Co uderza, to to, ze Michele lamie taboo tak lekko (wrecz bezmyslnie) jakby chodzilo o wyjscie po bulki za rog. Przedziwne podejscie do smierci, u osoby, ktora nie jawi sie jako mocno swiadoma (taka lekkosc mozna by domniemywac np u osob z doswiadczeniami mistycznymi). Przyszlo mi tez do glowy, ze to zajadanie sie czekolada to troche jakby takie ostatnie 'ssanie cyca', szukanie bezpieczenstwa, jak w freudowskiej fazie oralnej szukanie symbiozy z matka. Ale ciezko cos powiedziec nie wiedzac jaka ona na codzien byla.
A propos eutanazji wydaje mi sie, ze na teminalnie chorych wykonuje sie ja od zawsze i po cichu, w porozumieniu z chorym, rodzina. W koncu to nie tak trudno podac zwiekszona dawke leku by usmierzyc bol itp. A jak sie wyda to nawet w Polsce sad moze zastosowac nadzwyczajne zlagodzenie kary albo nawet odstapic od jej wymierzenia, jesli okolicznosci sa wyjatkowe. Mysle, ze takie uregulowanie ma sens, bo zostawia pewna furtke, nie otwierajac drzwi dla naduzyc.