A co my tak naprawde mamy do stracenia (oprocz wolnosci i zycia oczywiscie)? Bo na pewno nie stracimy godnosci probojac walczyc o swoje!
Przypomina mi sie scena z filmu ,,Braveheart" (,,Waleczne serce") z Melem Gibsonem w roli Williama Wallace'a, jak przemawia do swoich ludzi, ktorzy na widok angielskiej, o wielokroc potezniejszej armii, zastanawiaja sie glosno czy nie zdezerterowac z pola bitwy aby ocalic to, co jeszcze maja do ocalenia. I tam fajnie Gibson/Wallace mowi, ze ok, walczac mozecie zginac i ze uciekajac mozecie byc wolni...przynajmniej na chwile, az przyjdzie dzien, w ktorym umrzecie jako biedacy, bez jakichkolwiek praw i osobistej godnosci.
Leniwi jestesmy i tyle! Liberalizm spowodowal z nas starcow za mlodu, nasi dziadkowie juz dawno biegaliby z bagnetem przy boku probojac ratowac, co sie da...ale teraz sa inne czasy, niewspolmiernie mniej okrotne od dawniejszych, tylko coraz czesciej pytam sie czy lepsze w ostatecznym rozrachunku...