Po 3 dniach pracowania z arkuszem wybaczania, afirmacjami miłości i ćwiczeniami przed lustrem mogę stwierdzić, że czuję się spokojniej. Mam lepsze myśli o sobie, przede wszystkim łatwo mi przechodzą przez gardło słowa akceptacji, miłości dla siebie, także fizycznie lepiej je przyjmuję i nie ma takiego napięcia i oporu gdy je wypowiadam. Napisałam do siebie kilka listów w których wspominałam o miłości, akceptacji przeszłości, takiej gotowości do zerwania z tym co było - czyli nienawiścią, przemocą, agresją, konfliktami. Czuję, że na jakimś poziomie łatwiej mi myśleć o miłości do siebie, dzieje się to z większą akceptacją i spokojem. Wchodzi mi powoli w nawyk uśmiechanie się do siebie, nawet jeżeli wali jakimiś emocjami i coś jest nie tak. Odnajduję pozytywy i to je chcę widzieć. Taka medytacja gdzie dotykam swojego ciała jak przy zabiegu reiki i wypowiadam po prostu kocham cię, jest na prawdę intensywna, silna. Są małe pierwsze efekty. Nie czuję się tak bardzo zależna od partnera i jego miłości. Przesiedziałam te dni pod kocem, z herbatą, skupiałam się na sobie i tym co właściwie czuję do siebie. Chyba praca nad miłością jest wszystkim czego potrzebuję na chwilę obecną, ponieważ bez tego tematu nie za bardzo mi ruszą do przodu inne sprawy. Przekonuję się, że uczenie się miłości do siebie może być najwyższą formą uzdrawiania. I pewnie jest.