Działania dusz wynikają często z tego, że nie widzą one boskich opcji, dostępnych już teraz. Wchodzą wtedy w niekorzystne dla nich i innych doświadczenia. Duszom wydaje się, że nie da się inaczej, że tak ma być, że tak już jest. Że taka jest rzeczywistość. Np. że to normalne być krzywdzonym, że to normalne klepać biedę, że to normalne chorować itd.
Większość działań dusz wynika z braku świadomości boskiej opcji, to jest świadomości tego, jak jest po bożemu.
Kontrola, staranie się, manipulowanie itd., wszystko to tworzy blokadę przed wejściem w boską opcję, w boską rzeczywistość. Duszę mają pewne swoje wyobrażenia i zgodnie z nimi żyją, działają itd., nieświadome tego, że istnieje coś lepszego, tak naprawdę najlepszego - boska opcja, boska rzeczywistość.
W momencie puszczania kontroli, puszczania starania się itd. przez duszę, zaczyna pojawiać się świadomość, jak to jest po bożemu, jaka jest boska opcja itp. i harmonizowanie się z nią.
Nie trzeba programować się na prawdę, prawda jest w nas, na najgłębszym, jedynie rzeczywistym poziomie. Tak naprawdę każde programowanie, nawet najbardziej pozytywne, może nas zamknąć na tę prawdę. Najbardziej niebezpieczna jest najbardziej przyjemna iluzja. Najbardziej błogie iluzoryczne niebo. Najbardziej błoga iluzoryczna miłość. Wtedy jest przyjemnie, i nie chce się wychodzić z tego miejsca, stanu itp. I to jest największa pułapka.
Z tego, co zauważyłem, większość podejść w rozwoju duchowym polega na wchodzeniu w coraz przyjemniejsze iluzje, coraz bardziej uduchowione iluzje. Mamy jakieś wyobrażenia, jak jest po bożemu, i dążymy do tych wyobrażeń. Ściskając wszystko inne coraz bardziej w nieświadomość.
Naturalnym stanem duszy jest bycie w harmonii z tym, bo boskie. Próba kontroli, manipulacji itp. blokuje to. Dusza wchodzi w iluzję, w której kontroluje, manipuluje rzeczywistością.
Negatywne doświadczenia są konsekwencją bycia zablokowanym na boską opcję.
Dusza są zablokowane na to, jak jest po bożemu, i działają zgodnie ze swoimi wyobrażeniami, jak powinno być, jaka jest prawda itd.
W momencie uzyskania przez duszę świadomości, jak jest po bożemu, dusze puszczają swoje niekorzystne wybory, bazujące na tym, w co wierzyły dotychczas, a co okazało się błędem, i wybierają boską opcję.
Zwalanie odpowiedzialności na innych za jakieś nieprzyjemne doświadczenie, wynika z odrzucania jakiegoś rzeczywistego aspektu na poziomie duszy.
To inni nas krzywdą, to przez nich, my nie jesteśmy winni, my nie tworzymy zła, to inni itd. <--- cały czas oddawanie odpowiedzialności za swoje życie innym i wchodzenie w coraz większą iluzję.
Dużą ulgę poczułem, gdy w pewnym momencie przyjąłem, że ja tworzyłem zło, że ja wybieram to, co nieprzyjemne w moim życiu, że to, co mnie spotyka w życiu jest współtworzeniem. To jest ważny moment w życiu, według mnie, bo wtedy można otworzyć się na wiele części samego siebie, do których się nie chcemy przyznać.
Ważne jest też według mnie przyznanie się do swojej złej części samego siebie. Myślę, że ona jest bardzo silnie wypierana na poziomie duszy. Stąd często staranie się bycia dobrym na poziomie osobowości, bycia osoba kochającą, dobrą itd.
Lustro jednak zawsze pokaże, jaka jest prawda. Możemy być cudownie uduchowieni, pełni miłości itp., ale jeżeli reagujemy emocjonalnie na coś na zewnątrz nas samych, coś, co się dzieje, oznacza to, że nieakceptujemy jakiejś części samych siebie.
Im większa nieakceptacja tego u siebie, tym większe poczucie, że nie ma tego w nas, tym większe wchodzenie w biegun przeciwny, pozytywny, na siłę. To inni są winni, inni tworzą zło, ja jestem dobrą osobą, ja kroczę ścieżką rozwoju duchowego itd.
Zauważyłem, że często wchodzi się w rozwój duchowy właśnie z tego powodu, że dusza ucieka od świadomości swojej złej, ciemnej części. Chce całkowicie to wyprzeć ze świadomości. Więc wchodzi w tożsamość pełną miłości, dobra itd. i traci coraz bardziej świadomość tego, co złe w sobie. I coraz bardziej to, co tłumi w sobie, pojawia się na zewnątrz jej, w lustrze.
Takie osoby są w stanie transu. Transu duchowości. Jak jest bosko, przyjemnie, jak jestem uduchowiony itd. Jednak lustro zawsze prawdę powie

. Jeżeli coś nas wybija z tego stanu, coś ze świata zewnętrznego, oznacza to, że odzywa się jakaś część w nas, która potrzebuje przyjęcia, integracji, akceptacji.
Często doświadczanie nieprzyjemnych rzeczy, np. molestowania, wynika z tego, że dusza kiedyś sama to robiła, sama czyniła zło itd. A żeby wyprzeć to jeszcze bardziej do nieświadomości, wchodzi w biegun przeciwny. Kogoś, kto jest niewinny, kto nie czyni zła. Ten substytut niewinności itp. wzmacnia poczucie, że ktoś na zewnątrz jest zły, że ktoś na zewnątrz krzywdzi, nie my itd.
Dusza wchodzi w substytut dobra w sobie. Im bardziej wchodzi, utożsamia się z tym, tym bardziej traci świadomość tego, co złe w niej, swoich złych, krzywdzących czynów itd.
Jest to jednak droga donikąd. Wchodzenie w coraz przyjemniejsze iluzje. Boskie iluzje.
Na szczęście istnieje lustro i rzeczywistość, która nas otacza, która ciągle stara się obudzić nas z tego snu.
Dusze śpią w boskiej rzeczywistości. Która jest tu i teraz.
Nie ma jednak świadomości u dusz tej boskiej rzeczywistości, bo śpią. Żyją w snach. W problemach itd. Krzywdzą się nawzajem. Bo wydaje im się, że tak ma być.
Puszczanie kontroli wszystkiego, to otwieranie się na boską rzeczywistość w nas.
Konsekwencją jest coraz większa harmoniia z tym, co bosko rzeczywiste w nas.
Nie jest to proste. Bo to jak skok w przepaść. Ale myślę, że zawsze przyjdzie moment w życiu, gdy ma się już dość kombinowania, gdy się tym wszystkim jest zmęczonym, i w końcu zaczyna się ufać Bogu i otwierać na to, co boskie.