Oszczędności mam tyle, że mógłbym jeszcze z kilka miesięcy u babci pociągnąć, ale nie chce jej za bardzo wykorzystywać, szczególnie że ona może nie ma nic przeciwko, ale jakoś szczególnie zachwycona też nie jest. Ciężko ją rozszyfrować, chociaż pytałem dla pewności po kilka razy.
Boję się tracić to zabezpieczenie w postaci rodziców, ale z drugiej strony żeby je mieć, muszę tańczyć jak ich małpka i działać tak bardzo wbrew sobie, że mnie skręca, a i tak prawie nic od nich nie dostaje.
Jak się wyprowadzałem i zapytałem ojca jakiego ewentualnie wsparcia i czy w ogóle jakiegoś mogę się spodziewać w razie czego, to się na mnie spojrzał jak na kosmitę, nie wiedząc o co w ogóle mi chodzi, skoro mam pracę. Kit że wciąż studiuje dziennie i tak naprawdę robię mu przysługę odciążając go finansowo wcześniej niż musiałbym. Po ugadaniu stwierdził, że łaskawie mi opłaci telefon do końca umowy czyli uwaga - opłaci dwa doładowania po 30 zł. A jak się pakowałem, to nie chciał mi dać kartonów, bo... kiedyś mogą się przydać... zamiast tego dostałem ogromną, ciężką i nieporęczną torbę tylko dlatego, że jest tak wielka, że się do niczego nie nadaje, nawet na lotnisku nie przeszła

A mówimy o człowieku która sra pieniędzmi, który dopiero co dostał choćby 50 tys. premii za coś tam, który kupuje drogie sprzęty za kilka tysięcy i nawet ich nie naprawia jak się zepsują, tylko kupuje nowe.
Ale jak jego syn się wyprowadza, to jest skazany na sam na siebie i jeszcze są pretensje, że ich nie odwiedzę po zaledwie 2 tygodniach. I wielką łache mi robią, że dadzą jakieś stare pościele i moją kołdrę z którą i tak by nie mieli co zrobić. Niech sobie to wsadzą w tyłek, kupie sobie jaśka i jakiś stary koc
