Ostatnio pracuję nad nienawiścią do siebie i mam takie spostrzeżenia.
Nienawiść do siebie określana jest w literaturze czy wypoweidziach jako coś złego, jako zaprzeczenie miłości do siebie, jako coś z czym trzeba walczyć i czego trzeba się pozbyć. Ostatnio zaczęłam się przyglądać swojej nienawiści do siebie i uśwaidamiać sobie jej przyczyny. I zauważyłam że nienawiść do siebie to skutek a nie przyczyna więc nie ma sensu z nią walczyć czy jej się pozbywać.
Mówi się też że nienawisć do siebie wynika z braku miłośći do siebie więc trzeba się pokochać a wtedy ona zniknie. Jednak takie ogólnikowe stwierdzenia wprowadzają w błąd, nie dając żadnych praktycznych podpowiedzi. A nienawiść do siebie wynika z bardzo konkretnych powodów, które ogólnie można określić jako nieradzenie sobie. Tak jest u mnie.
Z tym że ja mam taką trudność z tą nienawiśćią że jej nie czuję a jedynie wiem że jest.
Gdyby ktoś miał jakąś wiedzę czy przemyślenia na ten temat to chętnie bym przeczytała