Kaja
ja co prawda nie Karina ale pomyślałam ze opowiem ci moją historie z wew. rodzicami bo to była i jest jedna z moich najfajniejszych przygód rozwojowych. Przygoda zaczęła się od przeczytania książki "Powrót do swojego wewnętrznego domu" J.Bradshawa, otóż w trakcie czytania miałam sny w których pojawiała mi się bardzo kochana kobieta. W którymś ze snów powiedziała mi że bardzo marzyła o takiej córce jak ja i spytała czy chciała bym z nią przejść przez swoje dzieciństwo. Bardzo mi się to spodobało bo moi biologiczni rodzice są na dość niskim poziomie rozwoju i nie da się z nimi przepracować tematów które chciałam gdyż oni nie są w stanie tego ogarnąć ani energetycznie ani nawet świadomościowo. Zrobiłam tak - wykorzystałam książkę Brahshawa jako plan przechodzenia przez dzieciństwo i wypisywałam tak jak on tam dzieli na okresy wszystkie traumy i przykrości. On to podzielił na okresy w dziale "Odzyskiwanie skrzywdzonego wewnętrznego dziecka" np. uporanie się z bólem pierwotnym, odzyskiwanie niemowlęcia, małego dziecka , przedszkolaka itd.. i po każdym etapie robiłam taki spis traum po czym wchodziłam w medytację i po kolei uzdrawiałam je z pomocą mojej nowej duchowej matki i ojca gdyż ojciec potem też się pojawiał przy niej. Częściowo korzystałam z medytacji Bradshawa ale zamiast "dobrego czarodzieja" u mnie pojawiała się dobra matka i ojciec. Każda trauma była opowiadania im dzięki czemu mogłam wyrzucić z siebie zastygłe emocje, potem oni uzdrawiali mnie na różne sposoby, najczęściej wykorzystywali złote światło które płynęło z ich serc. W medytacji dostawałam miłość, ciepło aprobatę, uwagę wszystko to czego nie dostałam od swoich biologicznych rodziców, mogłam z nimi rozmawiać i otrzymywałam wyjaśnienia spraw których wtedy doświadczyłam nie rozumiejąc co się dzieje. Cały proces uzdrawiania odbywał się w medytacji, zajęło mi to kilka miesięcy, na ten czas wyłączyłam się z pisania na forach i w ogóle z życia społecznego poza pracą oczywiście. Efekty były bardzo dobre, polepszyło się zdrowie i wiele uzdrowiłam duchowo. Mój stosunek do biologicznych rodziców stał się zupełnie inny. Po pierwsze przestało mi na nich zależeć, nie potrzebowałam już ich aprobaty, podczas uzdrawiania w medytacji poodcinałam wiele macek , blokad i dziwnych mechanizmów które brały ze mnie energię. Dziś mam do nich taki stosunek bez emocji, rozumiem że ci ludzie nie byli w stanie mi dać miłości ani tego czego potrzebowałam bo sami tego nie doświadczyli i przestałam tego od nich oczekiwać.
Jednak o jednym muszę wspomnieć, podczas tego procesu cały czas miałam ogromne wsparcie w moim przyjacielu i powiem tak, że nie jestem pewna czy mogła bym przejść ten proces bez takiego wsparcia bo wychodziły wtedy na prawdę silne emocje. Dlatego jak już się coś takiego rozpocznie mieć przy boku partnera albo terapeutę lub przyjaciółkę od serca.
Do dziś uzdrawiam z wewnętrznymi rodzicami jak mi coś wyjdzie z dzieciństwa albo z życia już dorosłego.