Mnie drazni przeklinanie i niestety ale musze przyznac ze jest to cecha ktora mam w sobie... od dziecka. U mnie w domu nikt nie rzucal miesem, nigdy. Jednak ja jako dziecko, kiedy sie mocno zdenerwowalam , to o dziwo zaklac potrafilam. Siostra leciala do mamy na skarge, a ja szlam "na dywanik". Mama tlumaczyla mi ze tak sie nie mowi. Nastepnym razem, kiedy sie wkurzylam, to zeby nie podpasc mamie, zamiast klniecia, walilam piesciami w poduszke - ze zlosci na cos tam. A mama smiala sie za sciana ze mnie, ale nie agresywnie. Dzialalo to tak, ze jej smiech mnie studzil, neutralizowal. Ale i tak mam w sobie duzo stlumionej zlosci niestety, ktora wyrazam wlasnie przez przeklinanie. Dodatkowo czuje sie przez to mniej kobieca, bo kobieta powinna byc przeciez subtelna i zrownowazona...Zaden mezczyzna nie zafascynuje sie kobieta wulgarna. U innych nienawidze tej cechy, zwlaszcza u mezczyzn - odbieram to jako profanacje mojej kobiecosci, jako wyzwalacz ukrytej we mnie zlosci i agresji. Jesli przeklinanie innych jest dla mnie lustrem, to pokazuje mi, ile we mnie zlosci, agresji i buntu ( czyli deficyt milosci inaczej mowiac ) i jak bardzo olewam swoja kobiecosc, jak bardzo ja kwestionuje....:-(