Kwintesencja rozwoju
"Opowieść o pewnym kosmonaucie.
Wracał z pewnej eskapady, jego pojazd był duży, ale kabina b. mała, siedział w niej i wyglądał przez iluminator. Widział krzywiznę ziemi. Zatracił się w tym widoku, nagle słyszy dziwne stukanie. Puk, puk, puk. Zaczęło dobiegać z konsoli, rzucił się w jej stronę, wziął narzędzia i próbował ustalićskąd ten dźwięk. Nie udało mu się. Puk, puk, puk. Po paru godzinach stukania stało się torturą. Wiedział, że po paru dniach ten dźwięk go zniszczy, że postrada zmysły. Co miał zrobić ? Był w kosmosie. Sam w kapsule musiał wytrzymać 25 dni z tym dźwiękiem. Zrozumiał, że nie chcąc zwariować musi go pokochać. Zamknął oczy i włączył wyobraźnię, kiedy je otworzył już nie słyszał stukania, słyszał muzykę. Przez reszte podróży przemierzał kosmos w absolutnej błogości i spokoju."
I tak, życie jest jak muzyka, nie ma dobra i zła, każdy jego aspekt jest innym dźwiękiem, z czasem to rozumiemy, przestajemy uciekać, bo i tak prędzej czy później nie będzie ucieczki i trzeba będzie pokochać każdy przeszkadzający dźwięk. Do momentu, aż będziemy słyszeć tylko piękną muzykę.

To tylko opór przed doświadczaniem czegoś stwarza cierpienie.