No i się zaczęło to, czego się zawsze obawiałem - zaczął idiota uprzykrzać mi życie w ramach focha. To co zrobił dzisiaj rano było świństwem tak wielkim, że do teraz jestem w wkurzony.
Miałem dzisiaj zajęcia na 8, więc jak zawsze zabrałem się z nim samochodem(mieszkam 20 km za miastem), żeby mnie po drodze wyrzucił gdzieś w centrum. On od rana nic nie mówi, wsiadam z nim normalnie do samochodu i jedziemy. Dojechaliśmy do obrzeży miasta, gdzie jest pewien myk. Otóż on przez wiele lat jeździł do pracy trasą przez centrum, ale od jakiegoś czasu jeździ obrzeżami, żeby być nieco syzbciej. Starą trasą jeździ tylko wtedy, gdy ma kogoś podrzucić po drodze - czy to mnie czy matkę. No i dzisiaj tak patrzę, a on skręca w miejscu gdzie powinien jechać prosto. "Skręcasz?" - pytam zdziwiony, na co on odpowiada pełnym satysfakcji i przeciągłym "taaaak". Jestem zdziwiony i nie wiem o co chodzi, więc jeszcze pytam czy zamierza jechać przez centrum, na co znów słyszę przeciągłe i pełne satysfakcji "nieeee". Akurat światła zaczęły się zmieniać, więc szybko wysiadłem i tym samym o 7 rano, w śnieżyce, znalazłem się na obrzeżach miasta i musiałem w miarę sprawnie dostać się do centrum. Mogłem podjechać tramwajem do którego było niedaleko, ale byłem tak wkurwiony że bym nie wysiedział, więc w rekordowym czasie 40 minut pokonałem tę trasę, nie zwracając uwagi na warunki pogodowe.
Wszystko dlatego, że z własnej inicjatywy postanowiłem mu odśnieżyć podjazd, a potem posłuchałem własnej matki, żeby przyjść do domu na obiad i zająć się tym po obiedzie. Noż kurna, jakie wyrodne ze mnie dziecko. Dzisiaj mu nie odśnieżam - siostrze nie chciało się tyłka ruszyć i ją to wszystko ominęło, a ja jestem karany za własną inicjatywę. Niech więc spier*ala i sam sobie lata z szuflą, a ja nie zamierzam tego więcej robić dopóki mnie nie przeprosi. Całe życie robię za "przynieś/podaj/pozamiataj", a on mi jeszcze takie akcje wywija i ma czelność sugerować nieróbstwo i wygodnictwo.
Niech się mści, niech mi życie zatruwa - mam to już gdzieś. Więcej się pod nim nie ugnę. Nie będę znosił ciągłego poniżania, pomiatania i traktowania jak niewolnika, który ma tylko obowiązki, a nie ma do niczego praw.