Eh, nadwrażliwy już jestem, bo najpierw zaczęły mnie matka z siostrą drażnić, a tydzień temu jak wziąłem się za medytacje na uzdrawianie relacji z ludźmi to się zaczęły takie cyrki, że głowa mała. No nagle niemal wszyscy wokół mają jakieś uwagi, komentarze czy nawet pretensje odnośnie tego co ja robię. Nie wspomnę już o oczekiwaniach i wymaganiach, żeby się dostosować do nich.
Ja w tym domu już nawet nie mogę sobie głupie coli kupić, żeby się nie dowiedzieć że ją specjalnie trzymałem w małej lodówce, w kotłowni żeby ją ukryć i nikogo nie poczęstować(a ta była po prostu bliżej mojego pokoju). Mój ojciec całe życie mi powtarzał że mi się nic nie należy, dopiero co odmówił mi opłacenia biletów autobusowych do Poznania na okres wakacji (bo przecież będę jeździł do pracy, a nie na uczelnię - "nie widzisz w tym ironii prosząc mnie o te pieniądze?" - usłyszałem i dostrzegłem ironię, ale tą o którą mu chodziło) a teraz wyjeżdża mi z pretensjami że miałem czelność zachować dla siebie coś, co sobie kupiłem za swoje własne oszczędności, żeby sprawić sobie nieco przyjemności. No bo ja przecież pije jego Pepsi, jak on ją kupi!
Po za tym widzę, że całą rodzinkę trafia szlag, że zaczynam się stopniowo uniezależniać finansowo otwierając się na coraz więcej źródeł z zewnątrz (dlatego już nawet olałem kwestie biletów, bo mogę sobie na to pozwolić). Teraz ostentacyjnie odwalają takie szopki, że ja nie wiem czy się śmiać czy płakać. Już nawet nie chce mi się pisać o nich, bo szkoda klawiatury.