Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 416351 razy)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 20:35:44 »
Lilliole

Pracowałem z poczuciem bezpieczeństwa etapami, ten temat mi sie przewijał pomiędzy innymi, choć był jednym z podstawowych dla mnie. Ale przerwy były potrzebne.

Teraz już sporo mi sie odmieniło i powiem, że czucie sie bezpiecznym to cudowna sprawa, to jest niesamowity komfort psychiczny. Otwierają sie nowe możliwości i moc do ich realizacji.

furyah
Cytuj
babka na ustawieniach Hellingera powiedziała, że dopóki nie będę kochać ojca, to nie ruszę relacji z facetami.

Chyba trochę przesadziła, raczej chodzi o przebaczenie i zaakceptowanie, a czy go pokochasz to sie okaże - przymusu nie ma.
« Ostatnia zmiana: 2014-10-17, 20:38:03 wysłana przez Mateusz »

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 20:23:32 »
U mnie tylko ojciec mógł się dobrze bawić i hałasować, ale jak miał zły nastrój to każdego musiał do parteru ściągnąć, żeby nie było za dobrze. A babka na ustawieniach Hellingera powiedziała, że dopóki nie będę kochać ojca, to nie ruszę relacji z facetami. Cholera.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 20:19:13 »
Masz rację Lilliole, choć np. u DDA to może mieć różne przyczyny, nawet bardziej przykre niż piszesz

Tak, DDA to wyższy kaliber.


Pracowałem z tą afirmacją, a miałem takie silne lęki, że nawet nie wiedziałem jak to jest czuć się bezpiecznym. Myślałem, że to niemożliwe, bo zawsze czegoś trzeba się obawiać, lękać.
Afirmowałem też dosłownie, że bezpieczeństwo jest bezpieczne /poczucie/
kiedy czuję się bezpieczny, to jestem bezpieczny.

Bezpieczeństwo jest bezpieczne. Podoba mi się. Ja tez sporo afirmowałam bezpieczeństwa, ale nie czuję go jeszcze tego na 100 %. Ale i tak jak by mi ktoś powiedział np 3 lata temu, ze będę czuła taki poziom bezpieczeństwa jak teraz czuję - to bym go wyśmiała :))

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 20:16:34 »
Też mam coś takiego od matki. Robię tą afirmacje i dużo też dodaje na niewinność

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 19:58:49 »
furyah

Ja to miałem od mamy, która sie o wszystko niepokoiła i dla niej sposobem na to, by uniknąć niebezpieczeństw było"uświadamianie" wszystkich zagrożeń, jakie czyhają na człowieka. Trzeba się więc było wszystkiego bać, by uniknąć zagrożeń i nie popełnić błędu. Oczywiście wtedy też Bóg ochroni, bo pomaga pokornym - to miała byc pokora, a pysznych karze. Taka logika.

Lilliole
Takie metody wychowawcze też były, tu mi sie przypominają inni z rodziny.

Cytuj
Jest taka afirmacja: Jestem bezpieczny, kiedy czuję się bezpieczny. To chyba na coś takiego o czym napisałeś.

Pracowałem z tą afirmacją, a miałem takie silne lęki, że nawet nie wiedziałem jak to jest czuć się bezpiecznym. Myślałem, że to niemożliwe, bo zawsze czegoś trzeba się obawiać, lękać.
Afirmowałem też dosłownie, że bezpieczeństwo jest bezpieczne /poczucie/
kiedy czuję się bezpieczny, to jestem bezpieczny.

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 19:57:33 »
Masz rację Lilliole, choć np. u DDA to może mieć różne przyczyny, nawet bardziej przykre niż piszesz

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 19:34:04 »
Inga:
Ja z kolei miałem coś takiego dziwnego, uważałem że muszę się bać, to wtedy nic się nie stanie. Natomiast, jak będę sie czuł bezpiecznie, pewnie, to wtedy będzie zuchwałość z mojej strony i zostanę za to ukarany, coś złego mi sie przytrafi.

Jest taka afirmacja: Jestem bezpieczny, kiedy czuję się bezpieczny. To chyba na coś takiego o czym napisałeś.

To powstaje, dziecko świetnie się bawi, a nadopiekuńczy rodzic mówi albo nawet krzyczy: uważaj bo upadniesz!, uważaj bo się stłuczesz! Za tym idzie silny lęk i dużo energii. I wtedy często dziecko upada. Nie dlatego, ze biegało i świetnie sie bawiło, ale dlatego, że rodzice je przestraszyli. Wtedy może się zakodować w umyśle dziecka, że jak się świetnie bawi i czuje się bezpiecznie to coś się stanie. I że wogóle dobra zabawa i bezpieczeństwo to jakaś zuchwałość. I trzeba się ukarać, że się "wywołało" lęk u rodzica.

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 19:33:36 »
Inga:
Ja z kolei miałem coś takiego dziwnego, uważałem że muszę się bać, to wtedy nic się nie stanie. Natomiast, jak będę sie czuł bezpiecznie, pewnie, to wtedy będzie zuchwałość z mojej strony i zostanę za to ukarany, coś złego mi sie przytrafi.

Mateusz, ja mam tak samo. Skąd Ci się to wzięło?

Gladdentarth

  • Gość
[#]   « 2014-10-17, 18:04:09 »
 wyrazy współczucia Arwena..:(


KorneliaX

  • Wiadomości: 848
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 17:27:04 »
Arwena
Przytulam.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 17:16:00 »
widzę, że nie tylko moja podswiadomość kieruje się pokrętną logiką.

Mam w sumie podobnie z tym bezpieczeństwem.

Dodatkowo gdy przeżywam silny stres spowodowany czynnikami zewnętrznymi pogłębiam go dodatkowo nakręcajac się na inne sytuacje, żeby sobie dołożyć, a jednocześnie odwrócić uwagę od tego pierwszego stresu.
Ostatnio, po śmierci dziadka uruchomiła się klątwa rzucona na niego, którą i ja dźwigałam, tak masakrycznie pożarłam się z siostrą jak nigdy w życiu, czułam się już tak załamana, że nie widziałam żadnych mozliwości poprawy i sytuacja wydawała mi się kompletnie beznadziejna i że już nie dam rady. Aby więc przetrwać jakoś ten stres podłączyłam się do płaczących ludzi na pogrzebie, zeby przykryć wywałkę z siostrą innym stresem i trochę zneutralizować ten pierwszy. No i jakoś dotrwałam do końca dnia gdy byłam akurat umówiona na węzły.

Arwena
 życzę Ci szczerze abyś uzyskała spokój po tej sytuacji.
A może spróbuj umówić się do kogoś na węzły? może to przyniosłoby Ci trochę spokoju w tej sytuacji, nie wiem czy Ci wywala, ale może wyszedłby jakiś kontekst, który by Ci coś wyjaśnił i pomógł.



Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 15:43:29 »
Inga:
Cytuj
Ja te lęki czułam po to aby czuć się bezpiecznie i sama je sobie aplikowałam.
Chciałam się poczuć bezpiecznie a wierzyłam że bezpiecznie można się czuć tylko wtedy gdy się ma władzę nad innymi.

Ja z kolei miałem coś takiego dziwnego, uważałem że muszę się bać, to wtedy nic się nie stanie. Natomiast, jak będę sie czuł bezpiecznie, pewnie, to wtedy będzie zuchwałość z mojej strony i zostanę za to ukarany, coś złego mi sie przytrafi.


Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-10-17, 12:55:18 »
Mogła iść dodatkowa presja ze strony tych wszystkich ludzi, żeby doświadczać traumy. Przydałoby się to sprawdzić i odciąć od tego

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-10-17, 12:30:58 »
Arwena,

Przeżywasz silny stres, Twoje reakcje są naturalne. Ta cała sytuacja to trochę pożegnanie się z przeszłością, drastycznie, ale jednak coś w tym jest. Gdy pierwszy raz dowiedziałam się o tym wydarzeniu, zrobiło mi się bardzo przykro, chociaż byli dla mnie nieznanymi osobami. Życzę Ci, abyś wróciła do równowagi i żeby zrozumienie Cię ukoiło. Pozwól sobie na jak najwięcej odpoczynku.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-17, 12:00:59 »
To było 8 dni prawdziwego piekła. Do teraz po ostatnich wydarzeniach mam gorączki, wymiotuję, strasznie schudłam i wypadają mi włosy… Wróciłam wczoraj wieczorem do Poznania, więc mam nadzieję że tutaj uda mi się dojść do siebie. Z resztą sama obecność mojego partnera sprawia że mam siły by się nie załamywać i nie poddawać. Muszę to wszystko z siebie wyrzucić, jeśli nie chcesz, nie czytaj.

Przed pogrzebem nie spałam całą noc, z mamą i siostrą wszystkie po kolei wymiotowałyśmy ze stresu, cały czas męczyły mnie obrazy w głowie z pożaru i głos brata który błagał o ratunek. Myślałam że nie dam rady się ich pozbyć, ale przyznam że cały pogrzeb był dla mnie bardzo oczyszczający. Największe emocje były w kaplicy gdzie zaczęło do mnie docierać że oni naprawdę nie żyją, to był moment kiedy wnoszone były trumny. Nie musiałam tam być, ale czułam taką potrzebę i nie żałuję swojej decyzji. Wiedziałam że to co zostało po moim bracie to tylko ciało, ale uspokoiłam się kiedy go zobaczyłam, bo wyglądał tak spokojnie, jakby spał, z resztą twarz i minę miał o dziwo tak naturalną jakby miał się zaraz podnieść i powiedzieć że to żart;) Tym samym rozpuściły się moje przerażające wyobrażenia że płonął i zniknęły obrazy jego przerażonej twarzy błagającej o pomoc.

Na pogrzebie było chyba pół miasta, mnóstwo ludzi nawet z mojej podstawówki, wojsko, strażacy i prezydent miasta (cóż, wybory, musiał się pokazać). Było to dla mnie przerażające bo bałam się że w takim tłumie nie będę mogła spokojnie opłakiwać brata, szczególnie że setki oczu patrzyły głównie na nas, ale mimo tak wielkiej ilości osób, nikt nie szepnął nawet słówka, bo wszystkim mowę odjęło i wbrew pozorom pogrzeb był bardzo spokojny no i pełen szacunku. Po wszystkim czułam się na swój sposób oczyszczona, nawet msza w kościele była taka inna niż normalnie. Zawsze unikałam kościoła jak ognia, ale wiem że każdy modlił się z serca na swój sposób nie zależnie od swoich poglądów i myślę że zamiast rozpaczy brat i jego dziewczyna dostali mnóstwo, mnóstwo wsparcia, aby zacząć od nowa, bez poczucia winy.

Rodzina dziewczyny (a nawet narzeczonej;) ) mojego brata mogła spokojnie wrócić do domu i powoli godzić się z utratą. Nas czekały kolejne, straszne, stresujące dni. Dzień po pogrzebie pojechaliśmy do spalonego domu, żeby sprawdzić czy da się uratować jeszcze jakieś rzeczy. Całą drogę ryczałam bo wiedziałam że leżą tam jeszcze ciała Korka i Otisa, których nikt stamtąd nie zabrał. Mój szwagier ze swoją siostrą weszli pierwsi aby się tym zająć a ja stałam odwrócona. Mignął mi tylko worek foliowy przez który prześwitywało futerko mojego kochanego psiaka. Musiałam wejść do środka, aby przejrzeć swoje rzeczy, chciałam znaleźć te które nie powinny dostać się w niepowołane ręce, a tylko ja wiedziałam gdzie są, więc moja obecność była konieczna. W pokoju były odbite na podłodze sylwetki ciał moich zwierząt i przy pyszczku Korka była ogromna kałuża krwi. Musiał mieć jakiś krwotok wewnętrzny, miałam nadzieję że zasnął ale niestety prawdopodobnie dusił się w męczarniach, bo jako pełen życia, przywiązany do nas pies pewnie silnie walczył o życie.


Dom jest w okropnym stanie, wszystko było czarne, stopione, powyginane, dach zarwany, ściany w warsztacie nie było, wszystko powywracane, zaczadziałe, cały czas chodziliśmy w maskach. Udało mi się uratować trochę zdjęć i pamiątek z dzieciństwa a to dlatego że miałam zawsze manię owijania wszystkiego w folię, chowania w kartony i zabezpieczania zanim je gdzieś chowałam. Gdyby nie to, wszystkie te rzeczy które zabrałam byłyby w dużo gorszym stanie. Cała reszta- meble, ubrania, sprzęty itp. nie nadają się do użytku. Nasze mieszkanie ucierpiało najbardziej w całym budynku. W telewizji widziałam reportaż o tej tragedii i pokazywali wszystko od środka a ja widząc to nie mogłam uwierzyć że to mój dom… Przeżyłam tam całe życie, tyle pięknych chwil, całe dzieciństwo, tyle smutków i różnych sytuacji. Potem jeszcze dyskutowano na temat tego, czy mój brat miał szansę przezycia. Oglądając tego typu reportaże, nigdy nie pomyślałabym że mnie cos takiego spotka. Przez cały ten szum medialny jest mi jeszcze trudniej przez to wszystko przejść.


Do tego jeszcze silne emocje związane z ojcem, bieganie po policjach, ośrodkach pomocy aby się go pozbyć w końcu z naszego zycia, walka o rozwód, walka o normalne mieszkanie w którym mama zaznałaby spokoju zdala od pijaka. Śledztwo, ciągłe nowe informacje, nowe emocje. Kpina ze strony urzędników, osób odpowiedzialnych za pomoc poszkodowanym…  Dla nas to już jest po prostu za dużo.