Byłam dziś w Salem - mieście czarownic jak na byłą czarownicę przystało
Niezłe to miasteczko, kupa ludzi poprzebieranych, tak, że czasem szczena opadała. Nawet udało mi się być na procesie jednej z czarownic, ale została oczyszczona z zarzutów i ułaskawiona, także nie było show ze stryczkiem...
No i widziałam najdziwniejszą księgarnię w życiu - tysiące książek poustawianych bez ładu ani składu, jedna na drugiej, od ziemi w górę, z wplecionymi gdzieniegdzie liśćmi z dworu... pan który sprzedawał książki wyglądał coś jak Gandalf albo stary zegarmistrz i stwierdził, że żeby zrobić mu zdjęcie to trzeba kupić jakąkolwiek książkę

Przypuszczam, że gdyby zapytać go o jakąś konkretną, to by nie miał pojęcia ani czy taką ma, ani tym bardziej gdzie ją trzyma.