Ciekawostką było moje wczorajsze obcowanie z Wrocławiem. Chodziłem po różnych uliczkach 3 godziny i czułem wyraźnie jak energetyka jest tam wyższa niż w moich Katowicach. I znacznie mniej szalenie i dekadencko niż w sąsiadującym ze mną Krakowie. A społeczeństwo mimo że tłoczne to wydaje się bardziej zbliżone do Skandynawskiego. Wszedłem na Rynek i myślę - tłumy ludzi na otwartej przestrzeni, a ja się w tych tłumach czuję przyjemnie? Coś nowego! Leciała łagodna gitarka z głośników, ludzie spacerowali bez żadnego pośpiechu, jacyś tacy szczęśliwi. Czułem że obcuję z wyraźnie wyższą energetyką, która mnie podnosi do góry. A może to tylko zmiana percepcji po udanej sesji rebirthingu. W każdym razie kocham to miasto.
A na deser: troche zmarzłem i wszedłem do pubu niedaleko rynku na herbatkę. W lokalu byłem sam. Leciała Eryka Badu na najlepszej jakości głośnikach, bardzo ładny wystrój... ok, rozwaliłem się na kanapie i patrzę w sufit a tam... Stół i krzesło stojące na suficie, do góry nogami. Na stole do tego stała butelka po winie, popielniczka, 2 lampki do wina i świeczka

)) Szkoda że nie miałem okazji zrobić zdjęcia. Każdemu kto będzie we Wrocławiu polecam lokal ze zmysłową murzynką na ścianie i zapasowym miejscem siedzącym na suficie.
Do tego przechodząc trafiłem na czerwony plakat z napisem: Do Not Think. Urzekł mnie!
I ulotkę na słupie reklamującą vege party z DJ-em i bez alkoholu i dymu.
POLSKA A++++ w porównaniu do tego średniowiecza u mnie.