Do tego jeszcze może być to, że ludzie nam zazdroszczą tego, co my nie do końca uznajemy, że na to zasługujemy. Jeśli z czyms co mamy i jest to coś ogólnie wartościowe, nie czujemy się godni, nie zasługujemy, nie dajemy sobie prawa, to ludzie mogą nam tego zazdrościć.
Może tak być. I pewnie prędzej czy później sie tego pozbędziemy, żeby nie czuc sie winnymi. Albo zaczniemy się karać.
Ale i tak moim zdaniem przyczyną tej zazdrości jest nasza stłumiona zazdrośc. A lustereczko pokazuje.
Często jest tak, że ludzie w głębi serca czegos pragną, ale nie wierzą, że mogą mieć (chociaz mogą tylko o tym nie wiedzą) To pragnienie jest tłumione, ale i tak boli i uwiera. Zwłaszcza jak sie widzi osoby, które to osiągnęły. I żeby zmniejszyc dyskomfort często potępia sie takie osoby, przypisuje im negatywne cechy i wmawia sobie, ze tak naprawdę tego sie nie pragnie. Zadrość jest stłumiona i przykryta warstwą zakłamania. Trzeba zdjąć to zakłamanie i pozwolić sobie na własne pragnienia i wtedy ona wylezie w całej okazałości. Wtedy można z nią pracować. Na tym etapie, jak już mamy dostęp do swoich pragnień to może sie okazać, że nie ma czeo zazdriścić innym, bo to wiele z tego czego zazdrościmy innym możemy sami osiągnąć. Zreszta mając dostęp do swoich pragnień możemy skupic się na nich, na sobie zamiast na innych.
Właśnie zdałam sobie sprawę, że kiedyś tak było, że