Ja dalej będę uważał, że jak jest kat na zewnątrz, to jest to lustro kata w środku.
Nie wierzę, że mogę dostać w gębę niewinnie, że nie ma we mnie tego, co to stworzyło. Zawsze, jeżeli dostanę, gdzieś we mnie są drzwi, przez które to się stało.
Wierzę w to, że im ktoś bardziej obwinia kogoś, tym bardziej ucieka od świadomości przyczyny w sobie. Jest zwalanie odpowiedzialności za daną sytuację na zewnątrz, na kogoś.
Zauważyłem z wglądów, że nawet dzieci, na wierzchu miłe, fajne, bobaski itd., a w środku mogą mieć "diabły". Zresztą często to potem widać w zachowaniu dzieci. Ale... to przecież niewinne dzieci, więc trzeba koło nich skakać

.
Im bardziej się widzi zło poza sobą, tym bardziej tworzy się iluzję dobra w sobie. Często się to robi po to, żeby nie widzieć głębiej zła w sobie, a jeszcze głębiej rzeczywistego dobra, które nie ma przeciwieństwa, nie ma bieguna przeciwnego "zła".
Widzi się jakichś katów, strzygi, diabły poza sobą, żeby odwrócić uwagę od tego samego w sobie.
Gdzieś tam głęboko jest w każdym piekiełko, które kiedyś trzeba odwiedzić i przekroczyć. Rozświetlić świadomością, przyjąć, zintegrować.
Często rozwój jest właśnie ucieczką od tego wewnętrznego piekiełka. W cudowny rozwój duchowy itd. Żeby tylko odwrócić uwagę od tego, co się samemu kiedyś złego robiło. Już teraz ja jestem dobry, uduchowiony, pełen miłości, a inni są źli, niedobrzy, inni niszczą ten świat itd.
Świat jest współtworzony przez wszystkich. Nie tylko przez polityków, katów itd. To, że oni działają na zewnątrz, nie oznacza, że my nie działamy wewnątrz, nie prowokujemy ich do tego, co robią.
Kreacja to nie tylko działanie. To też intencje. Przede wszystkim intencje.
My to nie tylko część, którą jesteśmy świadomi. Nasza kreacja wypływa z całego spektrum nas samych - od świadomych części do nieświadomych.
Na zewnątrz ktoś może być aniołem, w środku diabłem, do którego nie chce się ktoś przyznać, do którego dusza nie chce się przyznać. Ale to i tak iluzje, czy anioł, czy diabeł.