Autor Wątek: Oszczędzanie i planowanie finansowe  (Przeczytany 1395 razy)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-26, 16:28:20 »
O oszczędzaniu pisałam w odniesieniu do osób którzy tak jak Clint zdani są tylko na siebie. Myślę że dla osób które mają zamożną rodzinę na której mogą się w razie porażki oprzeć finansowo oszczędzanie może się wydawać głupie, bo niby po co mieli by to robić skoro spanie i jedzenie zawsze mają za friko. Takie osoby zawsze startują z wyższego pułapu, nie muszą przyjmować byle jakich propozycji bo nie grozi im spanie na ulicy, mogą sobie na luzie szukać pracy albo kreować od małych do większych kwot . Podsumowują punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-05-26, 14:47:21 »
Lynd
Ale raczej chcę wskazać nie na to, by powtarzać po nim, a by nie załamywać się tym np. bo mimo nawet takich warunków, jest możliwe działanie - i wracać do tego że nawet jak się ma taką sytuację, to nadal ma się zdolność działania, zarobkowania - i na tym można oprzeć swoje poczucie bezpieczeństwa, również w sytuacjach kryzysowych.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-05-26, 14:27:56 »
Myślę że oszczędzanie ma sens dopiero wtedy, kiedy człowiek jest w miarę czysty od lęku przed brakiem. Inaczej rzeczywiście będzie oszczędzać na czarną godzinę (i może sobie będzie ją kreował), a w dodatku jeszcze będzie nieszczęśliwy że nie może tych pieniędzy wykorzystać. No i... hurraoptimistyczna wpadka po drodze też może być cennym doświadczeniem. Bo, jak mawiają informatycy: "Ludzie dzielą się na tych, którzy robią kopie zapasowe i na tych, którzy ich jeszcze nie robią." ;)

I właśnie, bogaci mogą sobie pozwolić na ryzyko bo mają spore oszczędności i to ryzyko jest wkalkulowane. Hurraoptymiści zazwyczaj nie biorą ryzyka porażki pod uwagę, bo w swoim przekonaniu, "myślą pozytywnie."

Witek,
Też nie uważam żeby to był najlepszy przykład. Skoro ten znajomy ma jakichś wierzycieli, to znaczy że na dobrą sprawę żyje/żył sobie na ich koszt. I to oni ponieśli koszt jego porażki.
To bardziej kojarzy się z cwaniactwem niż ideami propagowanymi na tym portalu. Równie dobrze można powiedzieć że są ludzie, którzy czują się dobrze i niewinnie z wyzyskiem czy z kradzieżą.

medżik

  • Gość
[#]   « 2014-05-25, 10:30:19 »

przydatne dla innych ok, być może, choć w sumie to jest sprzeczne z moją filozofią, tzw trzymanie kasy na czarną godzine, nigdy nie polegałem na takim czyms, zawsze miałem co robic z pieniędzmi

medżik

  • Gość
[#]   « 2014-05-25, 10:19:42 »
Cytuj
ale nawet pozytywnym myśleniem nie zmienimy całego rynku pracy.

a kto chce zmienić cały rynek pracy pozytywnym myśleniem i po co mu to ?

człowiek szanujący się nie przyjmie haniebnej propozycji nawet jak jest bez kasy, jak ktoś tego nie rozumie to niech nie probuje "logicznie" tego pojac , bo mu się nie uda

kwote zawsze można miec i jak polega na zatrudnieniu to jak najbardziej, ale jesli od niej ma zależeć komfort psychiczny tzn że generalnie ma się nie ułożoną sytuacje i poważne, pilne problemy do przerobienia w tej kwestii , którymi zająłbym się (z przyjemnością) w pierwszej kolejności

tak w rzeczywiostości to nie ma znaczenia, dla kogoś kto opanował kreacje

« Ostatnia zmiana: 2014-05-25, 10:28:43 wysłana przez medżik »

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-25, 09:55:14 »
Witek D
uff milionowe zadłużenie, pewnie obciąży tym po śmierci swoje dzieci, nie to nie dla mnie ja bym nie mogła sobie spokojnie żyć mając taką świadomość ale faktycznie niektórzy mają wszystko w dupie i robią sobie szemrane biznesy a rachunki za nich płacą inni.

Świadomość swoich kompetencji i wyjątkowości O.K tylko działa to wtedy gdy jest poparte realnymi umiejętnościami, portfolio, grupą zadowolonych klietów - bo znałam już wielu przeświadczonych o swoich wielkich kompetencjach inżynierów, magistrów którzy nie znali nawet htmla , którego uczą już w gimnazjum. I nawet ta świadomość im nie pomogła.
« Ostatnia zmiana: 2014-05-25, 10:04:24 wysłana przez Edyta »

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-05-25, 09:46:31 »
Edyta - ten komfort psychiczny jest względny, t.zn. nie musi się na tym opierać. Kuzyn mojego znajomego ma milionowe zadłużenie (zbankrutował) a się tym nie przejmuje, tylko zarabia pieniądze i żyje jak chce. Załatwił sobie tak, że miesięcznie płaci niewielką (kilkaset zł) kwotę i nic mu nie robią wierzyciele. Świadomość swoich kompetencji, wyjątkowości (na rynku pracy etc.) i umiejętność przebicia się mogą dawać większe podstawy do komfortu po stracie pracy niż pieniądze

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-25, 09:26:29 »
pewnie kolejny raz wyjdę na nudziarę ale nawet pozytywnym myśleniem nie zmienimy całego rynku pracy. Dlatego optymalnym podejściem jest zaciśnięcie pasa i oszczędzanie jak tę pracę mamy. Najlepiej oszczędzić sobie kwotę potrzebną na swobodne przeżycie roku bez pracy. Co to daje - przede wszystkim komfort psychiczny że nawet jak pracę stracimy to i tak nam to nic nie robi, druga korzyść to że nie musimy w popłochu łapać czego się da i do rozmów o pracę podchodzimy z większą pewnością siebie, możemy odrzuć haniebne propozycje.
Inne rozwiązanie to mieć w zanadrzu jakieś dodatkowe umiejętności np. kurs masażu, fryzjerski itp.. na których możemy w łatwy sposób dorobić.
Moim zdaniem nie należy w ogóle czuć się jakoś szczególnie związanym z miejscem pracy i tylko na nim się opierać - to już nie te czasy i jak nie ma się układów w jakieś korporacji to trzeba się z tym pogodzić że praca raz jest a raz jej nie ma. Takie jest moje podejście i sprawdziło mi się kiedy sama się zwolniłam z pracy z powodu zalegania mi z płatnościami i jakoś szczególnie nie odnotowałam spadku zarobków , za to miałam więcej czasu przy podobnych zarobkach. Pracowałam sobie zdalnie. Teraz co prawda zmieniam strategię i szukam innych źródeł także stacjonarnych ale to już z innego powodu.
Kolejna sprawa, często jak już ktoś dostanie pracę to tak jakoś traci instynkt i czuje się pewnie w niej jak by do niego należała, i przestaje robić inne rzeczy , uczyć się i rozwijać i wtedy nagle sruuu okazuje się że praca do niego nie należy bo są inni którzy bardziej jej pożądają i oni wchodzą na to miejsce. Moim zdaniem to sami powinniśmy tworzyć sobie pracę a nie liczyć na to że ktoś nam ją da, owszem da ale na jakiś czas i trzeba to zaakceptować bo czasy komuny już minęły i nie ma tak że ktoś na jednej lub dwóch posadach dobrnie do emerki.