Witam.
Od urodzenia nad moim życiem wisi ciągle matka. Do dwudziestego roku życia około 90% czasu, który pamiętam to Ona. Pomiędzy rokiem około 10 - 15 poza pewnymi urywkami czy ogólnymi informacjami czuję się jakbym widział białą ścianę. Nadal do chwili obecnej ciągle stara się jakąkolwiek presję na mnie wywoływać i wymuszać pewne rzeczy, którym jestem przeciwny i się mi niepodobają. Ciągle stara się rządzić i ustawiać moje życie.
Nawet jeśli mówi, że chce by się mi wszystko ułożyło to czuję, że chce mnie podświadomie ściągnąć siebie pod pantofel czemu jestem ewidentnie przeciwny. Zaznaczam, iż w chwili obecnej mieszkam w Gdańsku a Ona na szczęście w Elblągu. Generalnie walczę z tym świadomie jak i nieświadomie. W pewnych moich reakcjach widzę nieco nieświadomy sprzeciw bo mam już dość traktowania mnie jak dziecko. Pewne rzeczy, które teraz robię nawet nieświadomie są reakcją na to, że brak mi ich było w dzieciństwie.
Czy moje problemy z nauką i ze znalezieniem obecnie pracy mogą wypływać z tego, że Ona chce mnie do siebie pod skrzydła/pantofel ściągnąć??? Nie powiem żeby mi się to podobało a z prawdziwą rozkoszą chciałbym się od niej w końcu uwolnić. Próby wybaczenia albo spełzają na niczym albo są krótko trwałe. Nie wierzy w magię i wielkie mi z ojcem ziemskim z tego powodu robiła. Odnoszę wrażenie, że to, że moje próby wybaczenia nie odnoszą skutku ponieważ ona sama nie chce sobie wybaczyć, i mi. Czy mogę tu mieć rację?
Generalnie z mojej strony nie czuję, iż ma to związek z karmą z mojej strony, z przeszłości. Bardziej odczuwam, że to jest dla niej karma do przepracowania niż moja. Ma straszne zapędy dyktatorskie więc przypuszczam, iż musi się w końcu nauczyć, iż nie może wiecznie nad wszystkimi kontroli sprawować bo stanowi to poważne konsekwencje w przyszłości.
Nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji.
Czy regresing na tą sytuację może mi pomóc uwolnić się od niej? Nie chodzi mi o to, żeby się od niej odwrócić tylko żeby w końcu te nicie zostały przerwane.