Karina,
bardzo mnie Twój post rozbawił. Proponuję małe ćwiczenie - zostaw wszystko, co dała Ci cywilizacja: ubrania, dach nad głową, wodę w kranie, jedzenie ze sklepów, itd. i pojedź na tydzień do dżungli. Jak przeżyjesz i wrócisz, porozmawiajmy raz jeszcze. Ciekawiłoby mnie, jakie będziesz miała wówczas zdanie na ten temat?

Frisky,
aborygeńscy szamani potrafią bardzo dużo - pomyśl sobie o dowolnych zdolnościach i talentach, jakie posiadają znani Ci nauczyciele duchowi, i zapewniam Cię, że podobne rzeczy można znaleźć i u nich.
Problem tylko w tym, że praktyczne szanse na kontakt bezpośredni są bliskie zeru - mimo to, że przebywałem w małej miejscowości (4 tysiące ludzi raptem), i wiedziałem o dwóch szamanach, żaden z nich nie chciał się ze mną spotkać (no jednego spotkałem astralnie, ale to inna historia). Proste, nie jestem od nich, jestem z zewnątrz, a mają oni dość ścisłe i restrykcyjne reguły, odnośnie tego, jak i komu przekazywać swoją wiedzę, niestety. Dlatego też, choć miałem okazję wrócić w tamte okolice, to praktycznie na 99% nie skorzystam - duchowo raczej się nie posunę ponad to, co już zobaczyłem i doświadczyłem.