Leszku
od lat zajmowania się rozwojem i medytacjami ( ze zmiennym zapałem:) stoję na rozdrożu dwóch głównych "rodzajów" medytacji:
1.wynikająca głównie z nauk OSHO i sprowadzających się w rezultacie do obserwowania,bycia świadkiem wszystkiego co we mnie zachodzi bez oceniania i utożsamiania się z tym, po prostu obserwowania, vipasany
2. wpisywania w podświadomość pozytywów, czyli medytacje w których "czuję afirmację" , nawet nie powtarzam w myslach a staram się czuć te afirmację w połączeniu z głebokim relaksem i wizualizacjami
chodzi o to,że czasami czuje że jedno jest dobre a czasami drugie i nie wiem w co powinienem pójśc na 100%,żeby być szczęśliwszym, czasami nawet dzielę medytację np. pół godziny robię jedno drugi pół godziny drugie, ale wtedy pojawiają się wątpliwości - która z tych rzeczy jest właściwa i lepsza dla mnie. masz jakieś sugestie?
szczególnie ważna jest dla mnie sytuacja którą z tych dróg wybrac podczas normalnych codziennych zajęć jak np. spaceruje i nie chcę tracic czasu to czy wtedy raczej skupić się na czystej obserwacji bez oceniania czy na afirmowaniu ( czuciu) pozytywów,
pytanie napisałem w słowach jakie mi po prostu przychodzą najprościej,ale myśle,że powinno być jasne