Autor artykułu zaserwowanego przez Lynda nawypisywał różnych mądrości nt. odkryć "neuronauki".
A na koniec wreszcie stwierdził coś naprawdę mądrego:
"Sprawa potencjału zastosowania neuronauki w szkole to oddzielny temat. Niektórzy naukowcy są entuzjastyczni, inni – niezwykle sceptyczni. Ci drudzy twierdzą, że neuronauka nie jest jeszcze na takie przedsięwzięcie gotowa i w najgorszym wypadku doprowadzi tylko do powstania nowych neuromitów. I po co było tak tokować?
Zgodnie z moją wiedzą i moim dswiadczeniem, "neuronauka" wcale nie jest nauką:) Praktyka nie potwierdzą jej odkryć.
No, ale może kiedyś, kiedyś, w przyszłości, to się zmieni?
Jak napisałem wcześniej: MISJĄ NAUKI NIE JEST NEGOWANIE TEGO, CO DZIAŁA, MISJĄ NAUKI JEST WYJASNIANIE, DLACZEGO TO DZIAŁA?
Neuronauka (jak widzę na podst. linkowanego artykułu) zabrała się za obalanie rzekomych mitów nie oferując nic sensownego w zaman. A więc nie spełnia podstawowego kryterium naukowości!
W art. zanegowano słusznie jeden naprawdę niebezpieczny mit: Chodzi o przekonanie, że mózg rozwija się do 3 roku życia i dlatego w tym okresie powinno się go najsilniej stymulować, co praktycznie przekłąda się na próby stymulowania poznawczego i intelektulanego. Owe próby wynikają z DOMYSŁÓW, że to może być rozwojowe, ale nie z podstaw naukowych. Nie wiadomo nawet, co stymulować.
Tymczasem w latach 70-tych 20 wieku odkryto "struktury poznawcze", które wytwarzają się do 3 roku życia i ktore determinują sposób postrzegania świata (Jean Piaget). Tak jak po tym odkryciu większość psychologów nie była go w stanie zaakceptować, tak dziś większość nadal nie rozumie jego znaczenia w rozwoju dziecka i błędnie je interpretuje. Mozemy przyjąć, że stumulować należy STRUKTURY POZNAWCZE, czyli dawać dziecku jak najwięcej POZYTYWNYCH i realnie dzialających skojarzeń. Jednakże faktycznie, nie podejmowano badań w tym zakrecie przyjmując, że struktury poznawcze mają być zgodne z potrzebami. wymaganiami rodziców, pedagogów, czy Panstwa (pedagogika socjalistyczna w teorii, liberalna w praktyce). Jednakże realne znaczenie tego odkrycia jest nie większe niż "co kot napłakał"
Dobrze, że tym odkryciem przejęli się producenci zabawek, źle, źe wykorzystują je nawiedzeni pseudopedagodzy, którzy postanowili dzieciom zastąpić zabawki pomocami naukowymi, by przyśpieszyć ich rozwój intelektualny!
Dzięki temu, że nasze mózgi inaczej rozwijały się do 3 roku życia,
stawarzając dzięki temu rózne struktury poznawcze, czyli mechanizmy interpretowania świata, jedni z nas mają zdolności myslania analitycznego, inny syntetycznego i między sobą nie potrafią się dogadać. Jedni z kolei mają potrzebą porządkowania, a inny obalania. I też trudno się im z sobą dogadać. Jedni ufają, ini węszą podstępy. I też im raze mnie po drodze. Jednym wystarcza, że coś działa, inni potrzebują dowodów naukowych, a i tak im to nie działa

Itd,. itp.