Zbigniew Raszewski,nieżyjący już Profesor Instytutu Sztuki PAN, wykładowca PWST, historyk teatru, wielbiciel Mozarta, Bacha, tak pisał w 1990r :
"Zaczął się schyłek XX w, kończy się stulecie napiętnowane złem, któremu równego trudno znaleźć w czasach nowożytnych.
Dwie rzeczy zwracają szczególną uwagę.
Liczba tyranów, wyjątkowo okrutnych, tudzież rozpanoszenie bałwochwalstwa.
Ludy rządzone przez tyranów, to w naszym stuleciu ludy bałwochwalcze, oddające cześć boską poczwarom, które je masakrowały i upokarzały. A więc nie można powiedzieć, że zło napłynęło tak całkiem z zewnątrz. Bez podatności na bałwochwalstwo ani Hitler, ani Stalin nie osiągnęliby takiej władzy nad ludami, jaka stała sie ich udziałem. A tyczy to wszystkich tyranów XX wieku. Był czas, że Rumuni kochali Cseausescu!
Nb. błędne jest moim zdaniem mniemanie, jakoby którykolwiek lud był całkowicie uodporniony na działanie tych miazmatów. Nie wiem, czy Pani wie, ile cudzoziemskich oddziałów ochotniczych - i to naprawdę ochotniczych! - wystawiło SS w latach 1943-45? Dwadzieścia pięć dywizji ! Uwaga: to bez RONA ROA, dwóch armii rosyjskich, które były formowane w dużej mierze pod presją, z jeńców przymierających głodem. Te, o których piszę, to naprawdę formacje złożone z entuzjastów, takich jak np. żołnierze 33 Dywizji Grenadierów SS "Charlemagne", w całości złożonej z Francuzów. Była to dywizja tak zajadła, że biła się jeszcze w Berlinie w 1945, dosłownie do ostatnich chwil.
A więc ostrożnie z piętnowaniem któregokolwiek ludu jako bardziej podatnego.( ....)"
I dalej:
"Czy ten czas się kończy ? Jeśli nawet, to my, którzyśmy go widzieli, powinniśmy pamiętać o wszystkich przestrogach, jakie z tego doświadczenia wynikły: o zwodniczości wszelkich ruchów zbiorowych, obiecujących ludziom szczęście przez samą przynależność do tego ruchu; o nieuchronnej degeneracji władzy, która sie powołuje na jakieś posłannictwo, zamiast się powoływać na głosy swoich wyborców.
O truciźnie tkwiącej w samej masowości jakiegoś ruchu.
Zdrowe społeczeństwo to takie, które traktuje wszystkie urządzenia państwowe jako zło konieczne, uczciwie, ale chłodno, bez afektacji, tzn. bez śpiewania kolęd w sejmie i bez wygłaszania kazań przez aktorów w TV.
(. .. .)
Człowiek ma wśród swoich potrzeb także potrzebę podporzadkowania się cudzemu autorytetowi ( nurtującą go jednocześnie z potrzebą buntu ).
Mądrzy ludzie od dawna wiedzą o tym i starają się tę potrzebę umiejętnie skanalizować, co okazuje się wykonalne w sferze politycznej.
Jak mądre było połączenie pewnych form monarchii z zasadami parlamentaryzmu w czasach rozkwitu Zjednoczonego Królestwa.
Piszę o tym w czasie przeszłym, bo dziś król jest tam tylko symbolem.
W czasach królowej Wiktorii jeszcze tak nie było.
Obywatel mógł jednocześnie wielbić królową, która wcale nie była malowana, i złorzeczyć w parlamencie rządowi.
Jak wiadomo, do ulubionych chwytów retorycznych w Izbie Gmin należy przekonywanie słuchaczy, że premier zwariował i powinien się poddać badaniu lekarskiemu.
Jeśli ten duch błogosławionego sceptycyzmu opuszcza społeczeństwo, powinniśmy wkładać dmuchana kamizelkę; być może trzeba się będzie rzucić przez morze, aby sie ratować wdrapaniem na jakąś wyspę."
Cytat z książki " Zbigniew Raszewski Listy do Małgorzaty Musierowicz"