Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: Witek D. w 2014-08-26, 21:22:46
-
Jak w tytule - można kontynuować dyskusje na ten temat z innych wątków.
-
dostosowanie społeczne przybiera pozytywne i negatywne formy, np. negatywna forma to postawa związana z m. in. argumentami jakie się tu na forum pojawiają w dyskusjach, oparte na przekonaniu, że coś jest i musi być słuszne bo ( cytuję ) "cały cywilizowany świat to popiera" (nie będę przytaczał czego, żeby nie przenosić dyskusji z tamtego wątku tutaj) , ale świadczy to o tym, że ktoś pod wpływem większości którą uznaje za ważną (a tak naprawdę u źródła pod wpływem propagandy/ polityków/speców od reklamy, którzy z nieczystymi intencjami sterują społeczeństwami) dostosowuje się do uznanych za słuszne i określonych przez innych wyborów/poglądów/celów przejętych przez większość i następnie sam staje się trybem w tej machinie, czyli wywiera na innych presje dostosowania się do tych norm, argumentując, że to czy tamto jest dobre/słuszne/ważne/prawdziwe, bo większość tak wybiera...najlepiej ta cywilizowana czyli wartościowa i ważna ; )
niby oczywiste i banalne, m. in. chodzi o stadne odzwierzęce odruchy i mechanizmy, potrzebę przynależności czy naśladownictwa, którymi ktoś tam manipuluje, ale skoro nawet na takim forum rd się to spotyka że podaje się to jako sposób na rozróżnianie tego co jest dobre od tego co złe , to pozwoliłem sobie o tym napisać w tak szacownym i oświeconym gronie
: )
-
jeszcze zauważone w dyskusji w innym wątku;
ktoś uwikłany w to dostosowanie do większości jako ważny element światopoglądu , czy wręcz wyznacznik prawdy (czyli patologicznie), również będzie patrzył na innych i oceniał ich wyłącznie przez ten pryzmat i przejęty program, nie trzeba do tego hipnoz, choć ich skutki też się tu dają zauważyć
więc gdy na styku dwóch odmiennych kultur/opcji/interpretacji/poglądów wyrażam opinię że to co ten ktoś z tą swoją przytłaczającą : ) "cywilizowaną " większością popiera, lub robi , jest szkodliwe (bo po prostu ktoś inny na tym cierpi), to wtedy z automatu jestem przez kogoś takiego na siłę wtłaczany w ramki przeciwnej opcji/odmiennej kultury/grupy/społeczeństwa, tak jakbym nie mógł (ani nikt inny) wg takich ludzi istnieć, myśleć ani funkcjonować poza tym czy tamtym układem społecznym/kulturowym/ideowym,
a to że moja opinia jest w jakimś temacie zbieżna z odmienną opcją, czy działaniem innych grup, wcale nie musi wynikać z potrzeby tegoż dostosowania się do większości (z innego kręgu), ani utożsamiania się z ich poglądami i działaniami po całości, to w ogóle nie mieści się komuś takiemu w głowie
nieprawdopodobne? a jednak często się w jednym wątku natykam na to, liczy się system, idea społeczna, państwowa itp. dla której jest się w stanie zrobić/zaakceptować wszystko, włącznie z zabijaniem ludzi, jakby bez tego nie było (sensu) istnienia, a w dostosowywaniu ludzi do "wyższych" zasad znajdowało się jego sens ...
najlepiej i najkrócej byłoby to pokazać na przykładzie, ale nie chcę przenosić dyskusji z tamtego wątku tutaj : )
ciekawy temat kodowania w różnych kulturach w takie stany umysłu i role, może ktoś ma jakieś doświadczenia/ wspomnienia to chętnie poczytam
-
Zwróciłem uwagę na to, co pisze Zed1 w różnych wątkach. Pisze w sumie prawie o jednym, ale z różnych stron ujmowanym. Można by to wszystko skwitować banalnym stwierdzeniem, że to poziom zbuntowanego nastolatka. Ale nic podobnego, problem jest bardzo szeroki, świadczy o tym chociażby ilość zaangażowanie forumowiczów w dyskusję. Sam mam problemy z pewnymi aspektami w tym temacie. Jestem pewien, że całe mnóstwo - setki problemów u ludzi, które wydają sie być zupełnie z innej beczki, ma za podstawę problem ze "społeczeństwem".
Wyliczyć mozna, te od najcięższych wymagających leczenia przez nałogi po picie kawy "dla towarzystwa".
Ci co sie chcą dostosować do społeczeństwa robią to co od nich wymaga społeczeństwo.
Interesuje mnie bardziej problem przystosowania społecznego.
Według definicji:
Przystosowanie społeczne, pojęcie z zakresu psychologii i socjologii, oznaczające proces, jakiemu podlega żywy organizm w dążeniu do uzyskania równowagi między własną strukturą a światem zewnętrznym. Przystosowanie społeczne jest uważane zarówno za czynnik zmian ewolucyjnych, jak i zdolność do zmiennego zachowania się w obrębie gatunku.
W psychologii nazwą przystosowania społecznego określa się proces, jaki zachodzi w psychice człowieka, który dąży do osiągnięcia stanu równowagi między potrzebami psychicznymi a wymaganiami otoczenia społecznego.
Właśnie sprawa jest ważna i wcale nie łatwa, zwłaszcza dla osób zaangażowanych w duchowość, chodzi o osiągnięcie stanu równowagi między potrzebami psychicznymi a wymaganiami otoczenia społecznego.
Sam pamiętam wcielenie kiedy czułem sie bardzo samotny, szukałem towarzystwa, a znalazłem grupę, która mnie zaakceptowała, ale mi nie odpowiadała. Jak się okazało byli to różnego rodzaju ćpuni i żeby realizować swoje potrzeby (poczucie bycia razem, potrzebę towarzystwa) robiłem to co oni, choc wcale nie miałem na to ochoty.
-
Dostosowanie społeczne to po prostu działanie w myśl zasady "ręka rękę myje". Nie chce ręka współpracować - do widzenia, wykluczenie społeczne gotowe. Prowadzi to do wielu wynaturzeń oraz manipulacji w obrębie społeczeństwa, patrz kumoterstwo czy mocniejsza forma: korupcja. Gdzie nie spojrzę to w mniejszej bądź większej formie wszędzie funkcjonuje. Nie liczy sie sam człowiek, tylko ile człowiek robi dla innych niekoniecznie wzniosłego, a wręcz przyziemnego.:)
-
Karina
czytałaś mój post :)
Mi raczej chodzi o przystosowanie w ujęciu psychologicznym.
-
Można by to wszystko skwitować banalnym stwierdzeniem, że to poziom zbuntowanego nastolatka.
Nasza kultura, cywilizacja nie potrafi ciagle wyposrodkowa miedzy tradycja, tabu a totalnym wyzwoleniem z regul. Stad w spoleczenstwach tradycyjnych za aspoleczne uwaza sie zachowania odbiegajace od ogolnie przyjetych zasad, zas w spoleczenstwach totalnie wyzwolonych (post-modernistycznych, industrialnych) obciazeniem zdaje sie byc niemoc w odchodzeniu od wszelkich stalych form i tresci. Pojawia sie cyklicznosc ktora najlatwiej zobrazowac za pomoca sinusoidy zawieszonej na stalej prostej (osi), na ktorej (w zaleznosci od epok i kultur) sinusoida wychyla sie ciagle badz w dol, badz w gore, za to chyba nie istniala jeszcze epoka historyczna gdzie zarowno tradycja jak i nowosc rownowazylyby sie.
Dlatego w psychologii wspolczesnej, ciagle majacej swoje korzenie zarowno w oswieceniowym ewolucjonizmie jak i w psychologii XIX w. ciagle pokutuje pojecie czlowieka buntujacego sie jako jednostke niedojrzala emocjonalnie, poniewaz za dojrzalosc emocjonalna przyjelo sie uwazac dosc surowy, purytanski nawet sposob nieokazywania swoich emocji i slepego, biernego przystosowania sie do wiekszosci.
-
Mateusz
Nie, tego posta napisałam zupełnie w oderwaniu od Twojego. :)
jest to po prostu moje spojrzenie na dostosowanie społeczne.
-
Piszę o tym, że człowiek jest istotą społeczną, żyje w grupie, a jak mawiał Merton, nikt nie jest samotną wyspą. Korupcja, układy, manipulacje, oszustwa, konformizm mnie nie interesują. Chodzi o umiejętność życia w społeczeństwie.
Tak jak zauważam dzisiejsza młodzież właśnie na to stawia. Nie podejrzewam ich o wysoką świadomość i zrozumienie, ale raczej o trend, w który oni weszli.
Jak to wygląda w praktyce?
Już priorytetem nie są studia, dyplomy, tytuły, kursy, ale relacje z ludźmi, umiejętność życia w społeczeństwie. Liczy się najbardziej dobre towarzystwo, znajomi, przyjaciele, rodzina, dobra zabawa, umiejętność nawiązywania kontaktów. Liczą się te cechy, które im pozwolą dobrze radzić sobie w społeczeństwie, a przez to w życiu i w pracy. To przydaje sie wszędzie, w handlu, reklamie, polityce... Na nic przydadzą sie różne tytuły...
-
Dostosowanie społeczne - znalezienie SWOJEGO miejsca w społeczeństwie :)
-
Marylka,
dobrze powiedziane:)
W tytule watku jest blad, alternatywa to jedna z dwoch mozliwosci. Nie ma kilku alternatyw. To nie takie wazne, ale...
Dostosowanie i niedostosowanie spoleczne to w sumie wymyslony problem.
Jesli kochasz siebie i czujesz sie bezpiecznie, co powstrzyma cie przed robieniem tego, co chcesz?
Jesli nie kochasz siebie to bedziesz oczekiwac aprobaty z zewnatrz, od spoleczenstwa. Bedziesz miec pretensje.
Jesli nie czujesz sie bezpieczny, to zawsze bedzie ci sie wydawac, ze ktos jest przeciwko tobie.
Jesli nie kochasz siebie, to jest alternatywa. Masz dwie mozliwosci - albo dostosowywac sie, zeby uzyskac aprobate spoleczenstwa, albo robic swoje w poczuciu, ze jestes wielkim buntownikiem. W koncu czyms to ego trzeba karmic.
Jesli kochasz siebie to nie ma zadnej alternatywy, bo nie ma problemu.
Poza tym, spoleczenstwo zawsze mozna zmienic, niezaleznie czy kochasz siebie czy nie. W wypadku kiedy nie kochasz siebie ciezej jest to zrobic, bo ciezko jest rozstac sie z tymi, ktorzy zasilaja twoje poczucie tozsamosci (czy to jako aprobowanego, czy odrzucanego). Ale jesli nie kochasz siebie, to w zadnym spoleczenstwie nie bedzie ci dobrze.
-
Alternatywa została użyta w sensie odmiennych możliwości, jest to zgodne z polszczyzną, przynajmniej potoczną :)
-
matek
O to to własnie się rozchodzi: kochaj siebie i rób co chcesz.:)
Tylko trzeba pamiętać, że to kochanie siebie niektórzy nieopatrznie zrozumieją, że trzeba udawać, że siebie kocha, tak się nie da, a Ci co wiedzą to wiedzą.
-
Objawy społecznego niedostosowania i metody resocjalizacji wg Ottona Lipkowskiego:
http://emkr.republika.pl/lip1.htm
stamtąd o agresji i frustracji:
Na podstawie szerokiego materiału empirycznego stwierdził, że ukierunkowanie agresji związanej z frustracją jest różne u różnych osób. Najbardziej typowe są następujące :
1. Agresja w stosunku do osób i rzeczy lub osób postronnych, tzw. reakcja agresywna exstrapunitywna, jest to postać reakcji charakterystyczna dla jednostek społecznie niedostosowanych, impulsywnych, negatywnie nastawionych do środowiska. Przykładem takiej reakcji agresywnej jest bezczelne, obelżywe odezwanie się dziecka, do nauczyciela, który pracę ocenił krytycznie.
2. Jednostka introwertywna postępuje w tym przypadku inaczej. Agresja ukierunkowana jest na własna osobę, a nie na nauczyciela. Uczeń czyni sobie wyrzuty, gryzie się, wyrywa włosy, że uzyskał ocenę niedostateczną. Jest to postać tzw. agresji intropunitywnej. Uczeń ma poczucie winy i gotów jest ponieść karę lub sam ją sobie wymierzyć.
3. Trzecia formą jest agresja impunitywna, polegająca na pozorowaniu przeciwstawnych reakcji. Uczeń skarcony usiłuje sprawić wrażenie, że jest to mu zupełnie obojętne, ale są to tylko pozory braku zainteresowania. Poza maską obojętności istnieje tendencja odwetu na innych lub autoagresji. Tendencje te ujawniają się jakby w formie "okrężnej".
-
Mateusz
----------------------
Coś mocno przekoloryzowałeś jak to młode pokolenie jest przygotowane na pozytywne zmiany (czyli domniemam, że Twoje pokolenie), na zasadzie: każdy chwali własną koszulę. A nawet śmiało stwierdzę, że chcesz tym oszukać siebie i innych. Już słyszałam opinie „iluminate” typu, że musi odejść stare pokolenie (i to jak najszybciej- i tu mamy historię prania mózgów na pustyni przez 40 lat przez Mojżesza- czyli 2, 5 pokolenia), aby nastąpiło „dobre” nowe. Historia się powtarza na okrągło przez stulecia, stąd coraz bardziej rozumiem zależność, że przeszłość i przyszłość jest tożsame. A dlaczego ma odejść stare pokolenie, a te trzecie ostatnie dziwnie spójne w ideologii (Sodoma i Gomora, to dla nich tylko inna boża orientacja seksualna itd.)? Chodzi o to, że młodości nie podoba się starość i mądrość pokoleniowa? Nie. Chodzi o pamięć. Nie ma pamięci starego, nie ma porównań, między starym a nowym, nowe wydaje się idealnym wzorcem. To tak, jakby się odciąć od inkarnacji, na zasadzie; „To nie moje”. Jak nie Twoje, jak Twoje- jak nie, jak tak. ;)) I co zrobiło 3 pokolenie? Napad rabunkowy i zagarnął ziemię, jak swoją, niech się trup gęsto ściele, bo pierwsze pokolenie, które pamiętały wojnę i jej dramat, już odeszło, zimną, grobową płytą przykryte. Dlaczego firmy amerykańskie produkują obecnie tyle plastikowych trumien, jakby szykowali się na zagładę całych narodów? Pewnie dla znajomków i własnych rodzin? Przecież nic złego się nie dzieje, społeczeństwo się integruje, jak na tych powszechnych kursach integracyjnych, każdy z każdym, byle się nie wydało za szybko.
„Już priorytetem nie są studia, dyplomy, tytuły, kursy, ale relacje z ludźmi, umiejętność życia w społeczeństwie”. -> oczywiście, że nie jest, ale i nie będzie priorytetem, z założeń odgórnych światowych rządów, a nie z wolnego wyboru wielu, bo nauczanie będzie zarezerwowane dla elit i kast. Ekonomia, gospodarka, polityka i system nauczania, już nie potrzebuje ludzi myślących (takich się od dawna wywala ze wszystkich możliwych sektorów), tylko siły roboczej, a siła robocza nie musi myśleć, ma się bawić i pracować, nic nadto. „Chleba i igrzysk” i na tym się ich bytowanie zamykać. Tak radykalnie spadł poziom nauczania, że to się nie mieści w głowie, to jest zwyczajnie skandal, jaką zminimalizowaną wiedzę obecne posiadają książki do nauczania w szkołach. Wielu nauczycieli wypowiada się w sposób dosadny: „Przepuścimy największego „tępaka”, byle by miał frekwencję, bo taki jest program. Kraj potrzebuje pracowników za minimalne pensje, a nie profesorów”.
„Liczy się najbardziej dobre towarzystwo”- oczywiście, tak, tak...znajomki w setkach liczone, rodzina na szarym końcu i retrospekcja- > powrót do postawy zgarbionej (czyli małpiej). bo w komórce, na Fb i innych tego typu ogłupiaczach, znajomków tysiące, tel. dzwoni non- stop. A gdzie własne życie? Nie ma, bo oni grupowo przeżywają JEDNO życie. Skoro zbiorowo przeżywają (koncentrując się na plotkach, mieleniem w kółko tych samych informacji, kto w jakiej sekundzie pierdnął i jakiego powodu), to o indywidualnym rozwoju nie ma mowy, bo nie ma na to czasu, a czas to nie guma, że sobie go rozciągnie na maxa, jak gumkę z majtek. A jak mu się uda tak rozciągnąć, to mu czas przywali prosto w czoło, a 3 oko odbije się jak ping- pong. ;D
I zauważ, jakie zawody wymieniłeś jako pierwsze: handel, reklama, polityka (czyli: lichwa, zbiorowa hipnoza i energetyczne szambo- na tym co się najszybciej zarabia), a gdzie inne zawody, twórczość, rzemiosło, rolnictwo itd...
Widzę, że ten temat z (niejasnych? ;D na pewno?) dla mnie przyczyn, chce się rozwinąć, nawet wciskając innym takie „świadomościowe gnioty”. ;)))
Drugi uważający, ze ludzie nie myślą, że z pierwszej ulicznej łapanki są. Dobrze młody, kontynuuj, leć po całości jak orzeł, tylko uprzedź, gdy Cię przypili bździć na czyste koszuli, bo na brudne możesz. Co przed praniem, to się nie krępuj. )
Ps: Z ciekawości: co powiesz dobrego o swoich rodzicach, dziadkach, że mówiąc o tym, aż Ci się serce raduje i duma Cię rozpiera, że tyle wspaniałości dla Ciebie uczynili?
-
Matek, Marylka
Cenne spostrzeżenia :)
Miłość załatwi wszystko.
Czasem droga do takiej życia miłością jest bardzo długa. Trzeba pousuwac przeszkody.
Frisky
Dzięki za link, choć pod kontem nauki, to to samo dotyczy innych rzeczy. Ciekawe to.
-
Ja tak czytałam Ciebie aster to przypomniało mi się, że przecież przywódcy naszego polskiego społeczeństwa są dumni, że mają "tanią siłę roboczą" i jako główny atut podają to w reklamach mających zachęcić obce rynki do inwestowania w Polsce. Tylko czy aby na pewno chce się żyć w takim społeczeństwie, gdzie przywódcami są takie młotki ? No sorry, ale tego inaczej nazwać nie mogę.
A dlaczego rządzą takie młotki, bo ludzie tak się zatracili w tej ideologii, że "reka rękę myje", że nie widzą jak często tego typu manipulacja żądzi: będę robił wrażenie człowieka bardzo uczynnego, służącemu ludziom, wtedy nikt nie będzie śmiał złego słowa na mnie powiedzieć nawet jak będę pił i po trupach lazł do stołka. Obecnie kumoterstwo rządzi, a nie mądrzy myślący ludzie, takich się nie dopuszcza w ogóle do koryta.
-
jeszcze nawiązując do moich wczorajszych postów o cywilizowanej większości:
"Głos opinii publicznej nie jest substytutem myślenia". - W.E. Buffett
-
Karina
=============
Wszystko to prawda i znane fakty, nawet dla tych odciętych od medii, bo oni i tak doświadczają degrengoladę realnie na wszystkich poziomach życia. Na potwierdzenie tego, co piszesz, mogę podać tysiące przykładów bez zastanowienia, polecą niczym wody Niagary. :D
Nie czarujmy się, temat powstał specjalnie pod Zeda, bo dla wielu jest tutaj solą w oku. Mnie Zed nie przeszkadza, nawet podoba mi się te jego zacięcie, bo on w tej swojej niemocy jest przynajmniej prawdziwy. :D A przede wszystkim stawia czoła zmasowanej krytyce i nie chowa się po kątach, kto go poprze lub nie. Myślę, że ma duże szanse na rozwinięcie tarczycy i pokładów z nią związanych.
Ps: U mnie w mieści jedna taka pani sędzia główny na emeryturze (akurat dobrze nam), żydówka zresztą, która nie zmieniała nazwiska na polskie, o specyficznej, bardzo wysokiej emeryturze, ledwo chodzi, długopisu nie może utrzymać w rękach (pod 90- tkę), ale uczestniczy we wszystkich lokalnych ważnych komisjach. I każde takie półgodzinne spotkanie to jest 200- 500 zł dodatkowo do emeryturki. I będę ją tam trzymać dopóki nie najedzie nekrolog, bo "nikt przecież nie może jej zastąpić". Córka po wielu roszadach w prawnym kręgu zajęła funkcję główny sędzia wojewódzki. I tak to się kula, a młodzi ludzie po prawie sprzedają w marketach.
-
Mateusz
----------------------
Coś mocno przekoloryzowałeś jak to młode pokolenie jest przygotowane na pozytywne zmiany (czyli domniemam, że Twoje pokolenie), na zasadzie: każdy chwali własną koszulę. A nawet śmiało stwierdzę, że chcesz tym oszukać siebie i innych(...)
Teraz to Ty przekoloryzowałaś, a raczej zupełnie przemalowałaś (jeśli chodzi o mnie).
Należę do średniego pokolenia, doceniam to pokolenie i starsze również; widzę w nich takie wartości, których brakuje młodym oraz cały ich wkład w życie. Nie interesuje mnie żadna walka pokoleniowa. Więc reszta z tego co piszesz jest bezzasadna.
Wcale nie jestem zapatrzony w młodych, bo widzę jak bardzo odeszli od wartości ogólnoludzkich, jak zatracili uczciwość, sumienność, wrażliwość.
Wiem jak jest z edukacją, patrz wyniki matur - 1/3 nie zdała.
Temu nie zaprzeczam, jest tak jak piszesz. Ale jest też tak, że ta polityka światowa jest bardzo na rękę dorastającemu pokoleniu. Kto w szkole jest najbardziej ceniony przez rówieśników, popularny? Nie sumienny, pracowity, ale ten kto traktuje szkołę jak spotkanie towarzyskie.
Jest to na pewno efekt prania mózgów, ale dlaczego starsze pokolenie nie ulegało. Teraz młodzi tak chcą, nie interesuje ich juz taki poziom wiedzy. Wolą gadżety sprzedawać na rynku.
„Liczy się najbardziej dobre towarzystwo”- oczywiście, tak, tak...znajomki w setkach liczone, rodzina na szarym końcu i retrospekcja- > powrót do postawy zgarbionej (czyli małpiej). bo w komórce, na Fb i innych tego typu ogłupiaczach, znajomków tysiące, tel. dzwoni non- stop. A gdzie własne życie? Nie ma, bo oni grupowo przeżywają JEDNO życie. Skoro zbiorowo przeżywają (koncentrując się na plotkach, mieleniem w kółko tych samych informacji, kto w jakiej sekundzie pierdnął i jakiego powodu), to o indywidualnym rozwoju nie ma mowy, bo nie ma na to czasu, a czas to nie guma, że sobie go rozciągnie na maxa, jak gumkę z majtek.
Takie jest własnie ich życie, tak chcą żyć, to sobie cenią, a rówieśnicy, którzy tego nie mają zazdroszczą im, bo też by tak chcieli a nie mogą. Czekają tylko jak ich rodzice puszczą ze smyczy. Nie popieram tego, ale czy to nie jest pewna faza rozwojowa, nawet jesli ma trwać całe wcielenie, żeby zostac przeżytą, zaspokojoną.
-
Mateusz,
na jakiej Ty planecie zyjesz? :)
Już priorytetem nie są studia, dyplomy, tytuły, kursy, ale relacje z ludźmi, umiejętność życia w społeczeństwie. Liczy się najbardziej dobre towarzystwo, znajomi, przyjaciele, rodzina, dobra zabawa, umiejętność nawiązywania kontaktów. Liczą się te cechy, które im pozwolą dobrze radzić sobie w społeczeństwie, a przez to w życiu i w pracy. To przydaje sie wszędzie, w handlu, reklamie, polityce... Na nic przydadzą sie różne tytuły...
To wlasnie w dzisiejszych czasach dominuje podejscie rodem z Wall Street gdzie liczy sie bycie wyspecjalizowanym rekinem a znajomosci zawiera sie tylko po to, aby moc cos osiagnac. To, o czym piszesz istanialo w Polsce przed wejsciem srogiego kapitalizmu w drugiej polowie lat 90tych gdzie rzeczywiscie bardziej liczyly sie stosunki miedzyludzkie a nie prestiz i dyplomy plus intrantne zajomosci z wierchowka. Sam pamietam sytuacje, gdzie moi rodzice po pracy kolegowali sie z szefostwem co nie oznaczalo ze szef nie mogl cie zwolnic. Ale inna kultura bycia byla. Ludzie byli otwarci do siebie bo nie musialo byc barier.
matek,
Jesli nie kochasz siebie to bedziesz oczekiwac aprobaty z zewnatrz, od spoleczenstwa. Bedziesz miec pretensje.
Mozna kochac siebie i robic, co sie chce ale wez pod uwage sytuacje w ktorej robiac co chcesz mozesz nie miec z tego srodkow wystarczajacych na utrzymanie i wtedy musisz zaczac robic cos co niekoniecznie lubisz aby przynajmniej sobie dorobic. Tak tez sie dzieje czesto.
Poza tym, spoleczenstwo zawsze mozna zmienic, niezaleznie czy kochasz siebie czy nie. W wypadku kiedy nie kochasz siebie ciezej jest to zrobic, bo ciezko jest rozstac sie z tymi, ktorzy zasilaja twoje poczucie tozsamosci (czy to jako aprobowanego, czy odrzucanego). Ale jesli nie kochasz siebie, to w zadnym spoleczenstwie nie bedzie ci dobrze.
Taa, szczegolnie wtedy mozna zmienic gdy masz niemal sto procent pewnosci ze bedziesz musial zaczynac wszystko od nowa czyli od zera. Wielka milosc do siebie tu widze, az mi w oczy promieniuje.
aster,
chyba niektorzy nie rozumieja tego co probojesz mowic...
Dlaczego firmy amerykańskie produkują obecnie tyle plastikowych trumien, jakby szykowali się na zagładę całych narodów?
Bo w najblizszej przyszlosci ma dojsc do powolania unii miedzy Kanada, USA i Meksykiem i waluta narodowa tych krajow ma zostac zastapiona waluta o nazwie Amero (cos jak Euro w Unii Europejskiej). Wiem to od kogos, kto tam mieszka i gadal z jednym z ludzi pracujacych w policji czy administracji rzadowej. Wygadal sie chlopak po pijaku i poszlo w eter.
-
Mateusz,
Takie jest własnie ich życie, tak chcą żyć, to sobie cenią, a rówieśnicy, którzy tego nie mają zazdroszczą im, bo też by tak chcieli a nie mogą. Czekają tylko jak ich rodzice puszczą ze smyczy. Nie popieram tego, ale czy to nie jest pewna faza rozwojowa, nawet jesli ma trwać całe wcielenie, żeby zostac przeżytą, zaspokojoną.
To sie nazywa upadkiem. Znasz takie slowo? I dziwi mnie, ze osoba ktora podaje sie rozwijajaca sie duchowo, wewnetrznie aprobuje takie rzeczy. To co-jak wybuchnie III WS (oby nie!!!!!!!!!!) i znow pojawia sie jakcys faszysci czy inne ciemne sily, to tez bedziesz twierdzil ze to kolejna faza rozwojowa? Wspolczuje, naprawde. Ogarnij sie w koncu czlowieku skoro masz juz jakis wiek.
I dlatego chocby mnie szlag mial trafic, to dzisiejsze pokolenie ludzi nie dostanie ode mnie nic, bo oni nic nie zapracowali na to aby uszanowac czyjes dokonania i czyjas prace. A skoro chca sami budowac wszystko od poczatku....no coz, Blednych Rycerzy nigdy nie brakowalo. w ZSRR probowano zawracac bieg rzek. Jak sie to skonczylo, wystarczy poczytac na temat katastrof ekologicznych na Syberii. Ciekawe, jak beda zyc majac po piecdziesiat lat i pozniej jak nie wypracuja sobie niczego, co da im solidne podstawy bytowania, zapewnienia swoim dzieciom czegos? No tak, zapomnialem, panstwo ma dac....bo nalezy mi sie.
-
aster
Tak, też uważam, ze dobrze, że Zed włożył kij w to mrowisko. Może cos sensownego się z tego urodzi.
-
Zed1
To wlasnie w dzisiejszych czasach dominuje podejscie rodem z Wall Street gdzie liczy sie bycie wyspecjalizowanym rekinem a znajomosci zawiera sie tylko po to, aby moc coś osiagnać.
Tak jest w wąskim przedziale i dla szczególnie uzdolnionych, najlepiej geniuszy w jakiejś dziedzinie a ty do nich nie należysz.
Reszta to jest tak jak pisałem.
To sie nazywa upadkiem. Znasz takie slowo? I dziwi mnie, ze osoba ktora podaje sie rozwijajaca sie duchowo, wewnetrznie aprobuje takie rzeczy. To co-jak wybuchnie III WS (oby nie!!!!!!!!!!) i znow pojawia sie jakcys faszysci czy inne ciemne sily, to tez bedziesz twierdzil ze to kolejna faza rozwojowa? Wspolczuje, naprawde. Ogarnij sie w koncu czlowieku skoro masz juz jakis wiek.
Wyolbrzymiasz, od razu wojna. Nie jest to takie groźne. Roje młodych muszą się wyszumieć a pracy dla nich przecież nie ma więc proponuje im sie to co piszę i jak widać to im odpowiada. Widzę jakie podejście ma młode pokolenie.
-
Żeby była jasność, nie popieram ani podejscia do życia młodych ani tego odgórnego prania mózgów. Nie widzę szansy tego odwrócić, bo tak są silnie pochłonięci, a kiedy im sie mówisz, że są manipulowani, to się oburzą, że to zamach na wolność. Dopóki nie przekraczają prawa nic im nie można zrobić. I będą tak robić, az sie przejedzą.
-
Mateusz
--------------------
„Nie popieram tego, ale czy to nie jest pewna faza rozwojowa, nawet jesli ma trwać całe wcielenie, żeby zostac przeżytą, zaspokojoną”....
Zauważ, że to jest bardzo niebezpieczny syndrom: odwodzenie od istotnego (a kto/co ich od istotnego odwodzi?). Ile znam takich młodych mamusiek, że dziecko obsmarkane, głodne, zapychane chipsami, bo mamuśka strasznie przeżywa jakąś swoją nową foteczkę na Fb, czy gdzieś tam. Ile dramatów jest (ludzie o tym piszą wszędzie, poczytaj), ile się związków rozpada i rozpadło, bo Internet zasłonił realne życie. To co z 4- tym pokoleniem będzie? Nie trzeba być jasnowidzem, aby obraz ogarnąć, bo to jest oczywiste, przez samo się.
Wszyscy jesteśmy winni tego, to prawda, że większość z nas była tak ślepa i głucha, że wcześniej nie reagowała (bo nie wiedziała, że 300 lat temu powstał program, jak rozpierniczyć rodziny i całe narody, jak i zniweczyć wszelkie możliwe wartości całych pokoleń różnych nacji), ale skoro już większość otrząsa się ze swojej głupoty, ślepoty i głuchoty, to należy ten proces odwrócić, bo ja np. mam dzieci i chciałabym widzieć moje wnuki i prawnuki wolne w kreowaniu własnego życia, a nie spętane przez systemy ludzi obłąkanych. Nie mogłabym spokojnie odejść (bo bym się w grobie przewracała), gdybym była świadkiem np.: chipowania moich dzieci, wnuków. U mnie w mieście już co drugi właściciel zaczipował psa lub kota. I udawanie, że nie ma problemów, świat jest taki, jaki jest, „ot, taka karma wszystkich”, dla mnie jest zwykłym świadomościowym tchórzostwem, zamiataniem brudów pod dywan. Albo się czyści pokój od A do Z, tak jak należy, albo wcale, bo z wierzchu sprzątnięte na cacy, a szafek lepiej nie otwierać, bo wszystko na głowę spadnie.
-
Tak jest w wąskim przedziale i dla szczególnie uzdolnionych, najlepiej geniuszy w jakiejś dziedzinie a ty do nich nie należysz.
Reszta to jest tak jak pisałem.
To, co opisujesz czyli tzw. latwe zycie, latwe zarobki, zapomnienie o przeszlosci to nic wiecej jak odciecie sie od korzenia a to zawsze konczylo sie zle. Nie znam jeszcze dziejow jakiejkolwiek kultury zbudowanej przez czlowieka, ktoraby nie ulegla degradacji lub upadkowi z powodow, ktore Ty opisujesz jako ,,niegrozne". Nawet hipisi, do ktorych ciagle czuje duzy sentyment tez przestali istniec bo probowali odciac sie od korzenia, od tradycji. Nie da sie odciac od korzeni zyjac jako czlowiek a jak sam slusznie zauwazyles, czlowiek to istota spoleczna.
Wyolbrzymiasz, od razu wojna. Nie jest to takie groźne. Roje młodych muszą się wyszumieć a pracy dla nich przecież nie ma więc proponuje im sie to co piszę i jak widać to im odpowiada. Widzę jakie podejście ma młode pokolenie.
Wojna bedzie czy nie bedzie, w tym ukladzie nie ma to nawet wiekszego znaczenia.
Wyszumiec? Czy wyszumieniem nazywasz trzydziesto- czy czterdziestoparolatkow zachowujacych sie jak co najwyzej dwudziestolatkowie? W tym wieku trudno im bedzie wrocic do czegos innego, skoro ich zycie emocjonalne uksztaltowalo sie na poziomie nastolatka i zostalo na takim poziomie.
Pracy nie ma bo w pewnym sensie nic nie chca dac od siebie aby zmienic ten stan rzeczy. A przeciez mozna stworzyc jakis ruch, kontrkulture ktoraby wywierala nacisk na rzadzacych. Przykladow az pelno z najnowszej historii - Solidarnosc, hipisi, Pomaranczowa Alternatywa. Mozna wymieniac bez konca. Ale trzeba chciec a nie rzadac!
Odpowiada bo nie rozumieja ze zostali maksymalnie zmanipulowani, zatrzasnieci w Matrixie. To jest kleska pokoleniowa a nie delikatna rysa na caloksztalcie spoleczenstwa. Chcesz zeby Europa a tym bardziej Polska przypominala USA? Bo ja nie chce.
-
Żeby była jasność, nie popieram ani podejscia do życia młodych ani tego odgórnego prania mózgów. Nie widzę szansy tego odwrócić, bo tak są silnie pochłonięci, a kiedy im sie mówisz, że są manipulowani, to się oburzą, że to zamach na wolność. Dopóki nie przekraczają prawa nic im nie można zrobić. I będą tak robić, az sie przejedzą.
Juz dawno przekroczyli to prawo bo dzisiaj prawo zostalo zmodyfikowane do takich zasad, aby mozna bylo wszystko.....i nic zarazem. Mozna wszystko jesli robisz i kosnumujesz to co daje ci system. Nie mozesz nic jesli nie uczestniczysz w systemie. Proste? Proste!
-
Mozna kochac siebie i robic, co sie chce ale wez pod uwage sytuacje w ktorej robiac co chcesz mozesz nie miec z tego srodkow wystarczajacych na utrzymanie i wtedy musisz zaczac robic cos co niekoniecznie lubisz aby przynajmniej sobie dorobic. Tak tez sie dzieje czesto.
Wiem, zycie jest ciezkie. Szczegolnie, jesli sie go nie lubi.
Wtedy najepiej polubic to, co sie robi. Skoro rzeczywiscie uwazasz, ze "musisz" i nie masz innego wyboru, to jakie jest lepsze rozwiazanie?
Problemem sa tylko pretensje, czyli oczekiwania.
Taa, szczegolnie wtedy mozna zmienic gdy masz niemal sto procent pewnosci ze bedziesz musial zaczynac wszystko od nowa czyli od zera. Wielka milosc do siebie tu widze, az mi w oczy promieniuje.
Jesli tak zle jest ci tu, gdzie jestes, to jest do stracenia? Tak cenne poczucie pokrzywdzenia i niezrozumienia? Zaczynanie od zera to super sprawa. Czyz nie mozna poczuc sie wreszcie wolnym, kiedy sie nic nie ma?
Juz dawno przekroczyli to prawo bo dzisiaj prawo zostalo zmodyfikowane do takich zasad, aby mozna bylo wszystko.....i nic zarazem. Mozna wszystko jesli robisz i kosnumujesz to co daje ci system. Nie mozesz nic jesli nie uczestniczysz w systemie.
Tak, fajnie poupajac sie poczuciem wyzszosci nad "systemowym" bydlem. Czyli nadal jestesmy w systemie, nadal chcemy w nim zyc, tylko wybieramy role odpadkow.
Dam Ci rade: skup sie na sobie. Ale tak naprawde na sobie. Tylko i wylacznie na sobie. Na nikim innym. Po prostu przestan myslec o "innych". Czego Ty od "nich" chcesz?:)
-
Wiem, zycie jest ciezkie. Szczegolnie, jesli sie go nie lubi.
Nie lubie pewnych jego aspektow.
Wtedy najepiej polubic to, co sie robi. Skoro rzeczywiscie uwazasz, ze "musisz" i nie masz innego wyboru, to jakie jest lepsze rozwiazanie?
Problemem sa tylko pretensje, czyli oczekiwania.
Jak niczego nie oczekujesz, to sie zaczynasz cieszyc byle czym czyli jak ci zamerdaja przez oczyma to tez bedziesz sie z tego cieszyl. Tu jest probloem mojego i Twojego podejscia do zycia.
Jesli tak zle jest ci tu, gdzie jestes, to jest do stracenia? Tak cenne poczucie pokrzywdzenia i niezrozumienia? Zaczynanie od zera to super sprawa. Czyz nie mozna poczuc sie wreszcie wolnym, kiedy sie nic nie ma?
Jak lubisz z......c w byle jakiej pracy, nie miec wlasnego kata i robic co popadnie byleby miec w gebe co wlozyc to zyj tak. Ja tak zyc nie chce.
Dam Ci rade: skup sie na sobie. Ale tak naprawde na sobie. Tylko i wylacznie na sobie. Na nikim innym. Po prostu przestan myslec o "innych". Czego Ty od "nich" chcesz?:)[/quote
Zeby mi dali rowne szanse pomimo ze nie chce wuczestniczyc w ich ,,systemie".
-
Zed: Juz dawno przekroczyli to prawo bo dzisiaj prawo zostalo zmodyfikowane do takich zasad, aby mozna bylo wszystko.....i nic zarazem. Mozna wszystko jesli robisz i kosnumujesz to co daje ci system. Nie mozesz nic jesli nie uczestniczysz w systemie.
Piszę w tym wątku, bo wiem że istnieje inne rozwiązanie niz Twoje podejscie: albo system, albo poza nim. Krytykowanie systemu nie tylko nic nie daje, ale męczy i wiąże z tymi mechanizmami i w ten sposób przez negacje też można byc pod ich wpływem. Sztuką jest być niezmanipulowanym w społeczeństwie. Być nie tylko ideologicznie, ale życiowo, zawodowo, społecznie wolnym, ale też nie poza. Być wolnym i również spełnionym w całej różnorodnosci.
-
Zed,
ja Cie generalnie rozumiem. Wiem, na planecie mamy cyrk. Jest "system". Wiem i widze. Zdaje sobie sprawe, ze system moglby byc lepszy, sprawniejszy, dajacy wiecej wolnosci. Mogloby byc tez tak, ze ludzie byliby wolni i nie byloby zadnego systemu. Najpierw musieliby jednak tego chciec. Buntowanie sie to nie jest droga wyjscia z systemu. Kazdy system potrzebuje buntownikow.Bunt zywi sie systemem tak samo jak jego poddani. Kiedy bunt sie za bardzo rozprzestrzeni, moze rozwalic system albo jego czesc i stworzyc nowy. I tak sie dzieje na swiecie poprzez rozne rewolucje i tym podobne. Jak widac, ta droga system jedynie zmienia wlascicieli.
Jedyne wyjscie to byc soba. Skupic sie na sobie. Zobaczyc, czym sie jest. Wtedy sie wie, czego sie chce i co chce sie robic.
Jak niczego nie oczekujesz, to sie zaczynasz cieszyc byle czym czyli jak ci zamerdaja przez oczyma to tez bedziesz sie z tego cieszyl. Tu jest probloem mojego i Twojego podejscia do zycia.
Jak niczego nie oczekujesz, to cieszysz sie z tego, ze jestes. Jestes zawsze soba. Zawsze jestes tym samym. Nie ma na to wplywu, kto ci czym merda przed oczami, albo nie merda. Moje podejscie do zycia to nie podejscie uzaleznionego konsumenta. Ale tez nie podejscie uzaleznionego buntownika.
Zeby mi dali rowne szanse pomimo ze nie chce wuczestniczyc w ich ,,systemie".
Tu jest wlasnie Twoj problem. Nie chcesz uczestniczyc w systemie, ale czegos od tego systemu chcesz. Jestes uzalezniony. Nadal jestes jego czescia.
- Nie chce ci sluzyc! Zadam wolnosci!
- Idz, idz, z Bogiem.
- Nie! To nie takie proste! Ja sie tak nie bawie! Zadam od ciebie wolnosci! Daj mi moja wolnosc, rozumiesz? Najlepiej na pismie, zeby bylo jasne, ze to od ciebie!
Cos w tym stylu...
Nie chcesz czy nie widzisz mozliwosci, zeby zyc poza systemem?
Po prostu zostaw go w spokoju. Przebacz mu i zyj bez niego. Nic prostszego, ale musisz go zostawic. A widze, ze jest dla Ciebie bardzo cenny.
-
Mateusz
===============
Wiesz na czym polega rozwój tarczycy? Na mówieniu PRAWDY o sobie (nawet tej bardzo niewygodnej dla Ciebie), a nie ideologicznie, bo to zdecydowanie hamuje jej rozwój. Zapytam więc Ciebie bezpośrednio pod Twój tekst
„Być nie tylko ideologicznie, ale życiowo, zawodowo, społecznie wolnym ale też nie poza. Oczywiście być spełnionym w całej różnorodnosci.”
Jak się spełniłeś życiowo do tej pory na gruncie, np?:
1. zawodowym
2. ekonomicznym
3. związek z kobietą
4. dzieci
5. rodzina
6. talenty
7. własna twórczość poza dziedzinami artystycznymi
8. pasje
I ile razy u Ciebie działała zasada „coś za coś” na tych gruntach? Co tak naprawdę zrobiłeś samodzielnie bez tej zasady? Zrobię Ci przewód psychologiczno- informacyjny lepszy niż Sigmund Freud, mason 33 stopnia. :D Czysta analiza, bez ściemy. ;)
-
Piszę w tym wątku, bo wiem że istnieje inne rozwiązanie niz Twoje podejscie: albo system, albo poza nim. Krytykowanie systemu nie tylko nic nie daje, ale męczy i wiąże z tymi mechanizmami i w ten sposób przez negacje też można byc pod ich wpływem. Sztuką jest być niezmanipulowanym w społeczeństwie. Być nie tylko ideologicznie, ale życiowo, zawodowo, społecznie wolnym, ale też nie poza. Być wolnym i również spełnionym w całej różnorodnosci.
A to mnie zaciekawilo. Podzielisz sie wiedza na ten temat?
-
matek,
mnie juz dawno minela ochota na burzenie jednego systemu i tworzenie nowego.
Jedyne wyjscie to byc soba. Skupic sie na sobie. Zobaczyc, czym sie jest. Wtedy sie wie, czego sie chce i co chce sie robic.
No, i ja wiem kim jestem i mniej wiecej czego chce. Tylko chce rowniez aby mi za to placili, bo z czegos zyc trzeba.
Jak niczego nie oczekujesz, to cieszysz sie z tego, ze jestes. Jestes zawsze soba. Zawsze jestes tym samym. Nie ma na to wplywu, kto ci czym merda przed oczami, albo nie merda. Moje podejscie do zycia to nie podejscie uzaleznionego konsumenta. Ale tez nie podejscie uzaleznionego buntownika.
A z czego zyjesz? Skad zarabiasz pieniadze?
Tu jest wlasnie Twoj problem. Nie chcesz uczestniczyc w systemie, ale czegos od tego systemu chcesz. Jestes uzalezniony. Nadal jestes jego czescia.
Bo nie mozna zyc bez spoleczenstwa.
Po prostu zostaw go w spokoju. Przebacz mu i zyj bez niego. Nic prostszego, ale musisz go zostawic. A widze, ze jest dla Ciebie bardzo cenny.
Przepraszam, gdzie mam zyc poza systemem? W lesie jedzac korzonki???
-
Zed,
nie do konca wiem, o co ci chodzi:)
Tylko chce rowniez aby mi za to placili, bo z czegos zyc trzeba.
Ciagle gdzies sa "oni". Panowie. Dla mnie wyglada na to, ze jednak potrzebujesz nad soba jakiegos Pana, ktory Cie bedzie utrzymywal.
A z czego zyjesz? Skad zarabiasz pieniadze?
Pieniadze zarabiam, bo pracuje. Mnie to na razie odpowiada, ale przeciez mozna zyc bez pieniedzy.
Bo nie mozna zyc bez spoleczenstwa.
A to czemu?
Przepraszam, gdzie mam zyc poza systemem? W lesie jedzac korzonki???
Jesli chcesz zyc poza systemem, najpierw zostaw go w swoim umysle. Potem zobacz, co sie bedzie dzialo.
W lesie jedzac korzonki - czemu nie, sa i tacy. Albo w gorskiej jaskini. Co kto lubi:)
Nie wiem do konca, o co Ci chodzi. Czyli chcesz zyc w systemie (tak jak piszesz - w spoleczenstwie i zeby Ci placili pieniadze), a jednoczesnie koniecznie chcesz zyc poza nim.
A Ty jak wyobrazasz sobie zycie poza systemem? Bo nie wiem, jak chcesz zyc poza nim, jednoczesnie byc przez niego oplacanym?
Czy po prostu chcialbys zyc w systemie, ale zeby on dzialal na ustanowionych przez Ciebie (zapewne slusznych, sprawiedliwych i dobrych dla wszystkich) prawach?
Pytam, bo nie wiem.
-
aster
No nie posądzaj mnie o ideologię, piszę co mysle.
Na żadnym gruncie się nie spełniłem, choć w niektórych odcinkach jest juz prawie dobrze.
Nie zawsze działam według zasady coś za coś, czasem robię coś dla samego robienia. I tych działań jest więcej niz było kiedyś.
Czekam na ten przewód :)
Zed1
Prawda jest taka, sami sobie nałożlismy kajdany. Tam, gdzie wydawało mi się, że biję głową o mur, teraz się przekonałem, że muru nie ma. Bo ten mur sobie sami stwarzamy. Te ograniczenia, zniewolenie, uzależnienie to wynik naszych iluzji - wiary w to, że one istnieją. Bo nam od niemowlęctwa wszyscy ciągle wmawiają, że one istnieją. A to jest tak jak z rozwojem fizycznym, na początku jesteśmy całkowicie zależni od rodziców, potem mniej, z czasem w miarę dorastania nasza samodzielność fizyczna rośnie a zależność od innych maleje. Aż w końcu jest pełnoletność i możemy robić co chcemy. Tak jest z dojrzewaniem fizycznym, szkoda że to nie idzie w parze z dojrzałością psychiczną, emocjonalną, duchową, ale się zatrzymuje na poziomie dziecka. Ludziom ciągle sie wydaje, że jest nad nimi potężny ograniczający rodzic i czegoś nie chce im dać albo czegos wymaga i trzeba to robić. Dlatego jest tak, że dorośli ludzie mają pretensje, że nie dostają tego, co im sie wg nich należy a nie dostają, bo dzieciom sie nie daje wszystkiego.
Dorosły bierze wszystko w swoje ręce i tym dysponuje obdarowując kogo zechce. Żyje jak król, ma w sobie takie bogactwo wszystkiego, że nie musi o nic żebrać. On rozdaje. Żyje w społeczeństwie ale na swoich zasadach.
-
matek.
Ciagle gdzies sa "oni". Panowie. Dla mnie wyglada na to, ze jednak potrzebujesz nad soba jakiegos Pana, ktory Cie bedzie utrzymywal.
Nie Pana ani kogos, kto mnie bedzie utrzymywal a grona odbiorcow na to co wytwarzam w takim zakresie, abym mogl zyc na takim poziomie i w taki sposb, ktory dla mnie jest spelniajacy.
Pieniadze zarabiam, bo pracuje. Mnie to na razie odpowiada, ale przeciez mozna zyc bez pieniedzy.
W zachodniej, czyli naszej cywilizacji? Watpie. Musialbys przeprowadzic sie do indianskich plemion do Amazonki aby zyc w ten sposob. Ale to tez niedlugo zniknie. Perfidia bialego czlowieka zabija wszystko, co nie jest zwiazane z zarabianiem i wartosciowaniem ,,przydatne" i ,,nieprzydatne".
Nie da sie zyc bez spoleczenstwa poniewaz samemu nie jestes w stanie sobie wytworzyc wszystkich iezbednych rzeczy do prawidlowego funkcjonowania.
Nie wiem do konca, o co Ci chodzi. Czyli chcesz zyc w systemie (tak jak piszesz - w spoleczenstwie i zeby Ci placili pieniadze), a jednoczesnie koniecznie chcesz zyc poza nim.
Po pierwsze nie mozna mylic systemu ze spoleczenstwem. Naturalnie ewolulujace spoleczenstwo to spolecznetswo bez systemu, Matrixa, poniewaz jest oparte na zdrowych (czyli swiadomych) zasadach. Dlatego nie chce zyc w systemie czyli spoleczenstwie dzisiejszym ale wiem, ze to utopijne wiec jednak jakos musze w nim zyc. Pytanie jak skoro moje priorytety i pragnienia sa przeciwstawne priorytetom i pragnieniom innych a kiedy zalozyc wspolzaleznosc jednostki od spoleczenstwa to co wychodzi?
A Ty jak wyobrazasz sobie zycie poza systemem? Bo nie wiem, jak chcesz zyc poza nim, jednoczesnie byc przez niego oplacanym?
Jest tylko jedno rozwiazanie: underground (tutaj jest wiele roznych sposob z nielegalnym procederem wlacznie). Ale tak czy inaczej to jednak troche taka wegetacja (na dluzsza mete) dla kogos, kto chce np. miec rodzine czy prowadzic w szerokim rozumieniu ustabilizowane zycie zawodowe czy prywatne (za stabiliacje przyjmuje przede wszystkim ciaglosc realizowania woich priorytetow np. zawodowych) bo nie chodzi mi tutaj o np. prace etatowa czy tego typu stalosc.
Czy po prostu chcialbys zyc w systemie, ale zeby on dzialal na ustanowionych przez Ciebie (zapewne slusznych, sprawiedliwych i dobrych dla wszystkich) prawach?
Nie przeze mnie. Mnie do rzadzenia nie ciagnie. Ciagnie mnie do zycia w spoleczenstwie ktore wyznaje podobne zasady do moich. A to roznica.
---
Mateusz,
nie obraz sie, ale albo zaczniesz chlopie gadac na konkretnych przykladach albo ja przestane odpowiadac na Twoje posty bo to lanie wody, taka chlopska filozofia. Na zasadzie cyctatow z ksiazek ale zero swojego.
Aż w końcu jest pełnoletność i możemy robić co chcemy.
Czyzby? To idz np. do ZUSu i zarzadaj oddania Ci wszystkich skladek emerytalnych ktore wzcesniej placiles.
Dorosły bierze wszystko w swoje ręce i tym dysponuje obdarowując kogo zechce. Żyje w społeczeństwie ale na swoich zasadach.
Brawo! Kandydujesz na kolejnego Jezusa?
-
Mateusz
---------
I zobacz, jak szybko poszło, ekspresem. Nawet nie musiałam się wysilać ponad parę wątków. Czarujesz ludzi o spełnieniach, jak to widzisz i wyobrażasz sobie w myślach, a w praktyce nie masz wyników, bo na żadnym gruncie się nie spełniłeś.
----------
Wielu ludzi w przeciwieństwie do Ciebie, jeśli coś teoretycznie wypowiada się, ma to poparte gruntowną praktyką, przetestowaną na własnych plecach, często bardzo boleśnie. Najpierw doświadczenia, a potem teorie, a nie na odwrót. I tyle w temacie, bo o czymż możemy dalej dyskutować w kwestii spełnień. Mnie teorie nie wzruszają, ani myśli i gdybanie "jak to może być pięknie-> czary- mary, hop zajączek z kapelusza", jestem całkowicie na to odporna, tylko PRAWDA doświadczeń, a najlepiej własnych, nie cudzych.
A najlepiej niech ktoś naprawdę mądry i uczciwy przeczyści Ci oczy (albo niech sam Bóg to uczyni przez Twoje gorące prośby i tak będzie idealnie), bo za dużo różowości w nich masz i kolorowych szkiełek, a kształtowanie świadomości nie na tym polega, tylko na widzeniu w prawdzie, siebie (zwłaszcza siebie), innych i otoczenia.
-
Ps: Przewodu nie będzie, bo nie ma czego analizować. Nie ma materiału do analizy. Sorry Winnetou...;)
-
Zed1
chce np. miec rodzine czy prowadzic w szerokim rozumieniu ustabilizowane zycie zawodowe czy prywatne (za stabiliacje przyjmuje przede wszystkim ciaglosc realizowania woich priorytetow np. zawodowych) bo nie chodzi mi tutaj o np. prace etatowa czy tego typu stalosc.
Nie Pana ani kogos, kto mnie bedzie utrzymywal a grona odbiorcow na to co wytwarzam w takim zakresie, abym mogl zyc na takim poziomie i w taki sposb, ktory dla mnie jest spelniajacy.
Chcesz życ jak widać na na ODPOWIEDNIM poziomie i masz sporo kosztownych priorytetów, dom, rodzina, życie prywatne, słuzbowe, i chcesz żeby sie pojawili odbiorcy Twojej twórczości w takiej ilości żeby to wszystko sfinansować. Wiesz co, pomyśl, czy to jest dojrzała postawa. Pracować nad prosperity nie chcesz np. tymi metodami z forum albo jak mówisz nie działają.
No to teraz sie postwa w sytuacji odbiorcy takich wymagań. Przychodzi do ciebie facet i mówi zapłać mi za moje "dźwięki", bo ja chcę kupić dom, wyżywić rodzinę, urządzić i od czasu do czasu przynajmniej raz na tydzień wyjechać na wczasy.
Co być zrobił, myśle że wcale byc sie nie szczypał tylko mu zasadził kopa, żeby juz więcej sie nie zjawił.
-
aster, ciesze sie że tak piszesz, moze w końcu uda Ci sie w coś trafić :)
To, że w czymś czy nawet we wszystkim nie jestem spełniony wcale nie oznacza, że mi to jest potrzebne do szczęścia. Uwierz mi, mam to sporo przepracowane. Między brakiem spełnienia i cierpieniem z tego powodu a pełnym spełnieniem jest całe mnóstwo pośrednich poziomów. To, że czegos nie mam wcale mnie nie czyni nieszczęśliwym. Mogę żyć spokojnie i bez tego. Nie wiem tylko czemu to co piszę jest odbierane jako teoretyzowanie, ale tym też się nie przejmuję. Osoby z rozwoju mówią mi jak wiele sie zmieniłem. Ale najważniejsze jest moje samopoczucie. Wcale się nie wypieram tego, że pojawiają się problemy, karma itp.
Wielu ludzi w przeciwieństwie do Ciebie, jeśli coś teoretycznie wypowiada się, ma to poparte gruntowną praktyką, przetestowaną na własnych plecach, często bardzo boleśnie...
Skąd Ty to wszystko wiesz o mnie?
Chyba, że chodzi o to status na profilu. Jakbym napisał ekspert, regreser, psychoterapeuta to inna sprawa, ale jak obserwator to na pewno teoretyk.
-
Chcesz życ jak widać na na ODPOWIEDNIM poziomie i masz sporo kosztownych priorytetów, dom, rodzina, życie prywatne, słuzbowe, i chcesz żeby sie pojawili odbiorcy Twojej twórczości w takiej ilości żeby to wszystko sfinansować. Wiesz co, pomyśl, czy to jest dojrzała postawa. Pracować nad prosperity nie chcesz np. tymi metodami z forum albo jak mówisz nie działają.
No to teraz sie postwa w sytuacji odbiorcy takich wymagań. Przychodzi do ciebie facet i mówi zapłać mi za moje "dźwięki", bo ja chcę kupić dom, wyżywić rodzinę, urządzić i od czasu do czasu przynajmniej raz na tydzień wyjechać na wczasy.
Co być zrobił, myśle że wcale byc sie nie szczypał tylko mu zasadził kopa, żeby juz więcej sie nie zjawił.
No i dochodzimy do sedna. Czyli ani ktos takji jak ja nie chce pojsc na ustepstwa i produkowac czegos co chce odbiorca (z roznych przyczyn) ani odbiorca nie chce kupywac czegos od kogos (tez z roznych przyczyn).
Przyczyna sa odmienne priorytety bazujace na odmiennym wychowaniu co powoduje konflikt miedzy jednostka a spoleczenstwem, miedzy oferowaniem a podaza.
Tylko widzisz, dla mnie ,,ta cala masa metod opisanych na forum" to ni mniej ni wiecej oklamywanie siebie, odchodzenie od tego czego naprawde sie pragnie (bo przeciez nie mozna) i szukanie zadowolenia w sytuacjach posrednich (robie cos co jest zbiezne ale niedokladnie to samo). Widzisz, mozliwe ze nasze niezrozumienie wynika jeszcze z jednego powodu. Ja jestem dusza tworcza (nie jakims Artysta, ten przydomek zostawiam naprawde ludziom genialnym, ktorzy w pelni zalsuguja na to miano), Ty chyba po prostu spelniasz sie w jakims innym zawodzie, ktory nie laczy sie az takim ,,wizjonerstwem" (rowniez specjalnie uzylem cudzyslowia po to, aby wyjasnic czytajacym ze traktuje to slowo w odneisieniu do siebie z nalezytym dystansem). I pojawia sie zgrzyt bo taka osoba jak Ty rzeczywiscie ma latwiej pod wzgledem adopotowania sie do nowych warunkow, czy do zmian. Ja raczej nie adoptuje sie latwo poniewaz moim pragnieniem jest zycie wedlug moich wlasnych pomyslow, jakkolwiek by tego nie nazwac.
I chyba tyle ode mnie. Nie widze sensu dzielenia wlosa na cztery w momencie kiedy rozmawia dwoje totalnie rozniacych sie od siebie ludzi. Oczywiscie nie to ze uwazam Cie za kogos gorszego ode mnie. Po prostu mamy inny ,,rdzen" ze tak to ujme.
I tak bez urazy, ale tez czuje ze malo przezyles w zyciu, malo miales sytuacji ,,esktremalnych" bo inaczej bys rozmawial tutaj wtedy.
-
Jeszcze dopiszę tylko jedno, moze jednak dopuścisz myśl, że Tobie może sie w tej sprawie zmienić. Tak sie wszystko zmienia, sam doswiadczam czegos takiego, że coś co stanowiło moją część niezmienną, coś z mojej natury, po jakimś czasie zmieniło sie ku mojemu zaskoczeniu. Tak było z niektórymi rzeczami, zainteresowaniami. Znikły, inne zmieniły sie, pojawiły sie nowe.
To na tyle.
Nie wiem skąd takie przekonania, że mało przeżyłem w życiu, jest inaczej.
A zdaje się, że wiem.
-
Mateusz
===============
Po co ja mam w coś trafiać, skoro sam piszesz, to co piszesz, a to co piszesz, jest Twoim świadectwem? Maszynka do golenia za Ciebie nie pisze, czy mikrofalówka, tylko Ty sam.
Czyli uznajesz spokojnie, że możesz nie mieć kobiety, dzieci, rodziny, hobby, talenty Ci też na chusteczkę i jeden wielki gwizdek, nic nie tworzysz, niczego nie inspirujesz, tak? Gdyż odnalazłeś inne szczęście w kolorowych szkiełkach i możesz na minimum jechać? To po co Ty żyjesz, jak nic z siebie nikomu nie dajesz (i Ciebie to zadawala)? A może Ty w ogóle się niczym nie przejmujesz i masz na wszystko „wywalone? Dokładnie tak napisałeś, tylko tak bardziej sprytnie i ślisko, zza woalki, że niby pracujesz nad sobą itd...Ile masz lat?
Jakie ma to znaczenie, czy przylepisz sobie na czoło etykietkę ekspert czy inną? Coś to zmieni w Twoim myśleniu, albo w myśleniu innych? Może tylko tym zmieni, co hipnotycznie ulegają wizji plakietki, to może wkradnie się w podświadomość program rangi i hierarchii, jest taka opcja.
„Osoby z rozwoju mówią mi jak wiele się zmieniłem”- tylko osoby z rozwoju? A co na to mówią bliscy, rodzina, znajomi starzy, nowi? Może dla Ciebie rodzina i znajomi, to tylko „rozwojowcy”? Takich też znam w setkach, a rodzinne układy leża i wkiczą, są ostatnie z listy preferencji.
Skoro uważasz, że nie piszesz li tylko teoretycznie, to proszę przejdźmy do doświadczeń, może inni z nich skorzystają, przynajmniej się czymś sensownym podzielisz z innymi. Tylko napisz uczciwie, jak te doświadczenie zdobyłeś i co konkretnie zmieniło owe doświadczenie w Twoim życiu na in plus. Stać Ciebie na to, na absolutną szczerość, na pracę nad tarczycą, aby świeciła pięknym światłem? Przemyśl to, nim do mnie znowu napiszesz.
Ja Ci mogę napisać bez krępacji, jak wygląda prawidłowy proces oczyszczania oczu i jest to proces bolesny. I nie będę Ciebie manić i czarować, że jest inaczej. Ani jednego kłamstwa nie będzie w tym przekazie.
-
Zed,
Nie Pana ani kogos, kto mnie bedzie utrzymywal a grona odbiorcow na to co wytwarzam w takim zakresie, abym mogl zyc na takim poziomie i w taki sposb, ktory dla mnie jest spelniajacy.
Ok, ale dlaczego uwazasz, ze "system" jest tutaj problemem? Nie wiem, co wytwarzasz. Czy jest to nielegalne? Jesli jest legalne, to jaki problem? Do Ciebie nalezy znalezienie odbiorcow na to, co wytwarzasz.
Jesli nikt nie jest zainteresowany tym, co wytwarzasz, to nie jest wina "systemu" chyba?
Generalnie, w tym co piszesz widze wierzenia, ktore ja akurat uznaje za typowo "systemowe". Nie twierdze, ze to zle. Zazwyczaj potrzebujemy jakichs wierzen, zeby tworzyc zycie takie, jakie chcemy doswiadczyc.
Zycze Ci spelnienia w obrebie Twoich przekonan (jesli rzeczywiscie nie sa ze soba sprzeczne, bo wtedy moze sie to okazac niemozliwe).
I zycze zebys dal sobie szanse na otwarcie umyslu i serca.
A do Mateusza niepotrzebnie sie przyczepiliscie. Madrze pisze, uwazam.
Dopoki znamy sie tylko z pisania na forum, jestesmy dla siebie ciagiem znakow. Jaki sens ma sugerowanie, kto wiecej przezyl, kto co osiagnal i na ile kto jest spelniony?
-
Czyli uznajesz spokojnie, że możesz nie mieć kobiety, dzieci, rodziny, hobby, talenty Ci też na chusteczkę i jeden wielki gwizdek, nic nie tworzysz, niczego nie inspirujesz, tak? Gdyż odnalazłeś inne szczęście w kolorowych szkiełkach i możesz na minimum jechać? To po co Ty żyjesz, jak nic z siebie nikomu nie dajesz (i Ciebie to zadawala)? A może Ty w ogóle się niczym nie przejmujesz i masz na wszystko „wywalone?
Tak mogę spokojnie bez tego żyć, ale to nie oznacza, że to olewam czy potępiam. Mogę spokojnie tak jechać. Mogę udać się nawet do jaskini i tam medytować.
Znam swoje poprzednie wcielenia i sporo sie juz wówczas nadawałem ludziom; oszukiwano mnie i okradano, robiłem głównie dla innych, służyłem, pracowałem, broniłem, krew przelewałem.
Teraz mam podpowiedzi że mam się zająć sobą, pomysleć wreszcie o sobie, o duszy, dać sobie czas, energię i uwagę. Co też, nie wyciągaj z tego wniosku, nie oznacza wyrzekania sie wszystkiego innego.
Skoro uważasz, że nie piszesz li tylko teoretycznie, to proszę przejdźmy do doświadczeń, może inni z nich skorzystają, przynajmniej się czymś sensownym podzielisz z innymi. Tylko napisz uczciwie, jak te doświadczenie zdobyłeś i co konkretnie zmieniło owe doświadczenie w Twoim życiu na in plus. Stać Ciebie na to, na absolutną szczerość, na pracę nad tarczycą, aby świeciła pięknym światłem? Przemyśl to, nim do mnie znowu napiszesz.
No to poczytaj moje posty, jest ich sporo w porównaniu do Ciebie. Spójrz na ilość Twoich i Moich postów - masz konkrety.
Piszę je z doświadczenia a jak je ktoś odbiera to nie moja sprawa. Moje posty są konkretne bez owijania w bawełnę i słodzenia, choc może niektórzy woleliby co innego usłyszeć. Podaje często gotowe przepisy, bo wiem, że mi one pomogły. A to, że czasem jest taka natura ludzka, że by sie chciało budować dom od razu w górę, bo to widoczny sukces, a ktos mu przypomina, że najpierw trzeba przygotowac grunt i np. kilka lat pracować nad tym, to nie dziwota, że się nie chce tego słuchac.
Ja Ci mogę napisać bez krępacji, jak wygląda prawidłowy proces oczyszczania oczu i jest to proces bolesny. I nie będę Ciebie manić i czarować, że jest inaczej. Ani jednego kłamstwa nie będzie w tym przekazie.
Nigdy nie zaprzeczam jak mi cos wywala, i nie mówię, że mi nie wywala, więc możesz pisać a nie tylko zapowiadać. Tu czy na priv. Sam cos innym podpowiadam.
„Osoby z rozwoju mówią mi jak wiele się zmieniłem”- tylko osoby z rozwoju? A co na to mówią bliscy, rodzina, znajomi starzy, nowi? Może dla Ciebie rodzina i znajomi, to tylko „rozwojowcy”? Takich też znam w setkach, a rodzinne układy leża i wkiczą, są ostatnie z listy preferencji.
Z rodziną też dobrze żyję. A jak zapewne wiesz, uzdrowienie relacji z rodzicami to podstawa.
-
Co ma wspólnego licytacja, kto więcej przeżył, z prostymi testami z psychologii typu: „Jak się spełniłeś życiowo do tej pory na gruncie, np?:
Czy komuś się to poda czy nie, wiedza z danego zakresu to 95% praktyki i 5% teorii.
Dla mnie też Mateusz pisze mądrze, ale tylko pisze, a gdzie reszta? A gdzie on sam w tym wszystkim, co pisze?
-
Mateusz, nie wyganiaj mnie na inne posty, abym zlatała całe forum, bo coś mam odkryć względem Ciebie. Rozmawiamy tu i teraz w temacie wiadomym, o spełnieniu. Może w innych sprawach jesteś super gościu, tego nie neguję, ale zalecasz komuś drogę wszystkich spełnień, a Ty sam niczego nie spełniasz, o to tylko chodzi, o nic więcej.
-
Ps: Proszę Cię....nie bierz mnie na litość...:D...nie wygłupiaj się. Co to za argument ilość postów? Żaden. Już Ego przejechało się po torach, tak jak chciało...;)
---
-
aster
Odpowiadam na Twoje posty czarno na białym.
A co do efektów, wcale sie nie nakręcam na jakieś wielkie osiągniecia, guzik mnie obchodzą testy na spełnienie. Juz nie raz pisałem że w jakim byłem stanie przed rozwojem, choćby np. nerwica, ale możesz nie wiedzieć, bo to było na początku. I tu własnie jestem, wyleczyłem sie z nerwicy.
Dobrze ze nie trafiłem na psychoterapię i te wszystkie badania, testy, opisy i dolegliwosci jakie mam, bo na tym by sie skończyło. Co najwyżej mówiłbym, że kocham i akceptuje siebie a w środku by sie we mnie gotowało.
-
Ps: Proszę Cię....nie bierz mnie na litość...:D...nie wygłupiaj się. Co to za argument ilość postów? Żaden. Już Ego przejechało się po torach, tak jak chciało...;)
---
Bez obawy, jakość też jest dobra, a jak chcesz sie przekonać to je czytaj póki jeszcze są ;) błahaha
Drogę wszystkich spełnień doradzałem docelowo, nie od razu tu i teraz :)
-
Gdzie on jest w tym wszystkim, on sam najlepiej wie, i moze Ty tez mialabys okazje dowiedziec sie chociaz troche, gdybys go spotkala, spojrzala mu w oczy, porozmawiala, a najlepiej pomieszkala razem z nim. To nadal bylaby tylko obserwacja tego, co jest na zewnatrz, ale mialabys o nim jakies pojecie.
A tak, to co za problem napisac ze jestem spelniony w 99% w zwiazkach, w 95% w pracy zawodowej, i w 97% w struganiu drewnianych pingwinow?:)
-
Zed,
Ok, ale dlaczego uwazasz, ze "system" jest tutaj problemem? Nie wiem, co wytwarzasz. Czy jest to nielegalne? Jesli jest legalne, to jaki problem? Do Ciebie nalezy znalezienie odbiorcow na to, co wytwarzasz.
Jesli nikt nie jest zainteresowany tym, co wytwarzasz, to nie jest wina "systemu" chyba?
Generalnie, w tym co piszesz widze wierzenia, ktore ja akurat uznaje za typowo "systemowe". Nie twierdze, ze to zle. Zazwyczaj potrzebujemy jakichs wierzen, zeby tworzyc zycie takie, jakie chcemy doswiadczyc.
Zycze Ci spelnienia w obrebie Twoich przekonan (jesli rzeczywiscie nie sa ze soba sprzeczne, bo wtedy moze sie to okazac niemozliwe).
I zycze zebys dal sobie szanse na otwarcie umyslu i serca.
A do Mateusza niepotrzebnie sie przyczepiliscie. Madrze pisze, uwazam.
Dopoki znamy sie tylko z pisania na forum, jestesmy dla siebie ciagiem znakow. Jaki sens ma sugerowanie, kto wiecej przezyl, kto co osiagnal i na ile kto jest spelniony?
matek,
Przeczytaj najpierw uwaznie cala dyskusje, potem dopiero dodaj cos od siebie, ok?
-
Gdzie on jest w tym wszystkim, on sam najlepiej wie, i moze Ty tez mialabys okazje dowiedziec sie chociaz troche, gdybys go spotkala, spojrzala mu w oczy, porozmawiala, a najlepiej pomieszkala razem z nim. To nadal bylaby tylko obserwacja tego, co jest na zewnatrz, ale mialabys o nim jakies pojecie.
A tak, to co za problem napisac ze jestem spelniony w 99% w zwiazkach, w 95% w pracy zawodowej, i w 97% w struganiu drewnianych pingwinow?:)
Nie wiedzialem, ze dzisiaj spelnienie sie oblicza w procentach :). Jak ja czuje sie spelniony, to widzi to caly swiat. I tyle. To takie proste.
-
Zed,
Nie wiedzialem, ze dzisiaj spelnienie sie oblicza w procentach :). Jak ja czuje sie spelniony, to widzi to caly swiat. I tyle. To takie proste.
No...dokladnie o tym pisalem przeciez:)
Przeczytaj najpierw uwaznie cala dyskusje, potem dopiero dodaj cos od siebie, ok?
Przeczytalem i potem dopiero dodalem.
-
I wracamy do punktu wyjścia, czyli ta sama płyta odtwarza wcześniejsze sekwencje, tylko w innych nutkach: "guzik mnie obchodzą testy na spełnienie". I właśnie (coś dociera do Ciebie etapami), dlatego WIELKI GUZIK MASZ, w worku zwanym: brak spełnień.
----
-
Zed1
Jak ja czuje sie spelniony, to widzi to caly swiat.
to dotyczy tylko sławy i tego co świat/społeczeństwo uznaje za ważne/spełniające
-
Frisky,
mysle, ze Zed mial tu na mysli to , ze po czlowieku widac kiedy jest spelniony, czuc to od niego, niezaleznie od tzw."osiagniec" ktore kazdy inaczej definiuje.. Dlatego ja pisalem, ze trzeba czlowieka chociaz spotkac, zobaczyc.
-
matek, masz rację z tym spojrzeniem... i z procentami też, jak najbardziej. Ja sie własnie tak spełniam- częściowo, ale nawet mi nie nie badać w ilu procentach.
aster
wysyłać mnie na testy, to byłoby teoretyzowanie.
I wracamy do punktu wyjścia, czyli ta sama płyta odtwarza wcześniejsze sekwencje, tylko w innych nutkach: "guzik mnie obchodzą testy na spełnienie". I właśnie (coś dociera do Ciebie etapami), dlatego WIELKI GUZIK MASZ, w worku zwanym: brak spełnień.
No to zacznę od początku, po co mi byłoby to wszystko, jakbym nie miał na nic siły a taki własnie byłem. A brak nie oznacza zera, pisałem o tym częściowym niespełnieniu, nie do końca, czy prawie. Przecież np. materialnie każdy kto ma na utrzymanie już w jakims stopniu, podstawowym ma spełnienie.
A na wzrost procentowy jestem otwarty.
-
matek
ok, tylko kiedy może zobaczyć tzw. cały świat spełnienie u Zeda? ano właśnie tylko w zakresie w którym społeczeństwo uznaje coś za spełnienie, sława jest tego takim najlepszym przykładem, zwłaszcza gdy sławny człowiek/artysta czuje się w tym stanie ( podziwu czy uznania ze strony innych) spełniony : )
problem więc polegałby na tym że jest pragnienie sławy i uznania a nie ma pragnienia dostosowania się do tego co społeczeństwo uznaje za ważne i co uczyniłoby go sławnym czyli spełnionym, teraz tak są dwa wyjścia a nawet trzy ; )
1. dostosuje się i (oby, bo cena jest wysoka haha) uzyska sławę i uznanie
2. nie dostosuje się i poczuje się spełniony ze swoją twórczością bez uznania ze strony świata
3. nie dostosuje się i dotrze do grupy ludzi którzy dadzą mu zwrot za którym tęskni - wtedy nie będzie to cały świat ale zawsze coś : )
-
Zed,
No...dokladnie o tym pisalem przeciez:)
Przeczytalem i potem dopiero dodalem.
W takim razie nie zrozumiales tego, o co mi chodzilo.
-
matek
ok, tylko kiedy może zobaczyć tzw. cały świat spełnienie u Zeda? ano właśnie tylko w zakresie w którym społeczeństwo uznaje coś za spełnienie, sława jest tego takim najlepszym przykładem, zwłaszcza gdy sławny człowiek/artysta czuje się w tym stanie ( podziwu czy uznania ze strony innych) spełniony : )
problem więc polegałby na tym że jest pragnienie sławy i uznania a nie ma pragnienia dostosowania się do tego co społeczeństwo uznaje za ważne i co uczyniłoby go sławnym czyli spełnionym, teraz tak są dwa wyjścia a nawet trzy ; )
1. dostosuje się i (oby, bo cena jest wysoka haha) uzyska sławę i uznanie
2. nie dostosuje się i poczuje się spełniony ze swoją twórczością bez uznania ze strony świata
3. nie dostosuje się i dotrze do grupy ludzi którzy dadzą mu zwrot za którym tęskni - wtedy nie będzie to cały świat ale zawsze coś : )
Opcja nr 3 jest najwlasciwsza - nie caly swiat musi o mnie wiedziec :).
Poza tym jest jeszcze jedna rzecz jesli idzie o tego typu spelnienie - w tym nie chodzi o to, aby cala uwaga koncentrowala sie na tobie jako obiekcie ktory tworzy, tylko chodzi o dawanie energii ludziom, zupelnie sponatnicznie. Ok, zarobek z tego jest potrzebny jak chce sie zyc tylko z tego ale najwazniejsza jest energia dawania. Dosc malo popularne podejscie w dzisiejszym show-businesie juz.
-
matek
=====
Przecież wiadomo, że nie chodzi o procenty i inne bzdury, tylko o wewnętrzne poczucie w prawdzie: „nie spełniłem się”, „brakuje mi spełnienia”, „jestem częściowo spełniony”, „jestem spełniony, ale nie nasycony tym”, „jestem absolutnie spełniony” itp.. Nie odwracaj kota ogonem, że to zakres porównawczy chodzi w cyferkach.
Może mam jeszcze łóżeczko posłać i posmarować dupkę miodkiem, aby ktoś odpowiedział na prosto zadane pytania? :D.... No...nie mogę, taka komedia za free....:D A inni za to płacą.
-
Zed1
: D
-
Frisky,
ja po prostu wyrazenie Zeda "caly swiat" uznalem jako przenosnie, uzyta w sensie "wszyscy wokol mnie":)
nie widzialem w tym ewentualnej aluzji do jego pragnien bycia docenionym przez innych.
Zed,
W takim razie nie zrozumiales tego, o co mi chodzilo.
Byc moze, ale ja moge odpowiedziec Ci dokladnie to samo, wiec jaki sens?:)
Tak czy owak, kochani, jest pozno, pora spac.
Na wszelki wypadek, przyznaje, ze na pewno nie mialem racji w dzisiejszych dyskusjach - w zadnej z moich wypowiedzi, ktore byly z gruntu glupie. Mozecie wiec spac spokojnie, i ja rowniez. Dobrej nocy i do przeczytania sie wkrotce znowu.
-
jakie późno? jakie spać?
ja się dopiero rozkręcam, czytam sobie wątki tu i tam, a wy chcecie zwiać...
wracać chłopaki !
-
matek
no spoko, tylko o czym jest od początku dyskusja z Zedem1? przecież nie o tym, że ma bezwład i niemoc twórczą, to nie z tego powodu czuje się niespełniony : )
-
No ale jaja, czy tego już nie za wiele, oczekiwać na to, żeby cały świat ujrzał Zeda spelnionego :)))))
-
e tam, wielu artystów potrzebuje pozytywnego oddźwięku, by poczuć się spełnionym na artystycznym polu, na tym to się opiera w gruncie rzeczy
to tak jak uzdrowiciel, trudno się poczuć spełnionym w tej roli gdy brak jest efektów uzdrawiania : D
-
matek
=====
Przecież wiadomo, że nie chodzi o procenty i inne bzdury, tylko o wewnętrzne poczucie w prawdzie: „nie spełniłem się”, „brakuje mi spełnienia”, „jestem częściowo spełniony”, „jestem spełniony, ale nie nasycony tym”, „jestem absolutnie spełniony” itp.. Nie odwracaj kota ogonem, że to zakres porównawczy chodzi w cyferkach.
Ależ procenty to nie żart, są dokładniejsze :) lepiej widać jakimś sie jest i gdzie sie jest.
-
aster
Moje odpowiedzi:
Jak się spełniłeś życiowo do tej pory na gruncie, np?:
1. zawodowym - jestem częściowo spełniony
2. ekonomicznym - jestem częściowo spełniony
3. związek z kobietą - nie spełniony
4. dzieci - nie mam potrzeby
5. rodzina - brakuje mi spełnienia
6. talenty - brakuje mi spełnienia
7. własna twórczość poza dziedzinami artystycznymi - jestem spełniony ale nie nasycony
8. pasje - j.w.
-
A na Twoich randach, kobiety chodzą z centymetrem i mierzę Ciebie od butów po kapelusz? A może laboratoryjnie rozbierają na atomy pierwsze? Chcesz wygrać życie, czy podium? :D Zdecyduj się.....
Ps: A widzisz, a jednak można odpowiedzieć wprost...i chyba nie bolało, prawda?...:D
-
A tak zupełnie szczerze, kiedy odpadnie całkowicie pragnienie bycia spełnionym tu i tam, to będzie to. :)
-
No bo pragnienie spełnienia skąd się bierze ? z braku, a poczucie braku naprawdę można uwolnić. Dopóki nie uwolnimy tego palącego poczucia braku to i tak zawsze nam będzie czegoś brakować do szczęścia.
-
spełnienie w rodzinie, związku i dzieciach, ekonomicznie, oraz własnej pozaartystycznej twórczości i pasji w jednym:
http://www.papilot.pl/ludzie/5907/Mama-rekordzistka-urodzi-19-dziecko/11.html
: D
-
No bo pragnienie spełnienia skąd się bierze ? z braku, a poczucie braku naprawdę można uwolnić. Dopóki nie uwolnimy tego palącego poczucia braku to i tak zawsze nam będzie czegoś brakować do szczęścia.
Czyli bedziemy szczesliwy z byle czego. Zagra nam disco polo - jest fajnie. Bedzie wojna, wszystko zniszsza, trzeba bedzie emigrowac, zyc jak dziad - bedzie fajnie. Ktos umrze nam bliski - a co tam, jest fajnie. Przeciez niczego mi nie brakuje.
Powiem wprost: podejscie tego typu jest mi obce i nie ma takiej sily, abym je zmienil.
-
Zed1
Nie musisz zmieniać swojego podejścia to jest tylko alternatywa, która powoduje, że gdy znajdujesz szczęście w sobie przestajesz czekać, aż coś Ci to szczęście da z zewnątrz, bo nie ma takiej siły. A jak jeszcze tego nie pojąłes to znaczy, że mało jeszcze przeżyłeś.;)
-
Zed1
Czyli bedziemy szczesliwy z byle czego.
niezależnie od wszystkiego
ogólnie dziwi mnie ten brak wsparcia dla twych marzeń ze strony niektórych ludzi na tym forum promującym oprócz rozwoju duchowego również rozwój osobisty:
z tego co zrozumiałem chcesz się spełniać artystycznie i wzbogacać innych czymś co jest wartościowe i podnoszące ich świadomość (wierzę Ci na słowo haha), przy tym dążysz do poprawy swojego statusu materialnego i chcesz żeby ten świat był lepszy, jak dla mnie ładne marzenia cele i plany : )
-
Friski
Rzecz w tym, że Zed jako artysta tworzy dźwięki i oczekuje pozytywnego oddźwięku dla swoich dźwięków w szerokim gronie odbiorców, żeby czuć się spełnionym a nie znajduje.
Trochę zabawnie to zabrzmiało, ale to jest sedno, z całą powagą.
Nikt nie neguje marzeń, planów i dzielenie się swoją twórczością.
-
Mateusz
: )
to jeszcze o różnicach:
- Zed "oczekuje pozytywnego oddźwięku dla swoich dźwięków w szerokim gronie odbiorców, żeby czuć się spełnionym a nie znajduje"
- Zen pyta : „Jaki jest dźwięk jednej klaszczącej dłoni?”.
-
spełnienie marzeń w kopalni w Wieliczce:
http://kobieta.onet.pl/zycie-gwiazd/tomasz-gudzowaty-ozenil-sie-z-miss-republiki-dominikany/nz0ln
: )
-
Zed1niezależnie od wszystkiego
ogólnie dziwi mnie ten brak wsparcia dla twych marzeń ze strony niektórych ludzi na tym forum promującym oprócz rozwoju duchowego również rozwój osobisty:
z tego co zrozumiałem chcesz się spełniać artystycznie i wzbogacać innych czymś co jest wartościowe i podnoszące ich świadomość (wierzę Ci na słowo haha), przy tym dążysz do poprawy swojego statusu materialnego i chcesz żeby ten świat był lepszy, jak dla mnie ładne marzenia cele i plany : )
Strzal w dziesiatke :). Poprawiac swiat poprzez piekno. To jest wlasnie to!
-
„Nie musisz zmieniać swojego podejścia to jest tylko alternatywa, która powoduje, że gdy znajdujesz szczęście w sobie przestajesz czekać, aż coś Ci to szczęście da z zewnątrz”
To jest bardzo mądre zdanie, gdyż pragnienie nie jest tym samym, co potrzeba. Pragnienie jest uwiązaniem (czyli brakiem, który dręczy umysł), a potrzeba jest czymś koniecznym/pilącym lub zwyczajnie czymś co się przydaje na dany czas (może być i nie musi)
Jeśli człowiek wyzbędzie się pragnień (jako element życia, bez którego nie jest szczęśliwy i zadowolony z egzystencji) otwiera się perspektywa potrzeb, należnych lub nienależnych, bo można „modlić się o szafę, a dostanie się krzesło”. Nie wszystko, co sobie wymyślimy, jest nam należne.
U mnie wygląda to tak, takie zobrazowanie teorii (nie wiem, w jakim jestem punkcie przekazów przyciągających zdarzenia, nie potrafię tego jeszcze nazwać odpowiednio, gdy myśli stają się ciałem): O czymś pomyślę, że np.: „Przydałoby się jakiś mały remoncik zrobić, tu i tam” (zastąpienie słowa muszę <mus, musi, wymuszenie- jest sporą blokadą energetyczną> na przydało by się). Czyli fajnie by było, gdyby coś się zmieniło na in plus, ale jak się nie zmieni, to też ok, uczucia rozżalenie nie będzie. I co się staje? Często jeszcze w tym samym dniu, albo w przeciągu paru dni przychodzą do mnie materiały budowlane zewsząd. Ludzie dzwonią, pytają się, wciskają mi do rąk, czy mi się przyda. Ja odpowiadam ze śmiechem (bo to jest zabawne, gdy czujesz te przeciągania zdarzeń): „Oczywiście, przydałoby się jakiś mały remoncik zrobić, tu i tam :D”. I jest za darmo, bez wysiłku, kombinacji- masz to co potrzebujesz.... rób, czyń.
-
Zycie jest smutne bez pragnien :). Tcyh dobrych oczywiscie :).
-
aster
fajne : )
-
Dzisiaj sie dobrze dostosowałem do społeczeństwa, ha, ha, ha.
Miałem coś do załatwienia w Krakowie. Jadę sobie przez pół miasta i na każdym skrzyżowaniu zielone światło, jadę bez zatrzymywania i już jestem w centrum. Mysle, trzeba zaparkować, skręcam w pierwszą boczną, zapchane nawet chodniki, czyżby szczęście mnie opuściło i teraz będę jeździł w kółko, żeby znaleźć miejsce; nie, od razu, jak na zwołanie, kobitka chce wyjechać i zwalnia mi jedyne wolne miejsce. Parkuję, i ledwie pomyślałem o parkometrze, aż tu czuję jak samo mi się idzie w jakimś nieznanym kierunku, i po kilkunastu metrach za samochodem wyłania się parkometr. Pytam o budynek, kobieta aż się wróciła, żeby mi dokładnie pokazać gdzie. Potem w urzędzie, pytam o co mi chodzi… aż tu 3 osoby gotowe i grzecznie tłumaczą. Co się dzieje?
Potem idę ulicą i myślę, gdzieś w tym rejonie, dawniej widziałem księgarnię, ale gdzie dokładnie, nie pamiętam; i własnie spoglądam a mój wzrok zatrzymuje się na dużym napisie… księgarnia.
Hmmmm.
W jakim ja świecie żyję? Gdzie wściekli i gestykulujący kierowcy, gdzie ludzie obojętni i śpieszący się? Itd.
Czy tak może się układać?
-
Przepraszam, ale co to ma wspolnego z postawa konformistyczna czy nonkonformistyczna? Takie sytuacje to codziennosc, niektorzy po prostu tego tylko nie zauwazaja i nie ma to nic wspolnego z tym, czy ktos sie dostosowywuje do czegos czy nie.
-
Zed
To taki drobny przykład, że w życiu może być po prostu normalnie, że codzienne czy niecodzienne działania mogą nam sprawiać przyjemność a społeczeństwo nie musi nam rzucać kłody pod nogi. Rozwój duchowy czy osobowy na tym też polega, żeby poprawiać relację z innymi. Ten epizod to przykład, że można inaczej, że skoro tu coś się dało zrobić, to i w innych dziedzinach podobnie.
-
Nadal nie widze duzego zwiazku. Opisujesz sytuacje, ktore przytrafiaja sie kazdemu z nas-jedni to0 dostrzegaja, inni nie.
-
13 RZECZY, KTÓRYCH NIE ROBIĄ LUDZIE SILNI PSYCHICZNIE
http://coaching.focus.pl/praca/13-rzeczy-ktorych-nie-robia-ludzie-silni-psychicznie-534
-
http://img3.demotywatoryfb.pl//uploads/201002/1266314763_by_seba10235_600.jpg
: )
-
13 RZECZY, KTÓRYCH NIE ROBIĄ LUDZIE SILNI PSYCHICZNIE
http://coaching.focus.pl/praca/13-rzeczy-ktorych-nie-robia-ludzie-silni-psychicznie-534
Kolejny przyklad wpasowania jednostki w system.
-
"Jak dowiedzieć się czy ktoś jest zarozumiały, uważa że wszystko mu się należy i ma tendencje do tego, by wyolbrzymiać własne talenty i dokonania? W sytuacji rozmowy kwalifikacyjnej czy wspólnej pracy wydawało się to niezbyt łatwym zadaniem – by kogoś w ten sposób prawidłowo ocenić potrzeba czasu. Po badaniach, które przeprowadzili naukowcy z Kelley School Of Business okazało się jednak, że aby zdiagnozować narcyza, wystarczy go zapytać o to, czy uważa się za osobę samolubną, próżną i skoncentrowaną na sobie. O ile bowiem osoby bez takich cech zaprzeczą, narcyz otwarcie przyzna się do tego, że sam dla siebie jest najważniejszy!
Badania objęły ponad 2200 osób w różnym wieku i różnych doświadczeniach życiowych. Poza serią testów wykorzystywanych do badania osobowości narcystycznej, badanych po prostu pytano o to, czy czują się lepsi od innych. I część badanych odpowiadała, że tak. Po porównaniu odpowiedzi na to pytanie z wynikami innych testów okazało się, że i owszem – ci, którzy widzą w sobie narcyza i deklarują, że nim są, dobrze sami siebie oceniają.
Skoro bycie skoncentrowanym na sobie, próżnym i egocentrycznym człowiekiem jest w zasadzie niekorzystne, to dlaczego ludzie się do tego przyznają? Otóż badacze sądzą,że narcyzi, nie widzą niczego złego w tym, że są na sobie tak bardzo skupieni. Ponieważ uważają się za wyjątkowych, uznają, że jest to zupełnie naturalne, że najbardziej zależy im na nich samych. Stąd twierdzące odpowiedzi na pytanie „czy jesteś narcyzem”.
http://weblog.infopraca.pl/2014/08/jak-zdiagnozowac-narcyza-wystarczy-go-o-to-zapytac/
-
Największa pułapka na drodze rozwoju osobistego – narcyzm
http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/najwieksza-pulapka-na-drodze-rozwoju-osobistego-narcyzm/
stamtąd :
"Stan samorealizacji
Dla wielu samorealizacja, to stan, w którym spełnione będą ich wszystkie potrzeby i w którym, ludzie będą traktować ich tak, jak na to zasługują.
Nic podobnego.
Prawdziwa samorealizacja zaczyna się wtedy, gdy wychodzisz ze swojego urojonego świata i umiesz zapomnieć o swoim odbiciu.
Wspólną cechą ludzi, którzy osiągnęli wysoki poziom rozwoju nie jest to, że ustawicznie zajmują się sobą, ale to, że potrafią skupić swoją niepodzielną uwagę na drugiej osobie i świecie.
Obudź się. Świat to nie jest twój sen. Twoje potrzeby, odczucia i wrażenia są tylko jednymi z wielu.
Zamiast uczyć się jeszcze bardziej wikłać w siebie, wpadać w swoje własne sidła, naucz się patrzeć na świat.
Nie chodzi o to byś całkiem zapomniał o swoich potrzebach. Chodzi o to byś zobaczył wreszcie, jakie potrzeby mają inni ludzie.
Kochaj bliźniego jak siebie samego. To znaczy dostrzegaj potrzeby bliźniego, tak jak dostrzegasz swoje. Jedno i drugie jest ważne. Nie koncentruj uwagi tylko na swoich potrzebach. Co najmniej tyle samo uwagi poświęć temu, czego potrzebują inni.
Naucz się, przynajmniej na chwilę wyciszyć siebie i otwartym umysłem, przyjrzeć się drugiej osobie. Zobaczyć jak wygląda bez koloryzowania przez twoje potrzeby."
-
"Niestety typowy narcyz nie będzie nawet próbował zmienić swojego zachowania. Kiedy choruje na samego siebie (np. ciągłe porażki mogą zaprowadzić go na dno rozpaczy), być może wybierze się do psychoterapeuty i będzie się leczył.. na depresję, ale przestanie gdy tylko uzyska od niego pozytywną reakcję i ocenę. Narcystyczni ludzie nie zaczynają terapii po to, by zmienić swoje narcystyczne przyzwyczajenia. Chcą tylko wrócić do dobrego samopoczucia i dobrej opinii na swój temat. Do tego potrzebują innych ludzi. Instrumentalnie.
(...)
Moim zdaniem to jakaś straszna kara na życie i bycie takim człowiekiem. Najgorsze, że takim osobom nie da się pomóc. Oni po prostu chcą tacy być. Nawet najlepsi psychologowie nie podejmują się terapii leczenia z narcyzmu. Gdzie leży problem? W rozwijaniu od dziecka poczucia własnej wartości zamiast charakteru, czy może w braku bezwarunkowej miłości rodziców? Czy w społeczeństwie, które tak naprawdę przyzwala na kreowanie i przyklaskiwanie narcyzmowi? Narcyzm podobno słabnie wraz wiekiem, a pod koniec życia jest nawet szansa na stanie się normalnym człowiekiem.
(...)
W perspektywie narcyza wszystko kręci się wokół niego, wokół jego potrzeb i celów. Dotyczy to zarówno szacunku, władzy, statusu zawodowego, jego (nie kogoś innego) wolności, przyjemności, seksu.
(...)
Gdy narcystyczna iluzja się rozsypuje może pojawić się wściekłość, obwinianie innych a nawet depresja. Złość i gniew pozwala narcyzom podtrzymywać dobre zdanie o sobie samych,
(...)
Narcyz swoich wyobrażeniach jest podobny do bóstwa. Jeśli jego dominacja jest zagrożona, będzie działał tak, aby ją przywrócić.
(...)
Nie ma zatem sensu pytać: czy i jak można pomóc?
Nie można. Można tylko po przeczytaniu zrozumieć, że narcyzowi nie da się pomóc. Jest taki ponieważ chce taki być Można jedynie go rozszyfrować i rozpoznać, aby uniknąć jego niszczącej manipulacji na swojej drodze.
http://demonique.bloog.pl/id,345183374,title,Nieszczescie-Narcyza,index.html?smoybbtticaid=615295
-
epidemia samomiłości , czyli
„Moje potrzeby są wszystkim, nic i nikt poza tym się nie liczy"
http://naszymzdaniem.dlastudenta.pl/artykul/Epidemia_samomilosci,26344.html
-
Dalej bierzmy szeroki garsciami wszelkie wzorce z Zachodu a bedzie jeszcze leipiej...
Dwa dni temu na imprezie spotkalem Polke ktora od kilku lat zyje i mieszka w Kanadzie. Zaczelismy gadac bo zawsze uwazalem Kanade za bardzo przyjazny i spokojny kraj, z ludzmi o mentalnosci zblizonej do tej europejskiej, z tradycjami itp. Bylem w bledzie. Ona powiedziala, ze tam ludzie praktycznie nie utrzymuja ze soba blizszych kontaktow, nawet sasiedzkich. Wszelkie dyskusje i probowanie brania w watpliwosc czyjegos zdania sa odbirane automatycznie jako wchodzenie na czyjes podworko i praktycznie ktos taki w miasteczku staje sie ,,persona non grata", osoba wydziedziczona z lokalnej spolecznosci. Rzadzi tam wykalkulowana, zimna, protestancka mentalnosc i kultu jednostki, polegajacy na zdobyciu jak najlepszej pracy, zarobkow. Po 18 roku zycia, kiedy czlowiek usamodzielnia sie prawnie, rodzina praktycznie przestaje sie nim interesowac. Nie istnieje tam cos takiego, jak w Europie, ze w jakis sposob mozna liczyc na pomoc bliskich.
Powiedziala na koniec, ze bedac teraz w Polsce (kiedys juz byla) mowi, ze to idzie do nas, ze boi sie, zeby Polska nie stala sie taka, jak USA czy Kanada. Nawet mowila, ze w Zachodniej Europie ludzie nie sa w niektorych miejscach tak przesiaknieci tym syfem jak u nas wlasnie...
I to jest glownym powodem, dla ktorego nie potrafie egzystowac w dzisiejszej rzeczywistosci, gdzie takie podejscie do zycia zyskuje coraz wieksza aprobate ludzi. Jest wszedzie: odstosunkow mkiedzyludzkich po zycie zawodowe. Liczy sie tylko efektywnosc, konkurencja i najlepiej jesli relacje z ludzmi ograniczaja sie do grzecznosciowych zwrotow i rozmow o niczym. Sto razy bardziej wolalbym zyc za szarego PRLu i miec mnostwo przyjaciol i poczucie, ze jestem w grupie niz czasy dzisiejsze, gdzie mozna miec wszystko ale nie ma sie tak naprawde niczego.
-
a może ta kobieta po prostu mieszka na jakimś brzydko mówiąc zaścianku? Skoro piszesz miasteczko? U nas przecież też różnie bywa w małych miejsowościach.
Ja słyszałam bardzo dobre opowiesci o Kanadzie, zarówno od Polaków jak i samych Kanadyjczyków (tzn tylko jednego i z Quebeck'u) dotyczące ludzi głównie. W każdym kraju zdarzają się dziwne klimaty.
Moja koleżanka mieszka w Californi od wielu lat i jest zachwycona, założyła tam rodzine i już na pewno nie wróci nigdy na stałe do Polski.
-
a może ta kobieta po prostu mieszka na jakimś brzydko mówiąc zaścianku? Skoro piszesz miasteczko? U nas przecież też różnie bywa w małych miejsowościach.
Ja słyszałam bardzo dobre opowiesci o Kanadzie, zarówno od Polaków jak i samych Kanadyjczyków (tzn tylko jednego i z Quebeck'u) dotyczące ludzi głównie. W każdym kraju zdarzają się dziwne klimaty.
Moja koleżanka mieszka w Californi od wielu lat i jest zachwycona, założyła tam rodzine i już na pewno nie wróci nigdy na stałe do Polski.
Mieszka na wyspie Vancouver w jednym z miasteczek, ale odnioslem wrazenie, ze referowala nie tylko do swojego miejsca zamieszkania (sporo jezdzi). Ja tez jak bylem w Europie Zachodniej to odnioslem wrazenie, ze o ile ludzie sa bardzo otwarci na sprawy ,,powierzchniowe", np. nie ma czegos takiego, jak ogladanie sie za kims na ulicy bo ma pofarbowane wlosy, ale nie potrafilem z nimim nawiazac glebszych relacji. Polegalo to na tym, ze jakby ludzie nie rozumieli glebi przemyslen, a u nas praktycznie z wieloma osobami naraz mozna prowadzic taka dyskusje. To co mi sie tam podoba to pracowitosc i rzetelnosc ale tez wyczuwalem taki chlod emocjonalny i ze tam czlowiek musi liczyc wylacznie na siebie (inna sprawa, ze na pewno latwiej tam jest poid wzgledem zdobycia pracy/zawodu).