Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 416352 razy)

maja

  • Wiadomości: 168
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-18, 14:12:29 »
Szlag by to...
Albo mam cholernego pecha (a taki pech nie bierze się znikąd) albo naprawdę zrytą karmę.

Chłopiec, którego ostatnio zostałam opiekunką, okazał się bardzo nadpobudliwy.
Miał deficyt uwagi - do wszystkiego trzeba go było przymuszać, zwłaszcza dłuższe skupienie się na odrabianiu lekcji, czyli pisaniu literek (I klasa) to dla niego męczarnia.

Ale to pikuś w porównaniu do tego jak czułam się przy jego mamie.
Kobieta wywierała taką presję...ciągle dzwoniła, kontrolowała, rygor taki, i jakbym wszystko robiła nie tak, przy czym raz jedno, a raz drugie. Można było zgłupieć.

Szkoda mi tego dzieciaka, bo jego traktowała tak samo.
Niby taka dbająca matka, niby z troski o niego, niby chciała dobrze, chciała go wychować, a tak naprawdę (oczywiście wg mnie, jak ja to widziałam) tłamsiła go, narzucała coś ciągle, nawet jakieś drobiazgi, jakby zastraszała.
Raz nawet go zbiła, bo nie chciał "odrabiać lekcji"...Siedmiolatka!...szok.

Dla mnie samo patrzenie na jej sposób wychowania go było okropne, bardzo źle się czułam z tym.
Zastanawiałam się nawet, czy tego gdzieś nie zgłosić (gdy go zbiła).

Na szczęście udało mi się stamtąd wymiksować.
A on został - pocieszam się, że intencje, itd, ale no cóż, jednak trudno na to patrzeć.
Będzie pewnie wszystko na niego, że to on jest taki problematyczny, niegrzeczny...no, był, ale chyba przy takiej matce to każdy by był:P

A dla mnie - no jaki sens ciągłego ładowania się w takie sytuacje?
Gdzie jedna strona w jakiś sposób "gnębi" drugą?
Która nic nie może zrobić z tym (bo to jest dziecko albo np, jak wcześniej, zwierzęta, ktoś słabszy, itd).
A ja jakby włażę w to, pomiędzy te dwie strony, znajduję się w tym, muszę na to patrzeć.
Czasem mogę coś zrobić (i trochę mi lepiej) czasem nie (i tylko się tym dołuję), ale zawsze kosztuje mnie to mnóstwo energii i destabilizuje mi życie.
Jakby specjalnie ciągnę się tym w dół, przyciągam to, żeby się tym zdołować.
A przecież...czy to moja sprawa? No nie.
Wybierają sobie to co wybierają.
Czemu właśnie ja muszę się tym przejmować, wtrącać się?
Czemu stawiam się w takiej roli?
Przecież powinnam to akceptować...kobieta pewnie sama była tak wychowana, i robi to jak umie.
To nie moja rzecz, mają swoje problemy, rzeczy do przerobienia, lekcje, itd.
Nawet jeśli się krzywdzą, robią błędy, co mi do tego?
I tak nie jestem kimś czyje słowa dla nich coś znaczą. Więc po co?

Mam tego tak bardzo serdecznie dosyć:(






furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-18, 11:55:03 »
Ladaco, fajnie do mnie trafia to, co piszesz:)

Mateusz, a wcześniej byłeś na innych planetach? Czemu schodziłeś, jeśli miałeś niechęć? Ciekawi mnie to, bo podejrzewam u siebie pochodzenie pozaziemskie i też nie lubię życia tutaj.

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-10-18, 07:18:56 »
furyah

Afirmowałem też dosłownie, że bezpieczeństwo jest bezpieczne /poczucie/
kiedy czuję się bezpieczny, to jestem bezpieczny.

Mnie po tej afirmacji dopiero lęki wzrastają.
Bo bezpieczeństwo oznacza  utratę ojca i zostanie samą. A sama sobie nie poradzę. Czyli wtedy dopiero zacznie się prawdziwe niebezpieczeństwo.

Ladaco

  • Wiadomości: 378
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 23:19:39 »
Tzn kochać może możemy i wybaczać i rozumieć, tak na "wyższym" poziomie powiedzmy, ale dbać o siebie, nie pchać się gdzie nam się dzieje źle, nie grać w takie rzeczy, siebie też kochać i nie pozwalać na swoją szkodę.

Ladaco

  • Wiadomości: 378
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 23:10:40 »
No z tymi ludźmi, co nie rozumieją, to nie tylko jasny przekaz, ale też nie możemy tak podchodzić, żeby kochać bezwarunkowo niewiadomo co kogoą kto nam robi krzywdę i pozwalać na wszystko, bo są tacy, którzy świadomie wykorzystują frajerów... Wtedy powinna dochodzić do głosu miłość do siebie, którą się powinniśmy kierować.

Ale potem są te właśnie rozgałęzienia i całe mnóstwo pochodnych
Bo to wszystko może nie jest aż takie nie do pojęcia, ale różne są tutaj warianty i występują w nich bardziej wysublimowane wyliczenia, niż tylko 2+2, co nie znaczy że wynik potem nie wychodzi na 0.:)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 22:48:11 »
Ladaco

Zgadzam się z tym co piszesz. O miłości można wiele napisać, a jeszcze więcej jest na jej temat nieporozumień i pomieszania. Czasem wolę nie mówić o miłości, bo widzę jak ludzie myślą, że miłość to słabość, miękkość, niemęskość i sentymentalizm. Jak sie wychodzi do ludzi z miłością, to oni odbierają ją jako słabość, że teraz sobie mogą na wszystko pozwolić. Tak myśli sporo ludzi, niedojrzałych ludzi. Dlatego wraz z miłością potrzebne są, zwłaszcza w stosunku do takich ludzi, jeszcze inne cechy, żeby dla nich był jasny przekaz.
Nie rozpisując się za bardzo, rzeczywiście prawda jest taka, że są tylko dwie rzeczy miłość i strach /ignorancja/, tak jest u korzeni. Ale potem są te właśnie rozgałęzienia i całe mnóstwo pochodnych, różnych stanów, uczuć, emocji, działań, programów... Dlatego przy niekorzystnych stanach warto wprowadzać coś co jest odpowiednie, jakieś światło miłości.

Ladaco

  • Wiadomości: 378
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 21:57:29 »
Nie wydaje mi się, żeby miłość był a przeciwieństwem wibracyjnym strachu. Chodzi o wysokość wibracji, o jakość. Miłość swoją wysoką wibracją uzdrawia, na pewno, ale czy zawsze jest to możliwe. Z miłością jest tak jak z Bogiem, trzeba otwartości, przyzwolenia i właśnie BEZPIECZEŃSTWA, żeby się COŚ dokonało. A dokona sie na tyle, na ile nastąpi to przyzwolenie z naszej strony.
Mateusz
Hmm......:) No to zrozumiałe chyba, że przeciwieństwem wibracji niskiej, będzie wibracja wysoka. Nawet mówi się kolokwialnie bardziej, że miłość nie zna strachu;) Na pewno strach ją może blokować. Żeby poznać prawdę, trzeba poznać co nią nie jest. Jakoś tak wydaje mi się sensowne, że strach jest brakiem miłości. Czy "zło", cierpienie nie bierze się właśnie ze strachu? Słusznie piszesz, że z miłością jest jak z Bogiem, bo to jest ta sama wibracja przecież, taka miłość bezwarunkowa. Z tego mogłoby wynikać, że strach pokazuje nam, co nie jest boskie. To czym ostatecznie nie jesteśmy, jako że na poziomie wyższej jaźni jesteśmy boskością. Czyli pokazuje nam iluzję, to czym tak naprawdę nie jesteśmy. Sam jest iluzją, którą mamy za zadanie rozpoznać. Nie jest czymś co trzeba ignorować, a pokazuje nam czym się trzeba zająć, czego nauczyć. Albo alarmuje nas, jest też systemem przetrwania. Czasem z niektórymi rzeczami, z niektórymi ludźmi lepiej nie mieć nic wspólnego i wtedy strach działa na naszą korzyść ostrzegając nas przed nimi. Wskazuje żeby się zatrzymać, zastanowić i podjąć decyjzję jako kochająca siebie osoba, życząca sobie dobrze(prawdziwe kochanie siebie nie ma nic wspólnego z narcyzmem, który wynika z jego braku)...

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 21:24:52 »
Po zejściu na tę planetę miałem niechęć do wszystkiego co tu jest, a on grał własnie rolę białego upadłego anioła w stosunku do mnie. Tak w skrócie zaczynała sie a potem powiększała karma.
« Ostatnia zmiana: 2014-10-17, 21:30:55 wysłana przez Mateusz »

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 21:16:22 »
a Ty sobie wcześniej u niego nagrabiłeś, czy oberwałeś niezasłużone bęcki?

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 21:05:56 »
furyah
U mnie też było co wybaczać, ale z poprzednich wcieleń. Afirmując wybaczałem mu konkretnie to, co wydawało się absurdem w tym wcieleniu. Jakby on to przeczytał to by zbaraniał.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 20:59:40 »
Tu tak a propos miłości jeszcze. Bo podobno miłość jest dokładnym przeciwieństwem wibracyjnym strachu... To być może na poczucie bezpieczeństwa też jest dobra...

Nie wydaje mi się, żeby miłość był a przeciwieństwem wibracyjnym strachu. Chodzi o wysokość wibracji, o jakość. Miłość swoją wysoką wibracją uzdrawia, na pewno, ale czy zawsze jest to możliwe. Z miłością jest tak jak z Bogiem, trzeba otwartości, przyzwolenia i właśnie BEZPIECZEŃSTWA, żeby się COŚ dokonało. A dokona sie na tyle, na ile nastąpi to przyzwolenie z naszej strony.

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 20:55:21 »
Mateusz, to jest ciężkie do wykonania, bo kiedy myślę o kochaniu ojca, który tak mnie skrzywdził, to wszystko się we mnie buntuje. A jak już pisałam, nie mam pamięci reinkarnacyjnej, więc dla mnie się wszystko dzieje w obrębie tego wcielenia. Wiem, że jeszcze dużo przede mną.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 20:49:41 »
furyah
A, jesli to jest formuła, czy składnik w jakiejś metodzie, to co innego. Można też pracować z afirmacją na zasadzie rzucania hasła - to tak.

Ja myślałem o długim afirmowania na siłę, żeby ojca w końcu pokochać, to wtedy to może być ciężkie do wykonania.
 

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 20:43:09 »
Chyba trochę przesadziła, raczej chodzi o przebaczenie i zaakceptowanie, a czy go pokochasz to sie okaże - przymusu nie ma.

Ona się uczyła u ERCB i chyba dość niewolniczo się jej trzyma, nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie.
Nie mam pamięci poprzednich wcieleń i dlatego ciężko mi to wszystko idzie.

Ladaco

  • Wiadomości: 378
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 20:35:58 »
Tu tak a propos miłości jeszcze. Bo podobno miłość jest dokładnym przeciwieństwem wibracyjnym strachu... To być może na poczucie bezpieczeństwa też jest dobra...