Autor Wątek: Choroba  (Przeczytany 23022 razy)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-05-22, 22:37:40 »
No to chyba trzeba zacząć od zaakceptowania i wybaczenia sobie tego. Minimum jakie uzyskasz to to, że nie będziesz się czuła źle (emocjonalnie) z chorobą :)

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-22, 22:25:55 »
Kaja
Ale przecież napisałaś:
"dlatego mam opory żeby o nich mówić żeby moja pś nie czuła się dumna"
To znaczy że boisz się że mogłabyś być dumna. To jakiej dumy się boisz?

Chodziło mi o problemy generalnie, nie w kontekście choroby, choć to wątek o chorobie, ale tak a propo tego ze 99% ludzi nie miało takiego problemu o tym pomyślałam i napisałam. Samej choroby sie wstydzę, nie dlatego że ona jest wstydliwa, tylko że tak upadłam, że musiałam zachorować.

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2012-05-22, 22:01:04 »
Kaja
będzie dobrze jesteś dzielna i cudowna ,taka jasna i Bóg cie kocha.Poradzisz sobie ,bo jesteś wspaniałą istotą,dzielna i kochaną.A ja Ci życzę cudnej wiary ,która przenosi góry.Cudem jesteś i już masz tą wiarę w sobie.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-05-22, 21:59:37 »
Kaja
Ale przecież napisałaś:
"dlatego mam opory żeby o nich mówić żeby moja pś nie czuła się dumna"
To znaczy że boisz się że mogłabyś być dumna. To jakiej dumy się boisz?

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-22, 21:55:48 »
No właśnie Monika zaczynam to dostrzegać i rozumieć po co założyłam ten wątek:)

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2012-05-22, 21:53:38 »
Kaja
Jeszcze cię tam na górze nie chcą naprawdę.Po to masz te wsparcie od tych wszystkich ludzi tutaj ,żeby wyzdrowieć ,to twoje otwarcie na miłość ,na zdrowie powoduje ,ze dostajesz wskazówki ,wskazówki ,które są i rozwiązują twoje problemy ,pomagają,kochają cię i szanują i dobrze życzą.

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-22, 21:43:26 »
Felicite, tak się zastanawiam nad tym co napisałaś. Ja akurat z samej choroby nie byłam nigdy dumna, nigdy nie była mi potrzebna też do skupiania na sobie uwagi jak również z tego, że radzę sobie z samą chorobą. Bo sobie nie radzę. Ale już z tego, że radzę sobie w życiu  pomimo choroby to rzeczywiście tak.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany

Piotr

  • Wiadomości: 788
  • Płeć: Mężczyzna
    • Kultura aryjska
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-22, 21:21:19 »
Popieram optymizm Moniki, moim zdaniem jest trzeźwy i przytomny. Nie zgadzam się, że ktoś, kto nigdy nie przebył ciężkiej choroby nie ma podstaw, by powiedzieć choremu: "Twoje zdrowie to Twój wybór", bo to jest wybór. Zgadzam się z Lyndem, warto uważać na to, aby się nie hipnotyzować i nie wypierać problemu. Ale powoływanie się na oficjalne statystyki uleczalności to w gruncie rzeczy sianie defetyzmu. Skoro każdy chory sugerował się losem poprzedników, którym się nie udało, to nic dziwnego, że uleczalność wyszła zerowa.
Kaju, Moc Boskiej Istoty w Tobie jest w stanie uzdrowić całe Twoje ciało. Użyj jej.

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2012-05-22, 16:15:39 »
Lynd Seagull

Każdy człowiek ma prawo do własnej ścieżki ,do własnego zdania ,mój optymizm jest ,był i będzie używany w praktyce.To ,co napisałam ,to moje odczucia ,moje mysli ,moje przekazy i moje rady dla Kaji.Zasiegnęłam porady od najwyższych sił ,aby napisać Kaji coś ,co jest wsparciem.Jeśli zechce ,to skorzysta ,jeśli nie ,będzie szukała innej drogi.Natomiast nie napisałam ,ze tylko taką droga może wyzdrowieć.Mój optymizm nie jest desperacki jak to ująłeś ,bo jest wielką siłą.Zasadą jest działanie ,a nie zrzędzenie.
Kiedyś koleżanka przyprowadziła swoja córkę do pracy  w wieku przedszkolnym ,która miała autyzm od urodzenia ,jak ją zobaczyłam ,był dla mnie szok ,nigdy nie widziałam człowieka z autyzmem ,powiedziałam tylko w duszy ,Boże to nie dla mnie ,ja nie dam rady ,nie mam tulu sił żeby jej pomóc ,to jest ciężkie ,po tym co powiedziałam  usłyszałam ,dasz radę jej pomóc ,ją uzdrowic poprzez radosć ,uśmiech ,optymizm ,dokładnie widziałam instrukcję jaka płynęła od Boga.Na drugi dzień juz wiedziałam co mam robić i jaka energią działać ,wiedziałam ,ze radosć mnie prowadzi i tylko to było ważne ,najgorsze rzeczy ,które wydawałyby się zwykłemu człowiekowi nie do pokonania ,ściągałam poprzez radośc ,w ciągu 15 minut uzdrowiłam dziewczynkę z autyzmu  ,zaczęła mówić ,śmiać się niewiarygodnie ,zaczęła słuchać mantr ,ma swoje ulubione ,wszyscy byli zaskoczeni ,bo nigdy tak się nie zachowywała .Dlatego podkreślam i wiem ,że optymizm działa cuda i nie jest desperacki ,bo działa cuda,to jeden tylko przykład jest ich wiecej .Wazna jest i była otwartosć i gotowość  i przez to ,co zobaczyłam w świecie bezcielesnym jak ja to nazywam ,to nie ma czegoś takiego jak nieuleczalne ,to człowiek sobie tylko takie coś przypisuje.Uzdrowienie ,to pokazanie,że mozna być zdrowym.A dlaczego by nie uwierzyc ,ze cuda działają.Każdy wybiera dla siebie drogę .Kidy oczyscisz umysł ,choroby nieuleczalne znikają.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-05-22, 16:12:48 »
W formule "nawet jeśli jest tak i tak - to kocham i akceptuję siebie" to 'kocham i akceptuję siebie' jest już zalążkiem (oazą) zdrowia, spokoju i oczyszczenia. Oazą z której możemy spojrzeć na problem spokojniej. Wtedy on zaczyna jakoś mięknąć, rozpływać się. Czasem sie przekształcać, a nawet nasilać. Jeśli pojawi się jakaś nowa informacja możemy stworzyć nowe ustawienie. Dla mnie to nieźle działa.

Na mnie też to działa. Ja już dawno zrezygnowałam z opukiwania się (teraz stosuję to tylko sporadycznie i nie zawsze opukuję do końca), natomiast bardzo często używam pierwszej części procedury EFT - ustawienia wraz z masowaniem punktu wrażliwego. Działa to na mnie tak, jak opisujesz. Miłość i akceptacja (na trzeźwo i przytomnie, czyli bez wypierania) potrafią zdziałać cuda :)
Tak, ta formuła jest genialna! :D

Wcześniej powtarzałem formułę EFT-wą i czekałem na to, co mi pod spodem wywali, potem znowu i znowu. Wychodziło jakby uzdrowienie miało przyjść po odreagowaniu wszystkich wzorców - tylko wszystkie wzorce to strasznie dużo a przecież my uzdrowienia potrzebujemy już teraz. No i w pewnym momencie załapałem. W formule "nawet jeśli jest tak i tak - to kocham i akceptuję siebie" to 'kocham i akceptuję siebie' jest już zalążkiem (oazą) zdrowia, spokoju i oczyszczenia.

Heh, ja robiłam dokładnie tak samo. Aż też w końcu "załapałam" :))
« Ostatnia zmiana: 2012-05-22, 16:15:58 wysłana przez Felicite »

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-05-22, 16:02:03 »
Ja ostatnio miałem ostre problemy z czymś w rodzaju nerwicy. Afirmacje pomagały ale ciągle nie do końca. Eft też podobnie. Ale w pewnym momencie udało mi się załapać, że w EFT miłość nie jest środkiem czyszczącym służącym do wywołania uzdrowienia ale jest już sama uzdrowieniem. Wcześniej powtarzałem formułę EFT-wą i czekałem na to, co mi pod spodem wywali, potem znowu i znowu. Wychodziło jakby uzdrowienie miało przyjść po odreagowaniu wszystkich wzorców - tylko wszystkie wzorce to strasznie dużo a przecież my uzdrowienia potrzebujemy już teraz. No i w pewnym momencie załapałem. W formule "nawet jeśli jest tak i tak - to kocham i akceptuję siebie" to 'kocham i akceptuję siebie' jest już zalążkiem (oazą) zdrowia, spokoju i oczyszczenia. Oazą z której możemy spojrzeć na problem spokojniej. Wtedy on zaczyna jakoś mięknąć, rozpływać się. Czasem sie przekształcać, a nawet nasilać. Jeśli pojawi się jakaś nowa informacja możemy stworzyć nowe ustawienie. Dla mnie to nieźle działa. I myślę że pomogłoby przy  każdej chorobie. Trzeba tylko załapać, a żeby załapać trzeba ciągle się starać na trzeźwo i przytomnie

Medycyna akademicka jest oparta na sceptycznym światopoglądzie zgodnym z założeniami materializmu dialektycznego - "istnieje tylko świat materialny" i nie ma żadnego dowodu na to żeby istniało cokolwiek więcej. Są różne uzdrowienia pozornie nieuleczalnych chorób ale oni tego nie uznają bo sa więźniami swoich doktryn i inercji struktur, którym nie w smak przyznawać się do błędów i cokolwiek zmienić
« Ostatnia zmiana: 2012-05-22, 16:11:25 wysłana przez Mariusz »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-05-22, 15:47:36 »
Nie wypierałam przyczyn choroby bo ich cały czas szukałam i szukam i cały czas dochodziłam dlaczego i chciałam to zmienić, ale wypierałam samą chorobę funkcjonowanie z nią leczenie zachowawcze.

Wiesz, można tak szukać, żeby znaleźć i można szukać, żeby tylko szukać ;)
Wydaje mi się, że jednak wypierasz. Piszesz przecież:
Ja generalnie mam wrażenie, że moje problemy w większości przewyższają problemy innych  i to nie tylko w temacie zdrowia, dlatego mam opory żeby o nich mówić żeby moja pś nie czuła się dumna.

Te opory powodują wyparcie. Na pewno nie tak, żebyś była nieświadoma tego (bo świadoma tego jesteś - piszesz o tym przecież), ale jednak wypierasz i dlatego to w Tobie siedzi.
A chodzi o to, żeby pozwolić temu swobodnie wyjść i pójść.
Nie wiem, czy są jakieś inne przyczyny Twoich chorób, ale póki co pokazała się jedna - bardzo mocna: duma (w sensie pycha) z tego, że dajesz radę, chęć dowartościowania się chorobami. A więc trzeba się nią zająć.
Nie wypierać, nie bać się, że pś poczuje się dumna, tylko wyjść temu naprzeciw i wywołać to. Bo póki co, to sytuacja jest taka, że to jest, ale Ty nie masz nad tym żadnej władzy, bo się tego boisz. A żeby się tego pozbyć, musisz się z tym zmierzyć.
Takie poczucie dumy z czegoś tam jest nie tylko bardzo częste, ale wręcz wszechobecne. Kazdy to ma. Tylko w różnym zakresie. Nawet jeśli nie jest tego świadomy, albo się do tego nie przyznaje.
Dumnym można czuć się dosłownie ze wszystkiego: z tego, że jest się bogatym, biednym, chorym, zdrowym, grubym, chudym, wykształconym, niewykształconym, mądrym, głupim, itd. A duma z powodu chorób (i tego, że tylko JA potrafię COŚ TAKIEGO wytrzymać) to bardzo często zjawisko. Tak więc - nie jesteś sama :))
Ja też to przerabiałam :) I nadal przerabiam podobne sprawy, tylko już w dużo mniejszym zakresie.
W takiej sytuacji chodzi o to, żeby całą tę dumę wyciągnąć na światło dzienne i pozwolić się jej wyrazić, zaistnieć. I nie hamowac jej. Wtedy ona sama odejdzie, bo nie jest Tobą! Sprawdzone :)
Czyli tak: pozwól sobie na myślenie, mówienie i wszystko co chcesz odnośnie dumy. Jeśli się wstydzisz publicznie, to zrób to w odosobnieniu. Bez żadnych zahamowań myśl (albo mów na głos) o sobie, jaka to jesteś wspaniała, najlepsza, że inni to przy Tobie taaakie pikusie, że mogliby Ci buty czyścić! I takie tam. Na pewno pojawi się wstyd i lęk przed odrzuceniem. To dobrze, pozwól mu być, przeżyj go w pełni, czyli innymi słowy akceptuj. I dalej napieprzaj, jaka to jesteś super, hiper i w ogóle :) Poświęć na to tyle czasu, ile będzie trzeba. Nie musi to być za jednym razem. Możesz to rozłożyc w czasie.
Jak sobie na to pozwolisz w pełni, to gwarantuję, że to po prostu odejdzie. Te odczucia, ta cała duma to nie jesteś Ty i jeśli nie bedziesz tego zatrzymywać, to po prostu sobie pójdzie [ale oczywiście nie w jednej chwili, trochę musi powychodzić, bo pewnie dużo się nagromadziło :)]
Czyli to jest tak: wypieraniem, lękiem przed tym zatrzymujesz to w poświadomości. A to tam jest i bruździ. A gdy to zaakceptujesz, czyli pozwolisz temu być, to wyjdzie, czyli odejdzie. Wystarczy tego nie zatrzymywać :)

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-22, 14:58:55 »
Bardzo dziękuję wam za wsparcie, aż się popłakałam czytając to. Na pewno robię i będę robiła wszystko żeby wyzdrowieć, z moich wszystkich chorób i nie tylko.
Ja generalnie mam wrażenie, że moje problemy w większości przewyższają problemy innych  i to nie tylko w temacie zdrowia, dlatego mam opory żeby o nich mówić żeby moja pś nie czuła się dumna. Bo przecież inni z tym co mam ja to dawno by zwariowali a ja sobie tak świetnie radzę, mimo naprawdę wielkich wywałek w ostatnim roku i chorób. Pozatym te moje niektóre problemy to takie z wysokiej półki nie każdy może je mieć, nie każdego na nie stać. Ja chcę sobie świetnie radzić bez choroby i bez problemów, a nie dowartościowywać się nimi.
Posty Moniki dodały mi wiary,  choć nie wiem co będzie i na ile dam radę się z tym uporać, tak jak pisała Felicite w najgorszym wypadku umrę w cierpieniach. Wcześniej sobie mówiłam, że najwyżej sama sie zabije zanim to cierpienie przyjdzie.
Ja cały czas walczyłam z chorobą, a teraz widzę że to chyba nie najlepsza droga, że muszę najpierw ją zaakceptować i dopiero potem uzdrawiać. Nie wypierałam przyczyn choroby bo ich cały czas szukałam i szukam i cały czas dochodziłam dlaczego i chciałam to zmienić, ale wypierałam samą chorobę funkcjonowanie z nią leczenie zachowawcze.
Lekarzy to ja mam dobrych, ale to nie ma większego znaczenia bo i tak medycyna nie zna wyleczenia z tej choroby.

katharina

  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-05-22, 14:34:14 »
jesli to stwardnienie rozsiane to ta dunska aktorka wyzdrowiala- http://www.google.pl/search?q=mille+dinesen&hl=da&prmd=imvnso&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=koe7T_ejJsnxsgaq19y1CA&sqi=2&ved=0CFsQsAQ&biw=1600&bih=726 Mille Dinesen- przeszla na zdrowa diete i zaczela uprawiac sport