Autor Wątek: Z archiwum X  (Przeczytany 3913 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-12-17, 18:13:42 »
Jolanta
Dzięki za dobre słowa.
Ja mam w sobie ogromną nienawiść do siebie i ta nienawiść prowadziła mnie z wcielenia na wcielenie drogą tortur.
W tym tysiącleciu spotkało mnie jeszcze bardzo dużo złego. Z tego co pamiętam to w okresie odrodzenia napisałam książkę o znaczeniu kolorów i o astrologii. Ktoś na mnie doniósł i zostałam poddana torturom polegającym na rozcięciu brzucha i wyciąganiu jelit na zewnątrz. To było tak przerażające cierpienie że pamięć o tym mi pozostała do obecengo czasu i to uniemożliwiało mi oglądanie kolorów. Gdy się zainteresowałam kolorami to dostałam takiego porażenia nerwów że nie mogłam się poruszyć przez kilka dni.
W okresie rzezi Magdeburskiej, jako małe dziecko patrzyłam jak księża za pomocą krzyża rozbijali głowy moim rodzicom, ja miałam być następna. Udało mi się przeżyć i jako kilkuletnie dziecko musiałam sobie radzić sama.
W czasie rewolucji francuskiej zostałam zgilotynowana.
W jednym z zakonów w ramach umartwienia przez cały czas na plecach dźwigałam krzyż który w końcu złamał mi kręgosłup. Do końca życia leżałam sparaliżowana.
Często bywałam zakonnicami a wybierałam zakony najcięższe, cierpiętnicze i w nich byłam najlepsza w cierpieniu.
Wiele razy w tym tysiącleciu umarłąm na gruźlicę, a jest to jeden z najgorszych rodzajów śmierci przez uduszenie.
Ten sadysta ktory mnie tak torturował, nadal jest we mnie i nadal usiłuje mnie zabić.
Aby nie czuć tego wszystkiego uciekłam w pustkę, w brak emocji.
A moje wspomnienia są raczej intelektualne.
Może kiedyś uda mi się z tego wyjść

Muszka :)

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-17, 18:04:49 »
Ingo ja też Cię wspieram i trzymam za Ciebie kciuki;) choć wiem,że dasz radę! podziwiam Twoją odwagę pisania o takich tragicznych rzeczach. JA się boję zajrzeć do wcieleń choć np. wyczuwam ,że matka zrobiła mi coś więcej niż tylko w dzieciństwie, ostatnio nawet bałam się ,że mnie zabije nożem;-) takie miałam wyobrażenia! ale pisałam afirmacje bezpieczeństwa i poszło. Już jest lepiej.
Ale ciągle mam obawę,że jak zajrzę to znajdę takie tragiczne rzeczy jak Ty i nie wiem co z nimi pocznę a nie mam jeszcze uzdrowionego dzieciństwa. Podziwiam Cię!

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-17, 12:52:15 »
Inga....ogladalam ten film u siebie po niemiecku....ale bylam przerazona reakcja wlasnego ciala na te sceny...gdybym sie nie rozwijala i nie wierzyla w poprzednie wcielenia myslalabym- och biedni ci ludzie byli - ale co mnie to???? zreszta nie pamietam, zebym zyla tam- po prostu splynelo by to po mnie.
W czasie ogladania bylam zainteresowana,ale nieraz zalowalam,ze go ogladam, bo wiedzialam ze cialo i psychika jest w dole, ze sie doluje tym filmem.Polubilam myslenie pozytywnie i nie lubie sie dolowac i sprowadzac do parteru- ale bylam w szoku, ze tak malo wiedzialam o tych czasach- cos dzwonilo,ale nigdy sie nie przejmowalam tym co bylo kiedys.
Dlatego jak przeczytalam o Twoich katuszach...to mnie zmrozilo...pisal o tym Pan Leszek, ze na poczatku prob z regresingiem, kiedy wyprobowywal go na sobie- tez przypomnial sobie, ze ktos go zabil kiedys ...i oczywiscie chcial rachunki wyrownywac!! wiem, to musi byc dla Ciebie straszne....dlatego bez ugruntowanego bezpieczenstwa u siebie nie bede sie brala za regresing.....chyba, ze cos przypomne sobie spontanicznie. Wtedy bede szukac pomocy....jednak nie wiem co mam napisac, bo nie bylam w Twoim polozeniu.
Kiedy mam za duzo w glowie wspomnien....zawsze mysle- przyszlosc- to przyszlosc- bylo minelo. Staram sie duzo sobie i innym wybaczac...ale jest to trudne, nieraz bardzo i im bolesniejsze wspomnienia tym gorzej bo jestem zwiazana z tymi emocjami. Rozsadek podpowiada....daj na luz i probuje i probuje i wciaz probuje.
Mam respekt przed ludzmi takimi jak Ty, ktorzy przechodza swoje pieklo wspomnien....wiem, ze to akt odwagi i cieszylabym sie, gdybym mogla Cie choc troche wesprzec, abys jak najszybciej sie z Tym uporala i zostawila to g.....o w przeszlosci i mogla juz wolna bez tych cierpien silniejsza zyc pelniej tu i teraz z nami .....trzymam kciuki za Ciebie ;)))

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-12-15, 20:38:26 »
Często słyszę o tym jaki teraz świat jest zły i że ludzie są coraz gorsi, że kiedyś byli lepsi.
A ja włąśnie pamiętam to co ty potwierdzasz. Pamietam jak strasznie było w średniowieczu i jak okrutni wtedy byli ludzie, że liczyła się tylko władza i że ludzie byli opętani żądzą władzy.
Widzę że moje wspomnienia są prawidłowe, że nie zmyślam.
A winę ponosi za to kościół który zabronił wszelkich przyjemności, seksu, ciągle nawoływał do pokutowania i straszył mękami piekielnymi a w związku z tym ludzie całą swoją energię przeznaczyli na posiadanie władzy, bo to była jedyna przyjemność którą można było mieć.
Ja w średniowieczu byłam palona na stosie i torturowana za pomocą gruszki do rozrywania pochwy.
Gdy byłam księciem to nie chciałam się zgodzić na podwyżkę podatków dla chłopów i wtedy zostałam otruta przez kler.
A co się działo w zakonach?

Nie znam angielskiego więc nie obejrzę. A z drugiej strony się boję.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-15, 20:23:46 »
To jest link do tego filmu...jak ktos ma ochote popatrzec.....film jest fajnie nakrecony...ale temat smutny i deprymujacy ....
http://www.sat1.de/tv/die-tore-der-welt/video/teil-1-die-besten-filmszenen

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-15, 20:17:43 »
Inga rozumiem Cie i Twoje rozgoryczenie...dlatego powinnas pozwolic czuc sie z tym jak sie czujesz - tak dlugo jak potrzebujesz- w taki sposob jaki wybierzesz. Masz prawo!
 Ogladalam ostatnio nowy film w niemieckiej TV- duza produkcje miedzynarodowa Kena Forella "Tore der Welt" film o sredniowieczu w Angli ..... bylam w szoku , ze kiedys bylo tak brutalnie.
Moj maz ogladal ze mna i zloscil sie bardzo- "to jest chore...to pesymistycznyn film - tylko zlo zwycieza".
Mial racje...film byl okrutny i wstrzasajacy- nie moglam sie nadziwic, ze (bogaci/duchowienstwo) ludzie innym ludziom takie pieklo na ziemi organizowali- probowalam zrozumiec i mialam nadzieje, ze to ktos madry powstrzyma!!
Ale ciagle bylo beznadziejnie- jedni drugich  tak sobie torturowali i zabijali, truli,oskarzali,wieszali i mieli frajde przy tym. Nie liczyly sie zadne wartosci i czesto w imie Boga palili "czarownice", kobiety, ktore leczyly ziolami.
SZOK ze tak bylo kiedys- i jak pomysle, ze jesli zylam juz wtedy....to zastanawiam sie- co takiego przezylam i ciekawe co pamietam z tamtych okrutnych czasow. Strach sie bac!!!

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-12-15, 16:00:38 »
..powinien mu dac prawo byc smutnym...powiedziec - tez bym byl smutny jakbym byl na twoim miejscu - to wystarcza 2 minuty nie pocieszac, nie dawac rad..tylko odczekac ...zaproponowac pomoc...nic nie narzucac..po prostu byc.


To bardzo dobre podejście ,dużo lepsze od pocieszania.
Bo wtedy człowiek czuję się rozmiany oraz widzi że jego emocje są akceptowane, że on jest akceptowany z tymi niemiłymi emocjami.

U mnie się okazało że to złe samopoczucie było związane głownie z przypomnieniem sobie tego ataku na moją seksualność. Bo w tym akcie rozerwania mojego ciała, był rozrywany mój czakram seksualny. Ogromna chęć zniszczenia swojej seksualnośći tak, na zawsze, aby seks już nigdy mi nie przeszkadzał w powrocie do Boga.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-15, 14:07:49 »
Dziewczyny wlasnie o to mi chodzi....kiedy zaleznie do nastroju i przezywanych emocji szukamy sobie same pomocy....my wiemy (choc nie zawsze) co nam pomoze i podniesie na duchu.
Jest bledne przekonanie, ze np. jak dziecko jest smutne...rodzic kaze mu sie wziasc w garsc i zapomniec- BLAD....powinien mu dac prawo byc smutnym...powiedziec - tez bym byl smutny jakbym byl na twoim miejscu - to wystarcza 2 minuty nie pocieszac, nie dawac rad..tylko odczekac ...zaproponowac pomoc...nic nie narzucac..po prostu byc.
Ja to pozno zalazlam, ale juz sprawdzalam w praktyce z moja corka i innymi....daje mega dobre efekty.
Teraz sama sie siebie pytam albo intuicyjnie sprawdzam co mi pomaga...smutna albo wesola muzyka....jesli nie to moze spacer, albo rozmowa....albo medytacja....i obserwuje co sie dzieje....niekoniecznie lece po rady do innych....czytam forum, albo cos napisze....nieraz warto odczekac....odsapnac, czyms sie zajac....szukac w sobie pomocy,w naszej boskiej czastce ;)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-14, 18:30:22 »
Jola
Dla mnie też ta piosenka posłuzyła swego czasu jako krok milowy w pracy nad sobą:

https://www.youtube.com/watch?v=A3AcydSeETQ

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-14, 15:23:41 »
Jola :)
Dla mnie też piosenki są pomocne w przeżyciu emocji, oczyszczeniu się z nich. Moja podświadomość czasami pracując obrazami sama też mnie na nie naprowadza ;)) Taką uniwersalną piosenką którą można również do najróżniejszych sytuacji podpinać/dopasować tzw."wyciskacz" łez, emocji, żalu, świetny oczyszczacz.... ;))
jest "Apologize"
https://www.youtube.com/watch?v=ZSM3w1v-A_Y
a tutaj z dodatkowo bardzo wymownym klipem, można zastosować/dopasować sobie do oczyszczania emocji z najróżniejszych relacji.... ;)) jeszcze na etapie gdy emocje są "jak wulkan" ;)))
https://www.youtube.com/watch?v=h8oBykb_Pqs

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-14, 14:15:29 »
Inga wiesz mi kiedy bylam na dnie pomagalo mi  duzo  mrocznych piosenek...najbardziej "Niekochana" ONA....to bylo kiedy szukalam i czekalam na partnera. Mozna ta piosenke dopasowac do innych sytuacji....uwielbiam slowa i emocje w tej piosence- zawsze sie wzruszam....inny ktos powiedzialby- taplasz sie w swoim bolu -ale to bylo dla mnie jak terapia....potem zaswiecilo slonce....ale to bylo duzoo pozniej....najpierw musialam sie wyzalic i przejsc przez moja zalobe i caly bol....

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-14, 14:03:05 »
Inga ciesze sie ....staram sie nie wymadrzac i nie pouczac nikogo od kiedy odkrylam, ze kazdy ma prawo robic jak chce i nawet nie musi chciec mojej pomocy. To byl przelom dla mnie i staram sie panowac nad moimi odruchami ....pomagania i nawracania innych.;)))

Ja sie teraz czujesz???  Ja mam tez wahania nastrojow...i choc nie lubie tego ale akceptuje....pozwalam sobie obserwowac siebie;))

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-12-14, 12:42:36 »
Nie, nie zabrzmiało to jak rada.
Rada jest wtedy gdy ktoś mi mówi- zrób tak i tak albo- powinnaś była zrobić tak i  tak.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-14, 12:00:32 »
Inga

Ja mysle, ze masz racje...zapomnij rady, kiedy ich nie potrzebujesz i Cie tylko draznia. Wazniejsze jest jak sie czujesz sama z soba i czy czujesz, ze Bog chce Ci pomoc.
Ja uwazam, ze wtedy kiedy nam jest zle i kiedy spadamy na dno...to wtedy najblizej nam do Boga i jego wspolczujacej milosci. Wtedy z nami nie ma tam nikogo jest tylko mrok,strach,rozpacz i bol...ale jak piszesz wtedy Bog jedynie moze Ci pomoc i wspolczuc. On szanuje nasza wole, ale tez zawsze nam wszystko przebacza. Dla mnie w moim procesie powrotu do Boga to jest najwazniesze. Ta swiadomosc, ze Bog mi przebaczyl i na mnie czeka.
Wczoraj tez mialam moment kiedy cos mnie ruszylo i rozkleilam sie.....wtedy pozwolilam sobie byc i czuc te emocje, az mi przejda same.Zawsze wiem, ze cokolwiek sie dzieje On jest ze mna i mi naprawde wspolczuje....potrafie sie mu wtedy wyzalic i wyplakac. On przytula sie do mnie delikatnie i wiem, po prostu wierze, ze mnie kocha jak nikt inny.

Nie chce Ci znowu dawac rad i jesli to zabrzmialo jak jakas rada to sorry...;)
Wiesz chetnie bym sie z Toba spotkala i wysluchala Cie po prostu....dala Ci sie wyzalic i wyplakac....tak po prostu bez oceniania...

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-12-14, 09:12:58 »
W swoim życiu usłyszałam ogromną ilość rad.
Podczas sesji oddechowych ludzie również wkraczają ze swoimi radami.
Tym razem doradzali mi abym przestała myśleć o tym co mnie spotkało, abym zapomniała, abym się zajeła obecnym życiem, abym sobie dała spokój z wydobywaniem na wierzch tego co było i czego nie da się już zmienić.  Bo po co to odgrzebywać i rozjątrzać stare rany jak to i tak nic nie da.
Takie rady dawała mi też niedawno moja koleżanka. Już nie jest moją koleżanką.
A ja zawsze potrzebowałam współczucia, zrozumienia, użalenia się nade mną, potrzymania za rękę, bycia ze mną w moim bólu i nigdy nikt mi tego nie dał nawet w minimalnym stopniu.
Za to dostawałam ogrom rad na temat jak to powinnam kiedys postąpić i co zrobiłam źle.
Doszło do tego że nikomu niczego o sobie nie mówię, bo dzięki temu nie jestem narazona na wysłuchiwanie rad i nie muszę wymyślać powodów dal których nie chcę z nich korzystać.