To było 8 dni prawdziwego piekła. Do teraz po ostatnich wydarzeniach mam gorączki, wymiotuję, strasznie schudłam i wypadają mi włosy… Wróciłam wczoraj wieczorem do Poznania, więc mam nadzieję że tutaj uda mi się dojść do siebie. Z resztą sama obecność mojego partnera sprawia że mam siły by się nie załamywać i nie poddawać. Muszę to wszystko z siebie wyrzucić, jeśli nie chcesz, nie czytaj.
Przed pogrzebem nie spałam całą noc, z mamą i siostrą wszystkie po kolei wymiotowałyśmy ze stresu, cały czas męczyły mnie obrazy w głowie z pożaru i głos brata który błagał o ratunek. Myślałam że nie dam rady się ich pozbyć, ale przyznam że cały pogrzeb był dla mnie bardzo oczyszczający. Największe emocje były w kaplicy gdzie zaczęło do mnie docierać że oni naprawdę nie żyją, to był moment kiedy wnoszone były trumny. Nie musiałam tam być, ale czułam taką potrzebę i nie żałuję swojej decyzji. Wiedziałam że to co zostało po moim bracie to tylko ciało, ale uspokoiłam się kiedy go zobaczyłam, bo wyglądał tak spokojnie, jakby spał, z resztą twarz i minę miał o dziwo tak naturalną jakby miał się zaraz podnieść i powiedzieć że to żart;) Tym samym rozpuściły się moje przerażające wyobrażenia że płonął i zniknęły obrazy jego przerażonej twarzy błagającej o pomoc.
Na pogrzebie było chyba pół miasta, mnóstwo ludzi nawet z mojej podstawówki, wojsko, strażacy i prezydent miasta (cóż, wybory, musiał się pokazać). Było to dla mnie przerażające bo bałam się że w takim tłumie nie będę mogła spokojnie opłakiwać brata, szczególnie że setki oczu patrzyły głównie na nas, ale mimo tak wielkiej ilości osób, nikt nie szepnął nawet słówka, bo wszystkim mowę odjęło i wbrew pozorom pogrzeb był bardzo spokojny no i pełen szacunku. Po wszystkim czułam się na swój sposób oczyszczona, nawet msza w kościele była taka inna niż normalnie. Zawsze unikałam kościoła jak ognia, ale wiem że każdy modlił się z serca na swój sposób nie zależnie od swoich poglądów i myślę że zamiast rozpaczy brat i jego dziewczyna dostali mnóstwo, mnóstwo wsparcia, aby zacząć od nowa, bez poczucia winy.
Rodzina dziewczyny (a nawet narzeczonej;) ) mojego brata mogła spokojnie wrócić do domu i powoli godzić się z utratą. Nas czekały kolejne, straszne, stresujące dni. Dzień po pogrzebie pojechaliśmy do spalonego domu, żeby sprawdzić czy da się uratować jeszcze jakieś rzeczy. Całą drogę ryczałam bo wiedziałam że leżą tam jeszcze ciała Korka i Otisa, których nikt stamtąd nie zabrał. Mój szwagier ze swoją siostrą weszli pierwsi aby się tym zająć a ja stałam odwrócona. Mignął mi tylko worek foliowy przez który prześwitywało futerko mojego kochanego psiaka. Musiałam wejść do środka, aby przejrzeć swoje rzeczy, chciałam znaleźć te które nie powinny dostać się w niepowołane ręce, a tylko ja wiedziałam gdzie są, więc moja obecność była konieczna. W pokoju były odbite na podłodze sylwetki ciał moich zwierząt i przy pyszczku Korka była ogromna kałuża krwi. Musiał mieć jakiś krwotok wewnętrzny, miałam nadzieję że zasnął ale niestety prawdopodobnie dusił się w męczarniach, bo jako pełen życia, przywiązany do nas pies pewnie silnie walczył o życie.
Dom jest w okropnym stanie, wszystko było czarne, stopione, powyginane, dach zarwany, ściany w warsztacie nie było, wszystko powywracane, zaczadziałe, cały czas chodziliśmy w maskach. Udało mi się uratować trochę zdjęć i pamiątek z dzieciństwa a to dlatego że miałam zawsze manię owijania wszystkiego w folię, chowania w kartony i zabezpieczania zanim je gdzieś chowałam. Gdyby nie to, wszystkie te rzeczy które zabrałam byłyby w dużo gorszym stanie. Cała reszta- meble, ubrania, sprzęty itp. nie nadają się do użytku. Nasze mieszkanie ucierpiało najbardziej w całym budynku. W telewizji widziałam reportaż o tej tragedii i pokazywali wszystko od środka a ja widząc to nie mogłam uwierzyć że to mój dom… Przeżyłam tam całe życie, tyle pięknych chwil, całe dzieciństwo, tyle smutków i różnych sytuacji. Potem jeszcze dyskutowano na temat tego, czy mój brat miał szansę przezycia. Oglądając tego typu reportaże, nigdy nie pomyślałabym że mnie cos takiego spotka. Przez cały ten szum medialny jest mi jeszcze trudniej przez to wszystko przejść.
Do tego jeszcze silne emocje związane z ojcem, bieganie po policjach, ośrodkach pomocy aby się go pozbyć w końcu z naszego zycia, walka o rozwód, walka o normalne mieszkanie w którym mama zaznałaby spokoju zdala od pijaka. Śledztwo, ciągłe nowe informacje, nowe emocje. Kpina ze strony urzędników, osób odpowiedzialnych za pomoc poszkodowanym… Dla nas to już jest po prostu za dużo.