Grzes,
ja tez dlugo nad tym rozmyslam juz i dochodze do przekonania, ze jesli ludzie/spoleczenstwa nadal beda konsolidowac sie w takiej formie, jaka istnieje obecnie (a wiec mowimy tu o epoce post-imperialnej, post-kolonialnej) to ciagle bedziemy musieli utrzymywac ogromna mase urzednikow (potezne panstwa i rozbudowane biurokracje tego wymagaja), a to daje duze pole do popisu osobom chcacym przywlaszczac sobie cudze dochody/przejmowac wladze. O wiele latwiej kontrolowac wydatki w administracjach/spolecznosciach mniejszych, gdzie wiecej obywateli uczestniczy bezposrednio rowniez w zyciu gospodarczo-politycznym. Dlatego ja osobiscie postuluje nad regionalizmami.
Nie uwazam rowniez, aby rezygnowanie z masywnych struktur ekonomicznych czy gospodarczych mialo utrudniac np. handel czy bogacenie sie. Wrecz przeciwnie. Utrudnienia mieliby przede wszystkim wielcy handlowcy i importerzy/eksporterzy, ktorzy de facto dzis stanowia tzw. oligarchie gospodarcza swiata i przejmuja ciagle mniejsze gospodarki/struktury ekonomiczne oraz wplywaja coraz bardziej na caloksztalt spoleczenstw i ich zycia (korporacjonizm). Mydlenie oczu ulatwieniami w stylu zniesienia embargo na granicach (co bardzo ozywiloby wplywy do skarbu danego terytorium poprzez wprowadzenie rozsadnych cel na przyklad i pozwoliloby rowniez zwiekszyc ochrone przed niechcianym zalewem towarow niewiadomego pochodzenia tudziez dobr, ktorych dany region nie chcialby importowac) jest tylko wymowka w celu latwiejszego kierowania calymi gospodarkami przez swiatowy bank/biurokracje (do czego dzis daza korporacje i stojacy za nimi ludzie).
W Anglii istnieje np. wioska, w ktorej mieszkancy wymieniaja miedzy soba roznego rodzaju dobra i powstal w ten sposob samouzupelniajacy sie mechanizm samowystarczalnosci takiego osiedla/wioski. Gdyby chciec wprowadzic to w zycie ogolnospoleczne, uwazam ze przyniosloby to ogromne korzysci wielu ludziom, a w szczegolnosci szarym zjadaczom chleba - pojawilyby sie miejsca dla wielkiej rzeszy rzemieslnikow, wytworcow a zmniejszyla by sie rola i liczba urzednikow i posrednikow, ktorzy dzis stanowia powazne zagrozenie dla stabilnosci gospodarczej i ekonomicznej wielu panstw.