Autor Wątek: Gospodarka i ekonomia różnych krajów  (Przeczytany 92294 razy)

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-03-12, 08:24:59 »
Karola,
no ciekawie piszesz o Hawajach, pamietam kiedys moja znajoma, iles tam lat temu, powtorzyla slowa swojego brata, ktory zwiedzil praktycznie caly swiat, i stwierdzil ze jesli moglby wybierac, to zamieszkalby wlasnie na Hawajach albo w Nowej Zelandii. Co do Bostonu, no tak, zycie wsrod studentow ma swoj urok, hehe, no i rzeczywiscie moze wplywac na percepcje miasta ;)

Apropos jakosci zycia, znalazlem rankingi Economista na temat najlepszych miast do zycia:
   
1   Melbourne
2   Vienna
3   Vancouver
4   Toronto
5   Adelaide
5   Calgary
7   Sydney
8   Helsinki
9   Perth
10   Auckland

oraz podobny od Mercera - raport o Jakosci Zycia z wyroznieniem nastepujacych miast:

1   Vienna
2   Zurich
3   Auckland
4   Munich
5   Vancouver
6   Düsseldorf
7   Frankfurt
8   Geneva
9   Copenhagen
10   Bern & Sydney

Dziwi ze w tym pierwszym nie ma Szwajcarii, no ale schemat podobny - Kanada, Australia oraz Szwajcaria, plus wybrane miasta starego kontynentu z Niemiec czy Danii. Powiedziałbym, że pozostaje tylko kwestia

PS. O jakim wschodzie i zachodzie piszesz? Stanów?
PS2. Znam Niemke, ktora w wieku 24 lat jezdzila na stopa po... Afryce. Przez 3 miesiące ;)
PS3. Nieeeee... za duzo zachodu z japonskim, choc kiedys pewna kobieta z tego kraju namawiala mnie abym sie przeniosl ;)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-12, 08:05:09 »
Daniel,
hehe, widzisz mi się bardzo podoba to, że tak dużo podróżujesz w różne miejsca na świecie :) dla mnie to pierwszy wyjazd poza Europę (nie licząc Gruzji, ale w sumie to jakby cały czas w obrębie tego kontynentu)
Wiele zależy od tego gdzie właściwie jesteś i z jakimi ludźmi spędzasz czas, to tak odnośnie Hawajów.. jestem na Big Island, to wyspa nie tak skomercjalizowana jak Maui, gdzie jest Honolulu (choć nie byłam, a tylko słyszałam jak tam jest). Najpierw trochę było mi szkoda, ale zaczynam doceniać to gdzie jestem, mam okazję spotykać Amerykanów innych od tych do jakich jesteśmy przyzwyczajeni myśleć, że są.. wiele tu osób nazwałabym to rozwijających się duchowo na swój sposób, otwartych, doinformowanych nt. żywności, ekofarm, czerpiących przyjemność właśnie z prostego życia i kontaktu z naturą, natomiast wszystkie te imprezowe wyspy są właśnie imprezowe :P choć nie powiem, odwiedzić też bym je chciała ;) choć chyba tym razem nie dam rady, może następnym ;)

Myślę, że fajnie byłoby się kiedyś spotkać w podróży, nawet tak całkiem przypadkowo np. na lotnisku siedząc koło siebie, przypadkiem patrząc nawzajem na ekran komputera i pisząc w tym czasie coś na forum ;)
Albo po prostu zgadać się na jakąś wyprawę

Odnośnie Bostonu, generalnie odczucie bardzo pozytywne, z większych miast na razie moje ulubione. Z kilku powodów, ludzie bardzo mili (choć tu jest inne zdanie na ich temat ;)), poziom optymizmu powiedziałabym, że nawet spoko, głównie chyba ze względu na dużą ilość młodych ludzi, studentów z całego świata, którzy tworzą w pewien sposób klimat tego miasta. W październiku bodajże są ogromne regaty na rzece, na które przybywają ludzie z różnych krajów, fajna atmosfera, taka totalnie wyluzowana, ludzie siedzą na kocach nad rzeką i kibicują swoim drużynom. Ale teraz też widzę różnicę między wschodem a zachodem. Jednak wschód jest o wiele sztywniejszy, takie hmm bardziej dumny i przywiązany do tego jaki jest, trochę też żyjący w paranoi strachu przed innymi (mieszkania, domy zamykane, dodatkowo z alarmami), a tu gdzie jestem nikt nie zamyka niczego, jest kompletny luz :P
Pytałam już ileś osób o jeżdżenie na stopa i na "main land" jak zwą całe Stany, każda jedna osoba odradzała mi taki sposób podróży, twierdząc, że albo jestem stuknięta albo po prostu chcę by mnie ktoś zgwałcił O_o
No tak, przypuszczam, że statystycznie prawdopodobieństwo znalezienia psychopaty tutaj jest wyższe niż w Europie ;)
Natomiast na Hawajach mnóstwo ludzi jeździ na stopa i ludzie wręcz polecają ten sposób podróży z zastrzeżeniem żeby nie wsiadać do samochodu pijanych kierowców, co się czasem zdarza.

Japonia.. ucz się japońskiego w takim razie! :)


Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-03-12, 06:51:53 »
Karola,
jesteś na Hawajach i mówisz, że też chciałabyś podróżować jak ja? ;) haha
Nie sądziłem, że te wyspy aż tak sie różnią od reszty USA, co prawda wiadomo, urodziwe, ale czy Honolulu to nie jest przypadkiem miasto jak każde inne?
Z drugiej strony, od jakiegoś już czasu spoglądam aby tam się wybrać, a nuż wkrótce się spotkamy ;)

A wracając do mojego pytania, jak wrażenia z pobytu wcześniejszego (w Bostonie o ile pamiętam?). Nawet mi nie chodzi o wskaźniki ekonomiczne, ale raczej ogólne nastroje wśród ludzi, zapatrywania na ekonomie, poziom optymizmu, nastawienie mentalne, Twoje odczucia, itd. – takie rzeczy, których raczej nie dowie się człowiek z prasy ekonomicznej?

Wracając do wcześniejszego postu. Niestety, system o którym piszesz jeszcze nie istnieje. Ludzie to tylko ludzie, i zawsze bedą pokusy i zakusy na władzę, pieniądze, itd. – a przynajmniej dopóty, dopóki jednostki się nie pooświecają i zrozumieją nieco więcej na temat życia, świata i w ogóle sensu istnienia. Co do krajów, to można spokojnie znaleźć takie, w których żyje się lepiej. Norwegia to jeden z przykładów. W ogóle jest nieco w miarę stabilnych i mocnych ekonomii na świecie, kraje Skandynawskie, wspomniany Singapur, niektóre kraje Bliskiego Wschodu, Australia, po części Nowa Zelandia, Kanada, itd. Poza tym, można wybierać niekoniecznie z punktu widzenia ekonomicznego, ale kultury bądź stylu życia. Jakbym znał japoński, to nie zastanawiałbym się długo nad Japonią, hehe.

Inna sprawa, to kwestia kultury i mentalności. Osobiście nie przepadam za Polską, z powodu ogólnego ciągłego narzekania, jęczenia i marudzenia jak to jest niedobrze. Spędziłem ostatnio miesiąc we Wietnamie, i mimo tego, że to kraj zdecydowanie uboższy, to jednak zdecydowanie bardziej harmonijny, spokojny i przyjemny niż RP. Ludzie też bardziej wyluzowani i radośni. Myślę, że to nie jedyny taki przykład...

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-03-11, 16:36:58 »
Cytuj
Tak w ogóle zastanawiam się, który kraj (i też która mentalność, kultura byłaby tu najzdrowsza) miałby najzdrowszy system ekonomiczny, socjalny, taki gdzie ludziom żyje się dobrze, mają zapewnione niezbędne, godziwe do życia warunki, gdzie właśnie codzienne życie to nie walka o przetrwanie, o jedzenie, dach nad głową itp., ale poczucie bezpieczeństwa i spokoju, że nawet jak coś pójdzie nie tak, to rząd, inni mi pomogą i będzie ok.

Zdecydowanie Norwegia.

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-11, 07:27:58 »
Daniel,
Odnośnie tych różnych religii, to pojechałam kiedyś z koleżanką na stopa do Urfy (Sanliurfy) we wschodniej Turcji, jedno z najbardziej niesamowitych miejsc w jakich byłam, miasto gdzie urodził się Abraham. Miałam niesamowite też przygody, ale nie będę się tu rozpisywać ;) Co ciekawe miasto to leży na kilku wzgórzach, z których każde zamieszkane jest przez inne wyznanie - muzułmanów, żydów, chyba chrześcijan i jeszcze jakichś, których teraz nie pamiętam. Z uwagi na to, że Abraham odgrywał w każdej z tych religii dość istotną rolę, wszyscy żyją w pokoju i nie próbują nawracać innych.

Z kolei jeśli chodzi o USA, to temat na taką większą debatę.. ale generalnie jest tak, że kraj dzielą zazwyczaj na kilka części, i tak wschodnie wybrzeże powiedzmy do połowy kraju, uznaje się za całkiem dobrze prosperujące. Mieszkałam przez kilka miesięcy w  Massachusetts (i dalej nie wiem jak prawidłowo napisać tę nazwę ;)) i tam akurat fajnie było widać dość dobrze rozwiniętą gospodarkę, poziom życia. To w sumie zalążek najlepszych uczelni na świecie - MIT, Harvarda, w ogóle dość bogaty stan i nie za duży, Boston zaś jest to piękne miasto, zadbane i pełne studentów. Ludzie dbają o siebie, pod kątem zdrowia, ale i intelektualnym, kulturalnym. Choć znam też osobę, która ukończyła MIT ileś lat wstecz, pracowała w porządnych firmach, ale obecnie pracy nie może znaleźć (choć w jej przypadku bardziej chodzi o problemy ze zdrowiem psychicznym niż rynek pracy na moje oko). Nowy Jork, Waszyngton i wokoło myślę, że nadal spoko. Gorzej jest na południu, pomijając Florydę, która prosperuje z turystyki. Południe zalane jest nielegalnymi imigrantami głównie z Meksyku, którzy... nie chcą się uczyć angielskiego. Doszło już do tego, że nawet w północnych stanach wszędzie są już podwójne tabliczki informacyjne, po angielsku i hiszpańsku, bo nie dało rady zmusić południowoamerykańskich przybyszów do nauki.. Słyszałam też historie, że w Kalifornii do pracy szpitalu wymagana jest znajomość hiszpańskiego, choć nie wiem czy wszędzie.
I też właśnie te południowe stany są podobno o wiele biedniejsze, a co za tym idzie ludzie grubsi, zaniedbani, olewający wiele spraw i przede wszystkim o wiele większe bezrobocie tam panuje.

Podobna sytuacja jest w Detroit (północ Stanów), uznawanym za jedno z najniebezpieczniejszych miast w USA. Lata wstecz była to kolebka przemysłu, chyba głównie samochodowego, bardzo dobrze prosperujące miasto.. cóż, fabryki pozamykano, mnóstwo ludzi straciło pracę, a że nowych miejsc pracy nie ma, pojawiła się bieda i przestępczość. Nie wiem jak w środkowych stanach, za to zachodnie wybrzeże chyba też całkiem spoko. Kalifornia to podobno wylęgarnia nowych patentów, przedsiębiorczość, nowych pomysłów, silnie i prężnie rozwijająca się innowacyjność. Czemu akurat tam? nie wiem, ale podobno wielu ludzi się tam przenosi, bo nawet najbardziej odjechane pomysły mają szansę zaistnieć. Gorzej znowu na południu na granicy z Meksykiem, z wiadomych powodów.

Tu gdzie jestem teraz bardzo mi się podoba, jest sporo miejsc, w których przykłada się ogromną wagę do rozwoju rodzimych biznesów, farm, produkcji lokalnej kawy (podobno hawajska kawa jest najdroższą na świecie i tylko Starbucksowi udało się podpisać umowę z lokalnymi producentami kawy na sprzedaż jakiejś tam limitowanej części.. oczywiście po ogromnie wysokiej cenie). Ludzie też dbają o to by pieniądze zostały na tych wyspach, przede wszystkim to co już pisałam w innym wątku, nie ma tu żadnych innych banków poza bankami hawajskimi, także pokazano środkowy palec korporacyjnym gigantom. Ludzie często sprzedają na małą skalę to co sami wyprodukują, są bardzo mili. Jest też mnóstwo sklepów z używanymi rzeczami, mało z nowymi. Ostatnio miała być okazję na plaży gdzie ludzie tworzą komunę i żyją czasem miesiącami, latami, wygląda to na taki powrót hipisów, ale bardzo to fajne, ludzie się wspierają, pomagają sobie. Nawet chciałam tam pomieszkać z nimi przez tydzień, zobaczę, może się skuszę :P
Mam w ogóle wrażenie, że Hawaje mocno różnią się energetycznie od reszty Stanów, dużo lepiej to miejsce odbieram, choć na razie jestem tylko na jednej wyspie, ale gdzieś mi tam świta pomysł by za jakiś czas pomieszkać tu na dłużej.

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-03-11, 06:57:39 »
Kaja,
Niestety ale jednak nie...

Karolcia,
To prawda, to bardzo, bardzo specyficzne miejsce: poza tym, ze styka się tam kultura Zachodu ze Wschodem, to jeszcze przenika sie tam wewnętrznie cała masa kultur Wschodu: żaden problem aby w jeden dzień odwiedzić świątynie muzłumańskie, hinduskie, taoistyczne i buddyjskie praktycznie na piechotę ;) Dlatego tak ważne jest tam utrzymywanie dyscypliny i porządku, aby mieszkający tam ludzie się nie pozabijali ;) Choc z drugiej strony, zabijanie się na wzajem to domena rządów raczej niż mieszkańców – zdziwiłem się kiedyś niepomiernie kiedy pewien Irańczyk powiedział mi, że na terenie jego kraju żyje masa Żydów i żyją w zupełnym pokoju z całą resztą.

Co do podróży, to o ile kojarzę, jesteś teraz w USA? Wiesz, ciekawi mnie jak tam teraz sytuacja wygląda? Czytam sporo na temat ekonomii w tym kraju, miałem ostatnio też okazję porozmawiać z paroma Amerykanami, jak wygląda Twój punkt widzenia w tym temacie?

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-11, 06:51:41 »
Tak w ogóle zastanawiam się, który kraj (i też która mentalność, kultura byłaby tu najzdrowsza) miałby najzdrowszy system ekonomiczny, socjalny, taki gdzie ludziom żyje się dobrze, mają zapewnione niezbędne, godziwe do życia warunki, gdzie właśnie codzienne życie to nie walka o przetrwanie, o jedzenie, dach nad głową itp., ale poczucie bezpieczeństwa i spokoju, że nawet jak coś pójdzie nie tak, to rząd, inni mi pomogą i będzie ok.

Mam takie wrażenie, że właśnie wschodnia Europa łącznie z Polską (skupiam się na tym co powiedzmy w miarę ogarniam) ma coś pochrzanione, na tyle, że całe mnóstwo ludzi na co dzień walczy o to by po prostu przeżyć. Trochę to wygląda jak jakaś choroba z takim zaślepieniem, że nie wiadomo jak z niej wyjść, że się nie da, system jest jaki jest i lepiej się przystosować, bo nie da się go ani zmienić, ani z nim wygrać. Jestem świadoma tego, że jest też wielu ludzi, którym żyje się dobrze w Polsce i sąsiednich krajach, ale jednak chodzi mi o średnią, przeciętną.

To bez sensu, życie nie trwa wiecznie i nie powinno ono być walką, powinno być spełnieniem się w tym co się robi najlepiej, a system powinien być tak zaprojektowany by wspierać ludzi, swoje jednostki, które go budują. Taki system oparty właśnie na głębokim, prawdziwym poczuciu, że jesteśmy sobie równi, gdzie nie wykorzystuje się innych, a jest sprawiedliwa wymiana. Nie ma manipulacji, jest współpraca. Nie ma udowadniania, że jestem lepszy, bogatszy, fajniejszy, a jest wzajemne wspieranie się i pomoc.

Takie mnie dziwne myśli nachodzą, że tu trzeba konkretnych zmian na tym świecie i one będą następować.

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-11, 06:31:54 »
Daniel,
ale ja nie porównywałam cen z Polską tylko z USA ;)
Wiem, że najlepiej porównywać zarobki do cen w danym kraju, a nie między krajami, wtedy to ma największy sens i jasność.

Ten gościu, którego znam myślę, że zarabia co najmniej z 10k, ale nie spytam, bo jakoś nie czuję żeby to było na miejscu.

SG to w ogóle musi być dość specyficzne miejsce, przyznam, że jeszcze z rok temu byłam pewna, że to miasto w Chinach, a nie osobne, niepodległe państwo :P

Wrzuć foty na picase, z chęcią obejrzę :)
W ogóle super masz, że możesz praktycznie tak bez ograniczeń tyle jeździć po świecie, inspiruje mnie to!

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-10, 18:27:50 »
Daniel, ja Cię chyba znam:)

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-03-10, 12:50:27 »
Karola,
Co do cen, to porownywanie tego z Polska ni jak sie nie ma, jesli pytasz ile wydaje na mieszkanie, dobrze tez zapytac ile zarabia, hehe - skoro placi 4k USD za mieszkanie, to zgaduje, ze zarabia conajmniej 6k USD miesiecznie, a bardziej prawdopodobnie ok 7-8k USD. Watpie aby dostal tyle w USA... Swoja droga w tym kraju jest najwiekszy odsetek milionerow na swiecie, bijacy na glowe nawet bogate kraje naftowe Zatoki Perskiej... do dzis zachodze w glowe jak oni to zrobili na wyspie praktycznie pozbawionej jakichkolwiek naturalnych surowcow, musze kiedys postudiowac ekonomiczna historie tego kraju.

O rozmiarach mieszkan trudno mi cokolwiek powiedziec, choc bylem w kilku, to chyba nie byla to reprezentatywna proba, zasadniczo nie roznily sie znaczaco rozmiarami od tego co mozna zobaczyc w kraju, no ale do USA to trudno jakikolwiek kraj chyba porownac - bo takich wielkich siedlisk raczej nigdzie sie nie buduje.

Co do cen, to jest tam bardzo duza rozpietosc - bylem kiedys w kolezanka w eleganckiej restauracji placac cos prawie $100 rachunku (centrum), a innego razu z inna znajoma wybralismy sie do lokalnego baru, gdzies na obrzezach, gdzie - ku mojemu zdziwieniu - ludzie na tyle slabo mowia po angielsku, ze zamowienie bylo w lokalnym jezyku - i kosztowalo to tylko ok. $3 na glowe. Coz, dla kazdego cos milego.

SG jest bardzo zurbanizowany, no ale co robic jak na wyspie o rozmiarze okolo 40x20km mieszka ponad 5 milionow ludzi? Z drugiej strony, spodziewalem sie betonowej dzungli, ale nic z tego: nigdy nie mialem wrazenia, ze brakuje zieleni. Oczywiscie, na wyspy obok (Sumatra/Borneo) jezdzi sie podziwiac przyrode, do Singapuru jedzie sie podziwiac dzieła ludzkiej reki, np. taki "Gardens By The Bay" to architekturalne cudo, itd. Jedno jest pewne, w tym panstwie-miescie nie mozna sie nudzic, a warto zatrzymac sie na 2-3 dni aby moc zobaczyc niezwykłą różnorodność tego miejsca. Kurcze, może zmotywuję się i w końcu zamieszczę galerie zdjęć z SG ;)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-09, 17:56:59 »
fajne to "Azja dla początkujących" ;)

z tego co kojarzę ze zdjęć, to Singapur jest bardzo zurbanizowany, wszędzie dużo wieżowców, nowoczesnego budownictwa i na moje oko mało zieleni, czy tak?
Wiem też, że zwyczajowo mieszkania są dość małe i drogie.. znajomy za 2-pokojowe z kuchnią i łazienką płaci 4tys.$ (w przeliczeniu na amerykańskie), wcześniej mu firma opłacała mieszkanie, teraz już nie więc porównując to do cen amerykańskich .. wychodzi jak w jednych z droższych miast, np. na Wall Street w NY wynajęcie mieszkania też 2-pokojowego (standard dość średnio-przeciętny) kosztuje tyle samo

w sumie chciałabym kiedyś tam pojechać, ale chyba bardziej interesowałby mnie dzikie wyspy obok :P

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 14:59:56 »
Karola,
dla mnie Singapur jest przejawem i zywa manifestacja chinskiego geniuszu, byłem tam kilkakrotnie i jestem zachwycony - pod pewnymi względami przewyższa nawet Japonię. Nie nazywałbym go jednak krajem totalitarnym, są raczej konsekwentni w swoich działaniach - wszędzie ostrzeżenia o karach, które można oberwać (nie tylko za zaśmiecanie, ale i innego rodzaju wykroczenia) i ich konsekwentne realizowanie powodują, że ludzie zachowują się grzecznie i w efekcie jest to jeden z najbezpieczniejszych krajów, jaki widziałem. Co do sąsiednich krajów, to Malezja na przykład jest równie rozwinięta co Polska (w niektórych tematach znacznie bardziej), ale to co robią sąsiedzi, to generalnie inna bajka, nie związana z SG. Ciekawostką może być to, że Singapur jest jednym z niewielu krajów, który uzyskał niepodległość... wbrew swojej woli, bo chcieli kilkadziesiat lat temu byc czescia Malezji ;)))

Swoją drogą mógłbym pisać peany na temat tego kraju, ale to juz inna bajka, polecam się tam wybrac, taka idealna "Azja dla początkujących" :)


Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-03-08, 19:06:26 »
http://paranormalne.eu/forum/topic/4216-ultimatum-wschodu-dla-iluminatw-zachodu/

bardziej o Japonii niż Chinach ale... w temacie i ciekawie :-)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-08, 18:34:11 »
Daniel,
nazwy nie pamiętam, jakiś program dziennikarski zaraz po wiadomościach

a odnośnie tej Szwajcarii to znajomy miał linka na fb, przeszukałam jego profil, ale jakoś tego znaleźć nie mogę.. jak znajdę to wkleję :)

odnośnie Singapuru, to nigdy nie byłam, ale znam parę osób, które były i mieszkały tam przez kilka lat - bardzo zadowoleni, choć Singapurczycy mają podobno trochę nasrane odnośnie czystości (trochę jak system totalitarny ;)), zero papierków na ulicach, bardzo wysokie kary za zaśmiecanie, coś tam z paleniem publicznym też było, ale już nie pamiętam. Podobno bardzo ciekawe miasto-państwo i bardzo bogate, ale już poza, sąsiednie kraje bardzo biedne

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-03-08, 14:53:27 »
WojtekD,
ja myślę, że jednym programem raczej banki sie nie stworzy, poza tym, tworzenie bańki nie oznacza automatycznego jej pęknięcia - są takie, które trzymają latami, więc byłaby to dość ryzykowna strategia.

Z mojego punktu widzenia chodzi tutaj raczej o utrzymanie status quo - Zachód powoli uświadamia sobie potęgę, jaka wyrasta w Azji, i dość niechętnie ustępuje jej pola. Nihil novi, scenariusz znany od lat.