Moim zdaniem, prawda leży po środku. Ogólny system nie jest taki zero jedynkowy
Kazdy z nas ma jakąś część w sobie, którą na pewnym poziomie za cos obwinia. I w związku z czym wywala ją na zewnątrz siebie jako tą gorszą nielubianą, wystawia ją "na pożarcie" innym

Jak ktoś ma podobny program rezonujący akurat z tą częścią, to automatycznie wlezie w dziure i poszturcha kijem w tej ranie.
Karina mi kiedyś też weszla w taką dziure, zarzucając pouczanie/nauczanie chyba nie pamietam dokladnie. Osobiście znam siebie i wiem. ze mam takie obciązenie, które jest dosyć silne bo pierwotne, jako duza odpowiedzialnośc nad większą grupą innych, co wiąze sie z tym co ona powiedziala. Wiem ze gdzies tam jeszcze nie do konca to uzdrowilam, ze wtedy cos poszło nie tak. I w związku z tym wypieram tą częśc na zewnatrz siebie, NIE KOCHAM JEJ , NIE AKCEPTUJE. I teraz jezeli ktos ma podobny program, wejdzie w ta przestrzen i odtworzy mi TE PRETENSJE DO SIEBIE/do tej częsci. Wypowie je na głos.. Zaatakuje mnie tak jak ja w środku atakuje tą częśc siebie ...
Zatem reasumując, powinno sie podziękować takiej osobie

że nam pokazała to czego w sobie nie widzimy, nie chcemy zwracać na to uwagi, żebyśmy mogli to uzdrowić. Dla osób które sie chcą uzdrawiać, wskazanie takiego bolącego miejsca, nie powinno być odbierane jako atak, tylko raczej jako lekcja do odrobienia, gdzie mamy tą dziurę i na jakim polu mamy do siebie o coś żal w duszy.
Są osoby które mają wieksze predyspozycje do wchodzenia w takie szturchanie ran, ponieważ sami się mocno obwiniają za coś, wiec potrzebują silnych ataków na siebie, żeby sobie udowodnić, ze jednak są źli ...
Oczywiscie to są moje obserwacje i nikt nie musi sie z nimi zgadzać, ale może komuś to pomoże cos w sobie rozkminić
