5-letniego Tomka zdiagnozowano jako dziecko z zaburzeniami zachowania.
Tomek bije dzieci, nie słucha nieomal nikogo, dostaje histerycznych napadów płaczu. Nie może zagrzać miejsca w przedszkolu, bo wymaga nieustannej obecności osoby dorosłej wyłącznie dla siebie.
Rodzice, zwłaszcza tata, załamują ręce.
- Jesteśmy wykształceni, kulturalni. Sąsiadom wstyd w oczy spojrzeć za te wieczne krzyki?
- Może uważają, że go bijemy?
Tata na tę myśl oblał się zimnym potem.
- Nigdy na niego ręki nie podniosłem. Zawsze miał najlepsze opiekunki i nianie. Pewnie rozpieściliśmy za bardzo dzieciaka - dał upust swoim emocjom.
Nieustanne pytanie dlaczego nas to spotkało wwiercało się w każdą komórkę ciała.
Aż tu nagle pewnej nocy tata Tomka miał niezwykły sen.
Przybysz z gwiazd zaprosił go na planetę, którą zamieszkują istoty kompletnie ignorujące uczucia i emocje dzieci. Liczy się tylko to, co rozum pozna i uzna za ważne.
Pierwszy obraz. Narodziny dziecka. Wielkie święto dla rodziny. Szampan i łzy wzruszenia. Płaczą - myśli tata - to jednak mają uczucia. Coś tu nie gra. Obraz przesuwa się dalej z tą różnicą, że teraz można poczuć to, co odczuwa obserwowane dziecko podczas doświadczanych sytuacji.
Maleństwo śpi w łóżeczku. Odczuwa rozkosz istnienia. Głodny brzuszek daje znać o sobie. Otwiera oczy. Wie odwiecznym instynktem, że matkę przywoła jego delikatne kwilenie. Czuje już nieomal delikatny zapach, jaki roztacza ona wokół siebie, kiedy się pojawia. Czuje ciepło matczynych piersi i zapach mleka. Przywołuje ją. Matki nie ma. Na ekranie monitora widać, że jest w innej części domu. Intensywnie ćwiczy. Na tej dalekiej planecie figura matki jest dla społeczeństwa ważna. Żadnej nadwagi. Żadnej zbędnej fałdki. Dziecko płacze. Odczuwa już niepokój i samotność. Przychodzi niania. Najlepsza z najlepszych. Wybrana spośród wielu. Włącza elektryczne urządzenie stojące przy łóżku mierzące poziom głodu u dziecka.
- Nie jest tak źle, nie płacz!
- Jak od razu cię wezmę na ręce to się przyzwyczaisz i będziesz tak chciał zawsze. Pielucha też sucha. Aleś ty uparty.
Tata Tomka zjednoczony w odczuwaniu z maleństwem czuje jak mocno zaczyna bić mu serce. Odczuwa już ogromny lęk i samotność. Czuje się porzucony, pozbawiony oparcia. W końcu zmęczony płaczem usypia. I tu nagle ktoś wyciąga go z łóżeczka, klepie po pupie. Pora karmienia.
Drugi obraz.
Urodziny dziecka. Święto rodziny bliższej i dalszej.
Stos prezentów w pokoju dziecka i gwar głosów. Maluch umie już doskonale się poruszać. Podchodzi pełen ufności do dziadka i chce mu powiedzieć coś, co uznaje za bardzo ważne. Dziadek głaszcze go po głowie i mówi - zuch chłopak, idź do mamy.
Chłopiec szuka więc mamy. Radośnie biegnie i chce ją zapytać o ważną dla siebie sprawę. Łapie ją za nogę. Czuje jak matka odrywa jego rękę od siebie i mówi - nie przeszkadzaj, nakładam tort. To twoje urodziny, robię to dla ciebie. Idź do taty.
- No może tata wysłucha - myśli chłopiec.
Podbiega do niego i mówi - tato, chcę, żeby ktoś się ze mną pobawił. - Tata odpowiada - sam się pobaw, dostałeś tyle zabawek, ja muszę zajmować się gośćmi.
Chłopiec poczuł gniew, upokorzenie, odrzucenie. Jak to jest być nikomu niepotrzebnym? Zobaczył wazon. Rozbił go, bez wyraźnej przyczyny?
Dostał klapsa. Klapsa wymierzył tata, który wczoraj ukończył z wyróżnieniem kurs dla rodziców „wychowanie bez przemocy”.
Tata Tomka nie miał już ochoty na kolejne obrazy z życia dziecka na innej planecie. Poczuł mdłości i niezadowolenie. Dorośli i dzieci na tej samej planecie w dwóch różnych światach. Czy jest wspólna droga?
Otworzył oczy. Zamrugał radośnie. Dobrze, że już jestem w domu.
Tylko czy ja naprawdę byłem daleko?