Kaja
A może moglabys przypomniec sobie, jak cie np rodzice manipulowali do tego stopnia, az zaczynalas odczuwac poczucie winy, ze zle zrobilas, i dostawalas motywacje do dzialania. Innej motywacji nie bylo, bo przezywalas ciagle zniechecenie, zmeczenie, czy pewnego rodzaju niechec.
Kto wie, może u ciebie tak było...
Motywowanie sie biczem, negatywnie odbierana presja, to twór zalęknionego opiekuna (rodzica), ktory ma nerwice, i wysyla presje za presje: zrób to, zrób tamto. Czemu nierówno łóżko posłane? O Jezus! Jak krzywo. Weź się skup dziecko, i po prostu zrób od nowa. Wtedy nic sie nie chce, odchodzi ochota na nauke, eksperymenty. Działa wówczas straszak, i wgniatające w fotel poczucie winy, które zapowiada, że kara jest blisko, lub jakas wielka nieprzyjemność. Wtedy wpadamy na odczucie, że jak sie poprawimy, to mama nas "nagrodzi", i nie będzie kary. Będzie słynne: "No ! I co, nie można bylo tak od razu? " A w naszej glowie oczekiwanie na pochwałę, dobre słowo i .. zawieszenie. Nie doczekaliśmy się. Ot, rozkaz, jak rozkaz. Pochwała nie nastapila, bo przeciez "żołnierz" nie ma swojej woli, i bez zwłoki musi wykonywac rozkazy przełozonego.
Pytanie zawsze podstawowe. Co mnie motywowało? Ja sama zdobywałem chęc na coś, czy ktoś mnie "przyuczał", groźbą, presją, obietnicą bicia. Wystarczy kilka powtórzen akcji "zastrasz, aby rzadzic", wywołaj strach, szok, aby odpalić mechanizm. Wtedy jest sie jak ten piesek. I nie wiadomo dlaczego
