Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 415983 razy)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-10-16, 22:01:16 »
Mnie to kosztowało sporo walki i naginania siebie. Nie mam jakiegoś total luzu w tym wszystkim. Może Ty po prostu na tyle jesteś pogodzona z życiem że nie chcesz siebie naginać i czekasz na trwałe, samoistne efekty pracy.

Swoją drogą masz sporo ognia w horoskopie więc powinnaś mieć w sobie tą... żywiołowość a masz ją na pewno w potencjale.

Idę spać, jutro wreszcie do pracy po przymusowej przerwie hurra! Cieszą mnie przewrotne rzeczy. Cieszy mnie to że wstanę o 4 rano. I że idzie wreszcie zima.
« Ostatnia zmiana: 2012-10-16, 22:03:24 wysłana przez Sebastian »

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-16, 21:58:07 »
Sebastian,

ja tej Twojej niesamodzielności nie widzę :) Mało kto w tym wieku ma swoje mieszkanie i zarabia całkiem dobrą kasę.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-16, 21:55:53 »
Taka wrażliwość, sensytywność jest chyba wrodzona ;) i duchowo i genetycznie. Przynajmniej ja się tak czuję, jakbym miała ciągle otwartą psychikę i funkcjonuję od dziecka jak radar. Tak się chyba uczy DDa, wyczuwać otoczenie, aby się przed nim dobrze móc obronić ;)

Mija czas, a ja jednak jestem spokojniejsza na co dzień, bardzo wyciszona, chociaż jak są wywalanki to mocno przeżywam. Takie przeżywanie przydaje się, gdy już otwieramy się na doświadczenia dobrej, wysokiej jakości.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-10-16, 21:53:33 »
BlackRose
Nie zawsze wszystkie efekty pracy są na wierzchu, a czasem to co na wierzchu jest trochę na wyrost. Nie ma co porównywać się do innych. Ja mógłbym powiedzieć że przez ostatni rok dużo osiągnąłem, mam własne mieszkanie, dobrze płatną pracę - a ostatnio wracam do poczucia totalnej niesamodzielności, zagubienia i czuję potrzebę wnikliwszej pracy nad sobą.

Może Ty to wszystko przerabiasz bez pchania się w życie na siłę :)

Ja trochę nauczyłem się w życiu zasady "chcesz czegoś, to idź i o to zawalcz". Niestety ma ona tą wadę, że jak już się zawalczy i zdobędzie, to potem czasem trzeba odwrotu albo ciężkiej pracy nad sobą bo człowiek jeśli zrobił coś nie będąc do końca gotowym, nie zawsze jest w stanie udźwignąć tego o co zawalczył.
« Ostatnia zmiana: 2012-10-16, 21:57:29 wysłana przez Sebastian »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-16, 21:27:48 »
Ktoś kiedyś pisał, że tam gdzie emocje - UA robią z tego 100 razy większą aferę, niż zwykli ludzie :D Może to o to chodzi, choć pewnie nie tylko.

Zresztą najwidoczniej jedni mają tak, że potrafią pewne rzeczy głęboko przeżywać, a inni mają do tego większy dystans. Zdaję mi się, że to może zależeć od wyrabianej przez wcielenia struktury poznawczej danej osoby - jak ktoś wchodził głęboko w emocje, to siedzi głęboko w emocjach i taką też ma psychikę. Na ile można to zmienić w ramach rozwoju - nie wiem...

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-16, 21:19:05 »
"Z początku przez dobre kilka minut, z pozycji wewnętrznego dziecka rzucało mnie po ścianach i suficie, kiedy wychodziło ze mnie pełne rozpaczy pytanie "Czemu?" Czemu całe moje dzieciństwo było wielkim pasmem cierpienia? Czemu musiałem doświadczać tak ogromnych ilości emocjonalnego bólu i psychicznego znęcania się, że nie sposób było to przeżyć bez tworzenia sobie sztucznych osobowości, zamykania się w sobie, mechanizmów ucieczkowych, itd? Czemu jako dziecko ZAWSZE musiałem być odrzucany i raniony, pozbawiony jakiegokolwiek ciepła, wsparcia i bliskości? Czemu musiałem doświadczać tak okrutnego i niesprawiedliwego dzieciństwa, kiedy tyle innych dzieci dostawało przynajmniej część tego, o czym ja mogłem tylko pomarzyć? No i wreszcie - CZEMU takie zwyczajne dziecko jak ja, musiało doświadczać tego całego ogromu cierpienia, bólu i najgorszej strony życia?"

Clint,

też mnie to zawsze nurtowało, że ja tyle przeżyłam i to z takim nasileniem. Cierpienie jest bardzo subiektywne i można je postrzegać różnorodnie. Dziwiło mnie od czego to zależy, że osoby w trudniejszej sytuacji od mojej, o na prawdę nieciekawym dzieciństwie - super sobie poradziły. Znam taką osobę, która została sławnym trenerem, a wychowała się w rodzinie z problemem alkoholowym i przemocą. Jedyne czym sobie pomagała to NLP.

Dziwi mnie to, że niektórzy po prostu zechcą się przełamać, po prostu upatrzą cel i go realizują, pomimo trudnej sytuacji życiowej. A ja oczyszczam, pracuję, ciągle...i ciągle, efekty spore ale niekonkretne, mało przewidywalne. Czy to jakieś cechy osobowościowe, karmiczne? coś decyduje o większej przebojowości.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-16, 19:50:16 »
Ja się wczoraj położyłem spać, tak leże sobie i czuje na brzuchu ciężar stresu z bardzo idiotycznego powodu - następnego dnia miałem iść załatwić jedną pierdołę sprzed pół roku u mojej promotorki (opóźnienie z jej winy), a że jest to babka bardzo nieogarnięta i nieobliczalna - bałem się że nie będzie w ogóle pamiętać o co chodzi albo zacznie wymyślać i komplikować mi życie.

No i tak leżałem z tym stresem w brzuchu i czułem narastające wkurzenie na siebie, że czemu ja czuję ten głupi stres, skoro nawet mi nic takiego nie grozi. Miałem ochotę sobie wyrwać cały brzuch, żeby tego nie czuć, bo mnie nieracjonalność tego tak denerwowała. A najbardziej wkurzało mnie to, że jak ja się mam porywać na tak poważne rzeczy jak samodzielne życie, kiedy mnie stresują takie popierdółki - nerwowo bym chyba nie wytrzymał od codziennej dawki stresu.

No i jak mnie trzepnął w twarz całokształt dzieciństwa, to przez kolejne kilkadziesiąt minut musiałem zająć się tymi emocjami, bo bym nie usnął.

Z początku przez dobre kilka minut, z pozycji wewnętrznego dziecka rzucało mnie po ścianach i suficie, kiedy wychodziło ze mnie pełne rozpaczy pytanie "Czemu?" Czemu całe moje dzieciństwo było wielkim pasmem cierpienia? Czemu musiałem doświadczać tak ogromnych ilości emocjonalnego bólu i psychicznego znęcania się, że nie sposób było to przeżyć bez tworzenia sobie sztucznych osobowości, zamykania się w sobie, mechanizmów ucieczkowych, itd? Czemu jako dziecko ZAWSZE musiałem być odrzucany i raniony, pozbawiony jakiegokolwiek ciepła, wsparcia i bliskości? Czemu musiałem doświadczać tak okrutnego i niesprawiedliwego dzieciństwa, kiedy tyle innych dzieci dostawało przynajmniej część tego, o czym ja mogłem tylko pomarzyć? No i wreszcie - CZEMU takie zwyczajne dziecko jak ja, musiało doświadczać tego całego ogromu cierpienia, bólu i najgorszej strony życia?

No i w tym momencie poczułem nienawiść do siebie, gdzie zacząłem sobie cisnąć, jakim to ja jestem żałosnym idiotą, który nie dość że się sam w to wszystko wpakował, to teraz jedynie potrafi płakać i użalać się nad sobą. Całej wiązanki nie pamiętam i nie będę jej już tu pisał, bo nie ma to większego sensu :) Istotne jest to, że w pewnym momencie zauważyłem, że mówię do siebie w taki sposób, w jaki mówił zawsze do mnie ojciec. No i tu od razu chwyciło - zauważyłem, że ten sposób myślenia o sobie nie jest mój, ale nie chciałem się do tego przyznać. Wpadłem niemal w trans wbijania sobie do głowy, że to są moje myśli, moje opinie, że to ja tak myślę, a nie tylko mój ojciec. Z pomocą OMa na szczęście udało się przez to przebić i uświadomiłem sobie, że to był tylko jakiś mechanizm radzenia sobie z tym, jak mi całe dzieciństwo ojciec ostro pociskał - a pociskał ostro, bo nie miał najmniejszych oporów żeby w kierunku małego dziecka szły wulgarne wyzwiska - więc od małego byłem już debilem, idiotą, gówniarzem, cipą, itd. Moja siostra z kolei słuchała jaką to dziwką i suką jest, zanim jeszcze zaczęła chodzić do podstawówki. Jak sobie to teraz przypominam to tak się we mnie gotuje, że mam ochotę pójść do pokoju obok i dać mu w twarz. Jakim sk*rwysynem trzeba być, żeby robić coś takiego małym dzieciom?

Pomijając że mi znowu wywala - pozytywny akcent jest taki, że jak się wczoraj kładłem po raz kolejny, już po oczyszczeniu tych emocji - przyszło mi do głowy, że skoro nie muszę myśleć o sobie tak, jak myślał o mnie ojciec, to jak mam o sobie myśleć? I od razu przyszła odpowiedź, że tak jak JA to czuje. Kiedyś na sesjach mi wychodził lęk, że co jeśli ja, tak naprawdę w głębi siebie jestem zły i nie chce dla siebie dobrze. Wczoraj po raz pierwszy poczułem tak głęboko, że JA chce czuć tylko to co dobre i przyjemne, a w stosunku do siebie chce być miły, ciepły i sympatyczny. Po raz pierwszy poczułem tak głęboko, co naprawdę o sobie sądzę i aż mnie to wzruszyło.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-16, 18:52:32 »
Zaczęło do mnie docierać, być może jeszcze na powierzchownym poziomie...że moje życie jest najważniejsze. Także to co w nim wybiorę, to co zrobię, to jak będę zarabiała. Trudno mi wszystko jeszcze ponazywać. Wiem, że przecież kiedyś mojej rodziny nie będzie, będą liczyli się przyjaciele, moje możliwości w świecie społecznym. Nie mogę robić tego czego nienawidzę.

Obecnie gonię za pracą, potem będę goniła za mieszkaniem, za kredytem....śmieszne?. Chyba od afirmowania miłości i akceptacji do mnie dotarło, że to ja jestem najważniejsza oraz moje poczucie szczęścia. Nie osiagnę nic na siłę, mogę próbować, ale nie mogę się o to zabijać. Chcę, aby był zachowany szacunek w tym wszystkim. Ostatnio tak dużo afirmuję i medytuję, że robi się na prawdę jasno i moje intencje powracają do mnie oczyszczone. Poczułam się w jakimś sensie zupełnie sama. Nie osamotniona, ponieważ ludzie zawsze do mnie przyjdą, ale doświadczyłam mojej tęsknoty za własnym szczęściem i miłością do siebie. I co najważniejsze przebija się to przytomnie.

Złapałam się na tym, że coraz częściej potrafię się do siebie uśmiechnąć, lepiej czuję się w ciele. Jakby mogło mi się w życiu nie udać? Narazie przejściowo jest dziwnie, ponieważ nie wykonuję mojej pracy życia, to chyba tylko dlatego.

Nieśmiało przychodzą do mnie myśli, że mogłabym prowadzić zajęcia, warsztaty, szkolenia? :)

Sebastian,

ja nie tęsknię za mamą. Czasami myślę, że to nie w porządku.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-10-16, 17:44:15 »
Buuuuuuuuuu:((( Tęsknię za mamą!!!!!!

Tak mi wywaliło podczas tej subagh kryji, wogóle to jest jakiś hardkor! 5 asan po 11 minut a ja jak muszę się zabierać za kolejną asanę to płaczę jakby to miałobyć jakieś traumatyczne przeżycie. I wierzgam, trzęsę się, nie wytrzymuję:(((( Tęsknię za mamą:( co za hardkor boże zabierz mnie stąd.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-10-15, 09:39:42 »
Od 2 dni chodzę jak pijany... a może od wielu lat? W każdym razie sporo mi się czyści ostatnio.

Ostatnio jak zwykle dostałem, co chciałem, jak ja kocham za to życie, tego się nie da wypowiedzieć!

Byłem u koleżanki która zrobiła mi bardzo fajną sesję regresingu, bez żadnych jazd, w spokojnym klimacie - sesja bardziej przypominała intymną spowiedź z kimś zaufanym. Nie krążyłem daleko - przypominałem sobie kolejne rzeczy z dzieciństwa, funkcjonowanie mojej rodziny. Po tej sesji poszliśmy razem spać i czułem jej bliskość i to jak na przemian otwierają się i rozmawiają nasze serducha, potem jak już serca były nasycone się podnieciłem ale pozwoliłem po prostu energiom się równoważyć i działać we mnie. Wspólne spanko z osobą która mnie kocha było czymś co mimowolnie ostatnio swoimi myślami kreowałem i czego było mi potrzeba. Nad ranem miałem strasznie obolały brzuch, czułem że potrzebuję przestrzeni dla siebie więc wyszedłem do sklepu, zrobiłem zakupy i poszedłem do kuchni robić śniadanie. W międzyczasie uświadomiłem sobie jak wciąż trzyma się we mnie paraliżujący lęk przed bliskością. Powiedziałem o tym koleżance przy śniadaniu i zacząłem ryczeć, bo zdałem sobie sprawę jak wyparłem te lęki udając że już wszystko jest super fajnie. Popłakałem sobie niekrępowanie, jak już się uspokoiłem to wróciłem do mnie do domu i wczorajszy dzień dużo mi puszczało w brzuchu, poczułem się znowu kompletny, przystojniejszy, jak całego mnie wypełnia łagodne ciepło od brzucha. To były energie które gdzieśtam dawno wyparłem. Postanowiłem wrócić do tematu DDA który bagatelizowałem przez ostatni rok-dwa.

Całe życie niedomagałem na drugą czakrę, wczoraj wieczorem zrozumiałem dlaczego. Kiedy tylko poprzez intymną bliskość z innymi druga czakra mi się rozkręcała i wypełniały mnie kreatywne energie, te kreatywne energie odpalały różne powalone moje wzorce z wielką mocą. Takie jak manipulowanie partnerami, w ogóle dość zawłaszczające nastawienie do kobiet. Wczoraj sesjowałem sobie pod wieczór i dotarło do mnie, że kiedy przyciągnąłem najbardziej szkodliwą relację w moim życiu bo pewna kobieta dostała obsesyjnego świra na moim punkcie - to ja podświadomie maczałem w tym palce, bo czułem się seksualnie spełniony, dzięki temu potężny i pełen energii żeby przywiązywać kogoś do siebie. Odliczyłem też wyparcie tego i wiarę w to, że jak sam siebie zmanipuluję żeby nie pamiętać że tak manipuluję kobietami, to mi to ujdzie na sucho. Nie uszło mi na sucho i zapłaciłem za to straszną cenę.
Zrozumiałem, że jeśli chcę doświadczać 24h boskości, dobrego samopoczucia, to muszę pooczyszczać te klimaty. Drążyłem wczoraj dalej i wyszło, że to manipulanctwo i władczość siedzą głęboko a źródło mają w intencji życia bez Boga i pokazania temu dupkowi że jestem od niego lepszy i sam potrafię lepiej. Z tego wynikają też różne inne moje wzorce, jak np. to, że potrafię planować różne historie na wiele kroków wprzód i ta duma że jest to tak doskonałe - a wciąż kontrolujące rzeczywistość i przez to męczące:( Ten strach przed oddaniem Bogu pełnej kontroli ma tyle warstw. Tyle już zrobiłem, i tyle przede mną :) Na szczęście jestem młody, co dodaje mi otuchy choć wiem że w rzeczywistości nie ma żadnego znaczenia.
Nie do końca rozumiem tematu władzy - jak byłem młodszy i jeszcze nie poszedłem tak ostro w upadek, miałęm dajmy na to 14-15 lat, to byłem często skupiony na sobie i samowystarczalny. To tworzyło mocne energie którymi mogłem kontrolować rzeczywistość. Jak wchodziłem do jakiegoś pomieszczenia to wszyscy dookoła przesiąkali moim humorem, a czasem bez słów, udając że czytam książkę mogłem kierować różnymi sytuacjami, ludźmi tak jak tego chciałem. Sprawiało mi to sporo frajdy ale wydaje mi się że przez tą ukrytą krnąbność trudno mi było stworzyć trwałe przyjaźnie. Tak bardzo chciałbym w końcu stworzyć trwałe przyjaźnie. Tak bardzo chciałbym zbliżyć się jeszcze bardziej do ciepłej, spokojnej Boskości w relacjach i nie czuć już się wcale a wcale samotnym. Musiałbym być bardziej szczery w takich przyjaźniach i pracować wciąż nad sobą żeby nie powtarzać błędów. Na szczęście mam poczucie że już mi się przejadło odtwarzanie starej karmy i że teraz to wszystko pouwalniam. W międzyczasie mam zamiar powchodzić świadomie w różne role, po to żeby ich nie wypierać i oczyszczać oczyszczać oczyszczać.

W ogóle te wzorce zupełnie jak z artykułów Leszka Ż. o regresingu. Kiedyś próbowałem na siłę poczuć tematy które czułem że jakoś mnie dotyczą, dzisiaj same wybijają i czuję wręcz konieczność zajęcia się nimi.

Wyszła z tego mała spowiedź:)

Wniosek: Energie seksualne jak ruszają to wybijają ogrom rzeczy. Kreatywne energie to coś zdecydowanie wartego odblokowania ale też idzie za tym wielka odpowiedzialność, wymagana jest duża czystość intencji do tego żeby je na stałe utrzymać.


Przesiąkłem ostatnio Witkacym :))) Pozdrawiam tego co mu się chciało czytać.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-05, 18:01:55 »
Wiem już w dużej mierze jakie są przyczyny choroby mojej mamy, jak i mojej- obydwie mamy chore narządy kobiece, możliwe, że również mam intencje rozwinięcia u siebie nowotworu :/
Generalnie chodzi o złość, nienawiść i pogardę do mężczyzn przejete od mojej mamy, jakoś we wcześniejszym wcieleniu postanowiłam przejmować na siebie jej ból emocjonalny i odrzucenie oraz skutki tego w postaci wrogości do męzczyzn. Teraz jest z tym huk roboty i problemów.
Póki co czuję się przytloczona ogromem obciązeń, ale wierzę, że Bóg pomoże mi tą karmę oczyscić i nie zostawi mnie bez wsparcia..

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-05, 11:15:08 »
ależ dziś wywala!
ale to chyba dobrze, bo skoro wywala, to może wyjść. Strasznie mi wyszedł dziś żal, że inym ludziom się tak fajnie układa w życiu, znajdują sobie partnerów, a przecież nie muszą się nawet świadomie rozwijać, po prostu sie u nich dzieje, nawet jeżeli wcześniej mieli blokady, opory i lęki. Nie chodzi o to, że jesteś zazdrosna, tylko wkurzam sie na siebie, że mimo pewnej świadomości nadal nie umiem sobie ułożyć życia.
Bardzo, bardzo bym chciała wreszcie całą sobą poczuć jedność w sobie, jedność z Bogiem, poczuć, że jestem miłością, jednością, bezpieczeństwem i nie muszę gonic za tym i szukać na zewnątrz. Na poziomie umysłu wiem o tym, ale w sercu tego nie czuję :(

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-10-02, 19:13:15 »
Pisałem zwyczajowo moje afki na przytomność w relacjach z kobietami i dzisiaj czułem straszny opór. Siadłem pomedytować i odkryłem że mam w sobie mocne przekonania że kobiety to taki niższy pierwiastek, że można je nie szanować i traktować... mało fajnie. Zobaczyłem jak te wzorce przejawiały się w tym życiu, jak je wypierałem bo zależało mi na udanych relacjach z kobietami i jak to mnie wytłumiało. Zobaczyłem też, że ugruntowywałem te wzorce we wcieleniu kiedy miałem swój harem, dawno dawno temu, a potem w jakichś mafijnych hierarchicznych rodzinach. Tam się powytwarzało dużo czarnych energii w moim stosunku do kobiet. W tym życiu te wzorce poodnawiał mi tata. Zobaczyłem też jak wielkiej swobody w relacjach z kobietami nabiorę kiedy pouzdrawiam to poczucie winy i nauczę się je szanować.
To tak w dużym skrócie bo wynika z tego dużo więcej i właśnie to ogarniam.

Kobiety, przepraszam!
« Ostatnia zmiana: 2012-10-02, 19:16:06 wysłana przez Sebastian »

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-10-02, 18:13:26 »
Kinga
ja mam w kilku tematach. I to jest ok, bo smakuję co znam i mam ochotę na więcej:)

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-10-02, 16:42:46 »
Pełnej otwartości to nie mam, więc do końca nie wiem jak to jest. Czasem mi się udaje na chwile poczuć ją w medytacji :).