Autor Wątek: Atlantyda  (Przeczytany 14194 razy)

małgosia

  • Gość
[#]   « 2013-06-30, 14:09:15 »
Bonkers,
Atlantyda istniała przez setki lat i miała ciemne i jasne okresy. Sama miałam parę wcieleń na Atlantydzie, jedno czy dwa były przyjemne ;). Akurat opisujesz ciemny okres Atlantydy.

Tak z moich obserwacji odnosząc się do tego, co opisujesz:
- jeśli inicjowałeś innych w bateryjki, to zapewne wciąż masz połączenia energetyczno - telepatyczne z tymi istotami/ /ludźmi, być może nadal cie zasilają swoją energią - jeśli pozostali posłuszni i nie zdołali się wyzwolić. Można zwolnic tych ludzi z mechanizmu zasilania,
- zobacz, czy jest ktoś nad tobą wyżej w hierarchii jako osoba lub istota w astralu, która inicjowała Cię w całą tę strukturę, być może ty ją z kolei zasilasz i cały astral atlantydzki. W myśl zasady, że nawet jak się uważam za super maga / kapłana to nade mną jest cwańszy i silniejszy osobnik, który mną steruje,
- często kodowano też strażników astralnych i żyjących misji atlantydzkiej,
- dosyć uciążliwe mogą być kody odnawiania i samoodnawiania się tych inicjacji. Odnawiać może osoba żyjąca - w tym przez seks, strażnik astralny itp.
- jeśli zabijałeś ludzi możesz mieć ich w swoim orszaku astralnym,
- bywają też wkodowane kary i klątwy za uwolnienie się od misji atlantydzkich oraz programy autodestrukcji

- w pracy nad tym tematem przydaje się  otwarcie na boskie,  kosmiczna energie, które to mają być źródłem prawdziwie czystej energii oraz oczyszczenie serca na swobodny przepływ miłości, dawania i brania

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-06-29, 18:09:22 »
Wow Bonkers, jak szczerze . I plastycznie ;)
Super opis. Wiele mi wyjaśnił nt pewnych mechanizmów, osób.
Tylko czy wiesz może GDZIE ta Atlantyda była ???
Może to kojarzysz ?

Bonkers

  • Wiadomości: 89
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-06-29, 17:43:30 »
Hej :)
Jak do końca odreagować karmę z Atlantydy ?
Wychodzą mi obciążenia, bardzo ciężkie i silnie związane z Atlantydą. Z tego co mi się aktualnie przypomina największym skurwie*** jakim byłem po przez różne wcielenia to właśnie na Atlantydzie.

Makabra jeżeli chodzi o niskie wibracje.
Mam bardzo mieszane i porąbane odczucia związane z tym okresem czasu. Mam silne poczucie winy i odczucie, że osiągnąłem wtedy głębokie dno jeżeli chodzi o poziom wibracji. Bycie zwyrodnialcem level hard. I z drugiej strony mam poczucie, dużej fascynacji całym tym klimatem, przynależnością do "elity złych". Przez to też mam spory problem odpuścić do  końca obciążenia z SS - ten sam klimat, podobna ekipa.

A i mi nie żal jest, Atlantydy materialnej - nienawidziłem jej.  Co prawda sam rozpier*** Atlantydy bardzo mojej pś się podobał.
Mi szkoda, tej astralnej Atlantydy, miałem w niej siedzieć wiecznie, a tu buła… :(

Na Atlantydzie byłem czymś w rodzaju czarnego maga/ kapłana. Chyba średnio wysokiego szczebla. Wydaję mi się, że „pracowałem” incognito.  Inicjowałem „bateryjki” i kolejnych inicjatorów „bateryjek”. Wiedziałem, że to co się wmawia innym, to bzdury, że  bateryjki mają nam służyć do tego, żeby można było siedzieć w astralu wieczność. Byłem też odpowiedzialny za masowe mordy na Atlantydzie, pod koniec jej istnienia. Działałem jako „szara eminencja” – nikt nie miał się domyśleć, że jestem  za to odpowiedzialny. W ogóle, „mnie nie było na Atlantydzie”  ;)  Pilnowałem wykonania misji tych, którzy oficjalnie  mieli być za to wszystko odpowiedzialni –stanowili oni coś w rodzaju „mięsa armatniego”, „tarczy” na którą mają iść wszystkie ataki energetyczne. Ofiary miały ich  zapamiętać  jako oprawców i w razie czego mścić się karmicznie na nich. Ja i moi współpracownicy mieliśmy być „czyści”. Wiem, że dochodziło też do tego, że z astralu opętywałem  „oficjalnych oprawców”  ze swoją ekipą – by ich dopilnować. Podobnie  robiłem w czasie drugiej wojny światowej z SS.

Byłem mistrzem jeżeli chodzi o jak najbardziej skomplikowane manipulacje( przynajmniej tak mi się wydawało). Szczególnie podobał  mi się pomysł, żeby zmanipulować tak swoim umysłem, żeby nie zorientować się jakim manipulatorem jestem i żeby nie dostrzegać, że coś złego robiłem. Uwielbiałem zakładać, manipulacje  na manipulację, hipnozę na hipnozę. I najlepsze, że to było tak skuteczne, że święcie wierzyłem w to co sam sobie wkręciłem. A później jak dostawałem spłatę  karmiczną, to byłem taki zdziwioooony, że mnie "niewinnego" ktoś krzywdzi  ;) Wiem, że w późniejszym okresie w  pewnym momencie przez tego rodzaju „zabawy” – nie widziałem kim jestem, po co żyje i która moja osobowość jest prawdziwa. Pozostał mi po tym, też  silny „lęk”, że jak odliczę  i puszczę wszystkie wzorce/ wyobrażenia/ zaślepienia to nic  ze mnie nie zostanie, bo nie ma „mnie” prawdziwego. Także… świetny wzorzec jak ktoś chcę wylądować w psychiatryku…

Jako czarny mag byłem bezlitosnym psychopatą. Na Atlantydzie miałem jeszcze dużo mocy. Później jako mag to już  raczej same porażki lub urojeniowe sukcesy… Co zauważam w porównaniu z obciążeniami czarno tantrycznymi i satanistycznymi ? Na Atlantydzie  nie byłem tak „szalony”, impulsywny.  Działałem bardziej przemyślanie, z dużą większą precyzją. To co się działo na Atlantydzie  było zaplanowane. Byłem „spokojny”,  zdyscyplinowany i bardzo cierpliwy.  Nie atakowałem jak Assur  na lewo i prawo z całą mocą, jak pojawiał się  najmniejsza prowokacja. Zimno kalkulowałem,  jak sytuacja była naprawdę ciężka, to wpadałem w potężny „kontrolowany szał” i atakowałem energetycznie. Wiedziałem jak energia  jest cenna. Wydaję, mi się, że dobrze sobie radziłem w astralu.  Zresztą wtedy byłem przekonany, że jestem strzygą .

Moja silna fascynacja Atlantydą związana jest chyba przede wszystkim z tym, że tam byłem „kimś”. Że miałem dużo mocy. I że wszystko mi się udawało, że wszystko szło po mojej myśli, według mojego planu.

Czy ktoś ma podobne wspomnienia z Atlantydy ?
Pamięta ktoś jak wyglądały masowe mordy na Atlantydzie ?
Czy ktoś odreagował sobie do końca bycie magiem/ kapłanem na Atlantydzie ?