Autor Wątek: samotne macierzyństwo  (Przeczytany 3420 razy)

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-05, 10:16:03 »
Jedyne co wiem- to chęć spokoju. Spokojnego zastanowienia się -co dalej z życiem. Ja już na pewno nie będę z nim, to już skończone. Nie mam czystej sytuacji bo wracam do domu rodzinnego z dzieckiem- ale z ojcem mam na pewno lepsze relacje niż z partnerem więc wybrałam tą opcję. Będę cały czas dążyć do samodzielności , ale obecnie potrzebuję pomocy bo mój syn ma 2 lata. Więc jest malutki.  Z całą odpowiedzialnością mój związek to przeszłość, ja szukam spokoju, ciszy, harmonii a on szuka ciągłych imprez, wypadów. Nie powiem,że ja nie miałam w tym udziału bo wzorce DDa są mega męczące;-) A ja jestem DDA. Widzę,ze Twoj mąż to również DDA (do tego nie pracuje nad sobą)- napewno jest ci ciężko. Z osobą nienasyconą miłości żyje się trudno, bo ze mną też tak było tylko,że ja mam za sobą terapię i ciągłą pracę nad sobą.
Zresztą mój facet obecnie nie pracuje i nie chce dać na buty dla synka a dziś jedzie na imprezę ;) także to utwierdza mnie w mojej decyzji. Pozdrawiam ciepło.

JaAnia

  • Wiadomości: 3
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-05, 09:45:14 »
Muszka jestem na tym samym etapie w związku my mamy Marysię 6 lat, która kocha ojca.
Mój mąż to człowiek pełen gniewu, powody bywają różne  za mało dla niego mam uwagi, troski, wszystko mam gdzieś, mam jechać na szkolenie z pracy na 3 dni, wywala mu wtedy brak zaufania, w domu atmosfera lodowata bo koszula niewyprana, bo wróciłam 20 min za późno, bo mam pewnie gdzieś rodzinę,  no i żeby to wszystko przeżyć biedak musi się wieczorem i w weekend napić.
Wszystkie trudności tego małżeństwa wykorzystałam od początku do swego samorozwoju i póki co robię to nadal, jeszcze nie wiem czego chcę, moja samoocena jest nadal słabiutka i co gorsze daje sobie często wmówić że to moja wina, wtedy odpuszczam, tłumaczę sobie jeszcze nie teraz jeszcze nie mam na tyle siły żeby odejść i zmierzyć się z tego konsekwencjami.
 I tak sobie cierpię i dalej jestem czyjąś ofiarą, czasami dostrzegam światło w tunelu a prowadzi ono w tylko jednym kierunku, do wewnątrz mnie, tam jest radosny spokój, szczęście i spełnienie, poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa, poczucie że jestem w porządku wobec siebie i całego świata.
Wiem że decyzje trzeba podejmować z ich konsekwencjami a słuszne decyzje podejmę wtedy kiedy będę wiedzieć czego chcę. Rozumiem że trzeba kochać siebie, akceptować siebie, szanować siebie a nasze doświadczenia z mężami skłaniają nas ku pracy nad sobą i "zmuszają" często do poddania tego wszystkiego Bogu, bo same często nie jesteśmy w stanie sobie ze wszystkim poradzić.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-09-20, 11:28:04 »
Muszka

ja mialam pierwszego meza, ktory byl przystojny i ok ogolnie, ale lubial wypic, kolegow i nie przejmowal sie zyciem.Bardzo chcialam, aby nam sie udalo,wyjechalam po slubie do pracy do Niemiec, aby zarobic na mieszkanie dla nas...potem wrocilam i chcialam miec prace- znalazlam; dziecko- zaszlam w ciaze. Wszystko bylo w miare ok tylko ja bylam strasznie samotna- i rozczarowana..jednak myslalam, ze tak ma byc, albo nic innyego lepszego sie nie wydarzy. Poznalam kogos z Niemiec wyjechalam po rozwodzie- to byl cios dla dziecka, bo zburzylam jej swiat i zabralam od taty,dziadkow i z Polski....ale walczylam o lepsza przyszlosc i mialam taka....po paru latach stwierdzilam, ze znowu moj maz (drugi) ma jeszcze trudniejszy nawyk picia i poczulam sie strasznie tam zniewolona....podielam decyzje..odchodze....Ciezko mi bylo samej bo chcialam partnera do zycia i kochania go ......i wykreowalam sobie calkowitego abstynenta....opiekunczego i takiego jak chcialam...moje zycie zmienia sie ciagle....fakt corka przechodzila rozne etapy, kiedy tracila wylacznosc na matke i obcy facet zabieral jej mnie...ale wszystko sie ulozylo i warto isc za glosem serca i wierzyc w milosc i bezpieczenstwo....co do karmy....dopiero poznaje ten temat..i wiem, ze w kazdej sekundzie moge kreowac sobie to co dla mnie najkorzystniejsze.....czego Tobie tez zycze z calego serca ;)

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-18, 22:36:09 »
Początkowo ciągle się z nim szarpałam teraz zrozumiałam,że to nie ma sensu. Jestem o wiele spokojniejsza ale nie chcę już tak żyć,męczy mnie to strasznie.NIe zmienię go ale nie muszę się godzić  na to co on mi serwuje. Życze mu wszystkiego najlepszego ale sobie również dlatego muszę iść PO SIEBIE. Czekają na mnie studia i praca by zapewnić mi i synkowi byt. DO tej decyzji dojrzewam od początku zamieszkania razem i tak musi się stać. Niech Bóg da mi wsparcie i otworzy przede mną większe możliwości.
Dziękuję Wam za wsparcie i odpowiedź.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-09-18, 22:17:17 »
muszka 91

Zdecydowanie uważam, że lepiej od takiej osoby odejść. Może i dobrze by dziecko miało oboje rodziców, jednak odchodząc od pijącego partnera, dajesz mu coś lepszego: spokój, większy ład w głowie na co dzień, więcej poczucia bezpieczeństwa. Ty też sobie dajesz w ten sposób szansę. To jak otwarcie drzwi na lepsze.
Dobrze by było by stało się to bez walki Twojej, na zasadzie rezygnacji z tego co Ci nie służy, zamiast szarpania się i walk z partnerem. By to poszło płynnie ku lepszemu. Pomódl się o to, by Bóg dał Ci wszystko co potrzebne by z tego już wyjść, możliwości, wspierających ludzi.
Ja też odeszłam od partnera mając malutkie dziecko i zamieszkałam z nim sama. I uważam, że to było bardzo słuszne. Choć po pewnym czasie mój były partner, też zaczął się rozwijać duchowo. Teraz mamy bardzo fajną relację. Nie chodziło o alkohol w tym przypadku, ale też o duże bardzo DDA u mnie i u niego. Ja nie widziałam wyjścia, bardzo się bałam, byłam przed terapią, nie widziałam perspektyw. Z kasą było słabo. I modliłam się by Bóg w takim razie coś wymyślił, poddawałam się Bogu. I nagle wszystko zaczęło się coraz lepiej i lepiej układać. To proces, trwał, ale wszystko szło w coraz lepszym kierunku.
Uwierz, to jest możliwe:) Ale to ja musiałam podjąć radykalne decyzje o zmianie mojego życia, bez oglądania się na innych. W tym na partnera zwłaszcza.

Powodzenia:)) Niech Ci się dzieje zgodnie z Twoim  Najwyższym Dobrem:)
« Ostatnia zmiana: 2012-09-18, 22:19:04 wysłana przez Laka »

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-18, 22:16:27 »
Ja czesto sie zastanawiam czy w takich zwiazkach jakich opisujesz czy to nie jest juz samotne macierzynstwo?Nie wiem ,ale opisujac jego wybryki to raczej nie mozesz na niego liczyc przy wychowaniu dziecka.
Dodatkowo dochodzi znoszenie go w swoim codziennym zyciu i problemy z tym zwiazane.
Pamietam,ze byl taki moment jak bylam dzieckiem ze marzylam aby moi rodzice sie rozwiedli-to bylby najlepszy prezent dla mnie i dla nich samych.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-18, 22:12:38 »
muszka,

z tego co opisujesz partner już sporo zalazł Ci za skórę. Na pewno jest to przemyślana decyzja i myślę, że dobra. Inaczej będziesz kontynuowała to co miałaś w swoim domu rodzinnym. Chyba dojrzałaś do pewnych spraw. Nie jest naszym obowiązkiem czekanie aż dopełni się karma,  bo tak miało być, ponieważ to ciąg pewnych wydarzeń z których zdajemy sobie sprawę. Nie czekaj tylko dlatego, że czujesz, że miałaś się nauczyć tego czy tamtego. Jeżeli jest Ci źle to po prostu odchodź. Nie wiem jakie masz emocje na co dzień i co przeżywasz tak faktycznie. Dzieciaczek będzie mógł się widywać z ojcem, jeżeli ten zmądrzeje. Myślę, że nie robisz mu krzywdy. Nie sądzę, że uzależniony ojciec będzie dobrym przykładem. Moja matka siedziała z ojcem 25 lat zanim się rozwiodła, bo nie chciała mi i bratu go odbierać. A my nie chcieliśmy pijaka. Myślę, że dzieciaczek jeszcze kiedyś Ci podziękuje, nie odbierasz mu przecież możliwości kontaktu z ojcem, po prostu robisz coś dobrego dla siebie.
Nie komplikujesz sobie karmy. Ofiarą byłabyś wtedy, gdybyś pomimo świadomości różnych spraw, emocji, intencji wciąż siedziała po uszy w tym samym bagnie. Jeżeli podejmujesz decyzje w kierunku zmiany, to po prostu dodajesz sobie do swojego życia pozytywów, a to tylko wpłynie korzystniej na Twoją i dziecka przyszłość :) Broń Boże, nie zmuszaj się do życia z tym facetem jak Ci źle. Zwróć uwagę na wzorce współuzależnienia, u nas był taki wątek na forum, warto to sobie poanalizować. Dobrze, że byłaś na terapii, możesz skorzystać z darmowych porad u psychologów, poradnie pedagogiczno-psychologiczne udzielają konsultacji za darmo, każde osiedle powinno mieć taką poradnie.

Ja sobie dzisiaj uświadomiłam, że pomimo wszystko musi być lepiej. Że każdy etap ma w sobie coś wyjątkowego i daje zrozumienie. To tylko kwestia czasu gdy pojawią się dla Ciebie nowe mozliwości.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-09-18, 22:07:33 »
Warto rozważyć wszystkie za i przeciw, zastanowić się czy ma się plan na to co będzie "po" tym. Ja jestem z takiej rodziny gdzie ojciec pił, rzadko bywał w domu, rodzice się rozwiedli, zamieszkałem z matką. Nie dzieje się taka wielka krzywda. Wiadomo że najlepiej kiedy dziecko ma blisko oboje rodziców, ale - takich którzy mają na nie pozytywny wpływ. Najpierw warto się zastanowić - co jeszcze Ciebie samą łączy z tym partnerem, czy coś jeszcze oprócz dziecka. Trwanie w układzie gdzie dwojgu rodzicom nie po drodze a jednak są ze sobą, nie zawsze niesie za sobą dobro dziecka, niekoniecznie sprzyja mu. Dziecko uczy się w takiej relacji (zazwyczaj) że rodzice przez nie cierpią (zgadzają się na cierpienie ze względu na nie). Na przyszłość uczy się tworzyć podobne relacje.
Taka decyzja czy taka niesie ze sobą inną karmę. Najgorzej chyba będzie zadziałać wbrew sobie. Karma to nie kara za działania. Skutkiem tego że zostaniesz z nim, będzie to że będziesz musiała go nadal znosić. Jeśli odejdziesz, to po prostu będzie to samotne macierzyństwo z jego skutkami. To jest zasadniczo karma, nie jakieś ukryte kruczki.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-09-18, 22:05:18 »
Muszka, moim zdaniem lepsze jest samotne macierzyństwo niż związek z pijącym partnerem. Taki związek nie będzie dobry ani dla ciebie, ani dla dziecka.
Zawsze masz szansę, że spotkasz kogoś kto was oboje pokocha i stworzycie zdrową rodzinę.

Dla mnie widok pijanego ojca, był czymś koszmarnym. Nigdy nie chciałabym przejść przez to ponownie.

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-18, 21:47:13 »
Stoję przed ważną decyzją mianowicie samotne macierzyństwo. Akceptuję mojego partnera (wiem,ze go nie zmienię) ale nie podoba mi się jego styl życia( pijaństwo, imprezy, nie przychodzenie na noc) . Gdy wraca po 3 dniówie to odnoszę się do niego z szacunkiem( jeszcze kilka miesięcy temu latało "frajer"). Obudzenie było ciężkie-że nie jest tym księciem z bajki jakiego stworzyłam w myślach. On jest podobny do mojej matki( musze uzdrowić z nią relacje-alkoholiczka) a dziecko to wynik mojego podświadomego nałożenia sobie "dużego" obowiązku żeby nie były mi w głowie wyloty na alkohol( uwierzyłam,że jak bede miała zajęcie to nie bede mieć czasu na piwka z koleżankami).
NIe wiem kim byłam w poprzednim wcieleniu , ale teraz dobrze grałam ofiarę. Teraz powtórka z dzieciństwa i nagłe przebudzenie( terapia dda za mną, książki).
Po prostu mam dosyć- nie chce żyć z tą duszą, już wiem czego miałam się nauczyć- bycia niezależną, dbania o siebie-wzięcie odpowiedzialności za życie, uzdrowienie relacji z matką .Akceptuję go ale z nim NIE CHCĘ BYĆ- nudzi mnie juz to,znudziło mi się juz cierpienie. Zresztą już jak mi wywala to na chwilę , depresja już za mną.
Czy odbieram dziecku szanse na życie z ojcem? Będzie się z nim widywało. Robię komuś tym krzywdę?
JA chce żyć tak jak JA chcę a przy tym partnerze to mogę sobie pomarzyć o czymkolwiek bo zapija a ja musze dbać o swoj rozwój i o siebie.
NIe moge sobie teraz pozwolić na sesje regresingu bo mnie nie stać. Jedyne z czym pracuje to książki Leszka, terapia za mną i inne dydaktyczne racje.
Czy skomplikuje sobie karmę?
Przepraszam za ten cały nieład. Mam nadzieję,że ktoś da jakieś cenne rady.Dzięki