Autor Wątek: Nienawiść do siebie  (Przeczytany 6101 razy)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-17, 23:39:18 »
Aktywowany czy już aktywny, nie widzę jakiejś znaczącej różnicy, albo też ujawniony.

Cytuj
każdy wzorzec musi być aktywowany w tym wcieleniu aby się mógł ujawnić

Nie wiem skąd takie założenie, że każdy wzorzec musi być aktywowany W TYM wcieleniu.
I w jaki sposób wzorce z milionów wcieleń miałyby się wszystkie aktywować po to, by się ujawnić w tym wcieleniu i do czego doprowadzić?

VanillaOrchard

  • Gość
[#]   « 2013-08-17, 22:18:42 »
Indze chodziło o aktywowanie, a nie o aktywność. Czyli, że wg niej musi zaistnieć czynnik katalizujący, taka sprężyna wydarzeń.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-17, 21:48:11 »
Czy każdy wzorzec musi byc aktywny w tym wcieleniu, niekoniecznie. Myslę, że wszystko zależy od naszej otwartości i możliwości przerobowych. Nie każdy jest gotowy na konfrontację ze swoimi najcięższymi wzorcami.
Z tego co zauważyłem ludzie zazwyczaj biorą "na tapetę" jakąś część i to wcale nie najcięższą.
Z rodzicami do dzisiaj jest OK. A ja tylko pracuję nad przeszłością.
Wiesz, to dziwne, ale kiedy zacząłem rozwijać się duchowo, to po pewnym czasie pojawiły mi sie obawy, że odchodzę od poziomu rodziców i w przyszłym życiu już ich nie spotkam, a tak bardzo bym chciał być z nimi dalej.
Pamięć tego co było między nami miałem dobrze poukrywaną i poblokowaną. Ojciec się na tym znał.
Miałem tylko dolegliwości fizyczne, ale skąd mogłem wiedzieć, że to z powodu ojca  i z bardzo odległych czasów.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-17, 21:02:14 »


Ja miałem dobre dzieciństwo i relację z ojcem. Jednak miałem podniszczoną i przeciążoną psychikę a przyczyn tego nie miałem co szukać w obecnym dzieciństwie.

To jest nieprawdopodobne, bo każdy wzorzec musi być aktywowany w tym wcieleniu aby się mógł ujawnić.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-17, 20:58:06 »
Udało mi się znaleść powód dla którego potrzebuję nienawiści do siebie. To jest ten sam powód dla którego mój ojciec potrzebował nienawiści do mnie. Ja stosuję nienawiść do siebie do uzyskania władzy nad sobą, do kontrolowania za jej pomocą siebie używając do tego kar, tak jak ojciec. i odbierając sobie to na czym  mi najbardziej zależy. Dzisiaj np za karę zgubiłam cenną roślinę która mi wypadła po drodze, a takiej drugiej już nie ma.
Chcę mieć pełną władzę nad sobą bo to mi daje poczucie siły i mocy, tak jak dawało ojcu. Bojąc się włąsnej nienawiści tworzę energię strachu którą zasilam tę atakującą mnie częśc, tak jak kiedyś ojca. I dzięki tamu mam poczucie panowania nad sobą.
W tym przerażającym świecie w którym nic ode mnie nie zależy,i na który nie mam żadnego wpływu, przynajmniej panuję nad sobą.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-17, 13:54:26 »
Cytuj
Wszystko pozostałe jest zakazane, poza tym nie wolno mi robic niczego, niczego czuć.

Miałam coś podobnego, że musiałam się jakby uczyć uczuć od nowa, założyłam sobie dzienniczek uczuć (z wypisanymi wszystkimi mozliwymi rodzajami odczuć) i go przez jakis czas prowadziłam, jakie uczucia czuję spisywałam. Pamiętam, że czytając o tych różnych innych uczuciach dziwiłam się, że jest ich taki duży wachlarz, podczas, gdy ja operowałam wtedy góra ok. sześcioma siedmioma. Te dzienniczki uczuć myslę, ze można znaleźć w internecie, one sa dołączane do każdej terapii DDA.

A co do nienawisci do siebie to też to jakis czas temu u siebie odkryłam, bo wcześniej chyba się bałam nawet dopuścić taką myśl, że to czuję i , że mógł mi to przekazać ktoś bliski. Ale teraz to widzę, że jest to norma w patologicznych rodzinach, gdzie jest alkohol, albo narkotyki, znieczulanie sie jedzeniem, albo na jeszcze inne sposoby. Ludzie czują nienawiść do siebie szczególnie, gdy odzywają im się jakies potrzeby, albo pragnienia, bo nauczyli się, że ich zaburzeni rodzice tak wtedy reagowali, na to, ze oni mają jakieś potrzeby czy czegoś się domagają. Byli zwykle w stanie odlecenia i mieli mały kontakt z rzeczywistością i tak im było dobrze, gdy coś, lub ktoś ich ściągało do rzeczywistości odczuwali nienawiść, bo sobie nie radzili z rzeczywistością, przytomnością, to bolało.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-17, 13:13:54 »
Z powodu patologicznego dzieciństwa.

Kolejną przyczyną nienawiści do siebie jest to że mam pozwolenie tylko na czucie jej i jest to jedyne co mi wolno. Wszystko pozostałe jest zakazane, poza tym nie wolno mi robic niczego, niczego czuć. To jedyna szczelina w murze którym jestem otoczona. Takie zakazy, po to aby przetrwać założyłam sobie z niemowlęctwie i to trwa do tej pory.
Obwinienie siebie, uznanie że ja jestem winna wszystkiemu co mnie spotyka, nie widzenie rzeczywistości było jedynym gwarantem przeżycia i widocznie jest w dalszym ciągu jeżeli tego nadal się trzymam.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-17, 09:28:30 »
Można dalej drążyć temat i zapytać z jakiego powodu ta psychika jest niewłaściwie i chaotycznie zbudowana?

Ja miałem dobre dzieciństwo i relację z ojcem. Jednak miałem podniszczoną i przeciążoną psychikę a przyczyn tego nie miałem co szukać w obecnym dzieciństwie. Ojciec jest w porządku, bo teraz jest na etapie naprawiania i uzdrawiania przeszłości. Do tego ma bardzo dobra opinię wśród ludzi. Dopiero w rozwoju duchowym ujawniło się, że trzeba dużo pracować nad relacją z nim.

Inga
Pewnie są jakieś przyczyny dla których tak mocno związałaś się z ojcem.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-17, 07:21:34 »
Cierpienie rodzi się z niewłaściwie, nieprawidłowo zbudowanej psychiki, której poszczególne elementy stoją na niewłaściwym miejscu i tworzą chaotyczną budowlę, stąd brak pomiędzy tymi elementami harmonijnej współpracy.

U mnie kolejnym źródłem nienawiści do siebie jest wbudowanie w siebie mojego ojca, który jest taki sam jak ten rzeczywisty pod względem jego stosunku do mnie. Odkąd rozstałam się z rzeczywistym, odtąd kontrolę nade mną przejął ten mój wewnętrzny. On mnie tak samo obserwuje jak prawdziwy, tak samo za wszystko krytykuje i tak samo mocno nienawidzi za wszystko, za to że jestem, za to że żyję a najbardziej za to że sobie nie radzę i jestem słaba. Niesamowicie wkurza go to że się boję. Tak samo jak tamten uważa że jestem samym złem i  tak samo jak tamten usiłuje mnie zabić z nienawiści do mnie. Im gorzej się czuję, im jestem słabsza tym większą to wyzwala w nim nienawiść. Bo tak samo było u rzeczywistego.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-16, 22:07:27 »
Inga
A z czego rodzi sie cierpienie?

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-16, 21:40:24 »
Nienawiść do siebie rodzi się z cierpienia i zazwyczaj tak jest że im kto bardziej cierpi tym bardziej nienawidzi siebie.( za to że cierpi)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-16, 21:25:25 »
Podzielę się swoimi doświadczeniami.
Trudno mi było dojść do przyczyny nienawiści do siebie. U mnie było mnóstwo warstw, które pod różnym kontem wpływały na ogólną nienawiść. Z nienawiści do siebie zabijałem się, kaleczyłem i niszczyłem, a kiedy zauważyłem, że to jeszcze pogarsza moje i tak fatalne sytuacje życiowe zacząłem prowokować, żeby inni  zrobili to za mnie czyli zabili mnie. Wszystko z powodu tego, że nie chciałem żyć. Właśnie z tej niechęci dożycia wyprawiałem przeróżne rzeczy. Ale dlaczego nie chciałem żyć? Przecież musiał być jakiś powód. Życie nie dawało mi tego co był chciał?

Pamiętam wcielenie, w którym zszedłem na ziemię za ukochaną kobietą. To zejście było dla mnie szokiem z powodu zderzenia z tym, co było na ziemi. Jednak najgorsze dopiero miało nastąpić. Kobieta którą kochałem była rozchwytywana przez mężczyzn ponieważ była bardzo piękna. Adoratorzy zadbali, żeby czuła się jak najlepiej. W efekcie nasze drogi się rozeszły, można powiedzieć, że ją straciłem. Dla mnie wtedy życie na ziemi miało bardzo konkretny wymiar. Chciałem być z ukochaną, kiedy więc nie mogłem zacząłem za to obwiniać ją, siebie a w końcu nienawidzić. W zasadzie można tak powiedzieć, że nie poradziłem sobie z tą sytuacją na ziemi.
To bardzo konkretna sytuacja, ale własnie takie były w zamierzchłych czasach. Ludzie sobie z czymś rzeczywiście nie radzili i dlatego szukając wyjścia komplikowali jeszcze bardziej całą sytuację.

Kiedyś szukając odpowiedniego wyrażenia by określić sobie przyczyny moich nieszczęść na ziemi: nienawiści do siebie, gromadzenia negatywnej karmy itp. przyszło mi na myśl to: brak umiejętności grania w tej ziemskiej grze. Ci którzy poznali zasady i nauczyli się grać mają się dobrze.
 

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-08-16, 20:30:17 »
Inga z ta nienawiścią moze być tez tak, ze nasze codzienne ja, ego, które nosimy jak ubranie jest w dysonansie z tym większym Ja które jest poza uwarunkowaniami i którego obecność to małe ja przeczuwa. Ego jest sztuczna tożsamością. Być moze w jakichś 'wcześniejszych' wcieleniach byłaś bardziej urzeczywistniona, dzialalas z bardziej nieosobowego miejsca niż teraz lecz wskutek np traumy zawrocilas z drogi. Pamięć tego wyzszego stanu pozostała, a powrot w mniejsze urzeczywistnienie odczuwasz jako za ciasne czy niewygodne ubranie, stad ta nienawiść do siebie?

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-16, 20:20:39 »
Magic
Dzięki za podzielenie się swoją wiedzą

Magic

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-08-16, 19:48:21 »
Magic
Na tym forum o mojej sytuacji jest napisane  wiele stron.
Wiem, ale z powodu emocjonalnosci tematu to jest podane tylko doraznie a sytuacje i ludzie sa rozni.
Ok, podziele sie sie wiedza, a Ty sama zdecyduj po cichu ile z tego moze Ci sie przydac. To w koncu Twoja lekcja, jesli chcesz by byla praca domowa to masz do tego pelne prawo.
Nienawisc do samego siebie czest bierze sie z wymagan stawianych samych sobie lub stawianym nam przez spoleczenstwo lub bliskich, ktorym albo nie jestesmy w stanie sprostac albo ich realizacja niesie za soba i tak brak zadowolenia i akceptacji. Przykladem niech bedzie toksyczna tesciowa, nad ambitni rodzice, maz z tendencjami do bycia sadystycznym macho, rozbrykane dzieci, osamotnienie w zyciu codziennym, natlok obowiazkow i odpowiedzialnosci.
Nienawisc do siebie bierze sie stad, ze "twardosc charakteru" jest wpajana wartoscia lub ambicja, ktora sobie stawiamy. Wszystko jest ok, dopoki jest rownowaga. Gdy ktos idzie pobiegac do parku i zwyczajnie cieszy sie natura, oddechem, ptakami i sloncem to biegnie i ma z tego frajde. Jak mysli o kilometrach, kaloriach, dystansie, ustawianie sobie celu, udowadnianiu sobie przekraczania granicy - wtedy predzej czy pozniej pojawi sie frustracja.
Ludzie maja tendencje (zwlaszcza obecnie) do windowania poprzeczki juz dzieciom. Taki szkrab ma 5 lat, chodzi na tenisa, jazde konna, karate, taniec, 3 kursy jezykow obcych, zakuwa do nocy a jak przyniesie 4+ to rodzice cisna go jaki jest beznadziejny, nieuk i ile zawodu sprawia rodzicom. Ten sam mechanizm tyczy sie takze doroslych, na kazdym etapie zycia zaleznie od sytacji: praca, rodzina, dom, zwiazek, sport, hobby, zycie towarzyskie itd itp.
Sposobem poradzenia sobie z tym jest wystapienie z prywatnego lub publicznego wyscigu szczurow, zejscie na trawe, wypicie wody, podziwianie slonca, pojcscia swoja droga i rozpoczecie doceniania zycia i czerpania z niego przyjemnoisci. Wygrana wyscigu nie daje trwalego szczescia. Szczescie daje pasja z jaka sie czemus oddajemy. Nie ma pasji, nie ma przyjemnosci. Nie ma przyjemnosci, jest frustracja, nienawisc i potepienie :)