ojej :)
Mam spróbować wzbudzić w sobie lęk, zamknąć się w sobie, kupić piorunochron czy co? Bo nie wiem jaki jest cel tej wypowiedzi :D
Czuje, co czuje. Nie będę czuł inaczej, tylko dlatego że istnieje czysto teoretyczna możliwość, że kiedyś będę czuł inaczej :)
-
Ja doskonale rozumiem twoje odczucia. One sa ok. Potem tylko wywala, i trzeba odkopywać szuflą ;)
-
Clint, dajesz z radością! A pewnie, że się nie ograniczaj tylko dlatego, że kiedyś może nadejść wywałka :))
Bardz miło wejść na forum i przeczytać coś takiego, jak napisałeś poniżej :))))
I pamiętaj o słowach: "Chcem i biorem więcej" :D
-
Clint
:))
Padlam z piorunochronem:))Kup sobie i wytrwale czekaj na PEWNA wywalke:)))Tak powaznie to mysle,ze zadna wywalka juz Ci nie straszna nawet jak takowa bedzie,bo przeciez nigdzie nie jest napisane ,ze bedzie..
-
Mysle, ze nie da sie tworzyc harmonijnego zwiazku, w ktorym tylko jedna ze stron jest zaangazowana w zmiane siebie, w samoobserwacje relacji, swoich reakcji, i przeprogramowaniu nawykow. Mysle, dopelnienie w zwiazku ma szanse istniec wtedy, gdy jest przeplyw pozytywnych intencji, do jednej, do drugiej osoby, i w trakcie uniesien, i w trakcie wywalek, czy trudniejszych dni. Takie intencje latwiej w sobie wzbudzac, przejawiac, gdy partner tez pracuje z soba.
-
(...) bo przeciez nigdzie nie jest napisane ,ze bedzie..
Dokładnie :) Nie ma się co kodować.
-
Tak, tak, zludzenia ..zyjemy, i nigdy, to przenigdy nie zjawi sie dzien, kiedy zajdzie slonko za chmurką. Wieczna emocjonalna Ibiza ;)
-
Mariusz, coś Ci wywala chyba. Zupełnie nie o tym piszemy. A przynajmniej ja nie.
-
Mariusz chyba cos swojego projektujesz na innych...jak na razie to Ty piszesz o jakis zludzeniach,wywalkach ,ktorych nie ma..a ktore niby maja byc w przyszlosci hm troche czarnowidztwem powialo.
-
Felicite
Ja pisze o złudzeniach, o związkach, i emocjach jakie potrafia sie pojawiac.
Podtrzymuje zdanie, ze w zwiazkach, zwlaszcza swiezych, pojawiaja sie, niechcianie, i niezapowiedzianie odczucia, nawyki. I od tego jak sie z tym pracuje zalezy jakosc dopasowania, ktore uwidacznia sie po jakims czasie.
-
Wywałki nam towarzyszyły od samego początku, nie jakoś szczególnie intensywnie, ale rozpykaliśmy już trochę problemów, w tym ze 3 bardzo poważne. Daleko nam do landrynkowo zaślepionych ludzi, co to niczego nie widzą po za fajnymi uczuciami. Kilka dni temu przegadaliśmy kwestię, którą się baliśmy ruszyć od samego początku relacji, a która powodowała spore napięcie - w trakcie rozmowy było spore spięcie i poczucie, że istnieje ryzyko, że nasze cele życiowe tak się różnią, że związek nie większej przyszłości, już niemal poczucie jakby to było koniec, ale mimo wszystko zamiast się oszukiwać, obie strony wyraziły jasno, czego nie chcą i nie zamierzają robić, wybraliśmy oboje samych siebie, a potem jak to omówiliśmy dokładnie to się okazało, że to była tylko kwestia idiotycznych wyobrażeń, jak te cele będą wyglądać, bo się okazało, że nie ma w rzeczywistości najmniejszego problemu :) No, ale oboje byliśmy gotowi się nawet rozstać, gdyby związek miał oznaczać rezygnacje z siebie - bardzo mnie to cieszy, że oboje stawiamy samych siebie na pierwszym miejscu.
Co by się nie działo, to i tak jest cudownie, wszelkie problemy rozwiązujemy na bieżąco jak tylko dotrą do świadomości chociaż jednej strony, a idzie to nam naprawdę sprawnie. Partnerka też się wzięła za rozwój, czyta literaturę i pracuje z pierwszym dekretem - ogólnie jest dobrze :) Szczególnie, że ona już teraz przejawia bardzo wysoką świadomość, zachowała się kilka razy nawet dojrzalej i świadomiej ode mnie przy pewnych sprawach, więc ja też się od niej uczę.
Ja się tylko Mariusz zastanawiam po co piszesz mi takie teksty i jaki one mają cel. Przed pierwszym spotkanie też straszyłeś, żebyśmy spieszyli się odreagowywać wzorca odrzucenia bo sajgony będą jak już się spotkamy, a w praktyce było tak spokojnie, miło i przyjemnie, że szkoda gadać.
Swoją drogą o swoich lękach przed bliskością się też nieraz nasłuchałem od różnych osób i trochę demonizowałem je, a w praktyce się okazało, że jak doszło co do czego, to przez pierwsze pół minuty trochę nerwowo mi rączka chodziła, a później pod wpływem dotyku lekko się brzuszek spinał prze kilka chwil, ale zaraz się ogarnął. Doświadczyłem przez ostatni miesiąc ogromnych ilości fizycznej bliskości na wszelkie możliwe sposoby i się absolutnie nic nie działo, po za tym, że mnie rozsadzało momentami od nadmiaru szczęścia. Spodziewałem się tsunami, a było splunięcie :D
Nie wiem co to za dziwna tendencja w kręgu rozwojowym straszenia ludzi wzorcami i zapewnianiem o tym, jak to pewne negatywizmy się koniecznie muszą przejawić. Mimo wszystko Bóg ma dużo większego powera niż pś, a ta też nie jest w stanie wiecznie warunkować wszystkiego i od Boga odcinać. Wystarczy się z grubsza ogarnąć i po prostu tego Boga dopuścić do siebie, bez jakiegoś większego pieprzenia się, kombinowania i wymyślania czym tu sobie jeszcze odcinać dostęp do Niego. Podświadomie wzorce to taka dobra wymówka w sumie, właśnie do mnie dotarło - człowiek wie, że ma jakieś wzorce w głowie i zaraz sobie może łatwo wytłumaczyć dlaczego czegoś nie może jeszcze mieć. Tak bardzo można odwlec tyyyyyyyle dobrego :)
-
Mariusz, aha. Ok, mnie tam wszystko jedno w sumie, o czym piszesz. Nie moja broszka, więc wysiadam ;)
-
No i dodam tylko, że mimo wielu różnych mniejszych i większych wywałek nie było powodów do tego, aby psuć sobie jakoś bardziej samopoczucie, bo wszystko przebiega w takiej atmosferze współpracy, wsparcia, miłości i akceptacji, że właściwie to tylko jedna rozmowa z większym problemem spowodowała pewną spinę i dość nieprzyjemne uczucia w brzuszku, ale to trwało może z pół godziny, więc co to w ogóle jest...
Nie wspominam ani jednej wywałki źle, bo każda z nich była okazją do tego, aby podnieść jakość naszego związku, aby bardziej poznać drugą osobę i aby w efekcie końcowym jeszcze bardziej ją pokochać. Ciężki mi więc tu mówić o tym, jak o czymś negatywnym, bo miało to same pozytywne skutki :D
Stąd właśnie teksty, że cały czas jest mi świetnie i coraz lepiej, a nie stąd, że udaje iż problemy nie istnieją :D
-
Clint
Obserwujesz zbyt krótki moment, wycinek, aby wyszla pewna tendencja.
Swiadomosc, podswiadomosc, a potem ciało i jego uwarunkowania. Wszystkie te zaleznosci dopiero sie ujawniają, w praniu. Po czasie.
-
Ale ja niczego nie obserwuje, nie analizuje i nie zastanawiam się nad tym jak będzie. Bo będzie co będzie.
Jak tylko czuje, doświadczam i dzielę się tymi odczuciami i doświadczeniami. Prognozy na przyszłość mnie nie interesują, wystarczy mi radocha z tego co jest teraz.
-
Clint
Jeśli jest tak, że piszesz "jest swietnie", a w trakcie cos tam wywala, i jest z obu stron przyzwolenie na zmiany, to super.
O tym właśnie pisze, że jest kluczowe. Mam tylko na uwadze to, że jest pewien moment, w trakcie trwania, gdzie moze byc poprostu zbyt duzy nawał rzeczy do odpuszczenia.
Jesli twoja kobieta ma takie podejscie do uzdrawiania siebie, z wyobrażeń, nawykow to powinno byc dobrze. Choc wywałki to .. beda :)
-
Spodziewałem się tsunami, a było splunięcie :D
Hihihi, dobre :)
Ja też się wiele razy przekonywałam, że swoich (a tym bardziej cudzych) lęków nie ma co słuchać.
Bo - parafrazując słowa klasyka - gdy odwaga otwiera drzwi, do których puka lęk, to okazuje się, że za drzwiami nikogo nie ma :))
-
MariuszEro
Ale ja doskonale wiem, że wywałki są i jeszcze nieraz będą - oboje mamy co czyścić w pś, więc to oczywiste, że jeszcze dużo się może zdarzyć. Nie wiem jak intensywnie będzie i co się będzie działo, bo tego nie przewidzę, ale na pewno nie będę z góry zakładał wielkich sajgonów. Toż to zależy od wielu czynników - od problemów w głowie, od sposobu radzenia sobie z nimi, od gotowości do uzdrowienia, od współpracy partnerów, od ich charakteru i wielu innych rzeczy. Zresztą co za różnica, już miałem znowu pisać jakieś analizy, dowody tego że będzie dobrze, bo to i tamto, a po co mi to? Przecież ja czuje pełen spokój w tej kwestii i mi to wystarczy. Ufam sobie i partnerce, wiem że będzie dobrze, niezależnie od tego co by się nie działo.
-
go Clint! :)
Clint vs Mariusz 8:0
-
:)
A w ogóle skoro to wątek o radości, to się podzielę luźnym przemyśleniem - nie bójcie się radości, nadmiernego entuzjazmu i dziecięcego cieszenia się :)
Pamiętam jak jakiś czas temu cieszyłem się jak głupi, że trafiłem na ofertę pracy w Instytucie Psychoterapii. Entuzjastycznie do tego podszedłem, trochę popodniecałem na forum i ostatecznie nic z tego nie wyszło. No i co? Nawet jak ktoś by mnie miał za nadpobudliwego dekla, to co mnie to obchodzi? Uwielbiam się cieszyć z każdej pierdoły i nie żałuje radości z rzeczy, które okazały się porażką. W końcu co się nacieszyłem to moje, nic na tym nie straciłem, tylko zyskałem.
Dlatego jak coś mnie cieszy, to mnie cieszy i nie zamierzam się zastanawiać czy nie cieszę się za bardzo :D Nawet mi jaki związek pójdzie w cholerę za pół roku, to przynajmniej będę miał za sobą pół roku mega radości zamiast umiarkowanego szczęścia ograniczonego jakimiś rozsądkowymi przemyśleniami o tym, co się może czy co się powinno zdarzyć.
Lubię swój dziecięcy entuzjazm, ekscytowanie się i cieszenie z byle czego. Się ciesze się, że się tak cieszę się. :D To jest naprawdę fajne, więc wszelkie sygnały, że cieszę się za bardzo i że powinienem uwzględnić to czy tamto, są dla mnie lekko niezrozumiałe. Bo ja nie wiem, czemu miałbym się cieszyć mniej i czemu miałoby to służyć. Ja się nie boję, że mnie porażka zaboli bardziej po takiej dawce entuzjazmu. No pewnie zaboli bardziej. No i co? Się przecież pozbieram, jak zawsze. Wielkie mi rzeczy.
Radocha jest taka faaaaaaajna :D
A w ogóle to śmieszne, bo całkowicie nieświadoma tej dyskusji, moja partnerka pół godziny temu napisała do mnie i aż muszę się podzielić tym fragmentem, bo tak bardzo się tyczy tematu :D Potraktujmy to jako jej głos w dyskusji, o której jeszcze nie wie (myślę że się nie obrazi jak tu to wkleję) :D
Mam głęboką potrzebę napisania jak bardzo ale to bardzo Cię kocham i jak bardzo mi na Tobie zalezy (o czym dobrze wiesz, ale uwielbiam Ci o tym mówić :) ) i że zrobię absolutnie wszystko co w mojej mocy, żebyśmy byli razem szczęśliwi i żeby nasza droga do tego szczęścia była możliwie jak najlżejsza i przyjemna :) Dziękuję Ci za to, że jesteś. Dziękuję za to ile dajesz mi tyle wiary w siebie i że w każdej chwili jesteś w stanie mnie wysłuchać, pocieszyć i błyskawicznie mi pomóc ;) Jesteś moim jedynym i najcudowniejszym Przyjacielem i wiem, że w rozwijaniu TAKIEJ przyjaźni i miłości nic nam nie przeszkodzi ;)
A ja miałbym teraz siedzieć i myśleć o jakichś przyszłych burzach? Bez sensu :D Będzie grzmiało, to się będęm martwił :D
-
Clint,
przyznam to, acz z lekkim oporem, że jestem pełna podziwu, że mimo tych wszystkich lęków i wywalanek przyciągnąłeś taką fajną duszyczkę. Najbardziej właśnie zdziwiło mnie to, że byłeś w stanie przeskoczyć swoje ograniczenia i siłą kreacji sprawić by zadziało się to co chciałeś. Także brawo! :)
Z drugiej strony to mi też zahacza o pewne moje mechanizmy i wzorce, które mówią mi, że najpierw to muszę wyuzdrawiać wszystko co mam, a dopiero potem otwierać się i kreować te bajery jakie chcę w życiu. Mam duże opory, by sięgać w życiu po to, o czym marzę, i szczerze czasem szlag mnie trafia kiedy widzę, że inni mimo oporów kreują. To jakby kolejna rzecz do przeskoczenia u mnie. Boję się w sumie, że jak wejdę w kreację i spełnianie swoich marzeń, to zupełnie zapomnę o swoich wzorcach, zepchnę je głęboko i po prostu ich nigdy nie uzdrowię. A za dziesiąt lat wyjdą ze zdwojoną siłą... to oczywiście moje lęki :P
No nic, dobrze poczytać o pozytywnych przykładach, że jak się chce, to się da i nie ma mocnych!
-
Się ciesze się, że się tak cieszę się. :D
;-)))) Clit - tak trzymaj;-)))
Ja miałam kiedyś takie hasło z moja siostrą z tekstu piosenki Kuby Wojewódzkiego - Nie ma dwóch wariatów co by-sie kochali sie jak my-się;-) Mialam nawet koszulke z dwoma myszkami i napisem kochamy-sie jak my-sie;-))))
A z innej beczki - Clint - kiedy ta Twoja Piękna się tu zaloguje? Widać, że łatwośc wypowiedzi ma taką jak Ty;-)
-
widzę ,że mam podobne wzorce do ciebie Carolieen ,poszłam nawet ciut dalej niż ty,bo już marzyc przestałam
Clint jesteś mega inspiracją ,dzięki twoim wpisom zdałam sobie sprawę,że ja przestałam kreować związek ok 2 lat temu tylko dlatego,że jedna z rozwojowych osób powiedziała mi robiąc analizę,że związek u mnie to jeszcze bardzo długo nie,bo mam tyle wzorców do oczyszczenia,że tak szybko nie pójdzie a bez tego oczyszczenia ani rusz:))
ja to mam dopiero zaślepienia,żeby wogóle taką opinię brać pod uwagę i wcielić w życie.. otrzeźwiałam dopiero jak poczytałam twoje wpisy
dziękuję!!!
-
Rączki w górę, bioderka kołyszą się !!! :)))
http://www.youtube.com/watch?v=PjdBfoybvQ0
-
carolieen
No, ale właśnie jak wejdziesz w to spełnianie swoich marzeń, to tym bardziej będziesz musiała się zająć tym swoimi wzorcami, one przecież nie uciekną na jakieś dno Twojej pś, a wręcz przeciwnie - mogą wyjść bardziej nie wierzch, ale tego nie ma co się bać, bo dużo łatwiej się je przepracowuje, gdy się to uzupełnia praktycznym działaniem pokazującym pś, że te wzorce to sobie może wsadzić, bo Ty ich nie potrzebujesz :D
Wiesz ile ja różnych związkowych popierdółek już uzdrowiłem przez ten krótki czas bycia w związku? To były mniejsze sprawy głównie, ale gdybym nie doświadczył pewnych rzeczy to wciąż by mnie to gdzieś męczyło i być może nawet musiałbym układać całe afirmacje i pracować z tym miesiącami, a wystarczyło naprawdę krótkie doświadczenie czegoś w praktyce i sruuuu, schodziła głupota z głowy. Na sucho się pracuje dużo dłużej - pół życia można sobie zmarnować ograniczając się i bawiąc się w niekończące przygotowania do działania. Wiadomo, że pewne przypadki wymagają wpierw pewnego przygotowania, szczególnie u ludzi, którzy wcześniej ze sobą nic nie robili i mają małą świadomość, ale też bez przesady. Nie można całe życie tylko czyścić wzorce i patrzeć jak życie przecieka między palcami. Moje ostatnie 4 lata tak właśnie wyglądały i to nie było fajne. Z początku było może i konieczne, ale od jakiegoś czasu to już tylko wzrastał dysonans między tym co mogłem, a tym co robiłem i to było męczące.
Tulia :)
Nie wiem kiedy się zaloguje, kilka razy wspominałem o forum w kontekście różnych rozmów, ale nie zachęcałem jeszcze do założenia sobie konta, ale pewnie w swoim czasie się tu pojawi :P
Kaśka
Nawet jak tendencje do wykreowania związku są długie, to można je skrócić pracą nad sobą. Ja ponad roku temu się dowiedziałem się, że do spełnienia w związku mam... 8 lat. Z początku mnie to lekko dobiło, ale potem tylko przygrzałem z pracą nad tematem i poszedłem ostro do przodu. Z pół roku temu już usłyszałem od tej samej osoby, że czas się skrócił kilkukrotnie, a potem to wiadomo :)
A tak w ogóle to najważniejsze jest to, aby marzyć, marzyć i jeszcze raz marzyć. I nie przestawać choćby nie wiem co. Nawet jak wywala, nawet jak inni gadają głupoty o tym, że to się nie da, że to za dużo, że to wzorce czy inne pierdoły. Trzeba ufać sercu. Jak się tego nie czuje, to pracować z sercem, prosić Boga o pokazanie co ma dla nas i być otwartym na cuda.
My z partnerką akurat mieliśmy tak, że praktycznie całe życie towarzyszyło nam takie poczucie, że gdzieś w świecie jest ten ideał. Ja już dawno temu, zanim w ogóle pomyślałem o rozwoju też miałem takie odczucie, choć traktowałem to niepoważnie, jako jeden z moich romantycznych odchyłów. Nawet bawiąc się w rozwój często to bagatelizowałem i traktowałem jak marzenia zrozpaczonego samotnika. No, ale czułem to, nie potrafię wyrazić tego jak te odczucia dokładnie wyglądały, ale to było takie bezobrazowe odczuwanie tej drugiej osoby, taka pewność że ona generalnie gdzieś tam jest i tyle. Sama jednak świadomość, że ona jest dawała mi siłę do pracy, bo ja wiedziałem że choćby miało mi to pół życia zająć, choćbym miał przejść przez ileś związków motylkowych - kiedyś w końcu ją spotkam i stworzę taki wymarzony, cudowny związek. Z tego powodu też się na przestrzeni ostatnich 4 lat wielokrotnie podniecałem jak to czuje to, że ten związek się zbliża i w ogóle, bo nieraz to uczucie w sercu wzrastało po dobrych sesjach w temacie, no ale że się nic nie działo długo czas, to zaczynałem wątpić w swoje uczucia i nie potrafiłem im zaufać.
Ona ze swojej strony prócz podobnych uczuć, zaczęła mieć pół roku temu sny ze mną w roli głównej - wiedziała z nich choćby to, że mam okulary, śniły się jej też dokładne sceny z naszych ostatnich randek. Kiedy to się zaczęło to była akurat w crapowatym związku i był okres kiedy marzyła o mnie, leżąc obok swojego chłopaka :D Oczywiście dość szybko skończyła tą relację, bo sobie uświadomiła jak bardzo marzy o czymś zupełnie innym. A jak się poznaliśmy to był szok, bo się okazało że jestem kropla w krople identyczny z tym jej wyśnionym ideałem - zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i charakter, zachowanie, itd. Ona też wzbudzała we mnie uczucie, że to jest właśnie ta osoba, o której tyle marzyłem, którą gdzieś tam czułem w swoim sercu. Też miałem przed spotkanie z nią prorocze sny, ale tylko w jednym wystąpiła. Żeby było śmieszniej - śniło mi się, że spotkałem ją nie tylko w Toruniu w którym mieszka, ale jak się okazało później - biorąc pod uwagę to jak widziałem starówkę, rzekę i odpowiednie odległości, okazało się że byłem dokładnie w tej części Torunia, w której ona mieszka :D W Toruniu byłem raz, mając 9 lat :P
W ogóle to ostatnio zaczynam mieć wrażenie, że nasze spotkanie nie jest tylko zwykłą kreacją, ale mogło być wręcz uwzględnione już przy wcielaniu się. No bo ja miałem umrzeć zaraz po urodzeniu, przeszedłem nawet kilka dni po ciężką żółtaczkę, gdzie byłem bliski zgonu, ale jakimś cudem przeżyłem - odreagowywałem nawet kiedyś szok z tym związany i złość na Boga, że co On wyprawia, że miałem się zemścić na rodzicach, a utkwiłem z nimi (haha - i kto się zemścił na kim, ah ta karma :D), bo jak się okazało - Bóg miał dla mnie na to życie bardzo korzystną drogę związaną z rozwojem, więc mnie trochę popchnął w odpowiednim kierunku. Rok z hakiem później urodziła się moja partnerka, kto wie czy nie wcielając się już z uwzględnieniem tej opcji. Szczególnie jak widziałem jej zdjęcia z przeszłości, jak to ile ona miała podobnych problemów, jak ogólnie była podobna do mnie - wiem, że jakbyś chodzili np razem do gimnazjum to też byśmy się zakochali w sobie, z tym że ona by uciekła ze wstydu, a ja bym się zamknął w sobie :D Może przesadzam trochę, ale skąd kurczę się musiało wziąć to poczucie przez całe życie, że istnieje ta odpowiednia, wymarzona osoba - i to dwustronne.
-
:)
Lubię swój dziecięcy entuzjazm, ekscytowanie się i cieszenie z byle czego. Się ciesze się, że się tak cieszę się. :D To jest naprawdę fajne, więc wszelkie sygnały, że cieszę się za bardzo i że powinienem uwzględnić to czy tamto, są dla mnie lekko niezrozumiałe. Bo ja nie wiem, czemu miałbym się cieszyć mniej i czemu miałoby to służyć. Ja się nie boję, że mnie porażka zaboli bardziej po takiej dawce entuzjazmu. No pewnie
zaboli bardziej. No i co? Się przecież pozbieram, jak zawsze. Wielkie mi rzeczy.
Czytajac to myslalam nieco nad soba. Moja przezornosc i powaga blokuja wiele radosci. Najczesciej nastawialam sie z gory na jakies problemy,
bo realnie czulam ich obecnosc w sobie. Clint, super, ze masz takie podejscie, to z DDA pozostaje najwieksza bolaczka, lek przed utrata zwiazku, siebie w pewnych aspektach, po prostu wizja mega przegranej. A przegranych tak na prawde nie ma, sa po prostu zmiany, mniej lub bardziej intensywne. Z tego co widac dajecie sobie duzo wsparcia i zrozumienia - dobrze, ze jest przyjazn, to znaczaca podstawa. Bez tego ani rusz :)
Temat nadmiernej radosci wiaze sie z tym co przezywalismy w domu. Czy pozwalano nam cieszyc sie, odczuwac przyjemnosc w ciele - nawet z powodu blachostek. Czasami nie jest to mozliwe, gdy jest sie ciagle karconym, pouczanym, nastawianym negatywnie do przyszlosci.
"A zobaczysz co bedzie!","Szczesliwy traci czujnosc!". Wydaje mi sie ze w rodzinach toksycznych, szczegolnie z DDA, czlonkowie rodziny kontroluja sie i nie chca tracic czujnosci. Nie ma przyzwolenia na bliskosc, radosc z powodu leku przed utrata kontroli. Tak jakby oddanie sie radosci mialo uspic czujnosc i spowodowac lawine nieprzyjemnych zdarzen. Tak naprawde moze to byc lek przed nieprzewidywalnoscia atmosfery rodzinnej. Rozwoj wydarzen zalezy od wielu czynnikow - zaangazowania, swiadomosci, uczuc i dojrzalosci - tak odnosnie zwiazkow i nie tylko . Wazna jest rowniez gotowosc, do tego aby odpuszczac wtedy kiedy jest to zdrowe i potrzebne, a nie trwac w czyms co rani.
Sorry, ze bez polskich znakow, ale cos mi klawiatura szwankuje ;p
-
to z DDA pozostaje najwieksza bolaczka, lek przed utrata zwiazku, siebie w pewnych aspektach, po prostu wizja mega przegranej. A przegranych tak na prawde nie ma, sa po prostu zmiany, mniej lub bardziej intensywne.
No dokładnie :) Ja tu nawet nie wiem co niby miałbym przegrać, skoro ja już teraz jestem wygrany, niezależnie od tego co by się nie działo dalej. Nawet jakby ona miała zwariować, odrzucić mnie czy cokolwiek innego, to i tak jestem i będę jej niesamowicie wdzięczny za to wszystko, co zyskałem dzięki temu, że była ze mną przez ten krótki czas. Wyciągnęła ze mnie takie rzeczy i wpłynęła na mnie tak głęboko, że stałem się zupełnie inną osobą i nawet jakbym ją teraz stracił - te zmiany pozostaną i znacznie mi ułatwią dalsze życie. Na pewno też dużo, duuuuuużo łatwiej byłoby mi sobie wykreować kolejny związek, więc ja tu jestem generalnie tak czy siak ustawiony :D Zresztą to przecież oczywiste, że nie będziemy zawsze razem, cała wieczność to kupa czasu, więc prędzej czy później się rozstaniemy, nawet jeśli spędzimy ze sobą całe życie i ok, nie widzę w tym żadnego problemu. Niech tez związek trwa tak długo jak to korzystne dla nas - nie krócej, nie dłużej :P Zresztą oboje rozważaliśmy różne scenariusze - ona na pewno nie będzie chciała dzieci przez najbliższe 7 lat, bo się to gryzie z jej planami życiowymi(i nie odczuwa teraz takiej potrzeby ogólnie) i prawdopodobnie nie będzie chciała ich również później, ale jak sama mówi - nie może też niczego wykluczyć. Ja z kolei jestem pewien, że nie będę chciał, więc bierzemy pod uwagę to, że np. za 10 lat nasze drogi się rozejdą i nikt nie widzi w tym problemu. Chcemy się cieszyć sobą tak długo, jak nam ze sobą po drodze, niezależnie od tego ile by to nie miało trwać :) Ona się też się przy okazji śmiała ze swoich byłych, że tak bardzo wymuszali na niej deklaracje, że będą razem na zawsze i ona im w końcu mówiła to, co chcieli usłyszeć i widać ile z tego teraz mają :D
Temat nadmiernej radosci wiaze sie z tym co przezywalismy w domu. Czy pozwalano nam cieszyc sie, odczuwac przyjemnosc w ciele - nawet z powodu blachostek. Czasami nie jest to mozliwe, gdy jest sie ciagle karconym, pouczanym, nastawianym negatywnie do przyszlosci.
"A zobaczysz co bedzie!","Szczesliwy traci czujnosc!". Wydaje mi sie ze w rodzinach toksycznych, szczegolnie z DDA, czlonkowie rodziny kontroluja sie i nie chca tracic czujnosci. Nie ma przyzwolenia na bliskosc, radosc z powodu leku przed utrata kontroli. Tak jakby oddanie sie radosci mialo uspic czujnosc i spowodowac lawine nieprzyjemnych zdarzen.
No jak tak miałem zawsze w domu i mam do dzisiaj. Ile razy matka się głupio pytała "czego się tak cieszysz?". No i każdy, ale to absolutnie każdy przejaw mojego optymizmu był i wciąż jest duszony w zarodku - "Ty sobie nie myśl, że to tak łatwo, że to się tak da, że to..." Obecnie mnie trują odnośnie wyprowadzki i pracy głównie, ale też kwestie związku są poruszane, ale ostatnie to już mnie tylko śmieszą, jak oni np. są przekonani że mnie dziewczyna zostawi bo chodzę przy niej po domu w dziurawym dresie czy dlatego, że jej robię kanapki żeby zaoszczędzić trochę na pociągi - a ona po prostu ma do takich rzeczy identyczny stosunek jak ja. Pracą i wyprowadzką już się też tak nie przejmuje i po prostu unikam tych tematów, mówię rodzicom o wszystkim jak najmniej, żeby nie truli i się śmieje z ich czarnowidztwa. Niech no tylko się wyprowadzę, to już w ogóle będę miał przestrzeń i komfort do wyrażania własnej radości i optymizmu. :)
-
Kochani jestem bardzo szczesliwa.
Od dlugiego czasu czekalam na telefon od mojej tesciowej, niby bylo po naszym slubie w miare dobrze, ale brakowalo kontaktow wzajemnych.
Moj maz ma wielki uraz do swojej matki bo wyrzadzila nam wiele krzywdy (szczegolnie jemu) i nie byl gotowy na zrobienie pierwszego kroku, wiec ja tez nie staralam sie zbytnio.
Jednak dzis tesciowa zadzwonila i poprosila o spotkanie- chce sie pogodzic i wszystko wyjasnic, bo chyba ma dosc takiej sytuacji.
Ciesze sie z racji, ze jestem w ciazy i juz dawno zyczylam sobie aby "stal sie cud" i sytuacja rodzinna sie poprawila. Juhu, ale sie ciesze!
Napewno moj maz bedzie potrzebowal czasu na przyzwyczajenie sie do nowej sytuacji, ale z pomoca Boga napewno wszystko sie ulozy superancko.
Jednak Bog jest niesamowity....wszystko ma zaplanowane i nieraz nie moge sie nadziwic, ze az tak pieknie moze byc.....dziekuje Ci Wszechmocny !!!! ;)
-
Jolu - superancko!!!!
Znaczy się maluszek lubi harmonię w rodzinie i juz sobie ładnie uklada;-)
-
Odkąd pouzdrawiałam sobie kilka węzłów, dostałam dużej motywacji do tworzenia. Piszę, rysuję, opracowuję to na czym bym mogła zarabiać. Nie poznaję siebie, skąd taka wytrwałość i masa pomysłów. Mam nadzieję, że się długo utrzyma na tym poziomie :)
-
Haaahahahahahahahaaa :D
I tyle mi wolno powiedzieć;)
-
Nutella ?:D
-
A jak! (http://24.media.tumblr.com/tumblr_le9o8oLWju1qzn2meo1_400.jpg)
-
hahahahaha :D
no to wyciągamy słoiki i obżeramy!! congrats! :)
-
Nie wiem o co kaman z tą Nutellą, choć z Nutellą może jest tak, że nie musi o nic chodzić, wystarczy, że jest ;)
Ale przypomniała mi się historia kolegi, z którym kiedyś mieszkałam, mówił, że jego siostra ponad wszystko kochała czekoladę, a najbardziej nutellę właśnie, ale że miała mieć studniówkę, postanowiła przez miesiąc ani grama nutelli nie zjeść, ani żadnych innych słodyczy (oczywiście żeby zmieścić się w sukienkę), udało się, cały miesiąc cierpienia, ale się zmieściła, wyglądała podobno bardzo ładnie, super się wybawiła, wróciła w nocy ze studniówki.. po czym właśnie kolega, jej brat zastał nad ranem taki oto obraz - śpiąca siostra z ogromnie zadowoloną miną na łóżku, cała brudna od nutelli, a na ziemi cały wielgachny pusty słoik właśnie po nutellii i gdzieś wałęsająca się duża stołowa łyżka... ;)
-
Wiosna i (ponowne) zakochanie pięknie idą w parze :D
-
a jakże!!! :)))
-
Ciekawe rzeczy się dzieją :-)...
Dziś moja szefowa mi powiedziała,że jak jestem z nimi na zmianie to wszystko się uspokaja..Jest luz i porządek...Stwierdziła,że przypominam jej stworka z bajek oglądanych przez jej córkę...Występuje tam pięć kucyków,które reprezentują moc pięciu żywiołów i w połączeniu tychże mocy powstaje twór energetyczny emanujący miłością i harmonią...Czyli,że jestem takim pięciopakiem...
Nooo padłam z wrażenia i ze śmiechu :-)))...Ciekawe są wyobrażenia innych na mój temat...
-
heheh , super!
i gratki dla szefowej za odwage wyznania tego typu :)
JUż ja Ci pisałam free, że Ty jesteś mega!!!! :)
teraz tylko uwierzyć :)
-
Chciałam się pochwalić, a raczej wyrazić radość, że jestem na Hawajach :P
Udało mi się spełnić moje marzenie, które miałam w głowie od chyba 10 lat, mało tego spełniam przy okazji jeszcze inne ;)
Najfajniejsze jest to, że nie czułam żadnej ekscytacji na myśl o tym wszystkim, jedynie spokój, jakby po prostu to się miało zdarzyć, jakby pewne ograniczenia zniknęły z mojego życia i pewne rzeczy stały się dla mnie dostępne. Kilka razy miałam cykora w czasie drogi, odnośnie dojazdu na lotnisko, korków itp., ale wszystko bardzo fajnie się ułożyło. I mój wieczny strach o nadbagaż... który zawsze mam :P mogłam mieć 50 funtów bagażu głównego, miałam 59 :P, wyjęłam laptopa, ciągle nadbagaż 50,5.. ale panowie byli tak mili, że się uśmiechnęli i powiedzieli, że nie ma żadnego nadbagażu, jeden nawet podszedł i podniósł walizkę do góry wskazując na licznik, że teraz jest 49 ;)
I te widoki.. chyba leciałam nad Arizoną bo przez 2h widok za oknem był jeden-pustkowie, pustynia, skały i coś jakby wielki kanion tyle, że 10 powtórzony. Na tych pustkowiach czasem ogromne pola solarów, natomiast prawie w 99% nic poza tym, żadnych domów, czasem nawet dróg, nic.
I potem piękny widok na Kalifornię - góry w tle i ooooolbrzymie przedmieścia Los Angeles, nie do opisania te rozmiary. Fajnie było widać jak co drugi dom miał basen na placu. I wille na wzgórzach. Lotnisko też bardzo przyjemne, czyste, nowe, zadbane... jedyny minus - brak darmowego internetu, za wszystko trzeba płacić.
Poczułam się super "to jest to!" kiedy wyszłam z samolotu już na Hawajach, to ciepłe powietrze, palmy.. i najciekawsze lotnisko jakie w życiu widziałam, jakby otwarte, bez dachu takiego głównego :D w sumie każdy tam może wejść.
Ludzie tu są tacy easy-going, na luzie. Jest tylko jeden bank hawajski, nie chcieli tutaj typowych, skomercjalizowanych banków amerykańskich, dobry pomysł w sumie. Poza tym jadłam papaję taką ichniejszą pierwszy raz w życiu i mieszkam jakieś 100m od Wulkanicznego Parku Narodowego :P
-
No to gtratulacje :)
-
Caroleen
S-U-P-E-R!!!
-
carolien :)))))))))))) ale super !!!
-
carolieen gratuluję :)))
-
Karolina, ale extra!!:D
-
Carolieen,
:)
-
Karolin - extra! :)
-
Mela - świetnie :)) Gratulacje! :-)
-
Carola - fantastycznie masz!
-
Mela
rewelka:-)
-
Aż żal mi dupę ściska.
Zwłaszcza te widoki z samolotu i fakt przelecenia nad całymi stanami. So much freedom.
Ach... :)
-
Mela,
Ale czad, gratuluję!:)
-
dzięki wszystkim :))
-
Karolinko zycze Ci abys dotarla do dr Wayne Dayera na Maui na hawaya:)
-
To on tam siedzi? ? Niewiedziałam
Lubię go,taki misiaczek, jego film Shift pomógł mi swego czasu przepchnąć ważny temat:)
-
Semira,
dzięki :))
choć przyznam, że w ogóle nie kojarzę człowieka.. luknęłam co to za jeden, ale nigdy o nim nie słyszałam..
poza tym jestem na innej wyspie, choć bardzo bym chciała na Maui polecieć, chociaż na 1-2 dni .. i szczerze przyznam, że mam bardzo przyziemne pragnienia - wylegiwanie się na plaży, pływanie, jedzenie papai, jakaś wycieczka w góry i chill out :P
-
Właśnie wróciłem z rozmowy o pracę i nawet nie wiem od czego zacząć, bo tyle wrażeń jest :) Opisze więc po kolei.
W zeszłym tygodniu odezwał się do mnie po kilku latach przerwy dawny znajomy, w wyniku czego okazało się, że w miejscu gdzie pracuje szukają ludzi. Ja normalnie bym odmówił jak tylko usłyszałem co to za praca, bo mi się tak źle kojarzyło to z typowym call center, ale coś mi kazało go wysłuchać i w efekcie się zainteresowałem. On załatwił mi rozmowę, a ja czekałem na telefon nieco spięty, ale jednocześnie czując w środku bardzo silnie, że wszystko będzie dobrze i że to właśnie jest praca dla mnie na teraz. Jak telefon w końcu zadzwonił to się lekko spiąłem, kiedy znienacka zaczął mnie wypytywać o motywacje do podjęcia pracy, ale mimo fali stresu zapierającej dech, ogarnąłem się szybko i wybrnąłem. Zrobiłem sobie potem sesje regresingu z ukochaną, bo czułem że coś mi leży i bruździ. Sesja była niesamowita i miałem wrażenie jakby domknęła kilka większych kwestii, nad którymi pracowałem od lat. Zmienił się mi stosunek do materii, do działania w materii, do pracy która jest niezwiązana z rozwojem duchowym. Dotarło do mnie, że już tyle wcieleń poświęciłem na pracę związaną z rozwojem duchowym, że jakoś tak nie czuje tu takiego niespełnienia jak w innych dziedzinach i w gruncie rzeczy zajął bym się czymś zupełnie innym, czego unikałem ze względu na te wszystkie wzorce niechęci do materii i nie angażowania się w cokolwiek co niezwiązane z rozwojem. Zostałbym sobie np. jakimś trenerem bardziej od rozwoju osobistego, jakiegoś biznesowego niż duchowego. No i chciałbym jakieś dodatki fajne do tego jak np. malowanie/rysowanie czy jakaś gra na instrumencie czy inne takie artystyczne sprawy w których mam jakieś niespełnienie.
Wracając jednak do samej pracy - udało mi się naprawdę mocno wyluzować i spałem nawet spokojnie, a rano miałem apetyt. A jeszcze dwa miesiące temu na rozmowę o pracę w głupim sekretariacie, od której nic nie zależało (a teraz bardzo chce się wyprowadzić i zamieszkać z partnerką) stresowałem się jak głupi. Dzisiaj oczywiście były momenty lekkiego spięcia, szczególnie jak wchodziłem do budynku, ale jak tylko usiadłem w recepcji na kanapie to jakoś tak się wyciszyłem. Widziałem pomieszczenie w którym pracowali sprzedawcy i to wszystko wydało się z początku takie nowe, obce, straszne i poważne, ale po chwili usłyszałem jak jedna dziewczyna rozmawia z jakimś klientem i na koniec rozmowy rzuca z taką śmieszną bezradnością i poczuciem beznadziei "to jednak pan nie chce być na pierwszej stronie google?" - tak mnie to gdzieś w środku rozbawiło, bo dotarło do mnie że pracują tu zwyczajni ludzie, a nie jakieś super zajebiste jednostki i że ja generalnie nie tylko jestem wystarczająco dobry do tej pracy, ale pewnie jeszcze byłbym w stanie przebić niejedną osobę, tu pracującą.
Przyszedł kierownik z którym miałem rozmawiać i się okazało, że to tak niesamowicie przyjemny w odbiorze i sympatyczny facet, że poczułem przy nim totalny luz. Usiedliśmy sobie w pokoju konferencyjnym i rozmawialiśmy. I tutaj szok dla mnie, bo ja nie poczułem najmniejszego spięcia, ani razu mi nie zadrżał głos ani się nie zająknąłem czy nie zatrzymałem nawet na moment. Po prostu nawijałem bez zastanowienia, gadając naprawdę konkretnie, wykazując swoją wiedzę i czystą zajebistość. Nie spodziewałem się, że pójdzie mi aż tak dobrze nawet w najbardziej optymistycznych wersjach. Facet też ewidentnie był bardzo pozytywnie zaskoczony i na koniec rozmowy powiedział, że zadzwoni jeszcze dzisiaj odnośnie ewentualnego spotkania na drugi etap rekrutacji(mówił że to takie warsztato-szkolenie), ale się nie mógł powstrzymać i dodał od razu, że i tak mam się spodziewać dobrych wiadomości :P No i rzeczywiście godzinę później zadzwonił, żeby mnie zaprosić na konkretny termin.
Na dodatek okazało się, że pensja której się spodziewałem, a która już była całkiem niezła dla mnie jak na początek, okazała się jeszcze lepsza, bo wychodzi na to, że z prowizji mogę wyciągnąć dużo więcej niż myślałem, a miałem tak minimalistyczne myślenie, że koleś aż był lekko rozbawiony moimi niskimi oczekiwaniami i miał radochę z pozytywnego zaskoczenia mnie(jakie to fajne, jak ktoś chce dać mi więcej niż oczekuje :D). System prowizji jest bardzo jasny i korzystny, ale nie będę zdradzał detali bo raczej nie powinienem, szczególnie że koleś też mówił że normalnie też by już tego nie mówił na tym etapie rekrutacji, ale zrobił wyjątek bo z polecenia od kolegi jestem. W ogóle widać po tym co on mówił i co słyszałem od kolegi, firma stosuje metodę marchewki, a nie kija - nikt nie stoi nad głową, można na luzie pracować w swoim tempie i liczy się, aby mieć dobre wyniki po prostu. Nikogo nawet nie obchodzi czy będę zdobywał klientów telefonicznie czy mailowo - po prostu róbta co chceta, byleby przyniosło to efekty.
Jakby tego było mało, to też mają fajne ścieżki kariery i aż się nakręciłem. Firma też sama w sobie jest świetna, bo to jeden z liderów na rynku i mają nawet jakąś nagrodę pracodawcy roku od jakiegoś większego portalu związanego z pracą. Siedziba firmy w świeżo wybudowanym kompleksie biurowym w super okolicy, z budynkami biurowymi klasy A, więc najwyższej możliwej. Ja się tym miejscem zachwycałem już rok temu i nawet pamiętam jak koledze mówiłem, że mógłbym tam pracować dla samych budynków :D Nawet czułem wtedy jakbym miał tam pracować, jakoś tak potrafiłem sobie to łatwo wyobrazić.
W ogóle się nie przejmuje tym drugim etapem, ja już jestem pewien że tą pracę mam - dzisiaj wymiotłem tak bardzo, że nie wiem jakim cudem miałbym skopać to na tyle, aby nie dostać szansy. Byłem tak spokojny, wyluzowany, pewny siebie i wygadany, że wracając do domu czułem się jak młody bóg, który może wszystko. A wszystko to, dzięki mojemu cudownemu związkowi i temu jak poszła mi w górę samoocena, otwartość na wszystko co najlepsze i wiele innych. Całe życie mi się zmienia, a to już tylko kwestia tygodni aż wyniosę się z domu i będę samodzielnie się utrzymywał i to jeszcze wychodzi na to, że w lepszych warunkach niż oczekiwałem.
Tak bardzo czuje tą pracę jako coś niesamowicie oczywistego i korzystnego na teraz, że to się w głowie nie mieści. W ogóle to planuje etap przejściowy spędzić mieszkając u dziadków ze względu na dojazdy (jakiś miesiąc), a że nawet kolejne weekendy będę miał zajęte, bo warsztaty, bo wyjazd do Torunia być może, to możliwe że za tydzień pożegnam się z rodzinnym domem i już do niego nie wrócę na dłużej niż na krótką wizytę czy pojedynczy weekend. Potem to w ogóle przestanę jeździć bo mi się nie chce taki kawał, jak rodzice będą chcieli to będą mogli sobie sami przyjechać, o ile wcześniej nie zdążą puścić focha, że nie przyjechałem na święta czy miałem w tyłku inną niezwykle "ważną" rzecz. Wychodzi na to, że spokojnie dam radę bez ich pomocy, więc nie muszę niczego już robić wbrew sobie i będę żył po swojemu, a co oni na to, to już nie mój problem.
Ah, życie jest cudowne - tyle wsparcia, tyle szczęścia. Żeby było śmieszniej - wszystko mi samo przychodzi - najpierw mnie odnalazła cudowna kobieta, potem się studia same układały tak, jakby chciały powiedzieć "masz cały wolny tydzień, możesz pracować na etacie", a potem przyszła do mnie super praca na tydzień przed tym jak miałem zacząć jej szukać :D No i związek mi się cały czas rozwija i to naprawdę szybko, dzieje się tyle rzeczy, nawet zrobiło się między nami na tyle poważnie, że randki przestały być randkami, a stały się spotkaniami dwojga ukochanych planujących wspólną przyszłość.
I że ja niby byłem ledwie 4 lata temu kolesiem bojącym się ludzi, totalną ofiarą życiową i zamkniętym w sobie chłopczykiem? Niesamowite co się ze mną stało.
Boże, jaki jestem szczęśliwy :)
-
Byłam dziś na lomi lomi;-))))
Poszłam popracowac nad tematem zaufania do Boga i poczucia bezpieczenstwa, ktore mi w związkuz tym boskim tematem mocno ostatnio wywala. No i cuda sie działy.... Zanim jeszcze się połozyłam do masażu zdazyłam sie konkretnie popłakac podczas rozmowy tak mi emocje wychodziły. Masażu się bałam (pierwszy raz) bo balam sie bolu. Ale było niesamowicie - mialam wrażenie, ze ból uciekał przed lomisia rekoma. Zatem każda wymasowana część ciała stawała sie wolna od bólu. Do tego każdy napotkany bolący punkt bardzo szybko się uzdrawiał - lomiś robił swoje a ja odliczalam sobie w glowie to co mi w zwiazku z danym miejscem przychodzilo do glowy. Coś niesamowitego.
Najlepsze jednak jest zrozumienie jakie mnie oświeciło podczas lomi - Bóg jest w każdym z nas i Bog jest wszędzie dookoła nas. Jednak do momentu kiedy nie uwierzę, że Bog to ja;-) to ta boska energia we mnie nie moze sie polaczyc z ta boska energią dookola mnie. Jak nie ma tego polaczenia to mi ciagle Boga brak. Zatem zaczynam wierzyć w to, że Bóg to ja i łączyć się z boską energią wokół mnie. W ten sposób nigdy nie bede czuła braku wsparcia - bo wsparcie bedzie wynikalo ze mnie z wszystkiego dookoła mnie;-))
Poczułam też, że wraz z tymi znikającymi lękami otwiera się przede mna świat bez ograniczeń - że ja właściwie moge Wszystko! Niesamowite uczucie, niesamowita świadomość - czuję się taka wolna i nieskrepowana - ach Ludki Kochane - życie jest piękne!
-
Clint piękna ta Twoja pewność siebie! ;) aleś mnie zainspirował ;)
-
Dostałem pracę od ręki :) Rozmowa poszła całkiem nieźle, nieidealnie, bo miałem swoje braki, ale byłem wystarczająco dobry, żeby mi bez zastanowienia zaproponować standardowy 3-miesięczny okres próbny, po którym jest umowa o pracę. Firma jest dobra, renomowana i wiem po znajomości jak to wygląda, więc nie boje się o jakieś wały w tym względzie.
Pojechałem od razu do dziadków, pogadałem z nimi, bardzo się ucieszyli i wychodzi na to, że od weekendu mieszkam u nich. Do domu może będę wracał na niektóre weekendy, bo dziadkowe też trochę męczący potrafią być, ale po pierwszej wypłacie, która ma być po 10, czyli za miesiąc obczaję jak stabilnie się czuje w firmie i myślę, że wynajmę ten pokoik(no 3 miesięcy na pewno nie będę czekał :P).
Matka dziwnie miła i spokojna, gadającą trochę bzdur jak zawsze, ale jakoś tak sympatycznie.
Cały świat mi sprzyja, jakie to miłe :)
-
Clint - fantastycznie!!!
Gratuluję bo to wszystko Twoja zasługa!!!! Jak to mawia Król Julian - jesteś całkiem niesamowity;-))))
-
Dzięki :)
W ogóle to jestem z siebie bardzo dumny, bo z człowieka bojącego się mówić stałem się kimś, kto dosłownie wygadał sobie pracę i to właśnie opartą na mówieniu :D Właśnie do mnie dotarło, że ja, nie mając żadnego doświadczenia w sprzedaży, dostałem pracę w renomowanej firmie właśnie na takim stanowisku, na bazie swojej pewności siebie, kreatywności i wygadania. O_o
Co te związki robią z ludźmi :D
Jak ja kocham moją partnerkę, za to że jest :)
-
Clint,
gratki! :)
-
Clint,
SUPER!!!:))
To kiedy zaczynasz?:)))
-
Clint
Superancko,bajerancko :-).
-
Hmm
Nie wiedziałam,że droga do mojego spokoju wewnętrznego wiedzie przez bycie wyrozumiałą dla siebie i wredną suką dla tych,którzy próbują mnie tłamsić i ograniczać...Powoduje to lekkie zawirowania energetyczne przy poruszaniu zastałej energii i zdziwienie otoczenia,ale działa,kurde-działa :-)))...
-
Free ;)))
ja też staram się stawać po swojej stronie i widzę,że niektórym bliskim to nie odpowiada. Bo chcieliby abym wierzyła w ich obrazy (totalnie abstrakcyjne) na temat mnie. Ostatnio po "kłótni" z ojcem zauwazyłam,że on ma na mój temat nierealne wyobrażenia , w które ja wierzyłam. Sa one negatywne- na nich opierala się moja samoocena. A teraz jak ja mam siebie opisać ? chyba sama chcę to zrobić bez pomocy tychże wyobrażeń. Ale za samoocenę zabiorę się jak trochę wytrzeźwieję :P
-
http://demotywatory.pl/4046712/Pomysl-zyczenie Bziuuuummm :-)))
-
Nie wierzę, po prostu nie wierzę we własne szczęście. Miałem super sesje na warsztatach, gdzie puściłem mnóstwo głupot na temat pracy, wyprowadzki i takich tam i w efekcie dzieją się kolejne cuda. Właśnie wprowadziłem się do dziadków, gdzie nie dość że się okazało, że dostałem całkiem spory pokoik zamiast totalnej klitki bez miejsca na oddech(jak miało być na początku), to jeszcze się okazało, że sąsiedzi mają niezabezpieczoną sieć wifi, z której właśnie korzystam, a miałem jutro wydać 129 zł na modem z kartą i męczyć się z ograniczonym netem i specjalnie jeździć na uczelnię. Oczywiście nie będę im zapychał łącza, więc do przeglądania zwykłego neta i rozmów na gg mi starczy, a oni pewnie nie zauważą nawet różnicy. Po pierwszych testach widzę, że mają bardzo szybkie łącze, więc na pewno nie zrobi im to różnicy :P
Boże, jak mi wszystko sprzyja, co po chwilę się potykam o cudowne niespodzianki :D
-
Freeflight :)))
-
Wiecie co, nie wiem od czego zacząć :P może od tego, że coraz fajniejsze rzeczy się dzieją w moim życiu
W sumie nie chce mi się wszystkiego opisywać, to tak chociaż w skrócie. Od dawna marzyłam żeby przejechać się czarnym porsche (w sumie go mieć, ale to może później) i ni stąd ni z owąd jakiś koleś dziś się zatrzymał i zaproponował, że mnie podwiezie.. zgadnijcie jaki miał samochód.. czarne porsche, otwarty dach, moje wymarzone! :) zdążyłam być na dwóch plażach, przeżyć rollercoster w falach i zjeść przepyszne danie, którego w ogóle nie chciałam ruszać, bo tak pięknie wyglądało..
na spodzie talerza długi liść, na nim ułożone wzdłuż lekko pogotowane brokuły, fioletowe ziemniaki (takie regionalne warzywo), ryba o nazwie Mei Mei czy jakoś tak, to wszystko w orzechach macadamia i sosie limonkowo-jakimśtam. Nie wiem kto zaprojektował to danie, ale jak jadłam to musiałam zamknąć oczy i zmuszać się żeby za szybko nie przełknąć, to coś jak czasem piszą "poezja smaku", danie genialne w doborze smaków.
I w sumie nie kreowałam tego, a czuję, że rzeczywiście jak zacznę to będzie jeszcze fajniej :))
-
Clint - super : ))
-
Łaaaahhh - cudna pogoda :-) O takiej marzyłam - słońce, mrozek i śnieżek - bosko!
-
hehe u mnie bylo tak zimno ze myslalem ze nie dam rady. Kupilem sobie ostatnio podgrzewane nauszniki :)
-
Wiecie co jestem tak niesamowicie wdzięczna życiu, Bogu, sobie za ostatni miesiąc, spełniły się moje 3 marzenia, choć to w sumie już teraz nieważne. Wiele rzeczy przestało być dla mnie ważnych, o które wcześniej zabiegałam i dbałam. O wiele ważniejsze jest to, że czuję się inną osobą i będę jeszcze bardziej inna, na co już się cieszę :)
Do tego ten powiew czystego, ciepłego powietrza, widok ogromnego oceanu co rano, poznawanie siebie, czasem bolesne i trudne, ale olać to! dziękuję, że mogłam tu być, że mogłam tego wszystkiego doświadczyć :) zaczynam czuć się prowadzona w życiu przez coś większego ode mnie :)
Wiem, że Hawaje to jedno z tych miejsc, które jest dla mnie do życia, czułam to od wielu lat i mam nadzieję tu wrócić za jakiś czas na dłużej.
-
Carolieen
Nieźle sobie tam poczynasz ;-)
-
JUPPI :)
Mam potwierdzone, że znalazłam właściwe rozwiązanie swoich bieżących kwestii finansowych i "złego zadłużenia", które mnie męczyło od dłuższego czasu.
Ale się cieszę! I dziękuję WJ! :-)
-
Gratuluję i cieszę się razem z Tobą :D
-
Asiu,
Gratuluję serdecznie !!! :)))
-
Asiu
to mega, mega cudownie :)))) Niesamowicie cieszę się razem z Tobą, gratuluję i dziękuję wszechswiatowi :))))
-
Asiu,
Super:) Gratuluję !!!
-
Tez sie ciesze
slonecznie pozdrawiam
-
Hydrozagadka,
wiedziałaś, że to się rozwiąże :)
-
Dżoana,
no brawo! :))
-
Hydro
Gratulacje! :) Ciężar z pleców ;)
-
Ale fajnie :)) Dzięki wszystkim!
UFFF :-)
-
Asia
super:)gratulacje:)wow:)
-
To ja jeszcze podzielę się radością, ze udało mi się przełamać kolejną "passę" jakiś czas temu - swoje myślenie, że jak miałam problemy finansowe, to muszę tylko się ograniczać i nic więcej.
W ramach terapii zaordynowałam sobie wyjazd do Barcelony :-D - ok. 180 zł w obie strony za przejazd (sam przelot 140 zł); Reszta - noclegi po części via Couchsurfing... generalnie w 350-400 zł się zmieścimy ze wszystkim, tak sądzę :)
Juppi :))
Obecnie realizuję trend "Nie ma co się ograniczać, trzeba spełniać marzenia." :))
-
Asia,
superancko! :)
-
Wooow ! So :
Hola Asia !
Estoy feliz ! ( for you :)) )
( nie wiem jak tu można by zrobić odwrotne, hiszpańskie wykrzykniki, etc :))) )
A co do przyzwyczajania się do spełniania swoich marzeń :
" Practicar Es Mejorar " :)
And since you are setting an example here , some Spanish saying for a good start :
El maestro mediocre - alecciona.
El buen maestro - explica.
El maestro excelente - demuestra.
El mejor maestro - inspira !
Feliz viaje !
And - Hasta la vista !
( Baby - Casablanca - U know :)))
-
Asia
Superancko i bajera :-))).Baw się dobrze !
-
:)
Moje serce śpiewa z radości :)
-
A ja się cieszę, że nareszcie widzę efekty swojej pracy. Cieszy mnie to, że walenie małym młoteczkiem w różne szklane i betonowe mury, cierpliwe wydłubywanie kamienia, po kamieniu przyniosło rezultaty i widzę fajne zmiany w sobie i swoich relacjach z innymi :)
-
I dziękuję wszystkim tym, którzy mi w tym pomagali i mnie wspierali :*
-
ostatnio dużo się bawię w życiu :) w ramach zabawy zapisałam się na lekcje gitary i okazało się, że mam talent, łatwo i szybko się uczę. Mam nadzieję, że niedługo będę umiała tak grać: http://www.youtube.com/watch?v=Xnq-lz_dsHo
-
Kinga, super!
Następna będę ja :) Gitarę też czuję od dawna.
-
Na pewno ci się spodoba, to naprawdę świetna zabawa :))
-
Marzenia się spełniają :)
-
:)
-
A u mnie wielka radosc i krew zywiej krazy w zylach, bo rozpoczelam kolejna wielka przygode i po prostu ide tam gdzie mnie serce prowadzi. Wywalac wywala, strach jest, ale tak sobie widze siebie jak w bajkach te dziewczynke, co szla po zywa wode i zdecydowala nie patrzec za siebie, bo wiedziala, ze jej lek obudzilby smoki. Nie ma sensu siedziec na dupie, nie ma sensu bac sie zmian, trzeba sie rzucac w nowe, pozwalac sobie doswiadczac, ufac kompletnie i wiedziec, ze nawet jak cala sciezka nie jest jeszcze odkryta, to kazdy kolejny krok odsloni ja troche bardziej :)
-
:))
Ola
*uśmiechy do tego co przeczytałam
-
Jak ja pomy sle, że mnie zawsze pociągał saksofon....
Nie, jednak dobrze że nie aż tak, żebym próbował na nim grać. Ale kiedyś bardzo chciałem. :)
A teraz się cieszę, że na luzie słucham sobie saksofonistów :)
-
A nie ma to coś wspólnego z tym Leszkiem Żądło z Krakowa? Saksofonistą ??? :D
http://www.leszekzadlo.com/
http://www.amuz.krakow.pl/pl/3/124/227/prof-Leszek-Zadlo-profesor-wizytujacy
A tu autorzy tekstu podstawili zdjęcie nie tego Leszka, którego powinni ;)
http://www.strefaimprez.pl/krapkowice/jazz-festival-w-mosznej-zagra-leszek-zadlo-61483
-
Hahaha, Leszku, nie wiedziałam, że jednak grasz na saksofonie ;D ;))))
-
A tu autorzy tekstu podstawili zdjęcie nie tego Leszka, którego powinni ;)
http://www.strefaimprez.pl/krapkowice/jazz-festival-w-mosznej-zagra-leszek-zadlo-61483
No, to jest dobre - podmiana zdjęcia fajna :)
-
hahah dobre :D
-
W ostatni weekend spelnilam jedno ze swoich marzen - przeszłam kurs lomi lomi i teraz juz wiem jak masować!!!! Już załatwiam stół do masowania i będę ćwiczyć cudowności lomisiowe na rodzinie i przyjaciołach. Ale fajniście!!!! ;-))))))
-
Gratuluje Wam wszystkim !
Ja sie wlasnie dowiedzialam, ze urodze synka- i malo nie peklam ze smiechu, bo moj maz byl wiecej niz pewny, ze to bedzie dziewczynka. Troche na przekor i dobrze....w koncu dziecko wybiera sobie plec!
Mysle ze nazwe go Maximilian....jakos mi tak przychodzi na mysl.....ale oczywiscie inne propozycje tez beda brane pod uwage. Juz on mi podpowie jak bedzie chcial sie nazywac...jestem tego pewna. Dzis sie ciesze i jestem mega szczesliwa ;)
-
A u mnie wielka radosc i krew zywiej krazy w zylach, bo rozpoczelam kolejna wielka przygode i po prostu ide tam gdzie mnie serce prowadzi. Wywalac wywala, strach jest, ale tak sobie widze siebie jak w bajkach te dziewczynke, co szla po zywa wode i zdecydowala nie patrzec za siebie, bo wiedziala, ze jej lek obudzilby smoki. Nie ma sensu siedziec na dupie, nie ma sensu bac sie zmian, trzeba sie rzucac w nowe, pozwalac sobie doswiadczac, ufac kompletnie i wiedziec, ze nawet jak cala sciezka nie jest jeszcze odkryta, to kazdy kolejny krok odsloni ja troche bardziej :)
Ola, super! :)
Ja czuję ostatnio coś podobnego - nie ma co się ograniczać (w tym lękami i obawami lub różnymi przekonaniami), warto iść za tym co się pojawia... i jak najcześciej spełniać swoje marzenia!
Też nie wiem, co z tego wyjdzie czy gdzie dokładnie mnie to doprowadzi - ale nie zamierzam przesadnie tego rozkminiać na wszystkie strony - niech się dzieje, otwieram się na to, co najlepsze! A że po drodze na razie otrzymałam nie do końca to co bym chciała - trudno - też jest jakoś ciekawe i potrzebne - i jest ok. Akceptuję. Są te etapy na pewno korzystne pod wieloma względami. Przynajmniej czuję się teraz zdecydowanie bardziej wolna i szczęśliwa.
I przeszczęśliwa jestem, ze udało mi się ostatnio spełnić swoje marzenie - wyjazd do Barcelony i zobaczenie na żywo architektury Gaudiego :)) Zdecydowanie WARTO było :)
-
Jolanta16 - gratuluję! I życzę Tobie, Twemu synkowi i Twemu mężowi wszystkiego cudownego :)
-
Mam taki temat i nie wiem gdzie wpisac a że dotyczy dzielenia się radością to napisze tutaj.
W ostatni weekend zrobilam kurs lomi lomi (info kilka postów nizej). Napisałam o tym mojej rodzince - rodzicom, rodzenstwu kilku ciociom - pisalam w kontekscie Hej- ciesze się! Spełniłam marzenie! Cieszcie się ze mną;-) I na tego maila odpisala tylko moja siostra. Reszta milczy.... I jakos mi z tym dziwnie. Co to moze byc? Ze się ludzie nie cieszą z mojej radości? Co ja takiego robię nie tak? Podpowiedzcie proszę.....
-
Mam taki temat i nie wiem gdzie wpisac a że dotyczy dzielenia się radością to napisze tutaj.
W ostatni weekend zrobilam kurs lomi lomi (info kilka postów nizej). Napisałam o tym mojej rodzince - rodzicom, rodzenstwu kilku ciociom - pisalam w kontekscie Hej- ciesze się! Spełniłam marzenie! Cieszcie się ze mną;-) I na tego maila odpisala tylko moja siostra. Reszta milczy.... I jakos mi z tym dziwnie. Co to moze byc? Ze się ludzie nie cieszą z mojej radości? Co ja takiego robię nie tak? Podpowiedzcie proszę.....
Czasem, to brak nawyku cieszenia się z innymi.
A czasem może być tak, że oni nie wiedzieli/nie byli świadomi/ nie zwracali uwagi na to, jak to dla ciebie ważne. Dla nich może to być nic takiego. Nawyk cieszenia się tylko z "dużych" rzeczy. Kto by się tam cieszył z jakiego kursu lomi limi ...
Tulia :) Teoretyzuje teraz tylko :)
-
Tulia
a może ciocie nie za bardzo wiedzą, co to jest lomi lomi ;) ? Albo są z pokolenia, że pomimo iż założyły sobie skrzynkę mailową, czyli zrobiły wszystko żeby być na bieżąco z najnowocześniejszymi technologiami, to niespecjalnie tam zaglądają, bo i po co... ;)))
-
Jola
Gratulacje i dużo szczęścia dla Was wszystkich! :)
-
Ja się w ogóle cieszę, że Ola tu zagląda :) i fajnie że zaczyna coś nowego.
-
Jola ja ci pogratuluje po porodzie. Bo z tymi płciami, to różnie wyjść może ;)
-
Tulia
a może ciocie nie za bardzo wiedzą, co to jest lomi lomi ;) ? Albo są z pokolenia, że pomimo iż założyły sobie skrzynkę mailową, czyli zrobiły wszystko żeby być na bieżąco z najnowocześniejszymi technologiami, to niespecjalnie tam zaglądają, bo i po co... ;)))
No chyba się skłaniam w tę stronę;-) Bo ja im w mailu napisałam co to za masaż i o co w nim chodzi i napsiałam tez ze to bylo moje marzenie.... Tłumaczę sobie, że pewnie nie zaglądają bo mają ciekawsze rzeczy do robienia przy tej pogodzie...
-
A tak w ogóle Dziewczyny to dziękuję za odpowiedź bo coś mi tu jakieś bycie "niewidoczną" wywala;-)
-
Tulia :)
Gratuluje zrobienia kursu masazu. Najwazniejsze ze Ty sie cieszysz ze swojego osiagniecia. Zycze Ci dalszych sukcesow w tej dziedzinie. :) Rodzina moze do konca nie rozumie co robisz a i moze w tej sytuacji nie pasujesz do wizerunku, jaki na temat Ciebie sobie stworzyli.
Mialem podobna sytuacje iles lat temu kiedy to zrobilem kursy masazu Shiatsu i Refleksologii. Nie zrobilo to wrazenia na mojej rodzinie i znajomych, wrecz czulem ze niektorzy sa lekko zaniepokojeni. Dowiedzialem sie wtedy sporo na temat siebie i swojej samooceny i relacji rodzinnych ktore sie odgrywaly.
-
Tulia
ja się cieszę razem z Tobą:-)
-
Ja się w ogóle cieszę, że Ola tu zagląda :) i fajnie że zaczyna coś nowego.
Grazyna, buziaki, dzieki wielkie za to :))
Hydzia, ciesze sie ze ruszylo, ze ekscytacja i ze Barcelona. Ja przyznam, ze rzuca mna chwilowo po scianach (jak juz dawno nie rzucalo hehe) od tych ekscytacji, ale wlasnie wypowiedzialam umowe o mieszkanie, co jednoczesnie uruchamia cala dalsza MACHINE ZMIAN :D
'jezu co ja robie' jest ostatnio moja mantra, natomiast gdzies tam pod skora nadal pewnosc, ze przygoda czeka za zakretem i trzeba mowic jej TAK :)
-
Iustitia, Jarku
Dziekuję Wam Kochani!
Ola
natomiast gdzies tam pod skora nadal pewnosc, ze przygoda czeka za zakretem i trzeba mowic jej TAK :)
Fajnie! i zdecydowanie TAK;-)
-
Kiedyś czytałam w imienniku, że Ole to damy skaczące ze spadochronem z samolotu i uwarzam że coś w tym jest, patrząc na Ole które znam/czytam:)
-
[...] Ole to damy skaczące ze spadochronem z samolotu [...]
Hahaha doskonala charakterystyka, bardzo sie u mnie zgadza, princeska w gumowcach lol
Ty Ola tez jestes szalona i z klasa :*
-
:)
-
Ola fajnie u ciebie, a te zmiany....mhmmm niezwykle urocze i piękne (widziałam fotki na FB :)).
-
Lol Kinga, zgadza sie, przyroda i krajobraz powalily mnie calkiem na kolana ;))
-
Tulia, czasem tak jest, że dla niektórych mniej ważne jest to co dla nas najważniejsze :).
Jarek też dobrze pisze o wizerunku w rodzinie. Rodzice/rodzina tworzą sobie przez całe życie jakiś wizerunek na nasz temat i potem niechętnie chcą go zmienić (bo np. kłóci się on z ich własnym systemem wartości). U mnie cała rodzina kilka lat temu naśmiewała się, że ja zajmuje się głupotami - rozwojem duchowym w szerokim aspekcie - w tym też masażami. A jak się dowiedzieli, że to również moja praca, to śmiali się jeszcze głośniej :)). Do czasu, gdy przez przypadek dowiedzieli się, ile ja zarabiam i dotarło do nich, że naprawdę jest mnóstwo ludzi, którzy cenią "te dziwne głupoty" :). Teraz podobno jestem numerem jeden do obgadania (ale już w pozytywnym aspekcie) na spotkaniach rodzinnych :).
-
Ola, przyroda i krajobraz o tak....ale ten przystojniak w długich, ciemnych włosach powalił mnie równie mocno na kolana :))))
-
[...] ale ten przystojniak w długich, ciemnych włosach powalił mnie równie mocno na kolana :))))
Lol wiem wiem, zartowalam sobie tylko z tymi krajobrazami :)
-
Ola, przystojniak i krajobrazy, że palce lizać :D
Ja już od 13 lat ostrze zęby na NZ i na razie nie wychodziło...ale kto wie ;) Mój zawód jest tam w puli "preferowanych" :D
A co do zmian - wg mnie praktycznie każda zmiana jest korzystna, nawet jeśli nie jest w taki sposób, w jaki od niej oczekujemy. Nawet jak nie jest wszystko na plus, to zawsze jest tez jakaś nauka czy uświadomienie. Myślę, ze u Ciebie jednak jest/będzie jak najbardziej na plus :-))
Odwaga popłaca, tak uważam - najgorszy jest zastój i zachowawczość :) Trzymam kciuki dodatkowo za Twoje zmiany! :)
-
Choć może tak piszę, bo sama mam dosyć zastoju i zachowawczości, jakie były moim udziałem przez parę lat ;)
-
Asiu dzieki :) kompletnie nie wiem co z tego wszystkiego u mnie wyniknie, tez troche potrwa zanim bede mogla na dobre / na dluzej wyjechac, ale mam jakos tak, ze na te chwile nie musze wszystkiego wiedziec ani miec wszystkich odpowiedzi. Jak czuje zeby dzialac to dzialam, liczy sie zgoda na proces. Strasznie duzo tu wyzwan bedzie, ale tez jaka ogromna okazja, zeby potrenowac totalna ufnosc. Moglabym siedziec na dupeczce tu w Szkocji gdzie mi mocno wygodnie I dobrze, ale mi sie chce pofruwac wolno, nawet jesli cena to zostawienie wszystkiego co znam (i mam) za soba. Nie chce miasta, cywilizacji, konsumpcji, chce zyc prosto, z natura, to we mnie od jakichs 3 lat bylo bardzo silne. Teraz czuje sie troche jak ten Glupiec w tarocie, co to rusza radosnie w nieznane z malym wezelkiem a psy szarpia jego spodnie :) zadnych gwarancji, zadnych pewnikow, totalne zaufanie. I zeby nie bylo, miszczem ufnosci to ja jeszcze nie jestem, wywala mi od czasu do czasu jak diabli, ale ide bo czuje, ze mam. Bo jak bede tu siedziec to nie bede tam, proste.
-
Ja bardzo lubię te kartę głupca :-)
Taki głupi-mądry Jaś :))
Jakoś zawsze bardzo dobrze mi się kojarzy! Zresztą kto zwyciężał w bajkach, jak nie głupi Jaś? :)
-
Ola... czy Ty jesteś Jasną istotą ze starego Cudu ;) ? Mój ulubiony serial pochodzi z Nowej Zelandii ;))) Gratuluję odważnej i imponującej zmiany! To brzmi jak wielka przygoda :) Niech Ci się tam szczęści! :)
-
tak tak, to ja jasna:) buziolki Kornelia, dobre zyczenia chowam na razie za pazuche bo nim sie tam znajde to jeszcze troche minie :)
-
Coraz bardziej mi się wszystko układa w życiu :) Zaczynam się powoli przyzwyczajać do tego, że wszystkie ważniejsze wydarzenia w moim życiu są po to, abym osiągnął coś korzystnego. Powstają całe złożone łańcuchy wydarzeń, które zbliżają mnie do osiągnięcia moich celów.
Wczoraj też miałem bardzo fajną sesję na koniec której przypomniałem sobie bardzo silną nienawiść do Boga po upadku, że nie spełnia mojej potrzeby powrotu mimo, że ja tego bardzo się domagałem. Jako że tej nienawiści nie mogłem przelewać na Boga, bo On jest ponad nią - przelałem ją w całości na siebie co mi bardzo psuło karmę przez wiele wcieleń powodując wiele złego w moich doświadczeniach.
Bardzo szybko sobie odpuściłem to, bo świadomie na teraz nie widzę najmniejszego powodu, aby się nienawidzić i poczułem się tak cudownie jak dawno się nie czułem. Tyle ciepła i miłości w stosunku do siebie... fajne to było i wciąż jest :)
-
Dzisiaj pierwsze kroki "za kółkiem"po polach ,ale byłam zestresowana, jednak jak już ruszyłam z miejsca to stres opadł zupełnie i radocha ,że taką wielką maszyną kieruje ...wow jakie to fajne ,dalej jestem nakręcona .Nie mogę się doczekać dalszych przejażdżek:)
-
eeee a jaki traktor, bom ciekawy? :-)
-
http://www.youtube.com/watch?v=FkCqzbjOM0M
-
Dzisiaj żona otrzymała w pracy od znajomych zaproszenie do wrocławskiego aquaparku, gdyż oni z niego nie zdążą skorzystać. Zaproszenie, oczywiście, było darmowe. :) Tak się z niego ucieszyliśmy i pojechaliśmy z żoną i synkiem na 2 godziny pluskania. Super sprawa.
Mieszkam blisko naszego aquaparku, aquapark ma już kilka lat, a nam jakoś nigdy nie było do niego po drodze. Za to dziś wypluskaliśmy się za wszystkie czasy - z synkiem zwiedziliśmy wszelkie atrakcje dla dzieci: zjeżdżalki, morskie fale, armatki wodne, leniwa rzeka, itp. Ja zaś skusiłem się na zjazdy zjeżdżalniami dla starszych - pędziłem w tych rurach w taką prędkością, że myślałem, że zaraz wyzionę ducha. Jest to zjazd około 100 m zakręconą rurą, ciasną, mega szybką, z niezłymi spadkami. Jak z niej wyskoczyłem, to aż nogi mi się trzęsły z wrażenia, a emocje były takie, że aż mi się ciepło zrobiło w klatce piersiowej. Zjechałem też rurą, gdzie jedzie się na pontonach - też niezła prędkość, a jak ponton obrócił się ze mną i jechałem tyłem ostro w dół, myślałem, że dostanę zawału :) A potem dżakuzi.
Fajna sprawa, woda tak relaksuje, że wydaje mi się, że byliśmy tam nie 2 godziny, ale 2 dni, i to nie we Wrocławiu, tylko gdzieś nad morzem. Fajny prezent dostaliśmy. Woda wyciągnęła ze mnie wszelkie stresy, a bawiłem się jak dziecko. Cieszę się, że uruchamiają się moje dolne czakry, zwłaszcza podstawa. :)
P.S. A tych rur do zjeżdżania to się bałem, jak do nich wchodziłem, to jak do ciasnych, ciemnych sztolni w kopalni - od razu wywaliło moje dawne pracowanie w kopalniach.
-
Kiedyś, jak pedziłem taką rurą, to nie miałem czasu się bać :)
A fajnie, ze taka okazja do Was przyszła.
-
Mario to ja już wiem gdzie mieszkasz:>
Ten park mam na celowniku od początku:p
Extra zabawa!
-
Tak czadowa sprawa .Myśmy jak byli na Krecie bylismy w Water city .Jest umieszczony wysoko w górach ,a w koło widac morze i inne atrakcje.Byliśmy od 10 do 18 ,ale nie chciało sie nam wychodzic stamtąd taka frajda ,i tez bawiliśmy się jak dzieci ,a atrakcji jest tam mnóstwo .Na zjeżdzalniach jeżdzi sie z mega szybką prędkoscią nic nie widac ,bo woda mocno chlapie i wiadomo tylko ,ze gdzieś się wyląduje ,czyli w basenie ,ale nie wiadomo kiedy ,albo ciemne zjeżdzalnie ,gdzie nic nie widac wiadomo ;)))
http://www.1000kilometrow.pl/?place=water-city-park-wodny-na-krecie-heraklion-grecja
https://www.google.com/search?q=watercity+analipsi&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a&um=1&ie=UTF-8&hl=pl&tbm=isch&source=og&sa=N&tab=wi&ei=Ki6AUZvDDIiNOOPMgdgB&biw=1366&bih=664&sei=LC6AUai5PIfEPfr3gIAK#um=1&client=firefox-a&rls=org.mozilla:pl%3Aofficial&hl=pl&tbm=isch&sa=1&q=watercity+kreta&oq=watercity+kreta&gs_l=img.3...2830.5626.0.5885.13.13.0.0.0.0.71.563.13.13.0...0.0...1c.1.11.img.wP_rbQNCMIc&bav=on.2,or.r_qf.&bvm=bv.45645796,d.ZWU&fp=866db664009d0533&biw=1366&bih=664&imgrc=KHBqWhKABhZXvM%3A%3BN2eZjIM88kPelM%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.watercity.gr%252Fpics%252Fb%252F32_13.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.watercity.gr%252Fen%252Fphotos.php%253Fcat_id%253D32%3B900%3B600
-
A był ktoś z Was w tropical Island pod Berlinem? http://www.tropical-islands.de/pl/
Ja znowu tutaj mam dość blisko, ale jakoś jeszcze nie było okazji, też podobno jest fajnie :))
-
Ja byłam ze znajomymi.
Ale może miałam pecha (np.: byliśmy za wcześnie w ciągu dnia, bo przyjechaliśmy rano), bo las tropikalny był suchy i zwiędnięty, no i nigdzie tak nie zmarzłam (na żadnym basenie), jak w Tropical Island. Za to złote rybki były fajne;)
-
Ja nie byłam, ale słyszałam, że słabe to Tropical Island, podobno przereklamowane. Tak opowiadały osoby, które były. Zdjęcia też oglądałam i wydawało mi się, że faktycznie nic ciekawego.
-
Głaskałam dziś konika:)) Tulił się! Ale pani w stajni powiedziała żeby wyjąć rękę bo gryzą. Chyba ją;)
Mieszkam obok dużej stadniny i coś czuję że nie bez powodu;)
-
konika!!! :))) cudnie!
a są tam kucyki ?:)))
-
Konie to moje największe niespełnione marzenie.
-
Był kucyk, niesamowity, dziewczynka na nim trenowała a on jak osioł:D ona w lewo a on w prawo,ona do przodu a on do tyłu itd, dziewczynka wychodziła z siebie a my w sumie mielismy ubaw bo komicznie to wyglądało, do tego kucyk miał oczy w różnych kolorach i był łaciaty:D
Inga, dzis sie dowiedziałam że to też moje marzenie, ale podobnie jak z psami w mieszkaniach: trochę mi przykro patrzeć że nie są bardziej swobodne. No ale to tak jest, zwierzeta często podlegają ludziom, tak to od zawsze się układa.
-
ojej ojej ojej , kucyk! :D to musiało być cudowne, kocham kucyki !!! :D
-
Olga
Z tymi psami w mieszkaniach to jest roznie-moj pies mieszka w moim domu rodzinnym,na wsi ,moze wychodzic kiedy chce na dwor,ma super okolice do biegania bo wszedzie sa pola i laki-a co robi?Wychodzi na dwor tylko wtedy kiedy ktos z domownikow jest na zewnatrz chociaz ma swobode i wolny wybor :)
-
Semira, a to to świetny układ:) i taki pies ma zaspokojony swoje potrzeby:)
Ale w mieszkaniach po za jorkami i malutkimi pieskami, inne chyba się męczą
-
Asia rozbawił mnie twój wpis :) w takim razie muszę pamiętać, ze jak będę jechała w tropiki, by się ciepło ubrać :))
-
Mario to ja już wiem gdzie mieszkasz:>
Ten park mam na celowniku od początku:p
Ola, coś od początku czułem, że mówimy o... różnych parkach we Wrocławiu. :) A teraz się upewniłem, że skoro mówisz o autobusie 113 i okolicy Aquaparku, to pewnie mówisz o parkach, ciagnących się od Aquaparku do Szpitala Wojskowego. Park Południowy, o którym pisałaś, jest w nieco innej okolicy (kilka km dalej). :)
Jakbyś błądziła we Wro, to pytaj - zawsze pomogę. ;)
P.S. Na marginesie - cały park od Aquaparku do Szpitala Wojskowego to teren niemieckiego, przedwojennego cmentarza, który został zlikwidowany przez Polaków w latach 60-70. ubiegłego wieku i przekształcony w parki. :) Dlatego czasem tu taka trupia atmosferka. :)
-
Nie nie, ja nie mieszkam obok Aqua:) [ale fajnie by było bo uwielbiam saunę]
Mieszkam 20 min autobusem dalej, przy wyścigach konnych.
-
Olga, czyli nawet ja wiem, gdzie mieszkasz
:D
-
Poczułam się na tyle silna psychicznie że uznałam że dam radę wymalować swój pokój, który był nie malowany od 10 lat. Miałam pewne lęki i trudnośći ale udało się.
Ponieważ pokój znajduje się po wschodniej stronie więc wybrałam niemodny kolor niebieski, a dotychczas był zielony. Rozpoczęłam malowanie i pomyślałam że nie wytrzymam z taką dużą ilością zimnego niebieskiego koloru, bo będzie na mnie działał depresyjnie. I wpadłam na pomysł aby pomalować na kremowo okolice okna, narożniki i sufit i pas pod sufitem. Do tego mam jasne meble.
Zmiana jest tak radykalna. Pokój zrobił się śliczny i bardzo jest w nim przyjemnie. Jeszcze przemaluję na kremowo niektóre drobiazgi i całość będzie pełna harmonii. Taka miła niespodzianka.
A ja to wiążę ze zmianą we mnie jaka ostatnio zachodzi. Kojarzę to ze zmianą swojej psychiki na taką ładną i przyjemną i mam nadzieję że tak się stanie
-
To swietnie, gratuluje :) Niebieski i zielony to moje ulubione kolory
-
Inga, pokój pewnie super wygląda :) Niebieski i kremowy to bardzo ładne zestawienie :)
-
Uwielbiam przekonywać się jak to jest kochać coraz bardziej i bardziej i bardziej i bardziej z każdym dniem i być kochanym coraz bardziej i bardziej i bardziej i bardziej... :)
Miałem ostatnio cudowne, pierwsze od wieeeeelu lat wakacje i choć krótkie bo trzydniowe, to były moje najlepsze wakacje w życiu. Zwiedziłem sobie porządnie z ukochaną jej rodzinny Toruń, poznałem przy okazji dwójkę cudownych forumowiczów (pozdrowienia dla Jasia i Sebastiana :P), najadłem się najlepszych lodów na świecie, przespacerowałem za wszystkie czasy, tańczyłem z ukochaną na środku starego rynku ku uciesze gapiów (nawet nam zdjęcia robili :D), uciekałem w nocy, w lesie przed wilkołakami, (które prawdopodobnie były sarnami), bawiłem się po raz pierwszy w życiu z przesłodkimi szczurkami, nauczyłem się nurkować na basenie i ogólnie spędziłem cudowne chwile z kimś kogo kocham ponad wszystko.
Po za tym coś mi poważnie odpuszcza ostatnio w kwestiach rodziców, a szczególnie ojca, a nawet ja sam się pozbywam mocno niefajnych części mojej osobowości. Zmienia mi się stosunek do pracy i wyprowadzki na dużo luźniejszy, przestaję robić z tego jakieś nie wiadomo co, a po prostu zwyczajny etap w moim życiu. Dociera do mnie, że nie muszę zaczynać od znalezienia pracy na lata, która zagwarantuje mi bezpieczeństwo i komfort psychiczny, ale że mogę nawet skakać po różnych pracach i nie ma w tym nic strasznego.
Ogólnie jest cudnie :)
-
Ogólnie jest cudnie :)
;-)))))))))))))))))))))) i tak trzymać!!!!
-
Swietny post. Ja tez tak chce :)
-
Inga, super. :)
-
Ostatnio nie mam zbyt wielu sukcesów w pracy nad sobą więc pochwalę się tym co mi się udało.
Od kilku dni bolała mnie noga w kostce a ból a dnia na dzień był coraz silniejszy.
W końcu postanowiłam poszukać przyczyny w trakcie oddychania.
I przypomniałam sobie że w dzieciństwie miałam bardzo dużo urazów stóp w tym poważne sprawy. Dużo się z tego powodu wycierpiałam. I zobaczyłam że działo się tak dlatego że byłam niekochana a swój ból z tego powodu wyrażałam tymi urazami. To uśwaidomienie mi pomogło.
Gdy wstałam od odyychania kostka mnie bolała mniej a teraz już ból ustąpił całkiem.
Cieszę się że tak łatwo mi poszło. Prosta przyczyna i szybkie wyleczenie. Z kolanami na które choruję od wielu lat jest gorzej. Odnalazłam już wiele przyczyn i dalej nie ma zmian.
-
Kolana to złość, agresja, nieugiętość. KIedyś też miałem bóle w kolanach, teraz mi przeszły, jedynie w górach kolana się odezwą.
-
U mnie to od tego chodzenie przed rodzicami na kolanach. Stąd wzieła mi się ta złość agresja i nieugiętość.
Ja mam zwyrodnienie i zanik chrząstki.
-
Postanowilam zyc minimalistycznie i dzis zaczelam pozbywac sie nadmiaru rzeczy. Na pierwszy ogien poszlo to z czym najtrudniej mi sie rozstac, ksiazki. Czesc udalo mi sie sprzedac, reszta posortowana na kategorie: oddac do charity shop, rozdac znajomym, zostawic sobie. Moim celem jest odchudzenie tego co posiadam do niezbednego minimum. Idealem byloby moc zmiescic wszystko co mam w max 3 walizkach, ale cos mi mowi, ze niepredko ten stan osiagne hehe
Myslalam, ze bedzie mi trudno zaczac, ale jestem bezlitosna i calkiem fajnie podekscytowana ta minimalizacja :) widac duzo rzeczy chce odpasc samo, pojawia sie przestrzen na NOWE, tyle ze raczej juz nie rzeczy :)
-
Ola
bardzo dlugo caly moj dobytek moglam spakowac do 1 walizki. Teraz sie troche namnozylo, bo juz sam laptop zajmuje sporo miejsca ale mysle ze w calosci w 2 bym sie spakowala /zwlaszcza te na kólkach :D/ U mnie to sie wiaze z tym, ze ja prowadze wedrowny tryb zycia-aktualnie miedzy 2 miastami-wiec zawsze gromadzenie rzeczy nie bylo priorytetem bo nigdy nie bylam u siebie
-
Och super, takich przykladow mi potrzeba :) mi sie troche nagromadzilo przez ostatnie 7 lat w Szkocji, nie jakis ogrom, ale chce od teraz leciutko, tak ze moge wkrotce zrobic fru, lekko i radosnie :) cos cudownego jest w tym uczuciu odchudzania rzeczy, nie mialam pojecia ze to tak fajne!
-
Ostatnio (jakies 2 tyg .temu) wracalam spacerkiem do domu,mialam sluchawki na uszach i sluchalam jakies fajnej muzy,zobaczylam ,ze wzdluz drogii ktora podazalam ,zbieraly sie tlumy ludzi,wiec pomyslalm,ze to pewnie jakis wyscig kolarzy,biegaczy czy cos tam jeszcze innego bo w moim miescie takie rzeczy sa bardzo popularne.
Szlam sobie zadowolona i szczesliwa i nagle pomimo,ze mialam sluchawki na uszach ,uslyszalam pisk ludzi ,ktorzy byli zebranii wzdluz drogi ,ktora szlam.Odwrocilam sie i ...zobaczylam smigajacego w czarnej limuzynie kolo mnie ,usmiechnietego Dalei Lame,ktory wrecz machal do mnie:))Przystanelam ,odmachalam i poszlam troche w szoku,w sumie to zastanawialam sie czy to nie sen..,ale to nie byl sen,na nastepny dzien wszystkie lokalne gazety pisaly o Jego wizycie w naszym miescie.
Pewnie jakies 3 lata temu,marzylabym aby zobaczyc Dalei Lame na zywca,a tu tak po prostu odwrocilam sie i zobaczylam Go w samochodzie machajacego do grupy osob kolo mnie,moze do mnie..:))Fajne sa takie niespodzianki:))
-
Hehe super Semira :) Dalaj Lama fajny gosc i ma chillout na maxa :) ja mialam okazje byc jego oficjalnym fotografem w czerwcu 2012 jak przyjechal do Edynburga, do teraz mi sie geba cieszy jak sobie przypomne jak mnie usciskal na koniec na scenie :) nawet dostalam screenshota z BBC https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/525012_10151138130888337_1731418217_n.jpg (https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/525012_10151138130888337_1731418217_n.jpg)
-
Ola ja tez mieszkam na Twojej wyspie- Teraz mieszkam w Cambridge:)Od razu jakis sentyment do Ciebie poczulam:)Wiesz tyle osob narzeka na Edynburg ,a ja mysle ,ze jest calkiem ok-chociaz nie wiem jak do mieszkania tam:)Suuuuuper ,ze bylas Jego fotografem!!:)
-
Ooo, sentyment, fajowo :D a wiesz ja mam takie fajne dwie znajome w Cambridge! Greczynki, siostry, duchowki, weganki :)
Edi jest super miejscem do zycia, ja nic a nic nie narzekam, pogoda tylko do szalu mnie zaczela doprowadzac, wiec jade za sloncem :)
-
Ola
az mi sie cieplo zrobilo po tym co napisalas!!!:)))
-
:*
a jak kiedys spotkasz tam u siebie siosty co maja na imie Vasiliki i Marina to sa te moje, kochane sa
-
:*
:)))
-
Hej dziewczyny:)
A jak doszło do tego, ze zamieszkałyście na wyspach?
Ja byłam 2 lata w Londynie, zakochana wyjechałam za chłopakiem;) Nie byliśmy długo razem. Chyba musiałam wyjechac by poznać ukochaną wtedy Basię- przyjaciółka od serca to za malo powiedziane, chyba karma sióstr jednojajowych;) Chwile z nią, w Londynie, były piękne:))
Iustitia mam podobnie jak ty, teraz to już żyję na 3 miasta, ale wchodzę w okres gdzie mi juz to zaczyna przeszkadzać.Zaczyna być to fizycznie męczące.
Nie mam duzo rzeczy, nie zbieram pamiatek, pamietników, nic co odnosi sie do przeszłości, to co najwazniejsze pakuję do jednego plecaka..:) Ale pojawiają sie nowe rzeczy czasem. Np pacynka sowa się pojawiła:D[ No chyba ze liczyć wyposarzenie kuchni itd, to troche by było]
Ola dla mnie tez za mało słonca by było, nie lubie upałów ale lubię jak jest ciepło i słonecznie, dla mnie temperatura np 20- 22 stopni plus słońce jest ideałem. Olu, samych zyczliwych sytuacji na nowej drodze:)
-
Olus ja wyjechałam bo mi się takie wtedy miejsce na luz w życiu zrobiło, sprawy się pokonczyly a ze mój ówczesny partner bardzo chciał to pojechałam za nim. Mnie życie poza Pl bardzo zmieniło, nerwice wykosilam, mogłam spokojnie sobie uzdrawiac od wewnątrz bez presji z zewnątrz bo tu taki czilaut wszyscy maja ze hej i życie spokojne, bez walenia po splocie na kazdym kroku.
Teraz nowy partner to smigam dalej, znów poczucie ze tu się lekcje wyczerpały, od 3 lat silna tęsknota za natura i prostota, więc zamieniam szpilki na gumowce, prace w researchu na kopanie w ogródku i jest gites.
-
^^
Bardzo cenię sobie takie życie Olu
To o czym piszesz, o splocie, to prawda, fajnie dostrajać się do góry, niż do dołu, jak to w Polsce często bywa:)
-
Ola
To są naprawdę fajne zmiany! Wielu ludzi o tym marzy, a Ty realizujesz ;) Podoba mi się idea posiadania tylko tego, co naprawdę potrzebne. Oczywiście dla każdego to coś innego oznacza, ale czasem lepiej odjąć niż dodać :)
Olga
Pacynki sowy super są ;) Jakiś czas temu kupiłam taką dla bratanicy :)
-
Hej Kornelia :) tak, realizuje, bo zdalam sobie sprawe, ze nic nie jest tak wazne w zyciu jak sluchanie siebie bez leku i podazanie za tym glosem :) to jest bardzo fajne miejsce, z ktorego teraz postrzegam, doswiadczam. ile radosci! sciskam
-
Ola :)) ja tylko się ciesze razem z Tobą :)) to super inspirujące jest, patrzeć jak się u Ciebie sytuacja rozwija :)
No i powoli chyba sama zaczynam dorastać do ponownego odgruzowania mieszkania;) ... choć na pewno nie tak drastycznego, jak opisujesz np.: na fb. bo jako zatwardziały chomik uważam, ze mam prawo mieć to,c o lubię w domu i nikomu (i zadnym minimalistom) nic do tego :D
-
I ja tez podzielę się radością - od przedwczoraj jestem pierwszy raz od wielu lat na plusie na koncie, pozbyłam się 90% złych zadłużeń, które męczyły mnie od lat.
Hip hip hura :))) Oby tak dalej, czyli na plus :)
-
Hydro
Jupi! :))) I po prostu wiedziałam, że jako zatwardziały chomik się odezwiesz ;P Uspokajam, że jako sympatyk minimalizmu nie prowadzę krucjaty i ograniczam się do swojego terytorium, Twoje bibeloty są bezpieczne :D Możesz dodać teraz i zawsze jak Cię to dodatkowo uspokoi ;P ;))))
-
Asiu :) Gratuluję :D
-
Kornelia - hahaha :))
No wiem, wiem, to tez tak trochę żartem było :))
-
Asia super z wyjsciem na plus, to tez taka fajna lekkosc! a co do chomikowania to ja tez lubilam miec rzeczy, malo co wyrzucalam, raczej jak juz to oddawalam przyjaciolom jak czulam ze z czegos skorzystaja, ale teraz zmiana, kolejna, ja juz sie nawet nie dziwie. i lekko mi to idzie, jakby rzeczy dojrzaly we mnie ot tak i chca sobie pojsc. jak chca to nie trzymam :)
-
Asia
:)
-
:))) dzięki wszystkim!
Olu - o tak, duża ulga i duża lekkość się pojawiła :-) A i zaufanie, ufność wzrosły. I to jest piękne!
Cieszę się tez bardzo, ze w końcu, po latach, udało mi się znaleźć właściwe soczewki kontaktowe dla siebie - w których oczy czują się komfortowo, nawet jak pracuję na komputerze :) To naprawdę jest super uczucie, czuć się tak, jakby się normalnie widziało :) (zero okularów, zero poczucia ciała obcego w oku;)
-
o, a jakie te soczewki? Ja niedawno tez odkrylam rewelacyjne, jestem przeszczesliwa :)
-
Olu, te jednodniowe (http://www.twojesoczewki.com/724-daily-hd-30-soczewek.html)(bo na początek wolałam się przyzwyczajać jednodniowymi);
I myślę, ze zakupię później te miesięczne (http://www.twojesoczewki.com/280-soczewki-kontaktowe-oxygen-ultra-hd-aqua-soczewki-miesieczne-3-soczewki.html), skoro tej firmy soczewki i z tym składem tak bardzo mi podchodzą (ale tych miesięcznych jeszcze nie przetestowałam)
A jakie Ty znalazłaś? :)
-
ja odkrylam Bausch and Lomb Purevision continuous wear, miesiac mozna nie sciagac, bo sa z innych materialow; ogolnie mega wygodne, zadne jednodniowki mnie tak nie zachwycily, w ogole nie czuje ze je mam na sobie, totalna bajka :) takie: http://www.visiondirect.co.uk/bausch-lomb/purevision (http://www.visiondirect.co.uk/bausch-lomb/purevision)
a wczesniej przygody mialam rozne, wlacznie z galwanizacja soczewki do oka pod koniec dnia hehe
-
mala rzecz a cieszy :))
-
Ja od zawsze używałem http://www.soczewki.kontaktowe.com/Soczewki_Soflens_59_6_szt-123.html.
Ale te od Ciebie Olu, brzmią na prawdę zachęcająco i chyba się skuszę spróbować, bo akurat jestem na kupnie :D
Dziękuję :)
Olu, i trzymasz je na oku bez ściągania?
:)
-
Ola, brzmi to ciekawie - ale chyba jeszcze nie dla mnie. Miesiąc bez ściągania... to chyba nie na moje super wrażliwe oczy. Ale jak przeżyje klasycznie noszone soczewki miesięczne, to możliwe, ze się w końcu skusze, bo brzmi to bardzo fajnie i wygodnie :))
Ciesze się jednak, ze Tobie pasują w pełni :)
-
Asiu wlasnie to jest cala heca z nimi, ze sa wygodniejsze niz wszelkie inne soczewki jakie kiedykolwiek uzywalam - sama jak mi je polecono bylam na nie, bo mi sie wydawalo, ze skoro moje oczy nie lubia kontaktow juz po 5-6 godzinach to nie dadza rady przez noc z jakby nie bylo cialem obcym. Te do przedluzonego noszenia sa zrobione z bardzo przepuszczalnych materialow, nie wysuszaja sie w ogole, wrecz nawilzaja oko. Ja cie nie namawiam wcale skoro znalazlas cos co ci pasuje, tylko wskazuje na opcje, ktora dla mnie kiedys tez byla nie do pomyslenia :) zdecydowalam sie sprobowac, bo polecila mi je osoba ktora bardzo bardzo dba o swoje fizyczne cialo, pod katem duchowym takze, i chcialam tez sobie ulatwic zycie w podrozy, i teraz juz wiem, ze innych nie zaloze. Przy okazji dodam, ze mozna je traktowac jak normalne soczewki, czyli zdejmowac na noc i trzymac w plynie, ale w ogole nie ma takiej potrzeby.
-
Olu, i trzymasz je na oku bez ściągania?
Lucky, pierwszy miesiac fisiowalam troche i zdejmowalam tak z raz na tydzien na 1 noc - bylo to bardziej z glowy niz z realnej potrzeby. Od drugiego miesiaca nie zdejmowalam az do zmiany na nowe. Dla mnie to objawienie :)
-
hehe pierwsze co o nich pomyślałem, to że po tygodniu pewnie też bym ściągnął na jedną noc. Tak w razie w :D
Cieszę się, że trafiły do Ciebie takie fajne soczewki. I cieszę się, że też trafią do mnie :)
Dziękuję :)
-
Olu, zaintrygowałaś mnie jeszcze bardziej :)
Powiem tak, jak przetestuje te soczewki miesięczne, co sobie wcześniej zaplanowałam i się na nie napaliłam, to potem nabędę te Bausche - a nuż-widelec;) tez mi tak podpasują i będę jeszcze bardziej happy :)
-
Wczoraj moja połówka "przy okazji" pokazała mi tekst ze "Związków miłości" do pracy z wewnętrznym dzieckiem i już po pierwszym przeczytaniu poczułem jak wspaniale odbudowuje kontakt z małym mną. Dziękuję :*
-
Hydrozagadka
tez sie ciesze i gratuluje
-
eeee a jaki traktor, bom ciekawy? :-)
Muszę Cię niestety rozczarować ,i rozwiać te fantastyczne socrealistyczne wizje orzącej traktorzystki :)))
Ta wielka maszyna to tylko dość duży ale jednak osobowy samochód mojego faceta.
Jeździmy po polach żeby było daleko od drzew ,budynków i użytkowników dróg ;P To po to ,żeby nie było traumy na pierwszej jeździe na kursie na prawko:)
-
haha, kobiety na traktory ;)
-
Muszę Cię niestety rozczarować ,i rozwiać te fantastyczne socrealistyczne wizje orzącej traktorzystki :)))
Ta wielka maszyna to tylko dość duży ale jednak osobowy samochód mojego faceta.
Jeździmy po polach żeby było daleko od drzew ,budynków i użytkowników dróg ;P To po to ,żeby nie było traumy na pierwszej jeździe na kursie na prawko:)
haha :-)
powinno ci pomóc, ja przed prawkiem jeżdziłem sporo traktorem i dzięki pewnym nawykom miałem łatwiej, chociaż gaz i hamulec były zamienione w C330 miejscami i trzeba sie było oduczyć
-
Haha, ja też myślałam że o traktor chodzi. Sama też miałam okazję pojeździć, choć żeby wcisnąć sprzęgło to musiałam stawać na nim, dawno to było:)
-
Praca nad swoim dzieciństwem i wewnętrzym dzieckiem. Tego mi było korwa trzeba !
Yupi :) robie dobrą mine do złej gry
-
Doktorek, weź w obroty książkę Związki Miłości i na stronie 111 jest piekny dekret. A jak nie masz to daj znać wyślę ci zdjęcia stronic ksiązki bo akurat mam je w skrzynce:)
-
Oluś, ja też poproszę :)))
-
Dobra już wysyłam:)
Doktorek tobie też wyślę
-
Zdalam sobie niedawno sprawe z tego, ze mam ten stan co Leszek kiedys jako afirmacje dawal, ze po radosci nastepuje jeszcze wieksza radosc itd itp. Ps jeszcze budzi sie czasem lagodnie zdziwiona, ze ale jak to, to tak sie da, ale pokazuje jej, ze co sie ma nie dac :)
-
Patrzenie i widzenie z miłością jest największą przyjemnością:)
Odczucie patrzenia bezwarunkowo było od dłuższego czasu, co jest wielką radością, a wczoraj ułożyło się w mantrę, jak wyżej, do wyśpiewania:D
Podkład przyjdzie.
-
Wczoraj po sesji poczułem po raz pierwszy obecność opiekunów duchowych. Oświeconych istot które inspirują i wspierają. Niesamowite uczucie, takie przełamanie przekonania że muszę być najsilniejszy, odrzucać wsparcie bo postanowiłem że nigdy nie będę słaby, nie okażę słabości. To była moja bardzo pierwotna intencja, jedna z podstaw mojego ego i niesamowite jest czuć coś innego, alternatywę pełną miłości. ;D
-
Jasiu
Cieszę się:) Też chcę:D
-
Jasiu
Fajnie :)
-
Jasiu - wspaniale! Gratuluję przełomu;-)
-
Jasiu piękne doznanie i piękna inspiracja :) pięknie to też zinterpretowałeś ;)
-
Fajnie Jasiu :)
-
Ale mi pouzdrawiało się/podoczyszczało się fajnie po tych weekendowych warsztatach :) A i pojawiło się sporo radości, lekkości, poczucia, ze wszystko będzie dobrze i jestem w dobrym miejscu. Po prostu ŁAŁ :) - bo nie tak dawno jeszcze sądziłam, że wiele wody upłynie w Wiśle, zanim coś takiego stwierdzę i poczuję ;)
Bardzo fajne medytacje były i sporo ciekawych uświadomień, może nie zawsze bezpośrednio związanych z tematem ("Samoocena"), ale pośrednio jak najbardziej haczących, jak związki czy "połówki", w tym miłość i harmonia.
Dziękuję Bogu, dziękuję sobie, dziękuję wszystkim bliskim mi osobom/istotom - a i oczywiście duże podziękowania dla Leszka. :)
A i bardzo miło i radośnie było spotkac się ze znajomymi, jak i poznać nowe osoby :-)
-
hydrozagadka,
Twoja radosc czuc na odleglosc :)))
-
Jarku :)) bo kurcze, cieszy mnie też to, ze nawet wizyta u rodziców niczego w tej radości nie zepsuła - ba! nawet udało mi się przez samą bytność i spokój sprawić, ze i rodzice, zamiast sie kłócić jak zwykle, wyluzowali i zrobili się radośniejsi i milsi wobec siebie.
I zero przejmowania ich energii pretensji, wkrecania się w ich wkrętki - super sprawa, szczególnie kiedy sami zaczęli wyluzowywać wtedy :)
-
Asiu :)
Super i chyba wezme z Ciebie przyklad bo bede we wrzesniu w Polsce i juz mysle jak to zrobic by nie dac sie nabrac mojej matce na jej ulubione tematy nt. jej chorob i cierpienia.
-
Jarku - myslę, ze to może być korzystne i dla Ciebie, i dla niej (choć pewnie nie od razu to odczuje), kiedy nie będziesz się wkrecał w jej ulubione tematy :)
-
[...] nawet udało mi się przez samą bytność i spokój sprawić, ze i rodzice, zamiast sie kłócić jak zwykle, wyluzowali i zrobili się radośniejsi i milsi wobec siebie.
dobra robota Asiu :) to sa takie fajne male cuda. ja od dawna zauwazam, ze ludzie (w tym rodzina) przy mnie lagodnieja, osiagaja jakas lekkosc, czuja szczescie, nadzieje. to sa realne korzysci, pieknie je obserwowac. rodzinne presje sie wypalily, juz od kilku lat mam poukladane, to jest wielka ulga moc traktowac rodzine jak przyjaciol i nie spodziewac sie ataku z najmniej oczekiwanej strony. a kiedys bylo fatalnie, wlacznie z przemoca fizyczna i psychiczna, nerwowkami na codzien. w moim przypadku jednak wiele pomogla odleglosc, bo moglam sie uzdrowic w komfortowych warunkach. teraz moge spedzac z rodzina duzo czasu, np 3 tyg codziennie razem, i jest czysto i milo, wszyscy dzialamy z calkiem innego poziomu.
-
Ola :) dzięki za inspirację rodzinną :)
Życzę moim rodzicom, by tez potrafili się otworzyć i skorzystać jak najbardziej i jak najtrwalej z procesu uzdrowienia, jaki zaszedł i zachodzi dalej we mnie :)
-
Najfajniejsze jest, ze im wiecej w nas samych prawdy i uzdrowienia tym wszystkie relacje robią się łatwiejsze. Oczywista oczywistość, ale warto sobie od czasu do czasu przypomnieć, ze nawet najgorsza wywałka się kiedyś kończy :) i wtedy można odetchnąć. I zatańczyć :)
-
warto sobie od czasu do czasu przypomnieć, ze nawet najgorsza wywałka się kiedyś kończy :) i wtedy można odetchnąć. I zatańczyć :)
oj prawda to.... ja zawsze powtarzam że po burzy zawsze świeci słońce i jakie wtedy czyste i przejrzyste powietrze :)
-
Witam
Jestem zadowolony z obecnego obrotu sytuacji w moim życiu.
Najlepsze jest to że praktycznie nic teraz nie robie w sensie pracy nad sobą a ide do przodu szybciej niż zwykle.
Kiedyś się załamywałem, bo byłem pewny że musze napisać afirmacje, zrobić dzienną normę. Męczyło mnie to jeszcze bardziej.
Zabraniałem sobie alkocholu, papieroska i co z tego miałem ? Nic
Doszedłem do wniosku że niema sensu sobie odmawiać czegoś co na aktualnym poziomie rozwoju nie szkodzi.
DLatego popijam sobie teraz od czasu piwo i czuje się z tym dobrze. Zapale sobie raz na jakiś czas i jest ok.
Jak poczuje że mi to szkodzi w rozwoju to wtedy przestane. To jest zdrowe podejście.
Po przedostatnim zabiegu u Olgi poczułem wyraźną zmianę i spokój w domu gdzie do tej pory żyłem jak na szpilkach. Teraz tylko w konkretnych sytuacjach czuje niepokój. Zrobiło się znośnie.
Również sam pozwoliłem sobie na odczucie tłumionych do tej pory emocji. Pozwoliłem sobie poczuć się nieudacznikiem, mięczakiem i cipą a efekty zaskoczyły mnie. Zamiast jeszcze bardziej ocipieć odziwo nabrałem pewności siebie. Napinacze mają ciężkie życie.
Również zacząłem robić to czego się bałem. Przestałem kisić się w domu. COdziennie jestem na mieście, z kimś gadam ,załatwiam sprawy które rok temu przyprawiały mnie o biegunkę :p
Również wielkę Dzięki dla mojego WJ za to że mnie prowadzi najlepszą drogą pomimo że często lekceważe jego wskazówki.
Odświeżyłęm również kontakt ze znajomym którego unikałem od ponad roku bo mnie od niego odrzucało. Ciągle pił, włączał muzyke na cały regulator jak gdzieś szliśmy której nielubiałem.
Teraz przestał pić już od pół roku. Muzyke nadal włącza ale taką która mi się podoba :) no i ogólnie wynormalniał.
Dzięki niemu wszedłem w bardziej towarzyskie klimaty, wyszedłem między ludzi, zaczynam się oswajać bo do tej pory to tylko chodziłem na domówki do dobrze znanych kolegów gdzie czułem się w miare pewnie albo siedziałem w domu i marzyłem.
Także u mnie wszystko na dobrym torze.
Bardzo ważna jest modlitwa szczera z serca. Ja nieumiem się modlić ale czasem czuje impuls i idą akty strzeliste.
Najgorsze przedemną ale ciesze się że wreszcie sie z tym zmierze.
Pozdro !
-
Fajnie - cieszę się, że się układa :)
-
A Clint. Dziś myślałem że Cie widze z dziewczyną :)
Siedziałem z kumplem pod netto i nagle szedł taki chłopak jak ty. Identyczny normalnie, ale ta dziewczyna była niska wiec to niemogłeś być ty :)
-
No ja się z domu dzisiaj nie ruszałem, więc to nie mogłem być ja :D Ale takich podobnych gości do mnie to trochę jest :D
-
Doktor X.
Bardzo duże zmiany :)
A pomyśleć że mógłbyś dalej za pomocą afirmacji próbować zmieniać swoje przekonania.
A tu wystarczyły węzły, akceptacja siebie i TU i taka poprawa.
-
Tak tylko troche się obawiam żeby tego nie stracić, żeby to niewygasło.
Dlatego musze wrzucić na dwójke, i jechać dalej chociaż chwilowo mi się niechce.
Czytałem wątek o stresie pourazowym. Gratuluje :) Fajnie że jest postęp.
-
Udalo mi sie zorganizowac kongres dla 200 lekarzy, wszystko poszlo jak z platka, a moj szef przeszedl siebie wreczajac mi przy nich wszystkich najwiekszy bukiet kwiatow jaki w zyciu widzialam. Candydoza mi skoczyla od tej slodyczy :) ale to milo byc docenionym tam gdzie sie wlozylo sporo serca
-
bajerancko Ola :)
fajny ten bukiet i na pewno bardzo miłe uczucie dostać taki :)
-
Ola
Superancko to mało powiedziane :-)...
-
Olu - to ja też gratuluję! I świetniście, że się tak fajnie czujesz z tym byciem docenianą - nie wszyscy tak potrafią;-)
A sie rozpedzilam a nie na swoim profilu jestem... Tulia sie klania z wakacyjnych wyjazdow i dlatego nie ze swojego konta;-)
-
Dzieki dziewczyny :) Tulia, fajnie ze wspomnialas o tym czuciu sie ok wobec bycia doceniana, jeszcze jedna rzecz wiecej, zeby sie cieszyc :) milych wakacji :)
-
Ola gratuluje:)
-
Hehe to jeszcze dodam, ze dawno nie slyszalam tylu komplementow na raz ile dzisiaj, w tematach zawodowych, charakterowych i wyglądowych, do teraz dostaje smsy z gratulacjami jakbym nie wiem co zrobiła, a na dodatek dzis bylo lato i do domu mnie zawieziono kabrioletem Mini Morris, szal ciał, włos na wietrze i pelna rozpusta :)
-
Ola
czemu mnie to nie dziwi? :)))
-
Ola !
Mini Morris - kabrio, szał ciał, włos na wietrze i pełna rozpusta :))
No, nareszcie !!! :)))
Teraz mogę w 100 % powiedzieć congrats ! I tak trzymać , bejbi :))
Stanowisz wzór ! :)))
Ach wspomnienia :)))
Kiedyś . . .
Onegdaj . . . :)))
-
Iustitia, no czemu? bo w zasadzie to chyba nie wiem :))*
Marylka, tak szczerze to mnie bardziej ten wlos rozwiany bawil niz fajna furka, chyba jazda furmanka z pierdzacym koniem bylaby nawet fajniejsza, ale to sie nie zdarza czesto w Szkocji zeby AZ TAKIE lato bylo, mysle ze cale 20C lol :))
-
Ociekam szczęściem i miłościami :)
Jestem tak bardzo szczęśliwy, że nie ma takiej siły, która by mi mogła to zaburzyć. Matka mnie bombarduje ostatnio dopieprzaniem się do absolutnie wszystkiego co robię czy czego nie robię, a mimo to wciąż nie jest w stanie mi zepsuć humoru. Nie jestem nawet w stanie martwić się przyszłością, tym że na dniach mam się dowiedzieć czy dostanę pracę na której mi zależy teraz i jak to tam będzie z wyprowadzką.
Związek mi ostatnio rozkwita tak bardzo, że wszystkie częściuszki mego ciała przepełniają miłości, radości i entuzjazm do życia :) Za dwa tygodnie stuknie pół roku jak jestem w tym związku, a ta cała miłość, wzajemna fascynacja, czułość, uwielbienie i inne cudowności nieustannie, nieprzerwanie rosną i rosną. Niezależnie od ilości obowiązków i braku czasu, nie było przez te pół roku nawet jednego dnia, żebyśmy choć trochę nie rozmawiali ze sobą - a z reguły to robimy całymi godzinami. Gdy się spotykamy, to się odlepić od siebie nie możemy i to coraz bardziej, im dłużej ze sobą jesteśmy. Wszystko co cudowne w tym związku - z czasem wzrasta na sile i głębi.
Dlatego chciałbym oficjalnie wyśmiać twierdzenie o tym, jako że niby po 3 miesiącach czy coś w ten deseń pojawić by się miało ochłonięcie, opadnięcie emocji i co za tym idzie - entuzjazmu.
Haha!
Emocje opadły, to prawda, ale entuzjazm cały czas rośnie. Jest coraz więcej miłości, ciepła, szczęścia, spełnienia i wszystkiego, wszystkiego co cudowniste. Ja od samego początku jestem tak bardzo szczęśliwy, a ten związek cały czas się rozwija i ewoluuje, dostarczając coraz więcej szczęścia i miłości. To jest niesamowite, że to nie chce przestać, po prostu się dzieje i wprowadza w osłupienie wciąż i wciąż na nowo, osiągając coraz to bardziej niesamowite doznania. To już dawno zniszczyło mój światopogląd wcześniejszy i możliwości ogarnięcia tego umysłem. Bo to co się dzieje, jest nie do opisania. Tego nie oddadzą żadne słowa. Moje życie, ja sam - wszystko jest zupełnie inne, dużo, duuuużo lepsze. W ogóle porównania nie ma.
Jestem niezwykle wdzięczny za ten cudowny dar, który jest najlepszą rzeczą jaka mnie spotkała od samego początku całego mojego istnienia. :)
-
Clint
super sie to czyta :)
-
Ja sie podzielę, że od niedawna równieź jestem z kimś związana i bardzo szczęśliwa :)
-
Indra :) super :)
-
Indra
Powodzenia :)
-
Indra
Super :)
-
Dziękuję :)))
-
Indra
gratulacje+najlepszości dla Was :*
-
Indra, jak pięknie ! :)))
Gratuluję serdecznie !
-
Indra, szczescia :*
PS: poka go :D
-
Dzięki dzięki Dziewczyny :)))
Ola, nie mam foty, ale jak mu zrobię to pewnie pokażę ; )
-
Indirka już gratulowałam, ale co tam! Kochana, niech Wam się darzy z każda chwilą coraz fajniej :)
-
Indra, wiesz, ze sprowokowałaś babską ciekawość, nie ? ;)
A powiedz, wyglada tak trochę jak ja to nazywam , jak "SS- Luftwaffe" ? :)))
W sensie, że przystojny, postawny blondyn, który ma taką specyficzną postawę ??? ;)))
-
Marylka, widze, ze chłopów to bysmy sobie nie podkradały ;)
Przystojny blondyn to dla mnie oksymoron :D - ale to penwie cały czas skojarzenia z czasu II wojny, a już to, ze napisałaś "SS-Luftwaffe" odrzuciło mnie całkowicie - bo dokładnie takie skojarzenia mam z niebieskookimi blondynami - zimny, okrutny, brrr. Czas to pewnie tez kiedyś uzdrowić ;)
-
hydrozagadka
A mi pś podpowiadała ostatnio przystojny typ mężczyzny dla mnie:D
Właśnie blond włosy, jasne, ciemne, bez większego znaczenia, i jasne oczy:)
Hihi , najlepszy taki, który jest do mnie podobny:P
To dość zabawne, bo kiedyś idealny wizualnie mężczyzna dla mnie to był właśnie, ciemnooki brunet i moje zupełne przeciwieństwo:P
Ja też byłam w Rzeszy, niemiło wspominam, wywaliły mi już niemiłe odczucia jak tylko kolega pokazal mi fotki z Berlina.
No i Niemiecki jak słysze, to mnie mierzi... choć w liceum nauka szybko mi szła...
Ehhh, na pewno nie mogłabym mieszkać w Niemczech.
Ale z Niemcami mam w tym wcieleniu pozytywne doświadczenia, masę rzeczy dostawałam po niemieckich dzieciach, bo kiedyś
jak byłam mała mój ojciec u takiej rodziny pracował, to wszystko nam dawali, całe worki, no i tata przywoził z Niemiec masę
rzeczy o których w Polsce wtedy można było pomarzyć.
A kiedy jak byłam na wycieczce w Niemieckim parku rozrywki, to widziałam, jak starsze małżeństwo dało moim 3m kolegom,
trochę kasy na zabawę. Nawet to było wtedy jak dla nas sporo. A wiedzieli, że to Polacy. Tak z życzliwości.
-
Zimny blondyn brrrrrrrr
Brunet z jasnymi oczami, to zupełnie inna gatka ;)
Indra i zimny blondyn, e jakoś mi nie to nie pasuje ;)
-
Haha jak bylam mala i wystrachana to lubilam eterycznych blekitnookich blondynow, zmienilo mi sie w kierunku pelnokrwistych silnych brunetow, takich z wlosem na lapie i udem jak pilkarz i zeby nie kwiczeli jak dziwica jak nog sobie nie zdarze ogolic. Typ garniturkowy pracownik biurowy odpada, typ metro w skinny jeans rowniez, najchetniej biore typ drwala z glebia w duszy i rekami do roboty :) jezu moj obecny partner to dla mnie totalnie ideal pod wzgledem fizycznosci, az mi sie czasem kwiczec chce z radosc, ze taki mi piekny :D
-
Ola,
a kwicz sobie dziewczyno, do woli, mi się też czasem zdarza, że pokwikuję sobie ze szczęścia, chociaż jeszcze nie mam tAAkich powodów jak Ty :))
-
No , to sie dyskusja rozkręca, jak wtedy z tym "rdzeniem"- było nie było, ukorzeniającym ;)
Olu, a co powiesz na takiego z włosem na łapie i . . . wait for it . . klacie ? !!!
Mocne nogi. I faktycznie nie było lamentu, jak sobie nóg nie zdepilowałam, wprost przeciwnie. Czułam się , co najmniej akceptowana cała, i tu i "tam" ;))
A co takiego, ze miał blond włosy, jasne oczy i postawę taką na lekko rozstawionych nogach ???
Lubie jak facet tak stoi. Wydaje mi się, ze jest ugruntowany, jest tu i teraz , na ziemi.
Bo w sumie jak miałby niby stać ? Ściskać nózie ? Jak jakaś cipencja ? ;))
Wywala wam ? :)))
-
Karina, no tak, kazdy ma swoje powody :) moje nie sa w niczym lepsze niz czyjes :)
-
Marylka, mi tam nie wywala, pisze tylko, ze mi sie zmienilo, kazdy lubi to co lubi :) z wlosem na klacie nie bardzo mialam dotad stycznosc, ale mysle, ze dalabym rade :D
postawa na lekko rozstawionych nogach, tak :)
-
Grażyna Anna, blondyn wcale nie musi być zimny i brr ;))) Podczas studiów moim ideałem też był brunet o nieb lub zielonych oczach. Życie zweryfikowało :)
Ten 'mój' nauczył mnie właśnie 'odwrotności zimna'.
To ten sam, któremu życzę Raju na ziemi , za to jaki dla mnie był, i za to, że w ogóle był, gdy byłam na rock bottom.
Był tender, caring, i cały taki aniołek - dla mnie i dla moich dzieci.
A wygladał jak uosobienie ss :)
Niemców kiedyś też nie lubiłam, mowy niem. też ( byłam tam stracona ). Ale tyle dobrego, ile doświadczyłam ja i moi najbliżsi od Niemców właśnie, podczas stanu wojennego, tego od Polaków NIGDY nie zaznałam - wprost przeciwnie. O tym to książkę mogłabym napisać.
-
"i zeby nie kwiczeli jak dziwica jak nog sobie nie zdarze ogolic."
Hahaha, uchachałam się:)
No ja też nie lubię, jak ktoś taki przewrażliwiony na tym punkcie. W końcu jesteśmy ludźmi:P
Ale owłosiony tarzan to nie dla mnie, metro wypacynkowany chłopaczek też nie bardzo. Coś po środku, lubiący ciuchy, zakupy,
a jednocześnie naturę, zelfiony jak ja;) Bo ja tego zelfienia nie jestem w stanie się pozbyć, to chyba "stała tendencja karmiczna" już u mnie:)
Ja to bym chciała takiego "brata duchowego" do wszystkiego, by z nim jak najwięcej czasu spędzać. I dużo rzeczy robić razem.
W słowie "brat" moja pś nie widzi nic sprzeczności z seksualnością.
Marylka
ja nie byłam stracona przez Niemców, sama byłam Niemcem, albo Niemką, być moze nawet SS, nie doszłam... ale gdzieś u władzy.
Do Rosji się jeździło "w delegacje" pić wódkę...szklankami. Nawet w tym wcieleniu kiedyś jak piłam na imprezach, to tylko czystą...
Nie pamiętam jak się moje życie wtedy skończyło. Ale nie lubię ani Niemców, ani Ruskich klimatów. Chyba Ruskich nawet bardziej.
Ta cała Moskwa mnie przeraża.
-
Laka, brat w sensie "soulmate " ? :))
Moskwa i okolice - bardzo złe skojarzenia. Kiedyś i obecnie. Co innego Syberia :)
-
Dziewczyny, rozwalacie mnie ; )))
Mój chłopak nie jest zimnym blondynem ;> Ma brązowe włosy i ciemne oczy, w cudownie ciepłym czekoladowym kolorze, jest sredniego wzrostu i nosi lekki zarost. Co ciekawe, to jak się zobaczylismy pierwszy raz moja pś uznała, że on się nam fizycznie w ogóle nie podoba ;P Ot, wywalał mi chyba lęk przed harmonią, która na moje czucie jest między nami niemała.
-
Marylka
Tak:)
-
Hihi, zabawnie czasem poczytac, jak baby o chlopach pisza:)
Najbardziej spodobalo mi sie to:
najchetniej biore typ drwala z glebia w duszy i rekami do roboty
czyli cos ala Kusy z "Ranczo";)tez lubie ten typ facetow;D
-
matek, nie watpie, ze fajnie poczytac :)
nie wiem kim ten Kusy jest, ale jak taki jak pisze to biore w ciemno. tylko zeby jeszcze za duzo nie gadal, bo tez nie przepadam :)
-
Pewnie, typ "drwala", mysle, to takie przeciwienstwo "mocnych w gebie" - malo mowi, raczej woli przejsc do rzeczy z robota. Rzadko cos powie, ale jak juz sie odezwie, to madrze;)
-
;-))
Mi tez kiedyś podobał sie typ "drwala" małomówny i szorstki, ale wewnatrz na pewno o złotym sercu;) - ale teraz wolę męzczyzn, którzy potrafią rozmawiać i okazywac uczucia, a nie tylko burczą, odpowiadają półsłowkami i uważają, ze to wystarczy do życia.
Indirka - byłam przekonana, ze to brunet z brązowymi oczami :))
A tak a propos tego, co poruszyła Laka, czyli pociągu do ludzi podobnych lub całkowitych przeciwieństw z wyglądu - to zauwazyłam, że na pewno - prócz karmicznych skojarzeń - działa schemat, ze to co w sobie akceptujemy lub czego, nie mamy a byśmy chcieli miec - będzie nas pociągac i podobać się u innych; a to czego nie akceptujemy w swoim wyglądzie - ja np.: nadal niezbyt lubię swą twarz niby księżyc w pełni, szczególnie gdy się szeroko uśmiecham;) lub krótka brodę - nie podoba się najczęściej również u innych, także u potencjalnych partnerów. Niby dość oczywiste, ale fajny test w gruncie rzeczy na to, czego jesczze nie akceptujemy w sobie.
-
z tym wygladem ciekawe, moj jest jednoczesnie totalnie do mnie podobny i totalne przeciwienstwo, jak jin i jang - forma ta sama, kolory inne :D
smialo moglibysmy za rodzenstwo uchodzic
jak tak patrzymy po biegu naszego zycia zanim sie spotkalismy to sporo kluczowych zdarzen mielismy zbieznych co do tresci i dat - np co do poprzedniego zwiazku, i ja i on zaczelismy i skonczylismy swoj w tym samym czasie
ciekawe tez jest cos innego: jest taka dynamika, ze to, nad czym ja pracuje, on ma urzeczywistnione, i vice versa; zawsze mnie to zachwyca, bo jak jednemu wywala to drugie potrafi byc stale
-
hydrozagadka
Coś w tym jest co piszesz. Bo ja od jakiegoś czasu dużo bardziej siebie akceptuję.
Jeśli chodzi o typ urody, kolorystykę, twarz, proporcje, kształt. I podoba mi się taki "brat bliźniak":P
Ale nie akceptuję mojego nadmiaru tłuszczu, oj bardzo. Mojego ciała, o dziwo nie samego kształtu, ale właśnie bardziej tłuszczu, skóry. Nie wiem o co mi chodzi, pomijając to, że realnie jestem za pulchna. Na razie moja pś mocno to trzyma, nie doszłam przyczyny. Może chodzi o temat kobiecości którego nie przerobiłam wcale.
Ale teraz walą mi takie różne inne rzeczy, które są ważniejsze jak praca, przetrwanie w materii, ludzie itp że bycie grubą i poczucie nieprzyjemności z tym związane wydaje się mało ważne, w obliczu tych wszystkich zagrożeń:P
Ale wracając do partnera: to nie wiem jaki miałby być: jak będzie za chudy to ja się będę źle czuła przy nim, tłuszczu też nie lubię...i to jest właśnie efekt nie akceptacji siebie;)
Jaki by nie był dla mojej pś i samopoczucia pod tym względem będzie wywałkowo.
-
Może chodzi o temat kobiecości którego nie przerobiłam wcale.
Laka, na moje oko, z twoja uroda i lekkoscia to mi sie wydaje, ze masz duzo przerobione samo z siebie w temacie :)
-
Ola
dzięki, może faktycznie nie jest tak źle, tylko z ciałem nie mogę jakoś dojść do ładu.
-
Laka,
Twoja pulchność raczej kojarzy mi się ze spontanicznym ufnym bobasem niż z kobiecością :)
-
czyli, że radosny, ufny i pulchny bobas to jest sfera do przepracowania i uzdrowienia. :)
-
Ola, fakt, to prawda - wyglądacie bardzo podobnie, mimo ze jedno jasne, drugie ciemne :)
Jedność podobieństw i pozornych przeciwieństw - tak jakoś mi się to skojarzyło :)
"ciekawe tez jest cos innego: jest taka dynamika, ze to, nad czym ja pracuje, on ma urzeczywistnione, i vice versa; zawsze mnie to zachwyca, bo jak jednemu wywala to drugie potrafi byc stałe"
A to jest po prostu super!
-
Karina
:) Może
Ale wiesz ja byłam bardzo szczupła od dziecka, pierwsze problemy z waga zaczęły się w pierwszej klasie liceum, ale potem było już całkiem ok, a drugie jak zaszłam w ciążę, jakieś 7 lat temu i do teraz się z tym nie uporałam, tak mi wtedy wywalało na kobiecość, ciało. Ciąża to dla mojej pś było wręcz złamanie mojej kobiecości raz na zawsze. Sam fakt bycia w ciąży, powodowało we mnie obrzydzenie do siebie i do ciała. Nie umiałam siebie w tym stanie i kształtach odnaleźć.
-
Może to tak jakby dziecko miało dziecko stąd te emocje, nie byłaś po prostu gotowa psychicznie na ciążę.
-
Jedność podobieństw i pozornych przeciwieństw - tak jakoś mi się to skojarzyło :)
bardzo fajnie ujete! i prawdziwe, bo codzien sie ucze jak bardzo pozorne te przeciwienstwa sa (no i ja bym ciagle jeszcze chciala uciec gdzie pieprz rosnie :)
btw, ten zwiazkowy watek dal mi do myslenia w temacie roznych harmonii i zdefiniowania sobie zaleznosci serce - umysl - madrosc, dobre dyskusje byly :)
-
Karina
Nie wiem czy kiedykolwiek byłabym:)
Ale w sumie faktycznie dobrze by było wrócić do tego etapu i coś jeszcze odreagować.
-
Jestem zadowolony że jestem trzeźwy podczas gdy inni są nie trzeźwi :)
Zauważam korzyści jakie płyną z bycia trzeźwym i spodobał mi się (chwilowo) ten stan.
-
Dokonałem przełomowego uzdrowienia.
Od kilku lat widziałem że kobiety mnie wspierają kiedy czuję się ze sobą dobrze, a odrzucają kiedy czuję się źle, mam jakiś problem, traumę i naprawdę potrzebuję wsparcia. Już uwierzyłem że rzeczywistość naprawdę tak funkcjonuje, ale miałem wiele żali o to że nie dostaję tego wsparcia i że ja muszę wszystko sam, bo jestem wspierany tylko wtedy kiedy czuję się dobrze.
Dzisiaj podczas uzdrawiania dotarłem do tego, że jak byłem bity przez ojca, to ze strachu przed ojcem mama mnie odrzucała, przestawała się do mnie odzywać na wiele godzin itd. ona też czuła się winna za to że ojciec mnie bije. To tak pokodowało podświadomość że jak tylko miałem jakiś problem, słabość to kobiety mnie odrzucały, albo czuły się winne i wykręcały się z rozmowy. Stąd miałem problem w pełniejszym pokochaniem siebie, bo podświadomie całe życie oczekiwałem od kobiet że mnie pokochają także z moimi słabościami, ciągle napotykając na ścianę i tworząc kolejne żale. Czuję że uzdrowienie tego jest przełomowe dla mojej samooceny w relacjach z kobietami, mam teraz wiele dobrego do zbudowania.
-
:)
-
Nieźle Sebastian. gratulacje że to sobie uświadomiłeś.
Poczułem że mogę mieć coś podobnego u siebie.
-
I ja:)
-
Wczorajsze uzdrowienie przyniosło efekt też przy innych facetach.
-
Sebastian, super :)
-
Haaa:D
Przedwczoraj wybraliśmy się z przyjaciółmi na nocne obserwacje astronomiczne. Obserwacje były dość kiepskie, bo mimo pięknego nieba księżyc mocno dawał, ale w międzyczasie zobaczyliśmy przelot stacji kosmicznej (który mogłem podziwiać przez teleskop -- nawet widać było kształt paneli słonecznych, od których się odbijało światło!). Jakoś tak zabawnie się ułożyło, że wyglądała jakby gonił ją jeszcze inny, znacznie mniejszy satelita... Co okazało się pełną prawdą, bo właśnie dokował (http://www.arisspolska.info/?p=3711) do niej bezzałogowy modul zaopatrzeniowy! Załapaliśmy się na ostatnią godzinę z 4,5 godzinnej misji.
Patrzy człowiek w górę, a tam bezzałogowy statek dokuje na ziemskiej stacji orbitalnej... Żyję w SF:D
Najlepsze oglądanie nieba ever:D
-
przydałaby sie kamera z taką matrycą jak maja wojskowe drony czyli coś z 3 czy 4 gigapiksele i zdalne sterowanie tak żeby można było z domu przez kompa śledzić w zimniejsze noce :-)
ale ogólnie cool :-)
-
Nie trzeba jakiejś super kamery, wystarczy teleskop ze śledzeniem aby robić takie rzeczy (http://i.imgur.com/m6yKz.gif) :)
źródło i informacje o sprzęcie (http://legault.perso.sfr.fr/STS-134.html)
-
ja by się zasadzał na Księżyc i różne anomalie, które rzekomo tam są (z tą gigapikseolwa kamerą) :-)
-
Witam :)
Przymierzałem się żeby coś tam postukać na klawiaturze co tam umnie ciekawego bo dawno nic niepisałem, ale dopiero dzisiaj się zebrałem a właściwie przed 20 minutami jak szedłem do siostry na chate.
Zacznę może od tego co najbardziej mnie raduje.
2 lata temu miałem problemy z pracą. Byłem totalnie uzalezniony od ojca, do tego czułem się okropnym darmozjadem i ciągle się go bałem, bałem się o siebie i swoją przyszłość co często spędzało mi sen z powiek.
Później wyrzucił mnie z domu ale dużo osób tu na forum się za mnie modliło i sprawy jakoś się pukładały między mną a moim starym. Szukałem sobie pracy ale nie mogłem jej znaleźć. Modliłem się często do Boga ale to też mi nie wychodziło. Miałem trudny czas. Do dziś nie jestem jeszcze w pełni gotowy do zaczęcia samodzielnego życia i zaczęcia pracy ale ta otwartość bardzo się zwiększyła przez te dwa lata. Teraz jestem można powiedzieć o krok od samodzielnego życia. Zmieniłem się. Problemy przeszłości zelżały choć ciągle są obecne.
No dobra ale co chciałem napisać.. :)
Do tej pory byłem uzależniony od ojca finansowo i w ogóle. Teraz to on jest uzależniony ode mnie. A stało się to za sprawą tego że stracił prace i wylądował na zasiłku. Okazało się że sam niepotrafi znaleźć sobie nowej pracy więc wpadł na pomysł żebym otworzył firmę a on będzie u mnie pracował na czarno, biorąc przy tym zasiłek.
Pomysł wypalił. Założyłem firme i pracuje razem z ojcem. W zasadzie nie mam za wiele do roboty. Dziś np. godzine czekałem na gościa, potem godzine pilnowałem samochodu na parkingu a mój ojciec robił, a potem przez godzine podałem mu kilka narzędzi. Kase oczywiście za to dostałem i to dobrą :) Nie zawsze tak jest ale nie narzekam na ból krzyża. Fakt faktem, zauważyłem że niemal codziennie mam z ojcem jakieś spinki. Zawsze o to kto ma racje. Np. ja uważam że dziura jest dobra a on że nie i tak w kółko ale to dla mnie lekcja odpuszczania i cierpliwości na tle budowania szacunku do siebie więc się ciesze.
A najlepsze jest to że jak w ten sposób przerobie rok z ojcem to też moge sobie iść na zasiłek. Wtedy to ja już nie będe musiał szukać pracy. To państwo będzie mi ją szukać bo nie będzie mu na ręke utrzymywać darmozjada :) A kase będe brał co miesiąc nie małą.
Takie rzeczy niestety nie były by możliwe w Polsce ale to już inna bajka.
Ciesze sie z tego i doceniam ogół tej sytuacji bo jak pomyśle jak trudne i stresujące dla mnie było uganianie się za pracą nieznając dobrze języka to chce mi się skakać do góry :)
A tak, za rok moge się rozwijać w jakim kolwiek kierunku. Moge iść na kurs lub zacząć robić to co lubie.
Jak na ironie, niedawno nawet miałem propozycje pracy w jednej firmie na co mój stary zareagował paniką bo przecież jak pójde teraz do pracy to on będzie skończony :) Także pełen luzik, 0 presji jeśli chodzi o prace.
Jestem pewny że to WJ mnie poprowadziło tą drogą. Czuje to i nie mam co do tego wątpliwości. Bardzo często prosiłem go by mnie prowadził. Wiele sytuacji życiowych, trudnych chwil doprowadziło mnie tu gdzie dziś jestem. Wtedy gdy miałem trudny czas chciałem by Bóg mi pomógł, bym znalazł prace. Pracy wtedy jednak nie znalazłem, teraz rozumiem dlaczego i widze że Wj miało dla mnie coś o wiele lepszego.
Następna sprawa.
Ostatnio na sesjach u Martinusa wyszedł mi lęk przed bogactwem. Przez ostatnie tygodnie ciągle traciłem pieniądze. Sesje które nie przynosiły rezultatów (z mojej winy i lenistwa), płaciłem za gre grube pieniądze poczym zablokowali mi konto, zgubiłem 50 zł, niedostałem towaru za który zapłaciłem, jeden człowiek mnie oszukał, z allegro chcieli odemnie wyłudzić kase ale się wykłuciłem i dali mi spokój.
A dzisiaj dostałem list z banku a właściwie czek na około 1500 zł. Tak po prostu :) hehe. Nawet nie mam zielonego pojęcia za co te pieniądze ale uznałem że to będzie rekompensata za te wszystkie pieniądze które straciłem :) Prawdopodobnie to jakieś dofinansowanie za to że firme założyłem. W każdym razie było niespodziewane. To chyba świadczy o tym że sesje na lęki przed bogactwem przyniosły rezultaty. Nie chce odrazu mówić hop ale mam nadzieje że wszystko będzie szło do przodu.
2 dni temu miał bym stłuczke bo w przypływie adrenaliny spodobało mi się i prułem na autostradzie 200km/h w ostatniej chwili chamując przed zwalniającym autem. Potem przyszła mi taka spokojna pocieszająca myśl że tym razem mi się udało ale jak znów tak przecholuje to pożałuje.
A jutro nie pracuje i bardzo się ciesze. Mój ojciec jutro idzie robić za mnie a ja będe się wylegiwał do 11 u siostry w mieszkaniu. Bez stresu jak to zwykle bywa w domu u ojca. No i gra gitara. Niech gra najdłużej jak się da :)
Pozdrawiam
-
Jak to napisałem to troche mi się nieprzyjemnie zrobiło że moge to stracić więc chyba musze popracować nad tym lękiem.
-
Doktor
ciesz się swoim szczęściem człowiecze :)
moja babcia mowiła: "jak daja to brać, jak biją to uciekać" ;)
-
Cieszę się, bo mam akurat chwilę oprzytomnienia i jako takiej radości, przestalo mnie cisnąć, fajnie tak:) czasem lapie takie stany, potem mi znowu wywala, ale teraz mam wyż i to jest super :)
-
Czyli zawsze trzeba wierzyć ,że Bóg ma dla nas coś znacznie lepszego... ;-)
Doktor fajna inspiracja dla mnie popłynęła od Ciebie :)
-
Doktor, fajnie :))
Davvidia - słusznie babcia mówiła;) W końcu sama tez juz sie tego nauczyłam - by nie pchac się tam, gdzie biją lub mają na to ochotę, tylko dlatego, ze kiedyś też coś np.: dali ;)
-
Davvidia - słusznie babcia mówiła;) W końcu sama tez juz sie tego nauczyłam - by nie pchac się tam, gdzie biją lub mają na to ochotę, tylko dlatego, ze kiedyś też coś np.: dali ;)
a dają bo dzięki temu chcą poczuć, że są istotni, tylko nie tędy droga, bo kiedyś się zaczyna widzieć, że czy się dało czy nie, to i tak nie odzyskało się TEGO o co chodziło :)
-
Ha, ha! Dotarło (przebiło się przez ego) że twórczość to otwartość na boski plan tworzenia, a nie wymyślanie czy tworzenie z siebie. To otwartość na boską energię przepływającą przeze Mnie. Bycie nie źródłem stworzenia tylko tylko naczyniem czy narzędziem którym się to stworzenie tworzy. ;D
-
Ha, ha! Dotarło (przebiło się przez ego) że twórczość to otwartość na boski plan tworzenia, a nie wymyślanie czy tworzenie z siebie. To otwartość na boską energię przepływającą przeze Mnie. Bycie nie źródłem stworzenia tylko tylko naczyniem czy narzędziem którym się to stworzenie tworzy. ;D
piękne uswiadomienie :)
-
Super, Jasiu! :)
Najlepiej się tworzy, kiedy po prostu płynie samo :)
Tylko ze nie zgadzam się do końca z tym, że jesteśmy tylko narzędziami czy naczyniami - przecież będąc częścią boskiej pełni, również jesteśmy częścią źródła, czyli mamy w sobie też ten pierwiastek twórczy, będący już w nas samych od czasu wyodrębnienia się z boskiej pełni.
Czyli i przepływ (niejako " z zewnątrz", patrząc z naszej perspektywy), i otwartość na boski pierwiastek kreacji - z "wewnątrz".
-
Jeżeli piszecie opowiadania czy powieści, to chętnie poczytam. Sama też kilka mam (opowiadań, z czasów gdy pisałam, czyli da-ha-ha-haaawno temu i nieprawda :P )
-
Vanilla - fajnie - to ja Cię zaproszę niedługo do poczytania fragmentów :)
Jak skończe opowiadanie, to je wrzuce :)
A jakbyś sama chciała się podzielić swoimi - to chętnie przeczytam również.
-
Hydzia, powiadasz? Dobra, pod koniec pażdziernika chętnie się tym zajmę, akurat będę miała czas i sposobność odnalezienia opowiadań (które są w formie pisanej a tworzone były, gdy miałam 15 lat, więc z góry proszę o wybaczenie :P )
Jak coś, to podsyłaj, dam Ci maila, albo naFB możemy się zgadać.
-
W ogóle jeżeli kręci was pisanie i czytanie, to polecam LubimyCzytac.pl - bardzo fajny serwis. Mam tam konto i chętnie porównam z wami, co czytacie, jakie książki były dla was wartościowe. Mozna wpisywać opinie, porównałabym wasze z moimi :) mój nick visenna88, trzeba być zarejestrowanym użytkownikiem, żeby zerknąć na moje konto :P
-
(ps. to, co mnie raduje niezmiennie od lat, to ten cytat z serii o wiedźminie. jest to, oczywiście, jedna z wielu rubasznych przyśpiewek barda jaskra:)
"Nie dziwota, że są harde urodziwe panie
Wszak im drzewo wznioślejsze, tym trudniej wleźć na nie
Lecz i z panną i ze drzewem kto nie kiep, poradzi
Trzeba owszem, wziąć i zerżnąć, no i po zawadzie"
-
:)
Moj ulubiony cytat z Jaskra ever - po tym, jak zostal wyrzucony i zbluzgany przez pewna niewiaste:
"Na bogów, ja też znam takie, które ładniej odmawiają, niż ona daje, ale nie krzyczę o tym po ulicach."
-
Ja po prostu uwielbiam wszystkie sceny, w których pojawia się Jaskier. Za każdym razem, jak paszczę otworzy, to albo coś sprośnego powie, albo się przechwala, albo powie coś zupełnie psującego wszystkie możliwe wysublimowane plany i intrygi.
Albo jak tego "diaboła" z Geraltem przepędzali, zwijałam się ze śmiechu :D
-
Ah, jestem taaaaki szczęśliwy yupi yupi! :)
I mam coraz bardziej rozkochane serduszko :)
-
Clintuś cuuuuuuuuuuuuuudownie;-)))))))))))))))))))))))))
-
Uwielbiam moje życie :) Jest jeszcze w nim sporo wyzwań, czasami naprawdę konkretnych, ale to jak wszystko się pięknie układa jest niesamowite. Cały cza czuje, że coś nade mną czuwa i podsuwa mi pod nos rozwiązania, prowadzi we właściwym kierunku, itd. Mam silne poczucie jakby wszystko w moim życiu stopniowo układało się tak, aby mnie pchać w górę i żeby było coraz korzystniej dla mnie w każdej sferze życia :)
W związku czuję się całkowicie spełniony i mimo różnych wyzwań, które się pojawiały jest tak cudownie że to jest nie do opisania. Nie wiedziałem że tak bardzo można stanowić z kimś jedność, że można aż tak kochać i być kochanym. To przekroczyło wszelkie moje oczekiwania miliardy razy :P
W pracy mi się też układa bardzo fajnie - tak jak wcześniej miałem odtwórczy i trochę nudny zakres obowiązków, teraz po niecałych 3 miesiącach się okazało że robiłem to wszystko tylko po to, aby postawić od zera (wraz z drugą, nową osobą) nowy dział i wdrożyć się w to wszystko nie po to, aby tak funkcjonować przez cały czas, ale po to żeby przygotować się do zarządzania tym działem. No więc teraz zajmuje się głównie koordynacją prac, przydzielanie obowiązków zdalnym pracownikom i kontrolą tego co robią. No generalnie jest śmiesznie, bo jakiś czas temu bałem się będę robił kanapki albo siedział w call center, a teraz zrobiono ze mnie praktycznie kierownika niższego szczebla. :D No i praktycznie sam sobie jestem szefem, bo wraz z kolegą dostajemy różne projekty i ogólnikowe wytyczne do nich, a pracę sami sobie organizujemy i nikt nam na ręce nie patrzy. Szef jest bardzo luźny i sympatyczny, więc nie ma żadnych spin, szczególnie że cały czas jest z nas zadowolony :) A ja jestem w swoim żywiole, bo uwielbiam zajmować się takimi sprawami organizacyjnymi i od razu czas leci mi duuuuuzo szybciej, kiedy kilka osób na raz czegoś ode mnie chce, a ja muszę robić milion innych rzeczy - bo ogarniam to wszystko bez problemu i sprawia mi to mnóstwo frajdy :)
A żeby się pochwalić to jeszcze dodam, że niedawno się dowiedziałem, że przy rekrutacji na to stanowisko przebiłem się przez 139 osób :D
-
Mega!!!:))) Ale fajnie coś takiego czytać : )
-
Clint chyba powinieneś jakiegoś inspirującego bloga pisać;-) Coby się ludzie przekonali, że warto nad sobą pracować bo to przynosi wspaniałe rezultaty.
Cieszy mnie ogromnie, że tak Ci/Wam się układa!
Ściskam!
-
:)
Szczerze mówiąc to chyba by mi się nie chciało pisać bloga. Wystarczy mi, że podzielę się czymś od czasu do czasu na forum z ludźmi, którzy uczestniczyli w mniejszym bądź większym stopniu w mojej drodze :) Do szerszego grona nie chce mi się uderzać. Kto się ma przekonać, że warto nad sobą pracować to się przekona i tak :)
-
Clint - SUPER- gratuluję z całego serca :-)
-
Clint gratuluję i dziel się, dziel :)) Fajnie i inspirujące, czytać o dobrych zmianach :)
-
Dajesz Clint, dajesz!:)
Fajnie i niech Ci sie dalej wszystko wspaniale rozwija. Szczegolnie wyznania na temat Twojego zwiazku mi sie podobaja:)
Uwielbiam moje życie - daj Boze i ja tak kiedys (nie odkladajmy tego na za dlugo:)) powiem ze szczerego serca:)
-
Pierwsze 3 slowa wspaniale. Mam gleboka nadzieje ze i ja bede mogl to szczerze kiedys powiedziec.
Gratulacje Clint !
-
Jak wiecie od niedawna pracuję nad uzdrowienien mojej karmy w relacjach z mężczyznami. Powoli, powoli, ale posuwam się chyba do przodu, bardzo intensywnie pracuję z modlitwą. W zasadzie to nie poruszyłam nawet stricte tematu ojca, po prpstu jadę z tematem uzdrowienia moich intencji do mężczyzn, do relacji, do siebie, itp.
Dziś chyba nastąpił jakis mini przełom we mnie, czuję, że transformacja ruszyła : )
A do tego coś się wydarzyło na maksa nieoczekiwanego :) mój ojciec notorycznie podsluchuje rozmowy mojej mamy z moim bratem, uslyszal więc, że zepsuł mi się komputer. I dziś, ni z tego, ni z owego, ojciec wyciągnąl 2 tysiace i dal mamie, żeby mi z bratem kupiła nowego laptopa, zrobił to kompletnie nieproszony, tak sam z siebie :)
A mój ojciec to chyba taki sam albo i gorszy skąpiec niż ojciec Clinta ;)
Ja nie wiem, co się stalo, czy to jakiś skutek mojego uzdrawiania, ale Bóg jest wielki :)
I rzecz jasna czuję wdzięcznośc i radość :)
-
Dzieki wszystkim :)
Indra
Fajnie to czytać :) Hehe, a mój ojciec mi zafundował ostatnio lodówkę za 7 stów tylko dlatego że nie było zamrażalki w domu, w którym wynajmuje pokój :D Co się dzieje z tymi ojcami :D
-
No popatrz, jednak jakoś się może dostrajają do naszych zmian w intencjach, ja to tak rozumiem :) jestem wdzięczna i odbieram to jako motywacje do dalszego uzdrawiania-mój rozwój duchowy ma sens, moje otwieranie sie na wsparcie ma sens, uzdrawianie relacji i karmy z mężczyznami ma sens :) i nie chodzi tu o komputer, ale o sam gest wsparcia od ojca i to, że sam nieproszony z tym wyszedl. To mnie wielce raduje :)
Super, ze i Twój ojciec wykazal taki gest:)
-
Indra,Clint
Miło czytać :-)))...
-
Fajnie z lodówką i laptopem :)
Zobaczcie kochani, co to własne nastawienie, robi z ludźmi wokół nas :))).
-
Zmieniamy sie my to zmienia się nasz świat :) warto nad sobą pracować i otwierać się na najlepsze :)
-
dokładnie, Indra :)
-
Urszula Dudziak dzieli się swoją radością życia w wywiadzie http://natemat.pl/75597,urszula-dudziak-im-jestem-dojrzalsza-czyli-starsza-tym-bardziej-jestem-radosna
I potwierdzam, że jest to taka osoba jak siebie opisuje. Na koncertach uczy ludzi afirmacji i zaraża radością istnienia:)
-
Clint, Indra : )
Wspaniale : )
I wspaniale jest przeczytać takie wieści o poranku : )
-
:)
-
Podzielę się kolejnymi radościami (tych nigdy dość :D) - byłem dzisiaj po raz pierwszy od wyprowadzki odwiedzić rodziców i było naprawdę sympatycznie. Nie padł ani jeden głupi tekst, oboje byli bardzo przyjaźnie nastawieni, a na koniec obdarowali mnie tak ogromnymi ilościami produktów spożywczych, że zaoszczędzę chyba ze stówę :P
W pracy też fajnie, załapałem się nawet na swoją pierwszą premię.
Czuję się coraz bardziej obdarowywany przez świat różnymi prezentami i miłymi niespodziankami :)
-
Ale super :).
Totalna radocha mnie rozpiera. Siedzę na krześle, mam na czym siedzieć, rewelacja, jest super. Piszę na klawiaturze, mogę pisać, mogę wpisywać słowa. Widzę je na monitorze, mam monitor. Mam oczy dzięki którym mogę widzieć te słowa. Jak bardzo się cieszę z tego powodu. Mam dłonie, palce, ręce, dzięki którym mogę pisać te słowa, które właśnie teraz piszę. Mam mózg, który określa słowa, które chcę napisać, precyzuje je. Jest cudownie.
Patrzę właśnie na zegarek obok. Co za cudowność!!! Dzięki niemu wiem, jaka jest godzina. Czy to nie cudowne?
Mam pod spodem podłogę, na której może być fotel, na którym siedzę. Totalna cudowność!
Mam ściany obok siebie, pomiędzy którymi jest pokój, w którym mogę mieszkać. Wow!
Powietrze, tu, gdzie jestem jest powietrze. Mogę je wdychać! Dzięki niemu mogę żyć, istnieć w ciele, istnieć tutaj na Ziemi! Wow, wow, wow!!!
Mam ciało, w którym mogę doświadczać piękna otaczającej mnie rzeczywistości tu na Ziemi. Mogę widzieć ludzi, słyszeć ich.
Krew krąży w moich żyłach. Rozprowadza różne potrzebne rzeczy w ciele. Piękne.
Serce porusza tą krwią. Jak tu się nie cieszyć z tego powodu.
Dzisiaj piłem wodę. Wow, cudowna kreacja. Mogłem napić się wody. Mogłem tego doświadczyć, picia wody.
Co za rewelacyjna kreacja, w której żyję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
;)
-
haha
oczywista oczywistość
-
A przypominam sobie , że tyż tak kiedyś doceniałam i trzeba to powtórzyć :)
człowiek czuje się wtedy taaaaaaak chojnie obdarowany , że nawet sam nie wie czym sobie zasłużył :) mega przyjemne...
-
Ale super :).
Totalna radocha mnie rozpiera. Siedzę na krześle, mam na czym siedzieć, rewelacja, jest super. Piszę na klawiaturze, mogę pisać, mogę wpisywać słowa. Widzę je na monitorze, mam monitor. Mam oczy dzięki którym mogę widzieć te słowa. Jak bardzo się cieszę z tego powodu. Mam dłonie, palce, ręce, dzięki którym mogę pisać te słowa, które właśnie teraz piszę. Mam mózg, który określa słowa, które chcę napisać, precyzuje je. Jest cudownie.
Patrzę właśnie na zegarek obok. Co za cudowność!!! Dzięki niemu wiem, jaka jest godzina. Czy to nie cudowne?
Mam pod spodem podłogę, na której może być fotel, na którym siedzę. Totalna cudowność!
Mam ściany obok siebie, pomiędzy którymi jest pokój, w którym mogę mieszkać. Wow!
Powietrze, tu, gdzie jestem jest powietrze. Mogę je wdychać! Dzięki niemu mogę żyć, istnieć w ciele, istnieć tutaj na Ziemi! Wow, wow, wow!!!
Mam ciało, w którym mogę doświadczać piękna otaczającej mnie rzeczywistości tu na Ziemi. Mogę widzieć ludzi, słyszeć ich.
Krew krąży w moich żyłach. Rozprowadza różne potrzebne rzeczy w ciele. Piękne.
Serce porusza tą krwią. Jak tu się nie cieszyć z tego powodu.
Dzisiaj piłem wodę. Wow, cudowna kreacja. Mogłem napić się wody. Mogłem tego doświadczyć, picia wody.
Co za rewelacyjna kreacja, w której żyję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
;)
Ty tak powaznie?
-
Martinus:))
:D
I to wszystko za calkowita darmoche:)
-
Ty tak powaznie?
Ostatnia linijka jest odpowiedzią :).
Ale też i poważnie, bo często nie docenia się prostych rzeczy, dowodów na to, jak jesteśmy wspierani nieustannie, a szuka niewiadomo czego. Mi się kiedyś spodobało to, co powiedział Nick Vujicić, który urodził się bez rąk i nóg, że któregoś dnia na plaży zobaczył chłopaka i dziewczynę, jak trzymali się za dłonie, i tak sobie uświadomił wtedy, że on nigdy w życiu tego nie doświadczy.
-
Nick, wspaniały facet
-
Ostatnia linijka jest odpowiedzią :).
urodził się bez rąk i nóg, że któregoś dnia na plaży zobaczył chłopaka i dziewczynę, jak trzymali się za dłonie, i tak sobie uświadomił wtedy, że on nigdy w życiu tego nie doświadczy.
no wlasnie, a niektórzy dostają mnóstwo szans od losu na swoje szczescie a czekają na wiecej i lepiej, bo ciągle nie doceniają chwili obecnej
-
Mi się kiedyś spodobało to, co powiedział Nick Vujicić, który urodził się bez rąk i nóg, że któregoś dnia na plaży zobaczył chłopaka i dziewczynę, jak trzymali się za dłonie, i tak sobie uświadomił wtedy, że on nigdy w życiu tego nie doświadczy.
Fakt. jednak w tym momencie nie zapominajmy, ze zgodnie z wieloma szkolami duchowymi on tak pewnie sobie wybral, wiec w pewnym sensie wieksze szczescie spotyka go gdy nie ma rak i nog. Przed narodzinami wybieramy przeciez najlepszy program dla nas ;)
Inna sprawa, ze permanentne zadowolenie i radosc powoduje zaprzestanie dzialania a to raczej nie doprowadzi do usuniecia traum i blokad w rozwoju. Taki blogostan to jak obzeranie sie slodyczami: jest mile i fajne i najlepiej jeszcze przed komputerem usiac i w ogole do gory brzuchem lezec bo tak milo i przyjemnie. Pytanie tylko czy gdzies nas to zaprowadzi i czy da szanse na jakis rozwoj czy raczej zapewni tylko gnijaca i dekadencka stagnacje ;)
-
W czwartek będę prowadzić swoje pierwsze zajęcia z quillingu :) Jupii
-
Grażynka - gratuluję :))
-
Grażyna - super!
-
ale fajnie, gratuluję i też się cieszę :)
-
Wczoraj doświadczyłam działania boskiej ochrony. Miałam wykonać trudną pracę na wysokości wraz z osobą która nie ma wobec mnie czystych intencji. Poczułam że coś nie gra i że zbiera się wokół mnie jakaś dziwna energia która brzmiała jak słowo "wydano na ciebie wyrok", czułam że mogę być w niebezpieczeństwie. Pomodliłam się więc i oczyściłam intencje, za mnie modliła się też bliska mi osoba. Kiedy doszło do wykonania zadania na miejscu znaleźli się 2 młodzi mężczyźni , zagadnęłam za ile by to zrobili za mnie - powiedzieli że za 30 zł. zapłaciłam, wykonali zadanie bez problemu i odeszli zadowoleni a ja dziś rano dostałam taką afirmację "I am glad to be alive!" i wtedy mnie olśniło - uratowałam się za te marne 30 zł.
Więc dziś "I am glad to be alive!" :))))
-
Edyta
Wow, nieźle. Gratulacje :)
Sporo mi teraz piosenek z tym słowem alive przyszło do głowy :p
-
Jakiś czas temu ustawiłam sobie na pulpicie tapetę z dwoma delfinami w przepięknym turkusowym morzu. Od roku praktycznie nie pracuję, więc raczej nie szykowałam się na wakacje ze względów finansowych (jestem na minimalnym plusie, który jest mi potrzebny na przeżycie ;)) i "zdroworozsądkowych" (jakże mam jechać na wakacje, skoro muszę myśleć o dochodach i szukać pracy) i... dostałam wyjazd nad Morze Egejskie w prezencie od cioci. Opaliłam się na brązowo i na żywo widziałam dwa delfiny, tyle ile ustawiłam na pulpicie ;)
-
ja mam na pulpicie szczęśliwą rodzinkę, może kiedyś ? ;-)
morze , delfiny - pięknie!!!
-
Muszka, jeśli takie jest Twoje życzenie, na pewno! :)
-
Kornelia, super !! :)
-
Muszę w takim razie pomyśleć co ustawić na pulpicie:D
Kornelia
Bardzo fajnie:))) Prezent od wszechświata:D
-
kurde to ja mam kwiatki na pulpicie. I na co mi te kwiatki?? :-)
-
A ja mam największą jaskinię na świecie :p
Kornelia, fantastycznie z delfinami, lubię lubię delfinki.
-
Co do delfinów mam niedosyt ;P W przyszłym roku jadę na wczasy z delfinoterapią ;)))))
-
ja nawet miałem jakiś czas zdjęcie konkretnej dziewczyny ,ale na szczęście nie wyszła tamta kreacja
-
Bo to zła rozdzielczość była. Ja na pulpicie mam od dawna najczarniejszą czerń, bo dość mnie już te wszystkie ikonki rozpraszają, bym sobie jeszcze jakieś kolorowe kwiatki szlaczki delfinki dodawał.
//edit: aczkolwiek fotka kuli ziemskiej na czarnym tle kosmosu też swego czasu była fajna
-
Kornelia fajna taka kreacja :)
-
Jestem w Grodzisku !
A jutro jestem pol dnia w Warszawie !!! Ale sie zabawie !! :))
Pozdrawiam wszystkie osoby z Warszawy na tym forum :)
-
Co prawda nie chodzi bezpośrednio o mnie, ale dzielę się swoją radością - moja Żona dziś się zaręczyła :) raduję się :)
-
Hej :)
chciała bym się podzielić moją radością z postcrossingowania :-) otóż od kilku miesięcy jestem na portalu http://www.postcrossing.com/ dzięki któremu otrzymuję prawie co tydzień kilka kartek pocztowych z całego świata oczywiście sama też wysyłam.
Dzięki temu portalowi mogę korespondować z osobami z całego świata - to cudowne jak ktoś z Finlandii pisze jak mu minął dzień i wysyła karteczkę z pozdrowieniami, często pięknie ozdobioną naklejkami i rysunkami. Dzięki temu zmieniłam zdanie na temat takich krajów jak Rosja czy Ukraina skąd dostaje najwięcej pocztówek. Z Rosji piszą do mnie szczęśliwe kobiety o wielu zainteresowaniach i mężczyźni kulturalni inżynierowie bardzo sympatyczni zupełnie nie tacy jakich przedstawia się w mediach czy obiegowych opiniach.
Jeśli ktoś lubi poznawać inne kraje i ludzi to serdecznie polecam. :)
-
Odnalazłam kartkę jaką wysłałam na akcję Kartki urodzinowe dla Oliwii , jest ich masa :) a mała wygląda bardzo ładnie i szcześliwie :)
https://scontent-b-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-frc1/482405_10200471024247716_621509172_n.jpg
https://scontent-b-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/1378555_10200468026892784_1811072496_n.jpghttps://scontent-b-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/q71/s720x720/557921_585805798122816_1723111882_n.jpg
Wrażenie mega. Niczego więcej dziewczynka nie chciała. Poza tym jest śliczna :)
Co znaczy zmobilizowana masa ludzka. Prawie jak w tym filmie z Cagem "
Dwa miliony dolarów napiwku"
Czad! :)
Teraz gdzieś ktoś pchnął chyba akcję symbolicznej złotówki żeby miała na leczenie.
-
Ależ fajny dzień. Serce mi bije. Oddycham. Mam krzesło, na którym mogę siedzieć. Mam palce, dzięki którym mogą wpisywać te słowa. Rewelacja :).
-
Oh, yeah!
Ostatnio coś mi się odblokowało w mózgu i zaczęłam mówić i myśleć po angielsku swobodniej, z jakimś takim spokojem i bez większego stresu. Na razie głośno myślę po angielsku jadąc samochodem. Podśpiewuję sobie, albo gadam ;) - fajne uczucie, móc to robić tak na luzie :))
Popraktykuję jeszcze przez jakiś w samochodzie, a potem wypróbuję w towarzystwie innych.
-
jak ja się cieszę
-
Dzisiejszej noc po raz pierwszy dobrze spałam, aż obudził mnie budzik, budząc się w nocy tylko raz lub dwa.
Od wielu lat śpię po kilka godzin na dobę, budząc się z lękiem po kilkanaście razy i nie śpiąc już nad ranem.
-
Inga
tez się cieszę
pozdrawiam puszyscie i wspieram
-
a ja dzisiaj nie mogłam coś spać, i mówię sobie: cholewcia, ale będę zmęczona
przyszłam do moich Koreano na 10.00 i mówię, że może do urzędu pojadę,
ale oni nie: 'czekaj, czekaj'.
no i tak czekam, nic nie robię, więc też jestem zadowolona
chyba sobie wyafirmowałam dzisiaj taki dzień pracy, pogadałam trochę o operze, trochę o choince i tak siedzę i czekam nie wiem na co.
Fajnie
-
Jestem wdzięczna Bogu, że spędziłam dwa dni w rozwojowym, harmonijnym i przyjaznym otoczeniu. I w tak intensywnych, pozytywnych zmianach. Fajnie jak jest tak miło, spokojnie, radośnie i życzliwie w dużej grupie ludzi - radosna lekkość bytu:)
I czuję się błogo mimo, że pracuję dzisiaj 8 dzień z rzędu po 8-10 godzin (chociaż w sobotę 13 godzin było).
Lubię działać i lubię lubić ludzi bezwarunkowo, i przebywać z ludźmi, którzy lubią ludzi:))
-
Dostałem kolejną podwyżkę, całkowicie niespodziewaną, bo miesiąc po wcześniejszej :D Fajny jest ten regularny wzrost przepływu gotówki w moim życiu :) Przez pół roku pensja wzrosła mi prawie o połowę, w stosunku do początkowej. A cały czas szef mnie zapewnia, że ta pensja będzie sobie tak regularnie rosnąć i jak na razie tak się dzieje :)
-
tylko pogratulować tej podwyżki ... i takiego szefa : )
- cały czas szef mnie zapewnia, że ta pensja będzie sobie tak regularnie rosnąć i tak się dzieje -
dobra afirmacja ; )
-
Clint,
lubię cię czytać :)
Cieszę się, że wokół ciebie fajni ludzie, którzy wspierają twój rozwój duchowy, życiowy, zawodowy :) ,
-
:)
Fajnie jest móc po tych kilku latach pracy nad sobą, czuć jak wszystko naprawdę się układa i zamiast myśleć o bliżej nieokreślonej przyszłości - cieszyć się z teraźniejszości, która z każdym dniem staje się coraz słodsza :)
-
skubaniec ^^
-
no i suuuuuuper. Bawmy się, złoto, złoto, złoto !!!
-
Clint
Wspaniale i superancko-jesteś inspiracją...
-
no i suuuuuuper. Koreańczycy też się cieszą, to i ja z nimi. Fajnie mieć wielu przyjaciół.
Wszyscy tutaj są inspiracją.
-
Cieszę się, że ta zimowa olimpiada była taka fajna dla PL.
Pamiętam jak byłam mała, to nie było żadnych medali przez długie lata.
-
:)
Fajnie jest móc po tych kilku latach pracy nad sobą, czuć jak wszystko naprawdę się układa i zamiast myśleć o bliżej nieokreślonej przyszłości - cieszyć się z teraźniejszości, która z każdym dniem staje się coraz słodsza :)
Szkoda, że wiele osób rozwijających si duchowo zapomina, że na dobrą sprawę można mieć taką świadomość w każdym momencie swojego życia.
Czy ja powiedziałam: szkoda? O, przepraszam. Miało być: bardzo, BARDZO szkoda.
-
Udało mi się znacznie zmniejszyć guzek na twarzy, nie był bardzo widoczny ale nie chciałam go. Stosowałam na to metodę BSM . To już mój drugi sukces samoleczenia ciała tą metodą. Cały czas kontynuuję aż zniknie w 100%. BSM stosuję też do harmonizacji pólkul mózgowych i fajnie działa.
-
Edyta :))) super!
ja jak podlecze u siebie takie dwa przeciwwskazania to tez moze ze spokojem poBSMuje
-
Edyta fajnie;-))
ja mam od 15 roku życia problem z trądzikiem;/ w ogóle mam chyba dużą wilgotność ciała. tabletki antykoncepcyjne trochę sobie radziły z tym problemem ale też nie do końca- po odstawieniu znów wysyp. Maści tez pomagały ale powierzchownie. Czytałam ,że pewna osobie pomaga BSM ale raczej nie trwale lecz stosuje przy wysypach.
A na harmonizacje jakie pozycje stosujesz? ;-)
-
ja się dzielę radością, że mam dziś wreszcie wolny dzień i mogę się opierdalać :D
-
Edyta fajnie;-))
ja mam od 15 roku życia problem z trądzikiem;/ w ogóle mam chyba dużą wilgotność ciała. tabletki antykoncepcyjne trochę sobie radziły z tym problemem ale też nie do końca- po odstawieniu znów wysyp. Maści tez pomagały ale powierzchownie. Czytałam ,że pewna osobie pomaga BSM ale raczej nie trwale lecz stosuje przy wysypach.
A na harmonizacje jakie pozycje stosujesz? ;-)
na harmonizacje stosuję w zalezności od przyczyny zaburzeń np. jeśli zaburzenie harmonizacji było od stresu to poz. 1, jeśli od urazu lub bólu głowy to poz. 1 i poz. 2 raz na jedną raz na drugą pólkulę, jeśli od zaburzeń trawienia lub hormonalne związane np. z napięciem przed miesiączkowym to poz. 5 i 1
-
Edyta :) super sukcesy :)
-
ja się dzielę radością, że mam dziś wreszcie wolny dzień i mogę się opierdalać :D
hip hip - huja
-
Genialność boskich planów wciąż potrafi mnie zaskakiwać. Naprawdę nauczyłem się, że jeśli się zaufa mimo wątpliwości i wbrew logice wręcz, to można się spodziewać cudów. Czysty geniusz! :) Ah, czysta słodkość istnienia :) Uwielbiam, ubóstwiam i kocham moje życie :)
-
Clint, super :)))) jak fajnie to czytac :)))
-
Genialność boskich planów wciąż potrafi mnie zaskakiwać. Naprawdę nauczyłem się, że jeśli się zaufa mimo wątpliwości i wbrew logice wręcz, to można się spodziewać cudów. Czysty geniusz! :) Ah, czysta słodkość istnienia :) Uwielbiam, ubóstwiam i kocham moje życie :)
Podchwyciłam ten nastrój, miło mi serduszko zatłukło, jak to czytałam :) To jeden z kilku bardzo fajnych momentów dzisiejszego dnia. Choć ogólnie nastrój mam ponury i zrezygnowany. Więc tym bardziej dziękuję, że się podzieliłeś wyznaniem
-
Clint : )
Brzmi tak wspaniale, że aż chciałabym wiedzieć więcej : D
-
W szczegóły się nie będę wdawał, bo to prywatne i intymne sprawy. Powiedzieć tylko mogę, że rozwiązały się pewne karmiczne sprawy, które nie tylko w dość zaskakujący sporo wyjaśniły i uwolniły, ale równocześnie sprawiły że poczułem po raz pierwszy chyba całkowite dopełnienie i spełnienie w swoim związku. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że już absolutnie niczego mi nie brakuje i że mam absolutnie wszystko, czego pragnąłem i o czym marzyłem :)
Śmiało mogę powiedzieć, że ogrom zmian otworzył nowy etap w życiu moim i partnerki, a wszystko stało się tak niesamowicie cudowne, błogie, spokojne i słodkie, że aż momentami się wydaje jakby to był tylko piękny sen :) Już się przyzwyczaiłem do tego, że w moim życiu wszelkie zmiany są na lepsze i że wraz z upływem czasu jest coraz przyjemniej, ale bardzo rzadko się zdarzają tak duże przeskoki w górę :)
-
a ja dziś tak sobie własnie tak myślałam że są takie związki w ktorych nie ma tego co jest opisywane przez psychologow jako stan zakochania trwający 2 lata , w tych innych związkach stan zakochania stopniowo wzrasta z biegiem czasu , jak by rozwija się , przechodzi przez nowe etapy. ;)
-
:):):) W moim związku nie było czegoś takiego jak etapowy stan zakochania, ja swojego partnera czułam i kochałam jeszcze zanim go zobaczyłam, potem z każdym dniem, miesiącem ta miłość się pogłębiała i rozwijanie jej trwa cały czas:) Z upływem czasu kocham go coraz dojrzalej, coraz mocniej, coraz mniej w tym uzależnień, przywiązań, euforii. To przepiękne, głębokie, ale jednocześnie delikatne uczucie, o niebo lepsze od tego, które czułam na początku naszego związku. W pewnym momencie otwiera się takie szersze porozumienie, mogę patrzeć w jego oczy i czuć jak ta Miłość płynie między nami, nie potrzeba żadnych słów, żadnych starań, żadnego zobowiązania, jest tylko zaufanie i Miłość:) To cudowne móc wzrastać, pozbywać się swoich obciążeń, dążyć do spełnienia i bezinteresownej Miłości i jednocześnie czuć, że druga osoba pragnie tego samego, dzielić się swoim wnętrzem z ukochaną osobą i czuć z nią jedność, czując jednocześnie wolność i brak jakichkolwiek przywiązań:)
-
:)))))))))))
-
Dużo związkowych inspiracji:)))
Wiosna idzie:))
Clint i Arwena
Super, jak miło czytać takie rzeczy.
-
Clint
: D
-
Przedwczoraj afirmowałem troche bardziej intensywnie niż ostatnio i zrobiłem sobie kilka ustawień z EFT. Pod koniec dnia wyszedłem na balkon i pomodliłem się. Wczoraj od rana miałem lęki na wierzchu i dobry humor. Byłem zestresowany do około 17 ale przy tym czułem że coś się zmienia. W ciągu dnia pomimo napięcia afirmowałem gdy nikt mi nie przeszkadzał i czułem że te afirmacje wchodzą jak w masło. Schodziło ze mnie napięcie, gdy po coś sięgałem to trzesły mi sie palce. Dziś czuje że coś zeszło, udało mi sie poruszyć moje nieuzdrowione emocje. Ciesze się że wreszcie czuje że jestem w stanie uzdrawiać swoje emocje bo do tej pory miałem taką mentalną blokade że nic na mnie nie działa, nic mi nie pomoże i trzymałem sie tylko afirmacji albo pozwalałem sobie płynąć z falą. Ciesze sie też że nastała wiosna, jest to dla mnie czas intensywnej pracy nad sobą, rozkwitania i zmian na lepsze. Odrzucałem wiele technik nawet raz nie próbując bo już byłem pewny że na mnie nie podziała i to był chyba mój największy błąd :)
-
no popatrzcie jakie pozytywne podejście do tego co się nie/umie:
https://www.facebook.com/czupl/photos/pb.399103873525785.-2207520000.1394751897./425201167582722/?type=3&theater
-
Pracuję w hotelu 4 miesiące i przez ten czas nic się nie zmieniało, było wręcz pod każdym względem coraz gorzej a ja chodziłam coraz bardziej podłamana. Nagle w bardzo krótkim czasie praktycznie z dnia na dzień wszystko się w tej pracy zmieniło. Ledwo zaczęłam taką porządną pracę nad sobą i bardzo szybko przyszły do mnie cudowne zmiany:) Dziewczyny z którymi się nie dogadywałam albo które mi dokuczały zupełnie inaczej mnie traktują, są miłe i praca jest dla mnie o niebo przyjemniejsza. Jedyna ze współpracowniczek, z którą do teraz wyjątkowo opornie się dogadywałam złożyła dziś wypowiedzenie. Kilka dni temu załatwiłam też tutaj pracę mojej koleżance, która będzie przychodzić za mnie w weekendy i dzięki temu będę mogła spędzać więcej wolnego czasu z moim Ukochanym, a bardzo mi tego brakowało:) Teraz więc pracuję od poniedziałku do piątku i na dodatek pojawiła się możliwość zarabiania w tej pracy większych pieniędzy, dziś szefowa ze mną na ten temat rozmawiała.
Nadal szukam innej pracy, bo czuję że jestem gotowa na coś nowego i lepszego niż tylko sprzątanie pokoi hotelowych, ale bardzo cieszą mnie te wszystkie zmiany, które się pojawiły. Mam wrażenie, że w tej aktualnej pracy stwarzają mi się w końcu takie warunki, abym mogła spokojnie i miło przeczekać póki nie otworzę się na coś lepszego. Jest słodko, a pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu tyle płakałam i wymiotować mi się chciało na samą myśl, że muszę iść do pracy a jeszcze wkurzało mnie to, że muszę pracować również w weekendy.
Na dodatek wczoraj po długich poszukiwaniach udało nam się znaleźć z partnerem fajne, ciche mieszkanko, bo pokój w którym mieszkamy męczy nas od dłuższego czasu. Dzisiejszej nocy śnili mi się moi rodzice i podczas tego snu uświadomiłam sobie, że cały ten hałas, który miałam w swoim rodzinnym domu (ojciec ciągle darł mordę i nie mogłam przez to spać ,uczyć się, czy w ogóle po prostu normalnie funkcjonować) NIE JEST normalny i poczułam jakbym zrzuciła naprawdę ogromny ciężar. Ja nie muszę tego wszystkiego znosić, mogę w ciszy i spokoju czytać, malować, medytować… W pokoju, który wynajmujemy ciągle mamy do czynienia z hałasem - współlokatorka ma bardzo, ale to bardzo donośny głos, jest nadpobudliwa i nie potrafi mówić normalnie tylko krzyczy i wiecznie trzaska drzwiami, nie wspomnę już o urządzanych przez nich imprezkach, głośnym słuchaniu muzyki czy o sąsiedzie z dołu który tak podkręca basy, że aż wszystko podskakuje, a mnie krew zalewa. Czuję że moja pś załapała, że można żyć w ciszy i spokoju i że TO JEST normalne:):):)
Tak, dla mnie normalne było to, że mało zarabiam, że cierpię, że ludzie się nade mną znęcają, że mnie nie lubią, że w domu jest hałas przez który nie mogę się na niczym skupić. Jak CUDOWNIE jest to wszystko sobie tak po prostu odpuścić.
Czuję ostatnio jak mi się serduszko otwiera i ogólnie czuję się jakoś tak inaczej, lepiej. Nie ma to raczej nic wspólnego z samooceną, bo ona u mnie dalej leży i popiskuje, ale wiem, że wiąże się to właśnie z moim otwieraniem na zmiany, na rozwój, na Miłość i na Boga:) Przestałam się w końcu szarpać, bronić, zasłaniać rękami i nogami przed szczęściem i spokojem, czuję że nie muszę już znosić cierpienia, po prostu nie jestem nim już zainteresowana:):):):)
-
Arwena :))) to cudowne !
mądra pś :)
-
super
-
kocham kiedy dzwonia po mnie z magazynu z zabawkami na nocke - 500 zl w mojej kieszeni za rzucanie kartonami
-
Arwena : )
Ale fajnie : ) Bardzo inspirujące to co piszesz : )
-
:)
-
Ciesze sie że moge korzystać z tego forum i pytać o różne rzeczy których sam niepotrafił bym rozwikłać lub musiał bym sie nad nimi zastanawiać tygodniami a tutaj moge zapytać i otrzymać mądrą rade i odpowiedź.
-
Właśnie mam za sobą szalony, przeprowadzkowy weekend. Wszystko mnie boli i jeszcze mam trochę rzeczy do załatwienia (przepisanie liczników, internet), ale strasznie się cieszę z nowego mieszkanka. Zamiast męczyć się na pokoju w 6 osób w domu, mamy teraz dla siebie własne, dwupokojowe mieszkanie. W końcu prywatność, w końcu jest tak domowo i przytulnie. Standard i estetyka wielkiego szału nie robią(ale źle też nie jest), ale miejsca jest sporo.
Przyjemnie jest czuć jak się podnosi standard życia dzięki własnym osiągnięciom, będąc całkowicie niezależnym od rodziców. I to nie jest nawet naciągane kosztem jakiegoś zaciskania pasa, bo celowo czekaliśmy aż będziemy mieć wystarczająco wysokie dochody, żeby mieć każdego miesiąca ładny zapas gotówki na przyjemności :)
-
no i fajnie,
ja bardzo lubię jak mam dużo miejsca w domu
W małym mieszkaniu wytrzymałam... najkrócej ze wszystkich moich mieszkań
-
Brawo Clint!
-
Mam dwóch nowych lokatorów-dwa szczurki dumbo ,od razu jakaś taka nowa energia w domu...Swoiste poruszenie...
A ja mam banana na twarzy tylko ich obserwując-chyba wywalę telewizor-po co mi on :-))) !
-
Joanna P, ale suuper! Zwierzaki wnoszą do domu mnóstwo radości i ciepła, nie wyobrażam sobie mieszkania bez zwierząt na dłuższą metę:)
Hoduję szczurki od kilku lat i od kilku lat nie mam telewizora, więc coś w tym jest :D
-
Joanna P
Super! Ja się tylko kiedyś opiekowałam szczurem, ale to strasznie fajne zwierzaki są :)))
-
:-)))
-
udało mi się zrobić odprawę on-line na jutro
nawet już sobie wydrukowałam bilet
-
:))
-
fajnie :)
-
lot do korei płd :)
a na połnocy ma dziś urodziny Kim !
-
Może to i drobiazg, ale mnie bardzo ucieszył - dzisiaj po raz pierwszy od 1,5 roku ubrałam kolczyki.
Uszy sobie przebiłam dopiero, jak miałam 22 lata no i - siłą rzeczy - myślałam, że już mi dziurki zarosły (hyhy), a szkoda, bo w sumie poza kolczykami nie przepadam za noszeniem biżuterii. Dzisiaj coś mnie naszło, żeby zobaczyć, czy dziurki mam drożne (hyhyhy), no i ze zdziwieniem odkryłam, że i owszem, nie zarosło nic (hyhyhyhy), tylko przy prawym uchu trzeba było troszkę bardziej celować i troszkę mocniej dopchnąć :P
Och, jak mi kobieco! :))
-
Byłam w Korei, haha
i właśnie wróciłam
-
hej Atlanta, ale fajnie :)) mnie się też udało już kilka swoich wycieczkowych planów zrealizować i cieszę się, że wiosna dopiero się zaczyna :)
ps. robiłaś może fotki? :)
-
Super Atlanta. Już od jakiegoś czasu pisałaś czasami o Korei, też kiedyś tam chce pojechać. Lubie takie klimaty.
A oto małe sprawozdanie od Doktora :)
Ostatnie tygodnie są dla mnie bardzo wybujałe. Tzn raz pod górke a raz z górki. Zaczałem prace nad dekretem który mi bardzo podpasował. Wywaliło konkretnie tydzień temu. Jednak nie da sie siedzieć w domu odizolowywać się od świata i przerabiać tematy relacji z ludźmi. Poznałem wielu nowych ludzi, w tym jedną dziewczyne. Pomimo że ostatnie dni były dla mnie dużym stresem, kulminacja była z 2 dni temu gdzie czułem sie tak jak większość ludzi przed egzaminem na prawko. W nocy z obcą babką w łóżku nie mogłem w ogóle zasnąc a serce waliło mi jak bym był naćpany. (złożyło sie na to wiele rzeczy, nie tylko ona) W każdym razie po tym "wybuchu" wywałek czuje że poluzowało sie u mnie w relacjach z ludźmi, czuje sie spokojniej i bardziej na luzie, czegoś takiego co teraz nie czułem jeszcze nigdy w tym zyciu, przynajmniej nie pamiętam.
Nowa dziewczyna którą poznałem zaakceptowała mnie jąkającego sie. Kilka miesięcy temu chyba spalił bym sie żywcem ze wstydu gdybym podczas rozmowy poznawczej z jakąś ładną dziewczyną się zacinał. Praca nad sobą i nowe przygody w życiu towarzyskim które mnie ostatnio spotykają dużo mi dają. Otwierają mnie na lepsze. Fakt jest też taki że mam teraz paczke osób która sie rozrasta, która traktuje mnie z szacunkiem nawet gdy mam problemy z mówieniem. Czuje sie troche nie pewnie jeszcze nawet z nimi ale widze że na tym etapie na którym jestem jeszcze nie byłem. Jest progres :)
Również sprzęt tam w rozporku zaczął lepiej działać wprost proporcjonalnie do dystansu jaki udaje mi sie mieć do siebie i do dziewczyn. Jednak dużo jeszcze przedemną.
Nie czuje sie może jakoś szczęśliwy bo dużo mam stresów i nowych doświadczeń ale patrząc ogólnie na całą sytuacje, idę do przodu.
Teraz tylko żebym nie zmarnował tej szansy zrobienia większego kroku w uzdrawianiu siebie !
Dzis nie moge przestać tego słuchać :)
https://www.youtube.com/watch?v=SYM-RJwSGQ8
-
Doktor
Lubię Cię czytać, fajnie, że progres :) I nie martw się, że stracisz jakąś szansę na kolejny krok w uzdrawianiu siebie, wszystko jest częścią procesu, każde doświadczenie życiowe, które przechodzisz.
-
Dziekuje Korneliax :)
Wiesz, uspokoilo mnie nagle to co napisalas :)
Dziekuje ;)
-
Dzisiaj wielką radością mnie napełnia ogrom warzyw i owoców, które zakupiłam na bazarku obok siebie i to, że uruchomiłam blender, do czego podchodziłam jak pies do jeża od ponad roku. Wiedziałam, że mam blender w ramach robota kuchennego ze starego mieszkania, ale tak mnie przerażało, że ten blender może nie działa, że na wszelki wypadek tego nie sprawdzałam. Logiczne, nie ;) ?
I będę robić różne fantastyczne zielone koktajle, czy po nowoczesnemu smoothies ;)))
Na początek niezielony, ale bardzo mnie ciekawi... Jeśli na forum ostał się jeszcze ktoś kto czasem używa kawy, może też skorzysta:
http://puszka.pl/przepis/4862-koktajl_bananowo-kawowy.html
-
wymieniłam 2 żarówki w samochodzie
sama, namęczyłam się, ale się udało
jedna to światła mijania, druga to ośw. tablicy rejestracyjnej
jestem uradowana
palce tylko trochę poobcierane
-
Udało mi się wstać .
wstawjąco wszystkim
-
Co do kawy. Nie piję i nie lubię. Ale za to lubie ciasta kawowe a to które upiekłam ostatnio z masą kawową było naprawdę dobre.
-
Co do kawy. Nie piję i nie lubię. Ale za to lubie ciasta kawowe a to które upiekłam ostatnio z masą kawową było naprawdę dobre.
chyba też tak mam :-)
-
Ja nielubialem kawy ale polubilem.
Wczoraj w kafeteri kupilem sobie taka w duzym kubku z namalowanym smietanka misiem :)
-
takie kawy są najfajniejsze
i kubek tak świetnie szeleści
szszsz
-
Doktor X,
kawa z misiem :)))
Wniebowzięcie Grubego,
"wstawjąco"? Hmm, czyżbyś narozrabiał ? ;))
-
Mam najukochańszą ukochaną na świecie :)
Ostatnio postanowiła zrobić mi słodki upominek, ale nie podarowała mi go tak po prostu. Poświęciła kilkanaście godzin na to, żeby obmyślić i wykonać swój szalony plan... :D
Wczoraj zostałem wysłany na mały spacer i pół godziny później mieliśmy się spotkać na dworze. Gdy już spotkaliśmy się, podarowana została mi koperta z ostrzeżeniem, że jeśli ją otworzę, nie będzie już odwrotu. Siedząc na skraju pola, mając na tle oddalonych szklarni prześliczny zachód słońca i czując rześki wiatr wiedziałem, że muszę podążyć za zewem przygody. Otworzyłem więc kopertę, a ta zawierała list w którym były informacje o ukrytym skarbie oraz uwięzionej księżniczce...
Sam list był przepełniony zabawnymi żartami i posiadał prześliczne ilustracje. W liście znajdowała się wskazówka, żeby podążać za głosem serca. Po powrocie do domu okazało się, że wskazówka jest dosyć dosłowna, ponieważ przez cały dom prowadziła ścieżka z mnóstwa papierowych serduszek. :P I tak zaczęły się moje poszukiwania przepełnione zagadkami, żartami, nagranymi filmikami i wieloma przyjemnymi atrakcjami. Dawno się tak nie uśmiałem i nie ubawiłem :)
Nikt, nigdy nie włożył tak wiele pracy tylko w to, żeby sprawić mi przyjemność, tak po prostu :)
-
:-)
-
Clint
twoja ukochana to bardzo twórcza i kreatywna kobieta :)
-
Po ponad miesiącu różnych przygód znalazłem sobie fajną pracę ;) Patrząc teraz wstecz na ostatnie wydarzenia mogę śmiało powiedzieć, że bycie zwolnionym z poprzedniej pracy było najlepszą rzeczą jaka mnie ostatnio spotkała :)
Skonfrontowałem się z mnóstwem emocji, przekroczyłem pewne lęki, zyskałem większą świadomość swoich możliwości, zwiększyło się moje zaufanie do boskiej opieki i ochrony, uwolniłem się od skrajnie toksycznej relacji. Wszystko się świetnie układało. Miałem wątpliwości co do wszystkiego, kiedy w jednym miejscu potraktowano mnie praktycznie jak robaka, dano "szansę" gdzie po prostu przez tydzień odwaliłem kawał dobrej roboty za darmo i na koniec ściemniono coś na temat tego, że miałem jakieś zwiechy i w ogóle jakoś średnio mi to szło, więc się odezwą za 3 tygodnie, bo może trafi się ktoś lepszy. Warunki pracy były okropne (laptop zamiast stacjonarki, najniewygodniejsze krzesło świata) - tak że po kilku dniach pracy miałem okropne bóle pleców i szyi, a wysiedzenie 8 godzin było jakimś koszmarem. Jak mnie jeszcze tak na koniec potraktowano jak śmiecia, gdzie wypomniano mi wpadkę z poprzedniej firmy (jacyś ludzie się znali nawzajem i poszło info) i przekręcono moje dokonania w poprzedniej firmie jako zwykłą ściemę, itp. to się kompletnie załamałem. Już myślałem, że wraz z poprzednią pracą straciłem niepowtarzalną okazję i że teraz będę skazany na żebranie o beznadziejne stanowiska, gdzie będę harował za grosze w kiepskich warunkach i będę traktowany jak pies. Partnerka mnie bardzo wspierała i cały czas przypominała o tym, że ona się w ogóle nie martwi i czuje, że będzie wszystko dobrze, ale ode mnie się to już odbijało. Czułem się bezradny, pozbawiony mocy i godności. Normalnie bym chciał zniknąć czy umrzeć, ale za bardzo jestem szczęśliwy w swoim związku, więc było mi tylko źle :D
Na szczęście dwa dni później, po skończeniu darmowej roboty w wyżej wspomnianej firmie - zaproszono mnie na kolejną rozmowę (wcześniej przez cały miesiąc odezwała się tylko tamta firma i jedna korporacja mająca okropne opinie), tym razem do firmy do której mi najbardziej zależało się dostać, bo była naprawdę konkretna i miała bardzo dobre opinie jeśli chodzi o warunki pracy i traktowanie pracowników. No i już sama rozmowa zupełnie inaczej wyglądała. Potraktowano mnie naprawdę z szacunkiem, zamiast mnie poniżać i udowadniać jak bardzo niewiele umiem - czułem się dobrze i pewnie, więc sprzedałem się z najlepszej strony, rozmawiając całkowicie swobodnie, bez stresu, wtrącając nawet jakieś małe żarciki czy anegdotki. Byłem z siebie naprawdę zadowolony. No i na koniec dostałem do wypełnienia mały test z wiedzy branżowej - który mi poszedł całkiem nieźle, głównie dzięki wiedzy zdobytej podczas tego darmowego tygodnia pracy. A więc koniec końców okazało się, że nawet to zdarzenie miało jakiś sens i zostało przekute w mój sukces. Dwa dni później dostałem bowiem telefon, że mam tą pracę i od poniedziałku zaczynam. Nie znam jeszcze tamtejszych ludzi i warunków pracy, ale ta krótka wizyta w biurze, rozmowa o firmie z kadrową i ogólne odczucia co do miejsca sprawiają że jestem bardzo pozytywnie podekscytowany, ponieważ najzwyczajniej w świecie to miejsce budzi bardzo pozytywne odczucia od pierwszego momentu. A mam porównanie z poprzednią firmą, bo tam od samego początku źle się czułem i perspektywa że miałbym nawet dostać tam pracę - dobijała mnie.
Naprawdę cudownie jest czuć, że wszystko jest na swoim miejscu, że to co się dzieje, nawet jak jest nieprzyjemne to czemuś służy, a nie jest tylko zwykłym dosrywaniem dla samego dosrania. Czuję się naprawdę świetnie :)
-
Mam już 18 lajków pod moim nowym zdjęciem profilowym na fejsbuku, nową bluzeczkę a mój opiekun stażu rzekl mi, że mój francuski jest "vraiment tres haut et bravo (a może brawo?:)"-znaczy się poziom aż się zawstydziłam, bo słyszę to prawie codziennie i aż mi głupio. Zjadłam sobie super deserek, jutro kupię sobie sandałki a w sobotę jadę do Paryża i ma padać i świetnie, bo to pogoda w sam raz na Luwr. NAwet jeśli zastrajkuje kolej to pojadę w niedzielę i gitara:). Troszkę mnie tylko ćmi w głowie, bo czuję, że zbiera się wywałka, ale to swietnie bo temat jest bardzo ważny.
Ech, moje 4,5 miesięczne wakacje dobiegają końca, nigdy nie miałam lepszego prezentu w życiu.
-
daj linka do twojego profilu na facebuku
-
ania.82
fajnie, z tak długimi wakacjami i świeżą dawką energii, która bije od twojego postu :)
Clint, gratuluję :))
A co będziesz porabiał w nowej pracy?
Ja się ostatnio rozkoszuję świadomością elastyczności boskiego planu, a jednocześnie tego, że wybierając go, wybieram najlepszą i najłatwiejszą drogę dla siebie :).
Cieszę się, że mi odpuściło upieranie się, że "ma być po mojemu" i lęk, że jak nie będzie to nie będę szczęśliwa. Żyje mi się bardzo łatwo na co dzień, bez jakiegokolwiek planowania, czy specjalnego kreowania (jak było wcześniej). Wolę poddać się życiu i pozwolić by Bóg mnie rozpieszczał, tak jak lubi najbardziej :).
-
Kinga
Dzięki :)
Będę się zajmował pozycjonowaniem stron internetowych - nie jest to marzenie mojego życia, ale na pewno jest to ciekawsze, ambitniejsze i z lepszymi perspektywami niż większość rzeczy jakie mógłbym robić na chwilę obecną. To co robiłem wcześniej było pokrewne (ta sama branża), ale jednak dużo mniej wymagające i przez to też to była taka ślepa uliczka bez perspektyw, bo w pewnym momencie przestało to mnie uczyć czegokolwiek, a ja już tylko siedziałem i klepałem to samo. Teraz trafiłem na firmę, gdzie nie jest problemem to, że mam pewne braki w nieco bardziej technicznych aspektach i będę mógł się douczyć wielu rzeczy, co jest fajne bo zdobędę umiejętności, dzięki którym w przyszłości będzie mi dużo łatwiej znaleźć zatrudnienie niż w chwili obecnej, nie wspominając już o wyższych zarobkach. To się przyda, bo mam wrażenie że moja droga do pracy życia może trochę potrwać, więc fajnie by było w międzyczasie też mieć w miarę fajne warunki pracowo-finansowe. Na sam początek dostanę nieco mniejszą pensję niż w poprzedniej firmie, ale to tylko na 3 pierwsze miesiące - potem powinienem wrócić do poprzedniego poziomu lub nawet wyżej. Ale nawet tych 3 miesięcy nie odczuje za bardzo, bo nie dość że przenoszę się na tańsze mieszkanie (trafiła się bardzo fajna okazja) to jeszcze 2 pierwsze miesiące będzie czynsz wynosił tylko połowę normalnej kwoty. Swoją drogą te zawirowania pracowe idealnie zbiegły się z końcem umowy na stare mieszkanie i doprowadziły do fajnych decyzji, w wyniku czego mieszkaniowo też wyjdę na tym wszystkim lepiej. Genialność boskich planów wciąż mnie zaskakuje :)
-
ania.82
fajnie, z tak długimi wakacjami i świeżą dawką energii, która bije od twojego postu :)
Clint, gratuluję :))
A co będziesz porabiał w nowej pracy?
Ja się ostatnio rozkoszuję świadomością elastyczności boskiego planu, a jednocześnie tego, że wybierając go, wybieram najlepszą i najłatwiejszą drogę dla siebie :).
Cieszę się, że mi odpuściło upieranie się, że "ma być po mojemu" i lęk, że jak nie będzie to nie będę szczęśliwa. Żyje mi się bardzo łatwo na co dzień, bez jakiegokolwiek planowania, czy specjalnego kreowania (jak było wcześniej). Wolę poddać się życiu i pozwolić by Bóg mnie rozpieszczał, tak jak lubi najbardziej :).
Dobrze Ci Kinga że masz to już za sobą. Mam na myśli to że pogodziłaś swoje pragnienia z boskim planem stworzenia. Ja w tej chwili nie chce za nic w świecie odpuścić moich pragnień. Chciałbym przekonać się na własnej skórze jak elastyczny może być mój boski plan. gdybym tylko mógł teraz wiedzieć czy moje pragnienia mieszczą się w tym planie to był bym spokojniejszy, a gdybym dowiedział się że sie mieszczą to skakał bym z radości.
-
Kinga,
"Wolę poddać się życiu i pozwolić aby Bóg mnie rozpieszczał najbardziej tak jak lubi", Piękne. Inspirujące :)
Dzięki.
-
Doktor-x,
wiem o czym mówisz, bo sama w takim konflikcie żyłam przez wiele lat, tak się bałam :)).
Ale w pewnym momencie w medytacji dotarło do mnie, że moje pragnienia i potrzeby też się liczą. Mało tego, moje pragnienia i potrzeby tak naprawdę były inspiracją od mojego WJa, które mi powiedziało "jednym ze sposobów wychwalania Boga jest u ciebie lekkie, łatwe, dostatnie życie, jest to dla ciebie tak proste, że bez względu na to, co będziesz robiła, nie ma takiej możliwości, byś się na tej drodze i tak w końcu nie znalazła". Po tych słowach świat mi się przewrócił do góry nogami :)).
Wtedy zrozumiałam, że boski plan to całe spektrum różnych i wspaniałych możliwości - z jednym założeniem - droga będzie łatwa, przyjemna, otwierająca, dająca coraz to nowe szanse i możliwości. Ja też mogę się czuć spełniona, wybierając różne drogi i różne możliwości.
Clint,
czyli tak naprawdę w nowej pracy się rozwiniesz, co będzie bardzo owocne dla twojej przyszłości :).
No właśnie, często same pieniądze nie są najważniejsze, bo Bóg i tak to ułoży w taki sposób, że w efekcie będzie dobrze - patrz twoja okazja z mieszkaniem.
A propos boskiego planu i życia, właśnie piszę artykuł na temat szczęścia. Widzę jak ważny i jednocześnie niezrozumiały jest to temat dla wielu ludzi. Mało kto ma takie przekonanie w życiu "ja to mam szczęście". Wielu zawistnych i zazdrosnych ludzi, mówi "tylko głupi ma szczęście". A szczęście w życiu to jeden a aspektów Boga (tak to czuję :)), i nie chodzi tylko o to, że "jestem szczęśliwy i mogę być niezależnie od wszystkiego" - to jest prawda, ale o świadomość, że moje życie może być przepełnione wieloma niespodziankami, świetnymi okazjami, niezwykle sprzyjającymi warunkami do mojego rozwoju i życia na co dzień :). I jeśli coś chce to wręcz cały świat układa się w taki sposób, by moja droga do osiągnięcia tego była jak najłatwiejsza :).
-
Kinga
czyli tak naprawdę w nowej pracy się rozwiniesz, co będzie bardzo owocne dla twojej przyszłości :).
Dokładnie - dlatego też się bardzo cieszę na myśl o nowej pracy :)
Swoją drogą mam bardzo podobne przemyślenia, do tego co piszesz w ostatnich postach. Ja bym powiedział, że szczęście to wręcz jeden z najważniejszych aspektów Boga, równie ważny co miłość, ale w ludzkiej świadomości na ogół już bardziej marginalizowany. Kiedyś byłem bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, dlatego dla mnie to dosyć ważna kwestia. Kiedyś mocno do mnie trafiły słowa Buddy "Nie ma drogi do szczęścia - to szczęście jest drogą". Niby banał, ale kiedy dotarły do mnie te słowa tak konkretnie - dużo się zmieniło w moim podejściu. Nie było łatwo się przestawić i wyjść z przyzwyczajeń do wiecznego umartwiania się (do dzisiaj mi się zdarzają takie uczucia), ale budowanie w sobie poczucia szczęścia niezależnie od tego jak moje życie wyglądało bardzo ładnie zaoowocowało po czasie :) Fajnie jest też to poczucie, że im mniej do szczęście mi potrzebne, tym więcej dostaję ;)
No i co do Boskiego Planu - ja się w swoim życiu upierałem tylko przy jeden rzeczy - żeby mieć swój wymarzony związek - a to na szczęście nie miało prawa stać w sprzeczności w Boskim Planem dla mnie (oczywiście w praktyce związek okazało się nieco inny, znacznie lepszy i korzystniejszy niż moje wyobrażenia, ale na szczęście nie upierałem że ma być po mojemu). Pewnie dlatego jest mi teraz tak łatwo przyjmować to co się zmienia w moim życiu i nie wyrywać się w innych kierunkach. Podoba mi się to zanurzanie w strumieniu życia i poddawanie jego biegowi. Np. w kwestiach pracy nie mam parcia na konkretny zawód, więc mogę się poddać temu co do mnie przychodzi i swobodnie to zmieniać na inne rzeczy, a wiem że z czasem będą to coraz lepsze i korzystniejsze miejsca. Nie muszę wiedzieć co to będzie, wiem że mogę spodziewać się fajnej, rozwijającej przygody, więc zostaje po prostu przyjmować to co przychodzi. I wg mnie właśnie to pozwala nam na prawdziwy rozwój pod okiem Boga, bowiem przychodzące rzeczy będą odpowiednio na nas działać, stymulować konkretne obszary i tym samym poruszać kwestie, które niekoniecznie sami z siebie byśmy chcieli ruszać, a które warto by było przepracować. To taka pozytywna stymulacja i wznoszenie nas na wyżyny naszych możliwości, zamiast krążenia tylko we własnym, bezpiecznym światku. W sumie to dla mnie jest to bardziej wartościowe niż osiągnięcie jakiegoś tam pojedynczego, wymyślonego sobie samemu celu.
-
Mało tego, moje pragnienia i potrzeby tak naprawdę były inspiracją od mojego WJa,
Łaał, to brzmiało super :)
Czasem mam podobne przebłyski że moje pragnienia i marzenia też są inspiracją od WJ, choć moje ego trochę na tą chwile mi te marzenia i pragnienia zabarwia nie zupełnie czystymi intencjami. W każdym razie gdy mam te przebłyski czuje wtedy najlepsze uczucie jakie czułem w tym życiu, taką super radość, która niestety krótko trwa :p
-
Clint :)
Doktor-x, to jest to :)). Z czasem radości będzie więcej i więcej, a jak pś zaakceptuje i przyzwyczai się do tego rodzaju energii i wibracji, będzie to stan, który zacznie dominować w życiu, mimo, że wywałki będą się zdarzać :).
-
Jak by taki stan dominował w moim życiu i nie miał bym już większych lęków do uzdrowienia no to.. nie mam pytań :))
-
Ania,
a co teraz będziesz robić, tzn. po powrocie?
Mam już 18 lajków pod moim nowym zdjęciem profilowym na fejsbuku, nową bluzeczkę a mój opiekun stażu rzekl mi, że mój francuski jest "vraiment tres haut et bravo (a może brawo?:)"-znaczy się poziom aż się zawstydziłam, bo słyszę to prawie codziennie i aż mi głupio. Zjadłam sobie super deserek, jutro kupię sobie sandałki a w sobotę jadę do Paryża i ma padać i świetnie, bo to pogoda w sam raz na Luwr. NAwet jeśli zastrajkuje kolej to pojadę w niedzielę i gitara:). Troszkę mnie tylko ćmi w głowie, bo czuję, że zbiera się wywałka, ale to swietnie bo temat jest bardzo ważny.
Ech, moje 4,5 miesięczne wakacje dobiegają końca, nigdy nie miałam lepszego prezentu w życiu.
-
Po 4 dniach w nowej pracy jestem bardzo zadowolony. Najpierw okazało się, że warunki samej pracy są ponadprzeciętnie dobre - m.in. aż 3 przerwy po 15 minut zamiast tylko jednej jak w każdej innej pracy biurowej, co piątek wspólne śniadanie na koszt firmy będące dodatkową, półgodzinną przerwą, brak nadgodzin niezależnie od ilości pracy (w firmie wręcz nie można przebywać po 17, wiec max można do godziny wydłużyć swój pobyt jak np. chce się odrobić jakieś wolne), gratisowe dni wolne w długie weekendy i mnóstwo podejścia przyjaznego pracownikom na wielu płaszczyznach. Współpracownicy są bardzo fajni, mili i luźni. Nie ma ciśnienia z niczym, każdy pracuje sobie we własnym tempie i sam organizuje prace.
Już pierwszego dnia zostałem przywitany tekstami w stylu "cieszymy się, że jesteś z nami", a handlowcy wręcz dziękowali mi za to, że przyszedłem pracować. To było bardzo miłe, fajnie było poczuć się docenionym już na samym starcie, nim się zdążyło cokolwiek jeszcze zrobić. Niesamowite jest to, że zostałem przyjęty na stanowisko specjalisty do pozycjonowania stron internetowych w jednej z największych firm w mieście w tej branży i chyba mającej najlepsze opinie dotyczące właśnie traktowania pracowników, gdy moje doświadczenie było jednak dość skromne i miałem spore braki w wiedzy czysto technicznej. Okazało się że jednak to nie problem i wystarczyło samo moje obycie w branży plus dobre sprzedanie się na rozmowie kwalifikacyjnej :) Już od pierwszego dnia dostaje dość ambitne zadania i okazuje się, że potrafię sam zrobić rzeczy, o których nie wiedziałem że potrafię sobie poradzić. Co rusz muszę coś modyfikować na stronach klientów i jakoś po prostu potrafię dojść samemu do tego, jak zrobić daną rzecz. Fajne jest to, że jest to też docenianie i dzisiaj np. dostałem kopię maila od klienta, który był niesamowicie zachwycony podstronami, które mu wczoraj cały dzień dłubałem :)
Jest też trochę stresu, bo mimo wszystko muszę przyswoić sobie ogromną ilość informacji, już dostałem własnych klientów pod opiekę, a wciąż nie wiem wielu rzeczy o funkcjonowaniu firmy, ale fajnie jest tak się rozwijać i przezwyciężać kolejne trudności i wyzwania. W końcu się czuję że się rozwijam w pracy, a to co robię - ma jakiś sens. No i najlepsze jest to, że klienci nie mogą do mnie dzwonić bezpośrednio, co też jest dość wyjątkowe w tej branży. Większość kontaktu jest przez mail, a telefon tylko wtedy kiedy ja zadzwonię - dzięki czemu przynajmniej nie muszę siedzieć jak na szpilkach czekając na wściekłych klientów - to już jest zmartwienie biura obsługi klienta.
Ogólnie jest bardzo fajnie i pozytywnie :)
-
Clint
To superanckie,co cię spotkało-niech ci się darzy i przydarza nadal :-*.
-
Clint,
ja ci to wywróżyłam, pamiętasz?
-
Clint
Super! :)
W ogóle tak mnie naszło, że całe to martwienie się jest zupełnie niepotrzebne ;)
-
Kupiłem (zamówiłem) sobie dłuta do rzeźbienia w drewnie i parę klocków drzewa lipowego jako zestaw startowy. W końcu poczułem że jest czas żeby zacząć (i chęć) :)
-
Witek : )
Ale fajnie : ))))
-
:)
-
co będziesz rzeźbił?
-
Witek, fajnie :) Rzeźba też jest mi bliska :)
Tylko dziękuj drzewom, bo inaczej drzazgi powchodzą ;)
-
Witek, Vedic carving ? Taki pmysł z Vedic Art :)
-
:)
No jeszcze nie wiem co wyrzeźbię ale wiem że będę miał dobrą zabawę ;)
-
Wyrzeźb sobie ptaszka.
-
a mnie kotka
-
weszłam dzis na 2 poziom wieży Eiffla schodami w czasie...krótkim:) i bez większego zmęczenia.
Czuje się światową osobą z dobrą kondycją:).
-
haha, no proszę
-
dodatkowo okazało się, że jestem wzorem już dla trzeciej osoby z kolei;-).
Pierwszą jest mój były adorator nadużywający alkoholu młodzieniec z którym łączyła mnie karma-na szczęście juz trzeźwo go widzę po prawie 1,5 roku męczarni na tle jego osoby;).
Drugą osobą jest moja siostra-dodatkowo stawia mnie ona za wzór wszystkim swoim kolezankom z pracy podkoloryzowując nieco moje "osiągnięcia";).
Trzecią osobą jest koleżanka mojej siostry-która zawsze bardzo mnie lubiła-osoba wyjątkowo wulgarna, niezbyt dobrze wychowana, zażywająca obecnie leki psychotropowe-rozstała sie z facetem i bardzo to przeżyła.
Niestety, żadna z tych osób mnie nie naśladuje:D. Ale "wzorem" jestem:D.
-
to pokręcone babki,
jesteś dla nich wzorem, ale cię nie naśladują
nie wiedzą co tracą
-
miałam bardzo fajny tydzień zwiedziłam chyba rekordową dla mnie liczbę ciekawych miejsc , największe wrażenie zrobił na mnie skansen miniatur i tężnie w Ciechocinku :)
jak na osobę nielubiącą podróżowania dość dużo zwiedzam ostatnio heheh ale to chyba zasługa towarzystwa. Słyszałam że Elżbieta Dzikowska żona Tonego Halika też nie cierpiała podróży ale jak że miała odmówić Tonemu towarzystwa :)
-
Nie sądziłam,ze kiedyś to powiem- DOCENIAM trzeźwość mojego umysłu :)
-
Edyta
super :)
muszka91
też doceniam tą trzeźwość zarówno w sobie , jak i u innych :)
-
Jestem w trakcie urlopu pod hasłem rekompensaty braków z dzieciństwa :)) Fajnie jest załatać lukę w pragnieniach, których się nie doświadczyło albo przeżyć od nowa sytuacje, które kiedyś były traumatyczne.
Przedwczoraj podszkoliłam się w pływaniu i przez 6 godzin pływałam, nurkowałam i zjeżdżałam z różnego rodzaju zjeżdżalni wodnych. Nigdy nie miałam okazji tego robić, bo pomijając fakt, że ze względów finansowych nie jeździłam nigdy z rodzicami do aquaparków, to strasznie bałam się wody, a szczególnie momentu wpadania do niej z zawrotną szybkością:p W dzieciństwie przy okazji nauki pływania topiłam się, nauczycielka nie wskoczyła do wody bo nie chciała się pomoczyć więc kazała ratować mnie mojej rówieśniczce, która ze strachu wywołanym całą tą sytuacją ciągnęła mnie za nogi, przez co topiłam się jeszcze bardziej. Od samego początku sama nauka pływania przysparzała mi sporo stresu i w wodzie nie czułam się bezpiecznie, strasznie się spinałam i nie umiałam poczuć nawet cząsteczki luzu jeśli ktoś bliski nie był obok. Dopiero kilka lat temu zaczęłam się przełamywać, nauczyłam się pływać jako tako, ale lęk powracał z każdym pójściem na basen, a nie robiłam tego zbyt często.
No i teraz miałam mega przełom, wyszły ze mnie pewne ciężkie emocje, stawiłam im czoła , po czym przez resztę dnia śmigałam po całym ośrodku. Czułam się jak delfin, towarzyszyło mi cudowne bezpieczeństwo i luz. I pomyśleć że przecież jakiś czas temu bałam się zanurzyć po szyję w wodzie, bo paraliżował mnie strach… To okropne jak w wielu aspektach życia i jak często moje działania są kontrolowane i ograniczane przez strach.
Chcę pozbywać się wszystkich lęków które paraliżują moje swobodne funkcjonowanie:) Chcę otwierać się na spokojne, przyjemne, bezpieczne funkcjonowanie, tak żebym mogła bez ograniczeń robić to co sprawia mi dużo szczęścia i tym samym czerpać przyjemność z życia.
-
Arwena
Chcę pozbywać się wszystkich lęków które paraliżują moje swobodne funkcjonowanie:) Chcę otwierać się na spokojne, przyjemne, bezpieczne funkcjonowanie, tak żebym mogła bez ograniczeń robić to co sprawia mi dużo szczęścia i tym samym czerpać przyjemność z życia.
super, też tak chcę
-
Ja natomiast się cieszę, że znowu weszłąm na ścieżkę serca. Własnie nie wiem od czego to zależy, ale mam coraz częściej w zyciu momenty, gdy czuję, że płynę w samym centrum jakiegoś nurtu, który mnie niesie lekko, łatwo i przyjemnie, wszystko wydaje mi się włąściwe, dostrzegam mnóstwo znaków, które mi pokazują kierunek (to właśnie nazywam ścieżką serca). I tak to się dzieje o wiele za mało w moim życiu, znacznie częściej mam momenty, że czuję, ze zbaczam z kursu, idę pod górę, nic mnie nie inspiruje, jest ciężkawo, nie widzę kierunku. Ciekawe od czego to zalezy ?
-
Przedluzylem umowę w pracy, i od listopada będę sie tam uczył robić tradycyjne duńskie świąteczne specjały:) ale frajda
-
To ja się podzielę swoją radością, bo w dzień po tym jak wychwalałem readersy przyszedł do mnie prezent z Japonii a tam nie jedna książka a cztery :D
I teraz mogę sobie jechać pociągiem i szpanować że czytam książkę z krzaczkami... Nawet jeśli to opowiadania SF dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym ;)
#hajlajf #lans #groriousnippon #weeaboo
A od innej znajomej z Japonii dostałem dzisiaj podziękowania za to, że tak często z nią czatuję (po angielsku), bo wykorzystała to w rozmowie o pracę i uważa że jej to pomogło :)
Człowiek nawet nie widzi jak uczy ;)
-
Jak to fajnie być uczynnym dla innych w tak pożyteczny dla siebie sposób :))
-
Człowiek nawet nie widzi jak uczy ;)
się też :))
Generalnie kiedy uczymy innych to, przy okazji, uczymy też siebie - wielu rzeczy.
-
Udało mi się uratować dwa żółwie, znaleźć im nowy dom !!
Przed chwilą przyjechała z mężem koleżanka mojej siostry i je zabrali. Wierze że tam będą miały dobrze :)
Powiedziałem też do ojca dzisiaj pierwszy raz w życiu coś miłego, mianowicie że w gruncie rzeczy potencjalnie fajny z niego facet ale ma strasznie namieszane i nabite w głowie.
Od kiedy przywiozłem żółwie i dzisiaj gdy znalazły nowy dom towarzyszyła mi ta piosenka, bardzo pozytywna :)
We could be heroes
https://www.youtube.com/watch?v=FBUJiUCWiz8
-
Brawo Doktorze! :))
-
Udało mi się uratować dwa żółwie, znaleźć im nowy dom !!
Przed chwilą przyjechała z mężem koleżanka mojej siostry i je zabrali. Wierze że tam będą miały dobrze :)
Powiedziałem też do ojca dzisiaj pierwszy raz w życiu coś miłego, mianowicie że w gruncie rzeczy potencjalnie fajny z niego facet ale ma strasznie namieszane i nabite w głowie.
Od kiedy przywiozłem żółwie i dzisiaj gdy znalazły nowy dom towarzyszyła mi ta piosenka, bardzo pozytywna :)
We could be heroes
https://www.youtube.com/watch?v=FBUJiUCWiz8
Doktor-X - kiedyś heros na polu walki teraz heros dla dwóch żółwi ;-)
-
:)) ! Dziękuje
-
Doktor-X
Super, że się udało :))
-
Super, że im pomogłeś :) Brawo!
-
Fajnie, Doktor, że są ludzie, których jeszcze interesuje los naszych braci mniejszych :)
-
Oczywiście Karina :) I nie jeszcze, tylko coraz więcej :)
-
Dla mnie człowiek który pomoże zwierzakowi jak przyjdzie do niego taka sytuacja, to dobry człowiek, i od razu uśmiech serca na twarzy :)
-
Żółwie jeszcze raz wywołują uśmiech u mnie w sercu :))
Znajomi którzy wzięli żółwie dobrze sie nimi zaopiekowali co mnie bardzo bardzo ucieszyło. Właśnie dostałem zdjęcie z podziękowaniami gdzie widać że mają nowy czerwony piasek, nową lampkę i nowe urządzenie do natleniania wody, ja dałem im to stare uszkodzone, do tego kupili też grzałkę :) gdyby im nie zależało to by tego dla nich nie robili także utwierdza mnie to w przekonaniu że żółwie trafiły w dobre ręce.
http://zapodaj.net/b8a895568e58c.jpg.html
:))
Zajebiście mnie rusza jak ktoś robi krzywdę zwierzętom aż chce mi się płakać, może dlatego że sam kiedyś robiłem im krzywdę, kto wie.
-
Zajebiście mnie rusza jak ktoś robi krzywdę zwierzętom aż chce mi się płakać
Też tak mam, ale nie sądzę, zebym kiedykolwiek robiła krzywdę zwierzętom
-
Dostałam od moich koleżanek na urodziny pakiet SPA manicure+pielęgnacja twarzy+masaż ciała i jeszcze odważyłam się z tego skorzystać. Fajnie było :). Chyba wreszcie otwieram się na przyjemności :)
-
Doktor
A raczej dlatego że ty sam się czułeś jak takie bezbronne zwierzątko gdy rodzice cię krzywdzili
-
i jeszcze czas na to znalazłaś !
Dostałam od moich koleżanek na urodziny pakiet SPA manicure+pielęgnacja twarzy+masaż ciała i jeszcze odważyłam się z tego skorzystać. Fajnie było :). Chyba wreszcie otwieram się na przyjemności :)
-
Inga
Pewnie masz rację, ja też płaczę jak czytam o krzywdzie zwierząt i bardziej mnie one wzruszają niż ludzie.
-
Doktor
A raczej dlatego że ty sam się czułeś jak takie bezbronne zwierzątko gdy rodzice cię krzywdzili
Pierwsze co mi sie nasuwa na myśl, to że rodzice mnie raczej nie krzywdzili fizycznie jak byłem bardzo mały. Jeśli tak było to kiedyś napewno to odkryje.
-
Atlanta :)
No! I jeszcze znalazłam na to czas!
Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni miałam pomalowane paznokcie... Zawsze traktowałam to jak nudną stratę czasu. Ale jak ktoś je maluje to juz zupełnie inaczej to odbieram :)
-
Miałam na myśli krzywdy psychiczne takie jak nie zaspakajanie potrzeb.
Potrzeby tych zółwi zostały zaspokojone.
-
Ok Inga
Może masz racje, na teraz tego nie czuje.
-
Cieszę się bardzo, że od jakiegoś czasu pozwalam sobie na konkretne i korzystne zmiany w moim życiu i wszystko zaczyna wchodzić na właściwy tor:) Jestem coraz bardziej zadowolona z siebie
i tego jak moje życie wygląda na co dzień:)
-
Czuję duży przełom w temacie wzorców odrzucenia :)
Wreszcie moja podświadomość zrozumiała, że nie warto się tak starać i wysilać, żeby zdobyć szacunek i akceptację osób, które mnie odrzucają. Że lepiej się skupić na tych osobach, które są na ten moment otwarte i gotowe na to by tworzyć ze mną relacje, współpracować czy współtworzyć :) Co za ulga ... Jestem bardzo wdzięczna Wszechświatowi za te osoby i sobie, że sama przestałam odrzucać siebie i innych :)
Mam nadzieję, że z czasem te pozytywne doświadczenia przeniosą sie również na temat związku :))
-
Super Lilliole :)
Tak trzymaj
Oczywiscie że niewarto, bo dostaje sie wtedy ochłapy olbrzymim kosztem oddając przy tym szacunek do siebie innym ludziom.
-
Oczywiscie że niewarto, bo dostaje sie wtedy ochłapy olbrzymim kosztem oddając przy tym szacunek do siebie innym ludziom.
Pewnie! Bo na co komu ochłapy... :)
-
Kupiłem dobre powidła z zawartością 65% owoców
-
Ostatnio nie piszę zbyt często na forum, ale mam akurat wolną chwilę, a że końcówka roku sprzyja podsumowaniom i lubię się dzielić fajnymi rzeczami...
Cieszy mnie wiele rzeczy, mojemu życiu jeszcze trochę brakuje do ideału, ale różne problemy i ograniczenia nie są w stanie zaburzyć poczucia, że bardzo lubię swoje życie :)
O związku to już nawet nie będę się rozpisywał. Za kilka dni będziemy mieli drugą rocznicę, a ciągle jest coraz cudowniej, lepiej i miłośniej. Nie tylko nic nie przygasło czy oklapło, ale wręcz przeciwnie - nasze uczucia są coraz głębsze, jest w nich coraz więcej ufności, wzajemnej fascynacji. Fajne jest to, że okazywanie sobie uczuć na każdym kroku w ogóle nie traci na częstotliwości - jest to tak naturalne i oczywiste, że zawsze się gdzieś przewinie, niezależnie od humoru, zmęczenia i innych czynników.
Wciąż się zmieniam jak osoba, bardzo intensywnie. Przez ostatnie kilka miesięcy wyszło ze mnie sporo syfu i pojawiło się dużo więcej ciepła, dojrzałości, opanowania, empatii. Kawałek po kawałku, odpadają fragmenty osobowości zbudowanej w domu rodzinnym. Jest we mnie coraz mniej z mojego ojca, z tej jego negatywnej strony. Z pozytywnej nie ma zbyt wiele, ale jest kilka drobnostek, które doceniam - choćby niektóre aspekty jego podejścia do pieniędzy. Nie krzywię się też już, kiedy w lustrze widzę podobieństwa do jego twarzy - doceniam że wyglądam męsko i przystojnie :)
Strasznie mi się zmienił stosunek do rozwoju duchowego. Pozwalam sobie na zmianę ścieżki, którą dreptałem od dłuższego czasu. A może właściwie nie tyle samej ścieżki, co kręcenia się w tym samym towarzystwie od tysięcy lat w ramach wspólnych "poszukiwań Boga". Pozwoliłem sobie zanegować i zburzyć, to co miałem od tak dawna solidnie zbudowane i szukam od nowa. Nie neguje wszystkiego jak leci, tylko pewne aspekty swojego wcześniejszego podejścia do rozwoju. Nie jest łatwo się odnaleźć, szczególnie że już nie jest tak prosto, że pewne rzeczy są tak jednoznaczne i oczywiste jak wcześniej. Pozwalam sobie na znacznie więcej niewiedzy. Przekierowuje też nastawienie z szukania Boga w sobie i swoim życiu, na pozwalanie Mu na kreowanie mojego życia. Czuję i ufam, że ma dla mnie plan, więc zamiast intensywnie afirmować zmianę warunków w kwestiach pracy, pozwalam sobie po prostu żyć swoim życiem i poddawać się biegowi wydarzeń. Efekt jest taki, że zgodnie z tym co czułem, obecna praca rzeczywiście mnie rozwinęła w wartościowy dla mnie sposób i dała podwaliny pod robienie biznesów, które uwolnią mnie od pracy etatowej. I to wszystko cały czas się dzieje, zgłosiła się nawet do mnie tak po prostu pewna osoba, która chce ze mną rozkręcać pewien bardzo fajny biznes. A czuję, że to dopiero początek tej ścieżki.
A będąc przy pracy, to w obecnej mimo pewnych wad jest tam bardzo przyjemne towarzystwo i warunki jak na tego typu pracę, też są super. Po 3 miesięcznym okresie próbnym wynegocjowałem sobie całkiem fajne warunki, przy okazji miałem okazję sprawdzić się w tym, jak wiele pewności siebie zyskałem. Pensja, która mi zaproponowali mnie trochę nie satysfakcjonowała, więc wprost to powiedziałem i gdy zostałem poproszony o spisanie argumentów czemu miałbym dostać więcej, napisałem taki taki wywód, że tak po prostu zaproponowali 400 zł więcej :D A że zbiegło się to z wejściem systemu premiowego, który daje mi dodatkowe, gwarantowane 200 zł miesięcznie - wyszło że zarabiam nawet całkiem fajnie jak na tą branżę i chyba nigdzie bym nie dostał więcej za to co robię. No i jeszcze kiedy jest tak fajna ekipa, a zarząd funduje takie niespodzianki jak 2 tygodnie wolnego dla całej firmy na święta (6 dni roboczych gratisowego, płatnego urlopu!) to stwierdzam, że urządziłem się naprawdę nie najgorzej.
Mimo to, samo pracowanie na etat w firmie, niezależnie od warunków jest dla mnie męczące i nienaturalne, dlatego moim postanowieniem na 2015 rok jest uwolnienie się od jakichkolwiek etatowych prac na rzecz niezależności finansowej. A że to się już dzieje to jestem dobrej myśli, bo nie jest to tylko myślenie życzeniowe :) Podoba mi się to, że mam dopiero 25 lat, a tyle dobrego już się w moim życiu dzieje. Podoba mi się ta pewność, że w wieku 30 lat z pewnością będę mógł o sobie powiedzieć, że czuje się bogaty :)
Kolejna fajna rzecz to święta. W zeszłym roku się to olało, bo nie było za bardzo ani pieniędzy ani warunków. Stwierdziliśmy jednak, że nam tego brakuje i fajnie by było zrobić święta z prawdziwego zdarzenia. Mamy już gigantyczną choinkę (ma chyba z 2,5 metra), ozdobioną kolorowymi, ślicznymi bombkami, łańcuchami, światełkami. No i przeznaczaliśmy sporo kasy na prezenty, więc każdy z nas dostanie tak z 5-7 prezentów. Nie mogę się doczekać tego widoku kilkunastu paczek pod choinką. Strasznie mi tego brakowało, bo u mnie w domu od lat moi patologiczni rodzice ozdabiali choinkę na "elegancko" czyli złote łańcuchy, złote bombki i złote światełka. Tak, wszystko było jednokolorowe, jak choinka z centrum handlowego. A jedynym prezentem pod choinką była koperta z tą samą kwotą co roku - a więc zero niespodzianek ;D A teraz będę miał super święta, z ukochaną osobą, z choinką, prezentami, świątecznym jedzonkiem, a także grami i zabawami na cały wieczór. Takich świąt jeszcze nigdy nie miałem i jestem strasznie podekscytowany :) No i żadnych patologicznych rodzinek. Jedziemy tylko do Torunia, zobaczyć się z mamą mej Ukochanej, ale teściową bardzo lubię, szczególnie że dostaje od niej więcej matczynych uczuć, niż kiedykolwiek dostałem od własnej matki, więc to będzie miła wizyta.
Jest jeszcze dużo innych, fajnych rzeczy w moim życiu, ale wszystkiego nie sposób opisać :) W każdym razie polecam otwieranie się na Boga - fajne efekty, fajna sprawa, pozdrawiam :D
-
Hehe, ja mialem spelnione swieta w dziecinstwie, wiec powoli, z roku na rok, coraz bardziej wypisuje sie z tego interesu, bo nudzi i meczy...ale jesli Tobie tego potrzeba, to swietnie, ze mozesz sobie wreszcie sprawic idealna swiateczna atmosferke!
Wesolych Swiat w takim razie dla Ciebie i Twojej ukochanej:)
-
jestem zadowolona
podwiozłam mamę na zakupy tu i tam
pomogłam kilku osobom
wciąż mam czas dla siebie
-
Podwiozłaś mamę ?
Kochane dziecko :)
Masz prawo być zadowolona, absolutnie ! :)
Jedna z mam ;)
-
cześć Tess !
wszystkiego naj !
-
Dzienks :)
Same 2 U :)
-
Półtora roku pracy, najpierw z dekretami, RW, teraz już tylko, choć od samego początku dla mnie samej najważniejsze, codzienne medytacje. I coraz bardziej widoczne zmiany : pozytywne myślenie o przyszłości zamiast rozpamiętywania tego, co nie wyszło, uwolnienie od największych lęków: o zdrowie, bezpieczeństwo i finanse, więcej energii (dopóki nie przyszedł mróz przez parę miesięcy co kilka dni biegałam wokół osiedla), w relacjach coraz bardziej lekko, a ci, z którymi było "nie po drodze" jakoś sami zamilkli. Ale przede wszystkim wreszcie uznałam, że nie muszę wszystkiego wiedzieć - co wpajano mi od dziecka - i nie robię dokładnych planów, nie upieram przy mojej (wyuczonej) wizji świata. Coraz bardziej ufam sile większej od wszystkiego co znam, co "źródłem, drogą, światłem i celem". I ze zdziwieniem, jeszcze, patrzę, jak dzieją się cuda... Pieniądze przychodzą według potrzeb, konflikty sie rozwiązują, a czasem ten, co chciał mi dopiec nagle sam biegnie z pomocą, jak koleżanka, która zablokowała mi urlop, obrobiła tyłek, że przecież mając mniejsze dziecko ma większe do niego prawo, a dziś przyszła poinformować, że jednak rezygnuje - bez podania przyczyny ;)
Ech, życie jednak jest piękne :)))
-
JenKa
Coraz bardziej ufam sile większej od wszystkiego co znam, co "źródłem, drogą, światłem i celem". I ze zdziwieniem, jeszcze, patrzę, jak dzieją się cuda... Pieniądze przychodzą według potrzeb, konflikty sie rozwiązują
Piękne :)
-
a ja tak sobie doszłam do wniosku w ostatnich dniach, że chyba za bardzo jestem hojna dla niektórych, chociaż oni na to nie zasługują
tak mówię ogólnie, o emocjach, uczuciach, nie tylko pieniądzach
:-)
-
Atlanta
to proste
hojność Tobie zaobfitowała
obficie pozdrawiam
-
Atlanta, nie wiem, czy cię to pocieszy, ale ktoś mi kiedyś powiedział, że gdy dzielimy się czymś - z radością :) - to niekoniecznie możemy oczekiwać 'rewanżu' od tych osób ( zasługujacych lub nie ).
Może to wrócić tak ogólnie, from Universe :) Od kogoś zupełnie nieznanego, nowego :))
W związku z tym chromolić czy 'oni' zasługują czy są niewdzięcznikami.
Róbmy swoje.
Be good ;))
-
a wiesz Tess, masz rację, zapomniałam o tym.
pozdrawiam cię zabawowo
-
A u mnie śnieg pada:D
-
Dzielę się: spędziłem świetne dwa i pół dnia oprowadzając po Wrocławiu znajome z Japonii :D
W podziękowaniu za pomoc w tłumaczeniu ważnej prezentacji, dostałem przyjęcie z japońskim jedzeniem i tyle różnych łakoci, że chyba dłużej będę je jadł niż rozszyfowywał czym są ;) A dodatkowo horror dla nastolatków, świetny (i strasznie drogi w Europie:P) podręcznik, który ma mnie dociągnąć do poziomu B2 (wg CEFR) i mangę (po angielsku :<). Okazało się że, przy odrobinie dobrej woli można zrozumieć mój mówiony japoński (choć jest na poziome "Kali mieć barmana"). Ale w sumie mówiłem pierwszy raz w życiu, nie było źle :D
I w ogóle taki normalny, towarzyski japoński jest świetny. Rozmowa jakośc tak "płynie", mało słów i sylab a dużo znaczenia i fajna zabawa. Kapitalnie :D
A najlepsze że wszystko się zaczęło od jednego durnego i mojego własnego pomysłu prawie dwa lata temu :D
-
może lepiej uczyć się chińskiego? ;)
-
Też o tym myślałem, ale nie z moją karmą ;) Uczyć się języka nieindoeuropejskiego bez pasji to byłaby katorga.
-
dziwne jest to, że ludzie uczą się tyle angielskiego a potem i tak nie dają rady swobodnie rozmawiać w tym języku :-)
-
Bo jezyk trzeba uzywac w zyciu codziennym :). Jak ja sie ciesze, ze w szkole olewalem nauke angielskiego (choc fatk, ze od podstawowki bralem prywatne lekcje a i do czynienia mialem z tym jezykiem dosc spore juz wtedy). I przez to, ze ominalem durnowate i nikomu nic niedajace cwiczenia gramatyczne z jeszcze glupszymi, wyssanymi z palca sytuacjami, dzisiaj potrafie dogadac sie z Anglikiem lub Amerykaninem bez wiekszego problemu (choc jasne jest, ze nie zyjac tam nie mam szansy nabyc takiej sprawnosci, aby mowic w tym jezyku plynnie, bez zadnego zajakniecia i braku znajomosci jakis slowek czy powiedzonek charakterystycznych dla danej spolecznosci).
-
Najsensowniej teraz wziąć się za rosyjski;) A angielski to taki tam...
-
Mała dogrywka i pierwsze w życiu tłumaczenie z polskiego na pidgin japoński;D
-
Gratulacje Lynd! :)
-
Lynd,
"Mała dogrywka i pierwsze w życiu tłumaczenie z polskiego na pidgin japoński;D "
Podaj próbkę .
Oczywiście japoński fonetycznie ;))
-
? ;)
-
Nic z tego, włączyło mi się superego :P
-
Lynd,
No cos podobnego !
No chociaż dziekuję, proszę, aj lov ju, czy jakieś inne takie saronaja ;))
-
Dzisiaj miałam natychmiastową kreację:)
Pomyślałam o kimś, stanęłam na czerwonym świetle samochodem i ta osoba pojawiła się na przejściu dla pieszych przed moją maską!
Można ją oglądać w necie, bo stworzyła jedną z metod oczyszczania podświadomości. Ostatni raz widziałyśmy się prywatnie kilku miesięcy temu, w nawale spraw i taka niespodzianka.
Znaki od Wszechświata bywają zaskakujące:))
-
Może to raczej jasnowidzenie na poziomie podświadomości niż kreacja? :-)
-
Mariusz
Przemknęło mi to przez myśl, ale wtedy mam inne odczucia i reakcje.
Wychodzi mi, że to Wszechświat/Bóg/Siła Wyższa miała jasnowidzenie, żeby mi zamanifestować natychmiastową kreację.
Dzisiaj radość ma z tego, że pierwszy raz od kilku tygodni mam całe dwa dni wolne - luz i beztroska:))
-
takie sytuacje bywają miłe : )
też mi się zdarza wyczuć obecność kogoś w pobliżu/myśleć o kimś tuż przed tym zanim tego kogoś zobaczę/spotkam/ nim ten ktoś zadzwoni do mnie itp.
-
Takie sytuacje jakimi są spotkania zn ajomych, przyjaciół to mam co najmniej
kilka w miesiącu nie mówiąc już o tzw. niespodziewanych telefonów.
Dopiero teraz dowiedziałem się o tym , że to są kreacje.
Czyli wynika , że może nas to spotykać mimo tego iż nie wiemy , że jest
coś takiego jak kreacja.
Dla mnie było to coś niesamowitego , że ja w tym samym czasie
i w tym samym miejscu spotykam mojego znajomego a on w tym samym
czasie i w tym samym miejscu spotyka mnie.
kreacyjnie
-
WG,
No widzisz ?
Schiksal ?
No nie ma przypadków !
:))
-
Po dwóch latach nauki już prawie jestem w stanie przeczytać książki na podstawie których powstało moje najukochańsze anime, myślę że do końca roku będzie już luzik :) Pierwszy konkretny sukces!:D
-
Lynd
A to po japońsku czytasz ? :)
-
Tak :)
-
Gratulacje! Każdy kto się uczy języka obcego wie ile czasu na to potrzeba i jaki to sukces czytać książkę. Co dopiero w języku z zupełnie innej grupy językowej :)
-
No :))
No to jak jest in Japanese ...
Dziękuję, ajlovju, proszę, przepraszam, ile to kosztuje i czemu aż tyle, wiesz ten taki basic survival stuff ? :D
-
Ha ! ale mi się udało :)
Te ciągłe reklamy na Yt mnie dobijały, ostatnio już przy każdym filmiku się pojawiały co kolwiek bym nie włączył i trzeba było czekać 15, 20 sekund a czasami 5 żeby film się włączył.
Wpisałem kilka minut temu w google jak usunąć te reklamy, i wyskoczył jakiś plugin do przeglądarki. Spodziewałem się że pewnie będą problemy, nie usunie mi tych reklam, albo w najlepszym wypadku troche je ograniczy a się okazało że usuneło WSZYSTKIE reklamy które włączały się przy filmikach na YT. teraz wszystko chodzi jak marzenie, wreszcie nie będzie mi wyskakiwac żadne badziewie. I wszystko zrobiłem w niecałe 5 minut :) Niesamowite co za łatwość, wręcz nie mogę uwierzyć że tak łatwo poszło.
EDIT>
Jeśli komuś z was też przeszkadzają reklamy na youtube to zróbcie tak jak jest napisane w tym poradniku http://artykuly.softonic.pl/youtube-bez-reklam-zobacz-jak-to-zrobic-z-uzyciem-adblock-plus
Ja wziołem tą pierwszą opcję, usuń wszystko i jest super, kilkam i mam film, piosenke odrazu, wrażenie takie jak bym miał 3 razy szybszy internet.
-
Thnx Doc :)
Przyda się.
-
No i bez żadnych kursów przygotowawczych zdałem ten Proficiency na 5 (A) :D
Kurde, aż trochę ciężko mi w to uwierzyć, bo zdaję sobie z własnych braków. No ale tam w Cambridge to się raczej znają lepiej ode mnie, więc skoro mówią że się znam to pewnie się znam, co się będę z nimi kłócił:P
-
Brawo, Lynd, SUPER!!!! Gratulacje
-
GZ Lynd :)
-
Lynd,
Bez kursów - to wiadomo ;)
Ale tak słowo skauta - ile godzin przygotowywania dziennie ?
Młodzież czyta, you know ?
Żeby sobie nie myśleli, że CPE to tak sobie, bez przygotowania "sie-idzie-sie-zdaje" :)
-
Tess,
Do samego kursu przerobiłem podręcznik i ćwiczenia Proficiency Expert oraz Advanced Grammar in Use (błee, flaki z olejem:P). Tak poółtorej h dziennie.
No ale na dobrą sprawę to 90% rzeczy czytam, oglądam i gram w;) po angielsku od dawna, więc to było bardziej podsumowanie trudnej gramatyki, języka akademickiego i niuansów.
-
No właśnie !
Gramatyka ( ble czy nie ble - ale znać trza ), język akademicki i ...
that's right niuanse :))
Zdawanie egzaminu to coś zupełnie innego niż 'znanie' języka !
Tu się kłania "time management, stress management" i wszelkie inne managementy :)
To tak jak zdają dzieci kolejne egzaminy w szkole. I potem maturka np z polskiego też.
Polski znamy a jak z egzaminem ? :)
-
Cieszę się w środku gdy coraz częściej widzę że świat zmienia się na lepsze. Docierają do mnie coraz to nowe informacje o fajnych inicjatywach ludzi w promowaniu zdrowego trybu życia, obalania mitów dotyczących polityki i szeroko pojętego zdrowia za pomocą filmików na YT, programów, blogów, artykułów, spotkań i innych wydarzeń.
Właśnie wszedłem na pocztę i dostałem fajnego mejla "Poczta zdrowia" która jeśli się zapisać to chyba co tydzień wysyła wiadomości na pocztę dotyczące zdrowego odżywiania i naturalnych metod leczenia. Sporo czasu spędzam przy komputerze dlatego ciężko nie zauważyć że wiele rzeczy zmienia się na lepsze. To inspiruje i motywuje mnie by jeszcze bardziej wspierać i dokładać swoje 3 gorsze do globalnej zmiany całego świata na lepsze. Wspaniale jest czytać jak świadomość ludzi się zwiększa i coraz więcej światła się pojawia
Wkońcu przyjdzie czas ze ta kurwa (zło) zostanie pokonana. To dzieje się już na naszych oczach.
-
Doc :)
Wspaniale jest czytać jak świadomość ludzi się zwiększa i coraz więcej światła się pojawia
Tak to prawda. Tak się dzieje. Coraz widoczniej.
20 lat temu tego nie było tak widać.
To jest, o dziwo, również zasługa internetu. Dlatego taka komunikacja między ludźmi, przepływ informacji, etc.
Internet ma jak widać też pozytywny wpływ :)
-
:))
Też stało się dla mnie odczuwalne że tak jakby więcej i mocniej zaczeło wywalać ludziom w życiu. Rok temu pamiętam w maju to była jakaś plaga. Rozwój stał się taki bardziej intensywny, wręcz coś zmusza ludzi, daje im częściej kopa w tyłek żeby zaczęli robić coś ze swoim życiem. Coś lepszego, by uwalniali się od ograniczeń. Nawet moja matka sięgnęła po rozum do głowy i ma intencję żeby wyjść z bagna w którym siedziała całe życie.
-
Ale pięknie się ostatnio układa:))) Dużo dobrych niespodzianek:)))
Dostałam w nieoczekiwanym prezencie sprzet do masażu kamieniami, oraz od razu osobę, która mnie nauczy, za małą wymianę:D
-
Bless You, Andżelika :))
-
Tess
dzieki:)
-
Jestem w lekkim pozytywnym szoku jak niesamowicie wzrosła mi kreacja. Ostatnio muszę przyznać, że nie wiem co się dzieje.
Pomyślałam chce to i to. Modlę się, a to zaraz się kreuje, łatwo lekko przyjemnie. Moc modlitwy też jest niesamowita. Poprostu DZIEJE SIĘ:)))
Pomyślałam jakiś czas, że chce coś zacząć robić, a tu po niedługo po tym dzwoni do mnie osoba chętna by skorzystać, ma już grupę innych chętnych ludzi. To jest niesamowite:)))
-
No to bede ogladal na Camp Nou ( prawie loza honorowa ) jak Duma Katalonii rozstrzela krotkoskorzanych portkowcow z piwnej Bawarii.
Ciekawe do czego to ja nawoluje - do wasni na tle narodowo - sportowym ?
Niech zyje i zwycieza Duma Katalonii.
-
Dziękuję za wolność od kredytu. Dziękuję za wolność od struktur finansowych i bankowych.
Moje pieniądze są dla mnie :).
-
Małgosia,
super, gratulacje, jak może być jeszcze lepiej ?
-
Dziękuję :-):-)
Niech się darzy :-)
-
Już miesiąc bez słodyczy! A krótko po tym, jak zrezygnowałam z cukru, straciłam potrzebę opychania się pieczywem, więc teraz tylko raz na parę dni jest kromka razowego :D Nawet kakao piję niesłodzone ;)
I faktycznie świadomość jest większa, większy spokój, nie mówiąc o tym, jak fantastyczny takie odżywianie ma wpływ na ciało: zero brzucha, dużo większa energia i sprawność. I wzmożona kreatywność - przy wymyślaniu menu, wyszukiwaniu produktów i eksperymentach w kuchni (a i kolejny rysunek wędruje w świat). Wiedza, że ja jednak potrafię gotować (i tworzyć) również nie bez wpływu na wzrost mojego dobrego samopoczucia.
Jedyne, z czym mam problem, to prawdopodobnie spowodowane niedoborem magnezu nocne skurcze łydek. Jakaś podpowiedź?
-
Też jestem ciekawa odpowiedzi na twoje pytanie.
Ja też przestałam jeść słodycze, bo się odchudzam. Przestałam jeść przy tym ciastka oraz produkty zawierające gluten. I stąd mam rozwiązanie zagadki, bo nie wiedziałam co mi tak źle wpływa n a trawienie. Zjadałam naleśniki i moje problemy z trawieniem wróciły. Czyli to gluten tak bardzo mi szkodzi. Brzuch też mi spadł i jedzenie bardziej smakuje. No i chyba już będę musiałam zostac na tej diecie bezsłodyczowej i bezglutenowej.
-
Dzięki Jenka za inspiracje
Ja wrocilem do jedzenia cukru i czuje sie taki rozproszony i nieskoncentrowany. Wczoraj pochlonolem cala paczke delicji, czekolade i kilka batonikow i czulem sie okropnie. Czas to zostawic w cholere skoro az takie dobre efekty sa gdy niespozywa sie cukru. Ale czasem to az skręca zeby cos zjesc
-
Nie wiem czy to czasem gluten nie napędza do jedzenia słodyczy. Bo mnie też tak bardzo skręcało, że musiałam cos zjeśc, a teraz dużo mniej to czuję.
-
Podobno zwiekszenie spożycia tłuszczu wpływa na zmniejszenie chęci na słodycze.
Coś w tym stylu jak Martinus zachwalał swoją kawę z masłem ale bez cukru.
A poza tym zjedzenie ciastek czekolady plus batoników - no Doc ;))
Tylko jedna reakcja mi na mysl przychodzi ;)
-
Ale zauważyłem że jak ograniczyłem cukier to nie jem już go tyle ile kiedyś no i jest mi niedobrze. Kiedyś jadłem bez oporów.
Tess, tak też miałem taka reakcję :) i zmulenie.. blee.
Dziś nic słodkiego niezjadłem. Matka teraz do nas przyjechała w odwiedziny i przywiozła ze sobą całą torbe różnych słodyczy + jeszcze placki piecze. Musze stewie kupić i sam upiec jakiś smaczny placek. Wtedy to co innego.
-
No pozwól kobiecie piec ! Jest to taka terapia przez prace, you know ?
Skosztuj i pochwal !
W ramach terapii - dla ciebie i dla niej :))
To takie przyjemne jeżeli cos dla kogoś z sercem zrobimy :)
I takie przykre jeżeli on pokazuje, ze tego nie chce i nie docenia :(
Chociaż ciut. A potem poczęstuj sąsiadów jak nie lubisz ...
-
Tess wiem :)
Doceniam, chwale codziennie. Ale ona cały dzień sprząta tylko i coś gotuje. Dziś jak wstałem z rana to już krupnik był ugotowany :D
A to jeszcze nic. Kiedyś położyłem się spać a na drugi dzień rano już był rosół, drugie danie, placek i makowiec w drodze :D
-
Ale ona cały dzień sprząta tylko i coś gotuje.
- musi :))
Kurcze - podzieliłbys się z kimś ;))
Mi by sie tam makowca za cholerę nie chciało robić. No chyba zeby było konieczne !
-
Podzieliłbym :)
-
JenKa
Może spróbuj włączyć do diety więcej produktów zawierających magnez. Jak zjedziesz trochę na dół jest tabelka:
http://dieta.mp.pl/zasady/show.html?id=73839
A miesiąc bez cukru, podziwiam! ;) I chodzi za mną coś takiego, i bez pieczywa, a głównie bez pieczywa. Ogólnie ostatnio jestem bardzo zadowolona ze swojego sposobu odżywiania, tylko u rodziców się trochę obżeram od czego rośnie mi brzuch co zaburza proporcje całej sylwetki ;) I nie ćwiczyłam parę dni i wczoraj jak zobaczyłam się w przymierzalni w obcisłych dżinsach zrozumiałam, że potrzebne są ZMIANY.
A w ramach dzielenia się radością, dostałam wspaniały rower za friko dzień po wyrażeniu takiej intencji na warsztatach Matrycy :)
-
- musi :))
Kurcze - podzieliłbys się z kimś ;))
Mi by sie tam makowca za cholerę nie chciało robić. No chyba zeby było konieczne !
Ach - makowiec mojego wyrobu.... paluszki lizać. Ale nie robię zbyt często , by się nie przejadł ;)
raz na kwartał wystarczy
-
Kornel,
Wow :)
Ach - makowiec mojego wyrobu.... paluszki lizać. Ale nie robię zbyt często , by się nie przejadł ;)
Mężczyzna piecze. No no :))
Uwielbiam na takie cos patrzeć. Myślę, że każda kobieta to lubi.
Od szczegółowszego komentarza już sie chyba lepiej powstrzymam.... ;))
-
W ogóle to lubię gotować. A ostatnimi czasy to już muszę bo jestem samowystarczalny :)
A jaką galaretkę robię :) :) :) hhhhmmm to już majstersztyk. Serio. Sam siebie za to lubię :)
-
O kurczę.
No comments ;)))
-
Radosny dzień mi nastał .
Joseph Blatter został ponownie wybrany na szefa FIFA.
-
Ostatnio jestem dość monotematyczny w tym wątku, ale co tam:D Właśnie zamiast czytać czy słuchać uproszczonej wersji japońskich wiadomości, postanowiłem się zmierzyć z wersją normalną, nie patrząc na ekran. Okazało się że piąte przez dziesiąte nawet rozumiem, a po drugim przesłuchaniu tak z 70% :D
Fajnie że za każdym razem kiedy wydaje mi się że nie robię żadnych postępów, pojawia się taka nowa niespodzianka :D
-
dzielę się fajną biblioteczką, jest tu dużo książek na temat rozwoju duchowego i tematów pokrewnych, można je wypożyczać bez żadnych opłat
http://www.ksiegozbiory.cba.pl/ksiegi.html
-
Dzięki furyah, przyda się :)
-
:))
-
Dzisiaj obejrzę El Clasico, tą piłkarską ucztę na królewskim Santiago Bernabeu.
Taką to cudowną niespodziankę sprawił mi mój przyjaciel.
Być może już boski Leo będzie na tyle zdrowy ,aby pokazać swój
genialny piłkarski kunszt.
-
Życzę wszystkim zdrowia, świadomości, prawdy, MIŁOŚCI, radości i szczęścia w kolejnym roku:))
Oby wszystko działo się w zgodzie z Najwyższym Dobrem i dawało jak najwięcej akceptacji i spełnienia.
-
Sylvia
Bardzo dziękuję .
świątecznie
-
Nawzajem :-)
-
Miło:)
-
Radosny dzień nam nastał.
Przyjaciele zaprosili mnie na Hawaje i będę sylwestrzył i noworocznił
w tym jakże pięknym miejscu.
radośnie wszystkim
-
Hurra !!! Nareszcie śnieg! :-))
-
Dla jednego radość dla drugiego utrapienie :)
-
... i to jest właśnie piękne ;)
że coś co nie pasuje jednym, odpowiada innym :)
więc każdy w całej różnorodności tego świata znajdzie coś fajnego dla siebie
-
I tak oto po 2,5 roku nauki zdałem egzamin z japońskiego :D (N3: niższy średniozaawansowany)
A przy okazji zdałem test z wytrwałości: nie byłem na żadnym kursie, nie uczyłem się ze znajomymi, nie brałem udziału w żadnym klubie czy społeczności. Najwyżej dostawałem pomoc od Japończyków których poznałem w trakcie nauki :) Żadnych sztucznych nakręcaczy czy mentalności stadnej.
Wyznacza sobie człowiek cel, idzie do niego i do niego dochodzi. Jakie to proste.
(Znaczy no, cel to N1 a potem dalej, ale tu już może okażę trochę pokory i pouczę się z innymi :P
-
Gratulacje Lynd! :)))
-
Lynd
Fantastycznie!!! Gratuluję : )
-
Lynd Seagull
GRATULUJĘ l PODZlWlAM
Życzę Tobie dalszych sukcesów , nie tylko w nauce j. japońskiego.
Pozdrawiam
-
Lynd, super, gratuluję :)
-
Pochwalę się- od miesiąca chodzę na siłownię, ćwiczę 3 razy w tygodniu- co jak na takiego Leniwca, jak ja, jest wielkim wyczynem, jestem z siebie dumna :D
-
Ile wyciskasz na klate ? ;))
-
DarkAngel
jeszcze nic ; ))))))
-
Lynd, to teraz oglądasz百合 w orginale :)
-
Lynd,
Jak jest po jap.( chodzi mi o wersję fonetyczną, of course, selbstverstandlich ;)
- Mówię / nie mówię po japońsku.
- Nie rozumiem
- Dzień dobry / Do widzenia
- i... I love you :) I czy to się różni, kiedy się mówi do mężczyzny/ kobiety.
Na razie tyle ;)
-
Wow, ale będzie nekro:P
- Mówię / nie mówię po japońsku.
Nihongo o hanas(u) koto ga dekimas(u). (na tak)
Nihongo o hanas(u) koto ga dekimasen. (na nie)
(To u w nawiasie jest takie półnieme.)
- Nie rozumiem
Wakarimasen.
- Dzień dobry / Do widzenia
Jest ich trochę ale głównie:
Konnichiwa / Sayonara
- i... I love you :)
Ai rab(u) yuu :D (serio serio)
Można też:
Anata ga s(u)ki des(u). (normalne, trochę romantyczne)
Anata ga dais(u)ki des(u). (mocne)
Anata wo aishiteru. (bardzo mocne, bardzo patetyczne, coś w stylu naszego "kocham Cię nad samo życie")
W powyższych można zamienić "anata" na "kimi" aby było bardziej intymnie, ale niuanse niuanse ;)
DA,
Oczywiście, w ramach poznawania kultury i stosunków społecznych -_-
-
Arigato :)
-
Kocham taniec, wiele jego odmian, czuję się cudownie gdy tańczę, radość, szczęście, moc, wolność. Uwielbiam mieć ciało tancerki i te ruchy...ach ach :D Czuję się wtedy w pełni sobą.
I jestem bardzo szczęśliwa, że w końcu sobie na to pozwoliłam.
Za tydzień mam występ. Nie myślałam, ze tak to szybko pójdzie :P
Bardzo się cieszę i jestem podekscytowana ^^
Jest tyle odmian tańca, że mogę sobie serwować jego najróżniejsze formy do późnej starości. Na teraz wybrałam współczesny, bo potem może być trudniej ;)
-
Laka, miło się czyta takie posty, uwielbiam spotykać na swojej drodze ludzi, którzy cieszą się życiem i otwierają na szczęście odnajdując swoje pasje : ) Brakuje mi jeszcze takiego luzu i pełnej radości w przejawianiu swoich zainteresowań. Bardzo inspirujące : )
-
Przed chwilą otrzymałem propozycję kupna moich domen
za ponad 600000 zł. ( 600 tyś. zł )
To pisałem ja : dumny potomek polskich szmalcowników,
denuncjatorów, gwałcicieli i morderców żydów , żydówek i ich dzieci .
.A dowiedziałem się o tym od wybitnego znawcy karmy ,
jakim jest forumowy mędrzec Frisky.
Frisky , bardzo dziękuję Tobie ,że tak mnie nazwałeś , ponieważ po tym
Twoim stwierdzeniu zaczęło się mi i mojej rodzinie , znacznie polepszać
pod względem finansowym , który był dla nas bardzo zadawalający.
Takie znaczące przykłady jak choćby super trafienia w zakładach
sportowych , żeby o innych nie wspominać.
To wreszcie z przyjaciółmi zaczniemy ponownie pomagać w sprowadzaniu
Naszych Rodaków z Kazachstanu .
Frisky , chyba nie nazwiesz tej działalności patriotycznym nawiedzeniem.
Ach , nie ma jak to mieć karmę dumnego potomka polskich
szmalcowników, denuncjatorów , gwałcicieli i morderców żydów,
żydówek i ich dzieci.
-
WG,
gratuluję, super kreacja:)
-
Pisałam trochę postów dotyczących pracy, problemów z tym związanych i dążeń w kierunku mojej wymarzonej pracy na teraz i w końcu zaczęło się coś konkretnego dziać!
Kilka dni temu skończyłam moje portfolio, a raczej odpuściłam - i zamiast spinać się i przejmować, że nie jest wystarczająco dobre i dorysowywać kolejne prace, zrobiłam je z tego co już miałam, zauważając, że to co już mam jest przecież wystarczająco dobre. Od jakiegoś czasu pracuję głównie nad samooceną, czując się coraz lepiej ze sobą zaczęłam dostrzegać jakie moje rysunki są wyjątkowe i cudowne. Sama chyba jeszcze jednak do końca w to nie wierzyłam, bo ciągle wmawiałam sobie, że czegoś mi brakuje, że powinnam jeszcze popracować nad wieloma rzeczami i że nie jestem jeszcze gotowa. Widziałam jednak, że to tylko ograniczenia i wywałki - wieczne odwlekanie, lęki przed dużymi wyzwaniami... Moja podświadomość nie chciała wychodzić poza granice psychicznego komfortu i spokojnego życia jakie teraz wiodę.
Uświadomiłam sobie jednak, że przecież zmiany towarzyszą mi od roku praktycznie nieustannie i nic mnie przed nimi nie powstrzyma. Nie pozostało mi więc nic innego jak przełamać tę granicę komfortu i w końcu zacząć aktywnie działać. Wczoraj wysłałam listy do różnych wydawnictw, ze świadomością, że na taki list odpowiedź mogę dostać w przeciągu najbliższych czterech miesięcy (tyle zazwyczaj się czeka), albo nie dostać jej wcale. Tyle się wcześniej naczytałam o tym jakie początki w tej branży są trudne i jak ciężko o odpowiedź od wydawnictwa. Jednak mając rozwój duchowy włożyłam sobie te opinie w buty i po prostu zaczęłam robić swoje, wbrew powszechnie przyjmowanej logice w kręgach ilustratorskich;)
I od razu na drugi dzień dostałam przemiłego maila od dość dużego wydawnictwa w którym redaktor naczelna napisała, że bardzo podobają jej się moje prace. Opisała je słowami - różnorodne, nowoczesne, i ciepłe. Moja podświadomość explodowała - że coooo, ona tak na poważnie???:'D Szczególnie, że o tą różnorodność się jeszcze jakiś czas temu za bardzo martwiłam, bo wydawało mi się że moje rysunki są do siebie zbyt podobne i mają za mało detali:p Z resztą nie ważne, zapytała ile czasu mogę poświęcić na rysowanie i dodała na końcu że szkoda, że jestem z Poznania, bo chętnie "uziemiła" by mnie na etat:D Przypominam sobie tylko słowa sfrustrowanych (bądź nie) ilustratorów na forach o tym jak ciężko dostać w wydawnictwie etat i że trzeba sobie na to dobrze zapracować. Chyba nie, skoro w liście szczerze napisałam o tym że nie mam doświadczenia, nigdy nie współpracowałam z wydawnictwami, do tego jestem samoukiem i rysuję z pasji i miłości:p W każdym razie napisałam do nich i czekam na kolejną odpowiedź, jestem ciekawa co więcej mi zaproponują.
Wiem, że jaram się jak dziecko, ale czekałam na ten moment... od dziecka właśnie:D Miałam też całe życie takie brzydkie wzorce, że jak marzyłam o czymś i to wydawało mi się takie realne i na wyciągnięcie ręki to się psuło i nie dochodziło w końcu do skutku, a we mnie pozostawała pustka, żal i smutek. Ma to związek z moim ojcem, pamiętam na przykład jak kiedyś bardzo, ale to bardzo chciałam mieć świnkę morską i tata powiedział, że jego kolega ma małe świnki i może mi jedną oddać. Ojciec nie pił wtedy jakiś czas (miał swoje okresy trzeźwości) i kiedy przyszedł do domu z tym kolegą powiedział do mnie: "ciiii... jest!"a ja byłam przekonana, że chodzi o tą świnkę. Cieszyłam się jak nie wiem. Zamknęli się w warsztacie, a kiedy już nie mogłam wytrzymać weszłam tam po kilku godzinach - oboje leżeli na ziemi nawaleni jak świnie, wokół tylko odór moczu i alkoholu, a świnki oczywiście od początku nie było. Dziś dotarło do mnie, że dobre rzeczy mogą mnie spotykać i że moje marzenia, w których realizację wierzę - NAPRAWDĘ mogą się spełnić. Dla mnie to taka... nowość...
I szczerze - co będzie to będzie, jeśli nie będą chcieli mnie zatrudnić jako zdalnego pracownika to ja i tak już czuję się wygrana i mega mocno podbudowana i zmotywowana do dalszej pracy nad sobą i swoim portfolio:) Ciesze się że ktoś mnie docenia i chce dać szansę mimo małego doświadczenia. Wcześniej czułam, że idę w dobrym kierunku, teraz już to wiem:)
Trzymajcie za mnie kciuki!:)
-
Arwena, gratuluję i trzymam kciuki :)
-
Kaja, dziękuję!!!:)
-
Arwena - cieszę się razem z Tobą i trzymam kciuki.
Osiągniesz swoj cel. Jesteś tego warta.
-
Arwena, super! Ogromnie się cieszę :))))
Też troszkę rysuję i wiem, jak wiele pracy wkłada się w takie dzieło, żeby nadać mu wyobrażony na poczatku tworzenia rezultat. Więc jeszcze raz Hip, Hip, Hurra! Niech się dzieją cuda :))))
-
Arwena
gratuluję, mocno trzymam kciuki! i dziękuję Ci za ten post,
ja mam podobny wzorzec. Że jak bardzo czegoś chcę i dążę do tego to mi się to na samym finiszu rozmywa. Za to z łatwościa osiągam rzeczy do którymi się nie jaram. Ale to nie daje takiej radości i satysfakcji jak osiąganie tego czego sie pragnie.
I niby wiedziałam, ze to tylko wzorzec, ale gdzieś tam głęboko tliło się przekonanie, że pewnie ze mna jest cos nie tak. Po Twoim poście moje pś załapała, że to rzeczywiście tylko głupi wzorzec. A skoro głupi wzorzec to do wywalenia czy tez do przepracowania. U mnie ten wzorzec jest od matki, która świadomie niby wspierała mnie w osiąganiu moich celów, ale podświadomie robiła co mogła, żeby mi sie nie udało. Siała zwątpienie, albo kreowała takie wydarzenia, które mnie oddalały od tego czego jako dziecko pragnęłam. No i oczywiście zawsze była niewinna i zawsze chciała dobrze. :-))
jeszcze raz gratuluję !
jestem pełna podziwu i cieszę się razem z Tobą :-)
-
Kornel, JenKa, Lilliole - dziekuję za miłe słowa! :)
Dziś dostałam krótką odpowiedź od naczelnej, że będzie się starała wysyłać mi zlecenia na rysunki. W pierwszym momencie trochę mnie przemiętoliło, bo nie wiedziałam czy się cieszyć, czy potraktować to jako niepewną, luźną propozycję i nabrać więcej dystansu. Ale nauczyłam się od mojego partnera cieszyć małymi rzeczami i nie widzę nic złego w tym, że cieszyłam się jak dziecko, cokolwiek miałoby się okazać:P Czekam więc na pierwsze zlecenie, do którego mam nadzieję dojdzie;)
Oczywiście odpaliły mi się lęki, że to wszystko co przeczytałam jest za piękne, aby było prawdziwe, że jak to - ja tak po prostu mam spełnić swoje marzenie? No i automatycznie zmartwiłam się, że kobitka się rozmyśli i mnie spławi, albo już nie napisze. Staram się jednak już tak nie nakręcać, ani przesadnie optymistycznie, robiąc sobie nie wiadomo jak wielkie nadzieje, ani negatywnie - myślę że kluczem jest tutaj spokój i luz. Jak zwykle nie mam nic do stracenia, zrobiłam wszystko co najlepsze dla mnie w tym momencie i jestem z siebie dumna. Wiele osiągnęłam w ostatnim czasie i bardzo się z tego cieszę. Poza tym, w gruncie rzeczy nie mam wcale tak bardzo sprecyzowanych celów, chcę tylko mieć miłą, satysfakcjonującą, ciekawą i przyjemną pracę na teraz. Wybrałam sobie rysowanie, bo lubię to robić i tak naprawdę nie musi to być wcale ilustrowanie książek, może to być tworzenie obrazków dla innych celów. Nie musi to być też etat, mogą to być nawet pojedyncze zlecenia, bo (w końcu!) w pełni akceptuję pracę którą teraz mam i jestem w stanie poczekać na jej zmianę ile trzeba. Odpuszczenie tej spiny naprawdę mocno przybliża do celu, dla mnie to całe wydarzenie jest jak najbardziej pozytywnym krokiem do przodu.
Lilliole,
Zauważyłam, że mam silną moc kreacji, jednak nie potrafię się nią za bardzo posługiwać. Wiem, że potrafię przyciągać sobie różne rzeczy które pragnę, ale udaje mi się to tylko wtedy, kiedy mam do tego luz i tak jakoś super mocno mi na tym w danym momencie nie zależy. Ty pewnie masz coś podobnego;) Kiedy spinałam się za bardzo w tematach pracy, tym bardziej mi wywalało i problem tylko przeciągał się w czasie. Nauczyłam się, że nie warto się szarpać, zmuszać, przyspieszać na siłę, zadręczać - ważne aby być cierpliwym, bo największe zmiany przychodzą naturalnie, wtedy kiedy im na to pozwalamy. A zgodę na zmiany czujemy wtedy kiedy jest w nas spokój i odpuszczenie.
Cieszę się, że coś ruszyło Twoją pś, ja jestem przekonana, że to tylko wzorzec i nadaje się tylko do kosza. Z perspektywy czasu, widzę jak wiele się we mnie zmienia i takie rzeczy jak osiąganie celów czuję zupełnie inaczej. Nie jest idealnie jak widać, ale w końcu dzieją się rzeczy w tym temacie przy których śmiało mogę powiedzieć, że potrafię realizować większe cele. A jeszcze rok temu realnie nie byłam w stanie w to uwierzyć.
-
Jestem bardzo szczęśliwa, bo znów zaczęłam tańczyć! Kocham to bardzo, a mialam wielkie opory i blokady przez wiele lat ;)
Efekty w postaci występu przyszły po 4 miesiącach. Wogóle na to nie liczyłam, nie spodziewałam, wpadłam jak śliwka w kompot :P
Przy okazji spełniałam się twórczo jako makijażystka ;D
https://www.youtube.com/watch?v=n2Pj-S9N_0o
-
Jakie fajne!!!!!!!!!!!!!!!!!
-
Laka gratuluję Ci :) i dzięki Tobie od godziny oglądam tańce i słucham, dużo fajnych piosenek przy okazji
-
Wilson
Super :D
-
Laca
Super:)
-
Laka
Bardzo fajnie. Cieszy mnie twoje szczęście:)
-
Bylem na darshanie z Matka Meera. Piekne chwile radosci i wdziecznosci. :)
-
Ja tez kiedys bylem na darshanie z Matka Meera i nic wielkiego sie nie wydarzylo ze mna, poza tym ze robilem za kierowce jakims Niemkom tam z hotelu, bo one sie baly po tych gorach w zimie jezdzic swoja beemka i czulem sie prawie jakby to bylo z gory ukartowane, zebym je tam wozil, mial takie zadanie, byl oddelegowany do tego;) Tak poza tym to potrzymalem ja za buty, popatrzylem w slepia i tyle tego wszystkiego dobrego. A, jeszcze jeden z pomocnikow mowil mi, zeby przestal ruszac noga jak tam siedzialem. Za chwile wrocil i mowi, ze jak przestane ruszac noga to bede mogl usiasc w pierwszym rzedzie. Ale mnie chcial przekupic...
-
Ladaco :)
Wiadomo, kazda osoba ma inne doswiadczenia z darshanu z Matka Meera. Ja mysle ze w wyniku niepelnej samoswiadomosci nie do konca mozna bys swiadomym co zaszlo w trakcie darshanu i jakie byly tego skutki. Czesto zmiany sa subtelne, na wyzszych poziomach naszego bytu i nie od razu odczuwalne. Matka Meera uzdrawia na kazdym poziomie. Mysle ze otwartosc odbiorcy gra tu duza role. Im bardziej jest sie otwartym i wdziecznym tym wiecej mozna skorzystac.
Ja bylem pierwszy raz na darshanie z Matka Meera. To bylo duze przezycie. Juz na kilka dni przed zaczalem miec burze umyslu i potem zaczely mi sie ukazywac priorytety, co dla mmnie w tej chwili z zyciu wazne i wartosciowe. Matka Meera urzekla mnie swoja prostota i niesamowitym poziomem wewnetrznego spokoju i wewnetrznej ciszy. Jest tego przepieknym przykladem.
Oto link do strony z paroma wyjasnieniami na temat Jej pracy;
http://www.mothermeera.com/pl/
-
No wiesz co, to pare lat temu bylo, akurat mieszkalem w miare niedaleko od niej i bylem lekko w niezaciekawym stanie i troche wiecej jeszcze pomocy potrzebowalem pozniej. Teraz to juz bym w takie stany nie wpadl. Moze to jakims procesom pomoglo lub uruchomilo, ale to nie tak hop siup. Tak, oczywiscie ze nie trzeba dostrzegac wszystkich zmian, ktore zachodza.
Matka Meera urzekla mnie swoja prostota i niesamowitym poziomem wewnetrznego spokoju i wewnetrznej ciszy.
Tez tym czasem ludzi urzekam;)
-
Jarek
Fajnie:)
To co ważne jak już ktoś się wybiera, to im większa otwartość, tym więcej się korzysta na jej darshanach. I rzeczywiście nie zawsze ze świadomością skutków.
Dla niektórych 100% dla innych 0% wg intencji. Dlatego dobrze najpierw dogadać się ze sobą jak wygląda tak naprawdę otwartość za pozytywną zmianę w ten sposób.
-
Przy duzej otwartosci wystarczyloby wyrazenie intencji, zeby przenosic gory i czynic cuda, albo zeby sie zadzialo uzdrowienie. Kazdemu wedlug intencji, to fajnie jak by taki darshan pomagal w otworzeniu sie na uzdrowienie najlepiej jeszcze. ;) Gdyby tak wszystko moznaby bylo zdjac z nas bez naszego zrozumienia, to nic by sie nasza swiadomosc nie rozwijala.
-
@Ladaco
Darszan z taką cudowną istotą - bezcenny. Za wszystko inne zapłacisz kartą mastercard. :)
-
No bardzo cudowna, bo ja tez potrafie wysylac energie tak sam z siebie, bez zadnych przyrzadow czy innych, ktora jest czysta i cos tam uzdrowi. Wielu umie. :)
-
Jak przyjemnie jest samemu przekonać się, że wszystko jest jednym, a nasze ścieżki wciąż gdzieś się zbiegają, przecinają, wreszcie podążają w tym samym kierunku :)
Od kiku dni czytam o tradycyjnej chińskiej medycynie i kuchni pięciu przemian, wchodzę na blog tmch.pl, a tam w komentarzach podpis Kinga Roszczyniała! I od razu widać, jaki ten świat jest mały :)
Kingo, serdecznie cię pozdrawiam :)))
-
Dzięki JenKa za informację o tym blogu.
Znalazłem , poczytałem i widzę ze to dla mnie w sam raz. Zaczynam stosować.
pozdrówka
-
JenKa :)))))
-
W sobotę jadę do hodowli poznać mamę mojego jeszcze nienarodzonego psiaka, tak się cieszę:D:D Psy są moją pasją i ciężko mi się funkcjonuje bez kochanego czworonoga w domu;)
Wybraliśmy sobie bardzo rzadką w Polsce rasę, ale te psy są dla mnie pod każdym względem idealne, więc warto czekać nawet jeszcze pół roku na planowany przez hodowlę miot:)
Po trudnych przejściach z moimi poprzednimi psami postanowiliśmy, że nie będziemy na razie żadnego adoptować, czy brać ze schroniska, bo po tych wszystkich przykrych przejściach potrzebuję psa z dobrą karmą;) Nie wiem za bardzo jak to u zwierząt funkcjonuje, ale mój poprzedni psiak został znaleziony w lesie w lisiej norze, miał z tego powodu dużo traum i pewne wzorce odrzucenia przez matkę, w końcu zginął w tragiczny sposób, a ja nie sądzę żeby to był taki totalny przypadek.
Zależy mi na tym, żeby mój pies był szczęśliwy już od momentu przyjścia na świat, dlatego też tak ważny dla mnie jest wybór odpowiedniej hodowli. Trzymajcie kciuki żeby wszystko poszło jak najlepiej:) No dobra - pójdzie jak najlepiej, muszę do tego w końcu przywyknąć:D
-
Arwena myślałem, że ty najbardziej szczurki kochasz :)
Mój pies miał chyba karmę gladiatora, i tak też odszedł niespokojnie :(.
Albo to nasza karma jest, ze to co nas spotyka to nas spotyka, albo raczej nasze karmy się zsynchronizowały, gdzieś intencje się dobrały i było jak było.
Nasza karma się uzdrawia intencje zmieniają więc teraz Arwena może być już tylko lepiej.
-
Szczurki oczywiście też, ale psy są mi zdecydowanie bliższe, towarzyszyły mi odkąd pamiętam, w dzieciństwie były moim głównym obiektem zainteresowania i fascynacja tylko się pogłębiała;) Pierwszego psa miałam przez aż 17 lat. Szczurki, mimo że są inteligentne i przyjacielskie, to jednak są tylko pewną namiastką tego co może zaoferować pies. Poza tym żyją zazwyczaj max do 3, 4 lat, choć w czasach tak wielkiej popularności rasowych szczurów jest ich tak wiele, że wady genetyczne tylko się rozmnażają i często żyją tylko 2 lata albo bardzo wcześnie zaczynają chorować.
Teraz mam stado marzenie i jak myślę o tym, że każda z nich skończyła już rok i za plus minus dwa lata będę się z nimi żegnać to mi serce pęka. Zbyt wielu bliskich straciłam przez ostatnie lata, żeby sobie to robić, więc postanowiłam, że jak dziewczyny odejdą to kończę na jakiś czas ze szczurkami i poświęcę się w pełni psu.
Pewnie, że będzie już tylko lepiej - ja w pewnym momencie poczułam, że już zdecydowanie za wiele się nacierpiałam i moja pś też załapała, że to ani sensu nie ma, ani tym bardziej żadnej przyjemności. Życie jakie zaczęłam na nowo jest o wiele korzystniejsze i przyjemniejsze, czasem jeszcze zdarzy mi się zmartwić czy wszystko pójdzie zgodnie z moimi odczuciami, ale to również wygasa i zaczyna w to miejsce wyrastać zaufanie i pewność, że nic złego mnie już nie spotka.
Fajnie się funkcjonuje w taki sposób, bo cokolwiek by się nie działo - czy to w pracy, czy przed wizytą u dentysty:D, wzbudzam w sobie uczucia miłości do siebie i powtarzam, że wszystko co dzieje się w moim życiu jest dla mnie korzystne i najlepsze na ten moment, że Bóg mnie ochrania i opiekuje się mną i nie muszę się o nic martwić. I faktycznie przy każdej niepokojącej sytuacji wszystko toczy się z korzyścią dla mnie, w dużo przyjemniejszy sposób niż sobie to potrafiłam wyobrazić. Wystarczy się teraz do tego przyzwyczaić i zaufać, że tak już zostanie:)
-
Arwena,
cieszę się na waszego pieska :) my swojej też nie mogliśmy się doczekać, wiem rozumiem :).
Nie znam się na psychologii psów, ale z tego co obserwuję u siebie i zaobserwowałam u innych, to bardzo dużo zależy od energii właścicieli, energii jaka panuje w domu, jaka jest między ludźmi, którzy mieszkają. Jaki jest dominujący mental i kto tą mentalną przestrzeń próbuje zdominować w domu (jeśli ktoś próbuje oczywiście). Widziałam wielokrotnie ogłupione psy przez swoich właścicieli, albo bardzo agresywne psy, których rasy są wyjątkowo łagodne. Bardzo dużo można odczytać po psie, jakie relacje panują w domu między ludźmi i co się tak naprawdę rozgrywa :).
-
Dzięki:)
Też o tym myślałam, atmosfera destrukcyjna mojego domu na pewno też miała wpływ na to, że mój pies nawet nie próbował ratować się, uciekać. Ja z resztą sama byłam w podobnym stanie zanim się wyprowadziłam z domu. Mama mówiła, że Korek był przy niej do samego końca, siedział biernie i czekał na rozwój wydarzeń, aż w końcu usunął się gdzieś na bok i przestał oddychać. W mojej rodzinie wszyscy uciekali od swoich emocji, problemów, co w efekcie powodowało jeszcze gorsze skutki. Ogólnie to mój pies był bardzo przyjazny i mądry, ale nie potrafił sobie często radzić z bardzo silnymi emocjami, zupełnie jak w moim rodzinnym domu. Teraz tworzymy z Łukaszem kochający, ciepły domek, więc wiem że nasz piesek będzie pełną życia, kochającą wszystko i wszystkich kulką szczęścia:)
-
Dzisiaj poczułam TEN rodzaj/jakość radości:))
-
:)
-
Z radością informuje, że w końcu skończyłem swoją stronę i jestem z niej bardzo dumny. Nie byłem w stanie znaleźć szablonu który by mnie zadowolił, więc bazując na fragmentach 3 różnych szablonów i własnej inwencji skleciłem to o to małe arcydzieło: http://boski-spokoj.pl
Jest tu kilka moich starych materiałów, ale strona się dopiero będzie rozkręcać. Będę tu umieszczał swoje dekrety, artykuły, ale też przede wszystkim zamierzam często i gęsto publikować na blogu. Zachęcam do regularnego odwiedzania witryny, bo będzie dużo fajnych treści :)
Strasznie się cieszę nie tylko z ukończenia strony, ale również z faktu że czuję tak ogromny entuzjazm i Boskie wsparcie w moich planach, że po prostu wiem iż jestem skazany na sukces :) Dziwię się sobie, że tak długo się ograniczyłem, ale cóż... taka karma :D Grunt że teraz mi się odblokowało co trzeba i ruszyłem z kopyta ze wszystkim :)
-
O, nawet podobnie sobie Ciebie wyobrażałem, no może byłeś trochę bardziej "kwadratowy". To przez nicka "Clint" ;-).
Ale z oczu wyziera Ci wysokie ERD.
-
ale fajnie, cieszę się, Clint :))) jaskier ma rację, mega fajne energie idą z Twojego zdjęcia :)
-
po prostu wiem iż jestem skazany na sukces :) Dziwię się sobie, że tak długo się ograniczyłem,
No jakie fajne zdania !! :))
-
Rok 2017, rok działania i wzrastania :)
-
Clint, wszedłem na twoją stronę w zakładkę o mnie. No jak to czytam to jakbym czytał o sobie :) Nieprawdopodobny sukces że udało ci się tak dużo zmienić. WIELKIE gratulacje, jestem pod wrażeniem, inspirujesz człowieku :) Je jestem gdzieś po środku jeszcze bo bardzo się ociągam z pracą nad sobą ale też podobnie widze swoją przyszłość :)
-
Clint,
Czy w pracy na etacie również poprawiły Ci się relacje z współpracownikami i z szefami, czy rzeczywiście możesz z nimi swobodnie rozmawiać, zwłaszcza z szefami?
Bo te relacje sluzbowe najbardziej mnie teraz interesują.
-
Clint
Podoba mi się :)
-
Dziękuje wszystkim za miłe słowa :)
Doktor-X
No właśnie też tak czuję z tym 2017. W tym roku mi się milion rzeczy poukładało i to był najlepszy rok w moim życiu, a w 2017 będę budował nowe na tych wszystkich zmianach :)
Mariomar
Nie wie o co Ci chodzi - jak pracuje już ponad 2 lata w mojej obecnej firmie to zawsze mogłem swobodnie rozmawiać ze współpracownikami (i z nimi mam dobre relacje od początku), a także z szefami.
Trochę mi wywalało jak wrzucili nam do działu menedżera, ale już dawno się uspokoiłem i mam bardzo dobre relacje z nim, nawet jeśli uważam niektóre jego pomysły za głupie, ale takie już jest życie w korpo :P Niedawno mi nawet palnął takim tekstem że on bardzo podziwia moją samoświadomość, chociaż nie wiem co miał dokładnie na myśli :D
-
Pytam, bo ja w pracy jestem mocno sztuczny, zwłaszcza zwłaszcza relacjach z szefami. To sa dla mnie najtrudniejsze relacje - po ojcu.
-
Od szefa, tak jak niegdyś od ojca - jesteś przede wszystkim zależny finansowo. Dopóki nie czujesz pełnej niezależności np. masz poczucie że od ręki w razie potrzeby możesz zmienić firmę/źródło zarobków i nie być stratny z tego powodu to wtedy niestety zaczynasz robić rzeczy wbrew sobie, jeśli jest to od Ciebie oczekiwane czy wręcz wymagane.
To jest jedna rzecz, ale tak naprawdę to najważniejsza jest samoocena i miłość do siebie co się zresztą łączy ze sobą, bo ciężko jest być zależnym od toksycznych osób w momencie, gdy ma się realnie wysoką samoocenę :)
-
Clint
Gratuluję odhamowania/odblokowania w dobrym kierunku:)
-
Nie Clint.
Ja się panicznie boję szefa,że tak jak ojciec okrzyczy mnie, zrypie i pobije. To mam w każdej pracy w relacji z szefem, czy to kobieta, czy mężczyzna.
A na końcu boję się, ze mnie wyrzuca wyrzuca pracy - takie mam silne wzorce odrzucenia, strachu i niszczenia ze strachu wszelkich relacji zawodowych.
-
I tego węzła karmicznego nikt Ci przez te ponad 100 wypalań węzłów nie usunął?
Musiałeś go chyba ukrywać i bronić jak największej świętości!
To teraz masz zszansę, by się z nim skonfrontować i wreszcie puścić.
Afirmacji Ci nie proponuje, bo twierdzisz, że Ci nie działają.
Ale negatywny program w jakiś sposób trzeba zmienić na pozytywny.
-
Miałem to wypalane wiele razy, a boję się, jak sie bałem. A nawet chyba jeszcze bardziej. Może to dlatego, ze już tyle razy pracodawca się ze mną rozstał, ze ja już na wejściu do nowej firmy panicznie się boję, ze mnie zwolnią.
Sam już nie wiem, jak się od tego uwolnić lub to zmienić. To jest tak silne, ze odbieram to jako wręcz fundament mojej duszy/osobowości.
-
Mario
A próbowałeś u jakiegoś dobrego egzorcysty jakąś analizę, o wpływy? Może spróbować warto.
-
Mariomar
Może warto popracować z intencją: moim fundamentem jest miłość, spokój, bezpieczeństwo i bycie sobą prawdziwym.
Spojrzałabym też w tym co opisujesz na relację z Bogiem/Siłą większą od siebie.
Znam takich co mają węzły i krzyże od wielu, wielu lat i nadal mają te same wzorce destrukcji i jeszcze chcą w to wciągać innych. Dlatego, że nie przepracowują tego co jest ich realnym problemem, oddzielonym od tego co jest w innych osobach. Na pewnym poziomie uzdrawiania to oddzielenie swojego od cudzego jest bardzo ważne, żeby zneutralizować mechanizmy obronne ego np. przeniesienie, które chce nadal żyć.
Jeśli jakaś metoda nie działa długofalowo po jej wielu zastosowaniach, nie ma pozytywnych efektów i wraca się do starych wzorców, to warto zastosować inną.
-
Darku,
Wpływów nie.mam żadnych. Robiłem wiele analiz - nie jestem opętany.
Sylwia,
Tylko jaką metodą?
Ja nawet modląc się.do Boga okazuje się , ze podstrajam sie pod jakiś dziwny twór boga, który nie jest prawidziwym Bogiem.
Dlatego Basia M z Wrocławia p odpowiedziala mi, abym modlił się do Świadomości Wszechwiedzacej, Wszsechmocnej, Wszechmilujacej i Wszechobecnej.
Świadomość, bo przenika wszystko, jest stwórca, a pozostałe jej wtmienione cechy to specjalnie dla mnie: wie, bo ja nie wierzę ze Ona wie, ma moc, bo ja nie wierzę ze Ona ma moc, kochająca, bo nie wierzę że Ona mnie kocha i wszechobecna, bo ja Jej nigdzie w świecie fizycznym nie dostrzegam.
-
Dobra rzecz jest taka ze jak tylko tracę pracę, to dość szybko znajduje nową. Ostatnio miałem taką kumulacje, ze 1 dnia byłem zaproszony na rozmowy do 3 firm, w tym na stanowiska kierownicze.
Natomiast stresem dla mnie jest utrzymać pracę, aby jej zaraz nie stracić. I pracuje często więcej niż inni, ale ludzie "życzliwi" pomagają mi, abym został zwolniony.
-
Dlatego Basia M z Wrocławia podpowiedziała mi, abym modlił się do Świadomości Wszechwiedzącej, Wszechmocnej, Wszechmiłującej i Wszechobecnej.
Świadomość, bo przenika wszystko, jest stwórca, a pozostałe jej wymienione cechy to specjalnie dla mnie:
wie, bo ja nie wierzę ze Ona wie,
ma moc, bo ja nie wierzę ze Ona ma moc,
kochająca, bo nie wierzę że Ona mnie kocha
i wszechobecna, bo ja Jej nigdzie w świecie fizycznym nie dostrzegam.
Ładnie ujęte :)
Pięknie :)
-
Mariomar
Dobrze, że znalazłeś określenie, które tobie pasuje:)
Uniwersum, Wszechświat Siła Wyższa, Świadomość Wszechobecna, Stwórca, Mądrość i Miłość bezwarunkowa, Punkt Zero, Przestrzeń Serca, Absolut, Jedność, Najwyższe Dobro, Czyste Światło, Oświecenie, itd, wszystkie nazwy, które które mówią o czystym Źródle, są odpowiednie dla pozytywnej zmiany. Ważne, z którą ktoś się utożsamia w modlitwie jako bezpieczne i godne zaufania, tak, żeby przyjąć skutki modlitwy:)
-
Dlatego Basia M z Wrocławia p odpowiedziala mi, abym modlił się do Świadomości Wszechwiedzacej, Wszsechmocnej, Wszechmilujacej i Wszechobecnej.
fajne, ma tę zaletę że wskazuje na cechy które nawet ludzie określający się jako będący na wysokich poziomach rozwoju jakby nie zawsze przejawiają? zjednoczenie z taką świadomością wiąże się takimi naturalnymi cechami i po tym można to (czyli etap rozwoju/ urzeczywistnienia tej świadomości) rozpoznać : )
-
Sylwia :)
-
Mariomar
Dobrze, że znalazłeś określenie, które tobie pasuje:)
Uniwersum, Wszechświat Siła Wyższa, Świadomość Wszechobecna, Stwórca, Mądrość i Miłość bezwarunkowa, Punkt Zero, Przestrzeń Serca, Absolut, Jedność, Najwyższe Dobro, Czyste Światło, Oświecenie, itd, wszystkie nazwy, które które mówią o czystym Źródle, są odpowiednie dla pozytywnej zmiany. Ważne, z którą ktoś się utożsamia w modlitwie jako bezpieczne i godne zaufania, tak, żeby przyjąć skutki modlitwy:)
Mi kiedyś proponowano używanie nazwy Wszechświat. Kierowanie modlitw do Wszechświata. Oczekiwanie odpowiedzi od Wszechświata. Podczas kiedy kojarzyło mi sie to z wszystkimi energiami jakie we wszechświecie istnieją, dobrymi i złymi.
-
Tess
Znalazłaś określenie odpowiednie dla siebie?:)
-
Mi kiedyś proponowano używanie nazwy Wszechświat. Kierowanie modlitw do Wszechświata. Oczekiwanie odpowiedzi od Wszechświata. Podczas kiedy kojarzyło mi sie to z wszystkimi energiami jakie we wszechświecie istnieją, dobrymi i złymi.
modlitwy warto kierować np. do Stwórcy Wszechświata, najwyższego kontrolera - Iśwary etc. , a w wersji nastawionej na aspekt żeński do związanej z tym poziomem świadomości energii, która leży u podstawy wszelkiego Stworzenia, czyli jednocześnie je kontroluje (będąc niezależna), tworzy, jak i sobą wypełnia czyli np. Bhuvaneśwari, czyli uosabiającą taką energetyczną Podstawę Wszechświata, źródło i formę matrixu : )
Bhuvanam means Universe and Eswari is Ruler. Goddess Bhuvaneswari is the Universal Mother and Ruler of the Universe.
https://chennaiomsriskandasramam.wordpress.com/2009/02/25/matha-bhuvaneswari/
i stamtąd jeszcze o tej podstawie:
She is also known as Om Shakthi or Adi Shakthi q.e one of the earliest forms of shakthi. She is capable of turning situations according to her wish. It is considered that even the navagrahas cannot stop her from doing anything.
Both Bhuvaneswari and Kali are intimately connected as representing time and space, which made creation possible. Kali arranges the timing of the cosmic dance while Bhuvaneshwari stands for the original space before creation in which Kali’s cosmic dance takes place. Devotional songs say that Bhuvaneswari is like Saraswathi, the goddess of learning, wisdom and knowledge. She is described as “Jnana Swaroopa,” the highest form of wisdom. It is also said that Bhuvaneswari has so much power that a mere glance from Her gives boons to the goddesses Lakshmi, Parvathi and Saraswathi. She confers confidence, sympathy, beauty and wisdom on them because all these qualities are within Her.
gdy wielbi się i modli do Bhuvaneśwari wtedy wszystko inne - w pełni zależne od Niej, ustawia się na właściwym miejscu : D
-
To jak w Theta Healing: Stwórco wszystkiego co istnieje.....
lub: Boże, Stwórco wszystkiego co istnieje....
-
dokładnie, albo dla odmiany Stwórcza Energio Wszechświata (SEW) : )
och wielka SEW usłysz mój zew* ; )
* zew «wołanie, myśl lub uczucie wzywające do natychmiastowego działania».
-
och wielka SEW usłysz mój zew* ; )
Dobre:))
-
... radością... i miłością
https://m.youtube.com/watch?v=GvzEQreLrcs
-
Dzisiaj zdarzyło się coś cudownego:))
Dostałam taki niespodziewany prezent dla mojego rozwoju, jakby Bóg powiedział: a masz nagrodę, jak tak się starasz, szczere starania nagradzam:)
Wczoraj myślałam o podobnym prezencie pod pewnymi względami, który przyszedł do mnie w marcu/kwietniu 2015r. w cudowny sposób i zastanawiałam się czy jestem wybiórczo czy regularnie otwarta na takie błogosławieństwa.
Na razie wygląda, że metoda spokojnych, zrównoważonych, uważnych kroków i poddawanie się prowadzeniu Stwórcy, tam gdzie "nie wiadomo co z tym zrobić" działa.
-
Super, fajna energia cieszenia się Bożymi błogosławieństwami płynie z tego postu. Lubię tą energię :)
-
Tess
Znalazłaś określenie odpowiednie dla siebie?:)
Tak :)
-
Tess
To fajnie:)
Clint
:))
-
Tak mi miło, dobrze, radośnie, rozkosznie i szczęśliwie. Uwielbiam moje życie, te wszystkie "zwyczajne" rzeczy które są tak naprawdę niesamowicie wyjątkowe.
Nie musi się dziać nic spektakularnego żeby odczuwać ogrom szczęśliwości :)
-
I o to chodzi :)
-
...
Nie musi się dziać nic spektakularnego żeby odczuwać ogrom szczęśliwości :)
Racja Clint! :)
Tak, jak można kochać kogoś tak zwyczajnie bez powodu, czyli "za nic",
tak też można być szczęśliwym bez powodu, czyli tak po prostu :)
-
Mialem wlasnie wieksze przemyslenia wczoraj w temacie bycia szczesliwym tak po prostu, majac "zwyczajne" zycie :)
Tu mozna poczytac: https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=572530512956884&id=545081665701769
-
Tak mi miło, dobrze, radośnie, rozkosznie i szczęśliwie. Uwielbiam moje życie, te wszystkie "zwyczajne" rzeczy które są tak naprawdę niesamowicie wyjątkowe.
Nie musi się dziać nic spektakularnego żeby odczuwać ogrom szczęśliwości :)
Chciałam skomentować - ale brak mi słów ! :)
Tak po prostu :)
-
Racja Clint! :)
Tak, jak można kochać kogoś tak zwyczajnie bez powodu, czyli "za nic",
tak też można być szczęśliwym bez powodu, czyli tak po prostu :)
Ktoś, kiedyś mi ciagle powtarzał, że mnie kocha.
Nie mogłam mu się nadziwić. Więc w końcu go spytałam :"Za co ? !!"
Usłyszałam :"Nie za co, ale pomimo czego"
Tak po prostu :)
-
Ktoś, kiedyś mi ciagle powtarzał, że mnie kocha.
Nie mogłam mu się nadziwić. Więc w końcu go spytałam :"Za co ? !!"
Usłyszałam :"Nie za co, ale pomimo czego"
Tak po prostu :)
Ja na pytanie - za co bym odpowiedział - za żywota :))
-
Bycie szczęśliwym mając życie zwyczajne czy niezwyczajne to jest najważniejsza sprawa.
Ważne żeby przeżywać życie w zgodzie z sobą .Ktoś może być szczęśliwy robiąc co dzień zakupy z ukochaną w Tesco w wielkim mieście ,a ktos inny może być szczęsliwy nosząc wodę ze studni w leśnej chacie .
To wcale nie jest takie zwykłe życie.Autentycznie spełniony związek i sukces w pracy którą się lubi to ja bym powiedział ,ze jest to życie raczej nie zwykłe.
Jak człowiek jest szczęśliwy to nie ma neurotycznej potrzeby gonienia za jakimś mitycznym oświeceniem.
Ja zawsze chciałem być po prostu szczęśliwy .Szczęście jako cel życia.
-
Jak człowiek jest szczęśliwy to nie ma neurotycznej potrzeby gonienia za jakimś mitycznym oświeceniem.
To prawda :)
Dążenie, gonienie, jest zawsze związane z napięciem, poczuciem niezaspokojenia, braku, który podpowiada, że musi być lepiej, więcej, inaczej, bardziej itd. Szczęśliwość to stan spełnienia i zaspokojenia. Myślę, że każdy z nas, zna stan radości, bo na pewno doświadczył go w swoim życiu wielokrotnie, chociaż na chwilę, kiedy czuł się po prostu dobrze ze sobą. Chyba największym problemem jest to, by się do tego stanu przyzwyczaić, jako czegoś naturalnego, codziennego, normalnego. Większość osób, nie zmotywowałoby się do zmian, do działania, gdyby nie wewnętrzne napięcie, które każe im pędzić, coś zmieniać, coś robić i większość osób nie potrafi sobie wyobrazić codzienności życia, bez tego napięcia. Często słyszę, że zaspokojenie, to zatrzymanie, skoro człowiek nie chce więcej, do niczego nie dąży. Ale ja to widzę inaczej. Zaspokojenie wynikające ze szczęśliwości, to zamiana z "gonię za", na "korzystam z". A tam gdzie jest korzystanie, tam jest również działanie i przepływ, więc nie znaczy, że się już w życiu nic nie chce i nic nie realizuje. Napięcie, które do tej pory ciągle podpowiadało „zrób więcej, zrób lepiej, powinieneś mieć to”, wycisza się. A do głosu coraz bardziej dopuszczamy nasze WJa. A WJa, to nie są tylko inspiracje, to jest równie często konkretne działanie przez nas, przez nas dla innych i przez innych dla nas. :)
-
Ja na pytanie - za co bym odpowiedział - za żywota :))
Kornel,
Kurcze, staram się ale nie mogę tego rozkminić :(
Co autor miał na myśli ?
"za żywota" = jego, jej, czy za to, że ona w ogóle jest ?
Opcji mi się wyświetla więcej ale nie będę komplikować :D
-
Kornel,
Kurcze, staram się ale nie mogę tego rozkminić :(
Co autor miał na myśli ?
"za żywota" = jego, jej, czy za to, że ona w ogóle jest ?
Opcji mi się wyświetla więcej ale nie będę komplikować :D
Bo trzeba pomyśleć o tym abstrakcyjnie a nie dosłownie :)
No i widać przecież że to żart.
-
Bo trzeba pomyśleć o tym abstrakcyjnie a nie dosłownie :)
No i widać przecież że to żart.
No i dogadali się :)
A ty myślisz, że ja serio to pisałam ? :D :D
-
( - - - -) ( USTAWA z dn.31 VII 81 r. , o kontroli publikacji i widowisk, art.. 2 , pkt 8 ( Dz. u. nr 20 , poz. 99 ,
zm. : 1983 r. Dz. u. nr 44, poz.204 i z 1984 r. nr 5 , poz. 24 )
-
Italia 4 - 1 Izrael
w meczu eliminacyjnym do MS w kopanej.
A sa tacy , ktorzy twierdya , ze Bog nie istnieje.
-
Piękny dzisiaj był wschód słońca. Najpierw czerwony, później różowy przeszedł w krystaliczną pomaranczowo-zlotą barwę.
Wznoszaca się nad koronami drzew świetlista, ciepła kula wznosiła się majestatycznie coraz wyżej. Mgła na łące dodawała magii temu widokowi. Energia promiennego wzrastania dopełnila przepływy przyjemności, światła i zachwytu.
Wspaniałego dnia:)
-
Dzięki Wzajemnie Sylvia :)
piękny opis
-
Karina
:))
-
Podłączyli mi prąd!!!! :DDD
Samochodu jeszcze co prawda nie mam (a do mechanika nawet nie można się dodzwonić), ale też jestem dobrej myśli :)
Boże, jak ja nie lubię być uwięziona, nie lubię być odcięta od świata (a przez ostatnie dni byłam bez prądu, bez samochodu i to na wsi!!!). Czułam się trochę jak w pułapce (stały element wywołujący lęk).
Nie lubię stagnacji, lubię zmiany, lubię mobilność, dlatego muszę mieć samochód zawsze przy sobie!
No ale chociaż jest prąd i nie muszę się szlajać po sąsiadach, żeby komórę i laptopa ładować.
:D
-
Felicite
Też bym się cieszyła:))
Symboliczne.
-
Sylvia,
tak, symbolicznie :D
Wczoraj też udało się wreszcie dodzwonić do mechanika. Są więc widoki i nowy powód do radości ;)