Czy ktoś ma jakieś pomysły, jak ugryźć nawracające poczucie bezsensu, płynące z poczucia braku (realnego braku, czyli kiedy rzeczywiście nie mam w życiu tego, czego chcę, czego potrzebuję)?
Robię teraz modlitwę uwalniającą od samego poczucia braku ogólnie, jakaś poprawa jest, ale jednocześnie przychodzą mi do głowy niezbyt dobre pomysły;) - jak pozbycie się wszelkich pragnień w temacie, tak, bym przestała ponownie odczuwać tą potrzebę i dzięki temu była szczęśliwsza (jak kiedyś). Choć wydaje mi się to trudne do wykonania, bo kiedyś nie znałam świadomie przyjemności płynących z zaspokojenia tej potrzeby, a teraz znam...
Będę oczywiście modlitwę i medytację w temacie kontynuować, ale może komuś przyjdą jakieś fajne dodatkowe pomysły/rady?
----
Modlitwa (generalnie uniwersalna) - zacytuję

Niech dokona się moje uwolnienie od wszelkich intencji i mechanizmów podtrzymywania w sobie poczucia braku. Boże, powierzam ci uwolnienie mnie od wszelkich intencji i mechanizmów podtrzymywania w sobie poczucia braku.
Dziękuję ci za to, że uwalniając mnie od poczucia braku, dajesz mi poczucie Twego wsparcia, życzliwości, pełni, przebaczenia i miłości. Dziękuję ci Boże za to, że uwalniając mnie od poczucia braku, dajesz mi świadomość niewinności i Boskości mojej i innych, także wtedy, kiedy moje pragnienia i potrzeby są spełniane. Dziękuję Ci Boże za to, że uwalniając mnie od razu pokazujesz mi i natychmiast pozwalasz doświadczyć, co masz dla mnie o wiele lepszego od poczucia braku.
Pozwalam Ci, Boże, byś mnie uwolnił całkowicie i do końca od intencji i mechanizmów podtrzymywania w sobie poczucia braku. Dziękuję, że to już się dzieje.
Dziękuje za uwolnienie. Dziękuję, ze już się dokonało.