Mam tutaj pytanie dotyczące tzw "przerabiania karmy".
Nasłuchałam się dotąd tyle wariantów tegoż, że mam spore wątpliwości na ten temat.
Jeden z przykładów reakcji.
np pijana matka- menel, która w biały dzień na rynku mojego miasta, kopała małą 3-letnią ładną dziewczynkę. Chciałam ruszyć i babę kopnąć tak, jak ona to dziecko. Ale "rozwojowiec", który mi towarzyszył powiedział :Daj spokój. Nie wtrącaj się. Taką ma karmę. Taką matkę sobie wybrała.
Jak ją ruszysz to ona potem sie na dziecku wyżyje. ( z tym ostatnim zdaniem to akurat bym sie zgodziła).
Otóż wyobraźmy teraz sobie, że jest dziecko, które wybrało sobie naprawdę fajnego tatę. No i z drugiego bieguna, mamę.
Wybrało RODZICÓW. Żeby miedzy innymi z nimi, przerobić swoją karmę.
Dziecko jest notorycznie wykorzystywane, i to pod każdym względem, przez matkę od której jest skądinąd zależne.
Czy w związku z tym lepiej jest czekać aż karma "się wypali" ?
Aż dziecko dorośnie i samo do tego dojdzie, co się z nim działo ?
(A może ono teraz jest tak omotane, oklejone brudną energią, że samo nawet nie wie co robi i mysli ? )
Czy też można z boku pomóc dziecku, przez np oczyszczanie, egzorcyzm, odcinanie więzów czy powiązań z matką ?
Oczywiście dziecko, tuż po oczyszczeniu, wraca "pod troskliwe skrzydła" mamusi.
Tylko wydaje mi się, ze po takich zabiegach już ma ono inne intencje wobec swojego życia.
Do tego na pewno tego typu zabiegi trzeba by powtarzać,i to ze trzy razy przynajmniej.
Ale myślę, że to zawsze coś

Poza tym każdy terapeuta najpierw pyta o zgodę Wyższego Ja. Czy wolno pomóc takiej istotce.
Jak jest lepiej ?
Działać ?
Czy nie działać ?