Daniel,
Odnośnie tych różnych religii, to pojechałam kiedyś z koleżanką na stopa do Urfy (Sanliurfy) we wschodniej Turcji, jedno z najbardziej niesamowitych miejsc w jakich byłam, miasto gdzie urodził się Abraham. Miałam niesamowite też przygody, ale nie będę się tu rozpisywać

Co ciekawe miasto to leży na kilku wzgórzach, z których każde zamieszkane jest przez inne wyznanie - muzułmanów, żydów, chyba chrześcijan i jeszcze jakichś, których teraz nie pamiętam. Z uwagi na to, że Abraham odgrywał w każdej z tych religii dość istotną rolę, wszyscy żyją w pokoju i nie próbują nawracać innych.
Z kolei jeśli chodzi o USA, to temat na taką większą debatę.. ale generalnie jest tak, że kraj dzielą zazwyczaj na kilka części, i tak wschodnie wybrzeże powiedzmy do połowy kraju, uznaje się za całkiem dobrze prosperujące. Mieszkałam przez kilka miesięcy w Massachusetts (i dalej nie wiem jak prawidłowo napisać tę nazwę

) i tam akurat fajnie było widać dość dobrze rozwiniętą gospodarkę, poziom życia. To w sumie zalążek najlepszych uczelni na świecie - MIT, Harvarda, w ogóle dość bogaty stan i nie za duży, Boston zaś jest to piękne miasto, zadbane i pełne studentów. Ludzie dbają o siebie, pod kątem zdrowia, ale i intelektualnym, kulturalnym. Choć znam też osobę, która ukończyła MIT ileś lat wstecz, pracowała w porządnych firmach, ale obecnie pracy nie może znaleźć (choć w jej przypadku bardziej chodzi o problemy ze zdrowiem psychicznym niż rynek pracy na moje oko). Nowy Jork, Waszyngton i wokoło myślę, że nadal spoko. Gorzej jest na południu, pomijając Florydę, która prosperuje z turystyki. Południe zalane jest nielegalnymi imigrantami głównie z Meksyku, którzy... nie chcą się uczyć angielskiego. Doszło już do tego, że nawet w północnych stanach wszędzie są już podwójne tabliczki informacyjne, po angielsku i hiszpańsku, bo nie dało rady zmusić południowoamerykańskich przybyszów do nauki.. Słyszałam też historie, że w Kalifornii do pracy szpitalu wymagana jest znajomość hiszpańskiego, choć nie wiem czy wszędzie.
I też właśnie te południowe stany są podobno o wiele biedniejsze, a co za tym idzie ludzie grubsi, zaniedbani, olewający wiele spraw i przede wszystkim o wiele większe bezrobocie tam panuje.
Podobna sytuacja jest w Detroit (północ Stanów), uznawanym za jedno z najniebezpieczniejszych miast w USA. Lata wstecz była to kolebka przemysłu, chyba głównie samochodowego, bardzo dobrze prosperujące miasto.. cóż, fabryki pozamykano, mnóstwo ludzi straciło pracę, a że nowych miejsc pracy nie ma, pojawiła się bieda i przestępczość. Nie wiem jak w środkowych stanach, za to zachodnie wybrzeże chyba też całkiem spoko. Kalifornia to podobno wylęgarnia nowych patentów, przedsiębiorczość, nowych pomysłów, silnie i prężnie rozwijająca się innowacyjność. Czemu akurat tam? nie wiem, ale podobno wielu ludzi się tam przenosi, bo nawet najbardziej odjechane pomysły mają szansę zaistnieć. Gorzej znowu na południu na granicy z Meksykiem, z wiadomych powodów.
Tu gdzie jestem teraz bardzo mi się podoba, jest sporo miejsc, w których przykłada się ogromną wagę do rozwoju rodzimych biznesów, farm, produkcji lokalnej kawy (podobno hawajska kawa jest najdroższą na świecie i tylko Starbucksowi udało się podpisać umowę z lokalnymi producentami kawy na sprzedaż jakiejś tam limitowanej części.. oczywiście po ogromnie wysokiej cenie). Ludzie też dbają o to by pieniądze zostały na tych wyspach, przede wszystkim to co już pisałam w innym wątku, nie ma tu żadnych innych banków poza bankami hawajskimi, także pokazano środkowy palec korporacyjnym gigantom. Ludzie często sprzedają na małą skalę to co sami wyprodukują, są bardzo mili. Jest też mnóstwo sklepów z używanymi rzeczami, mało z nowymi. Ostatnio miała być okazję na plaży gdzie ludzie tworzą komunę i żyją czasem miesiącami, latami, wygląda to na taki powrót hipisów, ale bardzo to fajne, ludzie się wspierają, pomagają sobie. Nawet chciałam tam pomieszkać z nimi przez tydzień, zobaczę, może się skuszę

Mam w ogóle wrażenie, że Hawaje mocno różnią się energetycznie od reszty Stanów, dużo lepiej to miejsce odbieram, choć na razie jestem tylko na jednej wyspie, ale gdzieś mi tam świta pomysł by za jakiś czas pomieszkać tu na dłużej.