Z tego co pamiętam to do Izraela jechali ok miesiąca, tam zostali kolejny miesiąc (ich rodzice tam mieszkali), a do Chin z powrotem chcieli obrócić w pół roku

Nie mam z nimi kontaktu więc nie wiem czy im się udało.
Mi się marzy taka podróż, ale stopem, bo rowerem bym nie dała rady

Słyszałam jeszcze historię młodego chłopaka z Gliwic, który pojechał rowerem też gdzieś w p*zdu do Azji (sam!) - chyba też Chiny, po powrocie miał prelekcje na polibudzie i opowiadał jak gdzieś tam była powódź i musiał zwiać na drzewo, rower mocno przywiązał do tego drzewa żeby mu woda nie zabrała, a jak się uspokoiło, jechał dalej

Nie wiem na ile to prawda, ale przypuszczam, że rzeczywiście mogło to mieć miejsce.
Mój tata w młodości pojechał do Chin ze znajomymi, byli w Pekinie i akurat wybuchła tam jakaś rewolucja. Podobno na ulicach zaczęła się robić masakra więc musieli uciekać, jacyś studenci im pomogli, pożyczyli czy dali im rowery żeby zwiali gdzieś dalej. Wszystko skończyło się dobrze, ale podobno nie wyglądało to za ciekawie
